Dodaj do ulubionych

Naukowiec - kto to ?

03.10.02, 22:25
Zawód to, czy charakter ?

Czy waszym zdaniem, ten, kto zaszywa się w książkach, pracowniach,
bibliotekach, laboratoriach robi to z "miłości" i pędu do wiedzy, czy też z
niechęci ( nieumiejętności ) do nawiązywania i podtrzymywania kontaktów
międzyludzkich.

Czy wybór drogi naukowej nie bywa ucieczką od rzeczywistości i "przyziemnych"
obowiązków w dodatku tak pięknie usprawiedliwioną szlachetnym umiłowaniem
nauki ?

Bardzo zależy mi na opiniach ludzi znających środowiska "naukowe" lub będące
w związkach z "ludźmi nauki".

nieto
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Naukowiec - kto to ? 03.10.02, 22:36
      Jeden jest naukowcem z powolania (i nie przeszkadza mu to miec
      swietnego zycia towarzyskiego na przyklad), inny ucieka w ten sposob od
      swiata.
      Chcesz uzyskac jakas regule, sprawdzajaca sie w stosunku do kazdego
      naukowca?
      Prosze bardzo (choc troche nie na temat):

      Jak na swietego Hieronima
      Jest snig albo go nima
      To pod koniec listopada
      Pada labo nie pada
      • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 03.10.02, 22:56
        eeeeee (tam)

        Znasz świetnego naukowca o bujnym życiu towarzyskim ?
        Pewnie miałeś szczęście trafić na jednego z trzech ;)))

        nieto
        • kwieto Re: Naukowiec - kto to ? 03.10.02, 23:21
          Osobiscie znam tylko kilku, wiekszosc to wykladowcy mojej uczelni (znajdzie
          sie naprawde kilka-nascie znakomitych nazwisk) do tego dorzucic mozna
          sporo noblistow - Einstein, Feynman, Bohr, Bethe - wiadomo z zrodel
          biograficznych, ze byli bardzo towarzyscy... Szczerze powiedziawszy, slabo
          interesuje sie zywotami naukowcow, ale moge sie obkuc za pare dni.

          Mysle, ze tacy "naukowcy" co uciekaja przed swiatem to nie naukowcy...
          • Gość: Imagine do kwieto IP: *.unl.edu 03.10.02, 23:42
            kwieto napisał:

            > Osobiscie znam tylko kilku, wiekszosc to wykladowcy mojej uczelni (znajdzie
            > sie naprawde kilka-nascie znakomitych nazwisk) do tego dorzucic mozna
            > sporo noblistow - Einstein, Feynman, Bohr, Bethe - wiadomo z zrodel
            > biograficznych, ze byli bardzo towarzyscy... Szczerze powiedziawszy, slabo
            > interesuje sie zywotami naukowcow, ale moge sie obkuc za pare dni.
            >
            > Mysle, ze tacy "naukowcy" co uciekaja przed swiatem to nie naukowcy...
            >
            >
            • kwieto Re: do kwieto 04.10.02, 00:12
              Przeciez napisalem, ze nie jestem oblatany w zyciorysach i charakterach az
              tak bardzo. Ale Einsteinowi zdarzalo sie miec podejscie do zycia dosc
              lekkie, wiec moze nie do konca z ta burkowatoscia? Ale dobrze,
              wymieniam wiec Einsteina na Oppenheimera albo Fermiego :")
              Bell mial udane zycie towarzyskie, ciekawe jak Edison?
      • Gość: baccar Re: Naukowiec - kto to ? IP: 213.231.15.* 04.10.02, 08:41
        Znam kilku naukowców lub kandydatów na tychże i z kilkoma dobrze sie dogaduję,
        z jednym (jedną nawet bardzo dobrze sie dogadałem) a inni mi nie podchdzą i
        takaż jest również opinia osób tzecich na temat tych co mi nie podchodzą, wiec
        zasada Kwieta według mnie, tak jak w wielu układach funkcjonuje tu dobrze
    • Gość: joanna Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.10.02, 23:00
      nieto napisała:

      > Zawód to, czy charakter ?

      tak,charakter
      >
      > Czy waszym zdaniem, ten, kto zaszywa się w książkach, pracowniach,
      > bibliotekach, laboratoriach robi to z "miłości" i pędu do wiedzy, czy też z
      > niechęci ( nieumiejętności ) do nawiązywania i podtrzymywania kontaktów
      > międzyludzkich.

      robi to z miłości do nauki, książek, jest chłonny wiedzy, wszystkiego co moze
      poszerzyć jego horyzonty myslowe, po to by lepiej zrozumiec reakcje ludzkie,
      umiec je opanowywać - gdy generują zło, poznać motywy, by nie patrzeć na swiat
      przez pryzmat wlasnego pępka; naukowcy nie są zamknięci w sobie, nie mowia
      wtedy jeśli ktoś nie chce ich słuchać; droga naukowa słuzy też temu, by wnieść
      coś utylitarnego do życia, do społeczeństwa bardziej
      >
      > Czy wybór drogi naukowej nie bywa ucieczką od rzeczywistości i "przyziemnych"
      > obowiązków w dodatku tak pięknie usprawiedliwioną szlachetnym umiłowaniem
      > nauki ?

      bywa ucieczką, zwłaszcza jesli przechodzi się jakiś wstrząs w swojej
      swiadomości lub tragedię życiową, jeśli pewne sytuacje zaczynają nas przerastac
      >
      > Bardzo zależy mi na opiniach ludzi znających środowiska "naukowe" lub będące
      > w związkach z "ludźmi nauki".

      oparlam to o swoją osobe, którę też cały czas poznaję

    • Gość: maly.k Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.BrockU.CA 03.10.02, 23:02
      nieto napisała:

      > Czy wybór drogi naukowej nie bywa ucieczką od rzeczywistości i "przyziemnych"
      > obowiązków w dodatku tak pięknie usprawiedliwioną szlachetnym umiłowaniem
      > nauki ?

      Taaak! "Naukowcy zostaja naukowcami, bo uciekaja w ten sposob przed
      rzeczywistoscia, usprawiedliwiajac sie szlachetnie."

      Mantra przecietniakow. I juz.

      Pozdrawiam,

      mk.

      • Gość: dodo Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.sympatico.ca 03.10.02, 23:10
        czy moglibysmy zaczac od definicji rzeczywistosci?
        to, ze dla kogos rzeczywistoscia sa np. pieluchy, kupki i
        zupki to jeszcze nie znaczy, ze tak wlasnie reszta swiata
        ma rzeczywistosci postrzegac.
        podobnie zreszta, gdy jako rzeczywistosc traktowac
        bedziemy wylacznie mikroskop, komputer czy szafe
        biblioteczna.
        nie sadze, by naukowiec uciekal "od czegos" - raczej jest
        to poszukiwanie "czegos" lub ewentualnie pogon "za czyms".
        ja tam jestem za postrzeganiem rzeczywistosci jako
        kalejdoskopu roznych indywidualnych wycinkow. i raczej
        bez klasyfikowania czyja rzeczywistosc bardziej rzeczywista,
        a czyja mniej.
      • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 04.10.02, 18:41
        Gość portalu: maly.k napisał(a):

        > Taaak! "Naukowcy zostaja naukowcami, bo uciekaja w ten sposob przed
        > rzeczywistoscia, usprawiedliwiajac sie szlachetnie."
        > Mantra przecietniakow. I juz.

        Nie twierdzę tylko pytam Panie Profesorze.
        Czy gdzieś Pana zabolało ?
        Znam Pana wypowiedzi na forum, zawsze wyważone i dalekie od agresji, jak
        najdalsze od obrażania ludzi.
        Ta Pana wypowiedź mnie zażenowała...

        nieto
    • fnoll Re: Naukowiec - kto to ? 03.10.02, 23:21
      nie kazdy "naukowiec" z charakteru jest naukowcem z zawodu

      nie kazdy naukowiec z zawodu jest "naukowcem" z charakteru


      niewykluczone, ze statystycznie wiecej jest "naukowcow" wsrod naukowcow niz
      srednio w populacji, ale jeszcze wiecej moze byc ich wsrod np. parkingowych
      lub podroznikow, pilotow samolotow lub wyczynowych sportowcow (szczegolnie
      wsrod bokserow) - ale nie wiem doprawdy dlaczego akurat tak spekuluje :)))


      na czuja sadzac po tych osobach pracujacych naukowo ktore znam lub o ktore sie
      otarlem to wsrod akademickich psychologow jest zdecydowanie mniej "naukowcow"
      niz wsrod studentow

      pzdr

      fnoll
      • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 05.10.02, 11:02
        fnoll napisał:

        > nie kazdy "naukowiec" z charakteru jest naukowcem z zawodu
        >
        > nie kazdy naukowiec z zawodu jest "naukowcem" z charakteru

        ciepło, ciepło :)))
        ciepło pozdrawiam

        nieto
    • Gość: BD Re: Naukowiec - kto to ? IP: 195.136.251.* 04.10.02, 10:52
      Witam,

      nieto napisała:

      > Czy waszym zdaniem, ten, kto zaszywa się w książkach, pracowniach,
      > bibliotekach, laboratoriach robi to z "miłości" i pędu do wiedzy, czy też z
      > niechęci ( nieumiejętności ) do nawiązywania i podtrzymywania kontaktów
      > międzyludzkich.

      Czy Ty czerpiesz swój obraz naukowca z amerykańskich filmów dla nastolatków?
      Skąd takie dziwaczne przeciwstawienie? Naukowiec socjolog robiący badania
      jakościowe w terenie, musi zarówno wcześniej siedzieć sporo w bibliotece, a
      potem np. wtopić się w tłum bawiący się na dyskotece w remizie. Potrzebna mu
      jest więc chęć i zdolność nawiązywania kontaktów międzyludzkich.

      > Czy wybór drogi naukowej nie bywa ucieczką od rzeczywistości i "przyziemnych"
      > obowiązków w dodatku tak pięknie usprawiedliwioną szlachetnym umiłowaniem
      > nauki?

      A niby to w jaki sposób zajęcie się nauką powoduje ucieczkę od rzeczywistości?
      Ja zajmuje się nauką, a nie zwalnia mnie to z obowiązku zarobienia na siebie,
      wizyt u rodziny, prania skarpetek i uczestniczenia we wszystkich innych
      aspektach "rzeczywistości".

      Dodatkowo charakter moich badań zmusza mnie do wyrobienia naprawdę
      niezłych "umiejętności międzyludzkich" , bo np. muszę przekonywać zarządy
      dużych firm (takich z poskiej listy top 500) by udostępniły mi swoją
      infrastrukturę do badań - a to wymaga dużej kultury osobistej i asertywności
      etc.

      Naukowcy to ludzie jak inni, tyle, że zajmują się pracą, która wymaga ciągłego
      doskonalenia, ale też dostarcza dużo satysfakcji. Ot i wszystko.

      pozdrawiam,

      BD
      • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 04.10.02, 18:08
        Gość portalu: BD napisał(a):


        > Czy Ty czerpiesz swój obraz naukowca z amerykańskich filmów dla nastolatków?


        Drogi(droga) BD z życia czerpię, z życia! I to z własnego ;))

        Żyję z naukowcem o bardzo wysokim prestiżu w swoim naukowym środowisku od ponad
        25 lat pod jednym dachem. To znaczy ja staram się żyć z nim, a on żyje OBOK.
        Obok mnie, dzieci i naszych spraw .

        Dlatego pytam, dlatego mam prawo pytać, dlatego nie zasługuję na ironiczne i
        pobłażliwe odpowiedzi.

        Także dlatego,że znam wielu innych naukowców żyjacych OBOK swoich rodzin i nie
        tylko ja borykam sie z tym problemem.

        Uściślam, chodzi o naukowca z kregu nauk ścisłych :)

        Niżej także mały ksiażę odpowiedział mi conajmniej niegrzecznie, czuję, że
        uderzono w stół...

        Pozdrawiam
        nieto
        • maly.ksiaze Re: Naukowiec - kto to ? 04.10.02, 18:39
          Nieto,

          Jesli niegrzecznie (nie tak to odbieram, ale jesli urazilem, przepraszam) to
          wyzej, bo to co nizej, to przeciez zart. Musze przyznac, ze irytuje mnie
          niezmiernie rzutowanie takich stereotypow. Gdy mowa o indywidualnych osobach,
          sa prawie zawsze zawodne i nie prowadza donikad.
          Pracuje w firmie 'komercyjnej', nie na uniwersytecie - ale takiej, ktora
          zajmuje sie nauka. Z personelu moznaby zlozyc calkiem niezla katerdre biologii
          m., prawdopodobnie lepszy niz na pobliskim uniwersytecie. I co? Ano, najblizsza
          twemu opisowi osoba jest magazynier.

          Maz naukowiec zyje 'obok rodziny'? Bywa - jest mi naprawde przykro (nie
          ironizuje), ze zycie ulozylo Ci sie nie tak, jak bys chciala. A jak jest z
          mezami-nienaukowcami? Jak jest ze mna? Ja nawet nie wiem, jak jest ze mna
          (zreszta, nie czuje sie tak naprawde naukowcem). A zony boje sie spytac...

          Pozdrawiam,

          mk.
          • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 04.10.02, 18:49
            Hej mk
            Piszemy niemal równocześnie stąd "mijanie się" myśli.
            Oczywiście wyżej, nie niżej, to była moja pomyłka, zdarza sie w ferworze :)

            Widzę, że naukowcy humaniści a naukowcy parający się naukami ścisłymi, to dwa
            różne gatunki ;) Nieto podejrzewało to od dawna, zwłaszcza, że samo naukowo
            pracowało wiele lat w naukach przyrodniczych.

            Pozdrawiam , nieco rozpogodzone
            nieto
    • Gość: ela Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 04.10.02, 11:26
      Mogę powiedzieć z autopsji, że środowisko naukowe jest bardzo zamknięte i
      wymagające. Być naukowcem to bardzo trudne zadanie ponieważ liczy się zarówno
      wiedza jak i pewna etyka, pewne zasady, które wymagają specyficznego myślenia,
      określonego sposobu wypowiadania się, bywania w określonych miejscach itp.
      Czy można powiedzieć, że naukowiec próbuje uciec od rzeczywistości. Oczywiście,
      ale nie dlatego, że jej nie widzi. Przeciwnie widzi ją i dlatego próbuje ją
      zmienić/wykreować na trochę wyższy poziom niż przeciętny.
      Jest sporo karykaturalnych zachowań, pewnej arogancji czy wyniosłości
      ośmieszających tego typu postawy lecz z drugiej strony jest to pewna elitarna
      grupa, która poprzez pewien wysiłek intelektualny (i nie tylko) stanowi jakiś
      wzór do naśladowania.
      W ostatnich badaniach opinii publicznej w Polsce grupa naukowców cieszy się
      najwyższym zaufaniem społecznym, wyższym niż księża, lekarze, prawnicy.
      O czymś to chyba świadczy.
      • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 05.10.02, 09:21
        Gość portalu: ela napisał(a):

        > Mogę powiedzieć z autopsji, że środowisko naukowe jest bardzo zamknięte i
        > wymagające. Być naukowcem to bardzo trudne zadanie ponieważ liczy się zarówno
        > wiedza jak i pewna etyka, pewne zasady
        (ciach)

        > Jest sporo karykaturalnych zachowań, pewnej arogancji czy wyniosłości
        > ośmieszających tego typu postawy lecz z drugiej strony jest to pewna elitarna
        > grupa, która poprzez pewien wysiłek intelektualny (i nie tylko) stanowi
        >jakiś wzór do naśladowania.
        (ciach)

        Elu :) podajesz wyidealizowany, przyznam ładny portret hipotetycznego naukowca.
        Znam środowisko naukowe nieźle i po wielu latach obserwacji mogę przyznać,że
        Twój wzorzec pasuje do 2 i 1/2 naukowca jakiego poznałam.
        Może Ty masz więcej szczęścia ode mnie, gratuluję.

        > W ostatnich badaniach opinii publicznej w Polsce grupa naukowców cieszy się
        > najwyższym zaufaniem społecznym, wyższym niż księża, lekarze, prawnicy.
        > O czymś to chyba świadczy.

        Świadczy - o naiwności i marzeniach badanych i upadku autorytetów

        nieto

        • Gość: ela Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.10.02, 10:09
          Piszesz gdzieś wyżej, że żyjesz już jakiś czas z naukowcem o dużym prestiżu z
          kręgu nauk ścisłych. Mam wrażenie, że nie znalazłaś właściwego miejsca dla
          siebie w tym związku i próbujesz "winą" obarczyć całą naukę a nie błędy swojego
          męża czy swoje powodujące, że zbyt duży ciężar obowiązków rodzinnych przypadł
          Tobie w udziale.

          Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale wygodną dla siebie postawę w związku
          wykazują nie tylko naukowcy.

          Jest fajny dowcip a propos zaangażowania uczuciowego naukowca.
          Czy naukowiec może mieć żonę i kochankę? Jak najbardziej. Żonie mówi, że idzie
          do kochanki. Kochance, że do żony. A sam idzie....... do biblioteki.
          Pozdr.
    • mariposa to fajnie jest byc naukowcem czy nie?!? 04.10.02, 17:28
      • kamfora Chyba fajnie :-))) 04.10.02, 20:13
        Książka, którą niedawno czytałam kończy się słowami:
        "W intelektualnej pasji człowieka jest coś z postawy
        Małego Księcia, który nie był usatysfakcjonowany obliczeniami biznesmena.
        Dlatego też w poznawczym kontakcie z przyrodą intelektualny Mały Książę
        będzie i w przyszłości pytał nie tylko o parametry ilościowe, lecz także
        o piękno, przygodność czy sens..."

        I drugi cytat z tej samej książki:
        "Potrzeba mi wielkiej przygody.
        Zostanę więc fizykiem teoretykiem, aby być w samym sercu
        prawdziwej romantyki."
        • nieto Re: Chyba fajnie :-))) 05.10.02, 09:39
          kamfora napisała:


          > I drugi cytat z tej samej książki:
          > "Potrzeba mi wielkiej przygody.
          > Zostanę więc fizykiem teoretykiem, aby być w samym sercu
          > prawdziwej romantyki."

          Oto co powinna usłyszeć narzeczona naukowca.
          Powinna jeszcze umieć wyciągać wnioski.

          Ten cytat jest zadziwiająco blisko mojego myślenia i mojego postu, chociaż inne
          pewnie miałaś intencje cytując go.

          nieto
          • kamfora Re: Chyba fajnie :-))) 05.10.02, 10:02
            nieto napisała:

            > Oto co powinna usłyszeć narzeczona naukowca.

            Narzeczona???? Więc uważasz, że naukowcem moze być jedynie
            meżczyzna?
            (A może kobieta - naukowiec nie ma w ogóle szans na narzeczonego?...)
            • nieto Re: Chyba fajnie :-))) 05.10.02, 11:28
              kamfora napisała:

              > Narzeczona???? Więc uważasz, że naukowcem moze być jedynie
              > meżczyzna?
              > (A może kobieta - naukowiec nie ma w ogóle szans na narzeczonego?...)

              Nie uważam, że naukowcem moze być tylko mężczyzna, bynajmniej :)
              tylko kiedy wyobrażę sobie kobietę zagrzebaną w fizyce z powodu ochoty na
              przygodę życia to...brrrr karrrramba ;))))
              To pewnie moje fobie szkolne - okropna "fizyczka" mi się trafiła onegdaj
              Dlatego napisano w wersji "on"

              Kobieta naukowiec ma także szanse na narzeczonego, a jakże,jeśli trafi na
              naukowca - dzieci pokołysze im wiatr ;) ( oczywiście przesadzam , przesadzam,
              widzicie chyba to przymruzone oko?)

              nieto
      • nieto Re: to fajnie jest byc naukowcem czy nie?!? 05.10.02, 09:30
        Fajnie, fajnie ;)))

        Intelektualna zasłona dymna a ziemniaki obieraja przeciętniacy ;)
        (Pisane z dużą porcją ironii)

        Pozdrawiam
        nieto
        • kwieto Ziemniaki 05.10.02, 12:31
          Ziemniaki to teraz obieraja artysci w Zachecie.

          To sie porobilo.. :((
    • maly.ksiaze Naukowcy, naukowcy 04.10.02, 17:28
      Troche nie na temat, ale wlasnie przyznano:

      www.improb.com/ig/ig-top.html
      Zwyciezcy tegoroczni:

      www.improb.com/ig/2002/ig-winners-2002.html
      i z lat ubieglych:

      www.improb.com/ig/ig-pastwinners.html
      Czy ktos z szanownych watkowiczow ma szanse sie zalapac? Taaaki prestiz...

      Pozdrawiam,

      mk.
    • Gość: kol5 Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.10.02, 20:26
      Naukowiec to Einstein przed zdobyciem uznania.

      Albo psycholog stojacy pod bramą pszedszkola, obserwujący, które dziecko
      odpowie na jego zaczepki. 1000 sztuk musi zaliczyć!
      • iwa_ja Re: Naukowiec - kto to ? 05.10.02, 09:57
        Dzisiejszy naukowiec (uczelniany naukowiec) to osoba oderwana od rzeczywistości
        (mówię o praktyce, do której naukowiec tworzy teorię). Naukowiec to człowiek
        przeświadczony o swojej wyższości nad praktykami (przeświadczenie o swojej, tj.
        naukowca, wyższości lubi przekładać na wszystkie inne dziedziny życia) i
        głoszący wśród praktyków na róznych koferencjach i seminariach prawdy
        objawione, które właśnie gdzieś wyczytał. Ale nie zauważa, że praktycy mają to
        juz dawno przetrawione. I śmieją sie z naukowca. Naukowiec zarysuje całą
        tablicę wzorami, na widok których włos się jezy i przekonuje, że tylko przy
        pomocy tych wzorów można zarządzać, planować itd. (dane do tych wzorów, których
        praktycznie nie ma, nie zaprzątają mu naukowego umysłu).
        Naukowiec uczelniany to, wobec mizerii wynagrodzenia, ima sie róznych kursów,
        szkoleń, grantów i chałtur, za ktore (ze wzgledu na tytuł naukowy) dostaje
        niezły szmal. Ponieważ naukowiec nie ma czasu (przy tych chałturach) stale się
        dokształcać, na kursach, seminariach, wykładach sprzedaje nieświezy kit.
        Naukowiec uczelniany (jeżeli dodatkowo jest mężczyzną) nie wie, ile kosztuje
        kostka masła i jest oburzony, jezeli zona mu melduje, że nie ma pieniędzy.
        Do obierania ziemniaków się nie zniża, bo jest naukowcem. Ale musi być dobrze
        obsłużony i dobrze ubrany, bo jest naukowcem.
        Przepraszam za taki obraz naukowca, ale miałam wątpliwą przyjemność przez kawał
        swojego życia.
        PS. Też jestem, hmmm, naukowcem uczelnianym.
        • kamfora uczelniany naukowiec 05.10.02, 10:07
          Do niego/niej bardziej pasuje określenie: nauczyciel akademicki.

          (to oczywiscie moja opinia...)
          • iwa_ja Re: uczelniany naukowiec 05.10.02, 11:24
            kamfora napisała:

            > Do niego/niej bardziej pasuje określenie: nauczyciel akademicki.
            >
            > (to oczywiscie moja opinia...)
            Kamfora, a spróbuj powiedzieć profesorowi uczelnianemu, że jest nauczycielem
            akademickim! On jest NAUKOWCEM!!! (to jest, oczywiście, jego opinia)
            • kwieto Re: uczelniany naukowiec 05.10.02, 12:35
              Mowisz o Polsce, czy o calym swiecie?

              Ale juz nie dlugo, np. naukowcow brytyjskich tepi osobiscie sam Ksiaze
              Karol (to tak a propos watku o arystokracji, hihihi)
          • nieto Re: uczelniany naukowiec 05.10.02, 11:40
            kamfora napisała:

            > Do niego/niej bardziej pasuje określenie: nauczyciel akademicki.
            >
            > (to oczywiscie moja opinia...)

            I moja :)

            Mnie chodzi o "naukowca odizolowanego", bez dydaktyki, w kontakcie z cyframi,
            tabelami, wykresami, wzorami, zagrzebanego w stosach literatury na tematy
            niepojęte nawet dla spokrewnionych naukowo braci.

            Takiego co to musi metrykę dziecka przed oczy postawić, aby pojąć ile ono ma
            lat!
            ( i to nie są sceny z życia naukowców dla amerykańskich nastolatek , ale z
            życia, Panie,z życia wzięte! )

            nieto
            • kwieto Re: uczelniany naukowiec 05.10.02, 13:07
              Oj, to kiedys slyszalem opowiadanie o jakims bardzo znanym fizyku (nie
              pamietam nazwiska, nazwijmy go X) ktory mial sie przeprowadzic. (A -
              chorowal na kurza slepote i troche niedowidzial w ciemnosci). Gdy do
              przeprowadzki zostal juz tydzien, codziennie rano, zona mowila mu cos
              takiego "pamietaj, za 7 dni sie przeprowadzamy. Dlatego wychodzac z
              pracy wsiadziesz w autobus 15 (a nie 25) i przejedziesz piec przystankow.
              Na szostym wysiadziesz, skrecisz w lewo i trzeci dom po prawej jest nasz" I
              kazdego dnia tak samo, zmniejszajac tylko ilosc dni. Uczony oczywiscie
              kluczowego dnia zapomnial, zorientowal sie dopiero gdy stanal przed
              pustym, sarym domem, zawrocil wiec, wsiadl we wlasciwy autobus i
              dotarlwszy na miejsce, zaczal sie blakac po osiedlu szukajac domu. W
              pewnym momencie spostrzegl (a sciemnialo sie juz) biegajace po ulicy
              dzieci. Spytal je: "dzieci, czy wiecie gdzie mieszkaja panstwo X?" Dzieci
              odparly na to: "oj, tato, daj spokoj, wracamy do domu..." :")))

              A, i jeszcze o naukowcach:
              "Kelvin był dwukrotnie żonaty. W 1852 roku ożenił się ze swoją kuzynką,
              panną Crum, którą jednak była chorowita i zmarła już w 1870 roku. Cztery
              lata później, gdy odwiedzał Maderę, spotkał tam córkę miejscowego
              notabla, pannę Frances Blandy, która od razu zaimponowała mu bardzo
              szybkim wystukiwaniem kresek i kropek kluczem telegraficznym. Ożenił się
              z nią w następnym roku po przyjeździe na Maderę. To bardzo szczęśliwe
              małżeństwo przetrwało aż do jego śmierci."

              "Wigner wyróżniał się niezwykłą skromnością. Był kompletnie zaskoczony,
              kiedy w grudniu 1963 roku przyznano mu Nagrodę Nobla z fizyki. We
              wspomnieniach napisał: Miałem wątpliwość, czy zasłużyłem na Nagrodę
              Nobla. Przyszło mi wtedy na myśl stare niemieckie przysłowie: głupi mają
              szczęście.

              Wigner bardzo lubił grać w kręgle, jeździć na łyżwach, chodzić na długie
              spacery i utrzymywał długo dobrą formę fizyczną. Na przykład, świętując
              siedemdziesiąte siódme urodziny w węgierskiej restauracji w Vancouver,
              zapijał się ulubionym tokajem i tańczył z wszystkimi kelnerkami. Zmarł w
              1995 roku."


              NIesforni ci uczeni jacys...
    • niedzwiedziczka Re: Naukowiec - kto to ? 05.10.02, 10:06
      Naukowiec to człowiek ciekawy "co tam jest dalej" albo
      "jak to się dzieje". Przyznaję, że w naszej nauce jest
      sporo osób, które "są, bo muszą". Jeśli chodzi o
      uciekanie od rzeczywistości, to ten mit bierze się z
      tego, że naukowiec musi być z natury człowiekiem, który
      umie się skoncentrować nad jakimś projektem.
      Co do towarzyskości naukowców - myślę, że nie odbiega od
      przeciętnej (szkoda, że nie wiecie, co się na niektórych
      konferencjach wyprawia :) Znam kilku, którzy jak mi
      odpowiedzą "Dzieńdobry" to jestem zdziwiona, ale to
      wynika tylko i wyłącznie z braku kultury.
      Jeśli chodzi o Twojego męża, nieto, to znam wielu
      nienaukowców odgradzających się murem od rodziny, bo tak
      im po prostu wygodniej. W zespole, w którym pracuję
      większość to ludzie rodzinni i z poczuciem humoru.
    • Gość: naukowiec Re: Naukowiec - kto to ? IP: *.uznam.net.pl / 192.168.5.* 05.10.02, 11:49
      Mysle ze te dwa czynniki czesto ze soba wspolgraja. Naukowiec jest osoba
      kochajaca wiedzie i swoja nauke ale nic wiecej wiec sila rzeczy jest oderwany
      od rzeczywistosci. Choc moze slowo oderwany tu nie pasuje. Powinno byc raczej
      calkwowiecie nie przystosowany do ludzi. A to sie czesto zdarza ludziom bardzo
      inteligentnym. Podawanie tego oderwania jako zarzutu to absurd. Sa tak
      oderwanie ze sa w stanie zajac sie swoimi teoriami. Podziwiam wszystkich
      fizykow za ich teroie, bo patrzac na nie mam wrazenie ze ich wymyslenie
      wymagalo naprawde calkowietego "oderwania" od rzeczywistosci mimo ze wlasnie
      owa rzeczywistosc maja one opisac.
      A co ma zrobic osoba kompletnie beznadziejna i nie przystosowana do zycia jesli
      jest jeszcze przy tym bardzo inteligentna. Najlepiej przeciez dla spoleczenstwa
      jesli zostanie naukowcem. Moze wymysli cos dla dobra ludzkosci a i sam bedzie
      mial prace nie wymagajaca za bardzo zyciowej zaradnosci ktora mu bedzie pasowac.
      Naukowiec moze tez byc towarzyski ale to bez znaczenia jesli nie jest. Wazne sa
      osiagniecia naukowe.
    • kwieto Z zycia naukowcow: 05.10.02, 13:50
      Wiecej nie chce mi sie szperac. Ale wychodzi na to, ze wcale ci naukowcy
      tacy oderwani od zycia nie sa. No, moze niektorzy :")))

      W 1808 roku Gay-Lussac założył rodzinę. Swą żonę poznał przez przypadek
      w sklepie tekstylnym, gdzie wszedł po zakupy. Zdumiony i zafascynowany
      tym, że siedząca tam młoda sprzedawczyni czyta podręcznik chemii,
      postanowił się z nią ożenić.

      William Lawrence uwielbiał pracę w ogrodzie. Kiedy został dyrektorem
      Royal Institution i przeniósł się do Londynu, mieszkanie w środku wielkiego
      miasta sprawiało mu przykrość. Znalazł jednak rozwiązanie. Pewnego dnia
      włożył jakieś stare ubranie robocze, wziął na ramię łopatę i wybrał się do
      dzielnicy, w której bogacze mieli przy swych domach ogrody. Wyszukawszy
      ogród, który sprawiał wrażenie zaniedbanego, zapukał do domu i
      przedstawił się jako "Willie", ogrodnik, który ma jedno popołudnie w
      tygodniu wolne i może zajmować się czyimś ogrodem. Został przyjęty do
      pracy i odtąd pracował z wielkim zaangażowaniem ku zadowoleniu
      właściciela. Aż pewnego dnia ktoś z bardziej uczonych gości wydawanego
      właśnie przyjęcia wyjrzał przez okno i wykrzyknął: O Boże, a cóż to w
      waszym ogrodzie porabia sir Lawrence Bragg!

      W 1775 roku Scheele dowiedział się, że zmarł właściciel apteki w Köping, a
      młoda wdowa nie ma żadnego doświadczenia ani możliwości, aby dalej
      kierować apteką. Postarał się o rządową licencję na jej prowadzenie i
      przeszedł odpowiednie egzaminy. Na miejscu okazało się, że właścicielka
      nosi się z zamiarem odprzedania całości komu innemu. Na szczęście do
      tego nie doszło.
      Scheele postanowił pozostać w aptece w Köping i zajmował się do końca
      życia pracą naukową. Był tak zaabsorbowany badaniami, że nie dostrzegał,
      iż młoda wdowa, Sara Margaretha Pohl, zapałała do niego uczuciem. W
      końcu zaręczył się z nią, ale odkładał ślub aż do chwili, gdy sam zdobędzie
      jakiś kapitał. Czas upływał, a zdrowie Scheelego coraz bardziej się
      pogarszało. ślub w końcu wzięli 19 maja 1786 roku, ale było to już tylko
      dwa dni przed śmiercią Scheelego.

      Chociaż Norbert Wiener stał się sławnym matematykiem, był stale
      zazdrosny o swoje osiągnięcia. Cieszył się jak dziecko, kiedy przechodząc
      ulicą spostrzegał w oknie księgarni swoje dzieła. Był niezwykle roztargniony,
      toteż krążyło o nim wiele anegdot. Studenci bardzo go lubili, ale często
      płatali mu figle. Kiedy Wiener był pogrążony w codziennej lekturze gazet w
      hallu MIT, czasem jakiś student podkradał się po cichu i podpalał gazetę
      od dołu. Gazeta zwykle była już niemal doszczętnie spalona, zanim Wiener
      zauważał ogień.
      Dzień dobry, Norbercie ú powitał Wienera na ulicy zaprzyjaźniony z nim
      inny profesor MIT. Rozpoczęła się długa rozmowa, podczas której
      przestępujący z nogi na nogę przyjaciele zdążyli zatoczyć w miejscu kilka
      kółek. Gdy mieli się już rozstawać, Wiener zapytał: Przepraszam, czy
      możesz mi powiedzieć, z której strony nadszedłem, gdyśmy się spotkali? ú
      Szedłeś w stronę Massachusetts Avenue ú odpowiedział przyjaciel. To
      świetnie ú rzekł Wiener ú to znaczy, że już jadłem lunch.
      • ta_mar_ta Z zycia cyrulików ( do Kwieta) 05.10.02, 22:26
        Na dziury w nosie - muchy,
        na sny dręczące - duchy,
        na trzaski w stawach- żaby,
        na bóle w trzewiach - baby.
        • kwieto Re: Z zycia cyrulików ( do Tej_mar_ty) 06.10.02, 10:54
          :")))))))))))))))))

          Zarzadalem wreszcie Nobla
          Oni mowia: zaraz, hopla!
          Wymien swoje osiagniecia!
          Wiec ja na to - bez zadecia:
          W mej karierze wysmienitej
          Raz mi pacjent uszedl z zyciem...
          A co z reszta?! -
          Krzycza w gniewie;
          Jak to co? to co zwykle!
          Reszta w niebie!!
    • nieto Re: Naukowiec - kto to ? 05.10.02, 23:28
      kwieto napisał:

      >... np. naukowcow brytyjskich tepi osobiscie sam Ksiaze
      > Karol (to tak a propos watku o arystokracji, hihihi)

      A propos naukowców brytyjskich.
      Podobno w XIX wieku i jeszcze w początkach XX , na szacownych uniwersytetach
      angielskich obowiązywał zakaz zakładania rodzin przez ichniejszych naukowców.
      Nie chodziło o celibat, tylko o posiadanie żony i dzieci = rodziny.

      Jak myslisz Kwieto ( i inni szanowni forumowicze) czym powodowali się ci,
      którzy takie prawo stanowili?

      Wdzięczność za znalezienie tego paragrafu okażę :))

      nieto
      • maly.ksiaze Celibat i inne sprawy 06.10.02, 16:24
        Przyszło mi do głowy pare rzeczy na raz, luźno ze sobą
        powiązanych, ale wszystkie na temat naszej rozmowy.
        Wysypię je Wam zatem na stoliczek.

        1. Czytałem gdzieś, że 95% wszystkich naukowców, jacy
        istnieja bądź istnieli w historii, żyje obecnie. Można
        zatem przyjąć, że 95% wszystkich 'szalonych naukowców'
        właśnie chodzi po świecie. Również 95% żon 'szalonych
        naukowców'.

        2. Jakiś czas temu Roseanne wysyłała nam tu linki do
        swojej strony o Zespole Aspergera. W jednym z artykułów
        było coś o poszlakach łączących zachowania
        charakterystyczne dla 'naukowców' (uwaga na cudzysłów),
        jak zajęcie się jednym tematem aż do wyłączenia
        pozostałych, charakterystyczne wyobcowanie itd. właśnie z
        Zespołem Aspergera.

        3. Dla nieto:
        Celibat wsród nauczycieli akademickich był standartem w
        średniowieczu (podobno). Sprawy zaczęły się potem
        zmieniać, ale w Anglii Elżbieta I wydała edykt usuwający
        kobiety z uniwersytetów i 'umacniający' rozsypującą się
        chyba wówczas zasadę 'celibatu akademickiego'. W Oxford i
        Cambridge Rozkazu królowej przestrzegano do roku 1882.
        (od roku 1878 każdy college decydował tę sprawę na własną
        rękę). Studentów też zresztą to obowiązywało.
        Tyle udało mi się znaleźć.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: inka_sama luźne skojarzenie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 06.10.02, 23:08
          maly.ksiaze napisał:
          > 2. Jakiś czas temu Roseanne wysyłała nam tu linki do
          > swojej strony o Zespole Aspergera. W jednym z artykułów
          > było coś o poszlakach łączących zachowania
          > charakterystyczne dla 'naukowców' (uwaga na cudzysłów),
          > jak zajęcie się jednym tematem aż do wyłączenia
          > pozostałych, charakterystyczne wyobcowanie itd. właśnie z
          > Zespołem Aspergera.

          Tak mi się tylko skojarzyło określenie specjalisty i postepującej specjalizacji
          w badaniach. Otóż specjalista dąży do tego by wiedzieć coraz więcej o swojej
          dziedzinie. Ponieważ drąży temat baaardzo szczegółowo, musi ze względu na ilość
          danych ograniczać pole zainteresowań. I tak dążąc do maksymalizacji wiedzy o
          coraz mniejszym wycinku rzeczywistości - zostaje człowiekiem który wie
          wszystko!... o niczym...

          pozdr.
          i_s
        • nieto Re: Celibat i inne sprawy ( m.k. !?) 08.10.02, 14:03
          maly.ksiaze napisał:

          > 3. Dla nieto:
          > Celibat wsród nauczycieli akademickich był standartem w
          > średniowieczu (podobno). Sprawy zaczęły się potem
          > zmieniać, ale w Anglii Elżbieta I wydała edykt usuwający
          > kobiety z uniwersytetów i 'umacniający' rozsypującą się
          > chyba wówczas zasadę 'celibatu akademickiego'. W Oxford i
          > Cambridge Rozkazu królowej przestrzegano do roku 1882.
          > (od roku 1878 każdy college decydował tę sprawę na własną
          > rękę). Studentów też zresztą to obowiązywało.
          > Tyle udało mi się znaleźć.

          Serdecznie dziekuję za znalezisko ! :))

          Brakuje mi jednak Twojej opinii na temat powodów stanowienia takiego prawa
          odnośnie pracowników uniwersytetów.

          Zakaz żeniaczki miał chronić naukowców ( tu mogę domyslić się, że przed
          rozpraszaniem myśli), czy też kobiety i wspólne dzieci tychże pomiędzy
          badaniami spłodzone ??? Jeśli te drugą opcje brano pod uwage to przed CZYM
          miało ich to prawo bronić?

          nieto

          • maly.ksiaze Re: Celibat i inne sprawy ( m.k. !?) 09.10.02, 04:06
            Troski o nieszczęsne białogłowy i dziatki wykładowców to
            bym się raczej nie spodziewał; nie te czasy.
            Domyślam się, że chodziło o to, aby uczonym mężom życie
            głowy nie zawracało. A przecież żona i (zwłaszcza)
            dzieci, to samo życie właśnie.
            Poza tym chyba właśnie do początków ubiegłego wieku
            regułą było, że wykładowcy mieszkali wraz ze studentami.

            www.ourcivilisation.com/smartboard/shop/gibbone/oxford.htm
            www.veritel.com.br/gutenberg/etext04/chl1w10.txt
            Pozdrawiam,

            mk.

            PS. Od kobiet uczących w szkołach (podstawowych) w USA i
            w Kanadzie również wymagano stanu wolnego - gdzieś do
            połowy lat trzydziestych.
      • kwieto Celibat 06.10.02, 17:25
        Diabli wiedza, czym sie wtedy powodowano. Moze tym samym co w
        momencie ustanawiania celibatu ksiezy? A moze tym, ze zona nie
        pasowalaby zbytnio do typowego meskiego college'u? (z tego co mi
        wiadomo, byly to szkoly meskie?)
        A moze tym, ze rodzina odwodzilaby naukowca od jego pracy? (argument
        podobny celibatowi u ksiezy)
        Ciezko mi sie wypowiedziec co do argumentacji takiego zakazu. M.K.
        powiedzial co nieco o samej historii, ale nie ma tu pobudek tej decyzji...
        • Gość: maly.k Re: Celibat IP: *.sympatico.ca 07.10.02, 00:41
          Raczej nie tym samym. Katedr na uniwersytetach nigdy nie
          nadawano na własność.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • kwieto Re: Celibat 07.10.02, 07:05
            No, to rzeczywiscie jest jakis argument :"))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka