ninananu
16.01.12, 00:24
Skończyłam terapię 2 tyg temu. To było dla mnie specyficzne przezycie. Ter była grupowa i trwała 2 lata. Zdecydowałam się po rocznej ter. indywidualnej. na indywidualnej widziałam efekty, dosżłam do pewnego kulminacyjnego momentu i w tym momencie zmienilam, choć terapeutka próbowała mnie przygotowac. Sama zmiana była dla mnie szokiem. jak sie okazało. Po dłuzszym czasie okazało sie, ze wcale nie chcialam tam byc. odchodzilam i przychodzilam. robilam sobie i innym metlik w glowie. Trapilo mnie poczucie winy i zamiast byc dla siebie, myslalam, ze jestm dla innych :/. No nic. po jakims czasie wlazlam na odpowiedni tor, ale to juz byl koniec. Niemniej jednak pod koneic terapii czulam sie depresyjna, bałam, sie skonfrontowac z wlasnym lękiem i zostałam ze złością. Co prawda mówiłam, ze mam zzmiennne nastroje, że chyba mam jakąś niewyrazoną złośc (i w sumie na tym sie skonczyło). Chyba zostałam z jakimś poczuciem krzywdy. terapia sie skonczyla, a ja nagle zaczelam ta stratę mega przezywac - emocjonalnie i fizycznie, az tak, że dostałam jakiejś nerwicy - bóle głowy, stawów itd. Zmiana nastroju co godzina. Czasami mialam napady płaczu, trudno mi sie było skontaktować z emcojami i je wyrazic. Pare razy sie udało iobecnie ciut lepiej. niemniej jednak mam zab pamieci.
Czy ktoś ma podobne doświadczenia?
Pozdrawiam
An