Dodaj do ulubionych

potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpunie)

16.08.05, 10:41
minely 2 tygodnie, od kiedy stwierdzil, ze prawdziwie kocha tylko kasie.
widzialam ich wczoraj.
tacy zakochani. z pieskiem na spacerze.
ze mna nigdy na spacer z psem nie chcialo mu sie isc.
i nie cpa.

sms od wspolnego kumpla: powinnismy sie cieszyc, ze on sie zmienil i ze
uklada sobie tak wspaniale zycie.

a ja placze.

intelektualnie - zostawilam go dawno temu.
emocjonalnie - jest mi bardzo pusto i zle i sensu nie widze.

nie jest tak, jak niektorzy tutaj wypisuja, ze nic mi nie pomoze i ze jestem
beznadziejna:
1 - dzis ide do psychologa,
2 - kilka razy rozmawialam z terapeuta, ktory pomaga narkomanom: zasmial sie,
gdy mu powiedzialam, ze on twierdzi, ze sie zmienil i ze ma silna wole.
podobno po 8 latach cpania nikt nie ma sie silnej woli i kropka,
3 - czytam ksiazki o zwiazkach...


ALE JEST MI NAPRAWDE CIEZKO, PUSTO I SAMOTNIE.
musze sie pogodzic z faktem, ze bylam tylko jego zabaweczka.

kasia do mnie w piatek smsy przysylala, jakby chciala tryumfowac, ze on byl
tylko ze mna dla pieniedzy (ciekawe - wszystko, co mu kiedykolwiek
pozyczylam - zwrocil) - tak sie w jej oczach probuje wybielac i ze milosci
nie da sie kupic i dlatego on jest z nia... BRRR! napisalam jej, ze jesli tak
bylo, to jest z dziwka, to znaczy, ze on sie sprzedawal. zapytalam, czy jak
znow bedzie mial problemy finansowe, to bedzie ja na niego stac... dobrze
wybrnelam, ale to niczego nie zmienia:

ONI SA SZCZESLIWI, A JA PLACZE

do czasu, prawda??
Obserwuj wątek
    • joa1001 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 12:08
      Odetnij się od nich wszystkich, kasi, srasi, kumpli. To jakies nienormalne
      towarzystwo! Unikaj ich wszystkich.
      • outoutout Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 12:20
        Nie mam wyjscia, oni mnie nie chca nawet.
        Tylko ze... nikogo innego nie ma... jestem sama.
        Mam nowe mieszkanie i zamiast byc szczesliwa, placze.
        On mial tam ze mna razem byc.
        Po co mi duza lodowka?
        Po co mi kuchenka gazowa?

        Oczywiscie, po co mi cpun!
        Bodaj lepiej miec wielka lodowke i w niej tylko swiatlo, niz gotowac cpunowi!

        Tylko ze... wszystko mu oddalam, cala siebie wyznalam...
        Wie o mnie wszystko...
        I teraz dopier... mi on i jego kasiunia i jego kumple. I maja ubaw.

        Nic dla niego nie znacze.

        Paradoksalnie - wszystko co on osiagnal przez 28 lat swojego zycia, nawet wraz
        ze swoja kasiunia - wszystko to jest przy moich osiagnieciach nic nie warte!
        To ja mam 24 lata, to ja podrozowalam po swiecie, to ja zarobilam sporo kasy,
        ja mam mieszkanie, ja pracuje w dobrej firmie na dobrym stanowisku.......

        (ryk)

        A jesli on rzeczywiscie dla niej sie zmienil...
        Eh, wiem.

        Tez mozecie miec ze mnie niezly ubaw.
        • kardiolog Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 12:22
          O kurde, ale kanal.

          kardiolog
        • bba4 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 12:36
          poboli i przestanie
          nie wierz w to ,ze sie zmienił, jesli juz to na jakis czas
          Aby zmienic siebie potrzebna jest zmudna, długa praca nad soba i sporo czasu.
          To długoletnia walka z samym soba.
          Poczekaj az zaczna pojawiac sie problemy.. sielanka zniknie.

          Poza tym po co Ci taki facte, który wykorzystuje Cie finansowo, bez ambicji...
          Jestes wartosciowa i zaradna osoba , potrzebujesz kogos na Twoim poziomie.




          • yagu Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 13:09
            rozumiem, ze cierpisz, i ze racjonalne tlumaczenia niewiele pomagaja w sprawach
            uczuc. ale cpun sie nie zmienia, jesli nawet on sie zmienil to na krotko.
            narkoman musi sie leczyc zeby sie zmienic, narkotyki to jego sposob na zycie.
            dlugo nie wytrzyma. znam to z autopsji.to osobowosc zryta narkotykami.
            czas jest najlepszym rozwiazaniem. na pewno masz jeszcze znajomych. po co Ci
            towarzystwo cpuna. nic nie warte. to odrebne i "nienormalne" towarzystwo dla
            zwyklego czlowieka. nawet jesli z kims jest czy tez sie "przyjazni" to i tak
            narkotyki pozostana najwazniejsze.
            najlepiej zajac sie soba, swoimi problemami,sprawami,swoim zyciem.
            jesli ktos nas nie chce, to nie ma na to sily, po co i w imie czego sie
            upokarzac? pewnie, boli, cierpi sie. ale niezbedne do zycia sa tlen i pokarm,
            bez tego sie umiera. przyjazn, milosc tez potrzebne, ale z odpoiwednimi ludzimi.
            pozdrawiam zycze powodzenia
            :)
        • joa1001 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 18.08.05, 15:35
          Tobie tak naprawdę nie zal że już nie jesteście razem. Ciebie boli urażona
          duma, że inna okazała się "lepsz", bo takim kategoriami patrzysz.
          Pozwalasz, żeby jakieś " śmieciuchy" się z Ciebie nabijały! Gdzie Twoja
          godność? Nie pochaj się gdzie Cię nie chcą.
          Ty panicznie boisz się że dla Kasi on się zmienił, dla niej a nie dla Ciebie.
          Dziewczyno, masz 24 lata, dobrą pracę i swobodę finansową. Pomyśl jakbyś nawet
          tego nie miała! Pałętałabyś się u rodziców lub gdzieś po kątach, zarabiała 500
          zł w sjakims supermarkecie. Ty chyba nie masz prawdziwych problemów! I
          wyszukujesz sobie na siłę, bo chcesz być nieszczęsliwa. A nieszczęśliwa dopiero
          możesz być, spier... Ci się zdrowie na przykład, nierealne? Zyczę Ci abyś się
          nie przekonała. Dla mnie jesteś rozwydżoną panną i zycie Ci jeszcze w d... nie
          dało.
          • outoutout nie wiesz czy dalo czy nie dalo 19.08.05, 11:35
            tego nie mozesz wiedziec - czy zycie dalo mi w dupe, czy nie.
            ja wiem jedno - desperacja pchnela mnie do wyjazdow i do zarabiania kasy.
            musialam uciekac od matki i ojca.
            postawilam wysoko poprzeczke i udalo mi sie dojsc do tego, co teraz mam.

            uzaleznilam sie emocjonalnie od faceta.
            pokochalam go i brakuje mi go bardzo.
            to boli wszystko.
            urazona duma, zal do niego, do siebie samej, mieszane uczucia, tlumiona chec
            blagania go, zeby wrocil, przeblyski rozsadku, zmuszanie sie do rozsadku...
            nie wiesz jak cholernie to wszystko moze bolec!

            to, ze odnioslam jakies tam "sukcesy" i ze udalo mi sie w pwnych kwestiach wyjsc
            na swoje NIE MA tutaj nic do rzeczy. w zyciu zawodowym radze sobie niezle, ale
            emocjonalnie jestem w nienajlepszym stanie i juz nie umiem sobie tak dobrze radzic.

            co nie znaczy, ze nie doceniam tego co mam.
            doceniam.
            mogloby byc gorzej, oczywiscie.
            ale ciezko na to co mam pracowalam, dzieki czemu i szczescie mi sprzyjalo.


            ALE NIE MA TO NAPRAWDE NIC WSPOLNEGO Z SAMOTNOSCIA I BOLEM.
            jak to bylo... gdybym mowil jezykami ludzi i aniolow, a milosci bym nie mial...
            • joa1001 Re: nie wiesz czy dalo czy nie dalo 20.08.05, 17:11
              Wierz mi wiem jak boli odejście kogoś, kto był wszystkim, mimo że mnie
              wykańczał. Znam nieprzespane noce i ten ból doskonale.
              Nie pisałam żeby Cię obrazić. Chcę Toba wstrząsnąć, bo masz 24 lata. Nie
              zamarnuj kolejnych.
            • joa1001 Re: nie wiesz czy dalo czy nie dalo 20.08.05, 17:17
              I niech teraz desparacja pchnie Cię do walki o siebie. Wiem co czujesz i jaki
              to ból kiedy wszystko lgnie w gruzach, kiedy chce się błagać o powrót, ponizyć
              się kolejny raz, stać się pośmiewiskiem dawnych kolegów i nowej panny. Wierz
              mi , wiem jak to jest. Kiedy tak boli ze juz się nic nie czuje. Jestes bardzo
              mloda, nie zmarnuj się. Bardzo trzymam kciuki za Ciebie.
            • magdalenav Re: wiem jak to boli 21.08.05, 01:52
              próbuje sobie z tym bólem poradzić od półtora roku.
              Wiem, że czas itd...., Rozsądek mówi mi zapomnij, a ja nie potrafię. Tak jak
              Ty.
              Ale próbuj, tyle już w życiu osiągnęłaś, jesteś wartościową osobą, kobietą, a
              to brzmi dumnie.
              A więc pierś do przodu, głowa do góry. I tak trzymaj starając się wypełnić czas
              czymkolwiek co pozwala oderwać myśli. I wyjdź do ludzi, to pomaga. Ja stosuję
              tą terapię choć wciąż jeszcze jestem na etapie zmuszania się do czasem
              najprostszych czynności, np. ubrania się czy zrobienia sobie herbaty.
              Ale powolutku, bardzo bardzo powolutku.... no, staram się.
              Trzymam kciuki za Ciebie, potrzymasz za mnie?
              • joa1001 Re: wiem jak to boli 21.08.05, 10:49
                Musicie dziewczyny wychodzić do ludzi, choćby na siłę, nawet jak będzie nudno i
                bezsensownie. Zapełniać czas, czymkolwiek byle nie siedzeniem i gapieniem się w
                okno. Wiem , że to wszystko wasze osobiste tragedie, ale kobiet przeżywających
                podobne emocje jest multum. Nie wiecie co czeka za rogiem, jak za rok będzie
                wygladało wasze życie. Mimo ze teraz w to nie wierzycie. jedni cierpią pol roku
                inni półtorej. Wazne żeby z każdym miesiącem byc silniejszą. Nie pogrążać się
                dodatkowo. Mnie bolało póltora roku, nawet więcej bo od dawna czułam że coś
                jest nie tak. Ale teraz moge spaać spokojnie, mimo ze nikt nie zajął miejsca
                jego i jestem sama.Czasem jeszcze zaboli jak przypadkiem sie spotkamy, ale
                unikam jak ognia. Trzeba się odseparować tottalnie. I pamiętajcie oni
                zmarnowali w ajkis sposob wasze lata. Ale teraz Wy nie marnujcie kolejnych, bo
                mlododsc i uroda szybko uciekają i nie macie tego czasu az tak wiele. Wierzę ze
                każdy wczesniej czy później będzie miał to na co zapracował- oni również, bo
                jest elementarna sprawiedliwosc. Trzymajcie się
                • biedronka14 Re: wiem jak to boli 22.08.05, 00:14
                  pieknie i madrze to napisalas.
                  • vlad-srollovnik Re: wiem jak to boli 22.08.05, 00:18
                    tu wiele madrych słów, ale w takim watku nie chce mi sie ich szukac
                    • vlad-srollovnik podobnie jak u marusia 22.08.05, 00:31
                      wśród "ch.. ci w pyszczycho" zieżko dostrzec kasprowicza
                • outoutout Re: wiem jak to boli 22.08.05, 10:45
                  jest taka opowiesc o tym, ze niektore rzeczy najlepiej jest zostawic w spokoju.

                  byl sobie mlody hydraulik, ktory swietnie nauczyl sie swego fachu. pewnego razu
                  zawieziono go nad wodospad niagara. chlopak popatrzyl przez chwile i powiedzial:
                  "da sie zrobic".

                  bardzo to madre.

                  ALE

                  dlaczego zadna z tego typu madrych historii do mnie nie trafia?

                  zapewne dlatego, ze nie chce.
                  nie chce naprawiac cieknacego wodospadu.
                  ja bym chciala das sie porwac wodzie...
                  skoczyc w dol.

                  kasia bedzie plakac, bo chce jego naprawic.
                  jest glupia jak but, bo nie rozumie, ze to niemozliwe.

                  ale ja jestem jeszcze bardziej beznadziejna.
                  bo ja swiadomie - jak cma do ognia.

                  • joa1001 Re: wiem jak to boli 23.08.05, 15:06
                    Wiem , wiem , żadne rady tego typu nie trafiają. A jak pomagają to tylko na 5
                    sekund, zeby przynieść ulgę. Ale wierz mi, w jakiś sposób takie czytanie postów
                    pomaga. Do mnie nie trafiało nic, kiedy moja historia się skończyła, ale
                    czytałam różne wątki tu na forum i zobczyłam , ze mój ból nie jest tylko moim
                    bólem, ze w pododbnej sytuacji kobiet jest wiele. Ty nie chcesz słuchać, bo
                    jesteś na takim etapie, to jak grochem o ścianę. Ale czytaj co tu Ci piszą
                    mądzrzy ludzie, przeżywaj swój ból i licz, dzień za dniem, tydzień za
                    tygodniem. Wierz mi za rok będzie łatwiej! Zaciśnij zęby, szykuj się jak na
                    wojnę , sama ze sobą. Myśl o jednym"k...mać, będę honorowa". A potem co będzie
                    to będzie. Musisz mi uwierzyć!
                    Pomyśl tylko co taki on ma w sobie, że tak dziewczyny ciągną do niego? Spróbuj
                    sobie odpowiedzieć na to pytanie.
                    • outoutout Re: wiem jak to boli 23.08.05, 15:21
                      co on w sobie ma?
                      dlaczego panny tak za nim ciagna?

                      czarujacy jest, kiedy chce zdobyc kobiete.
                      ale nie ukrywa, ze zdradza, nie ukrywa, ze ma problemy z cpaniem.

                      "jestem draniem, wiem, ale sie nie zmienie, nie podoba ci sie, to odejdz"
                      "wiem, ze postepuje zle, ale taki juz jestem, wiem, ze za to zaplace i bede
                      kiedys zupelnie sam, gdy juz wszystkie mnie opuszcza"
                      "walcz o mnie, prosze, cokolwiek sie bedzie dzialo"

                      KOBIETY PO PROSTU CHCA GO ZBAWIC!
                      NAPRAWIC.
                      WYDAJE IM SIE, ZE MAJA W SOBIE TYLE SILY, MADROSCI, CHOLERA WIE CZEGO, ZE ON SIE
                      ZMIENI - ZE CPAC PRZESTANIE, ZE BEDZIE KOCHAL JA TYLKO ETC.

                      a on sie nie zmieni, bo jest egoista.
                      dla zadnej sie nie zmieni.
                      on teraz urabia sobie kasie, jej sie wydaje, ze ona karty rozdaje.
                      a on czeka. usypia ja.

                      • j_ar Re: wiem jak to boli 23.08.05, 15:22
                        a moze naprawde sie zmienia, to sie zdarza, czasami
                        • outoutout zdarza sie??? 23.08.05, 15:37
                          ale nie zdarza sie przez jedna noc, ani przez tydzien, ani przez miesiac.
                          a jak ktos cpal lat 8, to nie zdarzy sie bez terapii, mimo najszczerszych checi.
                          bylam u psychologa i to uslyszalam.
                          wiec sobie wbijam do lba.

                          bo ja chyba tez chcialam go ratowac.
                          matka teresa!!!
                          hydraulik od wodospadu niagara.
                          • j_ar Re: zdarza sie??? 23.08.05, 15:40
                            psycholog, statystyka i takie tam,
                            zdarza sie, znam taka osobe, fakt, tylko jedna
    • szum_morskich_fal Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 13:57
      witaj!

      wiesz,na twoim miejscu to bym sie raczej cieszyla a nie wylewala lzy!!

      lepiej zajmij sie swoimi sprawami,jezeli masz sporo kasy to jedz na wakacje,a
      pewnego dnia sama sie przekonasz ze bardzo dobrze sie stalo,ze z nim nie
      jetses!!ta kasia cala pewnie teraz sie cieszy,ale niedlugo moze plakac bo cpun
      to cpun!!

      zamiast plakac pomodl sie!Bog wie co robi!

      pzdr
      • outoutout Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 14:20
        wakacje odpadaja - pracuje + kasa poszla na mieszkanie...

        wlasnie - kasia sie cieszy... on sie cieszy... najszczesliwsza parka w miescie?!

        skoro Bog wie co robi... to czemu jej go daje?
        skoro to taki dramat - to czemu ona go dostaje?
        dlaczego dla mnie chce "dobrze" a dla niej nie - dajac jej go?
        • bba4 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 14:29
          Bóg wie co robi, czy jakas siła sprawcza...nazwij to jak chcesz

          a niech Kasia sie cieszy, ciekawe jak długo, facet sie nie zmieni i a tym
          bardziej Kasia go nie zmieni, nie wierz w te bzdury. facet jest niedojrzały
          emocjonalnie, bedzie Kasia, pozniej Zosia , krysia itp.

          Ja rozumiem,ze to boli, zatraciłas rozsadek ale odpowiedz sama sobie po co Ci
          taki problem? Jaki był dla Ciebie? Jaki był wasz zwiazek itp....


          Ty kaska sie nie powinas zawracac sobie głowy, zajmij sie soba, to tobie ma byc
          dobrze z nim czy bez niego.
    • j_ar Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 14:04
      no rece opadaja, jakie to czasem ..ech...

      chcesz byc z cpunem ktory wyciaga od ciebie kase a dodatkowo dupe ci obrabia?

      ale po co???????
    • alaaa6 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 14:32
      minely 2 tygodnie, od kiedy stwierdzil, ze prawdziwie kocha tylko kasie.
      widzialam ich wczoraj.
      tacy zakochani. z pieskiem na spacerze.
      ze mna nigdy na spacer z psem nie chcialo mu sie isc.
      i nie cpa.

      zostaw go w spokoju,on ma wiekszy niz Ty problem...
      a ta dziewczyna najwyrazniej ma na niego dobry wplyw..
      to jest jego szansa...
      • outoutout Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 14:52
        no nie wiem...

        jego szansa?

        to czemu jak byl z nia rok, to ja zdradzal 8 m-cy?
        i cpal, jak byl z nia?

        w to na pewno nie uwierze - ona nie jest jego sznasa.
        szybciej juz jest po prostu wygodnie z nia - bo bedzie dalej mogl ja zdradzac i
        bedzie dalejmogl cpac, tylko teraz troche jej zamgli przed oczami, ze sie
        zmienil!
        • alaaa6 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 14:57
          outoutout napisała:

          > no nie wiem...
          >
          > jego szansa?
          >
          > to czemu jak byl z nia rok, to ja zdradzal 8 m-cy?
          > i cpal, jak byl z nia?
          >
          > w to na pewno nie uwierze - ona nie jest jego sznasa.
          > szybciej juz jest po prostu wygodnie z nia - bo bedzie dalej mogl ja zdradzac
          i
          >
          > bedzie dalejmogl cpac, tylko teraz troche jej zamgli przed oczami, ze sie
          > zmienil!

          a czy posrod tej szamotaniny o wdzieki tego chlopca,jest ktos kto zdaje sobie
          sprawe z jego problemu?
          Czy on ma rodzine,matke,
          Czy byl na odwykowce...
          W jakim stanie psychicznym jest ten chlopak,czy czesto cpa...itd..
          On potrzebuje opieki ,ale takiej prawdziwej....
          Czy ma prace?
          • outoutout Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 15:05
            ma rodzine: matke, ojca.
            ojciec przyznal kiedys przed moja matka, ze dawno juz syna na straty spisali.
            zreszta usprawiedliwia synka tak: w jego pracy kazdy cpa.

            ja mu kazalam isc na terapie.
            powiedzialam mu, ze silna wola nie wystarczy.
            kasia wierzy w silna wole i na terapie go nie wysyla.

            cpa czesto... amfa... od 8 lat.
            jak z nim bylam, to mialam wrazenie, ze zuzywa nawet po 2 gramy tygodniowo.

            nooo... teraz sie zmienil dla niej.
            i nie cpa od prawie juz 2 tygodni.

            a to, ze ona nie rozpozna, jak zacznie - to inna sprawa.

            jego kumple z pracy - cpaja. najlepsi przyjaciele - cpaja.
            ale to sa tacy macho...
            (pewnie maja o sobie takie przekonanie ze wzgledu na wykonywana prace)
            ...ze o odwyku nie chca sluchac.

            i jak ma mu sie udac?

            • rainer_calmund Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 15:07
              Niestety, nie uda sie, choc zyczylbym innego rozwiazania.

              R.C.
    • dr.rocco Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 16.08.05, 15:04
      Laska , ten psycholog jest ci niezbedny , moze sie wyleczysz z tej beznadziejnej
      milosci do kogos kto jest nie wart niczego.
    • witch-witch Re: Nie obraź się..... 16.08.05, 18:49

      Ale jesteś ogromnie chora. Potzrebna ci dobra terapia, zajmij się sobą i swoim
      zdrowiem. Bardzo ci wspołczuję ale pomóc nie mogę....Jedynie sprzedałabym
      mieszkanie i wyjechała do innego miasta, tak abym go nigdy nie musiała znowu
      widywać. Sam jego widok sprawia,ze nie mozesz się wyleczyć....
      __________
      • outoutout Re: Nie obraź się..... 17.08.05, 08:49
        wiem, ze potrzebuje terapii.
        i robie wszystko, zeby zmienic swoje chore MYSLENIE.
        juz sam fakt, jakie to trudne - zmienic cos w sobie - powinien mi dac duzo do
        myslenia... bo jesli ja sobie nie radze tak pieknie ze zmianami... to co
        dopiero ktos po 8 latach cpania!

        dlaczego mialabym sprzedawac mieszkanie i wyjezdzac?
        owszem, przemknelo mi to przez glowe.
        ale mam jeszcze 2 lata studiow przed soba.

        nie!! ja sie tak latwo nie poddam.
        jest i bedzie mi ciezko i smutno, ale przez jednego smiecia nie bede sobie
        reorganizowac calego zycia.

        wszystko rozbija sie o to, ze nie umiem uwierzyc...
        pogodzic sie z faktem...
        dopuscic do siebie...
        ze moglam zostac tak wykorzystana.
        ze moglam sie tak pomylic.
        przeciez NIE ON!!!
        to niemozliwe, zeby on.

        a jednak....... - wszystko na to wskazuje.

        nie wiem... ale jak sie nie ma zbyt wiele osob wokol... to takie internetowe
        wsparcie duzo daje. drukuje sobie wasze posty i nosze przy sobie. powiesilam
        kilka na lodowce i lustrze... ale kazdy dzien jest nowa walka.
        piszcie, prosze...
        • jaguarka Re: 17.08.05, 09:57
          hm..troche cos mi to przypomina..otoz moj niby wybranek taki siaki tez nie
          stroni od amfy.oczywiscie nie 8 lat,ale z pol roku z pewnoscia. he, dla mnie
          jednak wciaz mowil ze juz nie bierze i blah blah.wierzylam az do momentu, gdy
          wzial na moich oczach.jak to pozniej tlumaczyl, ze wzial po to aby pokazac
          mi ,ze trudno widziec bliskiego czlowieka niszczacego siebie.celem jego
          oczywiscie bylo to,abym rzucila palenie..ale nie porownujmy papierosow i amfy..
          outoutout kochana, zobaczysz ze bedzie dobrze.zobaczysz ze to przezwyciezysz i
          znajdziesz kogos bardziej wartego do towarzyszenia w twoim slonecznym zyciu:)
          bedzie dobrze i wtedy bedziesz tylko dumna ze swej wewnetrznej sily:) pozdrawiam
    • cirri Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 17.08.05, 09:58
      Jestem pewna, że za jakiś czas uznasz, że opatrzność nad Tobą czuwała. Ułożysz
      sobie życie z normalnym facetem (bez bagażu, którego bardzo ciężko się pozbyć),
      a do tego czasu skup się na sobie. Wiem, że gdy rana jest świeża, ciężko sobie
      wyobrazić, że bycie samej może mieć pozytywne strony, ale tak jest. Masz czas
      na siebie (jak pisałaś - masz przed sobą jeszcze dwa lata studiów i pracę -
      rozejrzyj się wokół siebie; na pewno są tam jacyś wartościowi ludzie, dla
      których teraz mogłabyś znaleźć trochę czasu). Głowa do góry! Życzę Ci siły i
      optymizmu. Uwierz, nie ma tego złego...
    • vlad-srollovnik jesteś taka mądra i wspaniała 17.08.05, 09:59
      nie zasługuje na ciebie, naprawde. ciesz sie ze sie tak stało
      • bba4 Re: jesteś taka mądra i wspaniała 17.08.05, 10:14
        odrzucenie zawsze boli, czujesz sie oszukana, wykorzystana i widzisz wielka
        niesprawiedliwosc losu. tak sie starałas , kochałas i wierzyłas a on wybrał
        kaske, w czym ona lepsza odde mnie? itd...w niczym, jest tak samo naiwna i
        slepa jak ty.:). Kiedys bedziesz dziekowała;) kasce,ze zdjeła ci problem z
        głowy. Trudno dzis w to uwierzyc kiedy emocje siegaja zenitu i targa toba
        tesknota...tylko za kim? za kim dziewczyno ty tesknisz? za obrazem tego
        człowieka,czy za cpunem, nieudacznikiem itd.

        Kiedys szalałam za alkoholikiem, wierzyłam,ze sie zmieni, nie zmienilam go ani
        ja ani zoska, baska, jolka itp....pije dalej a ja cie ciesze,ze spadły mi
        klapki z oczu i dałam sobie spokój.

        kardiolog w jednym z postów, co prawda do innej sytuacji napisał tak:
        "Ona o tym wie, ale nie potrafi uwolnic sie, bowiem
        lepszy bol juz znany, sprawdzony, do ktorego jest przyzwyczajona niz pustka.
        Mniejszym zlem wg niej jest wiec poczucie bolu i nieszczescia, niz proznia,
        emocjonalna pustka."

        pomysl.....:)

        • vlad-srollovnik Re: jesteś taka mądra i wspaniała 17.08.05, 10:15
          a uciekaj Ty, to nie do mnie:)
        • outoutout w czym ona jest lepsza 17.08.05, 11:30
          no wlasnie. to jest ta mysl:w czym ona jest lepsza.

          moze nieco ladniejsza ode mnie, niebieskie oczy, blondynka.
          osiedlowa fryzjerka (nie mowie tego jakos tak pejoratywnie, ale zawsze dla mnie
          wartoscia w zyciu bylo w pewnym sensie wyksztalcenie... choc on go nie ma).
          nie ma kasy...

          i ta mysl: ze on moze ja SZCZERZE KOCHAC, jak teraz twierdzi
          choc ja zdradzal od zawsze i oszukiwal...
          a mnie nigdy nie kochal
          (i jest jak jej teraz mowi - wykorzystywal mnie finansowo)...

          i tylko cien nadziei: czy cpun moze w ogole kochac?

          szukam pocieszenia w mysli, ze on jej tak naprawde nie kocha.

          szukam nadziei w mysli, ze poznalam go - mimo wszystko - poznalam jego
          mozliwosci. teraz daje jej sie trzymac na smyczy, ALE NIE WYTRZYMA, bo tak
          naprawde nie zmienil sie.

          help!!!

          arghhh!

          • bba4 Re: w czym ona jest lepsza 17.08.05, 12:50
            oj niepotrzebnie analizujesz co ona ma a czego jej brak. Kazy ma wady i zalety.
            w tym całym ambarasie Ty jestes najwazniejsza i twoje zdrowie psychiczne.
            Musisz znów sie docenic, sama siebie, nie porownywac, uwierzyc w siebie, nabrac
            pewnosci, polubic sie ponownie. Czy zyskasz na wartosci bedac ładniejsza od
            kaski? wartosc ma sie w sobie, niezalesnie od urody, wykształcenia i takie tam.
            Niepotrzebnie czujesz sie gorsza:).Bo jakis popapraniec emocjonalny woli byc z
            kaska? fujj...cen sie dziewczyno:). Powinnasz sie czuc dobrze sama ze soba:).

            On nie kocha ani ciebie ani kaski, jego swiat jest oparty na innych
            wartosciach, jeslis tego nie zdazyła zauwazyc...:)

          • martyna14 Re: w czym ona jest lepsza 17.08.05, 19:21
            no wlasnie. to jest ta mysl:w czym ona jest lepsza.

            moze nieco ladniejsza ode mnie, niebieskie oczy, blondynka.
            osiedlowa fryzjerka (nie mowie tego jakos tak pejoratywnie, ale zawsze dla mnie
            wartoscia w zyciu bylo w pewnym sensie wyksztalcenie... choc on go nie ma).
            nie ma kasy...

            i ta mysl: ze on moze ja SZCZERZE KOCHAC, jak teraz twierdzi
            choc ja zdradzal od zawsze i oszukiwal...
            a mnie nigdy nie kochal
            (i jest jak jej teraz mowi - wykorzystywal mnie finansowo)...


            I ty mu wierzysz, że on ja kochal jak byl przez ten caly czas z Toba i ja
            zdradzal? Ja daje im kilka miesicy zanim on zacznie szukac nastepnej kobiety i
            zacznie zdradzac Kasie.

            i tylko cien nadziei: czy cpun moze w ogole kochac? tak moze ale narkotyki

    • vlad-srollovnik out, out, out 17.08.05, 12:51
      • outoutout Re: out, out, out 17.08.05, 15:27
        rzeczywiscie: recepta.
        ale...
        jak jak jak
        ?????????????????????
        • falcera Re: out, out, out 19.08.05, 15:32
          Skoro wytrzymuje, to znaczy że się zawziął.
          Wytrzyma powiedzmy pół roku. Poczuje się silny, na tyle silny, że gdy pojawi się
          okazja (zresztą cały czas go będzie kusiło), to weźmie święcie przekonany, że
          skoro wytrzymał tyle, to jeden raz mu nie zaszkodzi, bo przecież ma silną wolę.
          A na jednym razie się raczej nie zakończy.

          Jedno jest dla mnie pewne: jego dziewczyna będzie gorzko płakała przez niego. Ty
          czy Kasia czy Basia czy Zosia. Będzie istna tragedia na żywo! Nie zastanawiaj
          się nad Kasią, ch.. z nią, dostanie panna to co bierze, a nie to co jej sie
          wydaje że dostanie! tak samo byłoby z Tobą! Zastanów się, czy Ty mając niemal
          99% pewności, że schrzanisz sobie z nim życie chcesz go i tak.

          Bo ze zdrajcą i narkomanem każdą czeka koszmar. Dopiero lata terapii mogłyby coś
          zmienić i byłby płomyczek nadziei w tunelu. Teraz to realnej nadziei dla nich
          nie ma (dla nikogo z nim, co wbij sobie do głowy), a potem się mówi przez takich
          ludzi, że nadzieja jest matką głupich.

    • lizavieta1 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 20.08.05, 18:50
      Napisz do mnie na priva.
      • biedronka14 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 20.08.05, 20:56
        Sluchaj dziewczyno, nie ponizaj siebie we wlasnych oczach bo jakis tam oszolom wybral kogos innego niz Ciebie. Szanuj i cen siebie za to ze jestes inteligentna i wartosciowa babka, tak wygladaja Twoje posty, powtarzaj sobie to codziennie az uwierzysz we wlasne slowa. Nie pozwol aby opinia jakiegos gnojka(fakt ze bylas z nim tyle lat i napewno byly slodkie chwile) zrojnowala zdrowe podejscie do samej siebie. Nie pozwol abys poprzez jego stosunek okreslala sama siebie, i tutaj niestety lezy pies pogrzebany, Kochana. Szacunek i dowartosciowanie nas samych aby bylo zdrowa I stala cacha naszej osobowosci powinno wyplywac z nas samych a nie byc uwarunkowane opinnia kogos innego. Trzymalas sie tego goscia tak dlugo poniewarz (teraz wybacz mi moja ostrosc, jest to kubel zimnej wody na glowe) mimo dobrej pracy, determinacji, zaradnosci zyciowej, inteligencji, serca prawdopodobnie wielkiego jak przedwojenna wanna, lojalnosci, cierpliwosci, tolerancji tych wszytkich wspanialych cech ktore posiadasz, tak naprawde nie jestes w stanie ani kochac ani szanowac siebie za te wspaniale cechy, bo nikt z rodzicow Ciebie tego nie nauczyl!!,bo nikt z rodzicow tego nie docenial!!. Czulas sie nie kochana. Teraz objawy nawet najmniejszego zainteresowania od osob Ci bliskich tlumaczysz miloscia i porzez ich oczy dowartosciowujesz siebie(I nie oczekujesz wiele, wystarczy jedynie namiastka a powinnas oczekiwac o wiele wiecej. To sie nazywa uzaleznieniem emocjonalnym, bez tej namiastki dowartosciowania czujesz sie nikim). Czy zle pisze? Ale wiesz do czego to prowadzi? Jezeli teraz nie wezniesz sie w garsc, jezeli nie zaczniesz pracowac nad rozwijaniem szacunku do samej siebie, do tych wpanialych cech charakteru ktore posiadasz, za kazdym razem bedziesz lodawac w podobnej sytuacji, z podobnym facetem/ludzmi, ze zlamanym sercem i skrzywiona osobowoscia. Osoby tacy jak manipulanci beda ciagnac do ciebie jak do miodu z checia wykorzystania, zdajac sobie sprawe ze im na to pozwolisz. Historia bedzie sie powtarzac jak zdarta plyta dopuki nie uwierzysz w siebie i zaczniesz wymagac wiele za to kim jestes. A jestes unikatem, takie osoby jak ty czesto sie nie zdarzaja.

        Dziekuj Bogu za to co sie stalo!!! Czy wierzysz w Boga czy nie, ja wierze ze cos kieruje tym swiatem i to ‘cos’ ma plan pod wzgledem kazdej osoby(nawet tego chlopaka, tej Kasi i Twoich rodzicow) i to ‘cos’ (niech to bedzie Bog lub przeznazenie) jest nieugiete w testowaniu Twoich slabosci. Im wiekszy potecjal tym bardziej dostajesz od zycia po dupie. Moze jestes stworzona do rzeczy wiekszych niz sobie wyobrazasz I aby tam dotrzec musisz wpierw odnalezc I zrealizowac siebie. To nie jest tragedia, to test, wiec szanuj siebie i pracuj nad soba!!!!
        • magdalenav Re: do Biedronki 21.08.05, 02:05
          DZIĘKI,
          jestem w podobnej sytuacji i szukam tu wsparcia również dla siebie. Twoje słowa
          są bardzo mądre. Chyba je sobie wydrukuję i będę czytać przed snem lub
          powtarzać sobie codzennie, tak długo aż w nie uwierzę, bo mam chyba ten sam
          problem ze sobą.
          • biedronka14 Re: do Biedronki 21.08.05, 03:05
            i tedy jest wlasnie droga, wyleczysz sie z tej milosci jak zaczniesz szanowac i i doceniac siebie i wtedy zrozumiesz jaki balwan byl z tego goscia, ze to on mial problem a zwalil go na ciebie, bo na to pozwolilas. A teraz spac do lozka i cierpliwie odmawiac litanie samouwielbienia i z samego rana tez o niej nie zapominac. Aha, jeszcze jedno, nie bac sie wyzwan i byc aktywnym, nie stac biernie obok. To zastosowac mozna wszedzie, wlasciwie powinno: kariera, praca, znajomosci blizsze i dalsze. Lepiej o cos walczyc i przegrac niz siedziec na czterech i biadolic ze zycie ucieka. Tak jedynie mozna nabawic sie kompleksow a nie podbudowac swoje ego. Los sprzyja probujacym, cos o tym wiem:)


            Cieplo pozdrawiam.
            • edmurphy Re: do Biedronki 21.08.05, 21:57
              No i jeszcze raz dzięki.
              Zupełnie instynktownie, a właściwie nie. Po pierwszym szoku, w huśtawce
              nastrojów pojawiła się również złość. I to chyba ze złości zaczęłam się trochę
              uaktywniać. Jest trudno, ciężko, czasem dopada mnie tak fatalny nastrój, że
              aktywność sprowadza się do zrobienia herbaty, bo wypić mi się już jej nie chce.
              Ale walczę. Podejmuję wcią nowe wyzwania. Były momenty, że zmuszałam się do
              tego, żeby się ubrać i wyjść z domu, gdziekolwiek, do kogokolwiek. Pomagało. Na
              chwilę, na dwie chwile.... Ale wiem, że czas itd. więc probuję. W końcu to moje
              życie, drugiego nie będzie. Więc mam zmarnować nastepnych kilka lat przez tego
              gnojka? Niedoczekanie! Wiem, że jeszcze wiele razy zatęsknię, zapłaczę... ale z
              każdym dniem... Tylko to cholera tak długo trwa. Nie ma na to jakiejś
              pigułki????
              • biedronka14 Re: do Biedronki 22.08.05, 00:42
                wiesz, to przejdzie samo, jakos tak samo z siebie. Nie bedziesz juz ta sama osoba i ta ksztyna krzywdy chyba zawsze zostanie, ale to nie jest zle uczucie bo za kazdym razem jestes czujniejsza z wybieraniem znajomosci, teraz wiesz o wiele lepiej. Dla innych to rok, dla niektorych nawet 3 lata w ktorych po pierwszej fazie kryzysu jednak dalej z 'urazem' mozesz calkiem normalnie, nawet szczesliwie funkcjonowac. Nie traktuj tego czasu jak osobistej katorgii. To jest lekcja o Tobie. Ja z tej lekcji wyszlam z perelkami ktorych nie zamienilabym za nic. Nie cofnelabym tego czasu, bo to zrobilo mnie tym kim teraz jestem, a jestem piekna osoba. Bylego omijam szerokim lukiem, nie utrzymuje z nim kontaku od 3 lat. Poprostu, Rybko, nastaw sie do Siebie jak i do innych pozytywnie. Zobaczysz, dobre zeczy beda sie dzialy ;)
    • mausi12 Re: potrzebuje wsparcia-cd-jestem zlamana (po cpu 22.08.05, 11:56
      Tak to juz jest jak facet znajdzie swoja prawdziwa milosc.Czesto jest tak,ze
      ludzie przebywaja w zwiazkach,ale potem okazuje sie,ze nagle pojawia sie "ta
      wlasciwa"i wszystko inne jest niewazne.Z toba nie wychodzil na spacery "z
      pieskiem",bo nie czul takiej potrzeby i to nie bylo "to cos".Ja pokochal bardzo
      i wie ,ze to wlasnie ta kobieta.Wlasnie z nia chce wszystko robic i co za tym
      idzie...rowniez spacerowac z psem.To normalne.Tobie jest ciezko,ale jedyna rada-
      to przeczekac smutek,zlosc i dac sobie z nim spokoj...bedzie inny ...
      Jak widzisz to nie byl"ten" i Ty nie bylas "ta jedyna".Pozdrawiam.
      • outoutout ale on ja zdradzal 22.08.05, 14:46
        juz o tym pisalam - ZDRADZAL JA PRZEZ ROK TRWANIA ZWIAZKU W SUMIE PRZEZ 10 M-CY
        Z 3 ROZNYMI KOBIETAMI - to jak teraz niby nagle jednak ja kocha? nie kochal i
        nie kocha. nie zeby to dowodzilo, ze mnie kochal lub kocha.
    • outoutout duzo zaczynam rozumiec, ale nie umiem sie wyrwac 23.08.05, 10:02
      duzo zaczynam rozumiec. moze powolutku zmieniam swoje chore myslenie, ale
      jeszcze o tym nie wiem, jeszcze nie ma widocznych rezultatow.
      bo nie jest lepiej.
      wciaz czuje nienawisc i milosc jednoczesnie.
      wciaz go wybielam!!!
      wciaz go usprawiedliwiam.

      mysle, ze moim bledem bylo nie ustanowienie nieprzekraczalnych granic w tym
      związku. wobec czego one upłynniały się w zależności od jego zachowania. i
      niczego już od niego nie wymagałam - kochałam go niejako bezwarunkowo (i przeciw
      samej sobie, o czym nie wiedziałam). oddałam mu całą siebie i dlatego teraz jest
      mi tak cholernie trudno się odciąć.

      czuję się winna, że pozwoliłam na to wszystko.
      czuję się przegrana, choć to kasia przegrała długofalowo.
      czuję się beznadziejna, bo zostałam zostawiona przez gnidę.

      nie wiem jak się uwolnić.
      tak, wychodzę do ludzi. staram się.
      stosuję metodę robienia tylko jednej rzeczy w jednej chwili i skupiania się na
      niej całkowicie.

      ale potem przychodzi jedna z myśli, że chcę go odszukać...
      nagle jest wybielony, rozgrzeszony z wszystkiego, co zrobił...
      jak ćma do ognia!

      jak sobie z tym poradzić?
      • joa1001 Re: duzo zaczynam rozumiec, ale nie umiem sie wyr 23.08.05, 15:14
        Bo najbardziej boli kiedy gnida zostawia. Skoro nawet gnida odszedł, to co my
        znaczymy? Nauczysz się jednego, ustanawiania granic w związku i tego by nigdy
        mężczyznę nie kochać bezwarunkowo( lub żeby on o tym wiedział)- ja się tego
        nauczyłam po ekscesach mojego ex.
        Myślę, że na tą gonitwę myśli pomógłby Ci lekko uspokający i p/lękowy lek. Ja
        brałam Laxotan 3 mg 2xdziennie po 1/2 tbl. naprawdę pomogło, nie miałam takich
        zmiennych nastrojów i wyciszyłam się, poproś lekarza, nie uzależnia a pomoga.
        Farmakologia jest dla ludzi
        • outoutout Re: duzo zaczynam rozumiec, ale nie umiem sie wyr 23.08.05, 15:35
          wlasnie!! skoro gnida odszedl, to przeciez kazdy inny odejdzie!!

          argumenty zdrowe do mnie nie trafiaja:
          - odszedl, bo ona daje mu pozwolenie na zdradzanie (oczywiscie nie powiedziala
          tego nigdy, ale swym ciaglym wybaczaniem takie pozwolenie dała),
          - odszedl, bo przy niej czuje sie lepszy, inteligentniejszy, nie musi jej gonic
          (ona po zawodowce, on po technikum
          • sasanka301 Re: duzo zaczynam rozumiec, ale nie umiem sie wyr 23.08.05, 16:50
            Po roku! o zgrozo! powracam myslami, do mojego ex , ktory postąpił podobnie.
            lapie sie czasami na ty,ze ja byłam ta gorsza skoro zostawił mnie dla lepszej.
            Tesknie , juz sama nie wiem za czym, za nim, czy za chwilami bliskosci,
            intymnosci. Za bardzo czułam sie zraniona aby pakowac sie w nastepny zwiazek,
            teraz mi na owym ex nie zalezy, nie chciałabym juz nigdy z nim byc. Ale.. ale w
            chwilach kryzysu powracam myślami do niego. Zauwaz u mnie dochodzenie do
            stabilnosci emocjonalnej trwało rok, u Ciebie wszystko jest swieze. Ten rok ,
            nie jest rokiem straconym, poniewaz ja odkryłam siebie na nowo,
            przewartosciowałam swoj swiat, dojrzalam, stałam sie pewniejsza, wartosciowsza
            bez zadnego faceta.

            On sie nie zmiani, tak jak mój sie nie zmienił.
            Obsesyjnie trzymałam sie popapranca emocjonalnego do tego alkoholika.
            Odszedł do innej , takiej , która swiata poza nim nie widzi, takiej, która robi
            wszystko co on chce. Jest uległa do granic mozliwosci,słaba psychicznie.
            Zdradza ją i nie szanuje, bedzie zdradzał dalej az mu sie ona znudzi i zostawi
            dla następnej.
            Wydawało mi sie podobnie jak Tobie, ze jest szcesliwy,zakochany... heh był
            zafascynowany do czasu az emocje opadły, i pokazał swoje oblicze. Ale dla tej
            jego panny było juz za pozno, uzalezniła sie od niego na tyle ,ze moze robic z
            nia co che. I tak tez sie dzieje. Mnie to juz nie interesuje, on, ona, oni, we
            mnie sie wypaliło, czas zrobił swoje. Nie zaluje,ze mnie zostawił! ja zyskałam
            wolnosc, spokojne życie, bedac z nim zyłabym w chaosie i podporzadkowaniu. Tak
            zyc nie potrafię. Zostawił mnie, poniewaz nie dałam soba manipulowac, ustaliłam
            granice... no cóz... tak miało byc i chwała temu kto macał w tym palce.

            Czas zrobi swoje, musisz pzrezuc to wszystko, wywalic z siebie, mi pomagało
            pisanie, pisałam i wywalałam z siebie ile sie dało,kolezanki zarzucane były
            moimi mailami....pomogło mi tez czytanie ksiazek o uzaleznieniach, toksycznych
            zwiazkach wiele sie dowiedziałam i zrozumiałam. itp
            Załuje jednego, ze odrazu nie zerwałam z nim kontaktu, pozwalałm sobie na
            chłoniecie informacji gdzie i od kogo sie da, co mnie bardziej wyniszczało.
            nakrecałam sie sama,myslałam, myslałam, ...gdybym wtedy zawzieła sie, zwarła w
            sobie, poszukała odrazu celu-zajecia mój proces "rekonwalescensji" trwalby
            krócej... On sie chce kontaktowac , ja juz NIE.

            Daj sobie czas....a on -cóz niech idzie w diabły

            jak masz ochote napisz do mnie maila:)

            Trzymaj sie
            • outoutout walcze o siebie,powoli sie zbieram, forum pomaga, 25.08.05, 10:04
              w poniedzialek szalalam - probowalam go znalezc w pracy - nie udalo sie,
              widocznie mial wolne. zastanawialam sie - po co - co mu powiem, o co sie zapytam.
              wyzwe od smieci? nie zrobi to na nim wrazenia, bo szukam z nim kontaktu.
              chcialam moze mu zaproponowac, zebysmy sie spotykali - nawet na jego warunkach -
              ale zeby mnie "chcial znac" (bo stwierdzil, ze sie juz nie znamy).
              chcialam popatrzec w te niebieskie oczy, jakby tam byla odpowiedz,
              potwierdzenie, ze on jednak jest dobry.

              powoli sie uspokajam. staram sie zajmowac czym innym. zmuszam sie do imprez, na
              ktorych jakos tak nie moge sie odnalezc. z jednej strony chce poznac nowych
              facetow, nawet kumpli, a z drugiej strony jak ktos sie do mnie odezwie, robie
              sie tak jakos niedostepna i spieta.

              juz 2 razy od czasu, kiedy ostatni raz go widzialam, spotkalam jego dealera. za
              pierwszym razem sie nie zdziwilam, ze o niego pyta, ale teraz juz mi sie to
              wydalo podejrzane. mowil, ze niby dzwoni do jego kumpla, ale ze nikt nigdy nie
              odbiera, a ze wisza mu sporo kasy. cos mnie tknelo - po co koles mnie zaczepia w
              sklepie - jakby specjalnie, zeby dac mi informacje, ze ON sie u niego nie
              zjawia, ze w takim razie juz nie bierze. dlaczego by staral sie o to tak bardzo?
              bo ktos kiedys mu powiedzial, ze jestem baaardzo msciwa. gdybym chciala sie na
              nim zemscic, to wykorzystalabym fakt, ze cpa - i zalatwilabym go na cale zycie.
              nigdzie indziej by juz pracy nie znalazl w polsce, wszystko by mu runelo.

              po co to wypisuje???
              bo lepiej mi.

              bo szukam potwierdzen!!!

              wiecie, gdy tyle obiektywnych osob mowi "zostaw smiecia", to gdzies na dnie
              zblakanego serca to sie zapisuje! gdy ktos zaczyna potwierdzac moje domysly, one
              nabieraja realnosci i jest jakos latwiej wtedy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka