mariposa
03.07.01, 08:53
I CO JA BIEDNA PRZEZ WAS MAM?!?!?!
NIE DOSC ZE MNIE STRESUJECIE SWOJA ELOKWENCJA I
OCZYTANIEM TO PRZEZ TEGO WASZEGO HEIDEGGERA TO JA SPAC
NIE MOGE!!! OBUDZILAM SIE DZIS O 4 RANO I NIJAK GO
SOBIE Z GLOWY WYBIC NIE MOGLAM.
ACHA, tak dla porzadku zaczynam od rozpoczecia nowego
watku,
bo nudne sa watki powyzej piecdziesiatki-
dlugo sie rozwijaja i wszyscy sie wymadrzaja!
Przeczytalem poltorej strony i... Przypuscmy, ze
czlowiek stoi tylem do sciany na ktorej wisi obraz i
mowi, ze zawieszony jest on krzywo. I ma racje mimo,
ze nigdy przedtem tego obrazu nie widzial.
ja: OK. nie widzial i ma racje, bo DLA NIEGO moze i
krzywo wisi. ale skad on wie, ze na tej scianie w
ogole cos wisi? i ze jest to obraz a nie np. szpada
prawujka zdzisia z czasow napoleonskich?
Prawda - myslac o tym przykladzie widzimy, ze
pierwszym warunkiem dotarcia do prawdy jest wlasna
aktywnosc. Mosimy wyrazic przypuszczenie ‘obraz wisi
krzywo’. Bez tego nie moze byc mowy o prawdzie. Ale co
dalej? W akcie dzialania stworzylismy opinie o. Swiat,
ludzie, przedmioty istnieja.
ja: ale najpierw musimy UWIERZYC, ze one istnieja i ze
mozna o nich wydawac opinie. i ze opinie moga byc
prawdziwe (subiektywnie oczywiscie). a czy kazda
opinia jest rozna od prawdy obiektywnej, ktorej
poznanie nie jest nam dane? bo wezmy na przyklad te
katedre. jesli pokazemy ja milionowi ludzi, z ktorych
kazdy wyda o niej niezalezna opinie, to mozna by
zalozyc ze istnieje pewne prawdopodobienstwo, ze ktos
powie PRAWDE (obiektywna). oczywiscie nigdy sie nie
dowiemy czyja opinia byla prawdziwa, ani czy w ogole
ktos dotarl do prawdy obiektywnej, ale im wiecej
opinii, tym wieksza szansa, prawda? (sic!)
chociaz to cale prawdopodobienstwo to zawsze wydawalo
mi sie mocno podejrzane... ;-) ale to juz chyba nie
pan H. narozrabial...
Mozemy tez zalozyc, ze istnieje jakas obiektywna
prawda o nich. Ale czy jest wazne, czy nasza opinia
spotyka sie z obiektywna prawda o? Heidegger mowi, ze
nie. Prawda obiektywna jest bezuzyteczna.
ja: no a co by pan H. (strasznie trudne ma nazwisko -
nasze nicki to przy tym linijka) odpowiedzial, jak
ktos by mu zarzucil, ze ta cala jego teoria to tez
tylko prawda jego wlasna, wiec niech sobie ja twozry
owszem, ale na wlasny uzytek i nie marnuje lasow
tropikalnych tudziez wzroku przemeczonych studentow?
mozna by powiedziec, ze spoko, kazdy sobie stworzy
wlasna opinie o wszystkim, ale skoro i tak nie mozemy
dotrzec do prawdy obiektywnej, to nie ma sensu
wymieniac opinii. a dyskusje, musicie przyznac, sa
wyczerpujace, a czasami nawet tragiczne w skutkach, a
Matka Natura tak to jakos urzadzila, ze wyksztalcila
nam sie komunikacja na poziomie abstrakcyjnym. to po
co jak nie zeby wymieniac opinie? i po co je
wymeiniamy? przeciez do prokreacji wystarczyloby pare
sylab?
tak tylko dla uscislenia. pan H. uwazal, ze prawda
obiektywna istnieje, tak?
Katedra w Amiens dla jednego jest niewypowiedzianie
piekna, dla drugiego jest kolejnym kosciolem. Czy
wazne jest, ze jest tylko kosciolem czy czyms
wspanialym obiektywnie? Heidegger mowi, ze nie.
Natomiast przedstawiajac opinie o, tworzac opinie o,
doswidczamy jestestwa. Zyjemy i dowiadujemy sie czegos
o sobie (np. co nam sie podoba).
ja: tylko po co???? po co wiedziec o sobie wiecej? nie
lepiej zyc w blogiej nieswiadomosci i nie budzic
upiorow spiacych w zakamarkach wlasnej duszy?
Kantowski przewrot kopernikanski klania sie gleboko.
Kant jednak nie drazyl tego tematu albo go nie
zauwazal. Heidegger tak.
ja: tu sie nie wypowiem, gdyz z powodu braku danych
nasuwa mi sie tylko jedno pytanie "who, the fuck, is
Kant?" ;-)