DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów

07.03.04, 14:30
Nasi rodzice są czasami dla nas źli. Męczą nas, katują, biją. Nie piją, ale
są złośliwi, terroryzują nas opowiadając, jak bardzo jesteśmy niedobrzy, że
nic dobrego z nas nie wyrośnie. Poniżają nas przed sąsiadami i kolegami.
Nastawiają przeciwko innym. Podkreślają każde nasze przewinienie i
rozpamiętują je w nieskończoność. Nasze zasługi minimalizują lub biorą na
siebie. Straszą nas, że będziemy musieli rozliczyć się z nimi co do grosza z
pieniędzy poświęconych na nasze wychowanie. Bo przecież przez nas muszą
wydawać krocie! Jesteśmy wiecznie winni, bo to my jesteśmy sprawcami kłótni
między mamusią a tatusiem, to nas obwinia matka za to, że chce ze sobą
skończyć, a ojciec, że się zdenerwował...
Dorastamy i stajemy się DDS - Dziećmi dorosłych Sadystów.
I powielamy schematy, nasze związki się rozpadają i sami nie wiemy dlaczego.
Nie potrafimy sprecyzować swoich ambiwalentnych uczuć. Kochamy i nienawidzimy
jednocześnie. jesteśmy głodni i syci. Smutni i radośni.
Czy któreś z was też jest DDS? Czy mieliście złe doświadczenia z rodzicami?
Ważne jest to, żeby oni nie byli alkoholikami, bo to jest zupełnie inny
syndrom: DDA.
    • Gość: ewakurz Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów IP: *.abo.net2000.ch 09.03.04, 01:13
      Temat rzeka. Kazdy rodzic chyba ma cos z DDSa. A kazde dziecko w ktoryms
      momencie poczuje sie zranione. Ponoc wlezlismy w epoke wodnika, czyli
      Rozmaitych Wielkich Przemian. I fakt, ze sobie uswiadamiamy, ze za mlodych lat
      dostawalismy wciry za nic albo prawie, cierpielismy za nie swoje, jest (ponoc)
      szansa na to, zeby stac sie silniejszym, bardziej swiadomym, bardziej ludzkim.
      Kazdy korzysta z owej "szansy" jak potrafi.
      Czasem faktycznie, uswiadomienie sobie, ze rodzice aniolymi nie byli i nie sa,
      jest pierwszym krokiem w doroslosc.
      • randybvain Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 09.03.04, 11:36
        Chyba mnie nie zrozumiałaś.
        Był kiedyś w telewizji talk show o biciu. Pan zwolennik karania fizycznego
        dzieci opowiadał, że dostał RAZ od ojca, gdy ten przyłapał go na paleniu
        papierosów i od tej pory nigdy nie zapalił, bo była to dla niego lekcja.
        Dlatego uważał, że to nic złego karać w ten sposób dzieci.
        Jest wielka różnica między negatywnym zachowaniem rodziców spowodowanym naszym
        przewinieniem a maltretowaniem z urojonych powodów. Powodem bowiem najczęściej
        są sami rodzice, którzy na dziecku mszczą się rewanżując za np. stracony czas,
        wydawanie pieniędzy.
        Wciry za nic? Czy dostałaś kiedyś lanie za to, że "krzywo spojrzałaś"? Czy
        wyrzucano cię z domu, bo byli goście i przeszkadzałaś? Czy nie dawano ci jeść,
        bo pies napaskudził?
        • ewakurz Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 09.03.04, 21:44
          Zrozumialam.
          Wciry za nic dostawalam, swiezo wyprany koc mojego psa byl uzywany jako
          wycieraczka. Nie bylo wiele brutalnosci, ale bardzo umiejetne obdzieranie z
          godnosci. Po wielu latach doszlam do konkluzji, ze jak juz sie postawi rozmaite
          postacie z przeszlosci na ich prawdziwych miejscach, jak sobie czlowiek
          uswiadomi swoje poczucie krzywdy, jedyna rzecza ktora pozostaje do zrobienia
          jest... przejscie nad tym do porzadku dziennego. Nasz zal i nasze smutki,
          randybvain, sa pozywka dla tego koszmaru i jego autorow. Przeciecie pepowiny i
          danie sobie szansy na zycie "bez", jest jedynym sposobem jaki znalazlam, aby
          odebrac moc przeszlosci. Szerzej w M.Mazurkiewiczu "Cybernetyka i charakter"
          (b. stare, ale b. dobre) . Najstraszniej jest chyba wtedy, kiedy czujemy, jak
          znikaja z nas reszktki milosci do rodzicow i boimy sie, ze do konca zycia zadna
          nowa milosc nie wykielkuje. Ale przeciez kielkuje!
