Dodaj do ulubionych

rodzice? nie mój problem

28.08.05, 11:41
Od wielu lat nie mam kontaktu z moimi rodzicami, chociaż rodzicami tych
państwa trudno nazwać. Nie chcą mnie znać. Miałam z tym problem, czułam się
niewartościowa, niepotrzebna, odrzucona, niekochana. Parokrotnie próbowałam
nawiązac z nimi kontakt telefoniczny. Każdorazowo kończył się wyzwiskami,
krzykiem i odłożeniem słuchawki. Więcej nie spróbuję. Nie chcę ich znać.
Wymazałam ich z pamięci. Przestali dla mnie istnieć. I, przyznam, nie jest mi
z tym niekomfortowo. Mam spokój i jasną sytuację. Żyję swoim życiem. Jest
tak, jakby moi rodzice umarli. Jakby nigdy ich nie było. To są konsekwencje
ich wyboru, a skoro taki był, jest ich wybór – ja nie ponosze za niego
odpowiedzialności.
Obserwuj wątek
    • jula09 Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 11:58
      Może warto wrócić do źródeł i zastanowić sie dlaczego wybóro rodziców był
      właśnie taki. Przykra jest Twoja sytuacja.
      • maga_luisa Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 11:59
        Na pewno nie jst to takie proste..ani dla Ciebie, ani dla nich.
        • maitrei Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 12:05
          Myślę, że dla nich było i jest to o wiele prostsze niż dla mnie. Dla mnie na
          szczęście już też jest. Jak konstrukcja cepa. Nie istnieją. Nie ma ich. I nigdy
          nie było.
      • maitrei Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 12:04
        To już trwa zbyt długo i znając ich i moją zawziętość nigdy już się nie zmieni.
        Nie mam zamiaru wracać do źródeł. "What's now is now and I'll forget what
        happened then", jak śpiewał pewien pan.
        • tingel-tangel Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 12:14
          No pewnie - pieprzyć takich rodziców. Co to za rodzice, którzy wyrzekają się
          własnych dzieci. Nie ma sensu żebyś się im naprzykrzała i marnowała ich jakże
          cenniejszy od rozmowy z tobą czas.
          • jula09 Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 12:18
            Rodzice mają żal do Ciebie o coś co wcześniej zlego zrobiłaś. Ty znasz
            najlepiej sprawę i swoich rodziców. Skoro jest Ci dobrzez z Twoją zawzietością
            to w jakim celu piszesz na forum?
            • maitrei Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 12:47
              Tak się składa, że niczego złego sama z siebie nie zrobiłam. Spełniłam ich
              życzenie, tzn. wyniosłam się z domu. Tyle tylko, że pod ich nieobecność. Gdybym
              tego nie zrobiła, wyszłabym tak jak stałam, tzn. bez niczego. Czy to jest Twoim
              zdaniem powód, aby nie chcieć znac swojego dziecka??? A pisze dlatego, aby
              ludzie postronni mogli ocenic tę chorą sytuację i stwierdzić, czy to ja
              jestem "ta zła" czy raczej odwrotnie. Wielokrotnie, po czasie, próbowałam,
              pomimo wyrzucenia mnie, nawiązać kontakt, Mur. Nie mam zamiaru więcej sie
              poniżać. Czy Ty rozumiesz ich postawę?
              • witch-witch Re:Jezeli tylko tyle zrobiłas to ci ludzie są 28.08.05, 12:56

                • maitrei Re:Jezeli tylko tyle zrobiłas to ci ludzie są 28.08.05, 13:03
                  Dzięki Witch. Też tak uważam. Nie mam zamiaru. Przez nich, przez ich postawę,
                  zmarnowałam sobie kawał życia, ale się podniosłam. Nie ma ich i jest mi z tym
                  dobrze. Nie obwiniam się, bo w niczym nie zawiniłam. Nie mam zamiaru całe życie
                  się samobiczować i zabiegać o kontakt z kimś, kto mnie nie potrzebuje, nie
                  kocha, kto mnie odrzucił. Mówi się trudno i buduje się swoje życie. Tak sądzę.
                  • jula09 Re:Jezeli tylko tyle zrobiłas to ci ludzie są 28.08.05, 13:11
                    Myślę ży był konkretny powód dla którego rodzice nie chcieli mieszkać z Tobą
                    pod wspólnym dachem ale to Twoja tajemnica. Nie wyrzyca sie dzieci z domu bez
                    powodu. Może przynosiłaś wstyd rodzinie swoim zachowaniem albo byłaś uciążlia
                    we współżyciu domowym, może opryskliwa.
                    Ty znasz tajemnice, nie my.
                    • maitrei Re:Jezeli tylko tyle zrobiłas to ci ludzie są 28.08.05, 13:17
                      Powodem było to, że mi się w zyciu noga powinęła. Byłam bardzo spokojnym
                      dzieckiem, które całymi dniami siedziało w domu i się uczyło. Zero wyjść,
                      koleżanek, chłopaków. Ukochaną córunią była za to od początku moja siostrunia
                      cud dzieweczka.
                    • witch-witch Re:Jezeli tylko tyle zrobiłas to ci ludzie są 28.08.05, 13:18
                      jula09 napisała:

                      > Myślę ży był konkretny powód dla którego rodzice nie chcieli mieszkać z Tobą
                      > pod wspólnym dachem ale to Twoja tajemnica. Nie wyrzyca sie dzieci z domu bez
                      > powodu. Może przynosiłaś wstyd rodzinie swoim zachowaniem albo byłaś uciążlia
                      > we współżyciu domowym, może opryskliwa.
                      > Ty znasz tajemnice, nie my.

                      .....................
                      Owszem, można być upierdliwym dla rodziców, jednak jak mówią miłość rodzicielska
                      wszystko wybaczy i zniesie. Nie zabrania się swojemu dziecku powrotu na rodzinnę
                      pielesze.
                      człowiek szuka pojednania i wybaczenia. Człowiek zawsze kocha swoje dziecko A ta
                      sytuacja tutaj jest wyrażnie chora.

                      Ja byłam takim upierdliwym dzieckiem, a jednak moi rodzice kochają mnie ponad życie.
                      • maitrei Re:Jezeli tylko tyle zrobiłas to ci ludzie są 28.08.05, 13:23
                        Otóż to. Miłość rodzicielska, szczególnie matczyna, jest bezwarunkowa, w każdym
                        razie z założenia powinna być. Dziecko ma prawo popełniac błędy. Jest niżej w
                        hierarchii, rodzice powinni błędy korygować i wybaczac, a przede wszystkim
                        kochać. No sory ale znam wiele bardziej wyskokowych dzieci swoich rodziców.
          • maitrei Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 12:43
            Dzięki. Ja mam dokładnie takie samo zdanie. Co to za rodzice, którzy wyrzekli
            się swojej córki...
            • elleves JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 13:27
              witam. Sadze, że zrobilas bardzo dobrze i gratuluje ci swego rodzaju sukcesu -
              a mianowicie, ze poradzilas sobie bez nich, bez niczego od nich. Ja mam jakby
              podobna sytuacja -zawsze ukochanym dzieckiem byl moj starszy brat, ja zazwyczaj
              siedzialam w domu i sie uczylam, a nie daj Boze jakis problem w szkole - od
              razu bylam ta najgorsza; dzis jestem na studiach, na 4roku prawa i mam
              stypendium naukowe, ale robie to dla siebie, nie dla nioch!!! Nigdy jeszczce
              niczego z mojej strony nie docenili, zawsze wszytko jest zle, zle zle...dzis
              mam chlopkak, ktorego bardzo kocham a oni go nawet nie chca zna (pomimo tego,
              ze jestm z nim rok). Mam juz dosyc tej ich pseudo-milosci!!! do diabla z nia!!!
              ale jest jedno ale - jestm od nich uzalezniona niestety finansowo i tu mnie
              maja (studia razcej na prace mi nie pozwalaja). Tez nie raz myslalam o tym by
              pewniego dnia, po awanturze, kiedy pada wiele slow , ze mam sie wynosic z domu,
              ze jestm taka siaka czy owaka - wyjsc bez slowa! Ale co dalej??

              Osoby, takie jak Ty daja mi nadzieje, dodaja sil!!!! - ze mozna zyc bez pewnych
              osob, ze jesli sie chce - mozna sobie poradzic i na pewno ktoregos dnia -
              wyjde i nie wroce - taka mam nadzieje!

              Ciekawi mnie bardzo jak sobie poradzilas w tych pierwszych dniach ?
              • maitrei Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 13:48
                Znalazłam pracę, niestety studiować musiałam zaocznie, ale się udało bez ich
                pomocy. Wiem od dalszej rodziny, że ich to zdumiewa, jak mogłam sobie poradzić
                bez nich? Mówili, że na kolanach będe skamlała na wycieraczce. Od lat również
                nie mam kontaktu z moją siostrą. Ze słyszenia wiem, że inwestują w nią ostro,
                opłacają studia, realizują wszelkie zachcianki, wyszła za mąż, kupili jej
                mieszkanie, samochód. Śmieszy mnie to, to ich zmaterializowanie, ucieczka przed
                sobą w świat iluzji, kupowanie sobie wdzięczności i miłości, ale czy to jeszcze
                miłość? Dzisiaj wiem, ze gdyby moje losy potoczyły się inaczej, nie byłabym
                wolnym człowiekiem. Byłabym zniewolona w sensie emocjonalnym, nigdy nie
                uwolniłabym się od nich. Robiąc bulans, myślę, że mimo wszystko dobrze się
                stało. Ważne, że jestem szczęsliwa. Bez nich.
                • witch-witch Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 13:50

                  :))) I słusznie!
                  __________
                  • jula09 Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 14:01
                    Drzewo odcięte od korzeni usycha.
                    Dzieci porzucone przez rodzicow w dorosłym życiu szukaja swoich korzeni.
                    Wydaje mi się że lepiej pogodzic się z rodzicami, siostrą i utrzynywac nawet
                    bardzo luźne kontakty niz żalić się na forum obcym ludziom na życie.
                    Wydaje mi się że mie masz zgodnego charkteru i stąd kłopoty.

                    • witch-witch Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 14:08

                      Ależ jula dramatyzujesz! I czemu zakładasz że wina leży po jej stronie. Ma
                      niezgodny charakter to trzeba się jej wyrzec, z rodziny?!Co ty!Ależ skąd. Moja
                      córka jest konfliktowa, uparta, grymaśna itd. A ja ją i tak kocham bez końca.
                      Wybaczę jej wszytsko! I zawsze bedzie moją kochaną córunią, którą nosiłam pod
                      sercem 9 miesiecy do konca moich dni. Takie jest macierzyństwo! Koniec i kropka. :)
                      __________
                      • jula09 Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 14:36
                        Człowiek musi zrobic coś naprawde okropnego by wyrzucono go z domu.
                        Czasem wyrzucenie z domu ma być szkołą życia dla uciążliwego dorosłego dziecka.
                        I tak sie stało w przypadku Autorki wątku, jak sądzę.
                      • hasanet Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 22:54
                        witch-witch napisała:

                        > zawsze bedzie moją kochaną córunią, którą nosiłam pod
                        > sercem 9 miesiecy do konca moich dni.
                        Witch z zaświatów?
                        asa
                    • myslacy1 Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 17:53
                      jula09 napisała:

                      > Drzewo odcięte od korzeni usycha.
                      > Dzieci porzucone przez rodzicow w dorosłym życiu szukaja swoich korzeni.
                      > Wydaje mi się że lepiej pogodzic się z rodzicami, siostrą i utrzynywac nawet
                      > bardzo luźne kontakty niz żalić się na forum obcym ludziom na życie.

                      nie odbieram tego wątku jako wylewanie żalów przez autorką,raczej chłodno, z
                      dystansem nakreśla ramy swojej historii.
                      Co według ciebie znaczy *lepiej pogodzić sie z rodzicami...* nie czytasz
                      uważnie, autorka pisała,że wielokrotnie wyciągała rękę do rodziców chcąc
                      pojednania, to oni zawsze odrzucali jej propozycje...dlaczego sugerujesz jej aby
                      odbierała sobie na raty godność,uważasz,że powinna się upadlać do skutku? jakiego?
                      Autorka żyje w zgodzie z samą sobą jest uczciwa, ty proponujesz jej jakiś dziwny
                      układ podszyty hipokryzją (ta sugestia bardzo luźnych ,wymuszonych kontaktów)


                      > Wydaje mi się że mie masz zgodnego charkteru i stąd kłopoty.

                      A na jakiej podstawie to wnioskujesz? Dlaczego obarczasz całą winą ją (dziecko)?
                      hołdujesz zasadzie,ze dziecko zawsze powinno byc uległe, nie wychylać się, nie
                      sprzeciwiać rodzicom? bo jak nie to won, my(rodzice) pokażemy ci miejsce w
                      szeregu...


                      kobieto, ależ ty jesteś irytująca z tym swoim chłopskim moralizatorstwem

                      • vlad-srollovnik Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 17:56
                        mądre słowa
                      • jula09 Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 19:32
                        Autorka będzie miała kiedyś swoje dzieci i co im powie gdy zapytaja o dziadków?
                        Ze sa złymi ludźmi? Każde nieporozumienie można rozwikłać, gdy tego chcemy.
                        Sprawy niezałatwione latami przyprawiają o frustracje i dziwne uklady rodzinne.
                        Wystarczy trochę dobrej woli i ludzie którzy są rodziną moga liczyć na siebie.
                        Najgorsza jest pielęgnowana zjadłość i zaciętość. Do niczego nie prowadzi.
                        Nie próbuję moralizować nikogo ale przykro patrzeć gdy rodziny całymi latami
                        nie rozmawiają ze sobą a nastepne pokolenia juz nawet nie wiedzą o co chodziło
                        ale też postępują podobnie. Pzreważnie takie sytuscje zdarzaja się wśród
                        dawnych mieszkańców wsi. Przepraszam jeśli kogoś nichcący obraziłam, nie miałam
                        takiego zamiru.
                        Wyciagnięcie ręki do zgody może przebiegać w rózny sposób nie zawsze skuteczny.
                        Warto wybaczać.
                        • triss_merigold6 Re: JA mam dzis podbnie.... 28.08.05, 21:20
                          Bredzisz. I nie sil się na natchnioną miłość bliźniego.
                          Są ludzie, którzy nie nadają się do hodowania rybek a co dopiero posiadania i
                          wychowywania dzieci. Toksyczni, zawzięci psychopaci.
                          G..o prawda, że wystarczy trochę dobrej woli. Nie w przypadku ludzi z
                          zaburzeniami. Jeśli autorka wątku mimo prób nawiązania kontaktu jest
                          konsekwentnie odrzucana prze własnych rodziców to dla jej zdrowia psychicznego
                          lepiej, zeby się odcięła, odpłakała i uznała, że z tymi ludźmi wiąże ją tylko
                          metryka.
    • maga_luisa Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 21:16
      Ja myślę, że niepotrzebnie wdajecie się w tę dyskusję próbując rozsądzać.
      Maitrei jest rozżalona i przyszła tu, żeby ktoś obciążył winą jej rodziców, a
      ją uniewinnił. A przecież wiemy o całej sytuacji tylko tyle, ile Ona nam
      powiedziała.
      Myślę, że jeśli rzeczywiście potrzebuje pomocy, powinna znaleźć sobie terapeutę.
      Uwagi w stylu "Dobrze zrobiłaś", albo przeciwnie, "źle zrobiłaś" nie pomogą Jej
      w niczym.
      Pozdrawiam.
    • kadriana Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 22:49
      Rozumiem Cie ale... jak naprade czujesz sie gleboko tak w srodku, czy ciagle
      czekasz ,poczucie winy jest najgorsze, czy masz nadzieje , ze moze cos sie
      zmieni? czy sie obwiniasz o to co sie zdarzylo? Wiem z wlasnego doswiaczenia ze
      zepchniete gdzies gleboko emocje wracaj predzej czy pozniej . Rodzice powinni
      kochac nas bezwarunkowo za to ze po prostu jestesmy.
      Zastanow sie glebiej , poczuj siebie w srodku, dobrze zebys rozliczyla sie z
      nimi jakos , ( terapia ) Ciezko jest tworzyc wlasna rodzina bez uzdrowienia
      relacji z rodzicami.
      Pozdrawiam
    • elleves Re: rodzice? nie mój problem 28.08.05, 23:36
      A jakie mialas wczesniej stosunki z rodzicami? Bo ja mam tragiczne:( Wlasnie
      wrocilam z grilla od zanjomych i zastalam klucz w drzwiach - w ten sposob nie
      mogac ich otworzyc a gdy po 5 minutach otworzyla moja matka z wiecznie
      niezadowolana mina - dowiedzialam sie co ja tam takiego robilam (hallo -grill
      na dzialce, 20osob!!!), z jakim ,,dziadostwem" to ja sie ,,szlajam" i w ogole:
      ( wierz mi, ze coraz czesciej mysle o jakims ruchu, majacym na celu polezenie
      kres temu ponizaniu.
      Mialas gdzie mieszkac?
      Pieniadze???
    • solaris_38 Re: rodzice? nie mój problem 29.08.05, 01:08
      twoi rodzice wiele stracili tracąc cię

      ale nie wiedzą o tym
      i ty nie cierp z tego powodu

      jesteś

      jeśli potrzfisz pomimo braku ich miłości sama miłowac - to być może któregoś
      dnia bedziesz umiała im wybaczyć i podziękowac za sam fakt że dali ci zycie

      dasz sobie radę
      miłości można się nauczyć tak jhak kiedyś nauczyłas się oddychac
      • pocoloco4 Re: rodzice? nie mój problem 30.08.05, 09:50
        jula09 ty idiotko zamknij sie wreszcie bo wydaje ci sie ze jestes madra i
        swiecisz inteligencja.. i masz racje WYDAJE CI SIE. te przeblyski to jedynie
        twoje niedowartosciowanie ktore kaze ci we wszystkim doszukiwac sie jakis
        niespotykanych rzeczy. wspolczuje ci ze jestes taka glupia ale opanuj sie
        dziewczyno.
        • coffee3 Re: rodzice? nie mój problem 30.08.05, 10:29
          ty cierpisz i twoi rodzice też.Przed wami duzo pracy.Co musialo się wydarzyc,
          by doszło do takiej sytuacji?I nie jest prawdą, że rodzice muszą wybaczać
          WSZYSTKO..co nie znaczy,ze nie kochają
    • quba Re: rodzice? nie mój problem 30.08.05, 10:46
      z wszystkich twoich postów aż przebija nienawisc, kipisz nienawiscią, mam
      wrażenie że zrobiłas cos bardzo złego
      mówisz ze wyprowadziłaś sie podczas ich nieobecności
      a ni ogołociłas ich domu przypadkiem z wszelkich cennych rzeczy ?
      może nie, ale wniosek nasuwa się taki - gdybys ich tak bardzo nie zranila na
      pewno nie chcieliby zebys sie wprowadzila
      ja nie znam ani jednego przypadku nienawisci rodziców do dzieci
      odwrotne natomiast znam : zawsze tej nienawiści dzieci do rodziców winne sa
      dzieci, które np, żądaja od rodziców wszystkiego, mianowicie domu(mieszkania)
      samochodu, pieniędzy, sami niczego w zamian rodzicom nie dając, ani
      wdzięczności ani milości
      ot po prostu - takie dzieci skurczybyki
      mam nadzieję, ze Ciebie to nie dotyczy i że bardzo się mylę
      jesli jednak jest inaczej to nie walcz dłużej z rodzicami
      bo błędem jest kiedy dziecko usiluje zwalczać własnych rodziców, albo kiedy
      małżonkowie wzajemnie sie zwalczją, w takim wypadku nic dobrego z tego nie
      wyniknie
      pozdrawiam
      • anoresk Re: rodzice? nie mój problem 30.08.05, 10:56
        Na świecie jest pełno toksycznych rodziców . Ja też uciekłam z domu . Gdybym
        tego nie zrobiła , byc może moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.
        Gorzej .2,5 roku po mnie uciekł mój brat .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka