Gość: xiaohai
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.12.04, 01:14
a jest tak:
moj chlopiec półtora miesiąca temu wrócił z robót zza granicy. ciężko, ale nie
dość długo pracował tam fizycznie, i zarobił na wymarzony (chciałam
powiedzieć- motór) samochodek. Powrotowi towarzyszyła ekstaza, zwiążana- to
zrozumiałe- z ujrzeniem siebie wzajem po kilkutygodniowej rozłące, no i
oczywiście spełnieniem jednego z Fundamentalnych Marzeń Każdego Chłopca-
osobistego samochódka.
Po tygodniu , dwóch, ekstaza opadła i trzeba było wrócić do tzw Normalnego
Rytmu ( w moim przypadku - dość absorbujące studia, jakieś granie muzyki i
jeszcze praca dorywcza, w jego przypadku rówież nie tyle absorbujące co
ciężkie-studia, znalezienie mieszkania, i zaspokojenie innych,elementarnych
potrzeb)
Ale mimo to- ja ruszyłam z kopyta, a on leży nadal. Leży u mnie w pokoju
niewielkim, bo mieszkania nie znalazł. W zasadzie to znalazł, a raczej ja
załatwiłam mu przez kolegę. Aczkolwiek dopiero od połowy grudnia, albo i
pozniej, kto wie?
Leży, trójpalczasty gnuśnik i mówi że mu źle. że nic mu się nie chce. Że świat
zły. Że na niczym mu nie zależy. Niczym. Że samochodu nikt kupić nie chce, a
bo go sprzedac trzeba, coby a utrzymanie na studiach mieć, i na komputer, do
pracy potrzebny. Ale nikt kupić nie chce, a i on specjalnie nabywcy nie szuka.
A ja przylatuję ze szkoły, do komputera FTP-ować cośtam, na próbę etc, a on
widzę że na zajęcia może i poszedł, ale nic poza tym, bo studia głupie i go męczą.
No to tak saidam obok, tudziez sie półkładę bo mi szkoda i przykro że nic z
miejsca u niego nie rusza. Zdaję sobię sprawę, że szlag go trafia, że ja taka
active jestem mimo zimy, pogody, zawirowań polityczno gospodarczych i innych
zmiennych wpływających tak znacznie na jego samopoczucie. Ale wiem że to w tej
sytuacji nic nie zmienia, bo nie ma własnej przestrzeni, rzadko spotyka się ze
swoimi znajomymi, a jego nastawienie do nich oscyluje między lubieniem a wzgardą.
Każde najdrobniejsze niepowodzenie go łamie, a ja -siłą rzeczy- muszę trzymac
fason. Męczy mie ta sytuacja, ale wiem że jego męczy jeszcze bardziej. I
cholernie mi źle że się tak wykańcza, miś.
Nie wiem czy jest sens to wlec i czekać na rozwój wypadków, ale on potrzebuje
solidnego doładowania, czy to w zła czy dobrą stronę. Bodźca.aczkolwiek nie
chce go wychowywać i w rolę mateczki się wciskać, no bo na matkę
dwudziestokilkulatka chyba jestem za młoda. No i zależy mi na nim cholernie
ale juz sama nie wiem. takie (tfu!) toksyczne to się wszystko robi i energie
wysysa.
Nie wiem co zrobić z facetem w półdepresji, może nawet z tym większym pół.
A może to niedojrzałość i tego się nie da wyleczyć?
O Bosz, a może on jest metroseksualny, a ja zmaskulinizowana?
help plis