Dodaj do ulubionych

Samotność

12.04.02, 14:55
Od kilku lat jestem osobą samotną. Całe dnie spędzam przed komputerem (taka
prac). Czasami mam ochotę to zmienić i ... i tu problem
Boję się ludzi :(
Boję się obdarzyć kogokolwiek zaufaniem czy uczuciem.
Z powodu choroby skończyły się moje kontakty z innymi. A dlatego ze nagle będąc
w szpitalu okazało się ze nikt nawet nie zajrzy (oprócz rodzinki).
I wtedy odczułem na sobie że "przyjaciół poznaje się w biedzie".
Starałem się kilka razy jak to się mówi "wyjść do ludzi" ale zawsze przy jakimś
kontakcie z innymi zaraz się chowam w swojej skorupce :(
Bo zaraz myślę ze będzie tak jak kiedyś - znów zostanę sam.

Arek :(
Obserwuj wątek
    • vicca Re: Samotność 12.04.02, 15:05
      Bo nie byli Ciebie warci i nie byli prawdziwi - raczej jak papierowe
      marionetki, które ulatują z wiatrem.
      Ale Ty możesz znaczyć dla kogoś bardzo wiele i być tym czym oni nie byli - może
      to choć troszeczkę ogrzeje Twoją samotność.

      Pozdrawiam Cię ciepło
      LC
      Vicca
      • arek_cz Re: Samotność 13.04.02, 20:28
        Dziękuję za Twoje słowa :)

        Arek
    • aka11 Re: Samotność 12.04.02, 16:13
      Hej :-)
      Dawno Cię nie było na tym forum, jak mi się zdaje.
      Vicca dobrze to podsumowała - nie byli warci. A strach przed ludźmi... Oj,
      wiesz, mnie nigdy nie było łatwo "zaprzyjaźniać się". Nie chciałam pozwolić
      nikomu się zbliżyć. Znam dużo ludzi, a słowem przyjaźń, tak jak je pojmuję,
      mogę określić związek tylko z jedną osobą. Może byłoby ich więcej, ale nie
      jest. Zazwyczaj nie pozwalam na zbytnią bliskość. I nie jest mi z tym źle, bo
      to jest to czego chcę. Jeden człowiek tak wszedł w moje życie, że nie zdołałam
      uciec i rzeczywiście jestem mu za to wdzięczna.
      I tu widzę pozytywną stronę sieci. Nie znamy się, nie krępujemy, możemy pogadać
      o wszystkim, o czym normalnie z nikim nie rozmawiamy i nie wiem, jak Tobie, ale
      mnie to odpowiada. Jak się tu dłużej posiedzi, to wszystkie nicki są coraz
      bardziej "żywe". Ja cały czas mam swiadomość, że gdzieś siedzi ktoś, kto swoje
      myśli wklepuje w klawiaturę.
      Piszesz o swojej samotności i popatrz - to nie pozostaje bez odzewu. Nie jest
      tak, że to nikogo nie interesuje, że jesteś tak całkowicie sam i nie masz z kim
      pogadać o tak trudnych sprawach. Więc nie myśl tak smutno, choć pamiętam Cię z
      innych wątków i wiem, że masz swoje powody. Ja tu wypatrzyłam dużo fajnych i
      życzliwych osób. Odzywaj się. Może to chociaż trochę Ci pomoże.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • arek_cz Re: Samotność 13.04.02, 20:46
        aka11 napisałaś:

        > Hej :-)
        > Dawno Cię nie było na tym forum, jak mi się zdaje.
        To jestem na tyle charakterystyczny ze można zauważyc ze mnie nie ma??
        A na forum jestem raczej stale ale głownie czytam.

        > Vicca dobrze to podsumowała - nie byli warci. A strach przed ludźmi... Oj,
        > wiesz, mnie nigdy nie było łatwo "zaprzyjaźniać się". Nie chciałam pozwolić
        > nikomu się zbliżyć. Znam dużo ludzi, a słowem przyjaźń, tak jak je pojmuję,
        > mogę określić związek tylko z jedną osobą. Może byłoby ich więcej, ale nie
        > jest. Zazwyczaj nie pozwalam na zbytnią bliskość. I nie jest mi z tym źle, bo
        > to jest to czego chcę. Jeden człowiek tak wszedł w moje życie, że nie zdołałam
        > uciec i rzeczywiście jestem mu za to wdzięczna.
        Ja uciekam stale :(
        I to nie tylko gdy ktoś "chce wejsc w moje życie" ja niestety uciekam przed każdym kontaktem.

        > I tu widzę pozytywną stronę sieci. Nie znamy się, nie krępujemy, możemy pogadać
        > o wszystkim, o czym normalnie z nikim nie rozmawiamy i nie wiem, jak Tobie, ale
        > mnie to odpowiada.
        Tu się z Toba zgodzę. W takich ontaktach odchodzi ten czynnik bezpośredniego
        kontaktu tego że nie ma się czasu aby spokojnie pomyśleć co chcemy wyrazic.
        A bezpośrednio można palnąc jakieś głupstwo, czy powiedzieć coś nie tak jak by się chciało.

        > Jak się tu dłużej posiedzi, to wszystkie nicki są coraz
        > bardziej "żywe". Ja cały czas mam swiadomość, że gdzieś siedzi ktoś, kto swoje
        > myśli wklepuje w klawiaturę.
        Też tak myślę. Bo jeśli by nie było gdzieś tam tych którzy mi odpowiedzieli to niewiem
        gdzie bym teraz był i czy bym był.

        > Piszesz o swojej samotności i popatrz - to nie pozostaje bez odzewu. Nie jest
        > tak, że to nikogo nie interesuje, że jesteś tak całkowicie sam i nie masz z kim
        > pogadać o tak trudnych sprawach. Więc nie myśl tak smutno, choć pamiętam Cię z
        > innych wątków i wiem, że masz swoje powody. Ja tu wypatrzyłam dużo fajnych i
        > życzliwych osób. Odzywaj się. Może to chociaż trochę Ci pomoże.
        > Pozdrawiam serdecznie.
        Wiem że są i dlatego piszę to w jakiś sposób choć troszke pomaga.
        Dziękuję Wam wszystkim dobre duszyczki którzy odpowiadają na moje posty.

        Arek
        • Gość: ONA Re: Samotność IP: *.pilicka.net.pl 14.04.02, 05:15
          Stracić przyjaciół to jeszcze nic,zawsze można mieć nadzieję,że pozna się kogoś
          sympatycznego !
          Ja mam wrażenie, że straciłam również rodzinę...
          Właściwie zastanawiam się po co iść spać, po co rano wstać, każdy dzień jest
          identycznie bezsensowny,kiedy nie jest się nikomu potrzebnym...
          Gdybym mogła cofnąć czas, nie zakładałabym rodziny, nie urodziłabym się nawet...
          Ten świat jest dla bardzo silnych ludzi, odrobina uczuć to dla nich śmieszne
          słowo...
          • arek_cz Re: Samotność 14.04.02, 10:18
            ONA napisałaś:

            > Stracić przyjaciół to jeszcze nic,zawsze można mieć nadzieję,że pozna się kogoś
            > sympatycznego !
            > Ja mam wrażenie, że straciłam również rodzinę...
            [...]
            Utrata przyjaciół to tylko jeden z końcowych efektów mojego stanu.
            A co do rodziny - mam bardzo podobne odczucia jak Ty.


            [...]
            > Ten świat jest dla bardzo silnych ludzi, odrobina uczuć
            > to dla nich śmieszne słowo...
            [...]
            Masz rację w dzisiejszym świecie iczy się siła przebicia, odporność a
            uczucia pozostają dla takich jak ja :(
            Tylko że bez uczuć to nie życie tylko bylejaka egzystęcja.

            Arek

    • alinca Re: Samotność 14.04.02, 00:09
      Coż po ludziach
      czym śpiewak dla ludzi...
      • arek_cz Re: Samotność 14.04.02, 10:23
        alinca napisałaś:

        > Coż po ludziach
        > czym śpiewak dla ludzi...
        Czymś/kimś odmiennycm i odstającym od ogółu.


        Arek
    • Gość: Renka Re: Samotność IP: *.home.cgocable.net 14.04.02, 06:12
      Ludzie rania. Czesto nie chca, ale tak wychodzi.Wtedy my, ci bardziej wrazliwi,
      chowamy sie do swoich skorupek i trudno jest nas oswoic.Jednak,pewnego dnia
      mamy dosyc takiej sytuacji i rozgladamy sie wokol, pragnac to zmienic.
      I zmieniamy.
      • remy Re: Samotność 14.04.02, 07:10
        Zgadzam się z Renką. W gruncie rzeczy wszystko zależy od nas, w tym dobór
        znajomych i przyjaciół. Ludzi nie trzeba się bać, trzeba się do nich uśmiechać,
        a w znakomitej większości odpowiedzą tym samym.
      • arek_cz Re: Samotność 14.04.02, 10:25
        Renka napisałaś:

        > Ludzie rania. Czesto nie chca, ale tak wychodzi.Wtedy my, ci bardziej wrazliwi,
        >
        > chowamy sie do swoich skorupek i trudno jest nas oswoic.Jednak,pewnego dnia
        > mamy dosyc takiej sytuacji i rozgladamy sie wokol, pragnac to zmienic.
        > I zmieniamy.
        A co gdy rozgladasz sie i widzisz pustke?
        Co zrobic w takiej sytuacji?

        Arek
      • wike Re: Samotność 22.04.02, 09:49
        Gość portalu: Renka napisał(a):

        > Ludzie rania. Czesto nie chca, ale tak wychodzi.Wtedy my, ci bardziej wrazliwi,
        > chowamy sie do swoich skorupek i trudno jest nas oswoic.Jednak,pewnego dnia
        > mamy dosyc takiej sytuacji i rozgladamy sie wokol, pragnac to zmienic.
        > I zmieniamy.

        Tak Renko, a oni nas znowu rania i od nowa: rana, skorupka, proba zmiany i ...
        rana... :(((((((((((
        • arek_cz Re: Samotność 22.04.02, 12:47
          I tak bez końca :((
          I jak tu przerwać ten krąg?

          Arek
        • kwieto Re: Samotność 22.04.02, 12:58
          A my biedni nic tylko pozwalamy aby nas Ci zli ludzie ranili. A swiat sklada
          sie tylko ze zlych ludzi, ktorzy nic tylko czychaja aby nas ranic.

          A czy Ci "bardziej wrazliwi" czasem nie maja tendencji by byc przewrazliwionymi?
          • wike Re: Samotność 22.04.02, 13:39
            kwieto napisał(a):

            > A my biedni nic tylko pozwalamy aby nas Ci zli ludzie ranili.

            nie pozwalamy, chowamy sie w skorupce

            >A swiat sklada sie tylko ze zlych ludzi, ktorzy nic tylko czychaja aby nas ranic.

            penie sa tez gdzies ci dobrzy tylkonp mnie trudno na nich trafic, moze mam
            pecha... a moze troche uogolniam. No dobra troche uogolniam, ale prawda i tak
            jest taka, ze niewiele dobrego bylo w tym zyciu

            > A czy Ci "bardziej wrazliwi" czasem nie maja tendencji by byc przewrazliwionymi

            jesli chodzi o mnie to robie sie coraz bardziej gruboskorna, przynajmniej probuje
            :(
            Ludzie maja rozne problemy kwieto, czasem jakies wydarzenia powoduja, ze stajemy
            sie bardziej wrazliwi na pewne rzeczy, ktore w innyh okolicznosciach nie
            zrobilyby duzego wrazenia
            Pozdrawiam
            • kwieto Re: Samotność 22.04.02, 14:02
              Ja rozumiem. Ale inni maja takie same problemy lub wieksze, a w skorupce sie
              nie chowaja. Ta skorupka to najgorsze wyjscie jakie mozna sobie zafundowac. Bo
              potem musisz zarazem przebic skorupke, jak i rozwiazac problemy, ktore trzeba
              bylo dawno rozwiazac. Dwa razy tyle roboty!

              Nie zrozum mnie zle - rozumiem bol odtracenia i samotnosci. Ale moja skorupka,
              tak ladnie tlumaczona "wrazliwoscia", w koncu sie okazala zwyklym wydumaniem,
              przewrazliwieniem i zbytnim egocentryzmem. Warto zastanowic sie nad soba, zanim
              sie zacznie oskarzac o zlo tego swiata tych wszystkich "zlych ludzi". Moze
              ludzie sa dobrzy albo neutralni, tylko Ty odbierasz ich jako zlych?
              • wike Re: Samotność 22.04.02, 14:55
                kwieto napisał(a):
                > Ja rozumiem. Ale inni maja takie same problemy lub wieksze, a w skorupce sie
                > nie chowaja.

                Sa ludzie silniejsi i slabsi, ja generalnie jestem silna, ale jesli po raz
                kolejny spotyka cie cos niedobrego to w koncu czlowiek sie zamyka, choc pewnie
                masz racje, ze to nie jest rozwiazanie najlepsze.

                > Nie zrozum mnie zle - rozumiem bol odtracenia i samotnosci. Ale moja skorupka,
                > tak ladnie tlumaczona "wrazliwoscia", w koncu sie okazala zwyklym wydumaniem,
                > przewrazliwieniem i zbytnim egocentryzmem. Warto zastanowic sie nad soba, zanim
                > sie zacznie oskarzac o zlo tego swiata tych wszystkich "zlych ludzi". Moze
                > ludzie sa dobrzy albo neutralni, tylko Ty odbierasz ich jako zlych?

                Ja nie mowie kwieto, ze wszyscy sa zli, a ja biedna i niezrozumiana; mowie, ze
                zdarzaja sie tacy ludzie, do ktorych podchodzisz z sercem a dostajesz za to
                niezle ciegi a to jest bolesne, tym bardziej bolesne jesli ci na czlowieku
                zalezy;
                ale ... zastanowie sie jeszcze czy rzeczywiscie nie za bardzo mysle o wlasnym ego
                lubie cie czytac kwieto,
                pozdr.
                • kwieto Re: Samotność 22.04.02, 15:26
                  wike napisał(a):

                  > Sa ludzie silniejsi i slabsi, ja generalnie jestem silna, ale jesli po raz
                  > kolejny spotyka cie cos niedobrego to w koncu czlowiek sie zamyka, choc pewnie
                  > masz racje, ze to nie jest rozwiazanie najlepsze.
                  >

                  Tak, ale chyba bardziej naturalne jest zadanie pytania "dlaczego mi sie cos
                  takiego przytrafia?" I poszukanie odpowiedzi w sobie, a to moze byc bardzo
                  bolesne. Bo moze sie okazac, ze na przyklad to ze chetnie wszystkim dookola
                  pomagamy, wynika wlasnie z naszego egoizmu. Bo chcemy np. sie w ten sposob
                  dowartosciowac, poczuc lepsi, itd. Samotnosc czy odrzucenie to nie jest problem
                  otoczenia. Mozna zyc na pustyni i nie czuc sie samotnym. Samotnosc, odrzucenie,
                  to demony ktore siedza WEWNATRZ osoby samotnej. I tworzenie skorupki wokol siebie
                  niewiele zmieni


                  > Ja nie mowie kwieto, ze wszyscy sa zli, a ja biedna i niezrozumiana; mowie, ze
                  > zdarzaja sie tacy ludzie, do ktorych podchodzisz z sercem a dostajesz za to
                  > niezle ciegi a to jest bolesne, tym bardziej bolesne jesli ci na czlowieku
                  > zalezy;

                  Ale tacy ludzie sa i beda zawsze! I jedyna rada na nich jest albo ich
                  eksterminacja (trudne, poza tym karalne), albo nauczenie nie przejmowania sie ich
                  ciegami (latwiejsze, choc pachnie martyrologia "na sile") albo po prostu... nie
                  podchodzenie "z sercem" do osob, ktore sobie tego nie zycza. A tacy zwykle bardzo
                  wyraznie to akcentuja, latwo ich rozpoznac.
                  Tak czy siak, turaj problem ZAWSZE lezy w samym zainteresowanym. A mowienie, ze
                  to ludzie sa zli i nieczuli, to po prostu przerzucaniem na nich odpowiedzialnosci
                  za wlasne czyny i wlasne postawy.

                  > ale ... zastanowie sie jeszcze czy rzeczywiscie nie za bardzo mysle o wlasnym e
                  > go
                  > lubie cie czytac kwieto,
                  > pozdr.

                  Milo mi. :")))

                  • wike Re: Samotność 22.04.02, 16:00
                    kwieto napisał(a):
                    > Tak, ale chyba bardziej naturalne jest zadanie pytania "dlaczego mi sie cos
                    > takiego przytrafia?"

                    nawet nie wiesz jak czesto sie nad tym zastanawialam, kiedys nawet pytalam o to
                    Boga teraz juz tylko siebie, ale i tak nie wiem. Bo to co ci sie przytrafia nie
                    zawsze zalezy od Ciebie.

                    >I poszukanie odpowiedzi w sobie, a to moze byc bardzo
                    > bolesne. Bo moze sie okazac, ze na przyklad to ze chetnie wszystkim dookola
                    > pomagamy, wynika wlasnie z naszego egoizmu. Bo chcemy np. sie w ten sposob
                    > dowartosciowac, poczuc lepsi, itd.

                    a jesli pomagasz bo chcesz ? Po prostu ! Teraz jestem w dolku, fakt, ale byl czas
                    kiedy czulam sie bardzo dobrze, nie musialam sie dowartosciowywac. To gdzie tu
                    egoizm skoro cieszyl po prostu fakt, ze cos dla kogos moglam zrobic ?

                    > Ale tacy ludzie sa i beda zawsze!

                    to fakt i tacy, ktorzy zamykaja sie w skorupce tez. Moj przypadek nie jest chyba
                    najciezszy bo ja co jakis czas tylko wchodze do tej skorupki, tak jak teraz.

                    > Tak czy siak, turaj problem ZAWSZE lezy w samym zainteresowanym. A mowienie, ze
                    > to ludzie sa zli i nieczuli, to po prostu przerzucaniem na nich odpowiedzialnos
                    > ci za wlasne czyny i wlasne postawy.

                    czesciowo sie zgadzam, ale jak juz pisalam wcesniej czasem nie od ciebie to
                    zalezy i nie zawsze problem lezy w samym zainteresowanym. Nie ma sensu pisanie na
                    forum o moich przypadkach :) ale uwierz na slowo
                    Calkowiecie sie z Toba zgodze jesli bedziemy mowic o prostym przypadku np. kiedy
                    ktos kogos porzucil i teraz ten porzucajacy jest okropny a ten porzucony robaczek
                    pokrzywdzony.

                    Haslo mojego przyjaciela, ktore mnie co jakis pociesza: co cie nie zabije to cie
                    wzmocni :) cos w tym jest

                    Pozdr.
                    • kwieto Re: Samotność 22.04.02, 16:29
                      wike napisał(a):

                      > nawet nie wiesz jak czesto sie nad tym zastanawialam, kiedys nawet pytalam o to
                      > Boga teraz juz tylko siebie, ale i tak nie wiem. Bo to co ci sie przytrafia nie
                      > zawsze zalezy od Ciebie.

                      1. Po co mieszac w to Boga? To TWOJA dusza choruje, i Bog nie odpowie na pytania,
                      na ktore jedynie sama mozesz odpowiedziec. To, ze bol Ci sie przytrafia bo Bog
                      chce Cie "doswiadczyc" albo sluza jakiemus "wyzszemu celowi" to bzdura. To sie po
                      prostu zdarza i juz. Dlaczego Tobie? A dlaczego nie? I tu dochodzimy do

                      2. Owszem, nie zalezy od Ciebie co Ci sie przytrafia, ale ZAWSZE od Ciebie zalezy
                      jak sobie z tym poradzisz. I mowienie, ze jest sie slabym psychicznie to tylko
                      usprawiedliwianie wlasnego lenistwa. Myslisz, ze Ci silni to sa tacy od
                      urodzenia? Oni po prostu najpierw uczyli sie jak radic sobie z malymi rzeczami,
                      potem wiekszymi, potem wiekszymi...

                      3. Sila psychiczna to nie jest umiejetnosc "zniesienia" porazek. Tu nie chodzi o
                      to, byz sie unosila honorem i z zacisnietymi zebami stawiala czolo
                      przeciwnosciom. Niektorzy to nazywaja sila wody: jesli napotykasz na mur, to
                      zamiast walic w niego glowa, staraj sie go obejsc, przystosowac.
                      Innymi slowy - ratunkiem na samotnosc nie jest rozpaczliwe poszukiwanie bratniej
                      duszy. Ratunkiem na samotnosc jest takie zorganizowanie sobie zycia, by ta
                      samotnosc oswoic. Aby ja oslodzic, i aby ona przestala uwierac. Nie chodzi mi o
                      rezygnacje. Chodzi o to, ze jesli nie potrafisz sobie samej zorganizowac
                      szczesliwego zycia, jest Ci zle z sama soba - to ani tona znajomych, ani fura
                      wyrazow wdziecznosci i platki roz uslane u Twoich stop - tego nie zmienia.

                      4. Podobnie z odrzuceniem - podalas przyklad pomagania. Ale z mojej perspektywy
                      to wyglada tak - jesli pomagam komus nie liczac na nic w zamian, to jesli ktos mi
                      nie podziekuje - nie przejme sie tym specjalnie. Jesli nawet mnie obrzuci stekiem
                      wyzwisk - coz, chcialem dobrze, nie wyszlo, ide dalej. Przykro, ale nie jest to
                      tragedia.
                      A jesli brak podziekowania, czy "niewdziecznosc" jest dla mnie tragedia - to
                      znaczy, ze z tym moim "bezinteresownym" pomaganiem jest cos nie tego...


                      >
                      > a jesli pomagasz bo chcesz ? Po prostu ! Teraz jestem w dolku, fakt, ale byl cz
                      > as
                      > kiedy czulam sie bardzo dobrze, nie musialam sie dowartosciowywac. To gdzie tu
                      > egoizm skoro cieszyl po prostu fakt, ze cos dla kogos moglam zrobic ?
                      >

                      Ale dlaczego wtedy brak wdziecznosci boli? ALbo pomagasz innym zapominajac o
                      swoich potrzebach i w efekcie wpadasz w dolek?


                      > czesciowo sie zgadzam, ale jak juz pisalam wcesniej czasem nie od ciebie to
                      > zalezy i nie zawsze problem lezy w samym zainteresowanym. Nie ma sensu pisanie
                      > na
                      > forum o moich przypadkach :) ale uwierz na slowo
                      > Calkowiecie sie z Toba zgodze jesli bedziemy mowic o prostym przypadku np. kied
                      > y
                      > ktos kogos porzucil i teraz ten porzucajacy jest okropny a ten porzucony robacz
                      > ek
                      > pokrzywdzony.
                      >

                      Juz napisalem wyzej - owszem, nie mozesz wplynac na przyklad na powodz
                      nawiedzajaca Twoje miasto. Ale TO TY WYBIERASZ jaka bedzie Twoja reakcja. Mozesz
                      pojsc z batem chlostac fale, ktore zabraly Ci dom, mozesz zaczac budowac tame
                      przeciwko falom, mozesz wywiezc najcenniejsze rzezy na pobliska gore, zanim woda
                      dojdzie do domu.... I rowniez od Ciebie zalezy, czy pozniej zaczniesz odbudowywac
                      dom, czy nie. A zamykanie sie w skorupce przypomina przyniesienie polowego lozka
                      i kuchenki turystycznej na zgliszcza - i wegetowanie w ten sposob...

                      I pamietaj - to nie Swiat z Toba walczy - to Ty walczysz ze Swiatem. Dlatego
                      ponosisz kleski. Cala sztuka w tym, aby nauczyc sie wspolpracowac.
                      • wike Re: Samotność 23.04.02, 09:26
                        kwieto napisał(a):
                        > 1. Po co mieszac w to Boga? To TWOJA dusza choruje, i Bog nie odpowie na pytani
                        > a,na ktore jedynie sama mozesz odpowiedziec.

                        juz dawno nie wierze w Boga, wiec tez i nie jego o to pytam

                        > sie po prostu zdarza i juz. Dlaczego Tobie? A dlaczego nie?

                        i to mi sie wlasnie nie podoba

                        > 2. Owszem, nie zalezy od Ciebie co Ci sie przytrafia, ale ZAWSZE od Ciebie zale
                        > zy jak sobie z tym poradzisz. I mowienie, ze jest sie slabym psychicznie to > >
                        > tylko usprawiedliwianie wlasnego lenistwa.

                        zgodze sie, ze w niektorych przypadkach jest to lenistwo, ale nie zawsze, czasem
                        po prostu czlowiek juz nie moze dalej i sie poddaje (i nie mowie teraz o sobie)

                        > Myslisz, ze Ci silni to sa tacy od urodzenia? Oni po prostu najpierw uczyli sie
                        > jak radic sobie z malymi rzeczami, potem wiekszymi, potem wiekszymi...

                        oczywiscie, ze nie. Mnie sama duzo kosztowalo aby sie nie poddac, zmienilam swoje
                        zycie o 180 stopni i bylo mi dobrze do nastepnego ciezkiego przypadku. I nie jest
                        latwo ciagle mowic OK teraz nie wyszlo zaczne jeszcze raz, a potem znowu i
                        jeszcze raz od nowa

                        > 3. Sila psychiczna to nie jest umiejetnosc "zniesienia" porazek. Tu nie chodzi
                        > o to, byz sie unosila honorem i z zacisnietymi zebami stawiala czolo
                        > przeciwnosciom. Niektorzy to nazywaja sila wody: jesli napotykasz na mur, to
                        > zamiast walic w niego glowa, staraj sie go obejsc, przystosowac.
                        > Innymi slowy - ratunkiem na samotnosc nie jest rozpaczliwe poszukiwanie bratnie
                        > j duszy. Ratunkiem na samotnosc jest takie zorganizowanie sobie zycia, by ta
                        > samotnosc oswoic. Aby ja oslodzic, i aby ona przestala uwierac. Nie chodzi mi o
                        > rezygnacje. Chodzi o to, ze jesli nie potrafisz sobie samej zorganizowac
                        > szczesliwego zycia, jest Ci zle z sama soba - to ani tona znajomych, ani fura
                        > wyrazow wdziecznosci i platki roz uslane u Twoich stop - tego nie zmienia.

                        wiesz to bardzo ladne slowa, tylko mowimy tu o ogolnikach, a ja mysle np. o swoim
                        zyciu, konkretnych przypadkach, zmarnowanym o zyciu mojej duzo starszej
                        przyjaciolki itd. Nie chce powiedziec, ze juz zrezygnowalam bo walcze i za
                        chwilke sie pozbieram bo juz czegos sie nauczylam, sa jednak takie momenty jak
                        ten zakret w moim zyciu, ze wali ci sie na glowe sto nieszczesliwych przypadkow,
                        (ktorymi moze niepotrzebnie sie przejmuje). I nic na to nie pomoga tabuny
                        przyjaciol czy zorganizowane samotne zycie.

                        > 4. A jesli brak podziekowania, czy "niewdziecznosc" jest dla mnie tragedia - to
                        > znaczy, ze z tym moim "bezinteresownym" pomaganiem jest cos nie tego...

                        Moze nie tyle tragedia co po prostu jest przykro, ale mozliwe, ze masz racje i
                        podpada to juz pod nadwrazliwosc :)

                        > Ale dlaczego wtedy brak wdziecznosci boli? ALbo pomagasz innym zapominajac o
                        > swoich potrzebach i w efekcie wpadasz w dolek?

                        nie, jw. z tego powodu jest mi przykro, ale jak polaczysz te przykrosc z paroma
                        innymi (duzo wiekszymi) to zaczynasz miec niedrobny problem, a niektorzy dolek

                        > I rowniez od Ciebie zalezy, czy pozniej zaczniesz odbudowywac
                        > dom, czy nie. A zamykanie sie w skorupce przypomina przyniesienie polowego lozk
                        > a i kuchenki turystycznej na zgliszcza - i wegetowanie w ten sposob...

                        Ile razy mozesz to odbudowywac ? Na jak dlugo starczy ci sil ? W ktoryms momencie
                        pasujesz

                        > I pamietaj - to nie Swiat z Toba walczy - to Ty walczysz ze Swiatem. Dlatego
                        > ponosisz kleski. Cala sztuka w tym, aby nauczyc sie wspolpracowac.

                        Jak juz mowilam lubie cie czytac :) Teoria jest zawsze piekna, tylko kiedy to
                        odniesiesz do rzeczywistosci to juz gorzej.
                        Szkoda, ze mozemy tu pogadac tylko o ogolnikach, ale dzieki za rozmowe :)
                        Pozdr.
    • Gość: wredna2 Re: Samotność IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.04.02, 11:47
      Arku

      to co piszesz jest na pewno Twoim smutnym doswiadczeniem zyciowym ...i oddaje ,
      niestety, wielka prawde o nas ludziach...

      tacy niestety jestesmy, w wiekszosci samolubni, egoistyczni,zapatrzeni w
      siebie jak w tecze , potrzebujemy otaczac sie ludzmi sukcesu...

      taaaaak...tacy czasem wredni po prostu....

      ale.... nie wszyscy, zareczam Ci, naprawde nie wszyscy....

      wiem cos o tym z wlasnego podworka, wiem ze przyjaciele naprawde istnieja, ze
      nie ma ich wielu, to fakt...ale wlasnie dlatego sa tak cenni i trzeba dbac o
      nich i pielegnowac ich przyjazn....

      Ci co " zrezygnowali" z Ciebie tylko dlatego, ze los tak niezasluzenie Cie
      doswiadczyl nie zaslugiwali na to miano, byli tylko malutkimi istotkami
      czlowieko-ksztaltnymi o malutkim rozumku i jeszcze mniejszym sercu...dobrze ,
      ze ich sobie odpusciles...

      Musisz uwierzyc, ze Ci co Ciebie cenia , co Ciebie juz lubia czy dopiero
      polubia , sa tez blisko, w zasiegu Twojego wzroku i serca... na pewno..
      Nie zniechecaj sie do ludzi , nie odgradzaj sie murem, bo to naprawde najgorsze
      z rozwiazan...

      Daj im szanse...

      choc

      wrednie ,

      ale prosze

      Cie o to...

      jesli chcesz, napisz na skrzynke

      wredna2@poczta.gazeta.pl
      • Gość: aneta Re: Samotność IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.02, 12:47
        Calkowicie zgadzam sie z wredna!!!

        Jesli chcesz, mozesz do mnie napisac am6@poczta.gazeta.pl
        Goraco pozdrawiam!!!
      • arek_cz Re: Samotność 14.04.02, 19:54
        Wredna2 napisałaś:

        [...]
        > nie ma ich wielu, to fakt...ale wlasnie dlatego sa tak
        cenni i trzeba dbac o
        > nich i pielegnowac ich przyjazn....
        W takim razie bardzo Ci tego zazdroszczę a jednocze śnie
        gratuluję.


        > Ci co " zrezygnowali" z Ciebie tylko dlatego, ze los
        tak niezasluzenie Cie
        > doswiadczyl nie zaslugiwali na to miano, byli tylko
        malutkimi istotkami
        > czlowieko-ksztaltnymi o malutkim rozumku i jeszcze
        mniejszym sercu...dobrze ,
        > ze ich sobie odpusciles...
        Też tak myśle ale ...
        Właśnie zawsze jest jakieś ale. mOże to moja wina, za
        mało się starałem nie dbałem o to co było?
        A może to co ja brałem za przyjaźń było czymś zupełnie
        innym?

        [...]
        > Nie zniechecaj sie do ludzi , nie odgradzaj sie murem,
        bo to naprawde najgorsze
        >
        > z rozwiazan...
        Wiem ale teraz tem mur jest tak gruby ze nie mam sił aby
        się przebiuć :((


        Arek
    • Gość: roseanne witaj ponownie IP: *.sympatico.ca 14.04.02, 20:16
      nareszcie sie dorwalam do Dicka.
      Nie wiem ,czy to wina tlumaczenia, czy to rzeczywiscie takie trudne do
      przetrawiania.
      pozdrawiam serdecznie
      roseanne
      • arek_cz Re: witaj ponownie 14.04.02, 20:33
        [...]
        > nareszcie sie dorwalam do Dicka.
        [...]
        To jetem ciekaw Twojej oceny.
        A że jest cieżki a nawet bardzo ciężki do przetrawienia
        to się zgadzam. Ale gdy już przeczytasz to raczej nie
        będziesz zawiedziona.

        Arek
    • Gość: ONA Re: Samotność IP: *.pilicka.net.pl 16.04.02, 01:17
      Pozdrowienia dla Arka!
      Wiecie co, myślę, że jak ktoś się potknie 10 razy, to potem bardzo się boi
      iść tą samą drogą...stąd bierze się taka olbrzymia nieufność do ludzi...
      i dlatego jest nam łatwiej rozmawiać na FORUM niż w cztery oczy: boimy się
      bólu, zawiedzenia...a tu można przynajmniej mieć nadzieję, że ktoś nas rozumie,
      że jest taki, jak go sobie wyobrazimy,że powinien być.
      Zresztą na świecie jest napewno mnóstwo fajnych ludzi, tylko trudno ich spotkać,
      tak po prostu, za rogiem ulicy.Może właśnie robią trzecie pranie, tak, jak ja?!
      Czasami, niestety, trzeba czekać latami.
      Ale myślę, że warto. Świat się kręci: może to właśnie jutro spotkamy tę jedyną
      osobę, której można zaufać we wszystkim.
      • stokrotka_24 Re: Samotność 16.04.02, 11:31
        Gość portalu: ONA napisał(a):

        >
        > Wiecie co, myślę, że jak ktoś się potknie 10 razy, to potem bardzo się boi
        > iść tą samą drogą...stąd bierze się taka olbrzymia nieufność do ludzi...
        Fakt ale nie można zamykać się w sobie i tłumaczyć że jeśli spotkało mnie to raz
        dwa czy ileś tam razy to zawsze tak będzie i wszyscy są tacy.
        Ludzie ranią, oszukują, wykorzystują, naginają rzeczywistość dla swoich celów
        nie licząc się z uczuciami innych osób.Dla mnie takie osoby nie mają racji bytu w
        moim życiu i nie zawracam sobie nimi głowy.Nie są warte tego aby je wpominać i
        się nimi przejmować. Nie uniknie się jednak takich sytuacji co nie znaczy że mają
        one mi zmarnowć resztę życia.
        Wiem czego pragnę od życia i do czego dążę i to też od niego dostaję.


        • Gość: ONA Re: Samotność IP: *.pilicka.net.pl 18.04.02, 03:59
          stokrotko, nie masz racji.
          ludzie ranią, oszukują, naginają rzeczywistość na swoją korzyść, ale nie
          zawsze robią to świadomie...to boli, ale czy można odrzucić na zawsze ojca,
          matkę, męża lub dziecko...
          ja myślę, że trzeba jednak mieć nadzieję...
          w końcu to też ludzie...
    • vicca Re: Samotność 16.04.02, 11:48
      "Samotność to taka straszna trwoga
      ogarnia mnie
      przenika mnie..."


      Pzdr ciepło V
      • arek_cz Re: Samotność 16.04.02, 12:01
        V. masz calkowita racje.

        Tylko ze ci ktorzy tego nie doswiadczyli nie potrafia
        tego zrozumiec:(

        Arek
      • zlakobieta Vicco :) 18.04.02, 15:43
        Ty tez sluchasz DŻEMu?
        Posdrufka :)
        • vicca Re: Vicco :) 18.04.02, 15:57
          Też!
          Dżem dobry jest! :)

          Pzdr ciepło Vicca
    • kasia28 Re: Samotność 18.04.02, 16:28
      Arku, chyba wiem co czujesz. Ja zostałam zraniona i to bardzo przez
      najbliższych-ojca, matkę. Potem ciągle szukałam ludzi-kochajacych, dobrych i
      co rusz dostawałam "w gebę". W końcu dostałam tak mocno, ze stwierdziłam iż
      niegdy nie znajdę nikogo, kto mnie zrozumie, pokocha, doceni. Zamknęłam się,
      odsunęłam od ludzi. Moje życie wyglądało tak: szkoła, dom, szkoła dom.
      Książki, tv, pisanie, rysowanie, siedzenie w czterach ścianach. Nie wiem, co
      to "szaleństwa młodości", spotkania z przyjaciółmi, dyskoteki, itd. Będąc w
      liceum spotkałam dziewczynę, wydawało mi się, ze to jest to, niestety
      zawiodłam się po raz kolejny, ale zrobiła mi nieświadomie (a raczej świadomie-
      złosliwie)prezent. Umówiła mnie z moim obecnym mężem, miała tam jakieś swoje
      powody, a skończyło się na tym, ze mam wspaniałego człowieka obok siebie. W
      tym samym liceum spotkałam nauczycielkę, która zainteresowała się mna, ja
      uciekałam jak od ognia i kiedyś coś mi powiedziało "Idź!" i poszłam do Niej,
      choć myślałam, ze nie wydusze z siebie słowa, wyzaliłam się i od 15 lat
      jesteśmy przyjaciółkami. Dzis moimi przyjaciółmi są tylko ona i mąż, mam
      owszem wielu znajomych, ale to tylko znajomi. Juz nie szukam na siłę
      przyjaciół, wystarczy mi to co mam. Nauczyłam się tego, ze czasem trzeba wyjść
      ze swojej skorupy, bo obok moze byc ktoś kto mógłby nas pokochać, ale nie ma
      jak. Nie można sie też zamykać, bo wpadamy w paranoję i nikomu już nie ufamy.
      Ja przez kilka lat nie wierzyłam! mężowi, ze mnie kocha. Ciągle sie bałam, ze
      mnie zdradzi jak inni. Teraz Mu ufam i wiem, ze warto. Nadal jestem ostrozna w
      stosunkach z ludźmi, ale nie boję się juz panicznie kazdego gestu czy słowa.
      Teraz wiem, ze moja samotnośc była po części moja wina, moim wyborem. Wiem
      też, ze nie nalezy szukać na siłę przyjaciół, nie należy się tez załamywać gdy
      ktoś nas zawiedzie. Trzeba się rozejrzec i spróbować. Moze za rogiem, przy
      sasiednim stole czeka ktoś , być moze bardziej samotny niż ja.
      Nie wiem jaką chorobę przeszedłeś(przechodzisz), ale teraz z własnego
      doświadczenia wiem, ze w takich sytuacjach zawsze człowiek jest sam. Mam wokól
      siebie kochających ludzi, ale tak naprawde nikt nie potrafi mnie zrozumieć,
      ani pomóc. Każdy moze mi współczuć, powiedzieć dobre słowo, ale ja wiem, ze
      oddziela mnie od nich moja choroba, bo nikt nie jest w stanie zrozumieć co
      czuje człowiek, który wie, ze jego śmierc jest tylko kwestią kilku miesiecy
      czy lat.
      Arku, szukaj wokół siebie ludzi, uśmiechaj się , a póki co pisz tutaj, a na
      pewno ktoś Cie wysłucha, uśmiechnie się i na pewno nie będziesz się czuł tak
      samotny. Ale pamietaj, ze komputer to "głupia maszyna" i nie zastąpi
      prawdziwej rozmowy z rzeczywistym człowiekiem.

      Pozdrawiam
      Kasia:)))
      • arek_cz Re: Samotność 18.04.02, 20:53
        Wiem że wssystko to co piszesz jest szczerą prawdo - wyjści ze skorupy, próbowaie
        i nie poddawanie się po upadku ale...
        Ale ja już nie potrafię tego przezwyciężyć i walczyć moze za daleko zabrnełem w
        swojej samotności i oddaleniu od ludzi.

        Pomimo moiego pesymizmu cieplutko pozdrawiam i dziękuję za list :)

        Arek
        • Gość: kasia28 Re: Samotność IP: *.atol.com.pl 18.04.02, 21:24
          Arku, ależ Ty musisz! walczyć. Skąd wiesz jak długo będziesz jeszcze się
          cieszył z życia na tym "padole łez"? Czy umierając chcesz mieć świadomośc, ze
          jesteś sam, ze nic nie zrobiłeś by temu zapobiec? Arku, ja nie mam wiele życia
          przed sobą i właśnie dlatego doceniam to co zrobiłam w swymm życiu. Doceniam
          każdą dobrą chwilę i ludzi, których spotkałam. I nie płaczę juz, ze czegoś nie
          mam, tylko cieszę się z tego co juz mam. Arku szkoda życia. Pesymizm jak kazdą
          chorobe można przezwyciężyć, musisz spróbować. Wiem, ze "wychodzenie ze
          skorupy" jest ciężkie. Mi też nie było łatwo i wcale nie jestem lwem
          salonowym. Nadal jestem nieśmiała, postępuję ostrożnie z ludźmi, często chowam
          się za plecami mojego męża. Ale postanowiłam kiedyś, że to zmienię i próbuę od
          paru lat, krok po kroczku to zrobić. Dzis mam rodzinę, przyjaciółkę,
          znajomych. Jestem dumna, gdy uda mi się z kimś porozmawaić nieznajomym, ot,
          tak sobie. Jestem dumna, jak uda mi się jakąś sprawę załatwić. Tak sobie
          powolutku świat zdobywam, ale próbuję. Nawet nie wiesz ile nerwów i stresu:)
          kosztowało mnie napisanie na tym forum pierwszego postu. I od razu byłam
          nastawiona, ze pewnie wszyscy mnie od głupich wyzwą, wyśmieja itd. I popatrz
          nawet miłe rzeczy mi tu piszą:) I to co tu piszę jest też jakąś szkołą dla
          mnie, przezwycięzeniem pewnych lęków. I nie czuję się samotna, bo zawsze można
          tu wejsć i coś do kogos napisać, coś przeczytać, i jest lepiej.
          A moze spróbuj nawiazać jakies kontakty z ludźmi poprzez internet? Choćby z
          tymi z forum? Juz będziesz miał z kim pogadać(oczywiście prywatnie), moze
          spotkasz się kiedys z kimś w rzeczywistym świecie? Spróbuj. To zawsze jakis
          krok naprzód.

          Pozdrawiam i życze "zabicia" tego pesymizmu:)
          Kasia
          • Gość: Warren Re: Samotność IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 22.04.02, 15:06


            hej,

            ludzie samotni, to tacy, ktorzy zbyt dlugo zajmuja sie wylacznie samym
            soba.mowie tu o negatywej samotnosci, bo przeciez sa ludzie ktorzy lubia pobyc
            troche samotni, aby sie naladowac, przemyslec sprawy.
            z twojego postu wynika, ze mogles nabawic sie fobii, i to ona jest jadrem
            twojego problemu.samotnosc to efekt uboczny.
            dobrze by bylo skontaktowac sie z psychologiem.proponuje rowniez zaopatrzyc sie
            w literature.
            zaloze sie, ze kiedy czasami inni ludzie na twoich oczach popelniaja gafy,
            wcale sie tym nie przejmujesz.z drugiej strony wydaje ci sie, ze wiekszosc
            ludzi przede wszystkim koncentruje sie na tobie, poddajac ocenie, co naturalnie
            jest kompletna bzdura.
            tworzy sie wowczas taki cykl:nie chce byc samotny, chce poznawac ludzi.ale nie
            wierze, ze moge na nich zrobic dobre wrazenie, wrecz przeciwnie pewnie zrobie
            zle, i jeszcze bardziej poczuje sie zraniony,a oni i tak sie do mnie zniecheca
            wiec aby sie przed tym uchronic wole juz byc pasywny, a co za tym idzie samotny.
            i tak w kolko.
            proponuje rowniez zamiast ciagle siedziec przed kompem, isc przykladowo
            pobiegac.polecam bardzo yoge, tylko ze tu trzeba cierpliwosci, i wytrwalosci, a
            wowczas zrozumniesz co znaczy " w zdrowym ciele zdrowy duch".
            i zawsze mozesz wyjsc w jakies publiczne miejsca, kino, muzeum, nawet jaka
            glupia wystawka.nie mowie, ze od razu na kogos w takich miejscach trafisz, ale
            pomozesz przynajmniej troche losowi.
            ja bylem mega niesmialy.niesmialy do potegi entej, a co za tym idzie
            samotny.cos takiego jak dyskoteka, nawet z trudem przechodzilo mi juz przez
            mysl.ale pewnego razu jeden jedyny raz od kilku lat ponownie polazlem.z takim
            glupolami poszedlem, gdzies napotkanymi.sam nie wiem czemu.kiedy juz na niej
            bylismy, oni ruszyli zwawo na parkiet, ja troche pochodzilem z kata w kat, i
            chyba udawalem ze sie dobrze bawie.podrygiwalem sobie lekko, ciagle wpatrujac
            sie w tanczacy tlum.pod koniec sam nawet ruszylem na parkiet, ale na chwile.no
            i kiedy z ulga opuszczalem juz ta cholerna dyske, i wyszedlem na ulice,
            podeszedl do mnie koles, ktorego znalem z uniwerku z widzenia, i mowi, ze ktos
            chcialby mnie poznac.ta osoba okazala sie moja pozniejsza dziewczyna, zreszta
            studentka tego samego kierunku, ktora juz wczesniej zwrocila na mnie swoja
            uwage, tylko ze ja nalezalem do tych niedostepnych.no i zmienila mnie nie do
            poznania, zamianilem proporcje, i powoli nauczylem sie wystawiac na wierzch
            swoje zalety,nie wady.
            no i widzisz...jedna glupia dyska, ktora wydawala mi sie zupelnym bezsesem,
            okazala sie punktem zwrotnym w moim zyciu.
            powiem jeszcze ze z ta dziewczyna juz razem nie jestem, ale mimo ze wciaz nie
            przepadam za byciem w centrum, to jednak z kobietami uklada mi sie bardzo
            dobrze, a co za tym idzie samotnosc jest juz tylko zlym wspomnieniem.

            powodzenia

        • neutralny_nick Re: Samotność 23.04.02, 10:12
          arku ty nie masz nic do stracenia, jeśli ktoś cie odrzuci to jego stara.
          Prawdą jest że jak nie zaryzykujesz to też nic nie zyskasz. Kiedyś rozmwiałam z
          chłopakiem takim jak ty i on własnie zaczą sie spotykac z ludzmi ze swojego
          miasta poznanymi przez internet, teraz na internecie go nie uśiwadcze.
          Rozumiem ból odrzucenia przez ludzi w zwiaku z chorobą (mnie zawiedli nie ci
          dalsi ale bliscy). Mimo wszystko przeciez wiesz i ja wiem ze nie wszyscy sa
          zli. Jest wielu napraawde wspaniałych ludzi, ktrych jeszcze warto poznac, jest
          wiele miesc do zobaczenia. Szkoda czasu, sprobuj zaczac zyc a reszta ułoży sie
          sama. Napisz jesli masz ochote
          pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka