Dodaj do ulubionych

Pokrewienstwo dusz

30.09.02, 17:09
Czy mieliscie kiedys takie odczucie?

U mnie to jest tak:
poznalem wspaniala Kobiete z ktora rozumiemy sie
wlasciwie bez slow, czezst wiemy nawzajem ze np ktores
z nas jest w zlym nastroju czy jest jakas inna nie mila
lub bardzo mila sytuacja. Czy np. jednoczesnie dzwonimy
do siebie itp.
Nie znamy sie bardzo dlugo ale jednoczesnie czujemy tak
jakby dopiero teraz jestesmy spelnieni, wreszcie
powstala calosc ktora wczesniej byla rozdarta. Gdy jej
nie ma blisko czuje pustke bo czesc mojej duszy zostala
w jej sercu ale jednoczesnie czuje szczescie bo wiem ze
czastka jej jest we mnie.
Czesto jest tak ze rozpoczynamy rozmowe na dany temat
po raz pierwszy i nagle przebiega ona jak kontynuacja
czegos co zostalo tylko na moment przewane wczesniej i
teraz toczy sie nadal.

Oj troszke sie rozpisalem i rozmazylem ale poprostu tak
czuje :)
Obserwuj wątek
    • duszek_ Re: Pokrewienstwo dusz 30.09.02, 17:32
      arek_cz napisał:

      > Czy mieliscie kiedys takie odczucie?

      Pewnie!
      Jedno z piekniejszych odczuc:)

      >
      > U mnie to jest tak:
      > poznalem wspaniala Kobiete z ktora rozumiemy sie
      > wlasciwie bez slow, czezst wiemy nawzajem ze np ktores
      > z nas jest w zlym nastroju czy jest jakas inna nie mila
      > lub bardzo mila sytuacja. Czy np. jednoczesnie dzwonimy
      > do siebie itp.

      Albo jednoczesnie o czyms myslimy i chwile pozniej kraza dwa smsy o tej samej
      tresci:)

      Takie rozumienie sie bez slow jest tym bardzxiej piekne, jesli te dwie osoby
      dzieli dosc spora odleglosc...
      Oj, mialem taka sytuacje calkiem niedawno, po raz pierwszy w zyciu...
      Mialem... Wlasnie, mialem...
      I tej Jedynej Bratniej Duszy tak bardzo mi teraz brakuje...

      Ech, zycie...

      D.
      • Gość: M Re: Pokrewienstwo dusz IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.02, 19:57
        To budujące uczucie, świadomość, że istnieje ktoś, kto w lot poznaje twoje
        myśli.Mam trzy przyjaciółki- różniące się od siebie- ale podobnie czujące,
        wrażliwe moją wrażliwością, poznane na różnych etapach zycia. Możemy nie
        widzieć się kilka miesięcy, sporadycznie pisać listy czy telefonować, gdy uda
        się nam w końcu spotkać- rozmowom nie ma końca, kontynuujemy wątki, śmiejemy
        się z tych samych kawałów, płaczemy na tych samych filmach. Pokrewieństwo dusz
        za które jestem losowi wdzięczna, bo przyjażni łaknę ponad wszystko. Cenię
        sobie rozmowy z mężem, ale są jednak inne, jakieś "inne". Na studiach miałam
        kolegę, z którym porozumiewaliśmy się niemal telepatycznie, ta "bliskość"
        sprawiała,ze czułam się nieswojo, nie potrafiłam pozbyć sie myśli, że na swój
        sposób zdradzam swojego chłopaka, który czuje i mówi w bliskim mi, ale nieco
        innym świecie. Nie jest to powodem awantur, ale są tematy, które omawiam tylko
        z przyjaciółkami, i ...pogadałabym z "kolegą" ze studiów. Czyżby pokrewieństwo
        dusz funkcjonowało ponad związkami, bezkarnie?
        • Gość: Hania Re: Pokrewienstwo dusz IP: *.chem.pg.gda.pl 01.10.02, 10:01
          Ja tez jestem ciekawa pokrewieństwa dusz miedzy przyjaciółmi. Czy spotkał się
          ktoś jeszcze z tym. Mam męża, ale to z przyjacielem najlepiej się rozumiemy,
          mogę mu powiedzieć dokładnie o wszystkim, wiem kiedy ma gorszy dzień.
          • vicca Re: Pokrewienstwo dusz 01.10.02, 12:53
            Z przyjacielem - z pewnością :)
            A jeżeli stanie się on przypadkiem jeszcze bliższy... :) - wtedy nie tylko
            wiesz co czuje, ale również chwilami "widzisz" co robi, czy np. co ma na
            sobie...

            Bardzo dziwne uczucie - dzielić z kimś mysli
            Bardzo miłe...

            Pzdr ciepł V*
            • arek_cz Re: Pokrewienstwo dusz 01.10.02, 15:11
              > Bardzo dziwne uczucie - dzielić z kimś mysli
              > Bardzo miłe...

              Nie tylko mile ale i piekne :)
          • maggie7 Re: Pokrewienstwo dusz 02.10.02, 03:06
            Gość portalu: Hania napisał(a):
            Mam męża, ale to z przyjacielem najlepiej się rozumiemy,
            > mogę mu powiedzieć dokładnie o wszystkim, wiem kiedy ma gorszy dzień.

            A czy nie powinnas tak czuc z mezem?
            Ja Cie nie krytykuje Haniu, ja po prostu sama mam takie watpliwosci... Czy
            pokrewienstwo dusz mieszy kobieta i mezczyzna jest konieczne do zawarcia
            malzenstwa? Czy mozna nie czuc tego pokrewienstwa i nadal zwiazac sie ze soba
            na stale? Czy to nie nasz maz/zona powinien byc ta pokrewna dusza?

            Powiedzcie, co myslicie. :)
            Maggie7
      • ponpon Re: Pokrewienstwo dusz 01.10.02, 15:21
        ...oj tak, tak. Te telefony w tej samej chwili itd. Kiedyś gdy wyjechałem
        służbowo na kilka dni spisywaliśmy godzinę o której pomyśleliśmy o sobie - po
        porównaniu zgadzało się prawie idealnie. Ona jest cząstką mnie,... niestety ja
        już chyba nie jestem cząstką niej. Już nie...
        • arek_cz Pokrewienstwo dusz - walcz o nie... 01.10.02, 18:24
          A czemu czuć rezygnacje w Twojej wypowiedzi?
          Czy nie lepiej jesli sie postarasz i będziesz miał
          świadomość ze chciałeś, próbowałeś niż później myśleć a
          może jednak mogłem?
          Spróbuj moze jednak znow bedzie tak jak wczesniej.

          Powodzenia :)
        • duszek_ Re: Pokrewienstwo dusz 02.10.02, 07:33
          ponpon napisał:

          > Ona jest cząstką mnie,...
          > niestety ja już chyba nie jestem cząstką niej. Już nie...

          Ponpon, tak, to jest najbardziej przykre.
          Jestem dokladnie w identycznej sytuacji. I raczej bez tego "chyba":(((
          Ona tak bardzo wrosla w me serce i wciaz tam tkwi, choc tylko obecnosc
          duchowa... Wciaz nie przestaje o Niej myslec, o tej Bratniej Duszy, tesknie za
          Nia, rozmawiam z Nia (szkoda, ze to tylko monologi), pisze maile, ktore nigdy
          nie zostana wyslane. Nie potrafie przestac. Zlapalem sie na tym, ze czasem
          mowie do Niej na glos ... Czy to normalne, czy ja juz sie do czubkow nadaje?

          Arku, nie mozna na sile wszystkiego naprawiac, zwlaszcza, gdy kobieta mowi
          wyraznie "NIE". Wypada tylko to uszanowac i usunac sie z drogi. Przykre to, ale
          prawdziwe

          D.
          • betina23 Re: Pokrewienstwo dusz 02.10.02, 07:45
            duszek_ napisał:

            > ponpon napisał:
            >
            > > Ona jest cząstką mnie,...
            > > niestety ja już chyba nie jestem cząstką niej. Już nie...
            >
            > Ponpon, tak, to jest najbardziej przykre.
            > Jestem dokladnie w identycznej sytuacji. I raczej bez tego "chyba":(((
            > Ona tak bardzo wrosla w me serce i wciaz tam tkwi, choc tylko obecnosc
            > duchowa... Wciaz nie przestaje o Niej myslec, o tej Bratniej Duszy, tesknie
            za
            > Nia, rozmawiam z Nia (szkoda, ze to tylko monologi), pisze maile, ktore nigdy
            > nie zostana wyslane. Nie potrafie przestac. Zlapalem sie na tym, ze czasem
            > mowie do Niej na glos ... Czy to normalne, czy ja juz sie do czubkow nadaje?
            >
            > Arku, nie mozna na sile wszystkiego naprawiac, zwlaszcza, gdy kobieta mowi
            > wyraznie "NIE". Wypada tylko to uszanowac i usunac sie z drogi. Przykre to,
            ale
            >
            > prawdziwe
            >
            > D.




            rozdarte serce,dusza...to chyba najbardziej boli...
          • ponpon Re: Pokrewienstwo dusz 02.10.02, 11:24
            ...moja sytuacja jest tylko odrobinkę lepsza. Matematycznie ujmując dała mi 1%
            szans, ale walczę. Problem w tym, że nie wiem jak. Czy mam codziennie słać
            maile, sms, dzwonić czy wręcz przeciwnie mam się nie kontaktować. Kiedyś już
            byłem w podobnej sytuacji, ale nie byliśmy wtedy jeszcze małżeństwem, i
            stosowałem wariant pierwszy. Niestety wszystko zepsułem, bo czuła się
            atakowana. Jak już dałem sobie spokój i przez kilka tygodni nie odzywałem się
            to pomogło i w końcu wróciła. Teraz lawiruję między jednym a drugim
            rozwiązaniem. Jak się nieodzywałem przez 3 tygodnie to potem powiedziała mi, że
            samej żyje jej się lepiej bo nikt jej nic nie dyktuje i nie krytykuje. ...a ja
            jestem w tym mocny - co było powodem jej odejścia. Pomaga mi przynajmniej
            świadomość, że to ja byłem tym czarnym charakterem.
    • mevillian Re: Pokrewienstwo dusz 02.10.02, 08:22
      witam -
      doskonale znam to uczucie. Co wiecej, zdarza mi sie ono.. dosc czesto. zaczelo
      sie na pierwszym roku studiow z pewnym gosciem; dochodzilo dotego, ze
      miewalismy takie same sny, w ktorych prowadzilismy rozmowy ze soba nawzajem - i
      konczylismy je rano, bo zwykle ktores budzilo sie wczesniej :) oczywiscie, w
      momencie,gdy podchodzilam do telefonu z mysla: "bedzie dzwonil za piec minut"
      on rzeczywiscie dzwonil w ciagu pieciu minut ze slowami: "mialem nadzieje, ze
      juz jestes kolo telefonu" :) Potem kontakt sie zerwal - nagle i niewiem wsumie
      dlaczego... ale czulam straszna pustke.
      ale nawet teraz, gdy ide ulica [on mieszka juz od kilku lat w innym miescie i w
      Krakowie bywa raczej rzadko] - wiem, ze za chwile go zobacze. I nigdy sie nie
      myle. pewne rzeczy sie nie zmienily ;), mimo zenasze drogi zycia poszly w
      zupelnie innym kierunku. moi znajomi buddysci tlumaczyli to karma i
      reinkarnacja - ale to temat chyba nie na to forum.
      Co do innych ludzi - z moim facetem nie mam az takiego "pokrewienstwa dusz" -
      raczej od czasu do czasu wiem, co sie z nim dzieje, jesli dzieje sie cos
      niedobrego [np. jedzie do domu i wlasnie metaforycznie dostaje po glowie od
      rodzicow, i jest bardzo zdenerwowany]. Z przyjaciolmi jest troche inaczej -
      kiedys bylam umowiona z przyjacielem na konkretna godzine. Nie pojawil sie, a
      ja jakies pol godziny przed spotkaniem nabralam przekonania, ze na pewno sie
      nie pojawi i ze wydarzylo sie cos zlego. Lazilam z kata w kat, zastanawiajac
      sie, co sie stalo. Nie odbieral telefonow przez kilka godzin, wreszcie
      zadzwonil - mniej wiecej pol godziny przed naszym spotkaniem mial, na szczescie
      niezbyt grozny, wypadek samochodowy.
      A ta swoja droga, moze bysmy zdefiniowali pokrewienstwo dusz? czy to
      nadawanie/odbieranie na tych samych falach? czy "czucie" tych samych emocji?
      cos podobnego jak w przypadku blizniakoow jednojajowych w mniejszym lub
      wiekszym zakresie? Bo czytajac posty w pewnym momencie moglam sie odniesc
      jedyniedo opisu przypadkow :)
      pozdrawiam [laczmy sie duchowo :))]
      mevillian

      • saana Re: Pokrewienstwo dusz 02.10.02, 10:48
        niektorzy cwicza takie zdolnosci. Ja mieszkalam kiedys u jednej takiej babki ,
        ktora po warsztatach opowiadala mi ze nauczyla sie spotykac we snie z ludzmi a
        potem faktycznie oni potwierdzali to samo odczucie. Ale ju z u niej nie
        mieszkam i ciecze sie ze wyrwalam sie z tego zakletego kregu , gdzie kazdy sen
        lub mysl o kims mialo cos znaczyc. Moze taki swiat jest bogatszy....ale ja
        mysle, ze to prowadzi do zeswirowania.
    • Gość: gb Re: Pokrewienstwo dusz IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 15.10.02, 09:07
      Wiele w tym wątku zostało powiedziane ale ja uświadomiłam sobie jeszcze jedno.
      Więż z drugą osobą odczuwam wtedy, kiedy moje myśli wnikają do jej wnętrza, sa
      przyjmowane i otrzymuję informację, no właśnie o czym......nie potrafię tego
      jeszcze określić, to nie chodzi o zrozumienie. W efekcie takiej wymiany czuję
      się tak, jakby ktos w moim wnętrzu rozpalił płomień, który mnie ogrzewa.
    • wierzba_b Re: Pokrewienstwo dusz 15.10.02, 14:30
      Znam to uczucie. Mam przyjaciela, z którym nadaję na tej samej fali, mogę z nim
      godzinami prowadzić rozmowy o życiu, wszechświecie i dupie Maryni. Najczęściej
      są to zresztą rozmowy o jego perypetiach z kolejnymi kobietami, do których
      niestety nie ma szczęścia. Ja mam życie osobiste stabilne i szczęśliwe, toteż
      raczej rozmawiamy po jego sprawach. Jak również o wspólnych znajomych. Parę lat
      temu, kiedy zaczynała się nasza znajomość (zresztą w dość burzliwy sposób),
      zdarzały się przypadki opisywane już tutaj: pewność,że zaraz wyjdzie zza rogu,
      że zaraz zadzwoni, że teraz jest sam i jest mu źle... I odczuwanie jego uczuć,
      kiedy mnie brał za rękę. Teraz już to wszystko znikło - i chwała Bogu, bo raz,
      że na dłuższą metę było męczące, dwa, że czułam się koszmarnie głupio wobec
      Mojego Mężczyzny, którego kocham nad życie, trzy, że nie miał jak ukryć przede
      mną, że mnie kocha... Obecnie jest to rzeczywiście przyjaźń, a nie "tylko
      przyjaźń", od której startowaliśmy. Zostało głębokie porozumienie, pewna
      wspólnota duchowa, zaufanie. Jak również - i z tego się akurat cieszę -
      możliwość bezbłędnego porozumiewania się wzrokiem, przydatna zwłaszcza w
      większym towarzystwie. Starczy nam podchwycić swoje spojrzenia, żeby wiedzieć,
      co myślimy.
      A jeśli chodzi o Mojego Mężczyznę - to jest to przypadek nie
      tyle "pokrewieństwa dusz", bo trochę się sposobem patrzenia na świat różnimy,
      ile raczej wzajemnego tymiż duszami zafascynowania. I im lepiej się poznajemy,
      im więcej "życiowych" rozmów za nami - tym bardziej Go kocham. A świadomość, że
      tego "poznawania" spokojnie nam starczy na resztę życia, jest bardzo budująca...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka