Dodaj do ulubionych

życie pozablokowe

11.07.04, 15:21
gdy byłem dzieckiem to żyłem w bloku - w bloku pełnym dzieci. i rodzice
powtarzali każdemu: "dobrze, możesz wyjść na dwór ale baw się przed
blokiem.", chodziło o to, żeby z jednej strony rodzic był w zasięgu
krzyku "maaa-moooo!", a z drugiej pociecha: "jaa-neek! wraa-caaj!"

nie było wtedy domofonów, więc trzeba było się trochę nakrzyczeć (dzieci
pomagały sobie nawzajem)

nie wszystkie dzieci trzymały się bloku - świat się dzielił na sfery:
przed blokiem - tu pozostawali najbardziej uwiązani
za blokiem - tu chadzali ci, którzy chcieli być trochę osobno, ale nie za
bardzo
inne podwórka - nowe doznania w tym samym kontekście

daleki świat - nowe doznania, nowe konteksty

dla mnie najczęstszym miejscem zabaw stał się Las, Budowa i Bagna - będące
częścią dalekiego świata

dziś też tak mam :)

a wy? gdzie się bawiliście? gdzie bawicie się teraz?
Obserwuj wątek
    • bocca Re: życie pozablokowe? 11.07.04, 18:31
      bylo i sie skonczylo... (1990-2004)

      kiedys, to przynajmniej sie mowilo, ze Polska to najweselszy barak w BLOKU.
      Nie wiem, czy na jakies rownie zaszczytne okreslenie w tym nowym bloku
      zasluzymy.
      • malvvina Re: życie pozablokowe? 11.07.04, 20:52
        na podworku :-) zupelnie jak ty . ale mialam nakaz przychodzenia "na godzine" i
        bez krzykow - tak mnie terrroryzowano ;-)
    • joanna_1 Re: życie pozablokowe 11.07.04, 21:10
      Jako, że w domu była smyczowa dyscyplina, podwórko musiało byc studnią doznań.
      No tak, jako mała 3 latka szwędałam się podobno po śmietnikach :) , tak mi
      doniesiono rzecz jasna, pamięci mej umknęło.
      Wiek zerówkowo wczesno szkolny owocował w łażenie po bunkrach i drzewach.
      Uznałam, ze chłopcy mają lepiej, więc trzeba do nich dorównać ;)
      Zrywanie orzechów rosnących wysoko było skoordynowane, ktoś właził wysoko, ja :)
      ktos następny strącał cegłówką te niżej rosnące. Raz potraktowano mnie jak
      orzecha niechcący, eeee, i jakoś mi się odechciało być Tarzanem osiedlowym.
      Zwiedzanie bunkrów koniecznie było podsycane opowiesciami o szczurach
      rzucajacych się do oczy, gardeł. Fajnie było, pisku co niemiara.
      Na małym rowerku wigry jeżdziłam już jako dziecię za miasto, tak na
      sześciolatka ze 20 km styknęło.
      Dziś też mam rower prawie przyspawany do nóg, zwiedzałam sztolnie w Sowich
      Górach, MRU, do dzialkowych zadań specjalnych - zrywanie czeresni, nie trzeba
      mnie prosić.
      Słowem, zabaw ciąg dalszy.
      • fnoll bunkry! 11.07.04, 21:35
        bunkry, dziury i piwnice - to zupełnie osobny rodział! przewertowałem szybko
        pamięć i statystycznie kompani do bunkrowania najczęściej okazali się później
        introwertykami, z jakimś swoim "podskórnym", "zbunkrzonym" światem! nawet gdy w
        ramach bib alkoholowych uchodzili za niezmiernie towarzyskich

        zastanawia mnie teraz ten ciąg do zagrzebywania się pod ziemię, między mury, w
        chłód, wilgoć i ciemność... - przecież dla wielu to żadna frajda, a niektórym:
        bardzo w smak! i to jak!

        do dziś trudno mi się oprzeć...
        • joanna_1 Re: bunkry! 11.07.04, 22:15
          Ten ciąg, to z pozoru sprawa niby prosta. Mroczne, od pary gęste powietrze,
          niewyjaśnione historie, bo wszak oficjalnie nie wiadomo, po co i na co Niemcy
          tam majstrowali - wszystko to, by nadać faktom ciągłość trzeba zbadać.
          Systematyka?
          Im niespokojniej tym lepiej, gdy zbunkrowane wnętrze ograniczeń dostaje,
          wówczas wyzwolić się może. Jakies potencjały mają swoje ujście.
          Jedni sie wspinają, inni pogrzebać i okiem ogarnąć muszą. Dla każdego cos
          miłego. A w Polsce miejsc hoho, a w ilu miejscach włazić nie można, bo surowo
          zakazane, a czort niesie...

          • fnoll Re: bunkry! 11.07.04, 22:26
            raz się wczołgałem do budynku transformatora, bo obok akurat wykopali rów pod
            nowe kable i wydłubali dziurę w fundamencie - to było przeżycie, stać z nosem
            przy czymś, co wedłu licznych tabliczek mogło mnie w sekundę zabić - i wyjść
            żywym z tego spotkania!

            gdzieś w środku mam ciągle ten transformator... może nawet nowej generacji,
            jakiś laserowo-atomowy z opcją autodestrukcji i mnóstwem tabliczek z trupimi
            czaszkami... co tam tabliczki! raz się było i przeżyło - i drugi raz się
            znajdzie podkop i wejdzie :)

            a "poniemieckie" to magiczne słowo! choć w dzieciństwie dotyczyło jedynie
            tajemniczych konstrukcji, przedmiotów, śladów, dziś wiem, że w jakimś stopniu
            wielu znanych mi ludzi było PONIEMIECKICH - wszyscy, którzy w historii swoich
            rodzin mieli przesiedlenia - to się jakoś ciągnie po ludziach, przez pokolenia
            • joanna_1 Re: bunkry! 11.07.04, 22:46
              Moc z Tobą! ;)

              A pamiętam, że do bunkrów to nie wchodziło się tak na wariackich papierach, o
              nienie. Były wczesniej przygotowywane mapy ( ręcznie kreslone), plany ucieczki
              na wypadek spotkania kogos dziwnego lub czegoś, ustalanie dowódcy, szczegółowy
              plan zadań...

              Dzisiaj tez mam mapy MRU, te nieudostepnione do zwiedzania.... :)

              W sumie to jest jeszcze do przeszperania stara kopalnia srebra z XVI bodajże w
              Sowich. Wlazłam tam, wody po kolana, przeszłam dobry kawałek, ale adrenalina
              tak ścisnęła płuca, i poza tym psa szkoda jakby coś miało sie stać. Bo pies też
              zwiedza rózne dziwne miejsca. Eh, porywczośc juz nie ta...
              • fnoll Re: bunkry! 11.07.04, 23:00
                co innego pchać się w różne żelbetonowe dziuple porozrzucane po okolicznych
                lasach, w stare kanały ściekowe i piwinice po dawno zmiecionych budynkach, a co
                innego ruszać w taki labirynt jak forty w Srebrnej Górze - inny etap! dorasta
                się do map, ale najpierw - na nos, w poszukiwaniu zardzewiałych skarbów :)

                bo zaczęło się od piwnicy... a konkretnie od opuszczonej suszarni...
                • joanna_1 Re: bunkry! 11.07.04, 23:15
                  Aaaa, to nawyraźniej ja sprawdzam, czy historia nie przekłamuje, Ty prowadzisz
                  szersze syntezy. Tak, u mnie to raczej element odtwórczy. Fnoll odkrywca, ja
                  analityk i to by pasowało, ze mną bynajmniej.
                  • malvvina Re: bunkry! 11.07.04, 23:24
                    u mnie byla rozwalona przez lata budowa z zelbetonem piachem dolami i
                    niebezpiecznymi wykopami
                    mielismy tam "skarby" schowane : kamyki muszelki i czort wi co jeszcze.
                    Zakaz uczeszczania tego miejsca byl calkowity. Ale dreszczyk ! :-)
                    • joanna_1 Re: bunkry! 11.07.04, 23:32
                      To z kolei moje osiedle wyrosło na byłych działkach. Ale przed działkami był
                      cmentarz. I nie wiem jakim cudem, po tylu latach, ale czasem grzebiąc w ziemi
                      znalazło się jakies kosteczki... Oj też fajnie było :-)
                      A grzebało sie w ziemi, bo z kolezankami robiłysmy tzw. widoczki. Kwiatki,
                      różne roslinki przykrywało się kolorowymi szkielkami i było to zakopywane dla
                      potomnych.
    • Gość: frustro klatka schodowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 21:56
      to było magiczne miejsce, jak dzisiejsza promenada gwiazd w Międzyzdrojach... tu
      zostawiało się ślady swoich dłoni, pokazywało w towarzystwie, organizowało mini
      libacje i promowało kreacje (w najlepszym wypadku z diBazaro lub Pewex'u)
      • fnoll Re: klatka schodowa 11.07.04, 22:27
        i tu kończyły się randki :)
    • Gość: Ethlinn Re: życie pozablokowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.04, 22:28
      Nie mieszkałam w bloku tylko w na osiedlu domków jednorodzinnych, a bawiliśmy
      się:
      - w "hotele" na drzewach w pobliskim lesie
      - w budowanie szałasów (również w tymże lesie;-)
      - na terenie hydroforni na przeciwko mojego domu; tam to rosły super maślaki
      - wydzieraliśmy sie na cały las "śpiewając" piosenki żołnierskie (typu O mój
      rozmarynie, Kadrówka, Przybyli ułani pod okienko;-PP
      - na ulicy przed domem; hitem było zaszywanie się pod tirem sąsiada
      A już najlepsze było zbieranie butelek i kupowanie za nie mrożonych zapiekanek;-
      P
      A, i jeszcze kiedyś bawiliśmy się często w podchody na terenie baraków w
      których kiedyś mieściła się biblioteka, ale tylko do czasu jak ktoś wbił sobie
      w stopę ogromniasty gwóźdź.

      Jak byliśmy starsi (okres liceum) przesiadywaliśmy na ławce pod ośrodkiem
      zdrowia (również niedaleko), chodziliśmy na huśtawki, i nad wodę (latem na
      plażę, zimą na łyżwy).
    • ziemiomorze Re: życie pozablokowe 14.07.04, 01:00
      A mi kryzys gospodarczy, w ktorym znajdowal sie kraj w czasie mojego
      dziecinstwa, zafundowal atrakcje zimowa: rok w rok wczesna jesienia rozkopywano
      cale podworko, pod ktorym byla platanina rur CO chyba, w slusznym przekonaniu,
      ze te rury jak kazdego sezonu popekaja, a jak sie rozkopie kiedy ziemia miekka,
      to potem nie trzeba bedzie sie wgryzac w zamarznieta...
      Cale moje podworko przez pol roku bylo wiec labiryntem, w ktorym urzadzlismy
      spotkania klubowe, eksperymenty i dzikie zabawy; bardzo bylo milo grzac sie o
      ciepla rure czujac jednoczesnie jak na nosie roztapiaja sie platki sniegu. Z
      osniezonych stromych wykopowych gorek zjezdzalismy na tylkach, bo komu chcial
      by sie leciec do domu po sanki.

      A ktorejs wiosny ktos ktores z dzieciakow zlamalo noge w wykopie i juz wiecej
      nikt mi podworka nie rozkopal.

      Tak sie konczy dziecinstwo,
      zet

      PS A teraz to ja sie jakos tak nudno bawie. Czlowiek sie juz byle bateryjka nie
      ucieszy.
    • maika7 Re: życie pozablokowe 14.07.04, 08:22
      Stara poniemiecka kamienica z piwnicą i strychem i ogrody wokół niej. Ogrody w
      dużej części zaniedbane, pełne drzew owocowych. Niedaleko domu rozległe tereny
      z osadnikami pewnego zakładu. Dzieciństwo to w pewnym sensie wolność,
      przestrzeń. W pewnym sensie, bo jednak zawsze musiałam podawać rodzicom
      przybliżoną swoją lokalizację. W późnej podstawówce zapakowano mnie do bloku
      (całkiem spory blok - 9 klatek, 10 pięter, ok 80 mieszkań w każdej klatce, ok.
      2500 mieszkańców w jednym budynku :-( Po kilku latach uciekłam. Wieś, dużo
      przestrzeni :-) Wolność od nowa :-))
      M.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka