Dodaj do ulubionych

NIE-szczesliwe kobiety

IP: *.CMB2.splitrock.net 10.08.01, 21:04
Wychowywalam sie w domu, w ktorym obowiazywal patriarchat. Kobiety
byly, zyly - aby mezczyznie bylo dobrze.
W XX wieku w Polsce wychowano mnie tak, abym byla "samodzelna"
tj.umiala sprzatac, gotowac, podawac, prasowac koszule....itd.
Otrzymalam wyksztalcenie, czemu nie - ale mialam umiec zyc przede
wszystkim dla meza. Taki mialam przyklad w domu.
"- Cicho dzieci, tata pracuje!"
Jako siedemnastolatka buntowalam sie jak wszystkie dzieci.
Ale gdy wyszlam za maz - balam prawie jak moja matka.
Poniewaz umialam wiele, nie umialam natomiast podejmowac decyzji (to
przeciez meska sprawa) - wybralam sobie na meza "dojrzalego" faceta.
Musial byc dojrzaly, bo byl kilkanascie lat starszy.
Gotowalam, sprzatalam, podawalam, prasowalam, robilam zakupy,
chodzilam do pracy - ale ciagle bylo zle.
Pewnego dnia dowiedzialam sie nawet, ze powinnam znac mysli mojego
meza (to tez moj obowiaze!!!), zeby moc w pelno zaspokoic jego potrzeby.
Moja ewentualna niesubordynacja byla natychmias karana.
Przezylam z nim 12 lat. W koncu nie bylam w stanie wytrzymac obelg, bicia
i ciaglych awantur.
Zdalam sobie sprawe z tego, ze kolejny cios piescia w glowe moze
skonczyc sie dla mnie zle.
Odeszlam.
I co????
Wtedy dopiero zaczelo sie pieklo, ktore trwalo kolejnych pare lat.
Depresja.......i wszystko, co sie z tym wiaze.

Ale po co ja to pisze ??????

Bo mam to wszystko juz za soba.
Przezylam wiele trudnych momentow i udalo mi sie mimo wszystko
przetrwac.

Teraz moje zycie jest cudowne i bardzo sie ciesze, ze nie skonczylam go
wczesniej, choc pare razy mialam na to ochote.

Jesli jestes w gownianym nastroju, to napisz - moze uda mi sie
podpowiedziec Ci , co z tym zrobic.
Podobno tylko ktos, kto sam przezyl "cos" jest w stanie pomoc komus, kto
wlasnie "cos" przezywa.

Mam teraz wiare i optymizm, ale wiem, co to znaczy, gdy nie chce sie zyc,
wiem tez co robic - by chec do zycia wrocila.

pozdrawiam
Myszka
Obserwuj wątek
    • Gość: Bea Re: Do Myszki. IP: *.fnet.pl 11.08.01, 00:11
      Jak udało Ci się wyjść z depresji?Podziel się jak odzyskać chęć do życia?pzdr
      • Gość: Mega Re: Do Myszki. IP: *.dialinx.net 11.08.01, 02:01
        Czesc Myszko,

        Fahnie, ze wyszlas na prosta. Co bys poradzila kobiecie, ktora niszczy
        wszystko to co ma najiekniejszego. Niszczy ona wlasna urode, wlasne
        malzenstwo, ''przeciwkuje'' Panu Bogu...itd.
      • Gość: Soonia Re: Do Bei i Mega IP: *.regionet.pl 11.08.01, 12:42
        Cześć Bea
        Nie jestem osobą ktora deklarowała pomoc, sama miałam
        pare trudnych chwil w życiu, jednak teraz widze jak
        trudno jest radzic innym.
        Czytałam Twoje posty na sąsiednim forum kobieta.
        być może dołuje cie myśl ze nie mozesz dac swoim
        dzieciom prawdziwej rodziny. Nie zapominaj jednak ze
        one mają Ciebie, a to już BARDZO dużo, bo nie jesteś
        ich "mamą" ale Najukochońszą Mamą.
        Na pewno możecie dać sobie nawzajem wiele szczęścia,
        wychodz z nimi jak najczęściej na słońce, na spacer,
        na wędrówkę poza miasto, nawet wbrew sobie, gdy w
        sercu ciężko, i nawet gdybyś musiała czasem odwrócić
        twarz, ukrywając łzy. Ruch i swiatło słoneczne będą
        mieć na ciebie dobry wpływ, zobaczysz też że swiat
        nie kończy sie na ograniczonych czterema scianami
        ciemnośiach, lecz jest kolorowy i barwny, ichoć w to
        teraz nie wierzysz może stac sie twoim udziałem.
        W moim leczeniu sie z depresji bardzo wazną role
        odegrało uprawianie sportu.
        Teraz jesteś samotna, lecz pamiętaj, tak nie będzie
        zawsze, wyobraź sobie że musisz przejsć bezlitosną
        pustynię, zaakceptuj bol i cierpienie jakie
        towarzyszy tej wędrówce, ale z myslą ze ona sie kedyś
        skończy, może już za następną wydmą?
        Znasz te posenkę Grechuty: "Ważne są tylko te dni
        których jeszcze nie znamy"? tak naprawde przyszłość
        chowa dla ciebie jeszcze nie jeden smaczny kąsek,
        wiem że czujesz beznadziejność, ale w tym wypadku
        musisz uwierzyć głowie nie sercu.
        I bądz dla siebie wyrozumiała, życie doświadczyło cie
        bardziej niż wielu innych ludzi, dlatego nie wiń
        siebie za tą słabość, bądz dla siebie dobra bo na to
        zasługujesz.
        Trzymam za Ciebie kciuki, i pozdrawiam ciepło ciebie
        i dzieci.

        Do Mega - myśle że skłonności autodestrukcyjne są
        także wynikiem depresji. Agresja i lek zawsze chodzą
        w parze. boisz sie, atakujesz - samą siebie. Rada,
        jak wyżej wyjść z cienia, pokochać siebie. Jak łatwo
        sypie sie banałami, jak trudno te rady wprowadzać w
        życie!
        Pozdrawiam i zycze powodzenia
    • Gość: myszka Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.CMB2.splitrock.net 11.08.01, 17:22
      Czesc dziewczyny,
      pokochaj siebie, zaakceptuj bol - tak....to wszystko swieta prawda. Tylko
      jak to k...wa zrobic???!!!
      Sprobuj zadac sobie pytanie - "czy chce, aby stan w jakim jestem trwal
      dalej ???"
      Od odpowiedzi - tej prawdziwej, tej z samego srodeczka - zalezy co dalej.
      Czesto zdarza sie, ze jest nam bardzo, bardzo zle - ale w pewnym sensie
      bol w jakim trwamy jest naszym bolem i chcemy, zeby nam towarzyszyl. To
      pozwala uzalac sie nad soba, skupiac na sobie uwage innych...itd.
      Od tego, czy chcemy (tak z calej duszy) cos zmienic - zalezy, czy uda sie
      nam wyjsc z depresji.
      Jesli tylko pragnienie uwolnienia sie od bolu jest wystarczajaco silne,
      trzeba probowac zaczac myslec.
      Jest myslenie na zasadzie "przestajemy plakac nad rozlanym mlekiem".
      Bo przeciez, gdy mleko sie rozlalo, to juz zupelnie nic nie da sie zrobic.
      Mozna tylko sprzatnosc powstaly balagan.
      Skoro tak - to postaraj sie uswiadomic sobie swoja sytuacje.
      Trudno jest mi pisac hipotetycznie, gdy nie znam konkretnych faktow.
      Ale zalozmy - masz problemy w pracy (albo nie masz pracy), masz klopoty
      wychowawcze z dziecmi, maz Cie zdradza - wszystko jest tak bardzo do
      d..., ze kompletnie nie wiesz, co z tym zrobic.
      Nogdy, ale to nigdy nie zrobisz porzadku ze wszystkim jednoczesnie.
      Cala sytuacje "rozbierz" na drobne kawalki. Nazwij wszystkie problemy.
      Dobrze jest zrobic to na pismie - wtedy zmuszasz mozg do formulowania
      mysli, a mysli musisz ubrac w slowa.
      Moze okazac sie, ze masz 128 problemow - wszystkie razem nie daja sie
      za nic przelknac, ale kazdy z osobna(????)
      Lezac na kanapie, patrzac w sufit, placzac w swej bezsilnosci pozostajesz
      w tym stanie.
      Jesli chcesz zmiany i jestes tego pewna - zacznij od bardzo, ale to bardzo
      drobnych spraw. Nie stawiaj sobie wielkich celow, jestes zbyt slaba, by
      tego dokonac. Najpierw musisz nabrac sil.
      Powtarzaj w kolko - jak alkoholik z AA (to wcale nie jest glopie) - jak
      katarynka, automatycznie - jakby to byl Twoj paciez :
      "wlasnie DZIS przezyje dzien dobrze, wlasnie dzis nie bede starala sie
      rozwiazac wszystkich moich problemow, wlasniedzis jest poczatek
      mojego nowego zycia"
      Umyj sie!!!!
      Umyj glowe, niech woda splucze z Ciebie wszystkie Twje zle i smutne
      mysli.
      Potem stan przed lustrem i usmiechnij sie!!!!
      Usmiechnij sie do siebie!!!!
      Nawet jesli wyjdzie z tego jakis glupi grymas - usmiechaj sie do siebie i
      powtarzaj swoj "paciez"
      Jesli naprawde chcesz dokonac zmiany w swoim zyciu i uda Ci sie
      wykapac i usmiechac do siebie przez caly dzien - to masz szanse.
      Nie spodziewaj sie, ze nastepnego dnia bedzie ok. Wychodzenie z
      depresji trwa czasem rok czy dwa.
      Ale najwazniejszy jest pierwszy krok. Najwazniejsze jest naprawde tego
      chciec.
      Nawet ,zeby dojsc na koniec swiata, trzeba zrobic pierwszy krok.
      Potem juz tylko wystarczy isc.
      Jesli bedziesz miala chec, chetnie (gdy mi na to pozwolisz) potrzymam
      Cie czasem za reke, zebys mogla poczuc sie pewniej.

      I nie martw sie dziecmi. Zajmij sie soba. Gdy Ty bedziesz ok.. to z dziecmi
      samo sie ulozy. One czerpia Twoja energie - to jakie sa, zalezy przede
      wszystkim od Twojego stanu ducha.
      :-))))))
      wlasnie dzis jest pierwszy dzien Twojego nowego zycia (????)
      :-)
      • Gość: MMMMMMMM Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: 213.17.137.* 11.08.01, 18:08
        dziękuję Myszko,to wydaje się takie trudne,a mój problem przy Twoim taki
        mały.........a ja jestem przez niego taka nieszczęśliwa, ale powtarzam sobie
        CARPE DIEM.PA.POZDROWIENIA.
        • Gość: mycha2 Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.acn.waw.pl 11.08.01, 20:03
          opisz swoj problem moze uda sie pomoc i cos poradzic

          ja wywalczylam sobie wolnosc - podziwiam myszke za to ze wytrzymala 12 lat -
          to kupa czasu - jej zycia
          ja powiedzialam sobie : ja i moje potrzeby sa wazne sa na 1-szym miejscu -
          nie musze robic czegosc na co nie mam ochoty
          robie to co lubie , spotykam sie z kumpelami ( oj jak one mi pomogly...za to
          jestem wdzieczna)
          nie dajcie sie i zostawcie za soba smutne, szare dni - wlasnie weszlysmy do
          nowego pokoju gdzie jest jasno ... bardzo jasno i co dalej od nas zalezy

          Pozdrawiam
    • Gość: jaz Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: 195.117.159.* 13.08.01, 08:59
      Niestety my kobiety zostałyśmy nauczone, że "lepszy rydz niż nic".
      Byle jaki mąż -lepszy niż żaden, bo kobiecie samotnej (czytaj porzuconej)jest
      źle, dzieci muszą mieć ojca.
      I tak wiele z nas ciągnie ten swój wózek z bylejakim mężem w imię dobra - nie
      wiadomo czyjego.
      Zapewne wiele z nas , gdyby wiedziało , jaki los je czeka , mimo wszystko
      wolałoby zostać "starymi pannami", niz być pomiotłem w rękach byle jakiego męża.

      Niestety należę do tego grona.
      • Gość: myszka do jaz IP: *.CMB2.splitrock.net 13.08.01, 21:26
        Czesc Jaz,
        jestes bardzo swiadoma i pewnie masz "gdzies obok" samotne kobiety,
        ktorych zywot tez bywa rozny.
        Powiem Ci cos, co kiedys przed laty, gdy trwalam w swoim piekle,
        powiedzial mi jeden madry czlowiek. Niestety, wtedy zupelnie go nie
        zrozumialam, bylam raczej oburzona, ale teraz rozumiem, ze to ,co mi
        powiedzial, wcale nie bylo glupie.
        Rada brzmi : "znajdz sobie kochanka"
        Czasem jest tak, ze nie jestesmy w stanie zmienic wszystkiego, nie mamy
        odwagi odejsc, jeszcze nie dojrzalysmy, zeby "spadac"
        :-))
        Trzeba sie ratowac na wszystkie mozliwe sposoby.
        Kazda kobieta (pewnie nawet kazdy czlowiek) potrzebuje milego slowa,
        odrobiny czulosci, motywacji, by dobrze wygladac.
        Jesli jeszcze nie jestes w stanie podjac zdecydowane kroki, sprobuj od
        ...kochanka.
        Jesli to jest dla Ciebie za trudne,
        sprobuj miec kawaleczek wlasnego zycia. Jakies spotkania - raz w
        tygodniu, kino, basen - nie wiem co lubisz. To zawsze da sie zrobic.
        Trzeba tylko podjac decyzje i umiec w niej trwac.
        To moze byc po prostu czytanie ksiazek w kazdy piatek po poludniu - ale
        musi byc konsekwentnie. Nawet gdy "on" ma nie wiem jak bardzo sprawy
        niecierpiace zwloki - Ty miej sprawy wlasne, tylko Twoje i nie pozwol w
        zaden sposob sobie tego odebrac.
        Trzymaj sie i powodzenia

        ps.
        wiem, ze to banaly, ale przeciez tak naprawde, to cale nasze zycie jest
        odrobine banalne - cholernie wazna sprawa, to odpowiednia ilosc
        magnezu w organizmie.
        czasem zdarza sie, ze przyczyna zaburzen psychicznych-nerwowosci,
        depresji- jest brak jakiegos mikro-elementu, badz brak rownowagi
        hormonalnej.
        A czasem wystarczy zjesc pare opakowan magnezu, by zycie stalo sie
        bardziej kolorowe.
        Dobry i tani jest aspargin - mieszanka magnezu z potasem. Mozna kupic
        bez recepty.
        Kilka tabletek magnezu wieczorem powoduje spokojniejszy sen. Do tego
        niezle jest gorace mleko.
        Oczywiscie przy powaznych zaburzeniach to za malo - ale wtedy lepszy jest
        lekarz i jego zalecenia.
        Jesli nie mozesz poradzic sobie ze soba, to nie boj sie psychiatry.
        Do niego nie chodza tylko wariaci.
        Wtedy, gdy ja nie umialam juz zyc - poszlam do lekarza i twierdzilam, ze
        musze byc nienormalna. Rozmawial ze mna ponad godzine, zabral mnie
        na oddzial, pokazal - jak wygladaja ludzie naprawde chorzy i przekonal do
        brania zapisanych przez niego tabletek. Zjadlam dwa opakowania -
        wrocila jasnosc umyslu.
        pozdrawiam
        Myszka
        • Gość: jaz Re: do jaz IP: 195.117.159.* 14.08.01, 11:44
          To nie jest tak, że ja żyję tylko przy mężu i dla męża.
          Mmam swoją pracę , zainteresowania i umiejętności kore mnie cieszą, mam też
          dzieci które śa moją radością i dumą, mimo, że nie są idealne.
          Ale też mam męża, z którym czasem trudno jest się porozumieć, który nie mówi do
          mnie i dzieci, ale krzyczy , wychowuje nas przez poniżanie - czasem.
          Czasem też potrafi być czuły, kochający i dobry.
          Czy lepeij byłoby mi samej? nie wiem.
          Dzieci kochają ojca.
          Czy lepiej byłoby im bez ojca, nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.
          Wiem, że mnie byłoby nie-gorzej.
    • Gość: zoe Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: 10.10.137.* 14.08.01, 15:15
      witam:)
      tak czytam i zastanawiam sie nad sama sobą i juz tracę poczucie rzeczywistości.
      Niby życie ustawione, praca, dom, mąż i jakoś leci ale czegoś brakuje. Brakuje
      bliskości drugiej osoby, rozmowy, bycia potrzebną nie tylko do tego by ugotować
      obiad i posprzątać. Nikt nikogo nie słucha. Po co takie życie niby razem a
      osobno. Można powiedzieć , że nie jestem sama ale bardzo samotna. Mam
      koleżanki, przyjaciółki - ale ja potrzebuje kogoś innego, z kim moge prawdziwie
      dzielić smutki i radości życia. A wiecie co jest najgorsze? A może całe
      szczeście w tym - bo niby lepiej później niż wcale? Nigdy nie zastanawiałam
      sie nad swoim wiekiem - miałam tyle lat ile miałam i jakoś było. I tu nagle 25
      urodziny i tyle dylematów w głowie, tyle znaków zapytania, zakrętów. Od 3
      miesięcy żyję już inaczej. NIby tak samo ale inaczej. Wcale tego nie szukałam
      co mnie spotkało, wcale nie szukałam. Jeden dzień i moje życie niby z takiego
      smutnego, monotonnego, szarego zmieniło się za sprawa jednego człowieka. A
      wszyscy myślą, że moje małżeństwo jest idealne, ze pasujemy do siebie, ba -
      nawet koleżanki zazdrościły mi męża:) Teraz pisze sms-y do kogoś na kim mi
      zależy. Nie wiem co będzie. Nie zastanawiam sie jeszcze nad przyszłością. Ale
      nigdy nie bedę żałowała ani 1 sekundy spędzonej z nim. On mnie słucha -
      rozmawia ze mną - nie stawia poprzeczki nie do przeskoczenia. A mąż jak mąż -
      jest wygodny, nawet sie nie stara, nic nie robi, ma swoj swiat, w końcu ma swój
      telewizor. Nawet nie wiem kiedy to tak się porobiło. W tym momencie ciesze się
      ze nie mam dzieci bo wtedy mogloby byc trudniej - gdyby przyszło co do czego.
      Nie moge wymagac zeby ta druga osoba czekala na mnie..... Ale i tak jest to
      piękne bo bezinteresowne. Daje mu swój czas za darmo, nic nie oczekuje w
      zamian.
      ktoś kiedyś napisał "nie czuje sie ani szcześliwy, ani nieszczęśliwy - jestem
      czymś poza niczym, acz tkwię w świata łonie".......

      myślę, ze przez parę lat zyłam jakaś taka uśpiona, ale ktoś mnie obudził,
      pokazał, ze zycie przede mną, że można żyć inaczej. Bardzo chcę mieć dzieci -
      tylko chce zeby one byly z miłości. Chce je kochać taka matczyną miłościa
      jakiej ja nigdy nie zaznałam. Jedno jest pewne bede sie starała. I chce zeby
      moje dzieci mialy prawdziwy, szczesliwy, cieply dom. Gdzie zawsze bedzie ktos
      na nie czekal. Mama i Tata:)
      pozdrawiam bardzo serdecznie:))))

      ps. mysle ze w kazdym wieku warto zaczac o siebie walczyc, bo to nasze zycie i
      nikt go za nas nie przezyje:) wiec wszystko w naszych rekach. A ja i tak sie
      boje, potwornie boje sie tego wszystkiego.
      • Gość: Janek Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.ipartners.pl 14.08.01, 16:17
        Droga do Twego szczęścia bardzo często nieuchronnie prowadzi do podobnego stanu
        w jakim się znajdujesz. Na ile znasz swego ukochanego, czy jest lepszy niż
        obecny mąż kiedyś?
        Jaki on będzie za 5 lat? Myślisz, że będziesz dla niego ważniejsza niż mecz w
        TV?
        Zerwanie związku to krzywda jaką się wyrządza komuś. Dobrze o tym wiesz. Nikt
        Cię nie usprawiedliwi, będą Cię wytykać palcami. I zawsze komuś będzie źle.
        Dzieciom bo utraciły rodzinę, twemu mężowi, któremu spowszedniałaś, ale który
        chyba gdzieś w środku nadal Cię kocha.
        Jak dobrze znasz swojego nowego przyjaciela? Ma żonę, dzieci?
        Życzę Ci wiele szczęścia, może być Ci bardzo potrzebne.

        Pozdrowienia
        • Gość: myszka Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.CMB2.splitrock.net 14.08.01, 17:15
          Gos´c´ portalu: Janek napisa?(a):
          Czesc janku,
          nie wiem czy Twoj list byl skierowany do mnie, ale odpowiem.

          > Droga do Twego szcze˛s´cia bardzo cze˛sto nieuchronnie prowadzi do
          podobnego stanu
          >
          > w jakim sie˛ znajdujesz. Na ile znasz swego ukochanego, czy jest lepszy
          niz˙
          > obecny ma˛z˙ kiedys´?
          > Jaki on be˛dzie za 5 lat? Mys´lisz, z˙e be˛dziesz dla niego waz˙niejsza niz˙
          mecz w
          > TV?

          Moj obecny maz nie jest alkoholikiem i nie jest psychopata (dokladnie to
          sprawdzilam, zanim zdecydowalam sie z nim zwiazac), a to juz stawia mnie
          w o wiele lepszej pozycji.
          Odnosze wrazenie (czuje to !!), ze mnie bardzo kocha - ja tez kocham jego -
          wiec wiem, ze tylko od nas zalezy, czy bedziemy szczesliwi. Oboje jestesmy
          dojrzali i JUZ WIEMY jak dbac o to, aby bylo nam dobrze. Dlatego swoja
          przyszlosc z nim widze jasno i wyraznie. Klopoty miewa kazdy, takie jest
          zycie, trzeba je po prostu pokonywac.


          > Zerwanie zwia˛zku to krzywda jaka˛ sie˛ wyrza˛dza komus´. Dobrze o tym
          wiesz. Nikt
          > Cie˛ nie usprawiedliwi, be˛da˛ Cie˛ wytykac´ palcami. I zawsze komus´
          be˛dzie z´le.

          Zycie bywa rozne - czasem TRWANIE w chorym ukladzie jest wielka krzywda
          dla kogos, kto bywa ponizany i bardzo zle traktowany bez wzgledu na to, co
          robi. Patologiczne zwiazki niszcza wszystko dookola.
          A fakt wytykania palcami (????) - sorry, to dla mnie zaden argument.
          To ja mam miec czyste sumienie. To, co mysla inni, to juz ich problem.


          > Dzieciom bo utraci?y rodzine˛, twemu me˛z˙owi, któremu
          spowszednia?as´, ale który
          > chyba gdzies´ w s´rodku nadal Cie˛ kocha.

          Moje dziecko w wieku chyba 12 lat odebralo ksiedzu mikrofon w czasie
          kazania!!!! i powiedzialo, ze ksiadz mowi glupstwa, kiedy namawia dzieci,
          aby nie pozwalaly rodzicom rozwodzic sie.
          Ja mialam wrazenie, ze odzyskalam szacunek swojego dziecka, kiedy
          wreszcie odwazylam sie odejsc od pierwszego meza.
          Ze on nadal mnie kocha???
          Czy ktos, kto poniza, ubliza, poniewiera - w ogole potrafi kochac????
          Pewna czesc ludzi nie jest zdolna do uczuc wyzszych.
          Poza tym, jego uczucia sa chore i nie probuje ich analizowac, zebym sama
          nie popadla w obled.

          > Jak dobrze znasz swojego nowego przyjaciela? Ma z˙one˛, dzieci?
          > Z˙ycze˛ Ci wiele szcze˛s´cia, moz˙e byc´ Ci bardzo potrzebne.

          Znam dobrze. Jestem swiadoma tego, co robie. Te swiadomosc zycia
          odzyskalam dopiero po uwolnieniu sie z chorego ukladu i wygrzebaniu z
          depresji.
          Mam nadzieje, ze uda sie to takze innym, ktorzy tego naprawde chca.
          Ale zgadzam sie z Toba, ze rozbijanie malzenstw nie jest ok. Moj nowy maz
          byl wdowcem (to bylo dla mnie wazne). Nie mamy prawa wchodzi w
          jakiekolwiek uklady z ludzmi, ktorzy maja rodzine. Powinny o tym pamietac
          zarowno kobiety, jak i mezczyzni.

          Pozdrawiam Cie serdecznie
          Myszka
          >
          > Pozdrowienia

      • Gość: myszka Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.CMB2.splitrock.net 14.08.01, 16:25
        Gos´c´ portalu: zoe napisa?(a):
        > ps. mysle ze w kazdym wieku warto zaczac o siebie walczyc, bo to nasze
        zycie i
        > nikt go za nas nie przezyje:) wiec wszystko w naszych rekach. A ja i tak sie
        > boje, potwornie boje sie tego wszystkiego.


        To, co napisalas, jest moim zdaniem bardzo madre.
        A ze sie boisz? - kazdy sie boi. Strach jest nam przypisany jak oddychanie -
        tylko od nas zalezy - czy i jak go pokonamy.
        NIKT ZA NAS NASZEGO ZYCIA NIE PRZEZYJE!!!
        Jak mawia moj maz (drugi - ten z ktorym jestem baaaardzo szczesliwa) :
        CELEM ZYCIA JEST ZYC.
        Wszystko jest w naszych umyslach. My decydujemy o naszym
        samopoczuciu i o tym, jak widzimy dana sprawe. Na wszystko mozna
        patrzec z roznych punktow widzenia : mozna widziec czarno, mozna widziec
        bialo - mozna widziec WYRAZNIE I JASNO.
        W moim zyciu dzily sie rozne rzeczy. Staram sie nie zalowac. Zalowanie nie
        prowadzi do niczego dobrego - ale wiem, wiem na pewno, ze stracilam pare
        ladnych lat mojego zycia na trwaniu w depresji, uzalaniu sie nad soba -
        dreptalam w miejscu.
        A wystarczy pojsc do przodu i po prostu isc, zawsze wtedy gdzies dojdziemy.

        Kazdy SAM decuduje o tym, co ma zrobic z wlasnym zyciem. Nikt nie ma
        prawa doradzac drugiemu rozwodow, pozostania w zwiazku..itd.
        Ale moge Wam powiedziec :
        Ja trwajac w chorym zwiazku marnowalam swoje zycie, nie dawalam
        szczescia dziecku, zmarnowalam pare lat.
        Potem trwajac w depresji definitywnie marnowalam wlasne zycie.
        Wydaje mi sie, ze najlepsza recepta na wyjcie "z dolka" jest milosc.
        Ale skad ja wziac??? Gdzie spotkac kogos, na kogo cale zycie czekamy???
        Tego odkrycia dokonalam jakis czas temu.
        Do szukania mojej drugiej polowki przygotowalam sie jak do zdania
        egzamimu. Dzialalam metodycznie. Nie omijalam zadnej okazji, by poznac
        jakiegos pana. Wiedzialam dokladnie, czego szukam - dlatego na zasadzie
        selekcji odrzucalam kolejnych kandydatow - az wreszcie, po wielu
        miesiacach "pracy" trafilam na tego jednego, jedynego - z ktorym nawet
        smutne i pochmurne dni wydaja sie byc pogodnymi.
        Mam wrazenie, ze wychodzenie z dolka zaczelo sie u mnie od podjecia
        samej decyzji - ZMIENIAM MOJE ZYCIE. Potem juz tylko dzialalam. Na
        szczescie w tym wzgledzie wykazalam sie cierpliwoscia i nie wzielam
        pierwszego lepszego, tylko czekalam na tego wlasciwego.
        A teraz wiem, ze moj zwiazek nie bedzie cudowny, jesli nie bede nad tym
        pracowac - pracowac kazdego dnia, w kazdej godzinie, minucie.
        Musze dbac o to, by nasze uczucie trwalo, bylo glaskane, pieszczone jak
        male dziecko. Moj maz tez to wie - dlatego wierze, ze mamy szanse byc
        szczesliwi przez wiele lat.
        A jak naprawde bedzie??? Samo zycie pokaze.
        Ja wiem jedno - MAM ZYC I CZERPAC Z ZYCIA WSZYSTKO CO NAJLEPSZE
        - BEZ WZGLEDU NA TRUDNOSCI NA JAKIE KAZDY W KONCU NAPOTYKA.
        Nie wolno jest jednak zapominac, ze o szczescie trzeba dbac, a z depresja
        walczy sie kazdego ranka. Jedni ten boj wygrywaja - sa pogodni i szczesliwi,
        a inni nie i pozwalaja, aby strach odebral im wole zycia.
        Prosze, sprobujcie nalezec do tej pierwszej grupy.
        Zapraszam do mojego klubu!!!
        :-)))))))
        • Gość: Soonia Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.regionet.pl 14.08.01, 17:00

          > Wszystko jest w naszych umyslach. My decydujemy o
          naszym
          > samopoczuciu i o tym, jak widzimy dana sprawe. Na
          wszystko mozna
          > patrzec z roznych punktow widzenia : mozna widziec
          czarno, mozna widziec
          > bialo - mozna widziec WYRAZNIE I JASNO.

          Powiedz mi jak to jest? Czy to tylko od nas zależy czy
          widzimy daną rzecz czarno, biało, czy w innych
          odcieniach, czy tez rzeczy są obiektywnie czarne białe,
          a naszym zadaniem jest widzieć je takimi jakie są:
          jasno i wyrażnie. Ja wiem że nawet czarną rzecz mogę
          spostrzegac jako białą dla własnego dobrego
          samopoczucia, ale ja najbardziej boję się
          samooszukiwania, nie chcę żyć w słodkiej ułudzie, chcę
          spojrzeć prawdzie w oczy choćby była najstraszniejsza.
          Jak widzieć WYRAŹNIE I JASNO???

          POZDRAWIAM
          • Gość: myszka Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.CMB2.splitrock.net 14.08.01, 17:51
            Gos´c´ portalu: Soonia napisa?(a):

            Ja wiem z˙e nawet czarna˛ rzecz moge˛
            > spostrzegac jako bia?a˛ dla w?asnego dobrego
            > samopoczucia, ale ja najbardziej boje˛ sie˛
            > samooszukiwania, nie chce˛ z˙yc´ w s?odkiej u?udzie, chce˛
            > spojrzec´ prawdzie w oczy choc´by by?a najstraszniejsza.
            > Jak widziec´ WYRAZ´NIE I JASNO???
            >
            Czesc Sooniu,
            mysle, ze widzenie "jasno i wyraznie" jest sztuka, ktorej trzeba sie uczyc.
            O co mi chodzi (?)
            Sa pewne fakty. A fakty pozostaja faktami.
            np. "nie mam pracy"
            To jest fakt i nie da sie tego zmienic "mysleniem" na "bialo".
            Bez pracy nie ma sie na ogol na utrzymanie, wiec to na ogol stanowi
            problem.
            Mozna wstac rano i zaczac uzalac sie nad soba, popasc w marazm ,
            wszystko widziec "czarno" i nie robic nic.
            Mozna lubowac sie w nierobstwie, obijac - nie myslac o jutrze.
            A mozna z jasnoscia umyslu pomyslec, co zrobic, aby znalezc prace -
            wierzac, ze w nowym miejscu, gdzie beda nowi ludzie, spotka nas moze cos
            milego.
            Moja przyjaciolka zwykla mawiac do mnie, gdy cos nie szlo po mojej mysli :
            "nie martw sie, widocznie Pan Bog szykuje Ci cos lepszego"
            Wiem, ze najgorsze jest zaklamywanie samej siebie - ale swiadomosc tego
            juz pomaga.
            Sa takie trzy etapy :
            1) wiem
            2) rozumiem
            3)............(czasem trzeba poczekac, by ten etap nadszedl) - CZUJE
            Zeby to "czucie" mialo rece i nogi, trzeba wiedziec i rozumiec - to jest
            mozliwe, gdy wyzbedziemy sie emocji : zlosci, zali, irytacji.
            Uspokoic sie, "przespac" z problemem, nie podejmowac natychmiast
            decyzji - pozwolic, aby sprawy SPOKOJNIE ulozyly sie w glowie.
            I ja mysle, ze rozmawiac z ludzmi. To czasem pomaga. Mam na mysli
            ROZMOWE, a nie mowienie. Rozmowa - to otwarcie sie na argumenty
            innych.
            "Co dwie glowy, to nie jedna"
            Umiejetnosc sluchania bardzo w zyciu pomaga.
            :-)))
            Nie wiem, czy Ci pomoglam - nam nadzieje
            :-))
            pozdr

            • Gość: Soonia Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.regionet.pl 14.08.01, 20:13
              Pewnie że mi pomogłaś, mądra z Ciebie babka.-)))
              Oczywiście Twój post nie rozwiał wszystkich niejasności i wątpliwości, ale
              wskazał odpowiedni trop, i tym tropem to musze dopiero podązyć.

              U mnie to pewnie z tymi emocjami coś szwankuje, to chyba jest to miejsce nad
              którym musze popracować.)
              Rozmawiac z ludzmi, i mieć odwagę samodzielnie myśleć - to jest to

              dzięki i pozdrawiam serdecznie.-)))
              • Gość: myszka Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.CMB2.splitrock.net 17.08.01, 20:20
                a jednak nikt nie lubi "przemadrzalych" kobiet - zwlaszcza tych, ktore
                "pacierz" pisza przez "Z".
                Sorki - jestem zbyt niecierpliwa i nie czytam tego co napisalam, tylko od
                razu wysylam - a czasem jak kazdy robie bledy, tylko poniewaz jestem z
                wyksztalcenia filologiem, to wiem dlaczego.
                :-)))
                pozdrawiam wszystkich serdecznie!!!!
                Mimo wszystko moj swiat jest dzisiaj piekny!
                • Gość: isabelle Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.uml.lodz.pl 01.10.01, 13:46
                  Polecam wszystkim nie-szczęśliwym kobietom książkę Louise L. Hay "Możesz
                  uzdrowić swoje życie". Według niej, noszone w sobie urazy, samokrytycyzm,
                  poczucie winy i lęk są głównymi przyczynami naszych problemów. Jeśli siebie nie
                  kochamy, myślimy że nie zasługujemy na szczęście, jak może nam się dobrze
                  dziać? Przyciągamy do siebie złych ludzi i kłopoty. Pracowałam cierpliwie
                  według tej książki i zaczęły dziać sie cuda - poznałam odpowiedniego mężczyznę,
                  odnosiłam sukcesy w pracy. Niestety, nie umiałam tego utrzymać, wrócił brak
                  wiary w siebie i pociągnął za sobą wiele nieszczęść. Teraz postanowiłam
                  ponownie pracować wg. metody Louisy, wierzę w jej metodę i miałam na to dowody.
                  Pozdrawiam
    • Gość: zielona Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: 62.88.4.* 01.10.01, 14:56
      Mam doła, bo facet z którym byłam 5 lat-chyba nie chce być już ze mną.Pisałam
      zresztą o tym wcześniej.Pojechał zagranicę do pracy,pisał SMS-y, dzwonił przez
      jakis czas a teraz nie odzywa się.Dzwoniłam,pisałam a on nic.Domyślam się,że w
      ten sposób chce dać mi do zrozumienia,że to już koniec.Wraca za 2
      tygodnie.Studiujemy razem,mieszkamy na tym samym osiedlu-więc spotkanie jest
      nieuniknione.Co mam zrobić jak go spotkam?Wiem,że nie ma tam nikogo,telefon mu
      działa,nic mu nie jest.Wiem również,że powinnam o nim zapomnieć,ale jak mam
      wymazać z pamięci 5 lat?Kocham go nadal,bardzo tęsknię.Chciałabym walczyć o tą
      miłość,ale nie wiem jak.
      • Gość: myszka Re: NIE-szczesliwe kobiety IP: *.CMB2.splitrock.net 01.10.01, 15:26
        Czesc Zielona,
        masz rzeczywiscie dosc trudna sytuacje - bo rozumiem, ze go kochasz, a
        to czasem boli.
        Jego zachowanie jest dosc dziwne (moze to wynik niedojrzalosci???).
        Jesli spotkacie sie (Staraj sie nie inicjowac tego, jesli Ci sie uda) - to nie
        mozesz przeciez udawac, ze go nie znasz.
        Najprosciej byloby zapytac :
        - Co sie stalo???
        - Dlaczego nie odzywal sie?
        - Czy ma jakies problemy?
        I zanim go zarzucisz wymowkami, to posluchaj, co on powie.
        Jesli uda Ci sie tylko go wysluchac (nie zaczynajac od pretensji z Twojej
        strony), to daj sobie czas na przeanalizowanie tego ,co uslyszych.

        Jestescie mlodzi, nie jestescie malzenstwem. Mozecie sie rozstac. Ale w
        kazdym wieku 5 lat bycia razem zobowiazuje.
        Jesli Twoj facet tego nie bedzie rozumial, to wierz mi - szkoda na niego
        czasu. Z nieodpowiedzialnym czlowiekiem nie warto budowac zycia.
        To wtedy ciesz sie, ze caly "bigos" skonczyl sie, zanim zdazyliscie sie
        pobrac, czy miec dzieci - bo bez obciazen masz szanse na normalnego
        faceta.
        A teraz sie trzymaj, ladnie wygladaj i nie dawaj poznac po sobie, ze cos
        jest nie tak.
        Usmiechnij sie!!!!
        :-)))
        pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka