Dodaj do ulubionych

Dziesiec przykazan

16.06.04, 20:06
troche wiecej niz zazwyczaj
o chrzescijanstwie na tej naszej Psychologii

i cos mi sie dzisiaj
pomyslalo o dziesieciu przykazaniach

ale zanim co

zapytam Was

czym sa dla Was?
i do kogo sa wg Was kierowane?
i po co w ogole Ktos je nam zostawil?


pozdr.cossa
Obserwuj wątek
    • caorle Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 20:08
      Co tu tak wzięło wszystkich ...?
      :-)))
      • cossa Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 20:19
        cisnienie leci w dol ;))

        pozdr.cossa
    • Gość: Imagine Re: Dziesiec przykazan IP: *.unl.edu 16.06.04, 20:11
      witaj. hawk !
      zawsze mnie interesowalo, czy gdybym w ogole nie slyszal o 10-tce, czy w miare
      uplywu zycia, sam bylbym w stanie dojsc do autorstwa takich przykazan.
      innymi slowy, czy jest w nas samych zakodowany material "z wektorem skierowanym
      ku dobru" ?
      Imagine.
      • cossa Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 20:21
        Witaj Imagine ;)
        tez mnie ciekawi i sadze,
        ze mamy to zakodowane

        czlowiek rodzi sie dobry

        pozdr.cossa
        • Gość: sueno Do Cossy i Imagine IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 23:23
          Imagine napisał:

          >czy jest w nas samych zakodowany material "z wektorem skierowanym
          ku dobru" ?

          cossa napisała:

          > tez mnie ciekawi i sadze,
          > ze mamy to zakodowane
          >
          > czlowiek rodzi sie dobry


          czy człowiek wychowany przez zwierzęta wiedziałby co jest dobre a co złe?
          miałby sumienie, rozróżniające dobro od złego ?

          czy "dobro" jest czymś wrodzonym, narzucone jest nam przez naturę, czy przez
          społeczeństwo i jego etykę, religię ? czy może pochodzi z wiedzy ?

          tak jak "wstydliwość".... czy istnieje naturalna wstydliwośc ? chyba nie - jest
          ściśle związana z obyczajami w danej grupie społecznej


          • malvvina Re: Do Cossy i Imagine 16.06.04, 23:28

            czy chcesz powiedziec ze czlowiek nie wierzacy jest jak zwierze ? bo my tu o
            ludziach i przydatnosci dekalogu gadamy a nie o national geografic

            > czy człowiek wychowany przez zwierzęta wiedziałby co jest dobre a co złe?
            > miałby sumienie, rozróżniające dobro od złego ?
            >
            • Gość: sueno Re: Do Cossy i Imagine IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 00:10
              Żartujesz, prawda ?

              malvvina napisała:

              >
              > czy chcesz powiedziec ze czlowiek nie wierzacy jest jak zwierze ?

              To jest Twój wniosek, nie mój...
              Nic takiego nie napisałam, człowiek niewierzący (agnostyk, ateista)
              może mieć wyższe wartości etyczne od człowieka wierzącego...
              ... nie rozumiem dlaczego postawiłaś znak równości ? Zła wola ?


              > bo my tu o
              > ludziach i przydatnosci dekalogu gadamy a nie o national geografic
              >
              > > czy człowiek wychowany przez zwierzęta wiedziałby co jest dobre a co złe?
              > > miałby sumienie, rozróżniające dobro od złego ?
              > >

              • malvvina Re: Do Cossy i Imagine 17.06.04, 08:33
                ja nie wyciagnelam wniosku lecz zadalam pytanie
                • caorle Re: Do Cossy i Imagine 17.06.04, 11:29
                  Zycie człowieka w przeciwieństwie do życia zwierzęcia ma zawsze wymiar moralny.
                  A ponieważ ma ono, czy tego chcesz czy nie tenże wymiar, cechuje go wewnętrzna
                  dwoistość i ciągle żyjesz w połowie drogi między tym kim jesteś a tym, kim
                  powinnaś być (w sensie spełnienia jako Malvinna).
                  Jak się oddalasz od swego "spełnienia" to zbliżasz się do ...:-))))))))))
    • caorle Re: Dla kogo i po co...? 16.06.04, 20:44
      Bóg dał je Izraelitom, już jako ludowi wolnemu, po wyprowadzeniu ich z Egiptu.
      Znamienne - nie dał im wcześniej, kiedy byli jeszcze niewolnikami.

      Why?
      Bóg wyzwolił naród wybrany, dlatego też oczekiwał, że i on zagwarantować
      powinien wolność innym (wolność od zabójstwa, cudzołózstwa:-)
      złodziejstwa,głupoty, nienawiści do siebie i innych itpitd

      Każde z przykazań chroni jakąś wielką wartość w życiu człowieka, tak jak napis
      na makatce "Myj ręce przed jedzeniem"chroni nas przed żółtaczką:-)

      Amen.
      • malvvina Re: Dla kogo i po co...? 16.06.04, 22:05
        no i nigdy nie zrozumiem co to ma wspolnego z byciem katolikiem
        (chrzescijaninem czy muzulmanem w przypadku swini - byla epidemia i prosiaki
        mialy chorobsko okropne)


        > na makatce "Myj ręce przed jedzeniem"chroni nas przed żółtaczką:-)
        >
        > Amen.
      • milosnikkota Re: Dla kogo i po co...? 16.06.04, 23:07
        Tyle tylko, że wyzwalając naród wybrany z niewoli Bóg powiedział (jak i
        uczynił) "Tej nocy przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi
        egipskiej od człowieka aż do bydła", jak i później "Synowie Izraela uczynili
        według tego, jak im nakazał Mojżesz, i wypożyczali od Egipcjan przedmioty
        srebrne i złote oraz szaty. Pan wzbudził życzliwość Egipcjan dla Izraelitów, i
        pożyczyli im. I w ten sposób [Izraelici] złupili Egipcjan".
        Jak te wydarzenia mają się do poźniejszych zaleceń Boga przekazanych
        Mojżeszowi "nie zabijaj", "nie kradnij". Jak miały spowodować wolność innych od
        (w skrócie) grzechu?

        Oczywiście, że dekalog chroni wielkie wartości.
        W całej tej historii jest jednak, jak dla mnie jakiś szalony relatywizm.

        Jak byli w niewoli, to można było zabijać? I to pierworodne dzieci?
        • caorle Re: Dla kogo i po co...? 16.06.04, 23:17
          ?????????

          Sorry, jest już póżno, piszę bzdury, kot zapędził mysz do dziury.
    • ten_sam 10 przyzeczen 16.06.04, 21:39
      Bog nieczego nam nie nakazuje. Jest tylko i az Stworca, ktory tworzy - a nie
      dyktatorem ktory nakazuje. Dal nam wolna wole.Poczynil okreslone obietnice i
      podjal zobowiazania.
      Kiedy Mojzesz zarliwie dopytywal sie po czym mze poznac ze sa narodem wybranym
      coz uslyszal?: " Bo Ja tak powiedzialem". Slowa te nie byly wiec przykazaniem -
      ale byly przymierzem.
      Tak wiec Bog niczego nam nie nakazuje, nie wydaje polecen wlasnemu dzielu, ale
      pokazuje po czym poznac ze wracamy do domu.


      ten_sam
      • cossa Re: 10 przyzeczen 16.06.04, 23:32
        pieknie napisales ;))

        dekalog nie nakazuje
        to zbior prawd, ktore pozwola czlowiekowi zyc w zgodzie Z SOBA
        nie ze swiatem zewnetrzym, ale Z SOBA
        (zakladajac, ze faktycznie imaginowy wektor skierowany jest ku dobru)

        nie zabijaj
        nie dlatego, ze skrzywdzisz czlowieka
        ale dlatego, ze ciezko z tym zyc

        nie mow falszywego swiadectwa
        nie dlatego, ze kogos oczernisz
        ale dlatego, ze swiadectwo sobie wystawiasz

        pamietaj abys dzien swiety swiecil
        nie dlatego, ze co tydzien na msze trzeba isc
        ale dlatego, ze po pracy trzeba odpoczac

        itd..

        dekalog jest kierunkowskazem jak zyc
        a nie plotem w ksztalcie okregu,
        ktorego jesli nie przekroczymy
        -zasluzymy na zycie w niebie.. :)


        a wracajac do ogolnego tematu chrzescijanstwa i innych pobocznych
        mysle, ze warto luknac:

        www.racjonalista.pl/
        pozdr.cossa

        ten_sam napisał:

        Tak wiec Bog niczego nam nie nakazuje, nie wydaje polecen wlasnemu dzielu, ale
        > pokazuje po czym poznac ze wracamy do domu.
        >
        >
        > ten_sam
        • caorle Re: 10 przyzeczen 16.06.04, 23:37
          wiesz Cossa,
          trochę nie tak...
          :-)

          trochę...
          ale jutro...włączę się...dziś już nie.

          Ale Cię pozdrawiam i Ten_Sama tyż!
          • caorle Re: 10 przyzeczen...aaa wróciłąm...:-) 17.06.04, 00:00
            To Jan Paweł II podczas pielgrzymki na górę Synaj powiedział takie słowa, iz
            zachować wierność 10 przykazaniom to być wiernym samemu sobie i swojej
            prawdziwej naturze. Naturze człowieka która została ukształtowana na wzór i
            podobieństwo Jezusa Chrystusa.

            Pamiętaj, abys dzień święty święcił...co to oznacza?ano to,żeby sobie "poleżeć"
            po robocie i mieć czas na spotkanie z Chrystusem.
            Po to idziemy do Kościoła aby się z nim spotkać (przyjąć Komunię Swiętą) a nie
            bo tak nam ktoś kazał. No ale to wymaga trochę wysiłku, żeby podnieść się z
            wyra. No i trzeba też wiedzieć dlaczego podnosimy się z łóżeczka - a nie leżymy
            w nim cały dzień...:-)

            No ale to już dalsze kwestie...


            • ten_sam Re: 10 przyzeczen...aaa wróciłąm...:-) 17.06.04, 00:38
              jak wrocilas to witaj Caorle!!! :)))


              to Ty chodzisz do kosciola?????????????????
              no nie.........
              no i co?
              powiedzial Ci ksiezulo zebys te ..kradzione pomidorki.. oddala? :))))))))))))))



              a tak powaznie
              to bylbym ostrozny z tym chodzeniem do kosciola
              bo Bog jest przeciez wszedzie
              nie szukaj go w kosciele ale w sercu
              wiem, wiem....
              ktos zaraz mi powie ze " Gdzie dwoch lub trzech zgromsdzi sie w imie moje.."
              ale zaraz..., ilu nas jest...?
              i dlaczego dwoch?
              chyba juz wiem
              ale to temat na osobny watek ktory moze jutro zaloze
              a teraz psinana :))))




              Pozdrawiam Cie Caorle i Ciebie Cossa tez :)


              ten_sam
            • caorle Re: 10 przyzeczen...aaa wróciłąm...:-) 17.06.04, 10:23
              Musimy pamiętać, że Dekalog został nam podarowany przez BOGA a nie przez
              Ziutka - naczelnego psychologa kraju.

              Czy to nie ma żadnego znaczenia?
              Czy w związku z tym wypełniamy przykazania tylko i wyłącznie "dla siebie" czy
              też może i przede wszystkim powinniśmy je wypełniać najpierw "dla Boga"?
              Bo ostatnio nauczyłam się w kościele(tak, tak..TenSamie:-))), że grzeszymy nie
              przeciwko bliżniemu ale przeciwko BOGU. Robimy z niego kłamcę, mówiąc, że jego
              przykazania są do dupy.


              A co zrobić jak nam jakieś przykazanie "nie leży"? Nie pasuje, nie przystaje do
              NASZEGO systemu wartości ? Wtedy istnieje chęć jego odrzucenia, prawda?
              No bo koliduje to z NASZYM systemem wartości...

              A o to chyba Bogu nie chodziło, prawda...?
              Konkludując:
              Lamiąc przykazania występujemy przeciwko BOGU i PRAWDZIE a dopiero potem
              przeciwko nam samym
              Amen.
              • zlewozmywak1 Re: 10 przyzeczen...aaa wróciłąm...:-) 17.06.04, 12:22
                Ja juz sam nie wiem kto kiedy i po jaka cholere dał Mojzeszowi czy innemu
                Iwanowi te 10 przykazań, jednak zwróćcie uwagę, że sa to pewne ograniczenia,
                które bądż co badź funkcjonują w innych kulturach, a ich utrzymanie pozwala na
                przetrwanie owych kultur. Wraz z popuszczaniem "smyczy" zaczyna sie
                degrengolada i zagubienie. Wszyscy sobie na swoja modłe coś tam relatywizują i
                nawet nie czuja czemu jest tak piknie, a jednak tak do dupy.
                • caorle Re: 10 przyzeczen...aaa wróciłąm...:-) 17.06.04, 12:28
                  No bo jest SSSSsstrach przed nakazem...jak to ktoś może MI coś nakazać??????????

                  JA tu rządzę...
                  A potem się tak dziwię, ło matko, co się na tym świecie panie porobiło...
                  • malvvina Re: 10 przyzeczen...aaa wróciłąm...:-) 17.06.04, 13:44
                    masz racje : malo ludzi jest zdolnych do samodzielnego myslenia i zycia. Sa w
                    wiekszosci jak stado owieczek :-) i potrzebuja przewodnika :-)
                    Niestety.
        • monika20 Re: 10 przyzeczen 21.06.04, 17:15
          A ja myśle jeszcze inaczej. Przykazania to skutek. Taki drogowskaz, że jak
          umiesz żyć zgodnie z nimi, to może jesteś na dobrej drodze do Boga. Może, bo
          przyszedł taki jeden co się naywał Chrystus i zrobił rewolucję: owszem, jesteś
          na dobrej drodze pod warunkiem, że czynisz to z miłości do świata i ludzi.
          Ciekawa jestem czy znacie takich dewotów obojga płci co to w dekalogu na nich
          haka nie znajdziesz? Ja znam. Po wierzchu ideał, w sercu głaz nieporuszony -
          żadnej miłości, żadnego szaleństwa, żadnego bólu i żadnej empatii. Ale owszem
          miły, uczynny, obowiązkowy, nie kradnie, nie cudzołoży, szanuje...etc. Czy o to
          chodzi?
    • jmx ? 16.06.04, 22:05

      10 Drogowskazów jak łatwiej żyć i współistnieć z bliźnimi.
    • malvvina Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 22:09
      ja ich wszystkich nie znam
      wydaje mi sie ze lakomstwo z mordem nie maja zadnej wspolnej miary

      sa dla mnie pustymi slowami bo przykazy na barana ktorym jestem nie dzialaja -
      musze strawic i przyswoic
      tez sie zastanawiam czy sama doszlabym do czegos przyzwoitego
      i naprawde nie wiem
      Ale lubie myslec ze tak :-)

      nie znosze gdy mi ktos (kogo nie znam w dodatku !) okazuje droge, trudno
      • jmx Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 22:21
        malvvina napisała:

        > ja ich wszystkich nie znam
        > wydaje mi sie ze lakomstwo z mordem nie maja zadnej wspolnej miary

        To widać, że nie znasz ;-)

        > nie znosze gdy mi ktos (kogo nie znam w dodatku !) okazuje droge, trudno

        Jest ciemno, obcy teren, ktoś zapala światło - też Cię (z)denerwuje?
        • ten_sam Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 22:26
          jmx napisała:

          >
          > Jest ciemno, obcy teren, ktoś zapala światło - też Cię (z)denerwuje?
          >

          a to juz zalezy chyba od sytuacji...:))))
        • malvvina Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 22:26
          a dla mnie nie jest ciemno
          w kazdym razie nie tak zebym nie mogla sama sobie poradzic
          - pomacam i wyjde z tego :-) no jakos tam wyjde ...
        • malvvina Re: Dziesiec przykazan 16.06.04, 22:33
          w pierwszym odruchu chcialam ci opisac moja z religia historie. No ale
          wygladaloby to na jakies usprawiedliwianie sie :-) a przeciez mowy nie ma zeby
          Malwina itd
          Skoro uwazasz ze "widac" to pewnie masz (swoja) racje i nic mi do tego.
          Nawet pater noster po lacinie nie pomoze ;-)

          > To widać, że nie znasz ;-)
          >
          > > nie znosze gdy mi ktos (kogo nie znam w dodatku !) okazuje droge, trudno
          >
          > Jest ciemno, obcy teren, ktoś zapala światło - też Cię (z)denerwuje?
          >
          • jmx Re: Dziesiec przykazan 17.06.04, 00:56
            malvvina napisała:

            > w pierwszym odruchu chcialam ci opisac moja z religia historie. No ale
            > wygladaloby to na jakies usprawiedliwianie sie :-) a przeciez mowy nie ma
            zeby
            > Malwina itd

            Wcale bym tego tak nie odebrała.

            > Skoro uwazasz ze "widac" to pewnie masz (swoja) racje i nic mi do tego.
            > Nawet pater noster po lacinie nie pomoze ;-)

            Nie. Bo w Deklalogu nie ma słowa o łakomstwie (by porównywać z morderstwem).
            Chociaż... jak się "wgłębić" to można uznać łakomstwo za mord na własnym
            organizmie ;-)

            "Jakoś" - własnie chodzi o to, żeby było dobrze a nie jakoś. Lepiej nie
            zlatywać z nieoświetlonych schodów łamiąc nogi.
        • Gość: J.K. Malwina, jmx i ... dekalog... IP: *.arcor-ip.net 16.06.04, 23:43
          Cieszy mnie, ze zaczelyscie o tym muvic...
          Sam, mam powazne problemy z tymi wskazaniami...
          bezgranicznie to wierze tylko w punkt 5.

          reszte, nie calkiem pojmuje...

          nie zmienia to wszakze faktu,
          ze podobnie
          skompensowanej literatury
          nigdzie nie spotkalem.
          Niech ktos mi wytlumaczy zasady ETYKI
          wynikajacej z Humanizmu przed-chrzescijanskiego...

          wiem, ze taka byla.
          za najwyzsza uwaga - wyslucham.

          dobranoc.
    • fnoll błędna interpretacja "nie zabijaj" 17.06.04, 08:30
      biblijny "bliźni" to współwyznawca, a nie jakikolwiek człowiek, więc ta
      dziesięcioparagrafowa konstytucja nie zabrania międzywyznaniowych rzezi - a ja
      kiedyś myślałem, że tak, skąd większy procent chrześcijaństwa widziałem jako
      przesiąknięty hipokryzją od podstaw - ale jak podrosłem, poczytałem, to się
      właśnie dowiedziałem, że biblii nie można traktować dosłownie, trzeba znać
      kontekst

      ostatnio mój znajomy mnie zaskoczył mówiąc, że on od dziecka był przekonany,
      że "bliźni" to inny katolik - no proszę! widać miał lepszych nauczycieli
      religii ode mnie

      pacyfizm pierwszych chrześcijan wynikał zatem nie z wierności jakimś
      przykazaniom - był skutkiem ubocznym wybranego zaangażowania w wiarę, że aby
      głosić trzeba być bezbronnym jak niewolnik

      można być dobrym chrześcijaninem i zabijać, ale tylko niewiernych - i historia
      to potwierdza

      dobrze jest nie zabijać (bo trudno nawrócić trupa), ale jakby co, to można
      niewiernego utłuc

      zastanawiam się, jak to mogło być z cudzołożeniem, jaka jest oryginalana
      wykłądnia tego przykazania - czy nie odnosi się przypadkiem jedynie do
      kobiet? ;)

      "szanuj ojca i matkę" - cóż, dziś mają emerytury, także problem nie jest tak
      zasadniczy (bo chodziło o to, żeby ich nie wyrzucać z domu jak już będą
      nierobotni)

      "ani żadnej rzeczy która jego jest [nie będziesz pożądał]" - jak wyżej: możemy
      odbierać ziemię niewiernym i pozostawać dobrymi chrześcijaninami (spójrzmy
      tylko na historię ameryki i australii), bo przykazanie dotyczy tylko naszych
      bliźnich: innych chrześcijan; żonę niewiernego też możemy bez skrupułów
      wyobracać - aczkolwiek chrystuś względem oryginalnego wyznania mojżeszowego
      wzniósł pewne bardziej restrykcyjne poprawki w kwestiach seksualnych (ale gdyby
      być im wiernym to chyba wielu, wielu dziś musiałoby sobie oczy wułupić)


      także - nie da się dobrze zrozumieć przykazań w oderwaniu od kontekstu!

      a do kogo są skierowane i kogo dotyczą? to złożona kwestia: formalnie są
      skierowane i dotyczą żydów, chrześcijan i muzułmanów (bo wszyscy oni uznają
      księgi mojżeszowe za natchnione), ale trzeba wziąć poprawkę na to, że nie są
      oni nawzajem dla siebie bliźnimi! stosunki między nimi regulują inne ustawy,
      dopuszczające mord, choć preferujące nawracanie

      pzdr

      fnoll
      • fnoll errata do - błędna interpretacja "nie zabijaj" 17.06.04, 08:42
        > a do kogo są skierowane i kogo dotyczą? to złożona kwestia: formalnie są
        > skierowane i dotyczą żydów, chrześcijan i muzułmanów (bo wszyscy oni uznają
        > księgi mojżeszowe za natchnione), ale trzeba wziąć poprawkę na to, że nie są
        > oni nawzajem dla siebie bliźnimi! stosunki między nimi regulują inne ustawy,
        > dopuszczające mord, choć preferujące nawracanie

        poprawka: tylko muzułmanie i chrześcijanie mają "intencję" nawracania - żydzi
        jeśli nie zabijają innowierców, to z innych strategicznych celów niż
        pozostawienie przy życiu potencjalnego współwyznawcy, bo "lud wybrany" to klub
        elitarny, a nie otwarty, wzrasta rosnąc w siłę i mnożąc się, a nie nawracając

        siem

        fnoll
    • maika7 do Cossy i Fnolla 17.06.04, 12:04
      >czym sa dla Was?

      Dla mnie są elementem "spuścizny przodków", czyms w rodzaju "uogolnionych zasad
      współżycia społecznego".

      >biblijny "bliźni" to współwyznawca, a nie jakikolwiek człowiek, więc ta
      dziesięcioparagrafowa konstytucja nie zabrania międzywyznaniowych rzezi - a ja
      kiedyś myślałem, że tak, skąd większy procent chrześcijaństwa widziałem jako
      przesiąknięty hipokryzją od podstaw - ale jak podrosłem, poczytałem, to się
      właśnie dowiedziałem, że biblii nie można traktować dosłownie, trzeba znać
      kontekst

      Ten "bliźni-współwyznawca" to chyba starotestamentowa wersja bliźniego
      rozszerzona w Nowym Testamencie na wszystkich, niewiernych tez "...miłujcie
      nieprzyjaciół swoich...."

      M.
      • fnoll Re: do Cossy i Fnolla 18.06.04, 09:09
        maika7 napisała:

        > Ten "bliźni-współwyznawca" to chyba starotestamentowa wersja bliźniego
        > rozszerzona w Nowym Testamencie na wszystkich, niewiernych tez "...miłujcie
        > nieprzyjaciół swoich...."

        niezupełnie - nowy testament zmienia o tyle sytuację niewiernych, że przyznaje
        im szansę zbawienia, czego nie było w religii judaistycznej, ale najpierw muszą
        się nawrócić i dopiero wtedy stają się BLIŹNIMI, którzy respektują te same
        prawa co i my, więc ich niezabijamy - to taka wzajemna umowa

        nieprzyjaciół należy miłować, owszem, gdyż miłość jest narzędziem nawrócenia,
        ale furtka do ich wyżynania jest wciąż otwarta i była przez wieki, chyba że
        uznamy (jak chcą niektórzy chrześcijańscy ekstremiści), że większość z tego co
        się działo w Europie po uznaniu przez Rzym chrześcijaństwa za religię państwową
        nie ma nic wspólnego z "prawdziwym" chrześcijaństwem - ale wtedy wkraczamy na
        niebezpieczną drogę ścigania umykającego ideału - bo kto zagwarantuje, że
        właśnie to, a nie inne wyznanie jest tym "prawdziwym" chrześcijaństwem? jak
        tego dowieść?

        chrześcijaństwo ewoluuje - wiele słów o współczesnym "upadku", "wyczerpaniu
        się" chrześcijaństwa jest objawem... jego zdrowia! bo świadczą one o tym, że
        wylęgają się właśnie jego nowe formy (w których, być może, tak jak w pierwszych
        wiekach chrześcijaństwa dla powodzenia misji nawracania odrzuci się wszelkie
        zachowania agresywne)

        pzdr

        fnoll
        • maika7 Re: do Fnolla 21.06.04, 08:18
          >niezupełnie - nowy testament zmienia o tyle sytuację niewiernych, że przyznaje
          im szansę zbawienia, czego nie było w religii judaistycznej, ale najpierw muszą
          się nawrócić i dopiero wtedy stają się BLIŹNIMI, którzy respektują te same
          prawa co i my, więc ich niezabijamy - to taka wzajemna umowa

          ehm...a gdzie jest o tym nawróceniu napisane?? poczułam lekki niepokój jako
          ta "nienawrócona" (a nawet chyba gorzej, bo "odszczepieniec"). Nawracanie
          mieczem i ogniem to też Stary Testament....

          >nieprzyjaciół należy miłować, owszem, gdyż miłość jest narzędziem nawrócenia,
          ale furtka do ich wyżynania jest wciąż otwarta i była przez wieki, chyba że
          uznamy (jak chcą niektórzy chrześcijańscy ekstremiści), że większość z tego co
          się działo w Europie po uznaniu przez Rzym chrześcijaństwa za religię państwową

          A jak "nieprzyjaciel" jest "odporny na miłość jako narzędzie nawrócenia" to
          rżnąć????? Miłość interesowna??? Sprzeczna z ideałami hymnu do miłości św.
          Pawła???? Do kitu z taką miłością.


          :-)
          M.
          • fnoll do maika7 21.06.04, 18:57
            maika7 napisała:

            >Miłość interesowna???

            nieee, lichwa jest przecież zajęciem co najmniej podejrzanym, natomiast,
            szczególnie po rehabilitacji greckich filozofów, tę "religijną" miłość możemy
            śmiało opatrzyć epitetem "pragmatyczna" - pragmatyczna choćby dlatego, iż
            uwzględniająca słabości współwyznawców, oraz nową sytuację wynikłą z nawrócenia
            władców, w której rozróżnienie "oddaj cesarzowi co cesarskie, a bogu co boskie"
            traci sens - a zatem realizowanie celów politycznych (ekspansja)
            w "pragmatycznej miłości" łączy się gładko z nawracaniem: gdy nie da się kogoś
            nawrócić zawsze pozostaje równie boska "misja cywilizacyjna", w realizowaniu
            której przeciwności tradycyjnie pokonuje się drogą fizycznej eliminacji

            weźmy taki Irak - wysłanie tam misjonarzy w celu nawrócenia tamtejszych arabów
            na jakąkolwiek formę chrześcijaństwa byłoby odczytane współcześnie jako wysoce
            niewłaściwe, ale nasza zachodnia "pragmatyczna miłość" stojąca na dwóch nogach:
            państwie i religii, wykonuje w tej sytuacji ruch pierwszą nogą: głosi potrzebę
            demokratyzacji Iraku, która de facto oznacza "wessanie" tego kraju w krąg
            kulturowy, w którym jako nuworysz jest skazany na granie raczej pod dyktando

            a w Afryce - odwrotnie: wysyłamy misjonarzy, bo tam znowuż polityczna ekspansja
            jest "nie na czasie" (inna sprawa, że po dawnym kolonialny zespoleniu został
            całkiem sprawny gospodarczy krwioobieg, taki Shell na przykład czy inne
            kompanie zajmujące się wydobyciem surowców) - np. postulat "demokratyzacji
            Konga" przy pomocy interwencji militarnej nie byłby trudny do przyjęcia za wiarę

            nam, maluczkim, taka "pragmatyczna miłość" może wydawać się wstrętną - kto
            chciałby być tak tresowany raz miłością, raz strachem w codziennym kontakcie?
            ale: tę tresurę już za nas odrobili nasi przodkowie, a my, nie da się ukryć,
            korzystamy z jej owoców

            Europa nie byłaby tak potężna bez "pragmatycznej miłości" która nakazuje
            kochać, ale zezwala mordować


            a to tak naprawdę tylko moje takie nadinterpretacje :)))

            pzdr

            fnoll
            • fnoll eRrata: do maika7 21.06.04, 19:01
              fnoll napisał:

              > np. postulat "demokratyzacji
              > Konga" przy pomocy interwencji militarnej nie byłby trudny do przyjęcia za
              wiarę

              sorry! BYŁBY trudny, BYŁBY! (oj, byłby)
              • maika7 Re: eRrata: do maika7 22.06.04, 08:11
                Niestety z większością Twoich "nadinterpretacji" się zgadzam :-(
                Niestety - bo są sprzeczne z tym co chciałabym widzieć w działaniach ludzkich.
                Mam dość utopijne marzenia :-)

                Eh.. a ideały takie sympatyczne :-)- miejscami :-)
                M.
                • fnoll Re: eRrata: do maika7 22.06.04, 08:40
                  utopijne marzenia w historii rodzaju ludzkiego też pełnią niebagatelną rolę :)
                  dajmy na to takie "kolektywy pracownicze" - z polskiej perspektywy, zapatrzonej
                  w neoliberalizm, ten termin brzmi archaicznie - utopia! moznaby powiedzieć

                  a tu wcale nie - w brazylii właśnie na dużą skalę eksperymentuje się
                  z "demokracją bezpośrednią" w tym z "kolektywami pracowniczymi" właśnie - choć
                  może nie nazywa się ich w tej socjalistycznej nomenklaturze, to jednak chodzi o
                  to samo: że pracownik realnie współdecyduje o SWOIM/wspólnym zakładzie

                  najbardziej podoba mi się tam współzarządzanie miastem - i to nie bylejakim!
                  porto allegre ma przecież ponad milion mieszkańców!

                  jak to śpiewał john lennon: "you may say I'a a dreamer, but I'm not the only
                  one..." :)
                  • maika7 Re: eRrata: do maika7 22.06.04, 10:00
                    >utopijne marzenia w historii rodzaju ludzkiego też pełnią niebagatelną rolę :)

                    :-))) utopijne marzenia w moim wykonaniu są chyba bardziej utopijne, niż podane
                    przez Ciebie przykłady i mają się nijak do rzeczywistości.
                    Historia ludzkości niestety na mnie i moich marzeniach nie zyska wiele :-)) ale
                    też nie straci :-)- mam nadzieję :-)

                    M.
    • j_ar troche historii- dla przypomnienia tylko ;) 17.06.04, 13:53
      Bóg zaoferował swe przykazania narodom świata. Najpierw przybył do Włochów.
      - Jakie przykazanie nam oferujesz? – zapytali. Odpowiedział:
      - Nie zabijaj.
      - Nie chcemy takiego przykazania.
      Następnie przybył do Rumunów.
      - Jakie przykazanie nam oferujesz? – zapytali. Odpowiedział:
      - Nie kradnij.
      - Nie chcemy takiego przykazania.
      Potem przybył do Francuzów.
      - Jakie przykazanie nam oferujesz? – zapytali. Odpowiedział:
      - Nie cudzołóż.
      - Nie chcemy takiego przykazania.
      Wreszcie przybył do Żydów.
      - Za ile? – zapytali. Odpowiedział:
      - Za darmo.
      - To w takim razie dziesięć weźmiemy!

      hehehe
      • iwan_w Co Ty, Jar? 17.06.04, 14:19
        Rumuni, Francuzi w czasach biblijnych?

        Naprawdę było tak:

        Jak Pan Bóg szukał narodu, który mógłby sobie wybrać:
        Na początku przyszedł do arabów. Pyta się:
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A jakie?
        - "Nie kradnij".
        - Panie! My żyjemy z rabowania karawan, jeżeli przestaniemy kraść, to jak na
        tej pustyni będziemy mogli wyżyć, jest to niemożliwe! Nie chcemy takiego
        przykazania

        Przyszedł Pan do Amorytow i pyta
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A jakie?
        - "Nie zabijaj".
        - Panie! jesteśmy najbardziej walecznym narodem, żyjemy z wojny i z podbojów,
        jak będziemy mogli egzystować bez zabijania? Nie, nie chcemy twojego
        przykazania.

        Przyszedł Pan do Amalekitow i pyta:
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A jakie?
        - "Nie cudzołóż".
        - Panie! podstawa naszego kultu są kapłanki oddające się miłości w świątyni,
        jeżeli tego zaniechamy to co stanie się z naszą religijnością, naszą wiarą?
        Nie, nie chcemy Twojego przykazania.

        Pan Bóg był już w kłopocie, ale zobaczył mały naród izraelski znajdujący się w
        niewoli egipskiej, przyszedł do nich i pyta:
        - Czy chcecie moje przykazanie"
        - A ile by ono kosztowało?
        - Nic, za darmo!
        - Tak całkiem bez płacenia?
        - Całkiem za darmo!
        - To my byśmy wzięli dziesięć.



        hehe:)
        • j_ar Re: Co Ty, Jar? 17.06.04, 14:22
          hehehe... faktycznie tak bylo, ale nie moglem znalezc wersji oryginalnej tak
          wiec apokryficzny tekst, zmieniany zgodnie z dobrodziejstwem poboznych medrcow
          przez lata, wkleilem;)
          • fnoll Re: Co Ty, Jar? 18.06.04, 09:12
            nie taki oryginalny ten tekst - "arabów" w czasach biblijnych też nie było
            • j_ar Re: Co Ty, Jar? 18.06.04, 09:27
              ech ..te dowcipy..no... co za cholerdtwo, ciagle pod gorke...


              ale moze ksiega rodzaju wspomina o arabach co? ;) a salamaneser iii to pies?
              • fnoll Re: Co Ty, Jar? 18.06.04, 20:04
                niestety salamaneser nie występuje w żadnym z nagłówków, a nie mam cierpliwości
                na wyszukiwanie go wers po wersie, także nie mogę ustosunkować się do kwestii
                czy był psem, czy też nie

                ale faktycznie, arabowie mogli spotkać się z ofertą X-ciu przykazań jeśli tylko
                została złożona w lub po VIII w. pne., kiedy to "arabskość" się
                wykrystalizowała z semickiej grupy ludów (właśnie przeczytałem w encyklopedii,
                w której salamaneser równierz nie występuje - ale to cienka encyklopedia,
                jednotomowa)

                a kiedy owa oferta została dokładnie złożona? (encyklopedia milczy w tej
                kwestii)

                pzdr

                fnoll encyklopedysta
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka