Gość: Dwulicowiec ?
IP: *.dyn.gotadsl.co.uk
16.03.04, 12:25
Mam 21 lat. On ma lat 45. Mam z nim romans. Wszystko byloby OK gdyby nie byl
zonaty, nie mial trojki dzieci i gdybym nie mieszkala z nimi pod jednym
dachem... Jego zone znam bardzo dobrze, ale nie przyjaznimy sie. Nawet za
bardzo sie nie lubimy. Wydaje mi sie, ze jestem zakochana - jestem tego
pewna. Po raz pierwszy jestem naprawde zakochana. Do nikogo nie czulam tego,
co czuje do niego. Nikt nie zna mnie tak jak on. Nikt nie potrafi czytac w
moich myslach - oprocz niego. Tylko on potrafi ze mna rozmawiac. Wszystkie
moje poprzednie 'zwiazki' byly pelne klotni i sprzeczek. Nie naleze do osob
spokojnych - raczej do porywczych...a z nim sie nie kloce - nie dlatego, ze
jest pantoflarzem i mi caly czas ustepuje, ale dlatego ze ma do mnie
cierpliwosc i potrafi ze mna ROZMAWIAC - ale tak naprawde rozmawiac. Nie
chodzi mi tu o mowienie, ale o prawdziwy dialog. Nie spalam z nim - jeszcze.
Ale bardzo tego chce. Nie poszlam z nim do lozka wlasnie ze wzgledu na jego
zone. Kobieta mi ufa - przynajmniej tak mi sie wydaje - otworzyla wlasny dom
przede mna. Mi to nie wystarcza bo jeszce chce jej meza... Wiem, ze nie
odejdzie nigdy od zony. Nigdy go o to nie prosilam - poza tym nigdy bym sobie
tego nie wybaczyla. Zniszczyl by zycie nie tylko zonie, ale tez dzieciom.
Poza tym powiedzial mi, ze bylby nie fair w stosunku do mnie, gdyby ze mna
zostal. Przede mna zycie teraz stoi otworem, a dla niego juz powoli sie
konczy. Byloby nie w porzadku, gdybym przez swoje zycie musiala cignac za
soba jakiegos starszego faceta. Poza tym , nie zniosl by mysli, ze mozemy sie
w przyszlosci rozstac. Wiem, ze mnie kocha. Jestem tego pewna. W koncu rzadko
spotyka sie drugiego czlowieka, ktory tak dobrze cie rozumie. Wiem, ze on
czuje to samo co ja. Nie raz mi to udowodnil. Pisze, bo jest mi naprawde
ciezko. Ciezko jest mi patrzec, jak rozmawia z zona - jak planuja wakacje,
nawet jak siedza razem w jednym pokoju. Zastanawiam sie, czy dalej to
ciagnac. Czy jest sens. Czy jest sens dalej sie ranic. Nie raz probowalam od
niego odejsc. Za kazdym razem, gdy mowilam, ze to jest nasze ostatnie
spotkanie on spuszcal glowe i mowil, zebym to jeszcze przemyslala. I
cokolwiek bym nie postanowila on zrozumie. Wiem, ze najwazniejsze w zyciu sa
chwile. Ale w tym pzrzypadku nie ja jestem najwazniejsza. Boje sie, co
bedzie, jak dowie sie jego zona. Tego bym nie zniosla. Caly czas sie czuje,
jakbym wbijala jej sztylet w plecy. Wlasciwie to caly czas to robie...ale
uczucie do niego jest silniejsze....