Dodaj do ulubionych

zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się!

    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 01.07.04, 15:56
      Mysle ze nie wazne jest co kto powiedzial kiedy emocje z obu stron sa bardzo
      silne i umykaja kontroli.
      Wazne jest Dziecko, i to ze nie mozna niszczyc zwiazku kiedy obie strony sie
      kochaja. Czy chwila zlosci i urazone uczucia sa od tego wazniejsze?
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: do mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.chello.pl 10.07.04, 01:39
        Mysle ze nie wazne jest co kto powiedzial kiedy emocje z obu stron sa bardzo
        > silne i umykaja kontroli.
        > Wazne jest Dziecko, i to ze nie mozna niszczyc zwiazku kiedy obie strony sie
        > kochaja. Czy chwila zlosci i urazone uczucia sa od tego wazniejsze?

        Sorry, mskaiq. Wierzę, że masz dobre intencje, ale uważam, że robisz złą robotę
        wmawiając chryzokoli, że mąż ją na pewno kocha. Skąd ta pewność? Na jakiej
        podstawie tak twierdzisz? Nie wiesz tego, nie możesz tego wiedzieć. Może kocha,
        a może nie. To wie tylko chryzokola i jej mąż. Chyba, że ty nim jesteś?
    • Gość: missy Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.acn.waw.pl 01.07.04, 20:17
      powiem to raz jeszcze!!!ZABIERZ DZIECI I ODEJDZ OD TEGO TYPA NA ZAWSZE!skoncz
      cos co juz nie ma przyszlosci!nie badz w toksycznym zwiazku!nie trac wiecej
      czasu i zycia ktore masz jedno!!!mozesz jeszcze byc szczesliwa z kims innym
      albo nawet sama bez tego frajera,ktory mysli tylko o sobie!czas leczy wszystko,
      szybko zapomnisz o nim i bedziesz miec nowe,lepsze zycie;
      podejmij madra decyzje i badz szczesliwa
      • Gość: Lea Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.54.156.192.tisdip.tiscali.de 01.07.04, 23:28
        masz poczucie obnizonej wartosci sama dla siebie!!!!
        Skoncz z tym ! Przyjrzyj sie sobie i zastanow sie czego Ty oczekujesz od zycia
        i od partnera. Wiem, ze jest to bardzo trudne na ten moment, ale cierpliwosci.
        Chcesz zawalczyc? walcz! ale nie takimi srodkami jak do tej pory..Uzmyslow
        sobie i pokaz jemu kim jestes! bo mniemam, ze nie "sklave"! Przepraszam nie
        mysle tak o Tobie, ale prowokuje Ciebie..Zastanow sie nad tym, czy zwiazek w
        tych kategoriach, ktore opisalas jest w stanie Cie usatysfakcjonowac??!!! Nie
        wierze. I tak bedziesz wczesniej, czy pozniej nieszczesliwa... niespelniona..
        Czy Twoja rola to zaspakajac jego potrzeby zyciowe? To nazywasz sczesciem i
        miloscia? A jesli jego to zastanow sie jakie sa te potrzeby????
        • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 02.07.04, 11:10
          Wczoraj rozmawiałam z nim prze gg. I min. powiedziałam,ze albo odbudowywujemy
          albo żyjemy razem ale osobno dla dzieci z wszystkimi tego konsekwencjami.
          Powiedziałam, że nie zależy mi już tak bardzo. Gdy przyszedł do domu chyba go
          to gryzło, wypytywał, czemu już mi nie zależy itd. Potem rozmawialiśmy o nas,
          wypyatałm go jeszcze o tamtą. Mówi, ze to tylko koleżanka, nie kocha jej tylko
          lubi, że to bez znaczenia, nic między nimi nie było i nie będzie itd. Więc
          stwierdziłam, ze mogę mu w to uwierzyć i mozemy to zacząć ratować, ale mam
          kilka warunków. Jako pierwszy podałam, ze NA RAZIE, dopóki się nie wyleczymy
          nie będzie się z nią spotykał, rozmawiał itd. Stwierdził, ze dalej mówic już
          nie muszę, on się na to nie zgadza...dla zasady i już. Powiedziałam, ze skoro
          to tylko nic nie znacząca znajomość czy naprawdę warto dla niej poswięcać nasze
          małżeństwo. Nic nie odpowiedział tylko siedział z upartą miną. Wtedy
          stwierdziłam, ze trudno skoro tak, bo ja nie zniose myśli, ze ona tam gdzies
          jest. Powiedziałam mu też by zastanowił się kto więcej starci w przypadku
          rozstania. To on straci kobiete, która go kocha niezależnie od sytuacji, on
          starci dzieci, bo zaden sąd mu ich nie przyzna, bo są za bardzo ze mną
          emocjonalnie związane,(w końcu to ja je wychowuję), ze nie wspomnę o sprawach
          materialnych. Zostanie sam, bez bliskich mu osób za to z najlepsza "koleżanką".
          Potem spał, bo był zmęczony po pracy. Gdy wstał stał sie jakiś miły. Gdy
          wychodził na budowę chciał mi dac buziaka!!! Normalnie toby wyszedł obrażony. I
          zauważył, ze ze mną coś nie tak, ze ciągle wymiotuję, zaczął się wypytywać co
          mi jest itd. A ja starm sie byc obojętna choć to straszliwie trudne, potem
          muszę gdzieś po kryjomu wyryczeć się, ale tak naprawdę coraz mniej mi na nim
          zależy.
          On mówi, ze przesadzam, bo jego znajomość nie ma nic wspólnego z nami, a ja
          uważam, ze ma. Odkąd się spotykają zmienił się bardzo, ajk on to mówi ona
          otworzyła mu oczy, ze ma wyrachowaną dziwkę w domu, wykorzystującą go od lat,
          która naciągnęła go na dziecko, która udaję depresję, zeby nie pracować itd.
          Rzeczywiście żadnego to nie ma wpływu na nasz związek. Poza tym widzę co się z
          nim dzieje. Ciagle wraca do przeszłości, wspomina ją z łezką w oku, zaczął
          zapuszczać włosy(kiedyś miał długie, był metalem), dziś nawet przymierzył swoją
          stara kurtkę, (ale była za mała), od jakiegoś czasu mówi, ze musi zacząć zyć
          jak dawniej, knjapy, koncerty a nie tak jak dotychczas. Od razu mówię, ze
          jeszcze przed dwoma laty łaziliśmy po zanjomych, knajpach, do kina, jeździlismy
          na koncerty, ale potem nie miał na nic czasu i skończyło się, a teraz wynika że
          to moja wina.
          • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 02.07.04, 11:16
            I najgorsze w tym wszystkim jest to ze boję się czy nie jestem w ciązy, te
            ciągłe mdłosci, wymioty i brak apetytu. Mayślę, ze to z nerwów, ale pojawiła mi
            się taka myśl. to byłaby katastrofa! Ale już przyrzekłam sobie, ze choćbym
            miała ręką sama to zrobić, nie urodzę tego dziecka.Nigdy!!!

            I szukam pracy, odnawiam znajomości, pytam ludzi, jeszcze miesiąc temu nie
            chciałam iść do pracy tylko pracować w domu (mam firmę,maluję porcelanę), ale
            teraz choćbym miała stanąć na głowie idę! Firmę moge prowadzić jako dodatkową
            działalność.


            I bardzo, bardzo dziękuję Wam za te posty, bardzo mi pomagają, jak codziennie
            rano usiądę i przeczytam to az mi lżej. Naprawdę dziękuję.

            chryzokola
            • Gość: anek im bardziej czytam, tym bardziej sie przekonuje.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.04, 11:44
              ze potrzebujecie czasu zeby sie przekonac czy chcecie/chcesz i czy jest co
              odbudowywac.. obraz sie maluje ponury, robi z Toba co chce, generalnie jakas
              straszliwa niedojrzalosc przebija z niego, regresja jakas czy co?

              > Jako pierwszy podałam, ze NA RAZIE, dopóki się nie wyleczymy
              > nie będzie się z nią spotykał, rozmawiał itd.

              zadne NA RAZIE! koniec kontaktow i uz, nie ma czegos takiego jak zawieszanie bo
              Ci to zyc nie da.. bo bedzie niebezpieczenstwo ze sam zdecyduje kiedy to
              narazie minelo i to zaboli Cie podwojnie

              NIE BOJ SIE! glowa dumnie do gory.. to byc moze nie jest facet dla Ciebie,
              ciezko mi w ogole nazwac facetem, mezczyzna - sory ale to jakis totalny
              gowniarz.. pisze to ze smutkiem, bo nikt nie zasluzyl na gnojka zamiast
              partnera.. wiesz niech idzie w cholere, Ty idz do pracy, stan na nogach,
              zdystansuj sie i wtedy sie zastanow czy warto to lepic i latac, ale pamietaj
              sama tego nie zrobisz i byc moze wcale z tym kolesiem nie bedziesz chciala!
              szkoda zdrowia, nerwow, uczucia i emocji zyj ze soba w zgodzie nie z nim.
              trzymaj sie mocno
            • Gość: ewa ja też, ale próbuję żyć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.04, 22:03
              dobrze rozumiem wszystkie twoje uczucia. Niestety, tez przezywam podobne od
              prawie dwóch miesiecy. Nie wiem, czy zdradza. Wyprowadził się, bo musi dojśc do
              ąłdu ze sobą i ma dość moich rodziców.Z mojej inicjatywy spotkaliśmy się kilka
              razy. Był czuły, mówił, że kocha. A potem nie odzywał się przez kilka dni,
              bo...był bardzo zapracowany. To tak bardzo boli! Myślę, że on mnie po prostu
              nie kocha, ale nie umie się do tego przyznać. A ja? CZasem myślę, że bez niego
              żyć nie mogę, a potem, gdy znowu nawet nie zadzwoni, że mam tego dość, ze go
              nienawidzę. Też się daję upokorzyć, błagam o rozmowę, o ratowanie małżeństwa.
              Ale czy to nie jest tylko strach przed samotnościa, utratą kogoś, kto tak mnie
              zan, że niczego się nie musiałam przy n im wstydzić przez tyle lat...Myśłałm o
              tym , czy mogłąbym pokochac innego... Ale jak zaufać komuś innemu, że po
              pierwszym zauroczeniu przyjmmie mnie z tyloma wadami...Myślę, że ty tez
              przeżywasz podobnie i więcej w tobie strachu niz miłości. Zresztą twoje objawy
              to typowe objawy lęku. CZłowiek wszystko zrobi wtedy, żeby tylko wyrwac się ze
              strachu. Napisz do mnie, co teraz słychać.
            • Gość: ktoja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.private.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 00:17
              Przeczytalam wszystkie wypowiedzi.
              Posluchaj mnie dziewczyno. Jestem juz mocno dojrzala kobieta.
              Mam ponad 30 lat stazu malzenskiego. Od 1,5 roku przezywam tragedie
              mego zycia. Uwierz, kochasz go i cierpisz ale na litosc uciekaj od
              tego czlowieka. Nie wierz w nic, co Ci opowiada, nie wierz ani w jego
              milosc ani w zadne zapewnienia. Masz jedno zycie. Nikt nie powiedzial,
              ze mamy miec lekko, latwo i przyjemnie, ale nie trac go dla kogos,
              kto ani tego nie doceni, ani nie da Ci szczescia. On niczego, co bedzie
              pochodzilo od Ciebie nie potrzebuje, Ty juz dla Niego nie istniejesz.
              Tak naprawde, dla Niego najlepiej byloby abys z Twoja rozpacza i Miloscia
              zapadla sie w czarna dziure i zniknela. Nie odzyskasz go, nie licz na
              to,bo wbrew temu w co wierzysz, on nigdy do Ciebie nie
              nalezal. Mozesz burzyc sie na te slowa, moze Ci serce pekac, ale taka jest
              prawda. Jakze mi zal, ze tak cierpisz, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak
              dobrze Cie rozumiem. Czy wiesz, co to znaczy wyc z bolu? Nie fizycznego.
              Cierpienie psychiczne po przekroczeniu pewnego progu, przechodzi w bol
              fizyczny nie do wytrzymania.Ja tak wylam i czasami jeszcze wyje, i dlatego
              mam prawo powiedziec Ci:" nie trac zycia". Masz je tylko jedno. Przezyj je
              z kims, kto na to zasluguje, a jesli los sprawi, ze nie spotkasz nikogo
              takiego, to przezyj je dla dzieci i dla siebie. I kiedy juz bedziesz miala
              dzieci dorosle jak ja, ze spokojnym sumieniem powiesz sobie, ze jestes w
              porzadku. Przezylas zycie godnie i Twoje dzieci beda to wiedzialy. Tak, jak
              teraz wiedza moje. I w nich mam wielkie oparcie, chociaz mam swiadomosc,
              ze jest to nagroda za moje bycie matka. A ja jestem nie tylko matka ale
              rowniez kobieta i jako kobieta mam poczucie przegranej.
              Nie odbieraj sobie tej szansy - jesli z nim zostaniesz odbierzesz sobie
              nadzieje tego spelnienia.
              Jesli masz ochote - napisz do mnie. Chetnie Ci odpowiem. Bardzo, bardzo
              Ci wspolczuje i prosze, czerp sile z kazdej mozliwej strony. Decyzja
              nalezy do Ciebie, jesli czujesz sie w tej chwili slaba, wykorzystaj
              to forum, nawiaz kontakty z tymi, ktorych wypowiedzi sa Ci najblizsze i
              walcz o swoje zycie. Ale jesli nie wyrwiesz sie z przekonania, ze to on
              jest Twoim zyciem - to przegrasz, tak jak ja przegralam.
              Mocno Cie pozdrawiam.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 02.07.04, 15:12
      Tak jak Ci pisalem On Ciebie kocha i Ty Go kochasz. Pomiedzy Wami jest Dziecko.
      Jesli nie zapomisz Mu i jesli nie wybaczysz to zniszczysz wszystko. Czy tego
      chcesz, jeszcze niedawno zalezalo Ci na tym aby z Nim byc, przeciez Go kochasz.
      Dlaczego nie chcesz aby wygrala milosc, On Ciebie kocha, napewno osiagniesz to
      ze przestanie sie kontaktowac z tamta Osoba. Zapomniec trzeba o tym, przed Wami
      zycie z Dzieckiem ktore kochacie oboje. Rowniez kochacie siebie. Mozesz wziac
      rewanz ale po chwili satysfakcji wrocisz do rzeczywistosci. Ta rzeczywistosc to
      bycie samemu, walka o dziecko i nienawisc w ktorej Twoje dziecko bedzie zylo.
      Alternatywa jest milosc, wybaczenie i zycie razem.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: ewa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 80.55.171.* 02.07.04, 22:08
        wiesz co - piszesz bzdury. Dlaczego uważasz, że on ją kocha? Bo ją upokarza,
        zdradza? Znęca się nad nią? Zgadzam się z opinią którejś z dziewczyn - to
        gównarz, niewart miłości. Ale czy są jeszcze inni faceci na świecie?
      • ktoja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 02.07.04, 23:57
        Dlaczego z takim uporem twierdzisz, ze On ja kocha? Mam podejrzenie, ze
        jestes ksiedzem, bo ciagle podnosisz problem dziecka, ich wzajemnej milosci.
        Jak mozna kogos kochac i tak bolesnie go ranic? Przeciez milosc polega na
        braniu nie dawaniu. Dla mnie milosc to jest radosc dawania siebie drugiemu
        czlowiekowi i czerpanie szczescia z tego dawania. Jak mozna mowic o milosci
        w sytuacji, gdy wyrzadza sie tak ogromny bol podobno kochanej przez siebie
        osobie.? To jest facet, ktory Jej nie kocha, od ktorego za wszelka cene
        powinna uciekac. Wiem co mowie. Jestem kobieta, ktora maz po 30 latach
        malzenstwa zostawil dla kobiety mlodszej nawet od tego stazu. Aby zrozumiec
        co sie stalo i dlaczego musialam przezyc na nowo kazdy niemal dzien tych
        30 lat. Im wiecej rozumialam, tym bardziej bolalo. To byl i jest dla mnie
        koszmar. Nie jestem jeszcze wolna od tych przezyc, ale na litosc Boska,
        nie namawiaj tej mlodej kobiety, przed ktora jeszcze mozliwosci rozpoczecia
        nowego zycia, aby zostala z kims, kto tylko ja wykorzystuje, kto nigdy
        nie doceni ani Jej milosci, ani Jej poswiecenia i kto, tak naprawde,
        wcale tego od Niej nie potrzebuje. On chce i pragnie dostac to wszystko
        od tej drugiej, a Jego glowna obecne mysla jest, jak sie od Niej uwolnic.
        Nie rob Jej krzywdy,nie mieszaj w glowie - Ona ma prawo do szczescia,
        Ona jest jeszcze mloda - ja juz takiej szansy nie mam. I to jest moja
        najwieksza tragedia - nie ma nic gorszego jak poczucie poswiecenia
        zycia dla kogos, kto na to nie zaslugiwal, kto wykorzystal te najwieksza
        wartosc jaka kazdy z nas posiada - nasze jedyne, niepowtarzalne zycie.

        • Gość: elka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.07.04, 08:44
          Jak to znam...on moze wszytsko powiedzieć ,a TY nic...nie masz racji..koniec
          tematu on postanowił ,nie ma sensu....sorry ale to dureń.popatrz na niego jak
          na chora osobe....i wtedy pojawi sie listość.może powinnas tak długo dać sie
          upokorzyć,az dojdziesz dnai powiesz"Dosyć'.miłoścmiłościa musi sie w Tobie
          obudzic po prostu gniew,to normalna reakcja.Spróóbuj zobaczyc jak on ci nie
          daje prawa do wąłsnego zdania.Koniec rozmowy ,brak zaufania.Dureń.Żeby
          porozmawiac nie było mozna?on daje szansę????a kto to jest????Musisz sięgnąc
          dna,musi zrobic ocs ,żebys powiedziała "dość".A tamta..to takie byle
          co...pamietaj nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Nie zadawaj pytania
          dlaczego ciebie to dotknęło tego sie nigdy nie dowiesz..to ,że on taki jest to
          nie Twoja wina,.Słaby człowiekWiezz byłam w takiej sytuacji,banalnej
          oczywiście ,tak banalnej ,że az smiesznej.Nie chciało mi smiać byłam
          wstrząsnieta po odkryciu zdrady.Ponoc do niczego nie doszło.ale były
          maile,czaty,tylko wirtualny seks,a nie naparwde:):)Zaptytałam go czy to
          prawda ,jezu jak zapzreczał,na głowę syna przysięgał ,że nie.Byłąm
          spokojna.trzy razy pytałam .W koncu podałąm nazwisko.Powiedział,ze to moja
          wina,bo on bał sie ,ze moze mi sie to nie podobac i ze w tej znajomosci bardzo
          mi mnie brakowało.Jak się okazało...( teraz jak to piszę,az mi niedobrze..)że
          opowiadał ,że pracuje ze mna nad projektem ..mowił,ze pod moim nazwiskiem-niby
          pseudonimem swoim..pisze rózne rzeczy.To było tak ohydne,ze bardziej zabolało
          niż wiirtualna czy nie zdrada.Nabrałąm mimo miłości do niego takiego
          obrzydzenia ,że strach.I ten gnój tez czasem konczył rozmowę,że go nie
          rozumiem ,zwalał na mnie wine..i ciagle mowił,ze jakby co to niejego
          wina.Człowiek niezdolny do miłości i juz.Musisz miec rzecz która cie od niego
          odrzuci.Byc moze jeszce czegos nie wiesz.Musi byc cos czego nie
          zniesiesz...Człowiek ,ktorego nie mozemy byc pewni moze istniec w naszym życiu
          jedynie jako nasza zachcianka ,ale na zycie nasze wpływu nie powinien
          miec.Mnie poraziło i odrzuciło ,to ,że chcąc przypodobac się jakiejś obcej
          kobiecie użył mnie ,mojej pracy.OT gnój.Zastanów sie..czy jest jakas rzecz
          jakiej byś nie wytrzymała..chcesz byc Adelą H??????NIE MA TEGO ZŁEGO CO BY NA
          DOBRE NIE WYSZŁO.
          • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 03.07.04, 11:38
            Po moim "odejściu" i rozmowie na gg, gdzie napisałam, ze nie zależy mi już tak
            bardzo i potem obojętności wobec niego zmienił się. Zmiękł. Tłumaczy się, teraz
            to on mówi, ze zależy mu na tym związku, ze mnie kocha, ze nie mógłby zyć beze
            mnie. Rozmawialiśmy też o tamtej, z tego co mówi, to rzeczywiście nic.
            Dogadalismy się, postanowiliśmy być ze sobą, zagoić nawzajem swoeje rany(choć
            on mówi ciągle tylko o swojej). Potem szczęśliwy przytulał się do mnie, chciał
            mnie pieścić. Właściwie wszystko fajnie, chyba coś z tego będzie, chyba mówi mi
            prawdę,ale...We mnie nie ma już emocji, i to nie jest spokój, to obojetność.
            Wtedy gdy "odeszłam" coś we mnie pękło. Teraz nie wiem czy chcę byc z nim czy
            nie, czy go kocham czy nie i nie wiem czy mi zależy na tym związku. Nawet jeśli
            pojawił sie cień wiary w to wszystko, brak zaufania nadal gdzieś siedzi. Po
            tym wszystkim, co usłyszałam od niego, co mi robił od kilku tygodni już mi nie
            zależy. Nie mam siły. Wczoraj nie mogłaam z nim być, ciągle tamtą miałam przed
            oczyma. Ale on nie chce wyrzucić jej z naszego życia twierdząc, ze ona i my nie
            mają ze sobą nic wspólnego. Tłumaczyłam, ze dla mnie ma. Nie będę umiała mu
            zaufać i naprawiać tego związku wiedząc, ze tamta tam gdzieś jest, zwłaszcza,
            ze jej akurat nie ufam i w jej szczere intencje. Powiedział, zebym nie
            naciskała, zeby on sam doszedł do takiego wniosku i zerwał z nią.Ale zaczyna mi
            coraz mniej na tym zależeć.
            GDy mi powiedział o rozwodzie, o tamtej czułam zal, zwierzęcy wręcz strach, ból
            nie do zniesienia. I te bolesne słowa, terror(twierdzi, ze to wszystko, co
            mówił to nieprawda, ale chciał mi sprawić przykrość, bo czuł się zawiedziony
            tym, ze on mi o wszystkim powiedział, a ja zamiast zrozumieć,drążyłam temat
            zamisat o wszystkim zapomnieć).Gdyby wtedy powiedział to co wczoraj i w taki
            sposób pewnie po rękach bym go całowała, a dziś, nawet satysfakcji nie mam, ze
            mnie kocha, zabiega i chce byc ze mną. Poza tym jeśli jemu zalezy na mnie, nie
            spieszy mu się z rozwodem, chce ratować to wszystko itd to po co to wszystko
            było? Jedyne co mu sie udało to zabić we mnie coś waznego.
            Czy uda mu się to wskrzesić? Nie wiem, Wiem tylko jedno muszę uniezaleznić sie
            od niego emocjonalnie, nie dawać sie zastraszyc i zacząć swoje życie, a czy w
            nim bedzie miejsce dla niego to już inna sprawa.
            • Gość: ewa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 80.55.171.* 04.07.04, 20:43
              Dzielna, mądra dziewczyna. I to jest właściwy wniosek. Teraz, jeżeli jeszcze
              chcesz spróbować( dla siebie, nie dla niego), zaproponuj mu terapię małżeńską.
              Jeśłi się nie zgodzi, to jego obietnice i wyznania są nic niewarte. Może uda
              wam się coś wskrzesić, ale jesli nie, to nie miej wyrzutów sumienia. On cię
              może znowu za kilka dni obarczyć winą, że to przez ciebie wszystko się sypie,
              ale nie daj sobie nic wmówić. Masz rację, takie przeżycie zabija miłość. Ale
              może jeszcze gdzieś tli się jakaś odrobina, więc spróbuj.
          • Gość: me Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 80.55.171.* 04.07.04, 20:38
            Jak to czytam, to aż mnie skręca. Czy oni wszyscy sa tacy sami? Mój też mnie
            zdradzał przez internet, noce spędzał na stronach z panienkami, kładł się do
            łózka koło 3, a kiedy to znalazłam i mu wygranęłam, to powiedział, że to moja
            wina, bo nie chciałam się z nim kochać,bo kiedy szedł do łóżka, to ja już
            psałam! Rozumiecie! Jak mogłam spać o 3 rano! To moja wina!
        • Gość: mika Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.153.182.* 04.07.04, 20:33
          Dokładnie tak samo myślę, jak "ktoja". Wkurzają mnie wy[owiedzi tego faceta
          (albo babki), a moze faktycznie księdza o tym, że ona ma się poswięcić dla
          dziecka. Gówno prawda. Dziecko nie potrzebuje sie napatrzeć, jak facet nia
          pomiata. W ten sposób tyle osiagnie, ze jej córka da sobą pomiatac innemu
          gnojkowi za kilkanaście lat, bo się nauczy, ze tak ma być. Nie iwerzysz? Moja
          babcia(którą zresztą bardzo kochałam) nauczyła mnie, że seks jest grzechem,
          czymś okropnym. Do dziś to we mnie pokutuje, mam lęk, że popełniam grzech,
          kochając się z własnym mężem. Nie pozól, żeby twoje dzicieci wyniosły taki
          skrzywiony obraz życia. Jeśli nie chcesz go rzucić, po prostu postaw sprawę
          jasno - rozstajecie się np. na miesiąc i po tym czasie spotykacie dla
          ustalenia, czy chcecie ze sobą być. Jeśli nie, to trudno- będzie bolało jeszcze
          bardziej, ale zacznie sie goić. Teraz nie masz szans zagoic swoich ran. Wiem
          coś o tym, też mnie boli cholernie, ale starm się być twarda.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 03.07.04, 15:51
      Nic w Tobie nie peklo, Ty Go nadal kochasz. Przekonalabys sie o tym gdybys
      odeszla i kiedy sprawy zaszlyby tak daleko ze nie moglabys wrocic. W tej chwili
      nie czujesz nic ale to przejsciowe, to wroci i to silniej niz kiedykolwiek
      przed tym.
      W Tobie jest w tej chwili duzo zlych emocji, to one blokuja Twoja milosc, wiem
      co czujesz. Twoj Maz pozbyl sie Jego zlych emocji bo Cie kocha i kiedy pojawila
      sie mozliwosc ze Ciebie straci wszystkie inne sprawy przestaly byc wazne.
      Milosc do Ciebie okazala sie o wiele silniejsza. Znam to bo wielokrotnie
      wybieralem w moim zyciu, zawsze wybieralem milosc.
      Nie staraj sie odgradzac od Meza bo to moze przyniesc jeszcze wiekszy kryzys
      niz ten przez ktory przeszlas. Nie ma piekniejszej rzeczy na swiecie niz byc z
      czlowiekiem ktorego sie kocha a Ty Go kochasz.
      Nie staraj sie dochodzic kto mial racje, wybacz Mu. Nie ma chyba gorszej rzeczy
      niz brak wybaczenia. Brak wybaczenia zawsze prowadzi do depresji.
      Mysle rowniez ze powinnas uzywac duzo tego roweru i staraj sie sluchac Swojej,
      nigdy nie przegrasz, zawsze znajdziesz rozwiazanie ktore przyniesie radosc
      Tobie i wszystkim blisko Ciebie.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • Gość: Agawa Dziewczyno,ratuj się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 17:44
        Nie słuchaj takich głupot,jakie wypisuje facet powyżej.
        Miłość? Jaka miłość?
        Mskaiq, nie oszukuj dziewczyny. Twoje przesłanie o miłości jest bardzo
        szlachetne,ale w tej sytuacji całkiem chybione.
        Czy miłość oznacza pogardę,kłamstwo,znęcanie się psychicznie nad drugim
        człowiekiem? Nieprawda, odsunięcie od męża nie przyniesie jej większego
        kryzysu,a pozwoli na zdystansowanie się do sytuacji.
        Doradzam Ci serdecznie separację. A potem pomyslisz (lub nie) o rozwodzie.
        Ja jednego nie rozumiem. Czy komuś innemu pozoliłabyś na takie traktowanie
        siebie? Czy wyjście za mąż oznacza dla Ciebie traktowanie żony jak śmiecia?Może
        tego nie widzisz,bo jesteś w to za bardzo zaangażowana,ale ten człowiek gardzi
        Tobą w najohydniejszy sposób. Dlatego radzę,odejdź,choćby na kilka
        miesięcy,przemyśl wszystko.
        Zobacz,gdy odchodziłaś nie obchodziłaś go zupełnie,zabrał Ci tylko karty
        kredytowe i inne rzeczy oraz syna,bo chciał Cię upokorzyć.
        To,że BYWA miły jest najgorsze. To znana strategia różnych domowych sadystów.
        BYWAJĄ mili,by bardziej przywiązać do siebie człowieka.
        Tkwisz w złym,chorym związku i musisz to przerwać. Nie wierz,że to się zmieni.
        Jeżeli nic nie zrobisz wylądujesz w szpitalu!Jesteś w depresji,a on dodatkowo
        zrzuca na Ciebie jakieś poczucie winy.
        Koniecznie idź do psychologa.Są też mądrzy i dobrzy.Sama możesz nie mieć siły
        po chorobie (depresja).
        Nie słuchaj głupich rad w stylu "wybacz mu". Nie poniżaj się. Jeżeli naprawdę
        go kochasz to powiedz : "Kocham Cię i dlatego nie mogę z tobą być.Przy mnie
        jesteś nieszczęśliwy." I opuść go,bo to zły,bardzo zły człowiek.
        Może to czytałaś,a może nie:
        kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,53302,1626405.html
        A tak na marginesie.Mam ochotę kopnąć w d. tą głupią bździągwę. I ty masz ją
        jeszcze przepraszać? O ludzie! Może jeszcze zaproponuj,że będziesz u niej
        sprzątać i podawać im śniadanie do łóżka?
        Co do dzieci,pomyśl jaki przykład dajesz córce.Że żona to ktoś do pomiatania,a
        facet to drań.Czy nie lepiej pokazać jej,że kobieta musi mieć swoją godność?
        • ktoja Re: Dziewczyno,ratuj się! 03.07.04, 19:04
          Agawa,
          Ty jestes madra kobieta. Podpisuje sie pod wszystkim, co napisalas.
          Tylko czy glowna zainteresowana jest w stanie przyjac racjonalna
          argumentacje - mysle, ze nie teraz. Teraz, Ona ze wszystkich sil
          pragnie Go zatrzymac przy sobie i musi pasc na dno - dopiero wowczas
          zrozumie, ze pora przestac wierzyc, ze swiat to nie on, ze to jest
          gnoj nie wart ani lez ani poswiecenia. Gnoj nie dlatego, ze przestal
          Ja kochac - gnoj dlatego, ze tak Ja traktuje.
          Wolam razem z Toba - Dziewczyno, ratuj sie.!!!!!


          • Gość: Lea Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: *.54.148.29.tisdip.tiscali.de 03.07.04, 20:03
            ... ja tez
            • Gość: Maria Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: *.bredband.comhem.se 04.07.04, 00:26
              Prawdziwe malzenstwo jest partnerstwem, wspolnota , harmonia , miloscia a nie
              polem bitwy i podchodow. W chwili gdy dwoje ludzi przestaje sobie okazywac
              szacunek(w twoim przypadku twoj maz tobie) ich malzenstwo sie konczy! Kropka!
              Kiedy partner cie irytuje, budzi gniew i nieufnosc, nie jestes juz jego zona a
              on twoim mezem. Mozecie nadal zyc razem ale co to znaczy? Jestescie juz tylko
              para obcych ludzi , ktorzy zyja pod wspolnym dachem. Mozecie przeciagac decyzje
              o rozstaniu dlugo ale rozwod uczuciowy nastapil juz dawno, w chwili gdy
              zabraklo szacunku i troski o druga osobe.
              • Gość: chryzokola Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: 217.173.200.* 04.07.04, 11:36
                Od dwóch dni jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Mąż jest miły, czuły, wczoraj
                jak wrócił od klienta przyniósł różę. Kochamy sie, jest dobrze, ale...to
                wszystko w sferze fizycznej. Moja psychika jest niszczęśliwa i samotna. Gdy
                wychodzi ja nie mogę nic zrobić, lęk i ból są nie zniesienia, wciąż myslę, czy
                przypadkiem nie jest z nia teraz, nie rozmawia z nią przez telefon czy gg. Gdy
                wychodzi i mówi dokąd zastanawiam sie czy mówi prawdę. Gdy jest w domu nie jest
                lepiej każdy dźwięk telefonu lub SMSa powoduje u mnie mdłości, a on z
                przekornym uśmiechem mówi, ze odbierze jak wyjdę z pokoju i żebym nie była
                wścibska, bo wszystko zepsuję. I jak z nią będzie rozmawiał to mnie o tym
                poinformuje. Jest miły i ten kwiatek(od dawna nie dostałam kwiatka ot tak
                sobie), ale przyjęłam go obojetnie i jeszcze zastanawiałam się czy przypadkiem
                nie wraca od niej, czegoś nie narozrabiał i dlatego ten kwiat, dla uspokojenia
                sumienia. Kochamy się, jest wspaniale, fizycznie. Moje ciało reaguje na jego,
                ale psychika nie umie. Wciąż myślę o tamtej, wyobrażam ją sobie na spotkaniach
                z nim. Zastanawiam się czy on w trakcie pieszczot myśli o mnie czy o tamtej.
                Czy kocha się ze mną czy z tamtą. I zastanawiam się czy on kocha się ze mną bo
                tego pragnie czy po prostu chce mnie uspokoić i uspic moja czujność. On zreszta
                zadał mi wczoraj podobne pytanie : Czy kocham się z nim dlatego ze tego pragnę
                czy dlatego żeby mnie nie zdradził? Ze on nie chce zebym to robiła, sprzatała,
                dbała o niego tylko dlatego zeby nie odszedł. Ja też bym nie chciała, tylko
                jest jeden mały problem: w tej sytuacji on nie dał mi wyboru. Nie moge tego
                robić z własnej nieprzymuszonej woli, bo zostałam do tego zmuszona przez niego.
                Straciłam całą radość życia, nic mnie nie cieszy, nie interesuje, nie chcę mi
                się pracować(maluję porcelanę, zaczynam rozwijać firme, powinnam malować, ale
                nie umiem:((((((), nie umiem nic zrobić, nie wychodzę z domu i zastanawiam się
                tylko jak długo to potrwa? Kiedy zapomnę? Kiedy przestanę się bać? Bo inaczej
                albo zwariuję, zabiję się albo to ja odejdę, nie wytzrymam tak długo w tym
                koszmarze.
                I on wciąż nie rozumie co mi zrobił. Dla niego gdy fizycznej zdrady nie było
                jest wszystko w porządku. Ale po pierwsze juz nie wiem kiedy mówi prawdę a
                kiedy kłamie, po drugie zdradzić nie trzeba koniecznie fizycznie. Przyjaciela
                też mozna zdradzić i skrzywdzić, nie przesypiając się z innym. A ja czuję się
                zdradzona we wszystkim, co nas łączyło i to boli, a najbardziej, ze on nic nie
                rozumie.
                • Gość: ewa Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: 80.55.171.* 04.07.04, 21:00
                  DZiewczyno - spójrz na tę listę ludzi, którzy próbują ci pomóc. Wszystkim nam
                  bardziej zależy na tobie, niż jemu, dlatego nie miej głupich myśłi o zabijaniu
                  się ani wariowaniu. Jesteś kłębkiem nerwów, ale wszystko, co czujesz, jest
                  naturalne. Musisz to czuć - żebyś mogła zacząć żyć. Pamietaj, że co nas nie
                  złamie, to wzmocni. Potraktuj to wszystko jako doświadczenie życiowe, zaufaj
                  przyjaciołom z czatu - jesteśmy z tobą.Mała, ja też mam skomplikowaną sytuację
                  w małżeństwie, też płaczę, cierpię, miotam sie od czułości i tęsknoty do
                  nienawiści. Wiem, jak to boli, dlatego zamiast kłaść dziecko spać siedze to i
                  piszę, bo chcę ci pomóc.
                  A jeśli chodzi o konkretną radę - dziewczyny mają racje, teraz potrzebny ci
                  jest psycholog, który pomoze ci się pozbierać(zadzwoń na telefon zaufania, tam
                  cię gdzieś skierują). A jeśli chodzi o twego męża - no cóż, po tym, co
                  napisałaś o ostatnich dnaich, niestety, uważam, że on cię zwyczajnie nabiera.
                  Jego odzywki sa chamskie i dowodzą, że nic sie nie mzieniło. Zrób to - zdecyduj
                  sie na separację, oficjalna lub nie, ale koniecznie. Zażądaj czasu do namysłu,
                  jego udzaiłu w terapii małżeńskiej lub wizytach u psychologa rodzinnego. I nie
                  daj się przekupić głupim kwaitkiem! Gdyby rozumiał, co ci zrobiła, powinien cię
                  obsypać różami od stóp do głów!!!!!
                • Gość: naela Re: Dziewczyno,ratuj się! IP: *.sk4.am.poznan.pl 05.07.04, 01:22
                  Kochamy się, jest wspaniale, fizycznie. Moje ciało reaguje na jego,
                  ale psychika nie umie. Wciąż myślę o tamtej, wyobrażam ją sobie na spotkaniach
                  z nim. Zastanawiam się czy on w trakcie pieszczot myśli o mnie czy o tamtej.
                  Czy kocha się ze mną czy z tamtą.

                  To po jakie licho idziesz z nim do łóżka? Sex jest najpierw w głowie, sfera
                  emocjonalna, tym właśnie różnimy się od cudnych futerkowych istotek. To nie
                  czynność mechaniczna. Nie można pisać jest wspaniale, fizycznie, jeśli twoje
                  emocje skupione sa na jedynej myśli " kiedy i jak on to z nią robił". Ktoś
                  trafnie zauważył wcześniej, ON CI JEST POTRZEBNY i dlatego godzisz się na to
                  wszystko a do tego jest Ci "wspaniale fizycznie". Mam wrażenie, że to jakiś
                  żart, że to wszystko co napisałaś jest wyssane z palca. Albo potrzebujesz na
                  cito! bardzo dobrego psychiatry. Internet to potęga, ale z depresji nie
                  wychodzi się pisując na forum.
                • Gość: eva07 TYLKO SPOKOJNIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 03:24
                  PO pierwsze,od Twojego pierwszego postu minał juz tydzień, mozna się ciut
                  zastanowić. Z tym pójściem do psychologa to rady nie były takie głupie, bo nie
                  jest dobrze, jak ktos tak fizycznie reaguje na kłopoty, jednak tylko kłopoty,
                  nie tragedię, w małżenstwie. Oczywiście doradzam na odległość, ale cos tam
                  mozna wyczytac z Twoich postów. To, że mówisz, że "chyba się zabijesz", że
                  ciagle rzygasz, chudniesz to dośc niepokojące objawy nerwicy. W końcu
                  jakkolwiek Tobie by się nie wydawało ze to koniec świata, to prawda jest taka,
                  że Twój mąż tylko od serca gadał sobie na GG oraz osobiscie z dawna
                  narzeczoną. Przekroczył granice intymności, czegonie powinien był robić, to
                  prawda, był na granicy zdrady, to tez pewno prawda, ale naprawde bywaja gorsze
                  sytuacje. Niepokojace jest tez to co piszesz o depresji poporodowej - widac, że
                  masz skłonnośc do depresji, nerwicy. Wtedy wszystko wydaje się czarne, straszne
                  ponad miarę i nie dowytrzymania.
                  Jesli chcesz rzeczywiscie zatrzymac faceta (z jakiegokolwiek powodu) i próbowac
                  naprawiac wasze malżeństwo, to musisz sie zając sobą i odzyskac chociaż 50%
                  spokoju. NIkt nie lubi na dłuższa metę, jak wisi na nim rozedrgana,
                  rozhisteryzowana istota, która bez niego nie moze żyć. Jakby nie była KIMŚ
                  samoistnym. TY wiesz jakie to obciązające? W pewnym momencie ten człowiek "bez
                  którego nie mozna zyć" czuje się tak spętany i przerazony tym nałozonym na
                  niego cięzarem pretensji, oczekiwań, żalów i emocji że ma ochote uciec, po
                  prostu uciec, nie patrząć na nic, nawet na moralnośc, obowiazki. Nie wiś na
                  nim. Badz sobą, ale postaraj sie uspokoić. Nawet prochy moga byc OK, jak lekarz
                  zapisze. On nie może czuć, że ty "MUSISZ z nim być bo sie udusisz" z jednej
                  strony a z drugiej czuć ze mu NIE UFASZ, NIE WIERZYSZ, PODEJRZEWASZ itd.
                  POzdrawiam CIę i weź sobie to co pisze do serca o ile jeszcze tu wchodzisz, bo
                  to naprawde dobra rada, choc moze nie do konca bedzie Ci się podobała.
      • Gość: ewa do mskaiq IP: 80.55.171.* 04.07.04, 20:49
        A więc jednak facet! A może jeszcze podasz nam tu jasną definicję miłości? CZym
        jest miłość , gdy nie chce z tobą rozmawiać, gdy cię zdradza, gdy ucina każdą
        rozmowę i traktuje jak idiotke, dgy kłąmie w żywe oczy? ZCy wiesz, co wtedy się
        czuje, dgy po 8 latach małzeństwa stwierdzasz, że złamał wszystkie przysięgi -
        o miłości, wiernosci, uczciwości małżeńskiej...Myślisz, że wtedy miłość to
        słowo, które coś znaczy, gdy cię odrzuca od jego udawanych pieszczot, gdy mu
        nie możesz zaufać. To jak się czuje w takiej sytuacji,m że to miłość?
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 04.07.04, 14:11
      To co sie dzieje z Toba w obecnej chwili to strach. Strach ze to chwilowa
      poprawa, pomimo tego ze piszesz ze jest Wam dobrze. Ten strach bedzie z Toba
      dopoki nie wybaczysz, brak wybaczenia zamienia sie w depresje i zniszczy Twoj
      zwiazek. Nawet gdybys sie rozeszla z Mezem, brak wybaczenia zniszczy zycie. Bez
      wybaczenia ciagle przezywamy wszystko jakby to stalo sie przed chwila a czasem
      od zakonczenia sprawy uplynely lata. Nigdy nie zapomisz, to bedzie sie
      powiekszalo.

      Musisz uwierzyc ze On Cie kocha, tak jest, zrozumial ze zrobil zle. Nie
      podejrzewaj, nie buduj scenariuszy w ktorych On Ciebie zdradza czy poza Twoimi
      plecami kontaktuje sie z tamta Kobieta. W Tobie sa bardzo silne emocje ktore
      powoduja ze przestajesz sluchac Swojego zdrowego rozsadku, wierzysz w cos co
      juz nie istnieje tzn ze sie spotyka z tamta Kobieta.
      Te emocje mozesz oslabic poprzez cwiczenia fizyczne, idz na rower. Skup sie na
      pracy, budujesz firme zajmij sie tym nawet jesli nie bedziesz miala na to
      ochoty. Ciagle myslenie o tym to rozdrapywanie rany. Masz o co walczyc, tu
      chodzi o Twoje Dziecko, i o Ciebie a takze Meza. On bez Ciebie bedzie
      kompletnie zagubiony tak jak Ty bez Niego. W tym wszystkim jest Twoje Dziecko.
      Wierze ze mozesz sie przelamac i pokonac te problemy. Nie bedzie latwo bo
      napotkasz w Sobie wiele opozycji ale pokonuj ja. Z czasem bedzie coraz slabsza
      i zniknie.
      Serdeczne pozdrowienia.





      • Gość: Agawa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.04, 19:39
        Tak,mskaiq
        oczywiście,on ją kocha-czy ty rozumiesz co piszesz?
        Gardzi kobietą jak może,zdeptał ją tak,że ona boi się zyć.Tak objawia się
        według ciebie miłość??No to współczuję.
        Dla mnie facet to typowy domowy sadysta psychiczny.Ma idealną sytuację.Żonkę-
        sprzątaczkę,praczkę,masażystkę i spluwaczkę,do której czuje pogardę i
        litość.Oraz kochanicę,która mu imponuje,bo się nie daje wrobić w jego
        gierki,jest sprytna i bez zasad.Jak ma ochotę na masażyk lub ciepły obiadek to
        do żonki.A jak trzeba zaspokoić inne doznania to do kochanicy
        I by cały ten pięknie zbudowany zamek się nie posypał szantażuje żonę,by nie
        odeszła(kto będzie prał??) udając od czasu do czasu miłość i wierność.
        Droga Żono,rozumiem Cię bardzo dobrze,krzywdzisz siebie zostając z oszustem.
        Tak to w życiu jest,że czasem kochamy tych,którzy na to nie zasługują.A strach
        przed nieznanym jutrem sprawia,że boimy się odejść,boimy się sprzeciwić i
        ciągle mamy nadzieję,że coś się zmieni.
        To boli,gdy odkrywamy,że jesteśmy niczym dla osoby,którą kochamy.
        Nikt nam przy urodzeniu nie obiecywał,że życie to spacer po płatkach róż.Życie
        wymaga od nas często odwagi,by walczyć o siebie.Masz jedno życie,jak je
        przeżyje zależy wyłącznie od Ciebie.Nie oddawaj władzy nad nim nikomu innemu,bo
        i tak tylko Ty jesteś za nie odpowiedzialna.Teraz musisz być silna.Wierzę,że
        będziesz silniejsza z każdym dniem.
        Już zrobiłaś krok pisząc na to forum.I postawisz jeszcze wiele kroków.A za
        jakiś czas,za rok dwa,pomyślisz:"nie dałam się zdeptać,walczyłam o siebie i
        wygrałam,jak mogłam żyć z kimś takim?".
        Życzę Ci dużo siły,bądź twarda!Pokochasz jeszcze kogoś z wzajemnością.Po burzy
        zawsze przychodzi słońce.Życie to ciągła zmiana.Głowa do góry!
        • Gość: ewa Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.piasta.pl 04.07.04, 21:04
          Brawo Agawa! Świetnie to ujęłaś! Mam nadzieję, że przeczyta to 100 razy i
          uwierzy! Dziewczyno- to jest przecież tak oczywiste, co pisze Agawa! Bąz silna!
      • Gość: eva07 Kto komu powinien dac w zęby? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 03:37
        Mskaiq ma rację. Oczywiście nie wszysto udaje się cudownie "załatać" ale
        zraniona miłośc własna i brak wybaczenia to są trucizny, które zatruwaja całe
        zycie. I to niezaleznie od tego kto odejdzie a kto zostanie. To nie znaczy, że
        nalezy pozwalć sobą pomiatac. Nie nalezy. Ale ja tu pomitania nie widze, ja
        widze tylko faceta który się o mało co, albo "prawie, prawie" wdał w romans ze
        swoja dawna dziewczyna i który coraz bardziej oddala się od wychowującej dzieci
        i znerwicowanej zony. BYc moze powinien jej pomóc zamiast szykowac sie do skoku
        w bok, albo ten skok wykonywac. Ale zycie to nie bajka, a ludzie nie sa świeci.
        Teraz ona nie chce by odszedł. Musi więc odzyskac swoja niezalezność Ale nie
        jest tak, że jedyny gest prawdziwej niezależnosci to danie mu w zęby.
        • dosh Re: Kto komu powinien dac w zęby? 05.07.04, 11:07
          chryzokola_ odnajdź siłę w sobie i przestań walczyć o takiego dupka. dlaczego
          go idealizujesz? co Ci to daje? chcesz sama dźwigać to brzemię? może czas już
          zadbać o siebie? jak w ogóle możesz prosić go o szansę? to on powinien błagac
          Cię o nią... a Ty w przypływie miłości powinnaś wywalić go z walizkami za drzwi
          ze zmienionymi zamkami.
          • chryzokola Re: Kto komu powinien dac w zęby? 05.07.04, 16:13
            jest lepiej. Rozmawialismy spokojniej. Staramy się żeby było lepiej, tłumczymy
            swoje uczucia. JEst trudno, ale może warto? Umówilismy sie że wracamy do stanu
            sprzed paru miesięcy, gdy jeszcze się z nią nie spotykał. Obiecał ze nie będzie
            się z nią spotykał więcej, ewentualnie rozmawiał na gg i to w domu zebym
            wiedziała i będę miała wgląd w te rozmowy. Zobaczymy. Moze mi w koncu przejdzie.
            Mamy się skupić na sobie o dbudować nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat.
            do evy07
            Piszesz jak mój mąż, nic wielkiego się nie stało, wszystko było w porządku, to
            tylko ja jestem chora, ja doprowadziłam do tego i ja powinnam się leczyć. Kajam
            się i idę do psychiatry a mój mąż niech nadal żyje w błogim stanie spokojnego
            sumienia. Byc moze reaguje zbyt emocjonalnie, ale nie będę przepraszać za to,
            ze jestem wrażliwa. Zawsze taka byłam i mój mąż wie o tym i doskonale wiedział
            o tym, ze to co robi mnie zrani. Twierdzi, ze nie powiedział mi, ze z nią
            rozmawia, boby mnie to zraniło, więć wolał dodać do tego kłamstwo i oszustwo,
            by nadal mnie nie ranic i powiedziec kiedyś tam o wszystkim. Chyba liczył że
            stanę się kiedyś gruboskórna jak słoń i nic mnie ruszy. Jetsem wrażliwa, kocham
            mocno i potzrebuje miłości, bo nie miałam szczęsliwego dzieciństwa i na terapii
            z tego wychodziłam,a jak mi się udało wyjść z tego to mąż zafundował mi rozwód.
            Piszesz, ze to tylko kłopoty. Nie wiem czy to tylko kłopoty skoro mąż, po ytm
            jak mu tamta "otworzyła oczy" postanowł sie rozwieść i wykańczał mnie przez
            kilka tygodni tym(bo nie od razu wiedziałam o niej, najpierw chodziło tylko o
            rozwód).
            Poza tym trzeba by znać nasze małżeństwo, jak funkcjonowało na jakich zasadach.
            Bylismy zawsze bardzo zwiążani emocjonalnie ze sobą, prawie wszystko robiliśmy
            razem, rozmawialiśmy, spędzaliśmy kazdą wolna chwile razem. Nie mieliśmy przed
            sobą zadnych tajemnic, zadnych potajemnych spotkań, rozmów, smsów itd. Ufaliśmy
            sobie bezgranicznie i byliśmy samotną wyspą wśród innych. I to przede wszystkim
            mój mąż optował za takim zwiążkiem, bo ja raczej byłam bardziej skryta i
            musiałam się nauczyc takiego życia razem jako jedność. I nagle wkracza tamta,
            otwiera mu oczy i mąż oskarża mnie o kontrolę, zakłada wszędzie hasła, chowa
            sie ze wszystkim, chce mieć margines prywatnośći itd (nawet słowa używa jej).
            Nagle wszystko, co stworzyliśmy razem, nasz specyficzny związek (bo moznaby o
            nim mówić dużo), którego zazdrościli nam inni, związek, w którym byliśmy bardzo
            szczęśliwi, nagle stał się wieżieniem, czymś strasznym z czego trzeba ucieć, bo
            jej się nie miesci w głowie ze tak mozna żyć, ona preferuje inne związki
            otwarte, prywatne itd. Tylko ze u niej w rezultacie mąż ją zdradził, a kilka
            miesięcy zaczął pić jak to ona mówi ni stąd ni zowąd. A mysmy nigdy tego nie
            chcieli dla naszego związku, miał byc inny i był, a odkąd tamta się pojawiła,
            poprzewracała mężowi w głowie i wszystko chce zmienić. Choć z drugiej strony
            widzę, ze nie chce tak do końca.
            Skomplikowane to wszystko.
            I nie zwalam tu całej winy na tamta, mieliśmy swoje problemy ale myślę, ze nie
            doszłoby do tego wszystkiego i mąż nie chciałby się rozwieśc, tylko chciałby
            naprawić błedy, gdyby tamta się nie zjawiła. Zwłaszcza, ze sam mówi, ze rok
            temu (zanim zaczeli sie kontaktować)bardzo mu na mnie zależało, nie wyobrażał
            sobie zycia beze mnie, i zrobiłby wszystko byśmy byli razem . A teraz się to
            zmieniło. Dziś moze naprawiać, ale nie musi.
            • Gość: eva07 Re: Kto komu powinien dac w zęby? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 17:05
              Dobrze, że napisalaś co dalej się dzieje. Nie złość sie na mnie, że "piszę jak
              Twój mąż". Każda sprawa,nawet ta w której jak najbardziej jestesmy przekonani o
              swojej racji, ma tez druga stronę. Zwłąszcza jak to jest sprawa dotyczaca dwóch
              osob.Warto przynajmniej troche próbowac się wczuc i w te druga osobę.
              Oczywiscie, ze Twój mąż nie postępował wobec ciebie ładnie i "fair", ale i on
              jak "każde bydlątko" swoje powody pewno miał. Warto o nich pomysleć, choć cię
              skręca z żalu, że "mógł cię tak oszukiwać". Nie dla tego by go usprawiedliwic,
              tylko po to by lepiej zrozumieć się nawzajem.
              A teraz jeszcze o tej "potrzebie autonomii i wolnosci" co to nachodzi nagle
              człowieka i taki zaczyna haslowac swoje pliki itp. To JEST sygnał niepokojacy,
              bo to znaczy, że ta druga strona ma cos do ukrycia. Nawet jesli to nie jest cos
              super dramatycznego, to jednak jest.Ale jest tez tak (a znam to ze swojego
              malżenstwa), że po kilku latach takiego "sklejenia", jak dwie połowki
              jabłuszka, któres z partnerów czuje,że nie może oddychac, że się dusi. Nie
              żeby przestało kochać, ale po prostu chce zrobic cos osobno. I nie chodzi o to,
              że jest jakaś "ona" lub "on", tylko ta ona lub on sie biora z tej potrzeby
              znalezienia trochę przestrzeni dla siebie, nie wspólnej tylko własnej,
              niekontrolowanej. Jednym w takie potrzeby trudno uwierzyc - sa inaczej
              psychicznie skonstruowani, inni je mają. Na co pozwolic a przed czym się
              bronić? Napewno bronic sie przed krokami, które bardziej na trwale rozdzielaja
              malżenstwo - dłuższy wyjazd, separacja, stale codzienne tajemnice. Ale warto
              zaciąć zęby i w jakichś sprawach okazać zaufanie. Wbrew sobie nawet. Nic tak
              ludzi nie wiąze (o ile cos mimo wszystko miedzy nimi jest) jak swiadomośc,że
              ten/ta druga połowa byla gotowa podjąc sie najtrudniejszego w imie miłosci -
              "popuscic smycz". Warto tylko, żeby było jasne ze to z dobrych uczuc a nie z
              naiwnosci lub głupoty. Nie "zakazywalabym" mu kontaktów z nią na GG bo to
              najpewniej bedzie bezskuteczne, ale przypominałabym, ze to jednak ja jestem
              jego zoną,nie ona. Stanowczo nalegałabym na ucięcie PRZEZ NIEGO, na zasadach
              dobrowolnosci tej intymnej korespondencji. Powinnas sie tez dziwic,że skoro
              Twój mąz ma tak dobra przyjaciólke, to czemu nie zaprasza jej do domu, abys i
              ty ja bliżej poznała. Pozdrawiam cię serdecznie.
              • Gość: eva07 Re:jeszcze jedna mała rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.04, 17:19
                Acha, jeszcze jedna praktyczna rada: w takich sytuacjach dobrze jest mówić
                tak: "wiem, że nie jestem w stanie zmusic cię do niczego, czego tak naprawde
                nie bedziesz chciał. Nie bój sie, nie będę cię zmuszać... To jest juz za
                mną... tak naprawde to wszystko zalezy od ciebie i to Ty zrobisz jak zechcesz.
                Ja cie moge tylko prosic i moge mówic, ze bardzo mnie boli, że wolisz intymne
                rozmowy obca kobietą niz z wlasna zoną, ze boli mnie ze chwilami jak byś nie
                pamiątał o tym ze jestesmy rodzina, mamy dzieci... Ale Ty naprawdę zrobisz co
                będziesz chciał." Oczywiście kazda tak rozmowa wyglad ainaczej i musi bbyc
                dostosowana do sytuacji, ale najwazniejsze jest to, że nie zasypujesz go
                pretensjami, a wyrażasz swój ból i dajesz mu "wolna wolę".Może w tym jest mala
                manipulacja, ale naprawde w dobrym celu dopuszczalna.
                • Gość: chryzokola Re:do evy07 IP: 213.17.147.* 06.07.04, 18:36
                  Dzięki evo za posty w sumie masz rację. W tym wszystkim trudne jest to, ze mąż
                  nagle pod wpływem tamtej, "bo mu oczy otworzyła" zmienił zasady funkcjonowania
                  związku, naszego związku. Jeśli chciał cos zmienić powinnam chyba o tym
                  wiedzieć? To on zawsze chciał związku "dwoje w jednym" i zawsze nam to
                  odpowiadało, poza tym nie było tak, ze nie mielismy prywatności. Mieliśmy i to
                  wiekszą niż teraz, ponieważ wszystko stało dla drugiej strony otworem więc nie
                  nęciło by sprawdzić, przeczytać, nie ufać. Każdy robił co chciał, bo druga
                  osoba mu ufała i wiedziała, ze prędzej czy później się dowie. A teraz nagle od
                  roku (czyli od ich spotkań)nagle pojawiły się tajemnice, hasła, teraz awantury
                  o kontrolę itd. Wszystko co do tej pory było dobre i przyjęte (przypominam,z
                  jego przede wszystkim namowy)staje sie straszne i okropne, bo tamtej to się w
                  głowie nie mieści! Wierz mi, ze jesli to jest nawet tylko koleżanka, to
                  wymiotować mi sie chcę na myśl o niej i czuję do niej niechęć za ingerencję w
                  nasze małżeństwo, a do męża żal że daje tak sobą manipulować i wywraca nasze
                  małżeństwo do góry nogami z powodu czyiś słów. zwłaszcza, ze ten ktoś zupełnie
                  nie zna naszego małżeństwa, nie zna mnie, nie zna nas.
                  Poza tym ta cała sytuacja jest dla mnie upokarzająca. Po pierwsze, ze to jest
                  jego dawna dziewczyna, która nastawiała wszystkich jego kolegów przeciw mnie,
                  wyzywała mnie od dziwek itd. powodując, ze byłam trędowata w jego srodowisku
                  przez długi czas(niektórym przeszło dopiero po wielu miesiącach jak zaszłam w
                  ciążę). A teraz on jej opowiada o naszych kłopotach, ona mu daje rady i
                  zapewne odczuwa satysfakcję, ze nam nie wyszło. Nie moge znieść, ze właśnie ona
                  zna nasze problemy, nawet te intymne, bo o tych też z nią rozmawiał. Gdyby to
                  była inna kobieta jakoś bym to przełknęła. MAm nadzieję, ze rozumiesz?
                  Po drugie jego słowa, które wciąż bolą:"Nie mam cię za co szanować, bo ona to,
                  ona tamto, a ty nie; daleko ci do niej; nie byłoby cię na to stać na co ja było
                  stać(gdy mąż ją zdradził, wezwała tamtą kobiete i powiedziała, zeby sobie
                  wzięła jej męża, bo ona go nie chce)"itp. To bardzo upokarzające i wciąż boli.
                  On twiedzi, ze powiedział to w gniewie, ale większośc z tych słów powiedział na
                  spokojnie i z taka pogardą w oczach, ze tylko ten wzrok pamiętam.
                  Bardzo trudno w takiej sytuacji się opanować. I nie jestem rozhisteryzowana,
                  tylko oropnie smutna, a płaczę gdy go nie ma.
            • mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 07.07.04, 04:32
              Dobrze ze rozmawiasz z Mezem to zawsze prowadzi do wiekszego zrozumienia obu
              stron. Im wiecej tego zrozumienia tym wiecej akceptacji. Do niedawna
              oddalaliscie sie od Siebie, teraz z kazdym dniem stajecie sie blizsi sobie.
              Najwazniejsze jest to ze sie kochacie, milosc znajdzie droge aby rozwiazac
              problemy, niebezpieczenstwo pojawia sie wtedy kiedy sie ja odrzuca albo jej nie
              ma. Kiedy jej nie ma dominuje rewanz, kiedy jest dominuje wybaczenie i
              zrozumienie.
              Piszesz ze jest coraz jasniej w Twoim malzenstwie, to milosc zaczyna przebijac
              sie poprzez strach ze stracisz to malzenstwo zawsze ja (milosc) kojarze ze
              swiatlem.
              Jesli chodzi o depresje to mysle ze w duzej mierze zawdzieczasz ja
              nierozwiazanym problemom w domu. Mysle ze warto abys trzymala sie roweru to
              bardzo pomoze Ci w kontrolowaniu Siebie i automatycznie depresji.
              Piszesz ze Twoj Maz nie rozumie depresji. To normalne, zwykla reakcja ludzka to
              strach, czesto brak zrozumienia czym jest depresja. To nie jest choroba
              umyslowa to stan w ktorym strach i beznadziejnosc dominuje w nas. Kazdy moze
              wpasc w depresje wystarczy kiedy strach zaczyna dominowac w naszym zyciu
              Serdeczne pozdrowienia.



              Jestem po kolejnej rozmowie z mężęm, spokojnej i chyba pełnej zrozumienia?
              Powiedział, ze jest mu bardzo dobrze ze mną w łóżku, ale oddaliliśmy się od
              siebie bardzo przez jego pracę, odzwyczaił sie ze mna rozmawiać, mówić o swoich
              sprawach. Ja również. On nie jest pewny czy to co jest miedzy nami wystarczy by
              tworzyc szczęśliwy związek, ale kocha mnie i wierzy ze może nam się jeszcze
              udać. Ja mam takie same odczucia. Postanowilismy odmienić nasze życie,
              powiedzieć sobie szczerze czego oczekujemy od siebie, zacząc na nowo uczyć się
              ze sobą rozmawiać i być, zacząć budować nasz wewnętrzny i zewnetrzny świat,
              odnowić kontakty z innymi i nawiązać nowe. I myślę, ze zrozumiał, ze nie pomoga
              nam jego spotkania z tamta. Przekonałam go chyba, ze lepiej jak bedzie się
              spotykał i rozmawiał z inna kobieta, np. naszą wspólną bliską koleżanką,żona
              jego bliskiego kolegi, do której ja mam zaufanie, która zna nas oboje i z którą
              on lubi bardzo rozmawiać. Ona juz wie o tym i zamierza mi w tym pomóc. Moze się
              uda.
              Evo07 zrobilam jak mi poradziłaś, spokojnie powiedziałam, dlaczego lepiej by
              się z tamtą nie spotykał, co ja czuję, jak mnie ta sytuacja upokarza, że gdy
              ona na jakis czas zniknie z naszego życia jest szansa na później, ze kiedys
              zaproszę ja do nas na kawe, bo tak jak jest teraz, to nie chcę jej oglądać itp,
              ale...że zrobi jak uważa, ja moge tylko powiedzieć mu co czuję i liczyc na jego
              zrozumienie. I chyba podziałało:)
              Na razie jakby jasniej się zrobiło i spokojniej, przynajmniej wiemy na czym
              stoimy i na razie rozpakowałam walizkę:) Moze z pomocą przyjaciół wyjdziemy z
              tego i dzięki Wam wszystkim:) Bedę pisać o tym jak się sprawy toczą, bo pewnie
              nie raz jeszcze przyjdzie się mi tu wypłakać.
            • kardiolog Re: Kto komu powinien dac w zęby? 20.07.04, 17:13
              chryzokola napisała:

              > jest lepiej. Rozmawialismy spokojniej. Staramy się żeby było lepiej,
              tłumczymy
              > swoje uczucia. JEst trudno, ale może warto? Umówilismy sie że wracamy do
              stanu
              > sprzed paru miesięcy, gdy jeszcze się z nią nie spotykał. Obiecał ze nie
              będzie
              >
              > się z nią spotykał więcej, ewentualnie rozmawiał na gg i to w domu zebym
              > wiedziała i będę miała wgląd w te rozmowy. Zobaczymy. Moze mi w koncu
              przejdzie
              > .
              > Mamy się skupić na sobie o dbudować nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat.
              > do evy07
              > Piszesz jak mój mąż, nic wielkiego się nie stało, wszystko było w porządku,
              to
              > tylko ja jestem chora, ja doprowadziłam do tego i ja powinnam się leczyć.
              Kajam
              >
              > się i idę do psychiatry a mój mąż niech nadal żyje w błogim stanie spokojnego
              > sumienia. Byc moze reaguje zbyt emocjonalnie, ale nie będę przepraszać za to,
              > ze jestem wrażliwa. Zawsze taka byłam i mój mąż wie o tym i doskonale
              wiedział
              > o tym, ze to co robi mnie zrani. Twierdzi, ze nie powiedział mi, ze z nią
              > rozmawia, boby mnie to zraniło, więć wolał dodać do tego kłamstwo i oszustwo,
              > by nadal mnie nie ranic i powiedziec kiedyś tam o wszystkim. Chyba liczył że
              > stanę się kiedyś gruboskórna jak słoń i nic mnie ruszy. Jetsem wrażliwa,
              kocham
              >
              > mocno i potzrebuje miłości, bo nie miałam szczęsliwego dzieciństwa i na
              terapii
              >
              > z tego wychodziłam,a jak mi się udało wyjść z tego to mąż zafundował mi
              rozwód.
              >
              > Piszesz, ze to tylko kłopoty. Nie wiem czy to tylko kłopoty skoro mąż, po ytm
              > jak mu tamta "otworzyła oczy" postanowł sie rozwieść i wykańczał mnie przez
              > kilka tygodni tym(bo nie od razu wiedziałam o niej, najpierw chodziło tylko o
              > rozwód).
              > Poza tym trzeba by znać nasze małżeństwo, jak funkcjonowało na jakich
              zasadach.
              >
              > Bylismy zawsze bardzo zwiążani emocjonalnie ze sobą, prawie wszystko
              robiliśmy
              > razem, rozmawialiśmy, spędzaliśmy kazdą wolna chwile razem. Nie mieliśmy
              przed
              > sobą zadnych tajemnic, zadnych potajemnych spotkań, rozmów, smsów itd.
              Ufaliśmy
              >
              > sobie bezgranicznie i byliśmy samotną wyspą wśród innych. I to przede
              wszystkim
              >
              > mój mąż optował za takim zwiążkiem, bo ja raczej byłam bardziej skryta i
              > musiałam się nauczyc takiego życia razem jako jedność. I nagle wkracza tamta,
              > otwiera mu oczy i mąż oskarża mnie o kontrolę, zakłada wszędzie hasła, chowa
              > sie ze wszystkim, chce mieć margines prywatnośći itd (nawet słowa używa jej).
              > Nagle wszystko, co stworzyliśmy razem, nasz specyficzny związek (bo moznaby o
              > nim mówić dużo), którego zazdrościli nam inni, związek, w którym byliśmy
              bardzo
              >
              > szczęśliwi, nagle stał się wieżieniem, czymś strasznym z czego trzeba ucieć,
              bo
              >
              > jej się nie miesci w głowie ze tak mozna żyć, ona preferuje inne związki
              > otwarte, prywatne itd. Tylko ze u niej w rezultacie mąż ją zdradził, a kilka
              > miesięcy zaczął pić jak to ona mówi ni stąd ni zowąd. A mysmy nigdy tego nie
              > chcieli dla naszego związku, miał byc inny i był, a odkąd tamta się pojawiła,
              > poprzewracała mężowi w głowie i wszystko chce zmienić. Choć z drugiej strony
              > widzę, ze nie chce tak do końca.
              > Skomplikowane to wszystko.
              > I nie zwalam tu całej winy na tamta, mieliśmy swoje problemy ale myślę, ze
              nie
              > doszłoby do tego wszystkiego i mąż nie chciałby się rozwieśc, tylko chciałby
              > naprawić błedy, gdyby tamta się nie zjawiła. Zwłaszcza, ze sam mówi, ze rok
              > temu (zanim zaczeli sie kontaktować)bardzo mu na mnie zależało, nie wyobrażał
              > sobie zycia beze mnie, i zrobiłby wszystko byśmy byli razem . A teraz się to
              > zmieniło. Dziś moze naprawiać, ale nie musi.

              ciekawy bylem jak dalej wyglada twoja dalsza historia chryzokolo, postanowilem
              zajrzec na psychologie skoro juz bylem na turystyce. i powiem, po przeczytaniu
              twoich wypowiedzi placze* (*placz to jest taki stan fizyczny, podczas ktorego z
              oczu sikaja lzy). musze zrobic przerwe bo naprawde wzruszenie paralizuje mi
              palce a szkla kontaktowe nie tylko zaparowaly , ale jedno z nich wypadlo na
              klawiature. lewe. te od serca.o! znalazlem. pisze wiec dalej.

              milosc opisywana przec ciebie jest tak piekna, ze pewny jestem iz twoj maz
              przestanie byc slepcem i doceni ciebie, twoje starania i wielkie oddanie oraz
              wspanialy dom, jaki mu stworzylas. mysle jednak, ze nigdy nie uwolnisz sie od
              mysli o tej przekletej dziwce, ktora zniszczyla twoje wspaniale idyllistyczne
              (idealistyczne?) malzenstwo (?). nienawidzisz jej (przeczytaj swoje wpisy),
              spojrz jaka nieskrywana przyjemnosc sprawiaja cie obelgi pod jej adresem czy
              kobiet podobnych do niej, choc ty sama jestes przeciez kobieta. no coz,
              najwyrazniej tak juz pozostanie. nie moj to problem jednak. wiesz dlaczego
              mezczyzni zdradzaja kobiety? dlaczego jest tak wiele zdradzonych kobiet,
              przeciez tworza wspaniale domy, rodziny, dbaja o dzieci, pieknie nakrywaja do
              stolu, pieknie pachna, do tego studiuja, pracuja, prasuja a mimo to maz
              odchodzi do innej? jesli rzeczywiscie tobie i jemu zalezy na ratowaniu
              malzenstwa to zastanow sie dlaczego chcial spotykac sie z jakas obca baba.
              moze jest cos, o czym nie wiesz? jako typowa kobieta powiesz pewnie- bo ja mu
              piore majtki, gotuje, slysze chrapanie nad ranem a ona spotyka go krotko i
              zawsze eleganckiego, pewnie jest mlodsza (tego nie doczytalem , ale to w 90%
              argument w dzisiejszych 20 topikach na psychologii) usmiecha sie do niego, gdy
              ja zmeczona musze odebrac dzieci z przedszkola itp itd. a moze nie wiem, moze
              on ma z nia dziecko, a moze wciaz trwa romans, moze oklamuja mnie oboje?!!! o
              boze! o boze! o boze!!!
              a moze zaden z ww powodow nie ma prawa bytu?! moze rzeczywiscie nie spotykaja
              sie bo on chce odbudowac swoja rodzine a ta dziwka pewnie tez ma prawo do
              poszukania sobie jakiegos c.huja, moze beda z tym c.hujem pasowac do siebie
              (ludzie dobieraja sie na podstawie podobienstw..),wiec moze zamiast zastanawiac
              sie i ciagle pytac czy ja widzial i czy byl wystarczajaco "taktowny" i czy
              znowu cie kur.wa zdradzil- zapytaj sie czy jest cos o czym nie wiesz a moze
              moglabys wreszcie okazac sie pomocna!

              z tego wlasnie powodu mezczyzni zdradzaja kobiety najczesciej.

              moj wywod jest prosty bo jestem prostym chlopem i nie dbam o to czy on cie
              dotyka czy nie. sama nie zalujesz slow , wiec rozumiesz o czym mowie.
              jezeli reszty zycia nie chcesz spedzic na forum utyskujac na stan twojego
              malzenstwa i niewiernosc meza to zrob cos. moze wreszcie wpadniesz na genialny
              pomysl , bo pomysl jest naprawde banalny.

              kardiolog
          • malwa33 Re: Kto komu powinien dac w zęby? 06.07.04, 09:24
            wróciłam z wczasów i "wpadłam" do netu zobaczyć co nowego u Ciebie słychac:)

            Generalnie żadna nowość , tego sie można było spodziewać, akcja-reakcja,
            skutek -przyczyna:)
            Przestraszył się ale nie zrozumiał. Dązy do spokoju wewnętrznego , raczej
            swojego, niz myślać o Tobie. Boi się, poniewaz zauważył,ze stąpa po cienkiej
            linii.
            Kocha CIę? hmm a czym jest miłosć?
            Upokorzeniem , podporzadkowaniem sie drugiej osobie, brakiem oparcia i
            zaangażowania, brakiem zrozumienia??
            Nie słowa.. lecz fakty!!
            Nie to co mówi tylko to co robi!!

            Dziecko- dziecko powinno wyrastac w domu pełnym miłosci, szacunku, czerpac
            wzorce, miec punkt odniesienia itp. Dzieci to dobrzy obserwatorzy i słuchacze,
            uczą sie życia od nas samych.

            Spróbuj sie wyciszyc i przeanalizowac swój związek.
            Odpowiedz sobie sama na pytanie - czy tak dalej chcesz życ?
            Czy jestes w stanie wszystko zniesc dla dobra rodziny?
            Jaki jest model Twojego związku, czy ten taki jest?
            Czy kiedy Cie dopadnie syndrom pustego gniazda bedziesz miała przy sobie męza,
            przyjaciela, oparcie czy moze obca osobe?
            I pzrede wszystkim czy bedziesz szczesliwa w tym zwiazku?

            ja Tobie nie życzę nic złego jednak wiem ,ze kiedy sytuacja się
            ustabilizuje ,Pan mąz bedzie takim stamym człowiekiem jak był . Watpie,ze sie
            zmieni, musiałby przejśc przemiane duchową aby zroumiec ...

            Ci , którzy tu sie wypowiadaja to osoby z doświadczeniem życiowym ,zasadami.
            Ja zawsze sobie mówiłam ...liczyć można wyłacznie na siebie... natomiast
            czerpać wiedze powinnam od ludzi doświadczonych i szczesliwych . Ci maja
            najwięcej do powiedzenia.


            Powodzenia!







          • mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 10.07.04, 04:01
            Nie przejmuj sie tym ze Ci powiedzial ze kochasz sie z Nim dlatego zeby nie
            odszedl. Mysle ze jakos dalas mu do zrozumienia ze tak jest i z tad Jego zal,
            On tkwi w kazdym z Nas, to bierze sie z milosci do Ciebie i ze zranionej
            meskiej dumy.
            Kochaj Go i wierz ze bedzie wszystko dobrze, bo bedzie. Dla Niego ten okres
            jest tak samo trudny jak dla Ciebie. Wszystko bedzie sie zmieniac na lepsze ale
            musisz wierzyc ze wszystko rozwiaze sie po Twojej mysli a takze po mysli Twoich
            Dzieci.
            Bardzo duzo zalezy od twojej madrosci i spokoju. Staraj sie byc codziennie na
            rowerze to pozwoli kontrolowac emocje. One w tej chwili sa najwiekszym
            zagrozeniem waszego zwiazku. Staraj sie kierowac zdrowym rozsadkiem i miloscia
            do Niego i Dzieci.
            Serdeczne pozdrowienia.
          • mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 11.07.04, 21:59
            Mysle ze wszystko bedzie dobrze, nie mam watpliwosci ze On kocha Ciebie. Kocha
            rowniez dzieci. Nie musisz odzyskiwac Jego milosci On ja ma w Sobie i to wiecej
            niz przypuszczasz. W nim jest strach przed ta miloscia, obawa ze straci wiodaca
            role w domu. Czasami my mezczyzni tak patrzymy na to, bierze sie to jakby ze
            stereotypu mezczyzny. Do niedawna nie mial watpliwosci ze bedzie tak jak On to
            widzi. W tej chwili dostrzegl ze to Ty masz wszystkie atuty w reku. Musi sie z
            tym pogodzic i zrozumiec. Po pewnym czasie to nastapi i bedziecie tak blisko
            Siebie jak nigdy przed tym bo zatrze sie ta roznica ja mezczyzna musze
            dominowac (to bardzo powszechny wizerunek mezczyzny). Po prostu bedzie
            dominowala milosc.
            Staraj sie byc codziennie na rowerze to pomoze Ci pokonywac emocje i czekaj
            spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji. Gleboko wierze ze nie dojdzie do rozwodu
            chyba ze Ty o to poprosisz.
            Serdeczne pozdrowienia.


          • mskaiq Re: Kto komu powinien dac w zęby? 20.07.04, 15:17
            Ty jego kochasz i On Ciebie kocha. Jest wiele zlosci i strachu pomiedzy Wami.
            Mysle ze powinniscie skoncentrowac sie na pozbyciu sie tego strachu i niepokoju
            ktory w tym momecie niszczy Wasz zwiazek.
            Piszesz ze jego zachowanie przez kilka tygodni sprawiło to ze zaczęłas się
            zastanawiać czy chcesz z Nim byc. Bylas z Nim przez 10 lat, czy kilka tygodni
            moze przekreslic Wasza milosc i Wasze Dzieci. Czasem wydaje sie nam ze gdy sie
            to skonczy to wszystko rozwiaze sie samo i problemy znikna. Niestety jest
            inaczej, zamiast milosci ktora mozecie miec pojawi sie nienawisc, strach i
            pretensje. W takim swiecie jest trudno zyc, masz tego przedsmak teraz.
            Rozejscie sie oznacza rezygnacje z milosci i bycie w czyms takim jak przez
            ostatnie kilka tygodni przez wiele lat. Odejscie nigdy nie konczy problemow,
            powieksza je. Zwykle przezywamy je znacznie silniej juz po rostaniu.
            Dobrze ze chodzisz na rower bo to pozwala Ci kontrolowac emocje ktore sa bardzo
            silne w Tobie. Potrzebujesz tego jak najwiecej.
            Jesli chodzi o ta Kobiete to nie mysl o Niej, Ona Ci nie zagraza. Myslenie o
            Niej powoduje powstawanie bardzo silnych zlych emocji ktore przenosisz na
            Wszystkich wokol Siebie. On Jej nie kocha, nie zostalby z Nia nawet gdyby
            zostal sam, po prostu kocha Ciebie. Ona jest bez znaczenia dla Ciebie i Twojej
            Rodziny. Poza tym jestes wspanala i madra Osoba, Twoj Maz to wie i bardzo
            docenia nawet jesli masz inne wrazenie. To zlo ktore jest pomiedzy Wami
            powoduje wiele zlych slow. Kiedy je pokonacie, oboje bedziecie sie doceniali i
            te problemy znikna.
            Jesli chodzi o rewanz to rewanzujac sie Jemu Ty ucierpisz, On takze i Wasze
            Dzieci. Czy to ma sens, rewanz to rzecz ktorej trzeba unikac bo dziala
            przeciwko Nam.
            Trzymaj sie, wszystko bedzie dobrze, wierze ze Wasza milosc jest silniejsza niz
            strach i zlosc i wszystko co negatywne i zle w naszym zyciu.
            Serdeczne pozdrowienia.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 05.07.04, 16:32
      Najwazniejsze ze rozmawiacie ze Soba, czas przyniesie wybaczenie i zrozumienie,
      wazne to i dla Was i waszego Dziecka.
      W tej chwili jest jeszcze wiele zalu do Meza, z czasem odejdzie, Sama to
      zobaczysz i bedziecie bardzo blisko. To co sie w zyciu liczy to milosc a oboje
      macie ja do siebie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: chryzokola Re: do mskaiq IP: 213.17.147.* 06.07.04, 18:38
        Dzięki mskaiq za posty, przynoszą ulgę, choćby dlatego, ze piszesz z takim
        spokojem i uporem:)
    • Gość: paula Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.fonet.pl / *.crowley.pl 06.07.04, 02:11
      chryzokola, myślę ze najmądrzej rzeczywiście doradza Ci tu ewa007. Najłatwiej
      jest przeciez "jechac" po męzu, ale -wszyscy wiedzą- do niczego to nie
      prowadzi.Dużo mowisz o miłości, o tym ze go kochasz- ale co to tak naprawde dla
      Cie bie znaczy? przeciez caly czas mowisz tylko o SWOIM bólu i cierpieniu,
      pretensjach.ewa07 fajnie opisala , jak to musi czuc się twoj mąż , jak tak
      wisisz nad nim ze swoimi podejrzeniami, pretensjami, on przeciez widzi co się z
      Tobą dzieje-ze marniejesz , ze zabijają Cię lęki, nerwy-wiesz oco mi chodzi. I
      Twoj mąż dobrze wie , ze to przez niego!pewnie tez dobijają go wyrzuty
      sumienia. Tez ma chłopak sytuację nie do pozazdroszczenia- jest powodem Twego
      strasznego cierpienia- a nikt nie chce się tak czuc- więc pierwszą reakcją
      jest "znielubienie" osoby, ktora przez nas cierpi. Ale to tez się nie udaje, bo
      przeciez jestes mu bardzo bliska. Rozumiesz co chcę powiedziec?
      Napisalas gdzies wczesniej, ze po urodzeniu dziecka mialas depresję, ze trwalo
      to jakos rok, tak? moze to było dla Twojego męża duże obciążenie, nie musiał
      tego okazywac, ale na pewno tak bylo.Moze czul się samotny- Boże jak to
      banalnie brzmi, nie gniewaj się. Moze nie chcial cię obciążąć dodatkowo swoimi
      problemami, jazdami, skoro Ty borykalas się z własną deprechą?
      Nie wiem, nie zrozum mnie źle-ale myśle- tak po przeczytaniu Twoich przemyslen
      i relacji-ze Twoj mąż nie jest do konca chamem i -sorki- fiutem, jakich pełno
      na świecie. Takie oceny przychodzą najłatwiej-ale problem jst o wiele głębszy,
      i zeby znależć PRAWDZIWY obraz sytuacji, należy postawić się też po drugiej
      stronie, ale jest to cholernie trudne, bo trzeba odsunąć wlasne racje,
      cierpienie, bol, zal, i wszystko to czym zyjesz przez ostatn czas.No, ale
      jezeli mowa tu o miłości (czyli pragnirniu szczęścia dla drugiego człowieka),
      to innego wyjścia nie ma.
      Myśle ze ta kobieta-jakkolwiek nie zachowuje się najładniej- to rzeczywiście
      nie ona jest tu przyczyną tego wszystkiego.Pomińmy jej intencje, jaki ma
      interes- to jej problem.Twoj mąż potrzebowal wygadac się , odetchnąć,wiesz
      takie tam- chociaz wcale nie "banalizuję " jego uczuc. Na 99% nie zdradził Cie-
      takie są moje odczucia.
      I proszę- nie mysl sobie ze jestem po jego stronie, ze bronię złamasa itd:)Może
      nie uwierzysz , ale mnie facet zdradzil po baardzo długim związku, tez nie
      jadlam , tez nerwica masakra itd....ale uszanowalam to, jego wybór
      Jesli Go kochasz, postaw się -tak szczerze- w jego sytuacji, na spokojnie.Z
      drugim czlowiekiem mozna byc szczęsliwym tylko wtedy, jak umie się byc samemu.
      Nawet nie wiesz, jak trzymam, za WAS kciuki:)))
      ps. a napisz cos w ogole o swoim synku- jak on to znosi?pozdrawiam
      baaaaaaaaaardzo mocno
      • Gość: chryzokola Re: do pauli IP: 213.17.147.* 06.07.04, 18:50
        Paula ale ja go rozumiem! Wiem, ze nie było mu lekko z moją depresją, ale ja
        próbowałam z nim o tym rozmawiać, ajak się z tym czuje, co się w nim dzieje.
        Proponowałam mu wizyte u mojego lekarza, zeby pogadał o mnie, mojej chorobie, o
        swoich problemach, watpliwościach, ale tylko zrobił mi karzcemną awanturę.
        Wogóle nie interesuje się moja chorobą, jedyne co wie, to to jak się ona nazywa
        i ze leczy ja psychiatra. Uważa, zę daje mi pieniądze na lekarza i mam mu dać
        spokój. Od dwóch lat jestem z tą choroba zupełnie sama. On nawet nie wie jakie
        są objawy depresji i każde moje zachowanie nie takie tłumaczy, ze jestem
        wariatką, schizofreniczką, jestem leniwa, niezabawna itd.Tylko on traktował to
        jako moje wady a czasem jako złośliwość. Powiedział nawet, ze wymyśliłam sobie
        tą chorobę, zeby nim manipulować (tak od pół roku gada, czyżby znowu
        odkrycie "Wielkiej Koleżanki"?).
        Paula i oczym mam pisać jak nie o swoim bólu. Moze macie obie z evą rację, ale
        w tej sytuacji czuję się źle i trudno mi tłumaczyc go że on też biedny jest.
        Ona też biedna nieszczęśliwa jest i wogóle wszyscy, co mają takich
        wyrachowanych, wstretnych współmałżonków.
        A dzieci? Córka smutna, choć powiedziała juz swoje zdanie na ten temat, w
        przypadku rozwodu ona zostaje ze mną. Synek stał się bardzo niegrzeczny, trudno
        mi nad nim zapanować i to mi nie pomaga w oczach męża (jeszcze jeden dowód na
        to jaka jestem beznadziejna). Trudno mu poradzić sobie z ta sytuacją, gdy jest
        między nami lepiej od razu jest spokojniejszy i ciągle klei się do ojca, jakby
        czuł, ze moze go stracić.
    • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 217.173.200.* 06.07.04, 21:01
      Jestem po kolejnej rozmowie z mężęm, spokojnej i chyba pełnej zrozumienia?
      Powiedział, ze jest mu bardzo dobrze ze mną w łóżku, ale oddaliliśmy się od
      siebie bardzo przez jego pracę, odzwyczaił sie ze mna rozmawiać, mówić o swoich
      sprawach. Ja również. On nie jest pewny czy to co jest miedzy nami wystarczy by
      tworzyc szczęśliwy związek, ale kocha mnie i wierzy ze może nam się jeszcze
      udać. Ja mam takie same odczucia. Postanowilismy odmienić nasze życie,
      powiedzieć sobie szczerze czego oczekujemy od siebie, zacząc na nowo uczyć się
      ze sobą rozmawiać i być, zacząć budować nasz wewnętrzny i zewnetrzny świat,
      odnowić kontakty z innymi i nawiązać nowe. I myślę, ze zrozumiał, ze nie pomoga
      nam jego spotkania z tamta. Przekonałam go chyba, ze lepiej jak bedzie się
      spotykał i rozmawiał z inna kobieta, np. naszą wspólną bliską koleżanką,żona
      jego bliskiego kolegi, do której ja mam zaufanie, która zna nas oboje i z którą
      on lubi bardzo rozmawiać. Ona juz wie o tym i zamierza mi w tym pomóc. Moze się
      uda.
      Evo07 zrobilam jak mi poradziłaś, spokojnie powiedziałam, dlaczego lepiej by
      się z tamtą nie spotykał, co ja czuję, jak mnie ta sytuacja upokarza, że gdy
      ona na jakis czas zniknie z naszego życia jest szansa na później, ze kiedys
      zaproszę ja do nas na kawe, bo tak jak jest teraz, to nie chcę jej oglądać itp,
      ale...że zrobi jak uważa, ja moge tylko powiedzieć mu co czuję i liczyc na jego
      zrozumienie. I chyba podziałało:)
      Na razie jakby jasniej się zrobiło i spokojniej, przynajmniej wiemy na czym
      stoimy i na razie rozpakowałam walizkę:) Moze z pomocą przyjaciół wyjdziemy z
      tego i dzięki Wam wszystkim:) Bedę pisać o tym jak się sprawy toczą, bo pewnie
      nie raz jeszcze przyjdzie się mi tu wypłakać.

      chryzokola
      • moc_ca Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 06.07.04, 21:30
        Matkojedyno, chryzokola! daj już spokój swojemu mężowi i tym opisom kolejnych
        długaśnych, z nim, rozmów bo zaczynam go rozumieć!Jęczysz, męczysz, biadolisz,
        stękasz, dręczysz i gadasz, gadasz .... nawet mocarz nie wytrzyma takiej
        atmosfery w domu.
        Dom to azyl, miejsce gdzie chce się wracać żeby odpocząć, napełnić akumulatory,
        cieszyć się widokiem kochanych osób, czy Twój mąż ma taki Dom? Czy musi szukać
        miejsca i człowieka żeby stworzyć sobie namiastkę Domu?
        • chryzokola Re: do moc_ca 06.07.04, 21:47
          Nie męczę, tylko rozmawiam. Poza tym to nie ja wszystkie rozmowy zaczynam, on
          też chce porozmawiać, wyjaśnić. I też mogłabym mu zarzucić, ze steka, męczy
          itd. Jak nie będziemy o tym rozmawiać, to jak dojdziemy do porozumienia? Nikt
          nie mówił, ze to bedzie przyjemne, poza tym nie rozmawiamy codziennie po kilka
          godzin, bo rzadko jest w domu, więc trudno nam przeprowadzić jedną porządną,
          wyjaśniającą rozmowę, tylko tak na raty.
          A piszę o tym tutaj, bo to w jakis sposób pomaga, a Ty nie musisz tego czytać,
          wolna wola.

          pozdrawiam
          chryzokola
          • moc_ca Re: do moc_ca 06.07.04, 22:02
            chryzokola napisała:

            a Ty nie musisz tego czytać,
            > wolna wola.

            > pozdrawiam
            > chryzokola

            Wolę mam wolną i nie czytam. :-)) Otwieram post i widzę kilometry literek
            a Twój mąż wraca do domu (rzadko!!! jak piszesz) gdzie Ty witasz go kilometrami
            słów, potokiem żalów ...
            Nie zmienia to mojego stanowiska w sprawie ale rzuca nowe światło na Twoją
            historię, chryzokolo. Masz duży wkład w to co Cię spotyka, musisz popracowac
            takze nad sobą jeśli chcesz uratować swój związek.
            Powiedziałaś co powinnaś i czas zakończyć rozmowy z mężem, pokreślić grubą
            krechą to co było i ZACZĄĆ normalnie żyć, bez wymowek i pretensji. Bądź DOBRĄ
            żoną skoro takie rozwiązanie wybrałaś, skoro nie chcesz mu pozwolić odejść.
            Tez pozdrawiam i życzę mądrych decyzji. :-))
          • jmx Do Chryzokoli 06.07.04, 22:30

            Śledziłam ten wątek od początku i bardzo się cieszę, że udaje wam się dojść do
            porozumienia. Właściwie dziewczyny (i nie tylko) powyżej już wszystko
            powiedziały co można w takiej sytuacji. Twój mąż chyba faktycznie poczuł się
            zmęczony całą sytuacją, Twoją chorobą, opieką nad dzieckiem, wspólnym życiem
            takim bardzo... wspólnotowym. Może zapragnął odmiany czegoś "tylko dla siebie"
            akurat napatoczyła się jego była narzeczona... Nie podoba mi się jego
            wcześniejsze zachowanie wobec Ciebie, chodzi mi o te "straszenie rozwodem" i
            odejściem, tak jakby traktował Cię jak niedojrzałe dziecko, które można
            postraszyć laniem, zeby się lepiej zachowywało. Rozumiem, że nie podobały mu
            się Twoje uwagi dot. jego znajomości ale takie zachowanie jest mocno nie w
            porządku. Ale pewnie gdy zobaczył, że się "postawiłaś" juz to się nie będzie
            powtarzać.

            Dobrze, że ze sobą rozmawiacie, rozmowa jest najważniejsza. Ale rozmowa a nie
            wypominanie i pretensje (choć rozumiem, że czasem trudno tego uniknąć w
            emocjach). Forum to bardzo dobre miejsce do wygadania się - można spojrzeć na
            wszystko z boku a jednocześnie mozna, dla otzreźwienia, usłyszeć zdanie innych
            ludzi i nie ma sie poczucia całkowitego wyizlolowania ze swoim problemem.

            A co do dyskusji na temat "kocha czy potrzebuje":
            "Niedojrzała miłość mówi: "Kocham Cię, ponieważ Cię potrzebuję".
            Dojrzała miłość powie: "Potrzebuję Cię, ponieważ Cię kocham".
            (E. Fromm)

            Myślę, że warto się nad tym zastanowić.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 07.07.04, 04:34
      Dobrze ze rozmawiasz z Mezem to zawsze prowadzi do wiekszego zrozumienia obu
      stron. Im wiecej tego zrozumienia tym wiecej akceptacji. Do niedawna
      oddalaliscie sie od Siebie, teraz z kazdym dniem stajecie sie blizsi sobie.
      Najwazniejsze jest to ze sie kochacie, milosc znajdzie droge aby rozwiazac
      problemy, niebezpieczenstwo pojawia sie wtedy kiedy sie ja odrzuca albo jej nie
      ma. Kiedy jej nie ma dominuje rewanz, kiedy jest dominuje wybaczenie i
      zrozumienie.
      Piszesz ze jest coraz jasniej w Twoim malzenstwie, to milosc zaczyna przebijac
      sie poprzez strach ze stracisz to malzenstwo zawsze ja (milosc) kojarze ze
      swiatlem.
      Jesli chodzi o depresje to mysle ze w duzej mierze zawdzieczasz ja
      nierozwiazanym problemom w domu. Mysle ze warto abys trzymala sie roweru to
      bardzo pomoze Ci w kontrolowaniu Siebie i automatycznie depresji.
      Piszesz ze Twoj Maz nie rozumie depresji. To normalne, zwykla reakcja ludzka to
      strach, czesto brak zrozumienia czym jest depresja. To nie jest choroba
      umyslowa to stan w ktorym strach i beznadziejnosc dominuje w nas. Kazdy moze
      wpasc w depresje wystarczy kiedy strach zaczyna dominowac w naszym zyciu
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 213.17.147.* 07.07.04, 19:02
        No i jednak nie jest dobrze:( Mąż stwierził dzis po kolejnych rozmyślaniach, ze
        boi sie, ze kocham się z nim tylko dlatego, zeby nie odszedł, i ze to chyba nie
        ma jednak sensu, ze zastanawia się czy ja jestem tą kobietą, z którą on
        chciałby spędzić resztę życia i co ja bym powiedziała, jeśliby stwierdzil, ze
        ratowanie tego nie ma już sensu i trzeba się rozstać. Mam dość, wyć mi się
        chce! Co się z nami dzieje?! Co się stało przez ostatnie kilka mmiesiecy, bo on
        twierdzi, ze jeszcze w lutym było dobrze.Dlaczego wcześniej mi nic nie mówił?!
        Co robić?!
        On tak naprawdę chyba nie chce tego związku, nie chce...
        • Gość: ally Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.04, 19:41
          wiesz co? daj juz spokoj! najlepiej sama przeczytaj caly watek i moze wtedy
          zrozumiesz, ze to jest bez sensu! nie widzisz lub nie chcesz widziec co sie
          dzieje, co on Ci chce przekazac. On teraz probowal byc z Toba, bo przykro mi
          bardzo, jestes jego zona, ma z Toba dzieci i kredyt ale nie ma Cie w jego sercu
          i glowie. I byc moze to jest zauroczenie, przelotna milostka, ale wttej chwili
          jest to dla niego wazniejsze niz to wszystko co ma w domu. Probowal. tak, ale
          sam wie , ze nie daje rady. I tu napradwe nie chodzi o Ciebie i Twoje
          zachowanie. Zebys mu teraz przyslowiowo "dupe miodem smarowala" to on nie tego
          oczekuje, nie od tej osoby. On jest w tej chwili chory, chory na chorobe zwana
          zakochaniem. Ta choroba jest grozniejsza od milosci, bo buduje ale z rowna sila
          niszczy wszystko wokolo. Co mozesz zrobic moim zdaniem? Wystaw jemu walizki bez
          slowa. Tylko takie wyjscie. Mysle, ze to jest tchorz i nawet jak wyjdzie
          uniesiony honorem, to niedlugo, ba zaraz bedzie chcial wrocic, bo co on moze
          innego zrobic? no pomysl. nie chodz idiotko z nim do lozka. I tu nie chodzi o
          jakas kare, czy wstrzemiezliwosc. On po prostu spelnia swoj obowiazek, bo Ty od
          niego tego oczekujesz, ale sam akt wywoluje na 90% u niego mdlosci. Dlaczego?
          nie dlatego, ze jestes nieatrakcyjna, tylko dlatego, ze on ma przed oczami
          tylko jedna osobe. I wybacz, ale jak czytam te brednie, ze bedzie z nia
          rozmawial na GG pod bacznym Twoim okiem, to mi rece opadaja.nawet nie chce mi
          sie dalej pisac. Po prostu ponizasz sie i tu nie jest wazne, ze robisz to aby
          ratowac cos, zadaj sobie pytanie co chcesz ratowac? wiem ,z e jest ciezko
          zrezygnowac z tego bezpieczenstwa cjakie daje wlasny, pracujacy maz, ale
          Kobieto oboje bedziecie do konca swych chwil razem nie do konca szczesliwi. On
          bedzie wzdychal do ksiezyca, a Ty bedziesz go ciagle podejrzewac o wzdychanie.
        • Gość: Ja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.proxy.aol.com 07.07.04, 20:59
          Przeczytalam wszystko. Wyobrazam sobie i te kobiete i jej meza. To musi byc
          straszne. Ona uczepiona jego, jak rzep psiego ogona i nieomalze calujaca slady
          jego stop, byleby tylko zostal. A on, pelen wyrzutow sumienia, zapatrzony
          gdzies indziej. Zaden rezyser by tego nie wymyslil. Ot, zycie. Kobieta, ktora
          jest cieniem mezczyzny i na leb, na szyje, bije wszyskie gejsze razem wziete. I
          on, pelen wstretu dla jej oddania. Jak nisko moze upasc kobieta w swietym
          sakramencie malzenstwa.
          • Gość: NIEJA Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.54.181.100.tisdip.tiscali.de 07.07.04, 22:05
            ....ona upadla kobieta!!???...a on...to co?? ... wznosi sie ????
            lezacych /nawet jesli nimi sa- nie kopie sie/, a ty nie jestes obiektywna.
            Pewnie nawet nie mozesz z racji...Kto ci dal prawo do oceny tej kobiety?? co
            przeszkadza, badz nie pozwala na ocena faceta?...To , ze ona rozpaczliwie
            pisze?..No tak - facet milczy, wiec ocena jest proooosta...
            • Gość: Ja Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.proxy.aol.com 08.07.04, 00:21
              A uwazasz, ze mozna upasc jeszcze nizej? Maz jej wyraznie mowi, ze z tamta nie
              skonczy. Ona sie zgadza nawet na "kontrolowane" rozmowy. Blaga, prosi o litosc
              o danie JEJ jeszcze jednej szansy. Nieomalze jak skazaniec. Uwazasz, ze jest
              cos gorszego? Sluchaj, ona od kilku dni, raczej o wiele dluzej, zyje albo w
              depresji, albo sie waha, albo umiera ze strachu, albo jest jej niedobrze. A
              dzieci? Na to wszystko patrzy dwoje dzieci. Maz nie zabiera tu glosu i jego
              punktu widzenia nie znamy. I jesli ojciec jest szuja ( a znamy go tylko z opisu
              jego zony), to obowiazkiek matki jest powiedziec "dosc". Wlasnie ze wzgledu na
              te dzieci. Ale matka jest tak zajeta zatrzymaniem meza przy sobie, ze o
              dzieciach nawet nie mowi. A historia jest niezwykle banalna. Maz znalazl sobie
              inna (dlaczego, tego nie wiemy) a zona wszelkimi sposobami stara sie go
              zatrzymac. I zgadza sie na wszystko, byleby on zostal. I dla mnie ta kobieta
              upadla najnizej, jak mogla. I to nie jest milosc. To jest egoizm. Miec go za
              wszelka cene. Nie liczac strat. Gorzej byc nie moze. A chlop jest o tyle
              swinia, ze skoro chce isc, to niech idzie w pi..... i nie zawraca babie glowy.
              Niech zrobi ciecie raz a dokladnie. Skoro tak bardzo chce.
        • Gość: nnnn Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.acn.waw.pl 07.07.04, 21:30
          Dziewczyno!!!!
          Wez zabieraj te swoje dzieci i odejdz od niego na zawsze!!!!A jesli zostaniesz
          w tym beznadziejnym zwiazku to bedziesz poprostu glupia!!!On cie nie kocha, nie
          szanuje i jest totalnym egoista!!!ja bylam w zwiazku, ktory byl TOKSYCZNY!!!I
          moim zdaniem Twoj zwiazke z tym TYPEM tez jest CHOLERNIE TOKSYCZNY i poki
          jeszcze mozesz i choc troche przejrzalas na oczy to ODEJDZ OD NIEGO I NIGY NIE
          WRACAJ!!!!ja tak zrobilam, uciekalm cos co bylo zle i chore i teraz jestem
          najszczesliwsza osoba na swiecie!!!!a kiedys myslam ze bez niego nie bede
          potrafila nigdy byc szczesliwa i ze nie bede potrafila bez niego zyc!!!a
          okazalo sie inaczej, ze jak go zostawilam, bo w koncu zrozumialm jakim jest
          kretynem, urosly mi skrzydla i nigdy nie bylo mi lepiej w zyciu!!!ODEJDZ OD
          NIEGO i nie daj sie wiecej PONIZAC jakiemus FRAJEROWI!!!!!!jesli nie zrobisz
          tego dzis to juz NIGDY nie odejdziesz!!!!Zycze powidzenia i szczescia ale nie z
          tym facetem, z ktorym jestes!
        • Gość: pepsikola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.e-wroc.com 09.07.04, 23:04
          Po przeczytaniu tego co piszecie ostatnio postanowiłam też coś dodać. Wkurza
          mnie maksymalnie używanie słów durna, egoistka itp pod adresem chryzokoli. Nie
          mądrujcie się jak sami nie doświadczyliście podobnie `poniżającej sytuacji`. Co
          jest w tym poniżającego że ktoś poprostu kocha, cokolwiek to by znaczyło, i
          odmawia zaakceptowania faktu, że ten kogo kocha jest świnią, tchórzem i
          oszustem. To tak jakbyś miał/a w ciągu godziny dojść do przekonania że twoje
          marzenia są stekiem bredni i tak poprostu ucieszyć się że doszedłeś do tego
          wniosku. Łatwe? Od razu przechodzisz nad tym do porządku dziennego? A może
          cieszy cię perspektywa wolności, która się przytrafia? Można sobie zaraz
          wymyślić nowe cele, nowe marzenia, znależć nowego męża, zaufać na nowo,
          uwierzyć, że taka miłość dana jest tylko wam dwojgu. A w międzyczasie na zimno
          analizować każdy ruch i posunięcie. Kalkulować do kiedy honor od kiedy zdrowy
          rozsądek.
          Chryzokola, ten wątek można rozpracować. Życie po zdradzie, nawet takiej taniej
          jak u Ciebie, jest możliwe. Trochę gorszy gatunek, ale jest. Ktoś mi kiedyś
          mądrze powiedział: Rób tak aby tobie było dobrze. I to działa.To co robisz nie
          świadczy żle o Tobie, ale będzie Ci cholernie ciężko. Cholernie. I tak już
          zostanie. Wyślę ci swój adres to możemy więcej pogadać.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 10.07.04, 04:05
      Nie przejmuj sie tym ze Ci powiedzial ze kochasz sie z Nim dlatego zeby nie
      odszedl. Mysle ze jakos dalas mu do zrozumienia ze tak jest i z tad Jego zal,
      On tkwi w kazdym z Nas, to bierze sie z milosci do Ciebie i ze zranionej
      meskiej dumy.
      Kochaj Go i wierz ze bedzie wszystko dobrze, bo bedzie. Dla Niego ten okres
      jest tak samo trudny jak dla Ciebie. Wszystko bedzie sie zmieniac na lepsze ale
      musisz wierzyc ze wszystko rozwiaze sie po Twojej mysli a takze po mysli Twoich
      Dzieci.
      Bardzo duzo zalezy od twojej madrosci i spokoju. Staraj sie byc codziennie na
      rowerze to pozwoli kontrolowac emocje. One w tej chwili sa najwiekszym
      zagrozeniem waszego zwiazku. Staraj sie kierowac zdrowym rozsadkiem i miloscia
      do Niego i Dzieci.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: uuuu mskaiq! radząc - krzywdzisz IP: *.gl.digi.pl 10.07.04, 17:26
        mskaiq, nie pisz tych swoich pierdół do chryzokoli cierpiącej i upokarzanej
        przez męża-sadystę psychicznego. Nie pomagasz jej. Twoje "rady" są w najwyższym
        stopniu irytujące i robią jej wodę z mózgu.
        Dziewczyna tkwi w chorym związku z psychopatą i musi zrozumieć , że jedynym
        wyjściem , najlepszym dla niej i dla dzieci jest jak najszybsze ODEJŚCIE,
        więcej - UCIECZKA przed człowiekiem, kóry ją zabija po kawałku.
        Chryzokola poszukaj w internecie materiałów o przemocy psychicznej , poczytaj
        książki na ten temat.

      • Gość: Lea Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.arcor-ip.net 11.07.04, 03:14
        jestes duchownym?
        • Gość: Lea mskaig IP: *.arcor-ip.net 11.07.04, 03:22
          powyzsze pytanie dotyczy oczywiscie ciebie, a jesli tak to wiele tlumaczy...
          albo zaprzecza...
          • kadka jest takie powiedzenie ze 11.07.04, 07:55
            facet zadowolony w zwiazku nie bedzie szukal innej (ale tylko przekazuje bez
            ustosunkowania sie)
            • chryzokola Re: jest takie powiedzenie ze 11.07.04, 21:23
              Ale jak mu się coś nie podoba to nich powie. A mój mąż czekał, az wyleczę się z
              depresji, zeby mi powiedzieć...... właśnie, co? O tamtej, rozwodzie czy o
              naszych problemach?
              Ale nie wytrzymał i w trakcie leczenia walnął o rozwodzie. A pzrecież mógł
              porozmawiać, powiedzieć i mogliśmy to naprawiać już pół roku temu skoro było
              źle. Ale on wolał czekać zeby mi oznajmić, ze nie chce ze mną byc. To uczciwe?
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 11.07.04, 14:13
      Nie jestem ksiedzem. Znam milosc i wiem ze trzeba jej bronic. Jesli pozwolimy
      aby odeszla, to co zostanie. Cale moje zycie staralem sie budowac opierajac sie
      na niej. Nigdy nie sprawila mi zawodu.
      Wszystkie problemy pochodza ze strachu, nie pochodza z milosci. Strach oznacza
      nienawisc, braku tolerancji i niszczenie wszystkiego wokol.
      Dlatego pisze ze trzeba bronic milosci bo jest to alternatywa dla strachu i dla
      zniszczenia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 11.07.04, 21:19
        Między mną a mężem istnieją "poprawne" stosunki. Ona zastanawia się nadal czy
        mnie kocha czy nie, czy ja jestem tą kobieta z którą chciałby spędzić reszte
        zycia. Jest "poprawnie", spokojnie, ale nie mówi mi juz kocham cię, kochanie
        itp. To trudne, ale mam nadzieję, ze jeszcze w głębi duszy mnie kocha i moze
        odzyskam te miłość.
        Zaczęłam szukać pracy stałej, bo do tej pory miałam firmę i malowałam
        porcelanę, ale muszę mieć stały zarobek.
        Moze bedzie dobrze..........
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 11.07.04, 22:03
      Mysle ze wszystko bedzie dobrze, nie mam watpliwosci ze On kocha Ciebie. Kocha
      rowniez dzieci. Nie musisz odzyskiwac Jego milosci On ja ma w Sobie i to wiecej
      niz przypuszczasz. W nim jest strach przed ta miloscia, obawa ze straci wiodaca
      role w domu. Czasami my mezczyzni tak patrzymy na to, bierze sie to jakby ze
      stereotypu mezczyzny. Do niedawna nie mial watpliwosci ze bedzie tak jak On to
      widzi. W tej chwili dostrzegl ze to Ty masz wszystkie atuty w reku. Musi sie z
      tym pogodzic i zrozumiec. Po pewnym czasie to nastapi i bedziecie tak blisko
      Siebie jak nigdy przed tym bo zatrze sie ta roznica ja mezczyzna musze
      dominowac (to bardzo powszechny wizerunek mezczyzny). Po prostu bedzie
      dominowala milosc.
      Staraj sie byc codziennie na rowerze to pomoze Ci pokonywac emocje i czekaj
      spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji. Gleboko wierze ze nie dojdzie do rozwodu
      chyba ze Ty o to poprosisz.
      Serdeczne pozdrowienia.


      • dojrzalsza Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 12.07.04, 02:43
        mi by wystarczylo ze maz mi wymawia ze mnie utrzymuje -
        juz dawno by dostal kopa.
        • eurecka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 12.07.04, 14:44
          przeszłam to samo, co autorka tych postów
          dokładnie na początku lipca

          mąż kłamał mnie w żywe oczy
          dlaczego? bo mu na mnie zależało

          wykryłam prawdę, którą ukrywał latami
          ciężko było mu się ze mną tym podzielić, ale zrobił to
          obiecał, że będzie się starał i rzeczywiście widzę, że się stara

          zawsze zawodziły rozmowy, które ostatecznie nic nie wnosiły do naszego związku
          więc praktycznie nie rozmawialiśmy, bo po co
          ja udawałam orgazmy, a on udawał, że jestem jedyna

          jednak spędzaliśmy razem czas, razem wyjeżdżaliśmy na wakacje
          ciężko jest wspominać te chwile, bo było mi wtedy tak dobrze, ale dziś wiem, że
          wszystko było udawane
          prosił, żebym robiła mu zdjęcie - nie wiedziałam, dlaczego nie ma być na nich
          dzieci, tylko on sam - zastanawiało mnie to bardzo; krzyczał nawet wtedy na
          mnie, bardzo się denerwował, że mam robić i już
          potem doszłam do tego - te zdjęcia rozsyłał swoim duchowym koleżankom

          byłam naiwna, ale nie bez winny
          kochałam go, ale chyba bardziej kochałam siebie samą
          nie pozwalałam mu na własne zdanie - jeśli miał inną opinię na jakiś temat, nie
          mogłam się z tym pogodzić; więc kiedyś przestał się zwierzać i w końcu
          przestaliśmy rozmawiać

          więc poszukał sobie słuchaczki, potem słuchaczek...

          kiedy go nakryłam - walczył jak lew, żeby wszystko zbagatelizować; że to żarty itd.

          po co tak walczył? wiem, że mu zależało

          wiedział, że zrobił źle; uznał, że 60 a może 70% winny leży po jego stronie, ale
          znał też mój udział w swoim zachowaniu – bo to nigdy nie jest tak, że jedna
          strona jest tylko winna

          dał mi czas i wybór – czy chcę go takiego, czy ma odejść? obiecał, że będzie
          robić wszystko, by ocalić nasz związek

          ... zależy nam obu; staramy się, choć mam wielką ochotę go sprawdzać, czy nadal
          wszystko jest o.k., chociaż przestał się przede mną ukrywać i mówi mi o wszystkim
          my po prostu ROZMAWIAMY!

          sprawa jest jeszcze świeża, ale chcę wierzyć, że będzie dobrze

          rozmowa, to bardzo ważna rzecz; jeśli nie rozmawiamy z partnerem, to już
          powinien być to dla nas sygnał, że coś jest nie tak

          walczmy o prawo do rozmowy i uczmy się ze sobą rozmawiać!
          • moc_ca Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 12.07.04, 14:55
            Brawo, eurecka! Piękny post! :-)
            pozdrawiam
            • eurecka Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 14.07.04, 00:05
              Jest cudownie.
              Aż się zastanawiam, czy to jawa, czy sen.

              Czuję potęgę miłości, nowe zauroczenie tą samą osobą.
              Nigdy wcześniej bym nie uwierzyła, że to możliwe.

              Choćby w podziękowaniu za te cudowne dziś chwile, nigdy nie będę żałować, że
              dałam mężowi tę szansę.
          • slawek004 Rozmowa 20.07.04, 10:04
            rzekłaś:
            rozmowa, to bardzo ważna rzecz; jeśli nie rozmawiamy z partnerem, to już
            powinien być to dla nas sygnał, że coś jest nie tak

            Ale w prozie zycia nieraz za późno się orientujemy że już rozmowa zanikła, że
            juz tylko wymieniamy informacje, że już apadły jakieś decyzje.
            Poza tym jest też jakas przyczyna w obojgu ze rozmowy nie ma .
        • Gość: nk Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.07.04, 13:05
          to zycze zeby cie zdradził, wtedy zobaczymy! Uwielbiam jak ślepy o kolorach
          gada! z takimi bredniami to ty sobie na urodzie popisz bo o zyciu g... wiesz!!!
    • Gość: Szałciał Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.04, 14:07
      Mam wrażenie, że on chce wymusiś na tobie odejście.
      Żebyś to ty odeszła od niego, żeby on nie miał poczucia winy, że coś sknocił.
      W grę wchodzą jeszcze dzieci, które mogły by mu trochę przeszkadzać w życiu ale
      wolałby żeby zostały z nim - wtedy bedzie mógł opowiadać, że zostawiłaś go
      samego z dziećmi i sobie odeszłaś. W każdym razie będą one dla niego tylko
      kartą przetargową w późniejszym okresie - może przy rozwodzie, może nawet tylko
      po to by poczuć satysfakcję, że nie będzie Ci musiał płacić alimentów.
      Moim zdaniem jego "była" ma bardzo duży wpływ na niego i potrafi nim
      manipulować, dlatego dopóki będzie z nią miał kontakt - będzie zwrócony
      przeciko Tobie. A z tego co piszesz to on chce mieć z nią kontakt bez wzlędu na
      to co się dzieje między Wami. Jego obietnice nic nie znaczą. A Twoje zachowanie
      tylko go prowokuje - opowiada o nim swojej byłej, a ona juz mu to odpowiednio
      zinterpretuje za co on jej podziękuje i stwierdzi, że jesteś histeryczką...
      Faceci nie znoszą histeryczek - uciekają przed nimi.
      Jeżeli mogę Ci poradzić coś to tylko tyle, żebyś odizolowała się od niego
      psychicznie, bo on właśnie w ten sposób Cie wykańcza. Zna Twój czuły punkt i to
      wykorzystuje... i bedzie to robił dopóki Cię nie wykończy.
      Pokaż mu się z innej strony.
      Pokaż, że potrafisz być silna.
      Z dnia na dzień przeznaczaj dla Siebie więcej czasu - chodzi o to że masz o
      nim nie myśleć: gdzie jest, co robi? Kiedy nachodzą Cię takie pytania pomyśl o
      czymś przyjemnym - niech to będzie Twój azyl.
      Kiedy on Ci mówi, że "ona" jest taka czy siaka - zrób rozmarzoną minę i powiedz
      przyciszonym i spokojnym głosem:"Jakie szczęście, że ja nie jestem taka jak
      ona"... i jakby nigdy nic idź i zajmij się sobą.

      ...a jeżeli to nie pomoże - to i tak najprawdopodobniej sie rozejdziecie, ale
      Ty będziesz już dużo silniejsza psychicznie i łatwiej Ci będzie to znieść...

      z przymróżeniem oka
      Pozdrawia
      Szałciał


      • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 19.07.04, 19:08
        Wiesz Szałciał tez mnie nachodziły takie myśli i nachodzą.
        Jestesmy po weekendzie, na który wyjechaliśmy razem, sami i wygarneliśmy sobie
        wszystko, ustaliliśmy pewne rzeczy i postanowilismy ratować ten związek,
        odbudować wzajemne zaufanie i byc razem. Obiecał, ze nie będzie się z nią
        spotykal, rozmawiał o nas i nie bedzie pierwszy nawiązywał kontaktu przez gg.
        Ale gdy ona sie odezwie nie spławi jej, bo to niekulturalne i tego obiecać mi
        nie moze, wiec jak sie odezwie ona to pogadają. Dobre i to. Nie wiem jak to
        wygląda z jego strony, ale ja nie potrafię tak nagle z dnia na dzień o
        wszystkim zapomnieć, wyrzucić za siebie. Staram się ,zeby było dobrze, spędzamy
        duzo czasu wed dwoje, staramy się zaufac sobie, ale to takie trudne. Ja wciąż
        nie mogę o tamtej zapomnieć. Wciąż o tym myslę, nie ufam jej, boję się, ze mój
        mąż jest manipuloany przez nią i doprowadzi ona w końcu do rozpadu naszego
        związku, bo mój mąż wogóle nic nie widzi, a raczej nie chce widzieć. I wciąż
        boję sie dżwieku przysłanego SMSa, jego wyjść z domu, tego gdy widze, ze jest
        na gg w czasie pracy. Wiem, ze mi obiecał, ale wciąż gdzieś tkwi lęk, ze jednak
        moze mnie okłamuje, ze jednak się kontaktują. Nie umiem sie od tego opedzić.
        Czasem gdy jest bardzo źle przychodzi mi taka mysl, ze może on i w kwiestii
        zdrady mnie okłamal. W końcu udowodnił mi, ze potrafi kłamać i oszukiwać. A
        jeśli on jedank spał z nia i byc moze nadal to robi? I tylko opowiedizał mi
        ładna bajkę, w którą ja uwierzyłam? Łaje się sama za takie myśli, ale one
        czasem same przychodzą.
        I jeszcze to upokorzenie. Synek bawił się komórka, niechcący nacisnął jej
        numer, zadzwonił, i wyłączył sie. Po kilku minutach przyszedł SMA od niej(sam
        mi go pokazał): "Rafałku czy to ty dzwoniłeś? A moze to twoja żona bawi się w
        szpiega:)". Ta ironia była niepotrzebna z jej strony i zabolała, Kim ona jest,
        ze mnie tak traktuje, wyśmiewa się ze mnie? A on jeszcze na to pozwala! Ona nie
        ma prawa tak mnie traktować jak nic. I jeszcze to "RAfałku" jakim prawem ona
        mówi tak do mojego mężą?! Zdawało mi się, ze tylko ja moge tak do niego mówić.
        To wszystko jest strasznie trudne, czasami wydaje mi sie , ze wpadnę w obłęd.
        Nie wiem jak długo to wszystko wytrzymam. Kiedy przestane się bać SMSów, jego
        wyjść, jego słów, jej. Kiedy mu zaufam, kiedy przestanę sie czuc skrepowana w
        jego obecnośći. Bo teraz z jednej strony mamy odbudowywać więzi, ale ja czuję
        się przy nim skrepowana, spieta i wciąż odczuwam niepokój. Wiem, ze aby on
        chciał byc ze mna powinnam byc ciepła, uśmiechnieta i wesoła, a ja nie
        potrafię, bo wciąz serce wali mi jak oszalałe i boli w środku wszystko. Boze
        jak ja bym chciała żeby to juz wszystko było za mną!
        Przepraszam za długi post
        Chryzokola
        • Gość: ups Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 62.121.129.* 20.07.04, 12:34
          >Wiem, ze aby on
          > chciał byc ze mna powinnam byc ciepła, uśmiechnieta i wesoła, a ja nie
          > potrafię, bo wciąz serce wali mi jak oszalałe i boli w środku wszystko

          -rany kobieto, daj ty spokoj temu zwiazkowi bo robisz/cie z niego paranoje na
          wlasne zyczenie!
          albo odcinacie przeszlosc ty i on jedna decyzja, i zaczynacie budowac od nowa
          nie wracajac do tego, albo skonczcie to wzajemne zadreczanie sie i idzcie
          osobno na pielgrzymke w poszukiwaniu wlasnych kregoslupow bo gdzies je
          zgubiliscie.

          przczytalam piate przez dziesiate ale -sugerujesz, ze oni od dawna sa sobie
          bliscy i duzo bardziej zzyci niz ty z mezem, a maz czekal az sie wyleczysz z
          depresji by odejsc,,, i tak funkcjonowalo wasze "małzenstwo".
          latwo jest zapedzic drugiego poczucie winy i trzymac go przy sobie poczuciem
          obowiazku -ze dzieci, ze choroba zony, ze zima to nie teraz, ze brak pracy to
          jeszcze nie odejdzie bo sobie nie poradzisz... itd.,
          gdzie zgubiliscie wzajemny szacunek? i czy bez niego potraficie byc ze dobrze
          ze soba dalej?
          piszesz -"ona nim manipuluje"- a on on to male dziecko? "on nic nie widzi" a
          czy ty widzisz? czy ty widzisz ze czepiasz sie jak rzep meza za wszelka cene
          byle tylko byl nie dbajac o wlasna godnosc, godzisz sie na wszystko, choc wcale
          mu nie wybaczylas, a on wcale nie skonczyl tamtego kontaktu,robisz sceny,zzera
          cie zazdrosc,w domu atmosfera z ktorej kazdy by uciekl...

          wyglada to jakbys czepiala sie kurczowo Jego nogi z cierpiaca twarza i grymasem
          wymuszonego usmiechu (powtarzajac sobie "jak sie bede usmiechac to zostanie,
          jak bede mila to zostanie, jak bede mu potakiwac to zostane, jeszcze szerzej
          sie usmiechac kochanie?.."..) a druga noge wspiera mu ze wspolczuciem ta druga
          ktorej on mowi "zobacz jaki biedny jestem,rozumiesz mnie teraz jak mi ciezko,
          ty mnie zawsze rozumials.."
          • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 14:09
            Podjęliśmy decyzje o odcięciu, ale człowiek to nie maszyna. To nie tak łatwo
            wyrzucic to co boli jednym zamachnięciem, jednym postanowieniem. Poza tym, to
            co czuje rozgrywa się we mnie, nie zadręczam go tym, dlatego m.in, tu pisze,
            zęby jego "nie zadręczać", bo on jest przecież najbiedniejszy w tej całej
            sytuacji.
            On nie czekał na moje wyzdrowienie, zeby odejść, tylko miał nadzieję, zę jak
            się wyleczę, to się zmieni, bedzie dobrze i zaakceptuję jego znajomość z tamta.
            Ale jak się z nia pierwszy raz spotkał w kwietniu, to nie wytrzyamł i
            powiedział o rozwodzie. Cały czas zreszta twierdzi, ze jeśli nawet odejdzie to
            nie do niej.
            Nie czepaim się go za wszelka cenę, nie szantażuję go dziecmi ani domem. Nie
            chcę tylko, by podejmował pochopne decyzje i dał nam szansę, bo chyba jesteśmy
            to sobie winni po tylu wspólnych latach?
            Kilka lat temu mieliśmy też kryzys. Wtedy to ja chciałam sie rozwieść, ale nie
            powiedziałam mu nic o tym, nie spotykałam się z kolegą, który by mi otwierał
            oczy (a być moze gdybym wtedy tak zrobiła dziś nie bylibyśmy razem).
            Postanowiłam poczekac, próbować naprawić jeszcze. Mój mąz zaczął się starać,
            rozmawialiśmy godzinami, przez dwa lata dochodziliśmy do siebie i udało się! Z
            perspektywy czasu wiedziałam,ze dobrze zrobiłam, ze nie spakowałam walizek i
            nie odeszłam wtedy. Uratowaliśmy nasz związek i byliśmy bardzo, bardzo
            szczęśliwi. Po paru latach stwierdziliśmy, ze chcemy miec dziecko, jako owoc
            nazej miłości. I to był błąd! Wszystko się zepsuło. Poronienia, ciężka ciąża,
            ciężki poród, depresja poporodowa, uciążliwe, nadpobudliwe dziecko, rozwijająca
            się firma założona przez męża. Brak czasu dla siebie, zmęczenie, moja choroba i
            szlag trafił szczęście tak z trudem odzyskane. A myśleliśmy, ze po tym kryzysie
            jesteśmy tacy mądrzy, ze już nie doprowadzimy do tego samemgo. A guzik! I
            dlatego wiem, ze trzeba próbować. Bo za dwa lata moze się okazać, zę bedziemy
            bardzo szczęsliwi i będziemy chwalić sie za to, ze nie ucieklismy.
            A jeśli chodzi o manipulację. W manipulacji o to właśnie chodzi, ze ze
            manipulowany nie widzi tego, ze jest manipulowany. I najmądrzejszy da się
            wmanipulować we wszystko.

            chryzokola
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 08:24
      Mysle ze Twoj Maz nie chce abys odeszla od Niego. Inaczej wystarczyloby
      zostawic sprawy tak jak sa i samo by sie to zakonczylo.
      On robi co innego, rozmawia z Toba, probuje ratowac malzenstwo, zreszta Ty
      robisz to samo, obojgu Wam zalezy na tym.
      Piszesz ze jest trudno zaufac to prawda ale trzeba przelamywac ten brak wiary.
      Mysle ze Twoj Maz nie jest manipulowany przez Nia bo inaczej nie bylbyscie juz
      razem. Jedyny sposob przelamania tego to kontrola tego co myslisz, nie pozwalaj
      podejrzliwym myslom niszczyc Waszego zwiazku. Zwroc uwage ze tam gdzie jest
      strach tam jest zniszczenie a tam gdzie jest milosc jest zrozumienie i
      wybaczenie. Najwazniejsze teraz dla Ciebie jest nie poddawac sie temu strachowi
      czy niepokojowi ktory sie pojawia w Tobie, to on zabiera Ci usmiech i wiare.
      Staraj sie nie myslec pod wplywem emocji, uzywaj tego roweru bo to pomaga
      kontrolowac Twoje negatywne uczucia. Jesli pokonasz ten strach, bedzie coraz
      lepiej znow odnajdziesz usmiech i radosc. Zobaczysz Sama zreszta mysle ze wiesz
      ze ten strach nie ma podstaw bo Twoj Maz jest z Toba dlatego ze Cie kocha.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 09:12
        Mdli mnie od tego co wypisuje mskaid!!!
        z Twoich wywodów wynika ,że związek nalezy ratowac mimo upokorzeń,
        zdrad. Miłość ponad wszystko.
        Niech bije ale zostanę z nim.
        Niech pije, szczy pod siebie , znęca sie psychicznie ale zostanę z nim bo
        małżeństwo jest naważniejsze.!!!!

        Mysle ze Twoj Maz nie chce abys odeszla od Niego. Inaczej wystarczyloby
        > zostawic sprawy tak jak sa i samo by sie to zakonczylo

        Owszem nie odejdzie bo mu wygodnie.!!

        Mysle ze Twoj Maz nie jest manipulowany przez Nia bo inaczej nie bylbyscie juz
        > razem.
        To po cholerę te gadki o tym,ze jak zadzwoni to musze pogadać, nie chce byc
        nietaktowny!
        Nietaktowny wobec obcej baby??
        A jaki jest wobec własnej żony??
        Steg bzur i tyle.!

        Rafałku to Ty dzwoniłes!
        wrrrr po takim sms dostałby tym telefonem w łeb.

        Dlaczego facet , który rzekomo ratuje małżeństwo bo KOCHA nie moze pozbyc sie
        tej niby nic nie znaczącej kolezanki?
        Wywalic numer z telefonu aby nie draznic żony?
        Nie kontaktowac sie z nią wogóle skoro jemu na niej nie zależy?
        Bo nie chce...PROSTE!

        Kto jest w tym zwiazku najważniejszy ONA czy Ty?
        Na kim powinno mu zalezeć na niej i co sobie pomyśli czy na Tobie?

        Gdybym to ja była na Twoim miejscu zadzwoniłabym do niej i posłałabym taką
        wiązankę ,ze odechchiało by sie jej mojego męża!
        Mój argument: walcze o związek, zalezy mi na nim i zrobie wszystko, WSZYSTKO
        aby go utrzymać!!
        Ciekawe jak by sie Twój zachował po takim incydencie, zapewne dostałabys niezły
        opieprz za to.A ja by przepraszał.
        Opieprz w imie tej miłości!

        Kochana strach bedzie zawsze, dzis , jutro za rok i 5 lat!

        A ten rowerek to dorazna pomoc!
        rowerek,zakupy, kino... wracamy do domu i jest tak jak pzred rowerkiem.
        A jak jest, różowo?










        • Gość: Szałciał Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.04, 11:44
          Oj zgadzam się z Tobą malwa33.
          A że mdli od tych pustych zdań mskaid - to mało powiedziane.
          Jak bym czytała książkę kucharską - przepis na wszystko.
          Tylko, że życie Chryzakoli to rzeczywistość.
          I do tego jeszcze ten rower - w co drugiej wypowiedzi przepis na udane
          małżeństwo: ROWER!
        • chryzokola Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 13:53
          Stwierdził, ze nie zaprzestanie z nia zupełnie kontaktów, bo ona mu pomogła i
          on nie moze jej odmówić jak ona będzie chciała porozmawiać. A pomogła mu w ten
          sposób(wiem to od niego), ze sprawiła iż na wiele spraw spojrzał inaczej, ze ma
          żonę, która zawsze była wyrachowana, depresję sobie wymyśliła, zeby nim
          manipulować, jest histeryczką, bo sprzeciwia sie ich spotkaniom, (A ona to
          męzowi na wszystko pozwala), nic w zyciu nie osiągnęła, bo studia skończyła i
          owszem, ale w domu siedzi, nie pracuje(choć to on zawsze chciał bardziej zebym
          domem i dziecmi się zajęła, bo rodzina najważniejsza. Dwa lata temu chciałam
          iść do pracy, ale stwierdził, ze on na nas zarobi, a ja niech zajmę się
          ogniskiem domowym, no a teraz to nagle jestem wyrachowana i nieźle się w zyciu
          urządziłam!)Faktycznie nieźle! Facet ciągle poza domem, w domu zrzędliwy i
          zmęczony, wiecznie nie mający czasu, przestawiający cię jak mebel, bo mu
          przeszkadzasz poruszać się po mieszkaniu. Nie mający czasu dla ciebie, ani na
          rozmowę. A ja wiecznie tęskniąca, wiecznie czekająca, aż wróci, aż poświeci mi
          odrobine swojego cennego czasu. Nagle go olsniło, ze jego żona jest
          niekulturalna, nic w zyciu nie osiągnęła, nie ma więc mnie za co szanować, w
          przeciwieństwie do niej, odkrył dzięki niej, ze przez te wszystkie lata był
          terroryzowany! przeze mnie (niestety nie potrafię sie dowiedziec na czym to
          miało polegać), wszystko było tak jak ja chciałam (ja miałam inne wrazenia,
          zawsze wszystko kreciło się wokół niego i było jak on chciał, choćby z tego
          powodu, ze on pracował i ja nie miałam zadnych argumentów, zawsze musiałam się
          zgodzić) itd. A ona cokolwiek by nie powiedział udowadnia mu, ze ona to by tak
          nie potrafiła, ona to inaczej, ona tak nigdy itp. I to nie jest manipulacja ?
          A on to jak muł powtarza, ciągle mnie tym po oczach wali i doszukuje się we
          mnie ciagle nowych wad albo potwiedzenia tego, co ona mu powiedziała.
          Wiem, ze mnie kocha, ale mam wrazenie jakby razem ułożyli jakiś plan według
          którego on działa. Zrobi tak i tak, nie będzie robił tego i tego, nie da się w
          tym i tamtym. Bo czasami w niektórych momentach nagle zmienia się, i mówi jak
          wyuczoną lekcję: nie zmienie się, dość tego, albo się zmienisz albo to koniec,
          nie dam się. Tak jakby właściwie wcale tak nie myślał, ale mówi, bo tak trzeba.
          CZasami zastanawiam się, czy to straszenie rozwodem takze nie było częścia
          planu, żeby mnie wypróbować. Bo jakoś tak nagle mu przeszło.
          Z początku powiedział, ze nie zerwie z nią kontaktu dla zasdy bo nie będę nim
          rządzić i jego znajomościami, bo jest wolnym człowiekiem i moze robić co chce.
          Teraz poszedł na kompromis, powiedział, zę wiećej obiecać mi nie moze a i tak
          chyba ma wielki żal do mnie że musiał się zgodzić na to, zeby z nią nie
          rozmawiać i nie spotykać się.
          A z tym rowerem to prawda. Pewnie, ze dobrze sie wyrwać, dobrze jest spotkać
          się z koleżanką, ale potem człowiek wraca do tego domu, w którym się dusi.
          Cięzko tak żyć.
          Umówiliśmy się, ze bedziemy ratować ten zwiazek, ale on ciagle pyta mnie czy
          jestem na pewno pewna, ze to ma sens, czy chcę być z nim itd, bo on chce mieć
          pewność, ze np, za pół roku nie powiem mu, ze jednak to ratowanie nie miało
          sensu, bo ja jednak nie chcę być z nim. Ale jednocześnie sam nie moze mi dać
          gwarancji, ze on tego samego nie zrobi.
          Widzę, ze chce być ze mną, chce ratowac nasz zwiazek, widzę, ze mu zależy,ale
          nie wiem czy z powodu jego 'zasad" uda nam się to osiągnąc, bo jesli tamta nie
          zniknie z horyzontu nie będę umiała się czuć swobodnie i idbudować zaufania. A
          nie potrafię mu wytłumaczyć, ze dla mnie to duze obciążenie, gdybym o niej nie
          widziała byłoby mi łatwiej.Poza tym swoim zachowaniem przez kilka tygodni
          sprawił, zę teraz ja zaczęłam się zastanawiać czy chcę być z nim i być moze
          skończy się tak,ze to ja go zostawię, bo nie wytrzymam.

          chryzokola
          • Gość: ups Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! IP: 62.121.129.* 20.07.04, 14:32
            no padam na twarz przed takim hectolitrem dictum

            dwoje podobno doroslych - przepychajacych sie wzajemnymi żalami, pretensjami,
            oskarżeniami, żądaniami...
            "bo ty to zawsze..., lub "bo ty to nigdy..., i "to JA sie POSWIACALAM..., druga
            strona o tej samej sprawie mysli "to JA sie Musiałem poświecic...
            "jak sie Ona nie zmieni to go rzuce... , "jak sie On nie zmieni to go rzuce...
            -litosci! to brzmi juz dawno jak chamska rozprawa rozwodowa!
            gdzie "pokrzywdzeni" malzonkowie biegają po znajomych obrabiać 4litery
            współmałżonkowi..

            o jakiej miłości mówicie jeśli tyle w was wzajemnej niechęci i nienawiści,i
            jakies "dzialanie" jest chwilowym zrywem a jak wiatr zawieje to wrocicie do
            tego co bylo..






            • Gość: chryzokola Re:do ups IP: 213.17.145.* 20.07.04, 17:46
              Wiesz co wogóle nie wiem o czym Ty mówisz. Ja o jednym ty o drugim. Gdzie ja
              napisałam te wszystkie słowa albo chociażby dałam powód by sądzić, ze takie
              padły? I gdzie powiedziałam że jest w nas niechęć i nienawiść? Gdyby tak było
              nie chcielibysmy być razem i ratować naszego związku! A to ze mamy wątpliowści,
              i jest nam trudno no to chyba zrozumiałe? Jakbysmy tych problemów nie mieli nie
              byłoby sprawy.
              • Gość: ups Re:do ups IP: 62.121.129.* 21.07.04, 09:00
                > Wiesz co wogóle nie wiem o czym Ty mówisz. Ja o jednym ty o drugim


                no właśnie. czytając to co piszesz ja wyciągam takie wnioski jak napisałam.

                może twoja komunikacja z mężem przebiega na podobnej zasadzie?
                może tylko wam się wydaje że "rozmawiacie" -a tak naprawde każde "coś tam mówi"
                a drugi "coś tam przyjmuje do wiadomości a myśli i tak swoje", może nie
                nazywasz/cie rzeczy po imieniu a powinniście?

                ok, wygaduj się na forum skoro to ci pomaga. ale forum nie załatwi twoich
                problemów, te musicie załatwić we dwoje -ty i on. żal który oboje macie do
                siebie już przeradza się w niechęc co mozna wyczytac w twoich wypowiedziach,
                mimo ze nie nazywasz rzeczy po imieniu. za progiem czekają mocniejsze uczucia.
                a niby co czujesz po zdradzie meza- wdzieczność do niego? nie panujesz nad
                zazdrością o tamtą kobiete,nie śmiejesz się z jej sms-ów -więc niby jaka była
                twoje "rozmowa" z mężem jeśli nie oczyściła sytuacji?
                • katja Re:do ups 21.07.04, 12:49
                  Romanse na boku nie przynosza nic dobrego . Wszyscy cierpia-tak to sie zwykle
                  konczy.
                  Twoj maz nie jest uczciwy wobec zadnej z was i taka jest prawda , chocbyscie
                  zaprzeczaly.
                  Nie wolno traktowac ludzi instrumentalnie-nawiazywac romans aby zatkac dziury w
                  pierwszym zwiazku.
                  Kazdy kto zdradza a w koncu nie wie kogo wybrac powinien uwaznie przyjrzec sie
                  sobie...o co mu chodzi? Czy on ma niestabilna psychike?
                  Bez zobowiazan i konkretnych czynow nie ma prawdziwej milosci a wiec i zadnej
                  satysfakcji z zwiazku w jakim jestescie i ty to chyba odczuwasz?
                  Jesli juz czujesz podejrzliwosc , niechec , niepewnosc nie ma juz miedzy wami
                  uczuc milosci, to tylko dawne przyzwyczajenie , tak jakbys mieszkala z
                  wspollokatorem.
    • mskaiq Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 15:23
      Ty jego kochasz i On Ciebie kocha. Jest wiele zlosci i strachu pomiedzy Wami.
      Mysle ze powinniscie skoncentrowac sie na pozbyciu sie tego strachu i niepokoju
      ktory w tym momecie niszczy Wasz zwiazek.
      Piszesz ze jego zachowanie przez kilka tygodni sprawiło to ze zaczęłas się
      zastanawiać czy chcesz z Nim byc. Bylas z Nim przez 10 lat, czy kilka tygodni
      moze przekreslic Wasza milosc i Wasze Dzieci. Czasem wydaje sie nam ze gdy sie
      to skonczy to wszystko rozwiaze sie samo i problemy znikna. Niestety jest
      inaczej, zamiast milosci ktora mozecie miec pojawi sie nienawisc, strach i
      pretensje. W takim swiecie jest trudno zyc, masz tego przedsmak teraz.
      Rozejscie sie oznacza rezygnacje z milosci i bycie w czyms takim jak przez
      ostatnie kilka tygodni przez wiele lat. Odejscie nigdy nie konczy problemow,
      powieksza je. Zwykle przezywamy je znacznie silniej juz po rostaniu.
      Dobrze ze chodzisz na rower bo to pozwala Ci kontrolowac emocje ktore sa bardzo
      silne w Tobie. Potrzebujesz tego jak najwiecej.
      Jesli chodzi o ta Kobiete to nie mysl o Niej, Ona Ci nie zagraza. Myslenie o
      Niej powoduje powstawanie bardzo silnych zlych emocji ktore przenosisz na
      Wszystkich wokol Siebie. On Jej nie kocha, nie zostalby z Nia nawet gdyby
      zostal sam, po prostu kocha Ciebie. Ona jest bez znaczenia dla Ciebie i Twojej
      Rodziny. Poza tym jestes wspanala i madra Osoba, Twoj Maz to wie i bardzo
      docenia nawet jesli masz inne wrazenie. To zlo ktore jest pomiedzy Wami
      powoduje wiele zlych slow. Kiedy je pokonacie, oboje bedziecie sie doceniali i
      te problemy znikna.
      Jesli chodzi o rewanz to rewanzujac sie Jemu Ty ucierpisz, On i Wasze Dzieci.
      Czy to ma sens, rewanz to rzecz ktorej trzeba unikac bo dziala zawsze przeciwko
      Nam.
      Trzymaj sie, wszystko bedzie dobrze, wierze ze Wasza milosc jest silniejsza niz
      strach i zlosc i wszystko co negatywne i zle w naszym zyciu.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • malwa33 Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 20.07.04, 18:48
        AMEN!


        Ty go kochasz i On Cie kocha, mama Cie kocha i tato Cie kocha.
        Sąsiad Cie kocha i sąsiadka Cie kocha.
        Będziesz grzeczna to dostaniesz lizaka a jak bedziesz niegrzeczna to będzie
        kara! Okrutna kara!!! Przyjdzie koleżanka i Cie upokorzy.
        Ona moze byc niegrzeczna bo ona jest inna -lepsza!


        Czy Wy wiecie co to miłośc?
        Jakie sa jej składniki?

        Odsyłam do ksiązki Wojciszke- Psychologia miłosci.
        Inna lektura -Anthony de Mello- Przebudzenie.







    • ja.tez Re: zdradził?- nie ufam, boję się, duszę się! 25.07.04, 14:52
      Chyzakola, co slychać u Ciebie, jak sie trzymasz? Daj znać.
      • Gość: chryzokola do ja.też IP: 213.17.147.* 25.07.04, 19:22
        Odpiszę Ci na priva, dobrze?
        • Gość: alina Re: do ja.też IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.04, 20:39
          Droga Chryzkolo, to juz przestalas dzielic sie z nami swoimi nowinkami z
          domowego ogniska. jest to wszystko zenujace, niestety. Szukasz tu
          potwierdzenia, przytakniecia, ze wszystko bedzie dobrze, malzonek zostanie itd.
          Tylko czy zadalas sobie pytanie jak bedziecie zyli dalej? to sa wlasnie chore
          uklady malzenskie. nienawisc, wzajemne zale, pretensje, niedomowienia.
          Wszystkiego najlepszego!
          • Gość: chryzokola Re: do aliny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.04, 20:14
            Masz rację nie będę choćby z powodu takiego postu jak Twój. Nie karmie tu
            nikogo nowinkami tylko szukam odpowiedzi. Moja sytuacja zmienia się jak w
            kalejdoskopie dlatego ciągle mam "nowinki". Staram się w tym wszystkim nie
            zgubić, rozeznać, zrozumieć. Nie szukam zadnego potwierdzenia ani rozwiązania
            moich problemów na forum, chciałam tylko znać opinię innych na temat tej
            sytuacji.
            I zadałam sobie to pytanie. Traktuję to co jest jak stan przejściowy, jak
            chorobę, wierzę ze nam się uda, ale zdjaę sobie sprawę, ze jeśli za pół roku,
            rok będzie tak jak dzisiaj odejdę, bo nie wytrzymam z nim. Ale spróbować chcę.
            I nie wiem co w tym zenującego, ze ktoś jest zagubiony, wystraszony i szuka
            pomocy? Mam siedzieć cicho i prać brudy we własnym domu?
            • Gość: figa z makiem Re: do aliny IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 27.07.04, 13:29
              nie przejmój sie chryzokola i pisz jak na to masz ochote ...a jak ktoś nie ma
              ochoty czytac to niech nie czyta
              • Gość: alina Re: do aliny IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 18:33
                Tak Chryzkola , pisz, pisz..... Nawet nie zrozumialas w tym wszystkim mojego
                postu. Nie Ty jestes zenujaca. Ta sytuacja w ktorej sie znalazlas jest
                zenujaca. Piszesz i czekasz na potwierdzenie, ze bedzie lepiej. Zadaj Sobie
                pytanie jak bedziesz zyla z mezem po takiej sytuacji. Juz nigdy zadne z Was nie
                bedzie sie dobrze czulo w takim ukladzie. bo to juz zaczyna byc uklad nie zadne
                tam malzenstwo. Jedno drugiemu daje jakies zakazy, przyzwolenia, Ty godzisz sie
                na jakies bzdurne rzeczy. Mysle, ze gdybys miala troszke pieniazkow to
                kopnelabys tego pana w tylek a tak zostalo Ci to co teraz robisz. Coz, Twoj
                wybor. Nie mysl tylko, ze jak on Ci kiedys powie (o ile powie) ze Cie kocha, to
                bedzie to znaczylo , ze Cie kocha. Hi, hi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka