Gość: izabela31
IP: *.poczta.lublin.pl
28.12.04, 14:30
Jestem z facetem od roku. Jest miedzy nami 7 lat różnicy wieku. Ja mam 31 a
on 24. Zarabiam 2,5 razy tyle co on. Zarabia on 500 zł. Mieszkamy we czwórkę.
Każdy z domowników ma udział w opłatach i posiłkach 350 zł. Tomek daje 100zł.
Ma zobowiązania w postaci kredytu, który zaciągnął nie zarabiając. Po
zapłacie raty nie zostaje mu nic (prawie- tzn. 30zł.) Ja płacę za piwo,
fajki, bilety autobusowe itp. –drobne wydatki. Sponsoruję wyjście do knajpy
sporadycznie raz na miesiąc. Zarzuca mi, nie chodzimy nigdzie. Nie, bo ja
muszę płacić za wszystko. Męczy mnie ta sytuacja. Z drugiej strony jest
porządnym człowiekiem, wierny, domator, sprawia wrażenie, że mu na mnie
naprawdę zależy. Prosiłam, żeby zamieszkał u rodziców, że nie mogę go dłużej
utrzymywać, bo mi to przeszkadza. Twierdzi, że nie umie żyć beze mnie, że
będzie tęsknił i nie chce, bo cały wolny czas chce spędzać ze mną.
Powiedział, że powinnam mu pomóc w utrzymaniu, bo zarabiam więcej i tak jak w
małżeństwie powinnam go wspierać finansowo, ponieważ to mi powodzi się
lepiej. Kocham go (tak mi się wydaje) ale sytuacja w której się znajduję
zamazuje mi obraz jego prawdziwych uczuć-nie wiem czy jest ze mną z wygody
czy z miłości (bo wygodnie jest mu na pewno). Jak mogę przekonać się o jego
prawdziwych intencjach? Irytuje mnie fakt, że doskonale usprawiedliwia swoich
rodziców, że nie mają kasy a ja mam.... Prosiłam go o to by brał od rodziców
na drobne wydatki (piwo, fajki, bilety) ale rodzice nie mają i on to
rozumie... Wystarczy, że o te rzeczy dbam ja.... Czy jestem wredna, podła
materialistka że chcę aby mieszkał z rodzicami i na nich spoczywał ciężar
utrzymywania go do momentu kiedy stanie się w 100% niezależny????