kropidlo5
08.06.13, 14:09
Tak doszedlem do przekonania, ze to co kiedys bralem za sile w relacjach jest faktycznie slaboscia, a to co bralem za slabosc- jest sila. Nie tylko ja, chyba wiele jak nei wiekszosc osob tak mysli i postepuje, co prowadzi do nieporozumien.
Na przyklad- syndrom ofiary- czlowiek wpedza sie w role pokrzywdzonego, slabego, niewinnego- bo wydaje mu sie, ze w ten sposob zyska przewage- ale tak naprawde przewage traci i zrzeka sie sily i podmiotowosci.
Na przyklad wybaczenie- sila jest wybaczyc, a slaboscia jest nie wybaczac, choc pozornie ludziom wydaje sie, ze ten co wybaczy latwo to frajer, a ten co sie zemsci jest twardy.
Na przyklad- kontrolowanie sytuacji i innych- kolejny paradoks- proba kontroli prowadzi do uzaleznienia od otoczenia, a zaprzestanie checi kontroli daje wolnosc od opinii innych i od sytuacji.
Inny przyklad- tlumaczenie sie i udowadnianie- ten kto sie tlumaczy, nawet majac pelna racje, stawia sie w przegranej pozycji.
Dawanie wiecej niz branie- na pozor frajerstwo, ale w istocie moze byc prejawem sily- w koncu ten co daje, ten ma jakas sile a ten co bierze wchodzi w role zalezna.
Ustapienie- uznawane moze byc za oznake slabosci, tymczasem moze byc oznaka sily i przejawem kontrolowanie sytuacji.
Przypomina to troche teatr kukielek, gdzie ten co duzo krzyczy, skacze, mota sie i cwaniakuje tak naprawde jest poruszany sznurkami przez tego drugiego.
Tylko czemu tak latwo o tym pisac a tak trudno to realizowac...