IP: 195.216.121.* 23.05.02, 12:34

Wiadomo, jest wtedy, gdy sa rozne zdania.
Trudno dyskutowac, gdy jedyne, co mozna powiedziec,to:
masz racje,
mysle tak samo,
z ust mi to wyjales...
Czasami specjalnie wystepujemy jako tzw advocatus diaboli,
zeby tylko podtrzymac te dyskusje...

Ale ja nie o tym...
Czy wolicie dyskutowac na temat sformulowany np:
"a co sadzicie o ufoludkach"?
czy moze bardziej : "nienawidze tesciowej, bo usiluje wmowic moim dzieciom, ze
ufoludkow nie ma"

(a autor watku nie ma dzieci, tylko chce podyskutowac o ufoludkach)

No...tak mniej wiecej chyba wyrazilam, o co mi chodzi...Jezeli bez sensu,
to znaczy, ze sens ulotnil sie jak kamfora, (ale na pewno byl!)

:-)))


Obserwuj wątek
    • Gość: rick Re: DYSKUSJA IP: *.unisys.com 23.05.02, 13:03
      Gość portalu: kamfora napisał(a):

      >
      > Wiadomo, jest wtedy, gdy sa rozne zdania.
      > Trudno dyskutowac, gdy jedyne, co mozna powiedziec,to:
      > masz racje,
      > mysle tak samo,
      > z ust mi to wyjales...
      > Czasami specjalnie wystepujemy jako tzw advocatus diaboli,
      > zeby tylko podtrzymac te dyskusje...
      >
      > Ale ja nie o tym...
      > Czy wolicie dyskutowac na temat sformulowany np:
      > "a co sadzicie o ufoludkach"?
      > czy moze bardziej : "nienawidze tesciowej, bo usiluje wmowic moim dzieciom, ze
      > ufoludkow nie ma"
      >
      > (a autor watku nie ma dzieci, tylko chce podyskutowac o ufoludkach)
      >
      > No...tak mniej wiecej chyba wyrazilam, o co mi chodzi...Jezeli bez sensu,
      > to znaczy, ze sens ulotnil sie jak kamfora, (ale na pewno byl!)
      >
      > :-)))
      >
      >

      czy ten wątek ma być dyskusją o dyskusji czy raczej ankietą ? Ankieta jak zwykle
      da wyniki statystyczne - jedni wolą to , inni tamto.
      'co sądzicie o ufoludkach' /czy czymkolwiek innym/ to także zaproszenie do
      ankiety a nie do dyskusji.
      mnie jest łatwiej zaangażować się w dyskusję niż w ankietę

      rick
    • kwieto Re: DYSKUSJA 23.05.02, 14:29
      Nie zawsze kiedy sa dwa rozne zdania jest dyskusja.
      Bo moze sie skonczyc zaprezentowaniem swoich stanowisk ("ja lubie to", "a ja
      lubie tamto"), usilowaniem wmowienia drugiej osobie, ze jej zdanie jest
      "gorsze" ("nie masz pojecia o czym mowisz", "lepiej siedz cicho, jestes
      glupi(a)"), wymuszaniem zeznan ("co masz mi do powiedzenia?", "Jak sie z tego
      wytlumaczysz?") i tak dalej.

      Dyskusja jest wtedy gdy obie strony otwarte sa na odmienny punkt widzenia,
      staraja sie dojsc do jakiegos porozumienia, wspolnego srodka, czy chocby
      wspolnych elementow danego problemu, z poszanowaniem odmiennych zdan w tej czy
      innej sprawie.

      I tutaj dochodzimy do sedna - gdy jest otwartosc, chec kontaktu - temat moze
      byc praktycznie dowolny, zdefiniowany lub nie - a rozmowa i tak sie potoczy
      swoim torem... troche jak w przeswietnym programie Davida Burke'a "Wedrowki
      mysli" gdzie metoda wolnych skojarzen, lancucha zdarzen od maszyny parowej i
      wegla, mozna bylo dojsc do budowy DNA. Albo od febry i chininy do badan
      kosmicznych i teleskopu Hubble'a
      Temat jest wiec praktycznie niewazny, hihi
      • Gość: rick Re: DYSKUSJA IP: *.unisys.com 23.05.02, 15:15
        kwieto napisał(a):

        >
        > Dyskusja jest wtedy gdy obie strony otwarte sa na odmienny punkt widzenia,
        > staraja sie dojsc do jakiegos porozumienia, wspolnego srodka, czy chocby
        > wspolnych elementow danego problemu, z poszanowaniem odmiennych zdan w tej czy
        > innej sprawie.
        >
        to bardziej mi wygląda na negocjacje a nie na dyskusję. wynikiem dyskusji nie
        musi być przekonanie innych do swojego zdania. bardziej chodzi o przyjemne
        używanie głowy
        • kwieto Re: DYSKUSJA 23.05.02, 15:32
          Ale musi byc chec "porozumienia". Negocjacje to taka dyskusja sluzaca
          zalatwieniu jakiejs sprawy, nie prawdaz?

          Nie wyobrazam sobie dyskusji, ktora ma opierac sie na samych stwierdzeniach:
          "ja mysle to i nic mnie nie obchodzi co Ty myslisz" - "a ja mysle tamto i nic
          mnie nie obchodzi co Ty myslisz"
          • Gość: rick Re: DYSKUSJA IP: *.unisys.com 23.05.02, 15:38
            kwieto napisał(a):

            > Ale musi byc chec "porozumienia". Negocjacje to taka dyskusja sluzaca
            > zalatwieniu jakiejs sprawy, nie prawdaz?
            >
            > Nie wyobrazam sobie dyskusji, ktora ma opierac sie na samych stwierdzeniach:
            > "ja mysle to i nic mnie nie obchodzi co Ty myslisz" - "a ja mysle tamto i nic
            > mnie nie obchodzi co Ty myslisz"

            negocjacje to dyskusja, której celem jest osiągnięcie kompromisu
            satysfakcjonującego obie strony.
            dyskusja, której sobie nie wyobrażasz to nie dyskusja, tylko prezentacja punktów
            widzenia. więc pewnie obydwaj mamy rację, tylko w czasie tej dyskusji dochodzimy
            precyzyjniej do tego o czym rozmawiamy :)
            • debe Re: DYSKUSJA 23.05.02, 16:16
              nie zgodze, ze celem dyskusji jest osiagniecie kompromisu (celem negocjacji-jak
              najbardziej); moze precyzyjniej, nie celem kazdej dyskusji...

              raczej jest checia poznania argumentow drugiej osoby, co nie oznacza, ze te
              argumenty sa w stanie zmienic nasze zdanie. Moga je zmienic, albo nie;
              najprawdopodobniej rozszerza nasz punkt widzenia, co i tak jest duzym sukcesem;
              czy temat jest istotny, nie sadze..

              natomiast "kultura" dyskusji, "atakowanie" czy moze analizowanie argumentow, a
              nie osob (przykladow chociazby w tematach obok troche sie znajdzie), to w
              dyskusji chyba najwazniejsze..



              • Gość: rick Re: DYSKUSJA IP: *.unisys.com 23.05.02, 16:30
                debe napisał(a):

                > nie zgodze, ze celem dyskusji jest osiagniecie kompromisu (celem negocjacji-jak
                >
                > najbardziej); moze precyzyjniej, nie celem kazdej dyskusji...
                >
                > raczej jest checia poznania argumentow drugiej osoby, co nie oznacza, ze te
                > argumenty sa w stanie zmienic nasze zdanie. Moga je zmienic, albo nie;
                > najprawdopodobniej rozszerza nasz punkt widzenia, co i tak jest duzym sukcesem;
                > czy temat jest istotny, nie sadze..
                >
                > natomiast "kultura" dyskusji, "atakowanie" czy moze analizowanie argumentow, a
                > nie osob (przykladow chociazby w tematach obok troche sie znajdzie), to w
                > dyskusji chyba najwazniejsze..
                >

                trudno mi z tym punktem widzenia dyskutować, bo się z nim zgadzam

                czy sądzisz, że istnieją metody eliminowania z dyskusji uczestników sięgających
                po prymitywne metody i argumenty ?
                • debe Re: DYSKUSJA 23.05.02, 16:47

                  w "realu", w swoim otoczeniu na pewno tak, sprawa prosta raczej;

                  tutaj na forum np. to inna sprawa, bo wielu widzi to tak, ze jak mnie nie
                  widza, to wolno mi wszystko, szczerze mowiac, ciekawa jestem, czy w realu
                  uzywaliby tych samych "argumentow"???

                  Czy jest metoda?
                  niestety nie sadze, ignorowanie chyba tylko (to stosuje, zwlaszcza, ze nie
                  rzadko tu zagladam, i po prostu szkoda mi czasu na bezsensowne wyliczanki
                  pt.:ty jestes taka, albo taka itp)

                  Moze mozna by wprost zapytac, i dlazcego jestes taka arogacka/i, czemu ublizasz?
                  Nie wiem czy to zadziala, moze w niektorych przypadkach pomoze?

              • Gość: rick Re: DYSKUSJA IP: *.unisys.com 23.05.02, 17:18
                debe napisał(a):

                > czy temat jest istotny, nie sadze..
                >

                z innej beczki - czy rzeczywiście jesteś skłonna uczestniczyć w dyskusji na
                pierwszy lepszy temat ?
                czasem z bylejakiego tematu robi się całkiem interesująca wymiana poglądów
                • debe Re: DYSKUSJA 23.05.02, 18:14
                  Gość portalu: rick napisał(a):

                  > czasem z bylejakiego tematu robi się całkiem interesująca wymiana poglądów

                  Oczywiscie. Co z tego, ze temat super, jesli nikt nie ma nic do powiedzenia, albo
                  o dyskusji nie ma pojecia.
                  Byle jaki temat mozna rozwinac na rozne sposoby, ale w ktorym kierunku
                  on "pojdzie", zalezy od checi, pomyslowosci, wiedzy, intelektu osob dyskutujacych.
                  W tym przeciez cala frajda....

                  nie mam nic przeciwko dyskusji, nawet gdyby byla o kolorze skory ufoludkow...
    • kamfora Re: DYSKUSJA 23.05.02, 18:50

      To moze ja troche "uscisle"

      Pojawily sie takie watki na forum, poruszajace pewne
      wazne sprawy. Po kilku postach brac forumowa prawie jednym glosem orzekla,
      ze to "prowokacja".
      Problemy pozostaly problemami.

      Zastanawiam sie w zwiazku z tym, czy zeby dyskutowac na temat wiernosci,
      nienawisci, przyjazni - musi byc przyklad "z zycia" i to najlepiej
      z zycia zakladajacego watek, czy tez mozemy podyskutowac nie
      wnikajac, czy dana osoba jest faktycznie rozwodka z dziecmi, czy tez
      samotna kobieta, ktora rzucil kolejny "popapraniec"...?

      (No, oczywiscie istnieje ryzyko, ze ktos poruszony nieszczesciem
      napisze do autora na priva i nie zostanie wyprowadzony z bledu...
      czy tego najbardziej sie obawiamy?)
      • debe Re: DYSKUSJA 23.05.02, 19:11

        tak, rozwodka z dziecmi byla calkiem niezla...

        A serio, problemy i tak pozostana problemami, przeciez zadne forum za nas ich
        nie rozwiaze, coz mozna powiedziec komus, kto pyta "co ja mam zrobic?"

        Zrob to i to? Naprawde posluchalabys kogos kto tak mowi? Mowienie komus CO ma
        zrobic samo w sobie jest aroganckie. Nie znamy tych osob, nic o nich nie wiemy,
        poza tym co sami zechca napisac, wiec nie w podawaniu gotowych recept droga.
        Kazdy rozwiazania powinien szukac sam, dyskutowac mozna o powodach, roznych
        doswiadczeniach, czy po prostu o swoich wyobrazeniach na dany temat. Co powinno
        troszke rozszerzyc punkt widzenia autora/autorki problemu, ale nic wiecej...

        Czy podawanie przykladow ma sens. Mysle, ze nie ma znaczenia, natomiast
        przyklady pt. ja znam kogos komu tak sie stalo, ja mam takie doswiadczenie,
        wiec ja mam racje i kropka - to osobny temat, mozna miec wiele do powiedzenia
        bez doswiadczenia w danym "problemie", nasz system wartosci raczej od wieku
        zalezny nie jest...
        • kamfora Re: DYSKUSJA 23.05.02, 19:19
          debe napisał(a):


          > A serio, problemy i tak pozostana problemami, przeciez zadne forum za nas ich
          > nie rozwiaze, coz mozna powiedziec komus, kto pyta "co ja mam zrobic?"

          Jasne, ze nie rozwiaze...(no, mnie troche rozwiazalo ;-)

          Ale dlaczego w takim razie bylo to "polowanie na prowokacje"?
          • debe Re: DYSKUSJA 23.05.02, 19:38
            kamfora napisał(a):


            > Ale dlaczego w takim razie bylo to "polowanie na prowokacje"?

            dlaczego polowanie?


          • roseanne nieodparte wrazenie 23.05.02, 20:27
            mam, od kilkunastu postow, ze wlasnie z polowaniem na prowokacje ,a raczej
            sprowokowanych mamy tu do czynienia.

            czasami latwiej mi sie rozmawia o ufoludkach (sa, a jakze) niz o nienawisci do
            kogos z powodu odmiennego zdania.
            • debe Re: 23.05.02, 20:40
              Roseanne, to nie na temat bedzie, ale zajrzyj do postow o "Trojce", cos Ci
              podeslalam..
            • Gość: dodo chodzi mi o to aby jezyk gietki... IP: 209.226.65.* 23.05.02, 20:42
              dla mnie dyskusja jest czesto szansa na werbalizacje czegos, co "mi sie zdaje"
              albo tylko "przeczuwam".
              dyskusja daje mi mozliwosc uslyszenia (na forum - przeczytania) nie tylko
              wspoldyskutanta ale przede wszystkim siebie samej.
              to bywa czasem dosc pouczajace :-)
              wielokrotnie lapie sie na tym, ze albo nie potrafie jasno i prosto przekazac
              mojego punktu widzenia, albo moj wspoldyskutant odczytuje moje slowa niezgodnie
              z moimi intencjami (i to tez pewnie moja wina, ze nie umiem wyrazic moich
              intencji bardziej precyzyjnie), albo w ogole gdy slowa zabrzmia (zaistnieja
              w zapisie), sama widze, ze wydawalo mi sie zle, bez sensu, dziecinnie... no w
              ogole nie tak.
              dyskusja jest wiec dla mnie troche cwiczeniem jezyka, troche przygladaniem sie
              sobie samej i oczywiscie "podsluchiwaniem" innych. niekoniecznie z zamiarem
              osiagniecia kompromisu czy konsensusu, raczej zeby "jezyk gietki powiedzial
              wszystko, co pomysli glowa..."
      • kwieto Nie musi 23.05.02, 22:47
        NIe taki przyklad byc nie musi, chyba ze jest przytoczony jako przyklad. Jesli
        jest to "prowokacja" odbieram to jako probe zabawy moim kosztem. czasem
        ignoruje watek, czasem komentuje go odpowiednio zlosliwie.

        Mysle ze jest roznica pomiedzy podanym przykladem, a rozbudowana fabula i
        udawaniem, ze to mnie osobiscie ten temat dotyczy. W drugim przypadku jest to
        oszustwo, i takim pozostanie niezaleznie od tego jaki szczytny cel mialoby
        miec. I tu wracamy do problemu "czy cel uswieca srodki?" - nie, nie uswieca
        • kwieto Dopisek 23.05.02, 23:27
          Tak sobie pomyslalem jeszcze, ze takie "zabawy" powinny byc wedlug mnie
          zwyczajnie tepione. Bo czym rozni sie zarysowanie problemu na przykladzie gdy
          zaznaczamy ze to przyklad, od sytuacji gdy sami wchodzimy w role "ofiary"
          potrzebujacej pomocy?

          Ano tym, ze w pierwszym przypadku ludzie zaczynaja rozmawiac o problemie, a w
          drugim - "rzucaja sie" z cieplym slowem, pocierzeniem, checia pomocy... Jaki
          jest wiec cel osoby udajacej poszkodowana? naigrywanie sie z ludzkiej checi
          czynienia dobra? manipulacja?

          Po jakims czasie osoby ktore staraja sie pomoc, zorientuja sie ze sa robione w
          bambuko. A czy ktos lubi byc oszukiwany? Kto lubi gdy jego dobroc i chec pomocy
          jest wykorzystywana do zabawy?
          Przy drugim takim watku zastanowia sie czy to nie podpucha, przy trzecim beda
          mialy prawie pewnosc, przy nastepnym... po prostu zignoruja watek, ewentualnie
          zaczna naigrywac sie z autora.

          Tak samo zostanie potraktowany ktos, kto przypadkiem znajdzie sie na forum z
          prawdziwym problemem, nieco podobnym do tych wymyslonych. I osoba, ktora
          rzeczywiscie tej pomocy potrzebuje, zostanie wypytana na okolicznosc okienka
          pomiedzy kuchnia a lazienka.

          A potem rozni ludzie sie dziwia, dlaczego zanikaja wiezi miedzyludzkie,
          dlaczego ludzie nie chca pomagac innym, dlaczego staja sie nieufni i patrza na
          innych wilkiem...
          A jak sie maja zachowywac skoro nacieli sie raz, drugi, trzeci... ?
          • ta_mar_ta Re: Dopisek 23.05.02, 23:58
            kwieto napisał(a):

            > Po jakims czasie osoby ktore staraja sie pomoc, zorientuja sie ze sa robione w
            > bambuko. A czy ktos lubi byc oszukiwany? Kto lubi gdy jego dobroc i chec
            >pomocy jest wykorzystywana do zabawy?

            Niemal odruchowo staram się "pędzic na pomoc", gdy ktoś jej potrzebuje. Nie
            chciałabym być wykorzystywana jednak przez szukających "rozrywki" i wymyślajacych
            nieprawdopodobne niemal historyjki i to seryjnie, co mam wrażenie dzieje się
            ostatnio na forum.

            > I osoba, ktora rzeczywiscie tej pomocy potrzebuje, zostanie wypytana na
            >okolicznosc okienka pomiedzy kuchnia a lazienka.

            Własnie to zrobiłam przy czytaniu kolejnego wątku pisanego w podobnym stylu, gdy
            powzięłam podejrzenie, że po raz kolejny ktoś kpi sobie ze mnie i zabiera mój
            czas.

            > A potem rozni ludzie sie dziwia, dlaczego zanikaja wiezi miedzyludzkie,
            > dlaczego ludzie nie chca pomagac innym, dlaczego staja sie nieufni i patrza na
            > innych wilkiem...
            > A jak sie maja zachowywac skoro nacieli sie raz, drugi, trzeci... ?

            Oto jest pytanie :((....

            zasmucona Ta_

            • pastwa Re: Dopisek 24.05.02, 00:10
              Swego czasu znałem, ale nie z rozmowy,a jeno z widzenia, pewnego chłopaka,
              który umiał wysmienicie pływac. Jego miejscem zabaw wodnych była rzeka San,
              zabserwowałem, ze umyslnie udawał topiacego sie, by sprowokowac pomoc ludzi na
              brzegu, co go zwyczajnie bawiło. Teraz już nie zyje , bo razu pewnego zaczął go
              rzeczywiście wciągać bardzo mocny wir, a jego wołanie o pomoc zostało
              zbagatelizowane przez ludzi, tylekroć wysmiewanych przez owego młodzienca.

              • kwieto Plywak 24.05.02, 00:19
                Wiesz, on dostal na co zasluzyl, natomiast pytanie jak osoby ktore pomagaly
                wyciagac udawanego topielca zareaguja nastepnym razem? Czy rownie chetnie rzuca
                sie w wode? A moze nie bedzie im sie chcialo sciagac ubrania? Moze udadza ze
                nie widza? Moze jeszcze rzuca w kierunku tonacego kilka wyzwisk?

                Jakos mi smutno
                • pastwa Re: Plywak 24.05.02, 00:28
                  Mój post miał być ostrzeżeniem dla tych właśnie, którzy bawią się powaznymi
                  problemami kosztem forumowiczów o dobrym sercu, bo sprawiaja tym że ludzie
                  staja sie mniej wrażliwi na nieszczęścia, co sie odbić może negatywnie nie
                  tylko na prowokatorach( mogących miec kiedys prawdziwy problem), ale rózwniez
                  na tych potrzebujących pomocy " nie prowokatorach".
                  • Gość: soso Re: Plywak IP: 195.41.66.* 24.05.02, 10:05


                    Jezeli zawezymy sie do dyskusji na forum to widze jak rozwijaja sie watki.
                    Przekroczenie 100 postow to na ogol skutek nastepujacych sytuacji:
                    1. Watek inauguruje lub pojawia sie szybko skrajna opinia: np. 'porod jest
                    obrzydliwy estetycznie'
                    2. Ludzie popadaja w wyzwiska i wtedy nawet jedna para potrafi obrzucac sie
                    miesem przez 30-40 postow, do zameczenia jednej ze stron.
                    3. Nawiazuje sie watek milosny - czulosciom i adorowaniu nie ma konca. Te watki
                    zazwyczaj kontynuuja 2 osoby a wtracenie sie trzeciej powoduje, ze albo umiera
                    albo jezeli to kto sympatyczny to twarza sie trojkacik milosny,
                    czworokacik, ....

                    Watki naprawde dyskusyjne sa trudne do utrzymania jezeli nie maja czegos
                    ognistego. Wszyscy mamy jakies przemyslenia na temat np. milosci ale jak o tym
                    dyskutowac jezeli nie na jakims dobrym przykladzie?

                    I jeszcze o prowokacjach. Troche moze za daleko popadamy w domysly co autor
                    mial na mysli. Jestem pewien :-), ze niektore watki sa po to inicjowane by
                    pokazac jak czasami dziwaczne sa sprawy, o ktorych piszemy i tylko tyle. Zadne
                    podpuchy, testy czy nabieranie ludzi. Ta interprtacja mi nie pasuje bo przeciez
                    forum to z zalozenia anonimowa rozmowa i nie trzeba sie przerazac, jak ktos nie
                    traktuje czegos serio podobnie jak i smieje sie z powaznej sprawy. To wszystko
                    miesci sie w konwencji. Takze dyskutowanie i doradzanie w sprawach wymyslonych
                    przez autorow watkow. Czasami sama rozmowa na temat problemu wnosi cos nowego
                    do naszego zycia i to juz jest cos. Cokolwiek zreszta ludzie pisza.

                    Sorry, znowu sie rozpisalem :-(

                    pzdrw

                    soso

                    Dyskusje na zywo to chyba inna sprawa bo i body language, i zywy rozmowca,
                    ktorego nie chcemy na ogol obrazic, jego wyglad, nasza wzgledem niego historia
                    czy uklad spoleczny. Tak, to definitywnie inna sytuacja.
                    • Gość: rick w kwestii konwencji IP: *.unisys.com 24.05.02, 10:27
                      Gość portalu: soso napisał(a):

                      >
                      > Watki naprawde dyskusyjne sa trudne do utrzymania jezeli nie maja czegos
                      > ognistego. Wszyscy mamy jakies przemyslenia na temat np. milosci ale jak o tym
                      > dyskutowac jezeli nie na jakims dobrym przykladzie?

                      sęk w tym, że własne przeżycia i doświadczenia przesłaniają obiektywny punkt
                      widzenia, a zdrugiej strony bez odwołania się do własnych przyżyć pozostaje tylko
                      teoretyzowanie.
                      mam jednak wrażenie, że wątki nie wymagające odwołania się do własnych
                      doświadczeń nie cieszą się powodzeniem. lubimy rozmawiać o życiu


                      >
                      > I jeszcze o prowokacjach.
                      > To wszystko
                      > miesci sie w konwencji. Takze dyskutowanie i doradzanie w sprawach wymyslonych
                      > przez autorow watkow. Czasami sama rozmowa na temat problemu wnosi cos nowego
                      > do naszego zycia i to juz jest cos. Cokolwiek zreszta ludzie pisza.
                      >

                      prowokacje, jak zauważono, skutkują w osobistym zaangażowaniu dyskutantów i
                      wnoszeniu juz rzeczywistych przykładów z życia w odpowiedzi na problem wymyślony.
                      czy to także mieści się w konwencji ? moim zdaniem nie

                      >
                      > Dyskusje na zywo to chyba inna sprawa bo i body language, i zywy rozmowca,
                      > ktorego nie chcemy na ogol obrazic, jego wyglad, nasza wzgledem niego historia
                      > czy uklad spoleczny. Tak, to definitywnie inna sytuacja.

                      chcesz powiedzieć, że forumowicza łatwiej chcieć obrazić, bo go twarzą w twarz
                      nie widzimy. na taką konwencję się nie zgadzam

                      rick
                    • kwieto Re: Plywak 24.05.02, 10:30
                      Mimo wszystko, nie lubie gdy proboje sie mnie traktowac jak idiote. A tak
                      wygladaja te "prowokacje". Przeciez mozna to zrobic o wiele lepiej, a one
                      wszystkie sa pisane na kolanie, ktos traktuje mnie jak polinteligenta ktory da
                      sie nabierac w dowolny sposob i mi sie to nie podoba. Jesli chodzi o rozrywke -
                      mozna przeciez zalozyc dowolny watek ktory wyluzuje atmosfere, i takie sie
                      pojawiaja.
                      Wiesz, soso, ja na przyklad po ktorejs takiej podpusze ktora odpowiednio
                      zlosliwie skomentowalem, dostalem maila z wyzwiskami od jednego z obroncow
                      takiej "biednej ucisnionej" - ludzie to biora bardzo powaznie. I beda sie
                      bardzo glupio czuli gdy okaze sie, ze dali sie poniesc czyjemus "dowcipowi".
                      Tak igrac po prostu nie mozna.
                      • Gość: soso intencje IP: 195.41.66.* 24.05.02, 12:55
                        Kwieto, masz w jakims sensie racje. Jezeli ktos podpuszcza by sie potem smiac
                        po katach to moze wydawac sie niesmaczne. ale dla mnie to jego problem a nie
                        odpowiadajacego serio. Ten ktos jest w porzadku, zawsze.



                        Rick, dla mnie wszystko miesci sie w konwencji o ile nie zaczynaja latac wyrazy
                        na ka i ha. To niejako jest wpisane w ryzyko forum, ze sie bierze udzial w grze
                        i to w takiej, w ktorej wszyscy uczestnicy maja tylko ograniczony wglad w
                        sprawy (widoczne jest tylko to co napisane i nie wiemy nigdy, kto za tym stoi,
                        jakie ma intencje. Ale mi to nie przeszkadza).
                        A to, ze latwo rzucac miesem jak sie kogos nie widzi to zwyczajna praktyka
                        tutaj. Tchorzliwe plucie z balkonu, jak dzieci. Dla mnie niestety to cos
                        oczywistego i w zyciu nie spotykamy sie tzk czesto ze slowna agresja jak tu. To
                        jest chyba nie sprawa do dyskusji.

                        • kwieto Re: intencje 24.05.02, 13:07
                          Gość portalu: soso napisał(a):

                          > Kwieto, masz w jakims sensie racje. Jezeli ktos podpuszcza by sie potem smiac
                          > po katach to moze wydawac sie niesmaczne. ale dla mnie to jego problem a nie
                          > odpowiadajacego serio. Ten ktos jest w porzadku, zawsze.
                          >
                          Tak, ja sie tylko zastanawiam nad emocjami tego kogos kto odpowiada serio. Bo
                          taka osoba ma szczere intencje, czasem opowiada o sobie, w jakis sposob stara sie
                          wczuc i utozsamic z osoba ktorej pomaga - albo wrecz ma podobna sytuacje, czuje
                          wiec solidarnosc, dociera na nowo do wlasnych ran i zadraznien, chcac pomoc w
                          jakis sposob zwierza sie ze swoich problemow, watpliwosci, otwiera sie - a tu sie
                          okazuje, ze ktos sie z niej po katach smieje a caly problem jest udawaniem.
                          Zastanawiam sie co czuje wtedy ta osoba ktora , jak to okresliles "jest w
                          porzadku"? i wychodzi mi, ze czuje sie oszukana i coraz bardziej sie zamyka na
                          swiat i innych ludzi... A to chyba nie jest dobry objaw?
                        • Gość: rick Re: intencje IP: *.unisys.com 24.05.02, 13:21
                          Gość portalu: soso napisał(a):

                          > Rick, dla mnie wszystko miesci sie w konwencji o ile nie zaczynaja latac wyrazy
                          > na ka i ha. To niejako jest wpisane w ryzyko forum, ze sie bierze udzial w grze
                          > i to w takiej, w ktorej wszyscy uczestnicy maja tylko ograniczony wglad w
                          > sprawy (widoczne jest tylko to co napisane i nie wiemy nigdy, kto za tym stoi,
                          > jakie ma intencje. Ale mi to nie przeszkadza).

                          ja nie przyjmuję rzeczy jako oczywistych i nie przyjmuję konwencji gry, w której
                          nie ma praktycznie reguł. ale to meje podejście.

                          ale w sumie od tematu dyskusji jako takiej przeszliśmy do dyskusji na forum
                          internetowym, czyli od gry z pewnymi - ustalanymi przez uczestników - regułami,
                          do gry bez reguł

                        • Gość: kamfora Re: intencje IP: 195.216.121.* 24.05.02, 13:44

                          Tez mi sie wydaje, ze najwazniejsze sa intencje.
                          I tak naprawde fakt, ze sie zostalo raz oszukanym nie
                          powinien rzutowac (w zasadzie) na dalsze dzialanie,
                          bo byloby to rownoznaczne z jakas forma "zemsty"
                          na kims moze bogu_ducha_winnym...

                          Jesli chodzi zas o slowna agresje, to bardziej niz
                          "slowa na ka i ha" denerwuja mnie "argumenty" typu:
                          "ach, to taki(a)jestes? wspolczuje twojemu partnerowi!"
                          albo: "jezeli takie jest twoje zdanie, to dlaczego sam(a)
                          wtedy i wtedy zrobile(a)s inaczej?"
                          Albo" "och ty biedna istoto! jakze mi cie zal"

                          Niby nie ma slow-przeklenstw, a...

                          Co gorsza, forumowicze zaczynaja sie "licytowac" w takich
                          eufemizmach...

                          A moze "sie czepiam" ;-)
                          • Gość: rick Re: intencje IP: *.unisys.com 24.05.02, 14:05
                            Gość portalu: kamfora napisał(a):

                            >
                            > Tez mi sie wydaje, ze najwazniejsze sa intencje.
                            > I tak naprawde fakt, ze sie zostalo raz oszukanym nie
                            > powinien rzutowac (w zasadzie) na dalsze dzialanie,
                            > bo byloby to rownoznaczne z jakas forma "zemsty"
                            > na kims moze bogu_ducha_winnym...
                            >

                            to nie o formę zemsty potencjalnej chodzi tylko o skuteczność wypowiedzi.
                            bardziej wiarygodnie jest podeprzeć swoją opinię czy radę na przykładzie z życia
                            i wtedy kawałek własnego życia, nieraz w postaci bolesnego przykładu, trzeba na
                            widok publiczny wynieść. jak się zostało oszukanym, to w rezultacie przestajesz
                            takie przykłady podawać, a w rezultacie możesz mniej pomóc potrzebującym.

                            a może przeceniam skuteczność tych porad, może pomoc w postaci 'wiesz miałem tak
                            samo' albo 'mnie było jeszcze gorzej' wcale nie działa

                            rick
                        • pastwa Re: intencje 24.05.02, 14:06
                          soso:
                          I jeszcze o prowokacjach. Troche moze za daleko popadamy w domysly co autor
                          mial na mysli. Jestem pewien :-), ze niektore watki sa po to inicjowane by
                          pokazac jak czasami dziwaczne sa sprawy, o ktorych piszemy i tylko tyle. Zadne
                          podpuchy, testy czy nabieranie ludzi. Ta interprtacja mi nie pasuje bo przeciez
                          forum to z zalozenia anonimowa rozmowa i nie trzeba sie przerazac, jak ktos nie
                          traktuje czegos serio podobnie jak i smieje sie z powaznej sprawy. To wszystko
                          miesci sie w konwencji. Takze dyskutowanie i doradzanie w sprawach wymyslonych
                          przez autorow watkow. Czasami sama rozmowa na temat problemu wnosi cos nowego
                          do naszego zycia i to juz jest cos. Cokolwiek zreszta ludzie pisza.

                          Tu nie chodzi o to, by dyskutowane były z zaangażowaniem tylko problemy autora
                          wątku, a jedynie, by zostało na wstepie jasno ujete, czy jest to przykład
                          teoretyczny,rzeczywisty, czy też własny. Ma to bowiem wpływ na sposób podejscia
                          do problemu, które staje sie bardziej ogolne, stąd chyba i bardziej pożadane w
                          takim przypadku.Bo nie bedę się wówczas wgryzał w psychike autora, po to, by
                          zrozumiec lepiej rozpatrywana sytuacje, ale odpowiem mniej indywidualnie, a to
                          zasadnicza róznica,przynajmniej w moim przypadku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka