Dodaj do ulubionych

Recepta na zycie po przejsciach:(

14.10.04, 09:20
Czy wasze zachowanie i system wartosci zmienily sie diametralnie po
przejsciach? Co z zaufaniem? idealami? madroscia zyciowa?
Obserwuj wątek
    • z3r0 Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 14.10.04, 09:42
      k212 napisał:

      > Czy wasze zachowanie i system wartosci zmienily sie diametralnie po
      > przejsciach? Co z zaufaniem? idealami? madroscia zyciowa?

      Nie ma zaufania, nie ma idealow.

      Jedyna madroscia zyciowa jest to, ze takowej nie ma.
      • Gość: m. Re: Recepta na zycie po przejsciach:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 09:53
        zgadzam się. nie ma zaufania, nie ma idealów. i na tym opiera się moja mądrość
        życiowa...A mam dopiero 26 lat. Kiedyś bylam idealistką i wierzylam ludziom.
        • glassempire Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 14.10.04, 10:46
          Zmienilo sie na tyle ze bardziej teraz patrze w siebie niz na innych. To bylo
          moje pierwsze zyciowe doswiadczenie - rob dla siebie a nie dla opinii ludzkiej.
          Bylam wowczas w poznych latach "nastych".
          Minelo wieeeeele lat. Wiele doswiadczen - przeroznych. Bylam na wozie, pod
          wozem, znam dostatek i nedze, stany cywilne mam "na koncie" wszystkie jakie
          tylko istnieja, kilka zawodow wyuczonych, mnostwo zainteresowan i brak czasu na
          nude. Wiem co to radosc i zaloba, choroba i spontaniczna szalona zabawa. Ale
          zycie wciaz potrafi mnie zadziwiac...
          Mieszkam w miejscu o ktorym marzylam od szczeniecych lat.
          Jestem czlowiekiem szczesliwym bo - jak to mowil moj niezyjacy od lat przyjaciel
          Wladek Z - "los jak gnebi to do konca a jak daje to rownie hojna reka". Jestem
          czlowiekiem szczesliwym bo spotkalam w swoim zyciu wielu wspanialych ludzi i
          wierze ze spotkam jeszcze wiecej. Mimo ze zostalam zdradzona przez przyjaciol -
          judaszy nie stracilam wiary w zaufanie.
          Ono jest ale... wybiorcze. Nie ufam stuprocentowo. Niech bedzie max. 80 procent.
          Idealy? Zasady, ktore staram sie wprowadzac we wlasne zycie jak pogodzenie sie
          z tym co od nas niezalezne.
          Wierze i wiem ze bardzo wiele zalezy od nas samych, od naszego nastawienia do
          zycia bo jesli budzimy sie rano, widzimy za oknem deszcz i na wejsciu: o qrwa
          ale mi sie nic nie chce, pierd...na pogoda - jakby bylo slonce to ja bym
          dopiero..." mamy dzien z glowy i winna temu pogoda? Nie obwiniac nikogo i
          niczego za nasz nastroj, uczucia i emocje.
          Ergo - po przejsciach wyszlam ze zdrowszym i mniej "stresorodnym" podejsciem do
          zycia. Wieksza wyrozumialoscia dla wlasnych i cudzych slabosci, bledow. Ze
          zrozumieniem odpowiedzialnosci z wyboru.
          Swiata nie zmienisz - ale mozesz zmienic wlasne zycie, wlasne nastawienie,
          siebie samego na kogos kim zawsze chciales byc. I to dokladnie to samo jakbys
          zmienil swiat.
        • kraxa najgorsze to ustalac sztywne recepty 18.10.04, 15:26
          na zycie. Po prostu zyj- obserwuj to jak sie zmieniasz po wpBywem tzw. przejsc,
          ale do diabla na nic sie nie zarzekaj. i nawet jesli zdarzy Ci sie popeBnic
          podobny blont, to nic wyciagaj wnioski, ale nie katuj sie czarnowidztwem. a
          utrata naiwnosci jakkolwiek bolesna moze byc wylocznie korzystna....
    • lune lata i przejscia :) 14.10.04, 10:40
      k212 napisał:

      > Czy wasze zachowanie i system wartosci zmienily sie diametralnie po
      > przejsciach? Co z zaufaniem? idealami? madroscia zyciowa?

      Po przejsciach w wieku lat dwudziestu kilku, trzydziestu kilku, czterdziestu
      kilku itd. ?
      Mam wrazenie ze inaczej sie te 'przejscia' w roznym wieku traktuje ... Im czlek
      starszy - tym bogatszy w doswiadczenie - bywa ze sie to przeklada na tzw.
      madrosc zyciowa /nie zawsze, nie zawsze ;))/ Zaufanie ? a czy mamy je do
      siebie ? czy ufamy wlasnym wyborom ? Bo przeciez nasze'przejscia'zaleza od
      naszych wyborow :) Idealy, system wartosci ? wszystko ma na to wplyw bo
      przeciez nikt z nas nie jest zaprogramowana maszynka - ale to jednak my w
      ostatecznosci decydujemy o naszym zyciu :)

      A na marginesie : bardzo zabawnie czytac 'nigdy nie zaufam, zadnych idealow' ;
      toz taka dwudziestokilkulatka powinna udac sie natychmiast do eremu :))))))))))
      trzeba umiec spojrzec w lustro i zastanowic sie NAD SOBA, trzeba otworzyc uszy
      na krytyczne uwagi przyjaciela / przyjaciolki ; najgorsze co mozemy sobie
      zafundowac to poczucie ze 'ktos' zniszczyl nasze idealy, 'cos' spowodowalo ze
      juz nikomu nie zaufamy itd. moze to i wygodne myslenie ale do niczego dobrego
      nie prowadzi :)

      lune

      • glassempire Re: lata i przejscia :) 14.10.04, 10:51
        Oj, i zapomnialabym o bardzo waznym (w miedzyczasie przeczytalam wypowiedz lune
        - madrze prawi) - zaufanie do siebie samego. Szacunek do siebie samego. Wiara w
        siebie.
        Nikt inny nie da nam takiego poczucia bezpieczenstwa w zyciu doroslym jakie sami
        stworzymy dla siebie.
        • lune glassempire :) 14.10.04, 11:30
          glassempire napisała:

          > Oj, i zapomnialabym o bardzo waznym - zaufanie do siebie samego. Szacunek do
          siebie samego. Wiara w siebie.Nikt inny nie da nam takiego poczucia
          bezpieczenstwa w zyciu doroslym jakie sami stworzymy dla siebie.>

          To chyba dopiero z wiekiem zaczyna sie rozumiec :) Ja /nieszczesna/ zrozumialam
          dosc pozno /hmmmmm ... lepiej pozno niz wcale :))/ Przeciez cokolwiek sie
          zdarzy - 'mamy siebie' :)) ze wszystkimi madrosciami, glupotami, wadami i
          zaletami ... z calym naszym dobytkiem :) swiat sie przewraca, ziemia usuwa sie
          spod nog ale to w nas jest lina ratunkowa :)

          lune
          • k212 ... 14.10.04, 11:33
            Ile macie lat? Czysta madrosc z Was plynie. Chcialbym tak zaczac myslec.
            • habitus Co cię nie zabije, to cię wzmocni. 14.10.04, 11:43
              J.w.
            • lune :) 14.10.04, 12:31
              Ile lat mam ?
              Sredni wiek - coz to za dziwne okreslenie :) zakladajac ze pozyje dlugo -
              jestem mniej wiecej w polowie :))))))))))))))))))

              A powazniej - zycie bywa strasznie pokrecone i dlatego jest tak interesujace :)
              Z perspektywy czasu inaczej sie widzi swoje 'przejscia' ; wazne czy potrafimy
              wyciagnac wnioski ? czy umiemy zniesc wlasne porazki, uznac ze
              nasza 'niedoskonalosc' to nie koniec swiata ? czy potrafimy kochac siebie
              samych ? - nie zanadto oczywiscie ... :) czy potrafimy otworzyc sie na
              zycie ? ... bo dlaczego nie ? coz zlego moze sie nam przytrafic oprocz ....
              zycia ? :)) czy potrafimy otworzyc sie na milosc ? /to najwazniejsze pytanie/

              czy moze pozwolimy zniewolic sie wlasnym lekom przed odrzuceniem,
              rozczarowaniem, niepowodzeniem, przed bolem ?

              kazdy z nas cwiczy strach i bol - bo to nieodlaczny kawalek zycia - ale pomimo
              tych slono-gorzkich chwil czy zdarzen, zycie jest piekne prawda ?

              lune


            • glassempire Re: ... 18.10.04, 13:18
              Po 40 jestem. Zacny wiek, powiadam Wam.
              Bo czlek jeszcze niczego sobie wyglada, jeszcze krotochwile mu w glowie ale
              rozumnie potrafi ich uzywac.
              Dodam cos jeszcze co uwazam za bardzo istotne – otoz pozbylam się z wiekiem i
              doswiadczeniem zyciowym poczucia wspolzawodnictwa (tak nazywam falszywe
              przekonanie ze swiat dzieli się na lepszych i gorszych) i bycia lepszym za
              wszelka cene – każdy z nas jest inny i nie ma sensu porownywac się nawzajem.
              Trzeba starac się być dobrym w tym co się lubi i co się „czuje” bez
              towarzyszacej presji czy wewnetrznego krytyka.
              Wiele tzw „prawd zyciowych” dociera do nas we wczesnej mlodosci i wiemy o tym,
              przyjmujemy je „na intelekt” ale nie zyjemy z nimi w zgodzie ponieważ nie
              potrafimy przyjac ich emocjonalnie. Dojrzewamy z czasem, z doswiadczeniem
              zyciowym i zaczynamy zyc tak jakbysmy naprawde chcieli. Wtedy te prawdy które
              znalismy a które brzmialy jak oczywiste staja się czescia naszego „modus vivendi”.
              Pogodzic się z zasadami zycia – to najwazniejsze. Nie chcieć ponad miare – nie
              tylko materialnie. Mierzyc zamiary na sily. Osiagnac rownowage wewnetrzna i
              spokoj ducha bez względu na okolicznosci.
              Latwiej jest mi zyc gdy jestem spokojna wewnetrznie i ufam sobie samej. Latwiej
              pokonywac przeciwnosci gdy pojawia się na mojej drodze bo nikt nie obiecywal nam
              ze zycie będzie latwe.
              Z czasem przekonalam się ze nie warto udawac kogos kim się nie jest – dzieje się
              tak wtedy gdy nie szanujemy samych siebie, chcemy być kims innym a latwiej
              udawac niż się doskonalic choc wtedy czujemy się jakos „dwuwymiarowo” bo
              udawanie na dluzsza mete nie dziala.
              Najlepiej, najbardziej komfortowo i najuczciwiej wobec siebie i innych jest byc
              soba. Ale najpierw trzeba zaakceptowac siebie takim jakim sie jest. Zaakceptowac
              wlasna niedoskonalosc i slabosc.
              To ze mamy takie madre jak cholera przemyslenia i tak wiele doswiadczen ktore te
              przemyslenia skatalizowaly nie znaczy ze nasze zycie plynie nam w spokoju i
              blogosci. Tak nigdy nie bedzie bo pewnie staloby sie nudne. W rzeczywistosci
              zyjemy wsrod innych ludzi ktorych samoswiadomosc nie jest czasem zbyt wielka,
              ktorzy obwiniaja innych za swoje slabosci a my tylko mozemy z politowaniem na
              nich spogladac i z usmiechem znosic ich nastroje. Bo z wiekiem i doswiadczeniem
              dostaje sie niespozyte poklady wybaczania - nie mamy czasu na to zeby sie
              klocic, walczyc - wybaczamy i idziemy dalej swoja droga. No, chyba ze trafimy na
              czlowieka wyjatkowo toksycznego - to wtedy nalezy sie odciac.
              Ale to takie moje teoretyczne przemyslenia, w praktyce to roznie bywa :)
    • vielonick madrosc zyciowa :) 14.10.04, 13:20
      jedyna recepta na zycie jest...
      brak recept ;)

      i nie stosuj odpowiedzialnosci zbiorowej
      bo w ostatecznym rachunku
      Ty na tym tracisz najwiecej
    • Gość: do Re: Recepta na zycie po przejsciach:( IP: 62.233.169.* 14.10.04, 14:37
      Wlasciwie to nie jestem po przejsciach. A przynajmniej nie uwazam zeby w zyciu
      spotkalo mnie cos strasznego. Ludziom z zasady za bardzo nie ufam. Przyjaciol
      jeszcze nigdy nie mialam, co najwyzej znajomych. W 100% ufam tylko samej sobie,
      nieco mniej rodzicom, a na pozostalych ludzi po prostu uwazam. U mnie czesto
      jest tak, ze jesli spotyka mnie cos niezbyt sympatycznego, to oznacza to ze na
      mnie juz czas, ze musze juz odejsc z danego otoczenia. Czy ja sama sie przez to
      zmieniam? Na pewno zmniejsza sie moje zaufanie do ludzi i jeszcze bardziej na
      nich uwazam. Zawsze jednak poszukuje odpowiedzi na pytanie dlaczego mnie cos
      tam spotkalo i staram sie tez przy tym zrozumiec siebie, poprawic cos w sobie,
      nauczyc sie czegos. Mysle, ze wszystko co nas w zyciu spotyka jest nam jakos
      tam potrzebne do wlasnego rozwoju, ale to juz od nas samych bedzie zalezalo jak
      i czy w ogole skorzystamy z tych zyciowych lekcji.
      Pozdrawiam
      • Gość: do Re: Recepta na zycie po przejsciach:( IP: 62.233.169.* 14.10.04, 15:42
        Cos mi sie jeszcze przypomnialo ;) W zyciu to jest tak, ze czesto to my sami
        przyciagamy do siebie okreslonych ludzi, pewne ich zachowania. Oni niejako
        odpowiadaja na jakies tam nasze zapotrzebowanie. Jesli sam sie zmienisz,
        zmienisz to cos w sobie co ich przyciaga, ludzie niewlasciwi nie beda mieli do
        ciebie dostepu. Nawet jesli ich spotkasz na swojej drodze, to tobie akurat nic
        juz nie zrobia, bo ty sam juz nie bedziesz ich potrzebowal. Nie twierdze, ze
        nie nalezy juz wtedy uwazac na ludzi. Uwazac trzeba zawsze, ale nalezy sie tez
        zastanowic nad soba samym i odpowiedzi szukac raczej w samym sobie.
        • k212 Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 14.10.04, 20:40
          jak odzyckac rownowage, usmiech na twarzy, czy tylko psychoterapia? odciecie
          sie od przeszlosci?
          • Gość: do Re: Recepta na zycie po przejsciach:( IP: 62.233.169.* 15.10.04, 03:31
            Nie wiem. Nie znam ciebie i twoich "przejsc". Wyprobuj moze wszystkiego a cos
            tam dla siebie z tego dobierzesz.
          • glupiakasia Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 15.10.04, 07:57
            psychoterapia, może, jeśli zrozumiesz to, co się stało, pogodzisz się,
            wybaczysz i znajdziesz nowe życie.
            Ja mam wrażenie, że nigdy nie będzie tak jak było, ale zamartwianie się nie ma
            sensu o tyle, ze życie jest jedno...
    • mskaiq Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 15.10.04, 09:20
      Musisz wybaczyc Sobie, to jedyny sposob pozbycia sie zlego balastu. Zwykle
      polega to na przestaniu rozdrapywania ran. My czesto czujemy sie skrzywdzeni,
      gotowi plakac nad soba, albo jesli to z naszej winy budujemy pretensje do
      siebie, czesto chcemy sie ukarac za nasza glupote. Do tego nie wolno
      dopuszczac. Jesli takie mysli sie pojawiaja, zajmnij sie czyms innym, nie
      pozwalaj im rosnac w Tobie.
      Dobrze jest cwiczyc jakis sport, biegi, rower, narty czy codziennie byc na
      dlugim spacerze. Te rzeczy obnizaja emocje i latwiej poradzic sobie ze zlymi
      myslami skierowanymi przeciwko Tobie.
      Jesli wybaczysz Sobie, znow radosc i wiara pojawia sie u Ciebie. Trzeba
      wierzyc, trzeba cieszyc, bez tego sie nie da sie zyc. Kiedy potrafisz to zrobic
      wtedy pojawi sie w Twoim zyciu nowy zwiazek a rozumiejac wiecej bedziesz umiala
      go obronic.
    • scylla Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 15.10.04, 10:05

      z wszystkiego co się dzieje płynie nauka, po coś to się dzieje, należy tylko to
      znaleźć.
      Zrozumiałem że życie jest dla mnie a nie ja dla życia, więc z niego korzystam.
      Staram się żyć zgodnie z tym co czuje, teraz już wiem że jak upadnę to się
      podniosę, nie boję się, traktuję każdy dzień jako możliwość rozwijania się i
      przeżycia czegoś szczególnego.
      Nauczyłem się dystansu do samego siebie, zdałem sobie sprawę z własnej siły, i
      zgadzam się, to jest ścisle powiązane z zaufaniem i szacunkiem do samego siebie.
      Każdego dnia masz wybór jak przeżyć ten dzień. To nie innych wina że się
      potrafimy dołować, tylko nasza, bo my wybieramy.
      Zawsze byłem ciekawy życia, więc i teraz ciekawe co mi przyniesie:)
      • lune wlasnie tak 15.10.04, 12:01
        scylla napisał:

        >
        > z wszystkiego co się dzieje płynie nauka, po coś to się dzieje, należy tylko
        to
        >
        > znaleźć.
        > Zrozumiałem że życie jest dla mnie a nie ja dla życia, więc z niego korzystam.
        > Staram się żyć zgodnie z tym co czuje, teraz już wiem że jak upadnę to się
        > podniosę, nie boję się, traktuję każdy dzień jako możliwość rozwijania się i
        > przeżycia czegoś szczególnego.
        > Nauczyłem się dystansu do samego siebie, zdałem sobie sprawę z własnej siły,
        i
        > zgadzam się, to jest ścisle powiązane z zaufaniem i szacunkiem do samego
        siebie
        > .
        > Każdego dnia masz wybór jak przeżyć ten dzień. To nie innych wina że się
        > potrafimy dołować, tylko nasza, bo my wybieramy.
        > Zawsze byłem ciekawy życia, więc i teraz ciekawe co mi przyniesie:)


        Moglabym sie podpisac - tak bardzo jest mi to bliskie :)


        lune
        • scylla Re: wlasnie tak 15.10.04, 13:26
          takie życie- ale wiesz co?
          Te życie jest naprawdę piękne, z wszystkim co nam przynosi, z wszystkim.
          NIe zamienił bym tego co przeżyłem za nic, nigdy w życiu.
          To wszystko co mi się przydażyło pozwoliło mi siebie doskonale zrozumieć,
          teraz jestem szcześliwy.
          Pozdrowienia!
          • k_i_k_a Re: wlasnie tak 18.10.04, 11:11
            kurcze... zazdroszczę... Mam takie chwile, że czuję DOKŁADNIE tak samo, ale to
            wtedy, gdy sama decyduję o swoim losie. Gdy czuję, że wyłącznie ja ponoszę za
            siebie odpowiedzialność. Ale kiedy zaczynam patrzeć na siebie i swoje życie w
            diadzi... to już przestaje być takie proste... Zaczyna wkradać się lęk,
            zwyczajna obawa o to, co będzie jutro i czy ktoś mnie nie zrani. Zaczynam każdą
            wątpliwą sytuację rozpatrywać na swoją niekorzyść, a przez to - nie cieszę się
            tym tak, jak być może powinnam... I po części właśnie moje doświadczenie tak na
            to wpływa. I mogę sobie zupełnie racjonalnie tłumaczyć: a cóż gorszego może
            mnie spotkać niż to co dotychczas się działo... nic... wiem, że wytrzymam, że
            pokonam... a jednak się boję.. Skąd bierzecie wiarę?
            • scylla Re: wlasnie tak 18.10.04, 13:39
              to nie jest wiara, to "zrozumienie".
              Srach jest jak najbardziej potrzebną informacją, nasz mózg nas o czymś chce
              uprzedzić, zakomunikować o niebezpieczeństwie. źle jest kiedy ten strach z Tobą
              wygrywa. On jest impulsem, ale tylko impulsem, który powodować powinien
              zastanowienie.
              Wydaje mi się że sztuką jest zrozumieć ten strach, korzystać z informacji
              jakie do nas docierają za jego pomocą. To jest jedna z informacji, a takich
              informacji dostajemy multum. Strach jest bardziej wyrazisty, bo dotyczy naszego
              bezpieczeństwa.
              Co z tego że ktoś nas zrani?
              To jest jeden z elementów życia, wyciągamy wnioski i idziemy dalej- o wiele
              mądzrejsi, doświadczeni.
              Ufam sobie a to pociąga za sobą siłe.
              Chcesz kochać kogoś i się bać że od Ciebie odejdzie?
              NIe dasz rady się zangażować na 100% w taki związek, a to może być powodem jego
              rozpadu, bo ciągle będziesz się bała z siebie dać wszystko.
              To samo dotyczy życia, będziesz się go bała?

              • k_i_k_a Re: wlasnie tak 18.10.04, 14:09
                > Co z tego że ktoś nas zrani?
                > To jest jeden z elementów życia, wyciągamy wnioski i idziemy dalej- o wiele
                > mądzrejsi, doświadczeni.
                > Ufam sobie a to pociąga za sobą siłe.

                Sobie ufam, daje mi to siłę, ale rzecz w tym, jak zaufać komuś, kto zranił? Jak
                uwierzyć, że on WRESZCIE wyciągnął wnioski? Że teraz NAPRAWDĘ nie chce tego
                zrobić więcej? Ufać słowom, gestom, zachowaniom, widocznym dobrym intencjom,
                czy obronnie szukać sygnałów mówiących: "za chwilę zrobię to samo..."? I
                łatwiej byłoby bez tej nabytej z wiekiem wyrozumiałości, cierpliwości, wiedzy,
                że każdy człowiek jest inny, że uczy się na błędach, że nie ma reguł, więc może
                nie okaże się recydywistą... Więc lęk stąd, że jestem w kleszczach okazywanych
                dobrych intencji (popartych dowodami "uczenia się na błędach", tyle tylko, że
                nie na TYCH) i poparzeń z przeszłości.
                Dlatego zazdroszczę takiego spokoju życiowego i wiary (będę się upierała przy
                tym słowie) w tak-czy-siak pogodne jutro.
                • scylla Re: wlasnie tak 18.10.04, 14:27
                  Ten spokój nie bierze się z przeszłości miodem i mlekiem płynącej, ale wręcz z
                  tytanowej walki, z bólu, zdrady, oszystwa.

                  > Sobie ufam, daje mi to siłę, ale rzecz w tym, jak zaufać komuś, kto zranił?
                  Jak
                  >
                  > uwierzyć, że on WRESZCIE wyciągnął wnioski? Że teraz NAPRAWDĘ nie chce tego
                  > zrobić więcej?

                  Zdecydowałaś się żyć z tą osobą mimo że Cię oszukała( nie wnikam o ciężar
                  oszustwa), skoro dałaś szansę to ją wykorzystajcie. Musiałaś się liczyć że jest
                  to kredyt zaufania, będzie ciężko, ale jak inaczej przekonasz się że się czegoś
                  nauczył?

                  > Dlatego zazdroszczę takiego spokoju życiowego i wiary (będę się upierała przy
                  > tym słowie) w tak-czy-siak pogodne jutro.

                  NIczego nie zazdrośc, Ty też możesz iśc taką drogą, wszystko zależy od Ciebie.
                  Nie zgadzam się: w tak-czy-siak pogodne jutro.
                  Raczej: dzisiaj przeżyje ten dzień pogodnie, bo tak wybrałam:), to moje życie i
                  chcę je przeżyć, a nie przemęczyć.
                  tego Ci właśnie życzę.
                  • k_i_k_a Re: wlasnie tak 18.10.04, 14:38
                    czy myśmy już gdzieś nie rozmawiali? Kiedyś... ? :) Nieodparte mam takie
                    wrażenie...
                    Dziękuję :)
                    • scylla Re: wlasnie tak 19.10.04, 10:05
                      Może, kiedyś:)
                      Jak zaczełaś dzisiejszy dzień? Co wybrałaś?
                      • k_i_k_a Re: wlasnie tak 19.10.04, 10:38
                        wciaż to samo :)
                        I wiesz... nie jestem egzaltowaną panienką... ale uśmiech dziś przyszedł mi
                        dużo łatwiej, myślę, że dzieki Tobie też :)
                        • scylla Re: wlasnie tak 19.10.04, 11:04
                          Coś zmieniłaś, więc wybrałaś:)
                          No dalej, to kwestia wyboru, rozglądnij się dookoła, spojrz przez okno, co Cię
                          cieszy, co jest gotowe wywołać uśmiech, może akurat przechodzi jakieś dziecko,
                          przyglądnij się jego zachowaniu, jakie jest beztroskie, szcześliwe, dlaczego?
                          bo opadają liscie z drzew....
                          pRZECIEŻ KIEDYŚ POTRAFILIŚMY SIĘ TYM CIESZYĆ?
                          Uśmiechnij się do przechodnia a zobaczysz cuda, zobaczysz jakie to ma dla
                          Ciebie znaczenie.


                  • glassempire Re: wlasnie tak 18.10.04, 18:35
                    Tak. Decydujemy sie z kims zyc i dajemy kredyt zaufania tej konkretnej osobie.
                    Jesli ta osoba go naduzywa mamy dwa wyjscia - odciac sie, zapomniec, wybaczyc
                    albo wybaczyc, starac sie zapomniec i nadal isc ta sama droga razem. Nie wiem
                    ktore z tych wyjsc lepsze ale chyba trzeciej opcji nie ma...
                    Zazwyczaj to tak jest ze sami mamy jakies wyobrazenie o tej osobie na podstawie
                    obserwacji a najczesciej po prostu jestesmy zakochani i WIERZYMY ze bedzie
                    dobrze. Wierzymy ze ktos sie zmieni na przyklad - z pijaka bedzie abstynent, z
                    awanturnika spokojny domator... Mamy takie swoje stereotypy w ktore wierzymy -
                    bo wtedy swiat wydaje sie nam latwiejszy, piekniejszy - oczywiste jest ze sie
                    oszukujemy bo nikt sie nie zmieni za dotknieciem rozdzki.
                    Ale to tez wiedza przychodzaca z wiekiem i doswiadczeniem.
                    Czego sie jeszcze uczymy? Panowac nad emocjami. Rzadziej sie zdarza zeby to one
                    nad nami panowaly.
                    I po czterdziestce jestesmy lepszymi kierowcami!
                    • scylla Re: wlasnie tak 19.10.04, 10:17
                      Nie chodzi o godzenie się z problemami i oszukiwanie się.
                      Trzeba nazwać problem , zrozumieć go, i WSPÓLNIE go rozwiązywać, tak szczerze,
                      bez oszukiwania się, to jest bardzo trudne do zrobienia, wymaga ciężkiej pracy,
                      cierpliwośći,ale robimy to bo wiemy czego chcemy, bo zalezy nam na drugiej
                      oosobie.
                      Jeżeli nie ma współpracy, są dalej oszustwa itp. to zadajmy sobie pytanie czy
                      tego chcemy?ja bym nie chciał.
                      Takie decyzje są trudne, ale nie bojmy się ich podejmować, jest to ostateczność.
                      Jednak jeżeli dajemy szansę to ją wykorzystajmy w pełni.
                      Życie jest naprawdę piękne:))))
                      • k_i_k_a Re: wlasnie tak 19.10.04, 10:42
                        Były i trudne rozmowy, i wnioski, i "postanowienia"... Racjonalnie - wszystko
                        ok. Tak, jak powinno się to załatwić. Decyzja o pozostaniu razem. I tu jest
                        wszystko ok. Miałam tylko na myśli walkę z emocjonalną stroną człowieka, z
                        rzeczami, które się budzą, wracają, odgrzewają... I to też naturalne, wiem.
                        Nie są to emocje dominujące, niszczące, ale przenikające co jakiś czas do
                        świadomości... przypominające o sobie.
                        • scylla Re: wlasnie tak 19.10.04, 11:20
                          Rozmawiajcie o tym, to jest Wasza sprawa, więc dlaczego masz sama z tym walczyć.
                          • k_i_k_a Re: wlasnie tak 19.10.04, 11:58
                            i tak robię :)
                            Idę się pouśmiechac na ulicę ;)))
                    • k_i_k_a Re: wlasnie tak 19.10.04, 10:50
                      Z panowaniem nad emocjami nie mam problemu, wręcz zarzucam sobie, że zbyt
                      często poskramiam i powściągam, zbyt często jestem "wyrozumiała, słuchająca,
                      cierpliwa..." :) Nie mam złudzeń co do zmiany - biorę człowieka takiego, jakim
                      jest, tak dalece "nie zmieniam", że wciaż, we wszystkim daję wolny wybór...
                      pozostawiam podejmowanie decyzji... Do czterdziestki jeszcze trochę brak, ale
                      myślę, że to nie kwestia wieku, a samoświadomości i świadomości tego co się
                      dzieje dokoła (skąd się wzięło, co znaczy, do czego prowadzi). Pozdrawiam :)
    • Gość: jeżyk Re: Recepta na zycie po przejsciach:( IP: 212.191.74.* 15.10.04, 12:21
      Recapta jest prosta:
      dystans do życia, do ludzi, do problemów.
      Wewnetrzna siła. Zaufanie tylko w 80%.
      Miłość w 100%.
    • j_ar Re: Recepta na zycie po przejsciach:( 15.10.04, 12:24
      nawet bardzo, tragiczne dramaty i melonodramaty, juz nie kupuje 10 zaladow a
      tylo 6, i jestem w stanie sie z kims nawet podzielic
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka