mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 01.07.04, 15:56 Mysle ze nie wazne jest co kto powiedzial kiedy emocje z obu stron sa bardzo silne i umykaja kontroli. Wazne jest Dziecko, i to ze nie mozna niszczyc zwiazku kiedy obie strony sie kochaja. Czy chwila zlosci i urazone uczucia sa od tego wazniejsze? Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.chello.pl 10.07.04, 01:39 Mysle ze nie wazne jest co kto powiedzial kiedy emocje z obu stron sa bardzo > silne i umykaja kontroli. > Wazne jest Dziecko, i to ze nie mozna niszczyc zwiazku kiedy obie strony sie > kochaja. Czy chwila zlosci i urazone uczucia sa od tego wazniejsze? Sorry, mskaiq. Wierzę, że masz dobre intencje, ale uważam, że robisz złą robotę wmawiając chryzokoli, że mąż ją na pewno kocha. Skąd ta pewność? Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Nie wiesz tego, nie możesz tego wiedzieć. Może kocha, a może nie. To wie tylko chryzokola i jej mąż. Chyba, że ty nim jesteś? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: missy Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.acn.waw.pl 01.07.04, 20:17 powiem to raz jeszcze!!!ZABIERZ DZIECI I ODEJDZ OD TEGO TYPA NA ZAWSZE!skoncz cos co juz nie ma przyszlosci!nie badz w toksycznym zwiazku!nie trac wiecej czasu i zycia ktore masz jedno!!!mozesz jeszcze byc szczesliwa z kims innym albo nawet sama bez tego frajera,ktory mysli tylko o sobie!czas leczy wszystko, szybko zapomnisz o nim i bedziesz miec nowe,lepsze zycie; podejmij madra decyzje i badz szczesliwa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lea Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.54.156.192.tisdip.tiscali.de 01.07.04, 23:28 masz poczucie obnizonej wartosci sama dla siebie!!!! Skoncz z tym ! Przyjrzyj sie sobie i zastanow sie czego Ty oczekujesz od zycia i od partnera. Wiem, ze jest to bardzo trudne na ten moment, ale cierpliwosci. Chcesz zawalczyc? walcz! ale nie takimi srodkami jak do tej pory..Uzmyslow sobie i pokaz jemu kim jestes! bo mniemam, ze nie "sklave"! Przepraszam nie mysle tak o Tobie, ale prowokuje Ciebie..Zastanow sie nad tym, czy zwiazek w tych kategoriach, ktore opisalas jest w stanie Cie usatysfakcjonowac??!!! Nie wierze. I tak bedziesz wczesniej, czy pozniej nieszczesliwa... niespelniona.. Czy Twoja rola to zaspakajac jego potrzeby zyciowe? To nazywasz sczesciem i miloscia? A jesli jego to zastanow sie jakie sa te potrzeby???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 02.07.04, 11:10 Wczoraj rozmawiałam z nim prze gg. I min. powiedziałam,ze albo odbudowywujemy albo żyjemy razem ale osobno dla dzieci z wszystkimi tego konsekwencjami. Powiedziałam, że nie zależy mi już tak bardzo. Gdy przyszedł do domu chyba go to gryzło, wypytywał, czemu już mi nie zależy itd. Potem rozmawialiśmy o nas, wypyatałm go jeszcze o tamtą. Mówi, ze to tylko koleżanka, nie kocha jej tylko lubi, że to bez znaczenia, nic między nimi nie było i nie będzie itd. Więc stwierdziłam, ze mogę mu w to uwierzyć i mozemy to zacząć ratować, ale mam kilka warunków. Jako pierwszy podałam, ze NA RAZIE, dopóki się nie wyleczymy nie będzie się z nią spotykał, rozmawiał itd. Stwierdził, ze dalej mówic już nie muszę, on się na to nie zgadza...dla zasady i już. Powiedziałam, ze skoro to tylko nic nie znacząca znajomość czy naprawdę warto dla niej poswięcać nasze małżeństwo. Nic nie odpowiedział tylko siedział z upartą miną. Wtedy stwierdziłam, ze trudno skoro tak, bo ja nie zniose myśli, ze ona tam gdzies jest. Powiedziałam mu też by zastanowił się kto więcej starci w przypadku rozstania. To on straci kobiete, która go kocha niezależnie od sytuacji, on starci dzieci, bo zaden sąd mu ich nie przyzna, bo są za bardzo ze mną emocjonalnie związane,(w końcu to ja je wychowuję), ze nie wspomnę o sprawach materialnych. Zostanie sam, bez bliskich mu osób za to z najlepsza "koleżanką". Potem spał, bo był zmęczony po pracy. Gdy wstał stał sie jakiś miły. Gdy wychodził na budowę chciał mi dac buziaka!!! Normalnie toby wyszedł obrażony. I zauważył, ze ze mną coś nie tak, ze ciągle wymiotuję, zaczął się wypytywać co mi jest itd. A ja starm sie byc obojętna choć to straszliwie trudne, potem muszę gdzieś po kryjomu wyryczeć się, ale tak naprawdę coraz mniej mi na nim zależy. On mówi, ze przesadzam, bo jego znajomość nie ma nic wspólnego z nami, a ja uważam, ze ma. Odkąd się spotykają zmienił się bardzo, ajk on to mówi ona otworzyła mu oczy, ze ma wyrachowaną dziwkę w domu, wykorzystującą go od lat, która naciągnęła go na dziecko, która udaję depresję, zeby nie pracować itd. Rzeczywiście żadnego to nie ma wpływu na nasz związek. Poza tym widzę co się z nim dzieje. Ciagle wraca do przeszłości, wspomina ją z łezką w oku, zaczął zapuszczać włosy(kiedyś miał długie, był metalem), dziś nawet przymierzył swoją stara kurtkę, (ale była za mała), od jakiegoś czasu mówi, ze musi zacząć zyć jak dawniej, knjapy, koncerty a nie tak jak dotychczas. Od razu mówię, ze jeszcze przed dwoma laty łaziliśmy po zanjomych, knajpach, do kina, jeździlismy na koncerty, ale potem nie miał na nic czasu i skończyło się, a teraz wynika że to moja wina. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 02.07.04, 11:16 I najgorsze w tym wszystkim jest to ze boję się czy nie jestem w ciązy, te ciągłe mdłosci, wymioty i brak apetytu. Mayślę, ze to z nerwów, ale pojawiła mi się taka myśl. to byłaby katastrofa! Ale już przyrzekłam sobie, ze choćbym miała ręką sama to zrobić, nie urodzę tego dziecka.Nigdy!!! I szukam pracy, odnawiam znajomości, pytam ludzi, jeszcze miesiąc temu nie chciałam iść do pracy tylko pracować w domu (mam firmę,maluję porcelanę), ale teraz choćbym miała stanąć na głowie idę! Firmę moge prowadzić jako dodatkową działalność. I bardzo, bardzo dziękuję Wam za te posty, bardzo mi pomagają, jak codziennie rano usiądę i przeczytam to az mi lżej. Naprawdę dziękuję. chryzokola Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anek im bardziej czytam, tym bardziej sie przekonuje.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 11:44 ze potrzebujecie czasu zeby sie przekonac czy chcecie/chcesz i czy jest co odbudowywac.. obraz sie maluje ponury, robi z Toba co chce, generalnie jakas straszliwa niedojrzalosc przebija z niego, regresja jakas czy co? > Jako pierwszy podałam, ze NA RAZIE, dopóki się nie wyleczymy > nie będzie się z nią spotykał, rozmawiał itd. zadne NA RAZIE! koniec kontaktow i uz, nie ma czegos takiego jak zawieszanie bo Ci to zyc nie da.. bo bedzie niebezpieczenstwo ze sam zdecyduje kiedy to narazie minelo i to zaboli Cie podwojnie NIE BOJ SIE! glowa dumnie do gory.. to byc moze nie jest facet dla Ciebie, ciezko mi w ogole nazwac facetem, mezczyzna - sory ale to jakis totalny gowniarz.. pisze to ze smutkiem, bo nikt nie zasluzyl na gnojka zamiast partnera.. wiesz niech idzie w cholere, Ty idz do pracy, stan na nogach, zdystansuj sie i wtedy sie zastanow czy warto to lepic i latac, ale pamietaj sama tego nie zrobisz i byc moze wcale z tym kolesiem nie bedziesz chciala! szkoda zdrowia, nerwow, uczucia i emocji zyj ze soba w zgodzie nie z nim. trzymaj sie mocno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa ja też, ale próbuję żyć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.04, 22:03 dobrze rozumiem wszystkie twoje uczucia. Niestety, tez przezywam podobne od prawie dwóch miesiecy. Nie wiem, czy zdradza. Wyprowadził się, bo musi dojśc do ąłdu ze sobą i ma dość moich rodziców.Z mojej inicjatywy spotkaliśmy się kilka razy. Był czuły, mówił, że kocha. A potem nie odzywał się przez kilka dni, bo...był bardzo zapracowany. To tak bardzo boli! Myślę, że on mnie po prostu nie kocha, ale nie umie się do tego przyznać. A ja? CZasem myślę, że bez niego żyć nie mogę, a potem, gdy znowu nawet nie zadzwoni, że mam tego dość, ze go nienawidzę. Też się daję upokorzyć, błagam o rozmowę, o ratowanie małżeństwa. Ale czy to nie jest tylko strach przed samotnościa, utratą kogoś, kto tak mnie zan, że niczego się nie musiałam przy n im wstydzić przez tyle lat...Myśłałm o tym , czy mogłąbym pokochac innego... Ale jak zaufać komuś innemu, że po pierwszym zauroczeniu przyjmmie mnie z tyloma wadami...Myślę, że ty tez przeżywasz podobnie i więcej w tobie strachu niz miłości. Zresztą twoje objawy to typowe objawy lęku. CZłowiek wszystko zrobi wtedy, żeby tylko wyrwac się ze strachu. Napisz do mnie, co teraz słychać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktoja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 00:17 Przeczytalam wszystkie wypowiedzi. Posluchaj mnie dziewczyno. Jestem juz mocno dojrzala kobieta. Mam ponad 30 lat stazu malzenskiego. Od 1,5 roku przezywam tragedie mego zycia. Uwierz, kochasz go i cierpisz ale na litosc uciekaj od tego czlowieka. Nie wierz w nic, co Ci opowiada, nie wierz ani w jego milosc ani w zadne zapewnienia. Masz jedno zycie. Nikt nie powiedzial, ze mamy miec lekko, latwo i przyjemnie, ale nie trac go dla kogos, kto ani tego nie doceni, ani nie da Ci szczescia. On niczego, co bedzie pochodzilo od Ciebie nie potrzebuje, Ty juz dla Niego nie istniejesz. Tak naprawde, dla Niego najlepiej byloby abys z Twoja rozpacza i Miloscia zapadla sie w czarna dziure i zniknela. Nie odzyskasz go, nie licz na to,bo wbrew temu w co wierzysz, on nigdy do Ciebie nie nalezal. Mozesz burzyc sie na te slowa, moze Ci serce pekac, ale taka jest prawda. Jakze mi zal, ze tak cierpisz, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dobrze Cie rozumiem. Czy wiesz, co to znaczy wyc z bolu? Nie fizycznego. Cierpienie psychiczne po przekroczeniu pewnego progu, przechodzi w bol fizyczny nie do wytrzymania.Ja tak wylam i czasami jeszcze wyje, i dlatego mam prawo powiedziec Ci:" nie trac zycia". Masz je tylko jedno. Przezyj je z kims, kto na to zasluguje, a jesli los sprawi, ze nie spotkasz nikogo takiego, to przezyj je dla dzieci i dla siebie. I kiedy juz bedziesz miala dzieci dorosle jak ja, ze spokojnym sumieniem powiesz sobie, ze jestes w porzadku. Przezylas zycie godnie i Twoje dzieci beda to wiedzialy. Tak, jak teraz wiedza moje. I w nich mam wielkie oparcie, chociaz mam swiadomosc, ze jest to nagroda za moje bycie matka. A ja jestem nie tylko matka ale rowniez kobieta i jako kobieta mam poczucie przegranej. Nie odbieraj sobie tej szansy - jesli z nim zostaniesz odbierzesz sobie nadzieje tego spelnienia. Jesli masz ochote - napisz do mnie. Chetnie Ci odpowiem. Bardzo, bardzo Ci wspolczuje i prosze, czerp sile z kazdej mozliwej strony. Decyzja nalezy do Ciebie, jesli czujesz sie w tej chwili slaba, wykorzystaj to forum, nawiaz kontakty z tymi, ktorych wypowiedzi sa Ci najblizsze i walcz o swoje zycie. Ale jesli nie wyrwiesz sie z przekonania, ze to on jest Twoim zyciem - to przegrasz, tak jak ja przegralam. Mocno Cie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 02.07.04, 15:12 Tak jak Ci pisalem On Ciebie kocha i Ty Go kochasz. Pomiedzy Wami jest Dziecko. Jesli nie zapomisz Mu i jesli nie wybaczysz to zniszczysz wszystko. Czy tego chcesz, jeszcze niedawno zalezalo Ci na tym aby z Nim byc, przeciez Go kochasz. Dlaczego nie chcesz aby wygrala milosc, On Ciebie kocha, napewno osiagniesz to ze przestanie sie kontaktowac z tamta Osoba. Zapomniec trzeba o tym, przed Wami zycie z Dzieckiem ktore kochacie oboje. Rowniez kochacie siebie. Mozesz wziac rewanz ale po chwili satysfakcji wrocisz do rzeczywistosci. Ta rzeczywistosc to bycie samemu, walka o dziecko i nienawisc w ktorej Twoje dziecko bedzie zylo. Alternatywa jest milosc, wybaczenie i zycie razem. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 80.55.171.* 02.07.04, 22:08 wiesz co - piszesz bzdury. Dlaczego uważasz, że on ją kocha? Bo ją upokarza, zdradza? Znęca się nad nią? Zgadzam się z opinią którejś z dziewczyn - to gównarz, niewart miłości. Ale czy są jeszcze inni faceci na świecie? Odpowiedz Link Zgłoś
ktoja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 02.07.04, 23:57 Dlaczego z takim uporem twierdzisz, ze On ja kocha? Mam podejrzenie, ze jestes ksiedzem, bo ciagle podnosisz problem dziecka, ich wzajemnej milosci. Jak mozna kogos kochac i tak bolesnie go ranic? Przeciez milosc polega na braniu nie dawaniu. Dla mnie milosc to jest radosc dawania siebie drugiemu czlowiekowi i czerpanie szczescia z tego dawania. Jak mozna mowic o milosci w sytuacji, gdy wyrzadza sie tak ogromny bol podobno kochanej przez siebie osobie.? To jest facet, ktory Jej nie kocha, od ktorego za wszelka cene powinna uciekac. Wiem co mowie. Jestem kobieta, ktora maz po 30 latach malzenstwa zostawil dla kobiety mlodszej nawet od tego stazu. Aby zrozumiec co sie stalo i dlaczego musialam przezyc na nowo kazdy niemal dzien tych 30 lat. Im wiecej rozumialam, tym bardziej bolalo. To byl i jest dla mnie koszmar. Nie jestem jeszcze wolna od tych przezyc, ale na litosc Boska, nie namawiaj tej mlodej kobiety, przed ktora jeszcze mozliwosci rozpoczecia nowego zycia, aby zostala z kims, kto tylko ja wykorzystuje, kto nigdy nie doceni ani Jej milosci, ani Jej poswiecenia i kto, tak naprawde, wcale tego od Niej nie potrzebuje. On chce i pragnie dostac to wszystko od tej drugiej, a Jego glowna obecne mysla jest, jak sie od Niej uwolnic. Nie rob Jej krzywdy,nie mieszaj w glowie - Ona ma prawo do szczescia, Ona jest jeszcze mloda - ja juz takiej szansy nie mam. I to jest moja najwieksza tragedia - nie ma nic gorszego jak poczucie poswiecenia zycia dla kogos, kto na to nie zaslugiwal, kto wykorzystal te najwieksza wartosc jaka kazdy z nas posiada - nasze jedyne, niepowtarzalne zycie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.07.04, 08:44 Jak to znam...on moze wszytsko powiedzieć ,a TY nic...nie masz racji..koniec tematu on postanowił ,nie ma sensu....sorry ale to dureń.popatrz na niego jak na chora osobe....i wtedy pojawi sie listość.może powinnas tak długo dać sie upokorzyć,az dojdziesz dnai powiesz"Dosyć'.miłoścmiłościa musi sie w Tobie obudzic po prostu gniew,to normalna reakcja.Spróóbuj zobaczyc jak on ci nie daje prawa do wąłsnego zdania.Koniec rozmowy ,brak zaufania.Dureń.Żeby porozmawiac nie było mozna?on daje szansę????a kto to jest????Musisz sięgnąc dna,musi zrobic ocs ,żebys powiedziała "dość".A tamta..to takie byle co...pamietaj nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Nie zadawaj pytania dlaczego ciebie to dotknęło tego sie nigdy nie dowiesz..to ,że on taki jest to nie Twoja wina,.Słaby człowiekWiezz byłam w takiej sytuacji,banalnej oczywiście ,tak banalnej ,że az smiesznej.Nie chciało mi smiać byłam wstrząsnieta po odkryciu zdrady.Ponoc do niczego nie doszło.ale były maile,czaty,tylko wirtualny seks,a nie naparwde:):)Zaptytałam go czy to prawda ,jezu jak zapzreczał,na głowę syna przysięgał ,że nie.Byłąm spokojna.trzy razy pytałam .W koncu podałąm nazwisko.Powiedział,ze to moja wina,bo on bał sie ,ze moze mi sie to nie podobac i ze w tej znajomosci bardzo mi mnie brakowało.Jak się okazało...( teraz jak to piszę,az mi niedobrze..)że opowiadał ,że pracuje ze mna nad projektem ..mowił,ze pod moim nazwiskiem-niby pseudonimem swoim..pisze rózne rzeczy.To było tak ohydne,ze bardziej zabolało niż wiirtualna czy nie zdrada.Nabrałąm mimo miłości do niego takiego obrzydzenia ,że strach.I ten gnój tez czasem konczył rozmowę,że go nie rozumiem ,zwalał na mnie wine..i ciagle mowił,ze jakby co to niejego wina.Człowiek niezdolny do miłości i juz.Musisz miec rzecz która cie od niego odrzuci.Byc moze jeszce czegos nie wiesz.Musi byc cos czego nie zniesiesz...Człowiek ,ktorego nie mozemy byc pewni moze istniec w naszym życiu jedynie jako nasza zachcianka ,ale na zycie nasze wpływu nie powinien miec.Mnie poraziło i odrzuciło ,to ,że chcąc przypodobac się jakiejś obcej kobiecie użył mnie ,mojej pracy.OT gnój.Zastanów sie..czy jest jakas rzecz jakiej byś nie wytrzymała..chcesz byc Adelą H??????NIE MA TEGO ZŁEGO CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO. Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 03.07.04, 11:38 Po moim "odejściu" i rozmowie na gg, gdzie napisałam, ze nie zależy mi już tak bardzo i potem obojętności wobec niego zmienił się. Zmiękł. Tłumaczy się, teraz to on mówi, ze zależy mu na tym związku, ze mnie kocha, ze nie mógłby zyć beze mnie. Rozmawialiśmy też o tamtej, z tego co mówi, to rzeczywiście nic. Dogadalismy się, postanowiliśmy być ze sobą, zagoić nawzajem swoeje rany(choć on mówi ciągle tylko o swojej). Potem szczęśliwy przytulał się do mnie, chciał mnie pieścić. Właściwie wszystko fajnie, chyba coś z tego będzie, chyba mówi mi prawdę,ale...We mnie nie ma już emocji, i to nie jest spokój, to obojetność. Wtedy gdy "odeszłam" coś we mnie pękło. Teraz nie wiem czy chcę byc z nim czy nie, czy go kocham czy nie i nie wiem czy mi zależy na tym związku. Nawet jeśli pojawił sie cień wiary w to wszystko, brak zaufania nadal gdzieś siedzi. Po tym wszystkim, co usłyszałam od niego, co mi robił od kilku tygodni już mi nie zależy. Nie mam siły. Wczoraj nie mogłaam z nim być, ciągle tamtą miałam przed oczyma. Ale on nie chce wyrzucić jej z naszego życia twierdząc, ze ona i my nie mają ze sobą nic wspólnego. Tłumaczyłam, ze dla mnie ma. Nie będę umiała mu zaufać i naprawiać tego związku wiedząc, ze tamta tam gdzieś jest, zwłaszcza, ze jej akurat nie ufam i w jej szczere intencje. Powiedział, zebym nie naciskała, zeby on sam doszedł do takiego wniosku i zerwał z nią.Ale zaczyna mi coraz mniej na tym zależeć. GDy mi powiedział o rozwodzie, o tamtej czułam zal, zwierzęcy wręcz strach, ból nie do zniesienia. I te bolesne słowa, terror(twierdzi, ze to wszystko, co mówił to nieprawda, ale chciał mi sprawić przykrość, bo czuł się zawiedziony tym, ze on mi o wszystkim powiedział, a ja zamiast zrozumieć,drążyłam temat zamisat o wszystkim zapomnieć).Gdyby wtedy powiedział to co wczoraj i w taki sposób pewnie po rękach bym go całowała, a dziś, nawet satysfakcji nie mam, ze mnie kocha, zabiega i chce byc ze mną. Poza tym jeśli jemu zalezy na mnie, nie spieszy mu się z rozwodem, chce ratować to wszystko itd to po co to wszystko było? Jedyne co mu sie udało to zabić we mnie coś waznego. Czy uda mu się to wskrzesić? Nie wiem, Wiem tylko jedno muszę uniezaleznić sie od niego emocjonalnie, nie dawać sie zastraszyc i zacząć swoje życie, a czy w nim bedzie miejsce dla niego to już inna sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 80.55.171.* 04.07.04, 20:43 Dzielna, mądra dziewczyna. I to jest właściwy wniosek. Teraz, jeżeli jeszcze chcesz spróbować( dla siebie, nie dla niego), zaproponuj mu terapię małżeńską. Jeśłi się nie zgodzi, to jego obietnice i wyznania są nic niewarte. Może uda wam się coś wskrzesić, ale jesli nie, to nie miej wyrzutów sumienia. On cię może znowu za kilka dni obarczyć winą, że to przez ciebie wszystko się sypie, ale nie daj sobie nic wmówić. Masz rację, takie przeżycie zabija miłość. Ale może jeszcze gdzieś tli się jakaś odrobina, więc spróbuj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: me Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 80.55.171.* 04.07.04, 20:38 Jak to czytam, to aż mnie skręca. Czy oni wszyscy sa tacy sami? Mój też mnie zdradzał przez internet, noce spędzał na stronach z panienkami, kładł się do łózka koło 3, a kiedy to znalazłam i mu wygranęłam, to powiedział, że to moja wina, bo nie chciałam się z nim kochać,bo kiedy szedł do łóżka, to ja już psałam! Rozumiecie! Jak mogłam spać o 3 rano! To moja wina! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mika Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.153.182.* 04.07.04, 20:33 Dokładnie tak samo myślę, jak "ktoja". Wkurzają mnie wy[owiedzi tego faceta (albo babki), a moze faktycznie księdza o tym, że ona ma się poswięcić dla dziecka. Gówno prawda. Dziecko nie potrzebuje sie napatrzeć, jak facet nia pomiata. W ten sposób tyle osiagnie, ze jej córka da sobą pomiatac innemu gnojkowi za kilkanaście lat, bo się nauczy, ze tak ma być. Nie iwerzysz? Moja babcia(którą zresztą bardzo kochałam) nauczyła mnie, że seks jest grzechem, czymś okropnym. Do dziś to we mnie pokutuje, mam lęk, że popełniam grzech, kochając się z własnym mężem. Nie pozól, żeby twoje dzicieci wyniosły taki skrzywiony obraz życia. Jeśli nie chcesz go rzucić, po prostu postaw sprawę jasno - rozstajecie się np. na miesiąc i po tym czasie spotykacie dla ustalenia, czy chcecie ze sobą być. Jeśli nie, to trudno- będzie bolało jeszcze bardziej, ale zacznie sie goić. Teraz nie masz szans zagoic swoich ran. Wiem coś o tym, też mnie boli cholernie, ale starm się być twarda. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 03.07.04, 15:51 Nic w Tobie nie peklo, Ty Go nadal kochasz. Przekonalabys sie o tym gdybys odeszla i kiedy sprawy zaszlyby tak daleko ze nie moglabys wrocic. W tej chwili nie czujesz nic ale to przejsciowe, to wroci i to silniej niz kiedykolwiek przed tym. W Tobie jest w tej chwili duzo zlych emocji, to one blokuja Twoja milosc, wiem co czujesz. Twoj Maz pozbyl sie Jego zlych emocji bo Cie kocha i kiedy pojawila sie mozliwosc ze Ciebie straci wszystkie inne sprawy przestaly byc wazne. Milosc do Ciebie okazala sie o wiele silniejsza. Znam to bo wielokrotnie wybieralem w moim zyciu, zawsze wybieralem milosc. Nie staraj sie odgradzac od Meza bo to moze przyniesc jeszcze wiekszy kryzys niz ten przez ktory przeszlas. Nie ma piekniejszej rzeczy na swiecie niz byc z czlowiekiem ktorego sie kocha a Ty Go kochasz. Nie staraj sie dochodzic kto mial racje, wybacz Mu. Nie ma chyba gorszej rzeczy niz brak wybaczenia. Brak wybaczenia zawsze prowadzi do depresji. Mysle rowniez ze powinnas uzywac duzo tego roweru i staraj sie sluchac Swojej, nigdy nie przegrasz, zawsze znajdziesz rozwiazanie ktore przyniesie radosc Tobie i wszystkim blisko Ciebie. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agawa Dziewczyno,ratuj się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 17:44 Nie słuchaj takich głupot,jakie wypisuje facet powyżej. Miłość? Jaka miłość? Mskaiq, nie oszukuj dziewczyny. Twoje przesłanie o miłości jest bardzo szlachetne,ale w tej sytuacji całkiem chybione. Czy miłość oznacza pogardę,kłamstwo,znęcanie się psychicznie nad drugim człowiekiem? Nieprawda, odsunięcie od męża nie przyniesie jej większego kryzysu,a pozwoli na zdystansowanie się do sytuacji. Doradzam Ci serdecznie separację. A potem pomyslisz (lub nie) o rozwodzie. Ja jednego nie rozumiem. Czy komuś innemu pozoliłabyś na takie traktowanie siebie? Czy wyjście za mąż oznacza dla Ciebie traktowanie żony jak śmiecia?Może tego nie widzisz,bo jesteś w to za bardzo zaangażowana,ale ten człowiek gardzi Tobą w najohydniejszy sposób. Dlatego radzę,odejdź,choćby na kilka miesięcy,przemyśl wszystko. Zobacz,gdy odchodziłaś nie obchodziłaś go zupełnie,zabrał Ci tylko karty kredytowe i inne rzeczy oraz syna,bo chciał Cię upokorzyć. To,że BYWA miły jest najgorsze. To znana strategia różnych domowych sadystów. BYWAJĄ mili,by bardziej przywiązać do siebie człowieka. Tkwisz w złym,chorym związku i musisz to przerwać. Nie wierz,że to się zmieni. Jeżeli nic nie zrobisz wylądujesz w szpitalu!Jesteś w depresji,a on dodatkowo zrzuca na Ciebie jakieś poczucie winy. Koniecznie idź do psychologa.Są też mądrzy i dobrzy.Sama możesz nie mieć siły po chorobie (depresja). Nie słuchaj głupich rad w stylu "wybacz mu". Nie poniżaj się. Jeżeli naprawdę go kochasz to powiedz : "Kocham Cię i dlatego nie mogę z tobą być.Przy mnie jesteś nieszczęśliwy." I opuść go,bo to zły,bardzo zły człowiek. Może to czytałaś,a może nie: kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,53302,1626405.html A tak na marginesie.Mam ochotę kopnąć w d. tą głupią bździągwę. I ty masz ją jeszcze przepraszać? O ludzie! Może jeszcze zaproponuj,że będziesz u niej sprzątać i podawać im śniadanie do łóżka? Co do dzieci,pomyśl jaki przykład dajesz córce.Że żona to ktoś do pomiatania,a facet to drań.Czy nie lepiej pokazać jej,że kobieta musi mieć swoją godność? Odpowiedz Link Zgłoś
ktoja Re: Dziewczyno,ratuj się! 03.07.04, 19:04 Agawa, Ty jestes madra kobieta. Podpisuje sie pod wszystkim, co napisalas. Tylko czy glowna zainteresowana jest w stanie przyjac racjonalna argumentacje - mysle, ze nie teraz. Teraz, Ona ze wszystkich sil pragnie Go zatrzymac przy sobie i musi pasc na dno - dopiero wowczas zrozumie, ze pora przestac wierzyc, ze swiat to nie on, ze to jest gnoj nie wart ani lez ani poswiecenia. Gnoj nie dlatego, ze przestal Ja kochac - gnoj dlatego, ze tak Ja traktuje. Wolam razem z Toba - Dziewczyno, ratuj sie.!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lea Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: *.54.148.29.tisdip.tiscali.de 03.07.04, 20:03 ... ja tez Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: *.bredband.comhem.se 04.07.04, 00:26 Prawdziwe malzenstwo jest partnerstwem, wspolnota , harmonia , miloscia a nie polem bitwy i podchodow. W chwili gdy dwoje ludzi przestaje sobie okazywac szacunek(w twoim przypadku twoj maz tobie) ich malzenstwo sie konczy! Kropka! Kiedy partner cie irytuje, budzi gniew i nieufnosc, nie jestes juz jego zona a on twoim mezem. Mozecie nadal zyc razem ale co to znaczy? Jestescie juz tylko para obcych ludzi , ktorzy zyja pod wspolnym dachem. Mozecie przeciagac decyzje o rozstaniu dlugo ale rozwod uczuciowy nastapil juz dawno, w chwili gdy zabraklo szacunku i troski o druga osobe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: 217.173.200.* 04.07.04, 11:36 Od dwóch dni jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Mąż jest miły, czuły, wczoraj jak wrócił od klienta przyniósł różę. Kochamy sie, jest dobrze, ale...to wszystko w sferze fizycznej. Moja psychika jest niszczęśliwa i samotna. Gdy wychodzi ja nie mogę nic zrobić, lęk i ból są nie zniesienia, wciąż myslę, czy przypadkiem nie jest z nia teraz, nie rozmawia z nią przez telefon czy gg. Gdy wychodzi i mówi dokąd zastanawiam sie czy mówi prawdę. Gdy jest w domu nie jest lepiej każdy dźwięk telefonu lub SMSa powoduje u mnie mdłości, a on z przekornym uśmiechem mówi, ze odbierze jak wyjdę z pokoju i żebym nie była wścibska, bo wszystko zepsuję. I jak z nią będzie rozmawiał to mnie o tym poinformuje. Jest miły i ten kwiatek(od dawna nie dostałam kwiatka ot tak sobie), ale przyjęłam go obojetnie i jeszcze zastanawiałam się czy przypadkiem nie wraca od niej, czegoś nie narozrabiał i dlatego ten kwiat, dla uspokojenia sumienia. Kochamy się, jest wspaniale, fizycznie. Moje ciało reaguje na jego, ale psychika nie umie. Wciąż myślę o tamtej, wyobrażam ją sobie na spotkaniach z nim. Zastanawiam się czy on w trakcie pieszczot myśli o mnie czy o tamtej. Czy kocha się ze mną czy z tamtą. I zastanawiam się czy on kocha się ze mną bo tego pragnie czy po prostu chce mnie uspokoić i uspic moja czujność. On zreszta zadał mi wczoraj podobne pytanie : Czy kocham się z nim dlatego ze tego pragnę czy dlatego żeby mnie nie zdradził? Ze on nie chce zebym to robiła, sprzatała, dbała o niego tylko dlatego zeby nie odszedł. Ja też bym nie chciała, tylko jest jeden mały problem: w tej sytuacji on nie dał mi wyboru. Nie moge tego robić z własnej nieprzymuszonej woli, bo zostałam do tego zmuszona przez niego. Straciłam całą radość życia, nic mnie nie cieszy, nie interesuje, nie chcę mi się pracować(maluję porcelanę, zaczynam rozwijać firme, powinnam malować, ale nie umiem:((((((), nie umiem nic zrobić, nie wychodzę z domu i zastanawiam się tylko jak długo to potrwa? Kiedy zapomnę? Kiedy przestanę się bać? Bo inaczej albo zwariuję, zabiję się albo to ja odejdę, nie wytzrymam tak długo w tym koszmarze. I on wciąż nie rozumie co mi zrobił. Dla niego gdy fizycznej zdrady nie było jest wszystko w porządku. Ale po pierwsze juz nie wiem kiedy mówi prawdę a kiedy kłamie, po drugie zdradzić nie trzeba koniecznie fizycznie. Przyjaciela też mozna zdradzić i skrzywdzić, nie przesypiając się z innym. A ja czuję się zdradzona we wszystkim, co nas łączyło i to boli, a najbardziej, ze on nic nie rozumie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: 80.55.171.* 04.07.04, 21:00 DZiewczyno - spójrz na tę listę ludzi, którzy próbują ci pomóc. Wszystkim nam bardziej zależy na tobie, niż jemu, dlatego nie miej głupich myśłi o zabijaniu się ani wariowaniu. Jesteś kłębkiem nerwów, ale wszystko, co czujesz, jest naturalne. Musisz to czuć - żebyś mogła zacząć żyć. Pamietaj, że co nas nie złamie, to wzmocni. Potraktuj to wszystko jako doświadczenie życiowe, zaufaj przyjaciołom z czatu - jesteśmy z tobą.Mała, ja też mam skomplikowaną sytuację w małżeństwie, też płaczę, cierpię, miotam sie od czułości i tęsknoty do nienawiści. Wiem, jak to boli, dlatego zamiast kłaść dziecko spać siedze to i piszę, bo chcę ci pomóc. A jeśli chodzi o konkretną radę - dziewczyny mają racje, teraz potrzebny ci jest psycholog, który pomoze ci się pozbierać(zadzwoń na telefon zaufania, tam cię gdzieś skierują). A jeśli chodzi o twego męża - no cóż, po tym, co napisałaś o ostatnich dnaich, niestety, uważam, że on cię zwyczajnie nabiera. Jego odzywki sa chamskie i dowodzą, że nic sie nie mzieniło. Zrób to - zdecyduj sie na separację, oficjalna lub nie, ale koniecznie. Zażądaj czasu do namysłu, jego udzaiłu w terapii małżeńskiej lub wizytach u psychologa rodzinnego. I nie daj się przekupić głupim kwaitkiem! Gdyby rozumiał, co ci zrobiła, powinien cię obsypać różami od stóp do głów!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naela Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: *.sk4.am.poznan.pl 05.07.04, 01:22 Kochamy się, jest wspaniale, fizycznie. Moje ciało reaguje na jego, ale psychika nie umie. Wciąż myślę o tamtej, wyobrażam ją sobie na spotkaniach z nim. Zastanawiam się czy on w trakcie pieszczot myśli o mnie czy o tamtej. Czy kocha się ze mną czy z tamtą. To po jakie licho idziesz z nim do łóżka? Sex jest najpierw w głowie, sfera emocjonalna, tym właśnie różnimy się od cudnych futerkowych istotek. To nie czynność mechaniczna. Nie można pisać jest wspaniale, fizycznie, jeśli twoje emocje skupione sa na jedynej myśli " kiedy i jak on to z nią robił". Ktoś trafnie zauważył wcześniej, ON CI JEST POTRZEBNY i dlatego godzisz się na to wszystko a do tego jest Ci "wspaniale fizycznie". Mam wrażenie, że to jakiś żart, że to wszystko co napisałaś jest wyssane z palca. Albo potrzebujesz na cito! bardzo dobrego psychiatry. Internet to potęga, ale z depresji nie wychodzi się pisując na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eva07 TYLKO SPOKOJNIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 03:24 PO pierwsze,od Twojego pierwszego postu minał juz tydzień, mozna się ciut zastanowić. Z tym pójściem do psychologa to rady nie były takie głupie, bo nie jest dobrze, jak ktos tak fizycznie reaguje na kłopoty, jednak tylko kłopoty, nie tragedię, w małżenstwie. Oczywiście doradzam na odległość, ale cos tam mozna wyczytac z Twoich postów. To, że mówisz, że "chyba się zabijesz", że ciagle rzygasz, chudniesz to dośc niepokojące objawy nerwicy. W końcu jakkolwiek Tobie by się nie wydawało ze to koniec świata, to prawda jest taka, że Twój mąż tylko od serca gadał sobie na GG oraz osobiscie z dawna narzeczoną. Przekroczył granice intymności, czegonie powinien był robić, to prawda, był na granicy zdrady, to tez pewno prawda, ale naprawde bywaja gorsze sytuacje. Niepokojace jest tez to co piszesz o depresji poporodowej - widac, że masz skłonnośc do depresji, nerwicy. Wtedy wszystko wydaje się czarne, straszne ponad miarę i nie dowytrzymania. Jesli chcesz rzeczywiscie zatrzymac faceta (z jakiegokolwiek powodu) i próbowac naprawiac wasze malżeństwo, to musisz sie zając sobą i odzyskac chociaż 50% spokoju. NIkt nie lubi na dłuższa metę, jak wisi na nim rozedrgana, rozhisteryzowana istota, która bez niego nie moze żyć. Jakby nie była KIMŚ samoistnym. TY wiesz jakie to obciązające? W pewnym momencie ten człowiek "bez którego nie mozna zyć" czuje się tak spętany i przerazony tym nałozonym na niego cięzarem pretensji, oczekiwań, żalów i emocji że ma ochote uciec, po prostu uciec, nie patrząć na nic, nawet na moralnośc, obowiazki. Nie wiś na nim. Badz sobą, ale postaraj sie uspokoić. Nawet prochy moga byc OK, jak lekarz zapisze. On nie może czuć, że ty "MUSISZ z nim być bo sie udusisz" z jednej strony a z drugiej czuć ze mu NIE UFASZ, NIE WIERZYSZ, PODEJRZEWASZ itd. POzdrawiam CIę i weź sobie to co pisze do serca o ile jeszcze tu wchodzisz, bo to naprawde dobra rada, choc moze nie do konca bedzie Ci się podobała. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa do mskaiq IP: 80.55.171.* 04.07.04, 20:49 A więc jednak facet! A może jeszcze podasz nam tu jasną definicję miłości? CZym jest miłość , gdy nie chce z tobą rozmawiać, gdy cię zdradza, gdy ucina każdą rozmowę i traktuje jak idiotke, dgy kłąmie w żywe oczy? ZCy wiesz, co wtedy się czuje, dgy po 8 latach małzeństwa stwierdzasz, że złamał wszystkie przysięgi - o miłości, wiernosci, uczciwości małżeńskiej...Myślisz, że wtedy miłość to słowo, które coś znaczy, gdy cię odrzuca od jego udawanych pieszczot, gdy mu nie możesz zaufać. To jak się czuje w takiej sytuacji,m że to miłość? Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 04.07.04, 14:11 To co sie dzieje z Toba w obecnej chwili to strach. Strach ze to chwilowa poprawa, pomimo tego ze piszesz ze jest Wam dobrze. Ten strach bedzie z Toba dopoki nie wybaczysz, brak wybaczenia zamienia sie w depresje i zniszczy Twoj zwiazek. Nawet gdybys sie rozeszla z Mezem, brak wybaczenia zniszczy zycie. Bez wybaczenia ciagle przezywamy wszystko jakby to stalo sie przed chwila a czasem od zakonczenia sprawy uplynely lata. Nigdy nie zapomisz, to bedzie sie powiekszalo. Musisz uwierzyc ze On Cie kocha, tak jest, zrozumial ze zrobil zle. Nie podejrzewaj, nie buduj scenariuszy w ktorych On Ciebie zdradza czy poza Twoimi plecami kontaktuje sie z tamta Kobieta. W Tobie sa bardzo silne emocje ktore powoduja ze przestajesz sluchac Swojego zdrowego rozsadku, wierzysz w cos co juz nie istnieje tzn ze sie spotyka z tamta Kobieta. Te emocje mozesz oslabic poprzez cwiczenia fizyczne, idz na rower. Skup sie na pracy, budujesz firme zajmij sie tym nawet jesli nie bedziesz miala na to ochoty. Ciagle myslenie o tym to rozdrapywanie rany. Masz o co walczyc, tu chodzi o Twoje Dziecko, i o Ciebie a takze Meza. On bez Ciebie bedzie kompletnie zagubiony tak jak Ty bez Niego. W tym wszystkim jest Twoje Dziecko. Wierze ze mozesz sie przelamac i pokonac te problemy. Nie bedzie latwo bo napotkasz w Sobie wiele opozycji ale pokonuj ja. Z czasem bedzie coraz slabsza i zniknie. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agawa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.04, 19:39 Tak,mskaiq oczywiście,on ją kocha-czy ty rozumiesz co piszesz? Gardzi kobietą jak może,zdeptał ją tak,że ona boi się zyć.Tak objawia się według ciebie miłość??No to współczuję. Dla mnie facet to typowy domowy sadysta psychiczny.Ma idealną sytuację.Żonkę- sprzątaczkę,praczkę,masażystkę i spluwaczkę,do której czuje pogardę i litość.Oraz kochanicę,która mu imponuje,bo się nie daje wrobić w jego gierki,jest sprytna i bez zasad.Jak ma ochotę na masażyk lub ciepły obiadek to do żonki.A jak trzeba zaspokoić inne doznania to do kochanicy I by cały ten pięknie zbudowany zamek się nie posypał szantażuje żonę,by nie odeszła(kto będzie prał??) udając od czasu do czasu miłość i wierność. Droga Żono,rozumiem Cię bardzo dobrze,krzywdzisz siebie zostając z oszustem. Tak to w życiu jest,że czasem kochamy tych,którzy na to nie zasługują.A strach przed nieznanym jutrem sprawia,że boimy się odejść,boimy się sprzeciwić i ciągle mamy nadzieję,że coś się zmieni. To boli,gdy odkrywamy,że jesteśmy niczym dla osoby,którą kochamy. Nikt nam przy urodzeniu nie obiecywał,że życie to spacer po płatkach róż.Życie wymaga od nas często odwagi,by walczyć o siebie.Masz jedno życie,jak je przeżyje zależy wyłącznie od Ciebie.Nie oddawaj władzy nad nim nikomu innemu,bo i tak tylko Ty jesteś za nie odpowiedzialna.Teraz musisz być silna.Wierzę,że będziesz silniejsza z każdym dniem. Już zrobiłaś krok pisząc na to forum.I postawisz jeszcze wiele kroków.A za jakiś czas,za rok dwa,pomyślisz:"nie dałam się zdeptać,walczyłam o siebie i wygrałam,jak mogłam żyć z kimś takim?". Życzę Ci dużo siły,bądź twarda!Pokochasz jeszcze kogoś z wzajemnością.Po burzy zawsze przychodzi słońce.Życie to ciągła zmiana.Głowa do góry! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.piasta.pl 04.07.04, 21:04 Brawo Agawa! Świetnie to ujęłaś! Mam nadzieję, że przeczyta to 100 razy i uwierzy! Dziewczyno- to jest przecież tak oczywiste, co pisze Agawa! Bąz silna! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eva07 Kto komu powinien dac w zęby? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 03:37 Mskaiq ma rację. Oczywiście nie wszysto udaje się cudownie "załatać" ale zraniona miłośc własna i brak wybaczenia to są trucizny, które zatruwaja całe zycie. I to niezaleznie od tego kto odejdzie a kto zostanie. To nie znaczy, że nalezy pozwalć sobą pomiatac. Nie nalezy. Ale ja tu pomitania nie widze, ja widze tylko faceta który się o mało co, albo "prawie, prawie" wdał w romans ze swoja dawna dziewczyna i który coraz bardziej oddala się od wychowującej dzieci i znerwicowanej zony. BYc moze powinien jej pomóc zamiast szykowac sie do skoku w bok, albo ten skok wykonywac. Ale zycie to nie bajka, a ludzie nie sa świeci. Teraz ona nie chce by odszedł. Musi więc odzyskac swoja niezalezność Ale nie jest tak, że jedyny gest prawdziwej niezależnosci to danie mu w zęby. Odpowiedz Link Zgłoś
dosh Re: Kto komu powinien dac w zęby? 05.07.04, 11:07 chryzokola_ odnajdź siłę w sobie i przestań walczyć o takiego dupka. dlaczego go idealizujesz? co Ci to daje? chcesz sama dźwigać to brzemię? może czas już zadbać o siebie? jak w ogóle możesz prosić go o szansę? to on powinien błagac Cię o nią... a Ty w przypływie miłości powinnaś wywalić go z walizkami za drzwi ze zmienionymi zamkami. Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: Kto komu powinien dac w zęby? 05.07.04, 16:13 jest lepiej. Rozmawialismy spokojniej. Staramy się żeby było lepiej, tłumczymy swoje uczucia. JEst trudno, ale może warto? Umówilismy sie że wracamy do stanu sprzed paru miesięcy, gdy jeszcze się z nią nie spotykał. Obiecał ze nie będzie się z nią spotykał więcej, ewentualnie rozmawiał na gg i to w domu zebym wiedziała i będę miała wgląd w te rozmowy. Zobaczymy. Moze mi w koncu przejdzie. Mamy się skupić na sobie o dbudować nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat. do evy07 Piszesz jak mój mąż, nic wielkiego się nie stało, wszystko było w porządku, to tylko ja jestem chora, ja doprowadziłam do tego i ja powinnam się leczyć. Kajam się i idę do psychiatry a mój mąż niech nadal żyje w błogim stanie spokojnego sumienia. Byc moze reaguje zbyt emocjonalnie, ale nie będę przepraszać za to, ze jestem wrażliwa. Zawsze taka byłam i mój mąż wie o tym i doskonale wiedział o tym, ze to co robi mnie zrani. Twierdzi, ze nie powiedział mi, ze z nią rozmawia, boby mnie to zraniło, więć wolał dodać do tego kłamstwo i oszustwo, by nadal mnie nie ranic i powiedziec kiedyś tam o wszystkim. Chyba liczył że stanę się kiedyś gruboskórna jak słoń i nic mnie ruszy. Jetsem wrażliwa, kocham mocno i potzrebuje miłości, bo nie miałam szczęsliwego dzieciństwa i na terapii z tego wychodziłam,a jak mi się udało wyjść z tego to mąż zafundował mi rozwód. Piszesz, ze to tylko kłopoty. Nie wiem czy to tylko kłopoty skoro mąż, po ytm jak mu tamta "otworzyła oczy" postanowł sie rozwieść i wykańczał mnie przez kilka tygodni tym(bo nie od razu wiedziałam o niej, najpierw chodziło tylko o rozwód). Poza tym trzeba by znać nasze małżeństwo, jak funkcjonowało na jakich zasadach. Bylismy zawsze bardzo zwiążani emocjonalnie ze sobą, prawie wszystko robiliśmy razem, rozmawialiśmy, spędzaliśmy kazdą wolna chwile razem. Nie mieliśmy przed sobą zadnych tajemnic, zadnych potajemnych spotkań, rozmów, smsów itd. Ufaliśmy sobie bezgranicznie i byliśmy samotną wyspą wśród innych. I to przede wszystkim mój mąż optował za takim zwiążkiem, bo ja raczej byłam bardziej skryta i musiałam się nauczyc takiego życia razem jako jedność. I nagle wkracza tamta, otwiera mu oczy i mąż oskarża mnie o kontrolę, zakłada wszędzie hasła, chowa sie ze wszystkim, chce mieć margines prywatnośći itd (nawet słowa używa jej). Nagle wszystko, co stworzyliśmy razem, nasz specyficzny związek (bo moznaby o nim mówić dużo), którego zazdrościli nam inni, związek, w którym byliśmy bardzo szczęśliwi, nagle stał się wieżieniem, czymś strasznym z czego trzeba ucieć, bo jej się nie miesci w głowie ze tak mozna żyć, ona preferuje inne związki otwarte, prywatne itd. Tylko ze u niej w rezultacie mąż ją zdradził, a kilka miesięcy zaczął pić jak to ona mówi ni stąd ni zowąd. A mysmy nigdy tego nie chcieli dla naszego związku, miał byc inny i był, a odkąd tamta się pojawiła, poprzewracała mężowi w głowie i wszystko chce zmienić. Choć z drugiej strony widzę, ze nie chce tak do końca. Skomplikowane to wszystko. I nie zwalam tu całej winy na tamta, mieliśmy swoje problemy ale myślę, ze nie doszłoby do tego wszystkiego i mąż nie chciałby się rozwieśc, tylko chciałby naprawić błedy, gdyby tamta się nie zjawiła. Zwłaszcza, ze sam mówi, ze rok temu (zanim zaczeli sie kontaktować)bardzo mu na mnie zależało, nie wyobrażał sobie zycia beze mnie, i zrobiłby wszystko byśmy byli razem . A teraz się to zmieniło. Dziś moze naprawiać, ale nie musi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eva07 Re: Kto komu powinien dac w zęby? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 17:05 Dobrze, że napisalaś co dalej się dzieje. Nie złość sie na mnie, że "piszę jak Twój mąż". Każda sprawa,nawet ta w której jak najbardziej jestesmy przekonani o swojej racji, ma tez druga stronę. Zwłąszcza jak to jest sprawa dotyczaca dwóch osob.Warto przynajmniej troche próbowac się wczuc i w te druga osobę. Oczywiscie, ze Twój mąż nie postępował wobec ciebie ładnie i "fair", ale i on jak "każde bydlątko" swoje powody pewno miał. Warto o nich pomysleć, choć cię skręca z żalu, że "mógł cię tak oszukiwać". Nie dla tego by go usprawiedliwic, tylko po to by lepiej zrozumieć się nawzajem. A teraz jeszcze o tej "potrzebie autonomii i wolnosci" co to nachodzi nagle człowieka i taki zaczyna haslowac swoje pliki itp. To JEST sygnał niepokojacy, bo to znaczy, że ta druga strona ma cos do ukrycia. Nawet jesli to nie jest cos super dramatycznego, to jednak jest.Ale jest tez tak (a znam to ze swojego malżenstwa), że po kilku latach takiego "sklejenia", jak dwie połowki jabłuszka, któres z partnerów czuje,że nie może oddychac, że się dusi. Nie żeby przestało kochać, ale po prostu chce zrobic cos osobno. I nie chodzi o to, że jest jakaś "ona" lub "on", tylko ta ona lub on sie biora z tej potrzeby znalezienia trochę przestrzeni dla siebie, nie wspólnej tylko własnej, niekontrolowanej. Jednym w takie potrzeby trudno uwierzyc - sa inaczej psychicznie skonstruowani, inni je mają. Na co pozwolic a przed czym się bronić? Napewno bronic sie przed krokami, które bardziej na trwale rozdzielaja malżenstwo - dłuższy wyjazd, separacja, stale codzienne tajemnice. Ale warto zaciąć zęby i w jakichś sprawach okazać zaufanie. Wbrew sobie nawet. Nic tak ludzi nie wiąze (o ile cos mimo wszystko miedzy nimi jest) jak swiadomośc,że ten/ta druga połowa byla gotowa podjąc sie najtrudniejszego w imie miłosci - "popuscic smycz". Warto tylko, żeby było jasne ze to z dobrych uczuc a nie z naiwnosci lub głupoty. Nie "zakazywalabym" mu kontaktów z nią na GG bo to najpewniej bedzie bezskuteczne, ale przypominałabym, ze to jednak ja jestem jego zoną,nie ona. Stanowczo nalegałabym na ucięcie PRZEZ NIEGO, na zasadach dobrowolnosci tej intymnej korespondencji. Powinnas sie tez dziwic,że skoro Twój mąz ma tak dobra przyjaciólke, to czemu nie zaprasza jej do domu, abys i ty ja bliżej poznała. Pozdrawiam cię serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eva07 Re:jeszcze jedna mała rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 17:19 Acha, jeszcze jedna praktyczna rada: w takich sytuacjach dobrze jest mówić tak: "wiem, że nie jestem w stanie zmusic cię do niczego, czego tak naprawde nie bedziesz chciał. Nie bój sie, nie będę cię zmuszać... To jest juz za mną... tak naprawde to wszystko zalezy od ciebie i to Ty zrobisz jak zechcesz. Ja cie moge tylko prosic i moge mówic, ze bardzo mnie boli, że wolisz intymne rozmowy obca kobietą niz z wlasna zoną, ze boli mnie ze chwilami jak byś nie pamiątał o tym ze jestesmy rodzina, mamy dzieci... Ale Ty naprawdę zrobisz co będziesz chciał." Oczywiście kazda tak rozmowa wyglad ainaczej i musi bbyc dostosowana do sytuacji, ale najwazniejsze jest to, że nie zasypujesz go pretensjami, a wyrażasz swój ból i dajesz mu "wolna wolę".Może w tym jest mala manipulacja, ale naprawde w dobrym celu dopuszczalna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re:do evy07 IP: 213.17.147.* 06.07.04, 18:36 Dzięki evo za posty w sumie masz rację. W tym wszystkim trudne jest to, ze mąż nagle pod wpływem tamtej, "bo mu oczy otworzyła" zmienił zasady funkcjonowania związku, naszego związku. Jeśli chciał cos zmienić powinnam chyba o tym wiedzieć? To on zawsze chciał związku "dwoje w jednym" i zawsze nam to odpowiadało, poza tym nie było tak, ze nie mielismy prywatności. Mieliśmy i to wiekszą niż teraz, ponieważ wszystko stało dla drugiej strony otworem więc nie nęciło by sprawdzić, przeczytać, nie ufać. Każdy robił co chciał, bo druga osoba mu ufała i wiedziała, ze prędzej czy później się dowie. A teraz nagle od roku (czyli od ich spotkań)nagle pojawiły się tajemnice, hasła, teraz awantury o kontrolę itd. Wszystko co do tej pory było dobre i przyjęte (przypominam,z jego przede wszystkim namowy)staje sie straszne i okropne, bo tamtej to się w głowie nie mieści! Wierz mi, ze jesli to jest nawet tylko koleżanka, to wymiotować mi sie chcę na myśl o niej i czuję do niej niechęć za ingerencję w nasze małżeństwo, a do męża żal że daje tak sobą manipulować i wywraca nasze małżeństwo do góry nogami z powodu czyiś słów. zwłaszcza, ze ten ktoś zupełnie nie zna naszego małżeństwa, nie zna mnie, nie zna nas. Poza tym ta cała sytuacja jest dla mnie upokarzająca. Po pierwsze, ze to jest jego dawna dziewczyna, która nastawiała wszystkich jego kolegów przeciw mnie, wyzywała mnie od dziwek itd. powodując, ze byłam trędowata w jego srodowisku przez długi czas(niektórym przeszło dopiero po wielu miesiącach jak zaszłam w ciążę). A teraz on jej opowiada o naszych kłopotach, ona mu daje rady i zapewne odczuwa satysfakcję, ze nam nie wyszło. Nie moge znieść, ze właśnie ona zna nasze problemy, nawet te intymne, bo o tych też z nią rozmawiał. Gdyby to była inna kobieta jakoś bym to przełknęła. MAm nadzieję, ze rozumiesz? Po drugie jego słowa, które wciąż bolą:"Nie mam cię za co szanować, bo ona to, ona tamto, a ty nie; daleko ci do niej; nie byłoby cię na to stać na co ja było stać(gdy mąż ją zdradził, wezwała tamtą kobiete i powiedziała, zeby sobie wzięła jej męża, bo ona go nie chce)"itp. To bardzo upokarzające i wciąż boli. On twiedzi, ze powiedział to w gniewie, ale większośc z tych słów powiedział na spokojnie i z taka pogardą w oczach, ze tylko ten wzrok pamiętam. Bardzo trudno w takiej sytuacji się opanować. I nie jestem rozhisteryzowana, tylko oropnie smutna, a płaczę gdy go nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 07.07.04, 04:32 Dobrze ze rozmawiasz z Mezem to zawsze prowadzi do wiekszego zrozumienia obu stron. Im wiecej tego zrozumienia tym wiecej akceptacji. Do niedawna oddalaliscie sie od Siebie, teraz z kazdym dniem stajecie sie blizsi sobie. Najwazniejsze jest to ze sie kochacie, milosc znajdzie droge aby rozwiazac problemy, niebezpieczenstwo pojawia sie wtedy kiedy sie ja odrzuca albo jej nie ma. Kiedy jej nie ma dominuje rewanz, kiedy jest dominuje wybaczenie i zrozumienie. Piszesz ze jest coraz jasniej w Twoim malzenstwie, to milosc zaczyna przebijac sie poprzez strach ze stracisz to malzenstwo zawsze ja (milosc) kojarze ze swiatlem. Jesli chodzi o depresje to mysle ze w duzej mierze zawdzieczasz ja nierozwiazanym problemom w domu. Mysle ze warto abys trzymala sie roweru to bardzo pomoze Ci w kontrolowaniu Siebie i automatycznie depresji. Piszesz ze Twoj Maz nie rozumie depresji. To normalne, zwykla reakcja ludzka to strach, czesto brak zrozumienia czym jest depresja. To nie jest choroba umyslowa to stan w ktorym strach i beznadziejnosc dominuje w nas. Kazdy moze wpasc w depresje wystarczy kiedy strach zaczyna dominowac w naszym zyciu Serdeczne pozdrowienia. Jestem po kolejnej rozmowie z mężęm, spokojnej i chyba pełnej zrozumienia? Powiedział, ze jest mu bardzo dobrze ze mną w łóżku, ale oddaliliśmy się od siebie bardzo przez jego pracę, odzwyczaił sie ze mna rozmawiać, mówić o swoich sprawach. Ja również. On nie jest pewny czy to co jest miedzy nami wystarczy by tworzyc szczęśliwy związek, ale kocha mnie i wierzy ze może nam się jeszcze udać. Ja mam takie same odczucia. Postanowilismy odmienić nasze życie, powiedzieć sobie szczerze czego oczekujemy od siebie, zacząc na nowo uczyć się ze sobą rozmawiać i być, zacząć budować nasz wewnętrzny i zewnetrzny świat, odnowić kontakty z innymi i nawiązać nowe. I myślę, ze zrozumiał, ze nie pomoga nam jego spotkania z tamta. Przekonałam go chyba, ze lepiej jak bedzie się spotykał i rozmawiał z inna kobieta, np. naszą wspólną bliską koleżanką,żona jego bliskiego kolegi, do której ja mam zaufanie, która zna nas oboje i z którą on lubi bardzo rozmawiać. Ona juz wie o tym i zamierza mi w tym pomóc. Moze się uda. Evo07 zrobilam jak mi poradziłaś, spokojnie powiedziałam, dlaczego lepiej by się z tamtą nie spotykał, co ja czuję, jak mnie ta sytuacja upokarza, że gdy ona na jakis czas zniknie z naszego życia jest szansa na później, ze kiedys zaproszę ja do nas na kawe, bo tak jak jest teraz, to nie chcę jej oglądać itp, ale...że zrobi jak uważa, ja moge tylko powiedzieć mu co czuję i liczyc na jego zrozumienie. I chyba podziałało:) Na razie jakby jasniej się zrobiło i spokojniej, przynajmniej wiemy na czym stoimy i na razie rozpakowałam walizkę:) Moze z pomocą przyjaciół wyjdziemy z tego i dzięki Wam wszystkim:) Bedę pisać o tym jak się sprawy toczą, bo pewnie nie raz jeszcze przyjdzie się mi tu wypłakać. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Kto komu powinien dac w zęby? 20.07.04, 17:13 chryzokola napisała: > jest lepiej. Rozmawialismy spokojniej. Staramy się żeby było lepiej, tłumczymy > swoje uczucia. JEst trudno, ale może warto? Umówilismy sie że wracamy do stanu > sprzed paru miesięcy, gdy jeszcze się z nią nie spotykał. Obiecał ze nie będzie > > się z nią spotykał więcej, ewentualnie rozmawiał na gg i to w domu zebym > wiedziała i będę miała wgląd w te rozmowy. Zobaczymy. Moze mi w koncu przejdzie > . > Mamy się skupić na sobie o dbudować nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat. > do evy07 > Piszesz jak mój mąż, nic wielkiego się nie stało, wszystko było w porządku, to > tylko ja jestem chora, ja doprowadziłam do tego i ja powinnam się leczyć. Kajam > > się i idę do psychiatry a mój mąż niech nadal żyje w błogim stanie spokojnego > sumienia. Byc moze reaguje zbyt emocjonalnie, ale nie będę przepraszać za to, > ze jestem wrażliwa. Zawsze taka byłam i mój mąż wie o tym i doskonale wiedział > o tym, ze to co robi mnie zrani. Twierdzi, ze nie powiedział mi, ze z nią > rozmawia, boby mnie to zraniło, więć wolał dodać do tego kłamstwo i oszustwo, > by nadal mnie nie ranic i powiedziec kiedyś tam o wszystkim. Chyba liczył że > stanę się kiedyś gruboskórna jak słoń i nic mnie ruszy. Jetsem wrażliwa, kocham > > mocno i potzrebuje miłości, bo nie miałam szczęsliwego dzieciństwa i na terapii > > z tego wychodziłam,a jak mi się udało wyjść z tego to mąż zafundował mi rozwód. > > Piszesz, ze to tylko kłopoty. Nie wiem czy to tylko kłopoty skoro mąż, po ytm > jak mu tamta "otworzyła oczy" postanowł sie rozwieść i wykańczał mnie przez > kilka tygodni tym(bo nie od razu wiedziałam o niej, najpierw chodziło tylko o > rozwód). > Poza tym trzeba by znać nasze małżeństwo, jak funkcjonowało na jakich zasadach. > > Bylismy zawsze bardzo zwiążani emocjonalnie ze sobą, prawie wszystko robiliśmy > razem, rozmawialiśmy, spędzaliśmy kazdą wolna chwile razem. Nie mieliśmy przed > sobą zadnych tajemnic, zadnych potajemnych spotkań, rozmów, smsów itd. Ufaliśmy > > sobie bezgranicznie i byliśmy samotną wyspą wśród innych. I to przede wszystkim > > mój mąż optował za takim zwiążkiem, bo ja raczej byłam bardziej skryta i > musiałam się nauczyc takiego życia razem jako jedność. I nagle wkracza tamta, > otwiera mu oczy i mąż oskarża mnie o kontrolę, zakłada wszędzie hasła, chowa > sie ze wszystkim, chce mieć margines prywatnośći itd (nawet słowa używa jej). > Nagle wszystko, co stworzyliśmy razem, nasz specyficzny związek (bo moznaby o > nim mówić dużo), którego zazdrościli nam inni, związek, w którym byliśmy bardzo > > szczęśliwi, nagle stał się wieżieniem, czymś strasznym z czego trzeba ucieć, bo > > jej się nie miesci w głowie ze tak mozna żyć, ona preferuje inne związki > otwarte, prywatne itd. Tylko ze u niej w rezultacie mąż ją zdradził, a kilka > miesięcy zaczął pić jak to ona mówi ni stąd ni zowąd. A mysmy nigdy tego nie > chcieli dla naszego związku, miał byc inny i był, a odkąd tamta się pojawiła, > poprzewracała mężowi w głowie i wszystko chce zmienić. Choć z drugiej strony > widzę, ze nie chce tak do końca. > Skomplikowane to wszystko. > I nie zwalam tu całej winy na tamta, mieliśmy swoje problemy ale myślę, ze nie > doszłoby do tego wszystkiego i mąż nie chciałby się rozwieśc, tylko chciałby > naprawić błedy, gdyby tamta się nie zjawiła. Zwłaszcza, ze sam mówi, ze rok > temu (zanim zaczeli sie kontaktować)bardzo mu na mnie zależało, nie wyobrażał > sobie zycia beze mnie, i zrobiłby wszystko byśmy byli razem . A teraz się to > zmieniło. Dziś moze naprawiać, ale nie musi. ciekawy bylem jak dalej wyglada twoja dalsza historia chryzokolo, postanowilem zajrzec na psychologie skoro juz bylem na turystyce. i powiem, po przeczytaniu twoich wypowiedzi placze* (*placz to jest taki stan fizyczny, podczas ktorego z oczu sikaja lzy). musze zrobic przerwe bo naprawde wzruszenie paralizuje mi palce a szkla kontaktowe nie tylko zaparowaly , ale jedno z nich wypadlo na klawiature. lewe. te od serca.o! znalazlem. pisze wiec dalej. milosc opisywana przec ciebie jest tak piekna, ze pewny jestem iz twoj maz przestanie byc slepcem i doceni ciebie, twoje starania i wielkie oddanie oraz wspanialy dom, jaki mu stworzylas. mysle jednak, ze nigdy nie uwolnisz sie od mysli o tej przekletej dziwce, ktora zniszczyla twoje wspaniale idyllistyczne (idealistyczne?) malzenstwo (?). nienawidzisz jej (przeczytaj swoje wpisy), spojrz jaka nieskrywana przyjemnosc sprawiaja cie obelgi pod jej adresem czy kobiet podobnych do niej, choc ty sama jestes przeciez kobieta. no coz, najwyrazniej tak juz pozostanie. nie moj to problem jednak. wiesz dlaczego mezczyzni zdradzaja kobiety? dlaczego jest tak wiele zdradzonych kobiet, przeciez tworza wspaniale domy, rodziny, dbaja o dzieci, pieknie nakrywaja do stolu, pieknie pachna, do tego studiuja, pracuja, prasuja a mimo to maz odchodzi do innej? jesli rzeczywiscie tobie i jemu zalezy na ratowaniu malzenstwa to zastanow sie dlaczego chcial spotykac sie z jakas obca baba. moze jest cos, o czym nie wiesz? jako typowa kobieta powiesz pewnie- bo ja mu piore majtki, gotuje, slysze chrapanie nad ranem a ona spotyka go krotko i zawsze eleganckiego, pewnie jest mlodsza (tego nie doczytalem , ale to w 90% argument w dzisiejszych 20 topikach na psychologii) usmiecha sie do niego, gdy ja zmeczona musze odebrac dzieci z przedszkola itp itd. a moze nie wiem, moze on ma z nia dziecko, a moze wciaz trwa romans, moze oklamuja mnie oboje?!!! o boze! o boze! o boze!!! a moze zaden z ww powodow nie ma prawa bytu?! moze rzeczywiscie nie spotykaja sie bo on chce odbudowac swoja rodzine a ta dziwka pewnie tez ma prawo do poszukania sobie jakiegos c.huja, moze beda z tym c.hujem pasowac do siebie (ludzie dobieraja sie na podstawie podobienstw..),wiec moze zamiast zastanawiac sie i ciagle pytac czy ja widzial i czy byl wystarczajaco "taktowny" i czy znowu cie kur.wa zdradzil- zapytaj sie czy jest cos o czym nie wiesz a moze moglabys wreszcie okazac sie pomocna! z tego wlasnie powodu mezczyzni zdradzaja kobiety najczesciej. moj wywod jest prosty bo jestem prostym chlopem i nie dbam o to czy on cie dotyka czy nie. sama nie zalujesz slow , wiec rozumiesz o czym mowie. jezeli reszty zycia nie chcesz spedzic na forum utyskujac na stan twojego malzenstwa i niewiernosc meza to zrob cos. moze wreszcie wpadniesz na genialny pomysl , bo pomysl jest naprawde banalny. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
malwa33 Re: Kto komu powinien dac w zęby? 06.07.04, 09:24 wróciłam z wczasów i "wpadłam" do netu zobaczyć co nowego u Ciebie słychac:) Generalnie żadna nowość , tego sie można było spodziewać, akcja-reakcja, skutek -przyczyna:) Przestraszył się ale nie zrozumiał. Dązy do spokoju wewnętrznego , raczej swojego, niz myślać o Tobie. Boi się, poniewaz zauważył,ze stąpa po cienkiej linii. Kocha CIę? hmm a czym jest miłosć? Upokorzeniem , podporzadkowaniem sie drugiej osobie, brakiem oparcia i zaangażowania, brakiem zrozumienia?? Nie słowa.. lecz fakty!! Nie to co mówi tylko to co robi!! Dziecko- dziecko powinno wyrastac w domu pełnym miłosci, szacunku, czerpac wzorce, miec punkt odniesienia itp. Dzieci to dobrzy obserwatorzy i słuchacze, uczą sie życia od nas samych. Spróbuj sie wyciszyc i przeanalizowac swój związek. Odpowiedz sobie sama na pytanie - czy tak dalej chcesz życ? Czy jestes w stanie wszystko zniesc dla dobra rodziny? Jaki jest model Twojego związku, czy ten taki jest? Czy kiedy Cie dopadnie syndrom pustego gniazda bedziesz miała przy sobie męza, przyjaciela, oparcie czy moze obca osobe? I pzrede wszystkim czy bedziesz szczesliwa w tym zwiazku? ja Tobie nie życzę nic złego jednak wiem ,ze kiedy sytuacja się ustabilizuje ,Pan mąz bedzie takim stamym człowiekiem jak był . Watpie,ze sie zmieni, musiałby przejśc przemiane duchową aby zroumiec ... Ci , którzy tu sie wypowiadaja to osoby z doświadczeniem życiowym ,zasadami. Ja zawsze sobie mówiłam ...liczyć można wyłacznie na siebie... natomiast czerpać wiedze powinnam od ludzi doświadczonych i szczesliwych . Ci maja najwięcej do powiedzenia. Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 10.07.04, 04:01 Nie przejmuj sie tym ze Ci powiedzial ze kochasz sie z Nim dlatego zeby nie odszedl. Mysle ze jakos dalas mu do zrozumienia ze tak jest i z tad Jego zal, On tkwi w kazdym z Nas, to bierze sie z milosci do Ciebie i ze zranionej meskiej dumy. Kochaj Go i wierz ze bedzie wszystko dobrze, bo bedzie. Dla Niego ten okres jest tak samo trudny jak dla Ciebie. Wszystko bedzie sie zmieniac na lepsze ale musisz wierzyc ze wszystko rozwiaze sie po Twojej mysli a takze po mysli Twoich Dzieci. Bardzo duzo zalezy od twojej madrosci i spokoju. Staraj sie byc codziennie na rowerze to pozwoli kontrolowac emocje. One w tej chwili sa najwiekszym zagrozeniem waszego zwiazku. Staraj sie kierowac zdrowym rozsadkiem i miloscia do Niego i Dzieci. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 11.07.04, 21:59 Mysle ze wszystko bedzie dobrze, nie mam watpliwosci ze On kocha Ciebie. Kocha rowniez dzieci. Nie musisz odzyskiwac Jego milosci On ja ma w Sobie i to wiecej niz przypuszczasz. W nim jest strach przed ta miloscia, obawa ze straci wiodaca role w domu. Czasami my mezczyzni tak patrzymy na to, bierze sie to jakby ze stereotypu mezczyzny. Do niedawna nie mial watpliwosci ze bedzie tak jak On to widzi. W tej chwili dostrzegl ze to Ty masz wszystkie atuty w reku. Musi sie z tym pogodzic i zrozumiec. Po pewnym czasie to nastapi i bedziecie tak blisko Siebie jak nigdy przed tym bo zatrze sie ta roznica ja mezczyzna musze dominowac (to bardzo powszechny wizerunek mezczyzny). Po prostu bedzie dominowala milosc. Staraj sie byc codziennie na rowerze to pomoze Ci pokonywac emocje i czekaj spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji. Gleboko wierze ze nie dojdzie do rozwodu chyba ze Ty o to poprosisz. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 20.07.04, 15:17 Ty jego kochasz i On Ciebie kocha. Jest wiele zlosci i strachu pomiedzy Wami. Mysle ze powinniscie skoncentrowac sie na pozbyciu sie tego strachu i niepokoju ktory w tym momecie niszczy Wasz zwiazek. Piszesz ze jego zachowanie przez kilka tygodni sprawiło to ze zaczęłas się zastanawiać czy chcesz z Nim byc. Bylas z Nim przez 10 lat, czy kilka tygodni moze przekreslic Wasza milosc i Wasze Dzieci. Czasem wydaje sie nam ze gdy sie to skonczy to wszystko rozwiaze sie samo i problemy znikna. Niestety jest inaczej, zamiast milosci ktora mozecie miec pojawi sie nienawisc, strach i pretensje. W takim swiecie jest trudno zyc, masz tego przedsmak teraz. Rozejscie sie oznacza rezygnacje z milosci i bycie w czyms takim jak przez ostatnie kilka tygodni przez wiele lat. Odejscie nigdy nie konczy problemow, powieksza je. Zwykle przezywamy je znacznie silniej juz po rostaniu. Dobrze ze chodzisz na rower bo to pozwala Ci kontrolowac emocje ktore sa bardzo silne w Tobie. Potrzebujesz tego jak najwiecej. Jesli chodzi o ta Kobiete to nie mysl o Niej, Ona Ci nie zagraza. Myslenie o Niej powoduje powstawanie bardzo silnych zlych emocji ktore przenosisz na Wszystkich wokol Siebie. On Jej nie kocha, nie zostalby z Nia nawet gdyby zostal sam, po prostu kocha Ciebie. Ona jest bez znaczenia dla Ciebie i Twojej Rodziny. Poza tym jestes wspanala i madra Osoba, Twoj Maz to wie i bardzo docenia nawet jesli masz inne wrazenie. To zlo ktore jest pomiedzy Wami powoduje wiele zlych slow. Kiedy je pokonacie, oboje bedziecie sie doceniali i te problemy znikna. Jesli chodzi o rewanz to rewanzujac sie Jemu Ty ucierpisz, On takze i Wasze Dzieci. Czy to ma sens, rewanz to rzecz ktorej trzeba unikac bo dziala przeciwko Nam. Trzymaj sie, wszystko bedzie dobrze, wierze ze Wasza milosc jest silniejsza niz strach i zlosc i wszystko co negatywne i zle w naszym zyciu. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 05.07.04, 16:32 Najwazniejsze ze rozmawiacie ze Soba, czas przyniesie wybaczenie i zrozumienie, wazne to i dla Was i waszego Dziecka. W tej chwili jest jeszcze wiele zalu do Meza, z czasem odejdzie, Sama to zobaczysz i bedziecie bardzo blisko. To co sie w zyciu liczy to milosc a oboje macie ja do siebie. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: do mskaiq IP: 213.17.147.* 06.07.04, 18:38 Dzięki mskaiq za posty, przynoszą ulgę, choćby dlatego, ze piszesz z takim spokojem i uporem:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: paula Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.fonet.pl / *.crowley.pl 06.07.04, 02:11 chryzokola, myślę ze najmądrzej rzeczywiście doradza Ci tu ewa007. Najłatwiej jest przeciez "jechac" po męzu, ale -wszyscy wiedzą- do niczego to nie prowadzi.Dużo mowisz o miłości, o tym ze go kochasz- ale co to tak naprawde dla Cie bie znaczy? przeciez caly czas mowisz tylko o SWOIM bólu i cierpieniu, pretensjach.ewa07 fajnie opisala , jak to musi czuc się twoj mąż , jak tak wisisz nad nim ze swoimi podejrzeniami, pretensjami, on przeciez widzi co się z Tobą dzieje-ze marniejesz , ze zabijają Cię lęki, nerwy-wiesz oco mi chodzi. I Twoj mąż dobrze wie , ze to przez niego!pewnie tez dobijają go wyrzuty sumienia. Tez ma chłopak sytuację nie do pozazdroszczenia- jest powodem Twego strasznego cierpienia- a nikt nie chce się tak czuc- więc pierwszą reakcją jest "znielubienie" osoby, ktora przez nas cierpi. Ale to tez się nie udaje, bo przeciez jestes mu bardzo bliska. Rozumiesz co chcę powiedziec? Napisalas gdzies wczesniej, ze po urodzeniu dziecka mialas depresję, ze trwalo to jakos rok, tak? moze to było dla Twojego męża duże obciążenie, nie musiał tego okazywac, ale na pewno tak bylo.Moze czul się samotny- Boże jak to banalnie brzmi, nie gniewaj się. Moze nie chcial cię obciążąć dodatkowo swoimi problemami, jazdami, skoro Ty borykalas się z własną deprechą? Nie wiem, nie zrozum mnie źle-ale myśle- tak po przeczytaniu Twoich przemyslen i relacji-ze Twoj mąż nie jest do konca chamem i -sorki- fiutem, jakich pełno na świecie. Takie oceny przychodzą najłatwiej-ale problem jst o wiele głębszy, i zeby znależć PRAWDZIWY obraz sytuacji, należy postawić się też po drugiej stronie, ale jest to cholernie trudne, bo trzeba odsunąć wlasne racje, cierpienie, bol, zal, i wszystko to czym zyjesz przez ostatn czas.No, ale jezeli mowa tu o miłości (czyli pragnirniu szczęścia dla drugiego człowieka), to innego wyjścia nie ma. Myśle ze ta kobieta-jakkolwiek nie zachowuje się najładniej- to rzeczywiście nie ona jest tu przyczyną tego wszystkiego.Pomińmy jej intencje, jaki ma interes- to jej problem.Twoj mąż potrzebowal wygadac się , odetchnąć,wiesz takie tam- chociaz wcale nie "banalizuję " jego uczuc. Na 99% nie zdradził Cie- takie są moje odczucia. I proszę- nie mysl sobie ze jestem po jego stronie, ze bronię złamasa itd:)Może nie uwierzysz , ale mnie facet zdradzil po baardzo długim związku, tez nie jadlam , tez nerwica masakra itd....ale uszanowalam to, jego wybór Jesli Go kochasz, postaw się -tak szczerze- w jego sytuacji, na spokojnie.Z drugim czlowiekiem mozna byc szczęsliwym tylko wtedy, jak umie się byc samemu. Nawet nie wiesz, jak trzymam, za WAS kciuki:))) ps. a napisz cos w ogole o swoim synku- jak on to znosi?pozdrawiam baaaaaaaaaardzo mocno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: do pauli IP: 213.17.147.* 06.07.04, 18:50 Paula ale ja go rozumiem! Wiem, ze nie było mu lekko z moją depresją, ale ja próbowałam z nim o tym rozmawiać, ajak się z tym czuje, co się w nim dzieje. Proponowałam mu wizyte u mojego lekarza, zeby pogadał o mnie, mojej chorobie, o swoich problemach, watpliwościach, ale tylko zrobił mi karzcemną awanturę. Wogóle nie interesuje się moja chorobą, jedyne co wie, to to jak się ona nazywa i ze leczy ja psychiatra. Uważa, zę daje mi pieniądze na lekarza i mam mu dać spokój. Od dwóch lat jestem z tą choroba zupełnie sama. On nawet nie wie jakie są objawy depresji i każde moje zachowanie nie takie tłumaczy, ze jestem wariatką, schizofreniczką, jestem leniwa, niezabawna itd.Tylko on traktował to jako moje wady a czasem jako złośliwość. Powiedział nawet, ze wymyśliłam sobie tą chorobę, zeby nim manipulować (tak od pół roku gada, czyżby znowu odkrycie "Wielkiej Koleżanki"?). Paula i oczym mam pisać jak nie o swoim bólu. Moze macie obie z evą rację, ale w tej sytuacji czuję się źle i trudno mi tłumaczyc go że on też biedny jest. Ona też biedna nieszczęśliwa jest i wogóle wszyscy, co mają takich wyrachowanych, wstretnych współmałżonków. A dzieci? Córka smutna, choć powiedziała juz swoje zdanie na ten temat, w przypadku rozwodu ona zostaje ze mną. Synek stał się bardzo niegrzeczny, trudno mi nad nim zapanować i to mi nie pomaga w oczach męża (jeszcze jeden dowód na to jaka jestem beznadziejna). Trudno mu poradzić sobie z ta sytuacją, gdy jest między nami lepiej od razu jest spokojniejszy i ciągle klei się do ojca, jakby czuł, ze moze go stracić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 06.07.04, 21:01 Jestem po kolejnej rozmowie z mężęm, spokojnej i chyba pełnej zrozumienia? Powiedział, ze jest mu bardzo dobrze ze mną w łóżku, ale oddaliliśmy się od siebie bardzo przez jego pracę, odzwyczaił sie ze mna rozmawiać, mówić o swoich sprawach. Ja również. On nie jest pewny czy to co jest miedzy nami wystarczy by tworzyc szczęśliwy związek, ale kocha mnie i wierzy ze może nam się jeszcze udać. Ja mam takie same odczucia. Postanowilismy odmienić nasze życie, powiedzieć sobie szczerze czego oczekujemy od siebie, zacząc na nowo uczyć się ze sobą rozmawiać i być, zacząć budować nasz wewnętrzny i zewnetrzny świat, odnowić kontakty z innymi i nawiązać nowe. I myślę, ze zrozumiał, ze nie pomoga nam jego spotkania z tamta. Przekonałam go chyba, ze lepiej jak bedzie się spotykał i rozmawiał z inna kobieta, np. naszą wspólną bliską koleżanką,żona jego bliskiego kolegi, do której ja mam zaufanie, która zna nas oboje i z którą on lubi bardzo rozmawiać. Ona juz wie o tym i zamierza mi w tym pomóc. Moze się uda. Evo07 zrobilam jak mi poradziłaś, spokojnie powiedziałam, dlaczego lepiej by się z tamtą nie spotykał, co ja czuję, jak mnie ta sytuacja upokarza, że gdy ona na jakis czas zniknie z naszego życia jest szansa na później, ze kiedys zaproszę ja do nas na kawe, bo tak jak jest teraz, to nie chcę jej oglądać itp, ale...że zrobi jak uważa, ja moge tylko powiedzieć mu co czuję i liczyc na jego zrozumienie. I chyba podziałało:) Na razie jakby jasniej się zrobiło i spokojniej, przynajmniej wiemy na czym stoimy i na razie rozpakowałam walizkę:) Moze z pomocą przyjaciół wyjdziemy z tego i dzięki Wam wszystkim:) Bedę pisać o tym jak się sprawy toczą, bo pewnie nie raz jeszcze przyjdzie się mi tu wypłakać. chryzokola Odpowiedz Link Zgłoś
moc_ca Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 06.07.04, 21:30 Matkojedyno, chryzokola! daj już spokój swojemu mężowi i tym opisom kolejnych długaśnych, z nim, rozmów bo zaczynam go rozumieć!Jęczysz, męczysz, biadolisz, stękasz, dręczysz i gadasz, gadasz .... nawet mocarz nie wytrzyma takiej atmosfery w domu. Dom to azyl, miejsce gdzie chce się wracać żeby odpocząć, napełnić akumulatory, cieszyć się widokiem kochanych osób, czy Twój mąż ma taki Dom? Czy musi szukać miejsca i człowieka żeby stworzyć sobie namiastkę Domu? Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: do moc_ca 06.07.04, 21:47 Nie męczę, tylko rozmawiam. Poza tym to nie ja wszystkie rozmowy zaczynam, on też chce porozmawiać, wyjaśnić. I też mogłabym mu zarzucić, ze steka, męczy itd. Jak nie będziemy o tym rozmawiać, to jak dojdziemy do porozumienia? Nikt nie mówił, ze to bedzie przyjemne, poza tym nie rozmawiamy codziennie po kilka godzin, bo rzadko jest w domu, więc trudno nam przeprowadzić jedną porządną, wyjaśniającą rozmowę, tylko tak na raty. A piszę o tym tutaj, bo to w jakis sposób pomaga, a Ty nie musisz tego czytać, wolna wola. pozdrawiam chryzokola Odpowiedz Link Zgłoś
moc_ca Re: do moc_ca 06.07.04, 22:02 chryzokola napisała: a Ty nie musisz tego czytać, > wolna wola. > pozdrawiam > chryzokola Wolę mam wolną i nie czytam. :-)) Otwieram post i widzę kilometry literek a Twój mąż wraca do domu (rzadko!!! jak piszesz) gdzie Ty witasz go kilometrami słów, potokiem żalów ... Nie zmienia to mojego stanowiska w sprawie ale rzuca nowe światło na Twoją historię, chryzokolo. Masz duży wkład w to co Cię spotyka, musisz popracowac takze nad sobą jeśli chcesz uratować swój związek. Powiedziałaś co powinnaś i czas zakończyć rozmowy z mężem, pokreślić grubą krechą to co było i ZACZĄĆ normalnie żyć, bez wymowek i pretensji. Bądź DOBRĄ żoną skoro takie rozwiązanie wybrałaś, skoro nie chcesz mu pozwolić odejść. Tez pozdrawiam i życzę mądrych decyzji. :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Do Chryzokoli 06.07.04, 22:30 Śledziłam ten wątek od początku i bardzo się cieszę, że udaje wam się dojść do porozumienia. Właściwie dziewczyny (i nie tylko) powyżej już wszystko powiedziały co można w takiej sytuacji. Twój mąż chyba faktycznie poczuł się zmęczony całą sytuacją, Twoją chorobą, opieką nad dzieckiem, wspólnym życiem takim bardzo... wspólnotowym. Może zapragnął odmiany czegoś "tylko dla siebie" akurat napatoczyła się jego była narzeczona... Nie podoba mi się jego wcześniejsze zachowanie wobec Ciebie, chodzi mi o te "straszenie rozwodem" i odejściem, tak jakby traktował Cię jak niedojrzałe dziecko, które można postraszyć laniem, zeby się lepiej zachowywało. Rozumiem, że nie podobały mu się Twoje uwagi dot. jego znajomości ale takie zachowanie jest mocno nie w porządku. Ale pewnie gdy zobaczył, że się "postawiłaś" juz to się nie będzie powtarzać. Dobrze, że ze sobą rozmawiacie, rozmowa jest najważniejsza. Ale rozmowa a nie wypominanie i pretensje (choć rozumiem, że czasem trudno tego uniknąć w emocjach). Forum to bardzo dobre miejsce do wygadania się - można spojrzeć na wszystko z boku a jednocześnie mozna, dla otzreźwienia, usłyszeć zdanie innych ludzi i nie ma sie poczucia całkowitego wyizlolowania ze swoim problemem. A co do dyskusji na temat "kocha czy potrzebuje": "Niedojrzała miłość mówi: "Kocham Cię, ponieważ Cię potrzebuję". Dojrzała miłość powie: "Potrzebuję Cię, ponieważ Cię kocham". (E. Fromm) Myślę, że warto się nad tym zastanowić. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 07.07.04, 04:34 Dobrze ze rozmawiasz z Mezem to zawsze prowadzi do wiekszego zrozumienia obu stron. Im wiecej tego zrozumienia tym wiecej akceptacji. Do niedawna oddalaliscie sie od Siebie, teraz z kazdym dniem stajecie sie blizsi sobie. Najwazniejsze jest to ze sie kochacie, milosc znajdzie droge aby rozwiazac problemy, niebezpieczenstwo pojawia sie wtedy kiedy sie ja odrzuca albo jej nie ma. Kiedy jej nie ma dominuje rewanz, kiedy jest dominuje wybaczenie i zrozumienie. Piszesz ze jest coraz jasniej w Twoim malzenstwie, to milosc zaczyna przebijac sie poprzez strach ze stracisz to malzenstwo zawsze ja (milosc) kojarze ze swiatlem. Jesli chodzi o depresje to mysle ze w duzej mierze zawdzieczasz ja nierozwiazanym problemom w domu. Mysle ze warto abys trzymala sie roweru to bardzo pomoze Ci w kontrolowaniu Siebie i automatycznie depresji. Piszesz ze Twoj Maz nie rozumie depresji. To normalne, zwykla reakcja ludzka to strach, czesto brak zrozumienia czym jest depresja. To nie jest choroba umyslowa to stan w ktorym strach i beznadziejnosc dominuje w nas. Kazdy moze wpasc w depresje wystarczy kiedy strach zaczyna dominowac w naszym zyciu Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 213.17.147.* 07.07.04, 19:02 No i jednak nie jest dobrze:( Mąż stwierził dzis po kolejnych rozmyślaniach, ze boi sie, ze kocham się z nim tylko dlatego, zeby nie odszedł, i ze to chyba nie ma jednak sensu, ze zastanawia się czy ja jestem tą kobietą, z którą on chciałby spędzić resztę życia i co ja bym powiedziała, jeśliby stwierdzil, ze ratowanie tego nie ma już sensu i trzeba się rozstać. Mam dość, wyć mi się chce! Co się z nami dzieje?! Co się stało przez ostatnie kilka mmiesiecy, bo on twierdzi, ze jeszcze w lutym było dobrze.Dlaczego wcześniej mi nic nie mówił?! Co robić?! On tak naprawdę chyba nie chce tego związku, nie chce... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ally Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.04, 19:41 wiesz co? daj juz spokoj! najlepiej sama przeczytaj caly watek i moze wtedy zrozumiesz, ze to jest bez sensu! nie widzisz lub nie chcesz widziec co sie dzieje, co on Ci chce przekazac. On teraz probowal byc z Toba, bo przykro mi bardzo, jestes jego zona, ma z Toba dzieci i kredyt ale nie ma Cie w jego sercu i glowie. I byc moze to jest zauroczenie, przelotna milostka, ale wttej chwili jest to dla niego wazniejsze niz to wszystko co ma w domu. Probowal. tak, ale sam wie , ze nie daje rady. I tu napradwe nie chodzi o Ciebie i Twoje zachowanie. Zebys mu teraz przyslowiowo "dupe miodem smarowala" to on nie tego oczekuje, nie od tej osoby. On jest w tej chwili chory, chory na chorobe zwana zakochaniem. Ta choroba jest grozniejsza od milosci, bo buduje ale z rowna sila niszczy wszystko wokolo. Co mozesz zrobic moim zdaniem? Wystaw jemu walizki bez slowa. Tylko takie wyjscie. Mysle, ze to jest tchorz i nawet jak wyjdzie uniesiony honorem, to niedlugo, ba zaraz bedzie chcial wrocic, bo co on moze innego zrobic? no pomysl. nie chodz idiotko z nim do lozka. I tu nie chodzi o jakas kare, czy wstrzemiezliwosc. On po prostu spelnia swoj obowiazek, bo Ty od niego tego oczekujesz, ale sam akt wywoluje na 90% u niego mdlosci. Dlaczego? nie dlatego, ze jestes nieatrakcyjna, tylko dlatego, ze on ma przed oczami tylko jedna osobe. I wybacz, ale jak czytam te brednie, ze bedzie z nia rozmawial na GG pod bacznym Twoim okiem, to mi rece opadaja.nawet nie chce mi sie dalej pisac. Po prostu ponizasz sie i tu nie jest wazne, ze robisz to aby ratowac cos, zadaj sobie pytanie co chcesz ratowac? wiem ,z e jest ciezko zrezygnowac z tego bezpieczenstwa cjakie daje wlasny, pracujacy maz, ale Kobieto oboje bedziecie do konca swych chwil razem nie do konca szczesliwi. On bedzie wzdychal do ksiezyca, a Ty bedziesz go ciagle podejrzewac o wzdychanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.proxy.aol.com 07.07.04, 20:59 Przeczytalam wszystko. Wyobrazam sobie i te kobiete i jej meza. To musi byc straszne. Ona uczepiona jego, jak rzep psiego ogona i nieomalze calujaca slady jego stop, byleby tylko zostal. A on, pelen wyrzutow sumienia, zapatrzony gdzies indziej. Zaden rezyser by tego nie wymyslil. Ot, zycie. Kobieta, ktora jest cieniem mezczyzny i na leb, na szyje, bije wszyskie gejsze razem wziete. I on, pelen wstretu dla jej oddania. Jak nisko moze upasc kobieta w swietym sakramencie malzenstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIEJA Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.54.181.100.tisdip.tiscali.de 07.07.04, 22:05 ....ona upadla kobieta!!???...a on...to co?? ... wznosi sie ???? lezacych /nawet jesli nimi sa- nie kopie sie/, a ty nie jestes obiektywna. Pewnie nawet nie mozesz z racji...Kto ci dal prawo do oceny tej kobiety?? co przeszkadza, badz nie pozwala na ocena faceta?...To , ze ona rozpaczliwie pisze?..No tak - facet milczy, wiec ocena jest proooosta... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.proxy.aol.com 08.07.04, 00:21 A uwazasz, ze mozna upasc jeszcze nizej? Maz jej wyraznie mowi, ze z tamta nie skonczy. Ona sie zgadza nawet na "kontrolowane" rozmowy. Blaga, prosi o litosc o danie JEJ jeszcze jednej szansy. Nieomalze jak skazaniec. Uwazasz, ze jest cos gorszego? Sluchaj, ona od kilku dni, raczej o wiele dluzej, zyje albo w depresji, albo sie waha, albo umiera ze strachu, albo jest jej niedobrze. A dzieci? Na to wszystko patrzy dwoje dzieci. Maz nie zabiera tu glosu i jego punktu widzenia nie znamy. I jesli ojciec jest szuja ( a znamy go tylko z opisu jego zony), to obowiazkiek matki jest powiedziec "dosc". Wlasnie ze wzgledu na te dzieci. Ale matka jest tak zajeta zatrzymaniem meza przy sobie, ze o dzieciach nawet nie mowi. A historia jest niezwykle banalna. Maz znalazl sobie inna (dlaczego, tego nie wiemy) a zona wszelkimi sposobami stara sie go zatrzymac. I zgadza sie na wszystko, byleby on zostal. I dla mnie ta kobieta upadla najnizej, jak mogla. I to nie jest milosc. To jest egoizm. Miec go za wszelka cene. Nie liczac strat. Gorzej byc nie moze. A chlop jest o tyle swinia, ze skoro chce isc, to niech idzie w pi..... i nie zawraca babie glowy. Niech zrobi ciecie raz a dokladnie. Skoro tak bardzo chce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nnnn Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.acn.waw.pl 07.07.04, 21:30 Dziewczyno!!!! Wez zabieraj te swoje dzieci i odejdz od niego na zawsze!!!!A jesli zostaniesz w tym beznadziejnym zwiazku to bedziesz poprostu glupia!!!On cie nie kocha, nie szanuje i jest totalnym egoista!!!ja bylam w zwiazku, ktory byl TOKSYCZNY!!!I moim zdaniem Twoj zwiazke z tym TYPEM tez jest CHOLERNIE TOKSYCZNY i poki jeszcze mozesz i choc troche przejrzalas na oczy to ODEJDZ OD NIEGO I NIGY NIE WRACAJ!!!!ja tak zrobilam, uciekalm cos co bylo zle i chore i teraz jestem najszczesliwsza osoba na swiecie!!!!a kiedys myslam ze bez niego nie bede potrafila nigdy byc szczesliwa i ze nie bede potrafila bez niego zyc!!!a okazalo sie inaczej, ze jak go zostawilam, bo w koncu zrozumialm jakim jest kretynem, urosly mi skrzydla i nigdy nie bylo mi lepiej w zyciu!!!ODEJDZ OD NIEGO i nie daj sie wiecej PONIZAC jakiemus FRAJEROWI!!!!!!jesli nie zrobisz tego dzis to juz NIGDY nie odejdziesz!!!!Zycze powidzenia i szczescia ale nie z tym facetem, z ktorym jestes! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pepsikola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.e-wroc.com 09.07.04, 23:04 Po przeczytaniu tego co piszecie ostatnio postanowiłam też coś dodać. Wkurza mnie maksymalnie używanie słów durna, egoistka itp pod adresem chryzokoli. Nie mądrujcie się jak sami nie doświadczyliście podobnie `poniżającej sytuacji`. Co jest w tym poniżającego że ktoś poprostu kocha, cokolwiek to by znaczyło, i odmawia zaakceptowania faktu, że ten kogo kocha jest świnią, tchórzem i oszustem. To tak jakbyś miał/a w ciągu godziny dojść do przekonania że twoje marzenia są stekiem bredni i tak poprostu ucieszyć się że doszedłeś do tego wniosku. Łatwe? Od razu przechodzisz nad tym do porządku dziennego? A może cieszy cię perspektywa wolności, która się przytrafia? Można sobie zaraz wymyślić nowe cele, nowe marzenia, znależć nowego męża, zaufać na nowo, uwierzyć, że taka miłość dana jest tylko wam dwojgu. A w międzyczasie na zimno analizować każdy ruch i posunięcie. Kalkulować do kiedy honor od kiedy zdrowy rozsądek. Chryzokola, ten wątek można rozpracować. Życie po zdradzie, nawet takiej taniej jak u Ciebie, jest możliwe. Trochę gorszy gatunek, ale jest. Ktoś mi kiedyś mądrze powiedział: Rób tak aby tobie było dobrze. I to działa.To co robisz nie świadczy żle o Tobie, ale będzie Ci cholernie ciężko. Cholernie. I tak już zostanie. Wyślę ci swój adres to możemy więcej pogadać. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 10.07.04, 04:05 Nie przejmuj sie tym ze Ci powiedzial ze kochasz sie z Nim dlatego zeby nie odszedl. Mysle ze jakos dalas mu do zrozumienia ze tak jest i z tad Jego zal, On tkwi w kazdym z Nas, to bierze sie z milosci do Ciebie i ze zranionej meskiej dumy. Kochaj Go i wierz ze bedzie wszystko dobrze, bo bedzie. Dla Niego ten okres jest tak samo trudny jak dla Ciebie. Wszystko bedzie sie zmieniac na lepsze ale musisz wierzyc ze wszystko rozwiaze sie po Twojej mysli a takze po mysli Twoich Dzieci. Bardzo duzo zalezy od twojej madrosci i spokoju. Staraj sie byc codziennie na rowerze to pozwoli kontrolowac emocje. One w tej chwili sa najwiekszym zagrozeniem waszego zwiazku. Staraj sie kierowac zdrowym rozsadkiem i miloscia do Niego i Dzieci. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: uuuu mskaiq! radząc - krzywdzisz IP: *.gl.digi.pl 10.07.04, 17:26 mskaiq, nie pisz tych swoich pierdół do chryzokoli cierpiącej i upokarzanej przez męża-sadystę psychicznego. Nie pomagasz jej. Twoje "rady" są w najwyższym stopniu irytujące i robią jej wodę z mózgu. Dziewczyna tkwi w chorym związku z psychopatą i musi zrozumieć , że jedynym wyjściem , najlepszym dla niej i dla dzieci jest jak najszybsze ODEJŚCIE, więcej - UCIECZKA przed człowiekiem, kóry ją zabija po kawałku. Chryzokola poszukaj w internecie materiałów o przemocy psychicznej , poczytaj książki na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lea Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.arcor-ip.net 11.07.04, 03:14 jestes duchownym? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lea mskaig IP: *.arcor-ip.net 11.07.04, 03:22 powyzsze pytanie dotyczy oczywiscie ciebie, a jesli tak to wiele tlumaczy... albo zaprzecza... Odpowiedz Link Zgłoś
kadka jest takie powiedzenie ze 11.07.04, 07:55 facet zadowolony w zwiazku nie bedzie szukal innej (ale tylko przekazuje bez ustosunkowania sie) Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: jest takie powiedzenie ze 11.07.04, 21:23 Ale jak mu się coś nie podoba to nich powie. A mój mąż czekał, az wyleczę się z depresji, zeby mi powiedzieć...... właśnie, co? O tamtej, rozwodzie czy o naszych problemach? Ale nie wytrzymał i w trakcie leczenia walnął o rozwodzie. A pzrecież mógł porozmawiać, powiedzieć i mogliśmy to naprawiać już pół roku temu skoro było źle. Ale on wolał czekać zeby mi oznajmić, ze nie chce ze mną byc. To uczciwe? Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 11.07.04, 14:13 Nie jestem ksiedzem. Znam milosc i wiem ze trzeba jej bronic. Jesli pozwolimy aby odeszla, to co zostanie. Cale moje zycie staralem sie budowac opierajac sie na niej. Nigdy nie sprawila mi zawodu. Wszystkie problemy pochodza ze strachu, nie pochodza z milosci. Strach oznacza nienawisc, braku tolerancji i niszczenie wszystkiego wokol. Dlatego pisze ze trzeba bronic milosci bo jest to alternatywa dla strachu i dla zniszczenia. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 11.07.04, 21:19 Między mną a mężem istnieją "poprawne" stosunki. Ona zastanawia się nadal czy mnie kocha czy nie, czy ja jestem tą kobieta z którą chciałby spędzić reszte zycia. Jest "poprawnie", spokojnie, ale nie mówi mi juz kocham cię, kochanie itp. To trudne, ale mam nadzieję, ze jeszcze w głębi duszy mnie kocha i moze odzyskam te miłość. Zaczęłam szukać pracy stałej, bo do tej pory miałam firmę i malowałam porcelanę, ale muszę mieć stały zarobek. Moze bedzie dobrze.......... Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 11.07.04, 22:03 Mysle ze wszystko bedzie dobrze, nie mam watpliwosci ze On kocha Ciebie. Kocha rowniez dzieci. Nie musisz odzyskiwac Jego milosci On ja ma w Sobie i to wiecej niz przypuszczasz. W nim jest strach przed ta miloscia, obawa ze straci wiodaca role w domu. Czasami my mezczyzni tak patrzymy na to, bierze sie to jakby ze stereotypu mezczyzny. Do niedawna nie mial watpliwosci ze bedzie tak jak On to widzi. W tej chwili dostrzegl ze to Ty masz wszystkie atuty w reku. Musi sie z tym pogodzic i zrozumiec. Po pewnym czasie to nastapi i bedziecie tak blisko Siebie jak nigdy przed tym bo zatrze sie ta roznica ja mezczyzna musze dominowac (to bardzo powszechny wizerunek mezczyzny). Po prostu bedzie dominowala milosc. Staraj sie byc codziennie na rowerze to pomoze Ci pokonywac emocje i czekaj spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji. Gleboko wierze ze nie dojdzie do rozwodu chyba ze Ty o to poprosisz. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
dojrzalsza Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 12.07.04, 02:43 mi by wystarczylo ze maz mi wymawia ze mnie utrzymuje - juz dawno by dostal kopa. Odpowiedz Link Zgłoś
eurecka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 12.07.04, 14:44 przeszłam to samo, co autorka tych postów dokładnie na początku lipca mąż kłamał mnie w żywe oczy dlaczego? bo mu na mnie zależało wykryłam prawdę, którą ukrywał latami ciężko było mu się ze mną tym podzielić, ale zrobił to obiecał, że będzie się starał i rzeczywiście widzę, że się stara zawsze zawodziły rozmowy, które ostatecznie nic nie wnosiły do naszego związku więc praktycznie nie rozmawialiśmy, bo po co ja udawałam orgazmy, a on udawał, że jestem jedyna jednak spędzaliśmy razem czas, razem wyjeżdżaliśmy na wakacje ciężko jest wspominać te chwile, bo było mi wtedy tak dobrze, ale dziś wiem, że wszystko było udawane prosił, żebym robiła mu zdjęcie - nie wiedziałam, dlaczego nie ma być na nich dzieci, tylko on sam - zastanawiało mnie to bardzo; krzyczał nawet wtedy na mnie, bardzo się denerwował, że mam robić i już potem doszłam do tego - te zdjęcia rozsyłał swoim duchowym koleżankom byłam naiwna, ale nie bez winny kochałam go, ale chyba bardziej kochałam siebie samą nie pozwalałam mu na własne zdanie - jeśli miał inną opinię na jakiś temat, nie mogłam się z tym pogodzić; więc kiedyś przestał się zwierzać i w końcu przestaliśmy rozmawiać więc poszukał sobie słuchaczki, potem słuchaczek... kiedy go nakryłam - walczył jak lew, żeby wszystko zbagatelizować; że to żarty itd. po co tak walczył? wiem, że mu zależało wiedział, że zrobił źle; uznał, że 60 a może 70% winny leży po jego stronie, ale znał też mój udział w swoim zachowaniu – bo to nigdy nie jest tak, że jedna strona jest tylko winna dał mi czas i wybór – czy chcę go takiego, czy ma odejść? obiecał, że będzie robić wszystko, by ocalić nasz związek ... zależy nam obu; staramy się, choć mam wielką ochotę go sprawdzać, czy nadal wszystko jest o.k., chociaż przestał się przede mną ukrywać i mówi mi o wszystkim my po prostu ROZMAWIAMY! sprawa jest jeszcze świeża, ale chcę wierzyć, że będzie dobrze rozmowa, to bardzo ważna rzecz; jeśli nie rozmawiamy z partnerem, to już powinien być to dla nas sygnał, że coś jest nie tak walczmy o prawo do rozmowy i uczmy się ze sobą rozmawiać! Odpowiedz Link Zgłoś
moc_ca Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 12.07.04, 14:55 Brawo, eurecka! Piękny post! :-) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
eurecka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 14.07.04, 00:05 Jest cudownie. Aż się zastanawiam, czy to jawa, czy sen. Czuję potęgę miłości, nowe zauroczenie tą samą osobą. Nigdy wcześniej bym nie uwierzyła, że to możliwe. Choćby w podziękowaniu za te cudowne dziś chwile, nigdy nie będę żałować, że dałam mężowi tę szansę. Odpowiedz Link Zgłoś
slawek004 Rozmowa 20.07.04, 10:04 rzekłaś: rozmowa, to bardzo ważna rzecz; jeśli nie rozmawiamy z partnerem, to już powinien być to dla nas sygnał, że coś jest nie tak Ale w prozie zycia nieraz za późno się orientujemy że już rozmowa zanikła, że juz tylko wymieniamy informacje, że już apadły jakieś decyzje. Poza tym jest też jakas przyczyna w obojgu ze rozmowy nie ma . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nk Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.07.04, 13:05 to zycze zeby cie zdradził, wtedy zobaczymy! Uwielbiam jak ślepy o kolorach gada! z takimi bredniami to ty sobie na urodzie popisz bo o zyciu g... wiesz!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szałciał Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.04, 14:07 Mam wrażenie, że on chce wymusiś na tobie odejście. Żebyś to ty odeszła od niego, żeby on nie miał poczucia winy, że coś sknocił. W grę wchodzą jeszcze dzieci, które mogły by mu trochę przeszkadzać w życiu ale wolałby żeby zostały z nim - wtedy bedzie mógł opowiadać, że zostawiłaś go samego z dziećmi i sobie odeszłaś. W każdym razie będą one dla niego tylko kartą przetargową w późniejszym okresie - może przy rozwodzie, może nawet tylko po to by poczuć satysfakcję, że nie będzie Ci musiał płacić alimentów. Moim zdaniem jego "była" ma bardzo duży wpływ na niego i potrafi nim manipulować, dlatego dopóki będzie z nią miał kontakt - będzie zwrócony przeciko Tobie. A z tego co piszesz to on chce mieć z nią kontakt bez wzlędu na to co się dzieje między Wami. Jego obietnice nic nie znaczą. A Twoje zachowanie tylko go prowokuje - opowiada o nim swojej byłej, a ona juz mu to odpowiednio zinterpretuje za co on jej podziękuje i stwierdzi, że jesteś histeryczką... Faceci nie znoszą histeryczek - uciekają przed nimi. Jeżeli mogę Ci poradzić coś to tylko tyle, żebyś odizolowała się od niego psychicznie, bo on właśnie w ten sposób Cie wykańcza. Zna Twój czuły punkt i to wykorzystuje... i bedzie to robił dopóki Cię nie wykończy. Pokaż mu się z innej strony. Pokaż, że potrafisz być silna. Z dnia na dzień przeznaczaj dla Siebie więcej czasu - chodzi o to że masz o nim nie myśleć: gdzie jest, co robi? Kiedy nachodzą Cię takie pytania pomyśl o czymś przyjemnym - niech to będzie Twój azyl. Kiedy on Ci mówi, że "ona" jest taka czy siaka - zrób rozmarzoną minę i powiedz przyciszonym i spokojnym głosem:"Jakie szczęście, że ja nie jestem taka jak ona"... i jakby nigdy nic idź i zajmij się sobą. ...a jeżeli to nie pomoże - to i tak najprawdopodobniej sie rozejdziecie, ale Ty będziesz już dużo silniejsza psychicznie i łatwiej Ci będzie to znieść... z przymróżeniem oka Pozdrawia Szałciał Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 19.07.04, 19:08 Wiesz Szałciał tez mnie nachodziły takie myśli i nachodzą. Jestesmy po weekendzie, na który wyjechaliśmy razem, sami i wygarneliśmy sobie wszystko, ustaliliśmy pewne rzeczy i postanowilismy ratować ten związek, odbudować wzajemne zaufanie i byc razem. Obiecał, ze nie będzie się z nią spotykal, rozmawiał o nas i nie bedzie pierwszy nawiązywał kontaktu przez gg. Ale gdy ona sie odezwie nie spławi jej, bo to niekulturalne i tego obiecać mi nie moze, wiec jak sie odezwie ona to pogadają. Dobre i to. Nie wiem jak to wygląda z jego strony, ale ja nie potrafię tak nagle z dnia na dzień o wszystkim zapomnieć, wyrzucić za siebie. Staram się ,zeby było dobrze, spędzamy duzo czasu wed dwoje, staramy się zaufac sobie, ale to takie trudne. Ja wciąż nie mogę o tamtej zapomnieć. Wciąż o tym myslę, nie ufam jej, boję się, ze mój mąż jest manipuloany przez nią i doprowadzi ona w końcu do rozpadu naszego związku, bo mój mąż wogóle nic nie widzi, a raczej nie chce widzieć. I wciąż boję sie dżwieku przysłanego SMSa, jego wyjść z domu, tego gdy widze, ze jest na gg w czasie pracy. Wiem, ze mi obiecał, ale wciąż gdzieś tkwi lęk, ze jednak moze mnie okłamuje, ze jednak się kontaktują. Nie umiem sie od tego opedzić. Czasem gdy jest bardzo źle przychodzi mi taka mysl, ze może on i w kwiestii zdrady mnie okłamal. W końcu udowodnił mi, ze potrafi kłamać i oszukiwać. A jeśli on jedank spał z nia i byc moze nadal to robi? I tylko opowiedizał mi ładna bajkę, w którą ja uwierzyłam? Łaje się sama za takie myśli, ale one czasem same przychodzą. I jeszcze to upokorzenie. Synek bawił się komórka, niechcący nacisnął jej numer, zadzwonił, i wyłączył sie. Po kilku minutach przyszedł SMA od niej(sam mi go pokazał): "Rafałku czy to ty dzwoniłeś? A moze to twoja żona bawi się w szpiega:)". Ta ironia była niepotrzebna z jej strony i zabolała, Kim ona jest, ze mnie tak traktuje, wyśmiewa się ze mnie? A on jeszcze na to pozwala! Ona nie ma prawa tak mnie traktować jak nic. I jeszcze to "RAfałku" jakim prawem ona mówi tak do mojego mężą?! Zdawało mi się, ze tylko ja moge tak do niego mówić. To wszystko jest strasznie trudne, czasami wydaje mi sie , ze wpadnę w obłęd. Nie wiem jak długo to wszystko wytrzymam. Kiedy przestane się bać SMSów, jego wyjść, jego słów, jej. Kiedy mu zaufam, kiedy przestanę sie czuc skrepowana w jego obecnośći. Bo teraz z jednej strony mamy odbudowywać więzi, ale ja czuję się przy nim skrepowana, spieta i wciąż odczuwam niepokój. Wiem, ze aby on chciał byc ze mna powinnam byc ciepła, uśmiechnieta i wesoła, a ja nie potrafię, bo wciąz serce wali mi jak oszalałe i boli w środku wszystko. Boze jak ja bym chciała żeby to juz wszystko było za mną! Przepraszam za długi post Chryzokola Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ups Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 62.121.129.* 20.07.04, 12:34 >Wiem, ze aby on > chciał byc ze mna powinnam byc ciepła, uśmiechnieta i wesoła, a ja nie > potrafię, bo wciąz serce wali mi jak oszalałe i boli w środku wszystko -rany kobieto, daj ty spokoj temu zwiazkowi bo robisz/cie z niego paranoje na wlasne zyczenie! albo odcinacie przeszlosc ty i on jedna decyzja, i zaczynacie budowac od nowa nie wracajac do tego, albo skonczcie to wzajemne zadreczanie sie i idzcie osobno na pielgrzymke w poszukiwaniu wlasnych kregoslupow bo gdzies je zgubiliscie. przczytalam piate przez dziesiate ale -sugerujesz, ze oni od dawna sa sobie bliscy i duzo bardziej zzyci niz ty z mezem, a maz czekal az sie wyleczysz z depresji by odejsc,,, i tak funkcjonowalo wasze "małzenstwo". latwo jest zapedzic drugiego poczucie winy i trzymac go przy sobie poczuciem obowiazku -ze dzieci, ze choroba zony, ze zima to nie teraz, ze brak pracy to jeszcze nie odejdzie bo sobie nie poradzisz... itd., gdzie zgubiliscie wzajemny szacunek? i czy bez niego potraficie byc ze dobrze ze soba dalej? piszesz -"ona nim manipuluje"- a on on to male dziecko? "on nic nie widzi" a czy ty widzisz? czy ty widzisz ze czepiasz sie jak rzep meza za wszelka cene byle tylko byl nie dbajac o wlasna godnosc, godzisz sie na wszystko, choc wcale mu nie wybaczylas, a on wcale nie skonczyl tamtego kontaktu,robisz sceny,zzera cie zazdrosc,w domu atmosfera z ktorej kazdy by uciekl... wyglada to jakbys czepiala sie kurczowo Jego nogi z cierpiaca twarza i grymasem wymuszonego usmiechu (powtarzajac sobie "jak sie bede usmiechac to zostanie, jak bede mila to zostanie, jak bede mu potakiwac to zostane, jeszcze szerzej sie usmiechac kochanie?.."..) a druga noge wspiera mu ze wspolczuciem ta druga ktorej on mowi "zobacz jaki biedny jestem,rozumiesz mnie teraz jak mi ciezko, ty mnie zawsze rozumials.." Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 14:09 Podjęliśmy decyzje o odcięciu, ale człowiek to nie maszyna. To nie tak łatwo wyrzucic to co boli jednym zamachnięciem, jednym postanowieniem. Poza tym, to co czuje rozgrywa się we mnie, nie zadręczam go tym, dlatego m.in, tu pisze, zęby jego "nie zadręczać", bo on jest przecież najbiedniejszy w tej całej sytuacji. On nie czekał na moje wyzdrowienie, zeby odejść, tylko miał nadzieję, zę jak się wyleczę, to się zmieni, bedzie dobrze i zaakceptuję jego znajomość z tamta. Ale jak się z nia pierwszy raz spotkał w kwietniu, to nie wytrzyamł i powiedział o rozwodzie. Cały czas zreszta twierdzi, ze jeśli nawet odejdzie to nie do niej. Nie czepaim się go za wszelka cenę, nie szantażuję go dziecmi ani domem. Nie chcę tylko, by podejmował pochopne decyzje i dał nam szansę, bo chyba jesteśmy to sobie winni po tylu wspólnych latach? Kilka lat temu mieliśmy też kryzys. Wtedy to ja chciałam sie rozwieść, ale nie powiedziałam mu nic o tym, nie spotykałam się z kolegą, który by mi otwierał oczy (a być moze gdybym wtedy tak zrobiła dziś nie bylibyśmy razem). Postanowiłam poczekac, próbować naprawić jeszcze. Mój mąz zaczął się starać, rozmawialiśmy godzinami, przez dwa lata dochodziliśmy do siebie i udało się! Z perspektywy czasu wiedziałam,ze dobrze zrobiłam, ze nie spakowałam walizek i nie odeszłam wtedy. Uratowaliśmy nasz związek i byliśmy bardzo, bardzo szczęśliwi. Po paru latach stwierdziliśmy, ze chcemy miec dziecko, jako owoc nazej miłości. I to był błąd! Wszystko się zepsuło. Poronienia, ciężka ciąża, ciężki poród, depresja poporodowa, uciążliwe, nadpobudliwe dziecko, rozwijająca się firma założona przez męża. Brak czasu dla siebie, zmęczenie, moja choroba i szlag trafił szczęście tak z trudem odzyskane. A myśleliśmy, ze po tym kryzysie jesteśmy tacy mądrzy, ze już nie doprowadzimy do tego samemgo. A guzik! I dlatego wiem, ze trzeba próbować. Bo za dwa lata moze się okazać, zę bedziemy bardzo szczęsliwi i będziemy chwalić sie za to, ze nie ucieklismy. A jeśli chodzi o manipulację. W manipulacji o to właśnie chodzi, ze ze manipulowany nie widzi tego, ze jest manipulowany. I najmądrzejszy da się wmanipulować we wszystko. chryzokola Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 08:24 Mysle ze Twoj Maz nie chce abys odeszla od Niego. Inaczej wystarczyloby zostawic sprawy tak jak sa i samo by sie to zakonczylo. On robi co innego, rozmawia z Toba, probuje ratowac malzenstwo, zreszta Ty robisz to samo, obojgu Wam zalezy na tym. Piszesz ze jest trudno zaufac to prawda ale trzeba przelamywac ten brak wiary. Mysle ze Twoj Maz nie jest manipulowany przez Nia bo inaczej nie bylbyscie juz razem. Jedyny sposob przelamania tego to kontrola tego co myslisz, nie pozwalaj podejrzliwym myslom niszczyc Waszego zwiazku. Zwroc uwage ze tam gdzie jest strach tam jest zniszczenie a tam gdzie jest milosc jest zrozumienie i wybaczenie. Najwazniejsze teraz dla Ciebie jest nie poddawac sie temu strachowi czy niepokojowi ktory sie pojawia w Tobie, to on zabiera Ci usmiech i wiare. Staraj sie nie myslec pod wplywem emocji, uzywaj tego roweru bo to pomaga kontrolowac Twoje negatywne uczucia. Jesli pokonasz ten strach, bedzie coraz lepiej znow odnajdziesz usmiech i radosc. Zobaczysz Sama zreszta mysle ze wiesz ze ten strach nie ma podstaw bo Twoj Maz jest z Toba dlatego ze Cie kocha. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 09:12 Mdli mnie od tego co wypisuje mskaid!!! z Twoich wywodów wynika ,że związek nalezy ratowac mimo upokorzeń, zdrad. Miłość ponad wszystko. Niech bije ale zostanę z nim. Niech pije, szczy pod siebie , znęca sie psychicznie ale zostanę z nim bo małżeństwo jest naważniejsze.!!!! Mysle ze Twoj Maz nie chce abys odeszla od Niego. Inaczej wystarczyloby > zostawic sprawy tak jak sa i samo by sie to zakonczylo Owszem nie odejdzie bo mu wygodnie.!! Mysle ze Twoj Maz nie jest manipulowany przez Nia bo inaczej nie bylbyscie juz > razem. To po cholerę te gadki o tym,ze jak zadzwoni to musze pogadać, nie chce byc nietaktowny! Nietaktowny wobec obcej baby?? A jaki jest wobec własnej żony?? Steg bzur i tyle.! Rafałku to Ty dzwoniłes! wrrrr po takim sms dostałby tym telefonem w łeb. Dlaczego facet , który rzekomo ratuje małżeństwo bo KOCHA nie moze pozbyc sie tej niby nic nie znaczącej kolezanki? Wywalic numer z telefonu aby nie draznic żony? Nie kontaktowac sie z nią wogóle skoro jemu na niej nie zależy? Bo nie chce...PROSTE! Kto jest w tym zwiazku najważniejszy ONA czy Ty? Na kim powinno mu zalezeć na niej i co sobie pomyśli czy na Tobie? Gdybym to ja była na Twoim miejscu zadzwoniłabym do niej i posłałabym taką wiązankę ,ze odechchiało by sie jej mojego męża! Mój argument: walcze o związek, zalezy mi na nim i zrobie wszystko, WSZYSTKO aby go utrzymać!! Ciekawe jak by sie Twój zachował po takim incydencie, zapewne dostałabys niezły opieprz za to.A ja by przepraszał. Opieprz w imie tej miłości! Kochana strach bedzie zawsze, dzis , jutro za rok i 5 lat! A ten rowerek to dorazna pomoc! rowerek,zakupy, kino... wracamy do domu i jest tak jak pzred rowerkiem. A jak jest, różowo? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szałciał Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.04, 11:44 Oj zgadzam się z Tobą malwa33. A że mdli od tych pustych zdań mskaid - to mało powiedziane. Jak bym czytała książkę kucharską - przepis na wszystko. Tylko, że życie Chryzakoli to rzeczywistość. I do tego jeszcze ten rower - w co drugiej wypowiedzi przepis na udane małżeństwo: ROWER! Odpowiedz Link Zgłoś
chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 13:53 Stwierdził, ze nie zaprzestanie z nia zupełnie kontaktów, bo ona mu pomogła i on nie moze jej odmówić jak ona będzie chciała porozmawiać. A pomogła mu w ten sposób(wiem to od niego), ze sprawiła iż na wiele spraw spojrzał inaczej, ze ma żonę, która zawsze była wyrachowana, depresję sobie wymyśliła, zeby nim manipulować, jest histeryczką, bo sprzeciwia sie ich spotkaniom, (A ona to męzowi na wszystko pozwala), nic w zyciu nie osiągnęła, bo studia skończyła i owszem, ale w domu siedzi, nie pracuje(choć to on zawsze chciał bardziej zebym domem i dziecmi się zajęła, bo rodzina najważniejsza. Dwa lata temu chciałam iść do pracy, ale stwierdził, ze on na nas zarobi, a ja niech zajmę się ogniskiem domowym, no a teraz to nagle jestem wyrachowana i nieźle się w zyciu urządziłam!)Faktycznie nieźle! Facet ciągle poza domem, w domu zrzędliwy i zmęczony, wiecznie nie mający czasu, przestawiający cię jak mebel, bo mu przeszkadzasz poruszać się po mieszkaniu. Nie mający czasu dla ciebie, ani na rozmowę. A ja wiecznie tęskniąca, wiecznie czekająca, aż wróci, aż poświeci mi odrobine swojego cennego czasu. Nagle go olsniło, ze jego żona jest niekulturalna, nic w zyciu nie osiągnęła, nie ma więc mnie za co szanować, w przeciwieństwie do niej, odkrył dzięki niej, ze przez te wszystkie lata był terroryzowany! przeze mnie (niestety nie potrafię sie dowiedziec na czym to miało polegać), wszystko było tak jak ja chciałam (ja miałam inne wrazenia, zawsze wszystko kreciło się wokół niego i było jak on chciał, choćby z tego powodu, ze on pracował i ja nie miałam zadnych argumentów, zawsze musiałam się zgodzić) itd. A ona cokolwiek by nie powiedział udowadnia mu, ze ona to by tak nie potrafiła, ona to inaczej, ona tak nigdy itp. I to nie jest manipulacja ? A on to jak muł powtarza, ciągle mnie tym po oczach wali i doszukuje się we mnie ciagle nowych wad albo potwiedzenia tego, co ona mu powiedziała. Wiem, ze mnie kocha, ale mam wrazenie jakby razem ułożyli jakiś plan według którego on działa. Zrobi tak i tak, nie będzie robił tego i tego, nie da się w tym i tamtym. Bo czasami w niektórych momentach nagle zmienia się, i mówi jak wyuczoną lekcję: nie zmienie się, dość tego, albo się zmienisz albo to koniec, nie dam się. Tak jakby właściwie wcale tak nie myślał, ale mówi, bo tak trzeba. CZasami zastanawiam się, czy to straszenie rozwodem takze nie było częścia planu, żeby mnie wypróbować. Bo jakoś tak nagle mu przeszło. Z początku powiedział, ze nie zerwie z nią kontaktu dla zasdy bo nie będę nim rządzić i jego znajomościami, bo jest wolnym człowiekiem i moze robić co chce. Teraz poszedł na kompromis, powiedział, zę wiećej obiecać mi nie moze a i tak chyba ma wielki żal do mnie że musiał się zgodzić na to, zeby z nią nie rozmawiać i nie spotykać się. A z tym rowerem to prawda. Pewnie, ze dobrze sie wyrwać, dobrze jest spotkać się z koleżanką, ale potem człowiek wraca do tego domu, w którym się dusi. Cięzko tak żyć. Umówiliśmy się, ze bedziemy ratować ten zwiazek, ale on ciagle pyta mnie czy jestem na pewno pewna, ze to ma sens, czy chcę być z nim itd, bo on chce mieć pewność, ze np, za pół roku nie powiem mu, ze jednak to ratowanie nie miało sensu, bo ja jednak nie chcę być z nim. Ale jednocześnie sam nie moze mi dać gwarancji, ze on tego samego nie zrobi. Widzę, ze chce być ze mną, chce ratowac nasz zwiazek, widzę, ze mu zależy,ale nie wiem czy z powodu jego 'zasad" uda nam się to osiągnąc, bo jesli tamta nie zniknie z horyzontu nie będę umiała się czuć swobodnie i idbudować zaufania. A nie potrafię mu wytłumaczyć, ze dla mnie to duze obciążenie, gdybym o niej nie widziała byłoby mi łatwiej.Poza tym swoim zachowaniem przez kilka tygodni sprawił, zę teraz ja zaczęłam się zastanawiać czy chcę być z nim i być moze skończy się tak,ze to ja go zostawię, bo nie wytrzymam. chryzokola Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ups Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 62.121.129.* 20.07.04, 14:32 no padam na twarz przed takim hectolitrem dictum dwoje podobno doroslych - przepychajacych sie wzajemnymi żalami, pretensjami, oskarżeniami, żądaniami... "bo ty to zawsze..., lub "bo ty to nigdy..., i "to JA sie POSWIACALAM..., druga strona o tej samej sprawie mysli "to JA sie Musiałem poświecic... "jak sie Ona nie zmieni to go rzuce... , "jak sie On nie zmieni to go rzuce... -litosci! to brzmi juz dawno jak chamska rozprawa rozwodowa! gdzie "pokrzywdzeni" malzonkowie biegają po znajomych obrabiać 4litery współmałżonkowi.. o jakiej miłości mówicie jeśli tyle w was wzajemnej niechęci i nienawiści,i jakies "dzialanie" jest chwilowym zrywem a jak wiatr zawieje to wrocicie do tego co bylo.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re:do ups IP: 213.17.145.* 20.07.04, 17:46 Wiesz co wogóle nie wiem o czym Ty mówisz. Ja o jednym ty o drugim. Gdzie ja napisałam te wszystkie słowa albo chociażby dałam powód by sądzić, ze takie padły? I gdzie powiedziałam że jest w nas niechęć i nienawiść? Gdyby tak było nie chcielibysmy być razem i ratować naszego związku! A to ze mamy wątpliowści, i jest nam trudno no to chyba zrozumiałe? Jakbysmy tych problemów nie mieli nie byłoby sprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ups Re:do ups IP: 62.121.129.* 21.07.04, 09:00 > Wiesz co wogóle nie wiem o czym Ty mówisz. Ja o jednym ty o drugim no właśnie. czytając to co piszesz ja wyciągam takie wnioski jak napisałam. może twoja komunikacja z mężem przebiega na podobnej zasadzie? może tylko wam się wydaje że "rozmawiacie" -a tak naprawde każde "coś tam mówi" a drugi "coś tam przyjmuje do wiadomości a myśli i tak swoje", może nie nazywasz/cie rzeczy po imieniu a powinniście? ok, wygaduj się na forum skoro to ci pomaga. ale forum nie załatwi twoich problemów, te musicie załatwić we dwoje -ty i on. żal który oboje macie do siebie już przeradza się w niechęc co mozna wyczytac w twoich wypowiedziach, mimo ze nie nazywasz rzeczy po imieniu. za progiem czekają mocniejsze uczucia. a niby co czujesz po zdradzie meza- wdzieczność do niego? nie panujesz nad zazdrością o tamtą kobiete,nie śmiejesz się z jej sms-ów -więc niby jaka była twoje "rozmowa" z mężem jeśli nie oczyściła sytuacji? Odpowiedz Link Zgłoś
katja Re:do ups 21.07.04, 12:49 Romanse na boku nie przynosza nic dobrego . Wszyscy cierpia-tak to sie zwykle konczy. Twoj maz nie jest uczciwy wobec zadnej z was i taka jest prawda , chocbyscie zaprzeczaly. Nie wolno traktowac ludzi instrumentalnie-nawiazywac romans aby zatkac dziury w pierwszym zwiazku. Kazdy kto zdradza a w koncu nie wie kogo wybrac powinien uwaznie przyjrzec sie sobie...o co mu chodzi? Czy on ma niestabilna psychike? Bez zobowiazan i konkretnych czynow nie ma prawdziwej milosci a wiec i zadnej satysfakcji z zwiazku w jakim jestescie i ty to chyba odczuwasz? Jesli juz czujesz podejrzliwosc , niechec , niepewnosc nie ma juz miedzy wami uczuc milosci, to tylko dawne przyzwyczajenie , tak jakbys mieszkala z wspollokatorem. Odpowiedz Link Zgłoś
mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 15:23 Ty jego kochasz i On Ciebie kocha. Jest wiele zlosci i strachu pomiedzy Wami. Mysle ze powinniscie skoncentrowac sie na pozbyciu sie tego strachu i niepokoju ktory w tym momecie niszczy Wasz zwiazek. Piszesz ze jego zachowanie przez kilka tygodni sprawiło to ze zaczęłas się zastanawiać czy chcesz z Nim byc. Bylas z Nim przez 10 lat, czy kilka tygodni moze przekreslic Wasza milosc i Wasze Dzieci. Czasem wydaje sie nam ze gdy sie to skonczy to wszystko rozwiaze sie samo i problemy znikna. Niestety jest inaczej, zamiast milosci ktora mozecie miec pojawi sie nienawisc, strach i pretensje. W takim swiecie jest trudno zyc, masz tego przedsmak teraz. Rozejscie sie oznacza rezygnacje z milosci i bycie w czyms takim jak przez ostatnie kilka tygodni przez wiele lat. Odejscie nigdy nie konczy problemow, powieksza je. Zwykle przezywamy je znacznie silniej juz po rostaniu. Dobrze ze chodzisz na rower bo to pozwala Ci kontrolowac emocje ktore sa bardzo silne w Tobie. Potrzebujesz tego jak najwiecej. Jesli chodzi o ta Kobiete to nie mysl o Niej, Ona Ci nie zagraza. Myslenie o Niej powoduje powstawanie bardzo silnych zlych emocji ktore przenosisz na Wszystkich wokol Siebie. On Jej nie kocha, nie zostalby z Nia nawet gdyby zostal sam, po prostu kocha Ciebie. Ona jest bez znaczenia dla Ciebie i Twojej Rodziny. Poza tym jestes wspanala i madra Osoba, Twoj Maz to wie i bardzo docenia nawet jesli masz inne wrazenie. To zlo ktore jest pomiedzy Wami powoduje wiele zlych slow. Kiedy je pokonacie, oboje bedziecie sie doceniali i te problemy znikna. Jesli chodzi o rewanz to rewanzujac sie Jemu Ty ucierpisz, On i Wasze Dzieci. Czy to ma sens, rewanz to rzecz ktorej trzeba unikac bo dziala zawsze przeciwko Nam. Trzymaj sie, wszystko bedzie dobrze, wierze ze Wasza milosc jest silniejsza niz strach i zlosc i wszystko co negatywne i zle w naszym zyciu. Serdeczne pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 18:48 AMEN! Ty go kochasz i On Cie kocha, mama Cie kocha i tato Cie kocha. Sąsiad Cie kocha i sąsiadka Cie kocha. Będziesz grzeczna to dostaniesz lizaka a jak bedziesz niegrzeczna to będzie kara! Okrutna kara!!! Przyjdzie koleżanka i Cie upokorzy. Ona moze byc niegrzeczna bo ona jest inna -lepsza! Czy Wy wiecie co to miłośc? Jakie sa jej składniki? Odsyłam do ksiązki Wojciszke- Psychologia miłosci. Inna lektura -Anthony de Mello- Przebudzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
ja.tez Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 25.07.04, 14:52 Chyzakola, co slychać u Ciebie, jak sie trzymasz? Daj znać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola do ja.też IP: 213.17.147.* 25.07.04, 19:22 Odpiszę Ci na priva, dobrze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alina Re: do ja.też IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.04, 20:39 Droga Chryzkolo, to juz przestalas dzielic sie z nami swoimi nowinkami z domowego ogniska. jest to wszystko zenujace, niestety. Szukasz tu potwierdzenia, przytakniecia, ze wszystko bedzie dobrze, malzonek zostanie itd. Tylko czy zadalas sobie pytanie jak bedziecie zyli dalej? to sa wlasnie chore uklady malzenskie. nienawisc, wzajemne zale, pretensje, niedomowienia. Wszystkiego najlepszego! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chryzokola Re: do aliny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 20:14 Masz rację nie będę choćby z powodu takiego postu jak Twój. Nie karmie tu nikogo nowinkami tylko szukam odpowiedzi. Moja sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie dlatego ciągle mam "nowinki". Staram się w tym wszystkim nie zgubić, rozeznać, zrozumieć. Nie szukam zadnego potwierdzenia ani rozwiązania moich problemów na forum, chciałam tylko znać opinię innych na temat tej sytuacji. I zadałam sobie to pytanie. Traktuję to co jest jak stan przejściowy, jak chorobę, wierzę ze nam się uda, ale zdjaę sobie sprawę, ze jeśli za pół roku, rok będzie tak jak dzisiaj odejdę, bo nie wytrzymam z nim. Ale spróbować chcę. I nie wiem co w tym zenującego, ze ktoś jest zagubiony, wystraszony i szuka pomocy? Mam siedzieć cicho i prać brudy we własnym domu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: figa z makiem Re: do aliny IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 27.07.04, 13:29 nie przejmój sie chryzokola i pisz jak na to masz ochote ...a jak ktoś nie ma ochoty czytac to niech nie czyta Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alina Re: do aliny IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 18:33 Tak Chryzkola , pisz, pisz..... Nawet nie zrozumialas w tym wszystkim mojego postu. Nie Ty jestes zenujaca. Ta sytuacja w ktorej sie znalazlas jest zenujaca. Piszesz i czekasz na potwierdzenie, ze bedzie lepiej. Zadaj Sobie pytanie jak bedziesz zyla z mezem po takiej sytuacji. Juz nigdy zadne z Was nie bedzie sie dobrze czulo w takim ukladzie. bo to juz zaczyna byc uklad nie zadne tam malzenstwo. Jedno drugiemu daje jakies zakazy, przyzwolenia, Ty godzisz sie na jakies bzdurne rzeczy. Mysle, ze gdybys miala troszke pieniazkow to kopnelabys tego pana w tylek a tak zostalo Ci to co teraz robisz. Coz, Twoj wybor. Nie mysl tylko, ze jak on Ci kiedys powie (o ile powie) ze Cie kocha, to bedzie to znaczylo , ze Cie kocha. Hi, hi Odpowiedz Link Zgłoś