          Mam nadzieje, ze jeszcze sobie o tym pogawedzimy. Uklony, Randybvainie i
          Kimjestem. Ewa/De_passage.
    • kimjestem Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 09.03.04, 09:01
      Czy ty jesteś takim DDS em ? Polecam ksiązkę susan Forward (mogłam przekręcic
      nazwisko) "Toksyczni rodzice". Taki amerykański poradnik , ale wiele
      uswiadamia. To ty mi sie wpisałaś w moim poście. Chyba dobrze mnie
      zdiagnozowałaś. Ja sobie lepiej lub gorzej radzę. Jeśli chcesz napisz do mnie.
      • randybvain Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 09.03.04, 11:38
        Tak, jestem DDSem. BTW, powinno chyba być Dorosłe Dzieci Sadystów... Zjechałem
        cię w twoim wątku i tam odpisałem. Tu jeszcze dodam, że bardzo mnie ucieszyła
        wiadomość, ze pogłębiasz swoją edukację językową. Tak trzymać.
        • kimjestem Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 09.03.04, 14:01
          nie poczułam się "zjechana". Poczułam , że twoja złość na twojego Sadystę/
          sadystkę sięgnęła mnie. Pozdrawiam ciepło i rozumiem.
    • Gość: Richelieu* Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów IP: 217.98.107.* 09.03.04, 22:49
      można być DDS a można być DDX*

      X - podstaw co chcesz, wszystko się będzie zgadzać

      Mnie zawsze pociesza, że dzieci w Somali i KOrei to z głodu umierają ;)
      • malvvina Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 09.03.04, 22:52
        a mnie przygnebia ...
        • Gość: Richelieu* Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów IP: 217.98.107.* 09.03.04, 23:28
          bo Twój woreczek żółciowy rozlewa się we właściwym kierunku. Tylko mój taki do
          dupy
    • Gość: Kamil Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów IP: *.e-data.net.pl 09.03.04, 23:04
      Mam 26 lat. Mieszkam z rodzicami. Jestem jedynakiem. Z tego co piszecie jestem
      DDS'em. Nie będę się rozpisywał jak to wygląda, bo opisaliście to dość
      dokładnie. Martwi mnie co innego... Ostatni raz kochałem jak miałem 16 lat. Mój
      obecny 3-letni związek dogorywa. Nie kocham jej. Myślałem, że z czasem
      pokocham, ale nie udało się. Ona jest piękną kobietą, czuję, że była by świetną
      żoną, odpowiedzialną organizatorką życia i dobrą matką naszych dzieci, a pomimo
      tego nie powiem jej, że ją kocham. Czasem coś już czułem, ale gdy miałem jej
      powiedzieć kocham cię – „klucha” stawała mi w gardle. Coraz częściej dochodzi
      do nieporozumień bezsensownych kłótni. Postanowiłem to skończyć. Czy to jest
      skutek bycia DDS? Czy DDS nie umieją kochać? Dodatkowo czuję, że ona tez ma
      jakiś problem (m.in. nie miała ojca – umarł, gdy miała 1,5 roku) ale przez te
      trzy lata nie udało mi się do niej dotrzeć i jej pomóc. A kwestia rodziców? Od
      jakiegoś czasu mam ich po prostu w dupie...
      Co o tym sądzicie?

      Pozdrawiam!
      Kamil
    • ouk Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 10.03.04, 07:44
      randybvain napisał:

      > Nie potrafimy sprecyzować swoich ambiwalentnych uczuć. Kochamy i nienawidzimy
      > jednocześnie. jesteśmy głodni i syci. Smutni i radośni.<

      tiaaa, I pisujemy "poematy" naukowo-fantastyczne w jakichś zapomnianych przez
      Boga miejscach (jak to) po to by dać upust swemu szaleństwu.
      Widać jednak rodzice-sadysci mało katowali niebożątko bo łapek nie przetrącili
      (jak wynika z faktu użycia takiego a nie inego narzedzia wypowiedzi)
      • randybvain Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 10.03.04, 21:15
        To nie jest poemat, bo życie to nie jest bajka! Może twoje dzieciństwo było
        szczęśliwsze, ale nie znaczy to, by się wyśmiewać i podawać w wątpliwość.
        Powinni przetrącić łapki? Żeby było można potem czytać jako sensacje i gromić
        zwyrodnialców?
    • kimjestem Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 10.03.04, 08:59
      w moim domu nie było przemocy fizycznej tez dostałam lanie tylko raz. W moim
      domu narzędziem gnębienia był (i nadal jest) krzyk i łzy. Moja matka tylko
      wtedy mówiła mi ze mnie kocha kiedy mnie najpierw zraniła. Tak pojmowałam
      miłość i wcale jej nie chciałam. Jako nastolatka podejmowałam próby samobójcze
      bo byłam przekonana że jestem źródłem wszystkich nieszczęść mojej mamy.
      Chciałam nie być. Wyzwoliłam się z poczucia winy i nie ma we mnie chyba ani
      miłosci ani nienawiści do matki. Jestem zmęczona i czasem dopada mnie chandra,
      czuję złość doraźnie kiedy muszę tłumaczyć córce że babcia krzyczy na mnie bo
      nie umie rozmawiać. A to co krzyczy to nieprawda. Córka tyle razy złapała
      babcię na kłamstwie , że nie wierzy jej i problem zdycha. Rozumiem randybvain.
      Myślę ze kazdy musi przejść swoja drogę do wyzwolenia.
      Kamil, ty się boisz miłości. Boisz sie , że gdy sobie na nią pozwolisz to
      zacznie boleć. I nikt ci nie da gwarancji że nie zacznie. Nie wszystko w
      związku zależy wyłącznie od ciebie, nie bierz na siebie odpowiedzialności w
      100%. Ty to tylko połowa związku. Porozmawiaj z ta dziewczyną. Albo daj jej
      przeczytac to co napisałeś. Może bedziecie razem a moze nie. Nie wiem. Ale
      wiem , że trzeba zdjąć z siebie odpowiedzialność.
    • witch-witch Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 12.03.04, 19:50
      A powiedziane jest " kochaj ojca i matke swoja" czy cos w tym rodzaju.
      Niestety nasi rodzice przelali mase, ogromna mase pokoleniowych problemow na
      nas na swoje dzieci.
      I to ma zwyczaj przechodzic z pokolenia na pokolenie. Najlepzsa strategia to
      skonfrontwac ich z ich wlasnymi niecnymi czynami jakie uczynili nam,
      bo tacy maja jeszcze czelnosc uwazac sie za doskonalych rodzicow, jak w moim
      wypadku.Musze im ciagle przypominac ze to nie tak bywalo.
      • Gość: mahoney Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów IP: 217.153.143.* 15.03.04, 13:45
        to prawda najlepiej przejsc nad tym sadyzmem do porzadku dziennego , problem
        jest taki ze nie zawsze sie uda i czasem cos sie zdarzy cos nam przypomni , cos
        sie skojarzy i juz przenoismy uczucia , jedziemy tak naladowani na impreze i
        wiadomo jak sie bawimy :( ja tak czasem mam ze jak mi cos nie idzie to osobie
        przypominam te ich grzechy i wpadam jeszcze glebiej , nic ze boli trzeba
        uciac , zazdroszcze tak zwanym niormalnym ktorzy wiedza i czuli cos takiego jak
        spokoj w domu , nie zawsze oczywiscie bo jakies spiecvia czasem sa ale
        wyobrazcie sobnie ze zyjecie caly czas w niepokoju w poczuciu ze mama albo tyat
        jest obrazona no i przeciez na was cvzemu ionaczej by krzyczala , plakala ,
        mowila o ojcu , tak neiktorzy ludzie robia straszne kurestwa do tego swooim
        dzieciom i do tego mysla ze tak jest w porzeadku , wkurwiaja i tzreba sie zajac
        soba , wyobrazacie sobie ze jak zaczely sie moje problemy ze zrodwiem to matka
        dalej a nawet bardziej po mnie jechala o moim zyciuu o osiagnieciach , o tym ze
        nic nie robie , a wtedy nie moglem , a ona byla zaslepiona tylk ojednym punktem
        widzenia , ja cierpialem juz mysalem o najgorszym ona nic tylko jeszce
        bardzioej grala na uczuciach , odwracala sie dupa m, przestawala gadac , jak
        jakas jebana suka , i dla mnie sie skreslila , nienawidze tej suki , wstyd mi
        ze mnie urodzila , szczescie ze ojciec byl ze mna wtedy i mi pomagal , gdyby
        nie on ta suka by mnie zajechala , juz sie skreslila nie tylko jako matka ale
        jako czlwoiek , DDS jest cos takeigo raczej jak dDD z rodzin dysfunkcyjnych
    • Gość: animus Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów IP: *.aster.pl / *.acn.pl 15.03.04, 19:29
      ja tak mialam z ojcem a teraz mam problemy z mezczyznami...nie jestem ofiara
      lecz katem, wyzywam sie na bogu winnych facetach, nie umiem sie oprzec w
      zwiazku, bo sie boje , zawsze jestem silniejsza , mocniejsza ....tylko
      pozornie.zamienilam sie w mojego ojca chodzilam na terapie lecz nie uleczylam
      sie do konca, choc pracuje nad soba.pozdrawiam wszystkich DDS:-)
    • kimjestem Re: DDS - Dzieci Dorosłych Sadystów 16.03.04, 08:22
      dzięki randy za ten wątek. Dał mi dużo do myślenia. Wiecie , jak się patrzy z
      boku na czyjąś sytuacje to wszystko wydaje się takie proste i oczywiste , jak
      zaczyna to nas dotyczyć to nagle jest to pułapka bez wyjścia. Znam jedną
      fantastyczną kobietę, pracuje w poradni dla AA i DDA. Wszyscy ją chwalą, jest
      swietnym fachowcem i pomogła wielu ludziom. Zawsze paradoksem było dla mnie
      to , ze to ze nie potrafi pomóc sobie. Od 15 lat utzrymuje męza alkoholika i
      nie potrafi pomóc ani jemu ani sobie. Zaczynam rozumieć dlaczego.
      Wiecie , co mi się wydaje najwazniejsze w DDSach jak patrze z boku? Umiejętność
      polubienia siebie i dania sobie prawa do NIE BYCIA DOSKONAŁYM. W życiu , zeby
      coś wygrać , trzeba najpierw nauczyć sie przegrywać. Ogladałm wywiad z
      Katarzyna Grocholą. Swoj przypadek pokrótce opisałam w innym wątku. Tam
      skupiłam się na tym , żeby nie byc dla swojego dziecka taką matka jak moja dla
      mnie. Ale jak patrzę na swoje inne związki z ludźmi to tez widzę ,ze nadal
      staram się być doskonała. Udowadniałam matce i światu że jestem lepsza niż
      matka o mnie myśli. Zaowocowało to tym , ze mam kilkoro przyjaciół "w jedną
      stronę". To znaczy oni zawsze mogli znaleźć u mnie wsparcie, bo ja byłam "ta
      silna, mądra, słuchająca i pocieszajaca". Im nie dałam szansy na to żeby mogli
      pomóc mnie. Tak bardzo bałam sie krytyki i odrzucenia. Tak samo jest z
      facetami. Jeden powiedział, ze "nie wpuszczam go do swojego życia". Pomógł mi
      najbardziej ze wszystkich osób na swiecie , ale do dziś o tym nie wie. Od
      poczatku tak sie zaczynam ustawiać , zeby nie dać się zranić. Owszem mam
      cholernie silny charakter , ale nie myślcie sobie , ze mi z tym fajnie. W
      środku jestem chyba słabeuszem potrzebujacym zapewniania o akceptacji. Jeśli
      nie damy sobie prawa do błędów , nigdy nie uwolnimy sie od toksycznych
      rodziców. Bo wiecie co najbardziej boli, to że oni w tym wytykaniu nam naszych
      wad często mają rację. I przeciw tej racji się buntujemy. Problem w tym , że
      te nasze wady i błedy są wyolbrzymiane do granic wytrzymałości, że WIERZYMY
      podświadomie, ze to MY jesteśmy odpowiedzialni za całe zło , które spotyka nas
      i i jeszcze rodziców , rodzinę itd. Odmawiamy sobie prawa do bładzenia , bo
      skutki naszym zdaniem są katastrofalne, niewspółmierne do błedu. A to przeciez
      nieprawda. Moja droga do wyzwolenia , już się zaczęła. Ja mam łatwiej, bo mam
      silne wsparcie w tym , ze córka mnie kocha. I wiecie co, jak się przyjaciołom
      da szansę to stają na wysokości zadania. Wiem, bo się odważyłam. Ale przyznam
      się, ze uzbroiłam sie psychicznie na wypadek gdybym została, zignorowana,
      odrzucona, czy wyśmiana. To chyba odruch warunkowy. Może trzeba polubić swoje
      wady?
Pełna wersja