larusse
17.03.13, 10:23
Osiągnęłam szczyt głupoty:
Larusse beztroska z motywacją do pracy powszechnie znaną jako zero (przez management również) sypie sobie dnia pewnego na prawo i lewo innowacyjnymi pomysłami jak z rękawa (nie dla dobra firmy, a swojego wyłącznego-żeby jeszcze mniej energii tracić na robotę pracą zwaną). Publicznie i na głos wymyśliła ulepszenie (awansu warte jak przejdzie wyżej).
Oczy się wszystkim zaświeciły (pół dnia później słodycze dostała w ramach akcji 'przymilania silnym'), w sekundzie jakoś dziwnie drętwo się zrobiło. Pokusy, ach pokusy...
Trafem było, że wśród publiczności Larusse beztroskiej był spec od wykonania planu. Zapytany czy pomoże i czy wchodzi wypiął się, że niby już ostatnią przegiął i wychylać zamierzać się nie chce. Larusse się zadumała, pomyślała,(drugą część) głośno powiedziała, że to w sumie korzystny zbieg okoliczności, że ten (ta) nie chce (a nie wypadało nie zapytać skoro osobnik był obecny wystąpieniu) i że zgodnie z nieoficjalną hierarchią należało zapytać najpierw Wielkiego Szu (ostoję moralności i głowę programisty tęgą przy okazji).
Wielki Szu poświęcił Larusse kilka godzin na rozmowę (przez co Larusse ma teraz tyły w pracy).
Realizacji się nie podjął, bo już mu się nie chce nic dla firmy robić i już inne priorytety ma (takie tam różne kwasy były), ale plan wg niego fajny i do awansu jak najbardziej. Życzył szczęścia i zapewnił, że będzie obserwował co się stanie dalej.
Larusse beztroska wróciła więc do speca nr 1. Tamta już przez te kilka godzin zdążyła nastawienie zmienić, ale na rusinowskie nastawienie, żeby najpierw coś zrobić, a nie z samą ideą iść (i tym samym pracy managementowi-temu lubionemu przez Larusse dokładać) wydęła wargunie i stwierdziła, że jej się nie chce robić, bo to się stratą czasu okazać może.
Na tym się temat zakończył.
Minął dzień jeden.
Dzień drugi:
Larusse w ferworze pracy dostaje message:
Pomysł zgłosiłam. Stop. Możesz mi pomóc pisać założenia jeśli chcesz. Stop. W końcu to Twój pomysł. Stop. Teraz trzeba czekać na decyzję. Stop.
Larusse (w sekundzie zauważa, że coś nie halo, ale), odpisuje zgodnie z wcześniejszą narracją, bo konsystenta być się stara: spoko, spoko. ja tam megaparcia nie mam. zobaczymy co i jak.
(no bo nie ma, ale po głowie sobie chodzić chyba nie pozwoli.)
No i zonk teraz, bo sprawa przegrana być może.
Nie wiem jak przedstawiła laska pomysł wyżej (i dowiedzieć się jakoś sposobem muszę: tu już pewien pomysł mam)
Gadać z nią o tym wprost nie zamierzam, bo brukać mi się nie chce i nie lubię.
<jeszcze sobie na luksus taki pozwolić mogę>
Robić koło siebie hałasu też nie będę, bo to w moim stylu nie jest.
Jak Wy to widzicie?
Opcja A: Larusse stówę na ławce zostawiła i się dziwi, że ktoś zabrał (no dziwi się, dziwi!)
Opcja B: Larusse powiedziała, że chce umrzeć i za mordowanie się w sekundę wzięły, dziady jedne.
Z dodatkowych info: Ja speca nr 1 lubię, dobra dziewczyna, ale wykazać się (z różnych, znanych mi powodów) za wszelką cenę chce.
Jak Wy to widzicie?
<jeszcze liczę, że ci wyżej ukręcą pomysłowi głową i z głowy mojej też będzie>