Dodaj do ulubionych

facet kontra BED - i nie tylko

25.01.06, 14:24
Czesc:)
Powiedzcie mi dziewczyny CO trzeba zrobic, zeby przestac miec obsesje na
punkcie jedzenia. Co musi sie zdarzyc, zeby zaczac nad soba pracowac.

Chyba juz przyzwyczailam sie do BED. Moje zycie aktulanie jest "idealne" -
studiuje, mam prace, jestem w zwiazku z czlowiekiem, ktory mnie uwielbia. Niby
mam wszystko poukladane. A ochoty na pozbycie sie BED z mojego zycia mam mniej
niz latem, gdy ostatnio tu pisalam. Wtedy mialam zycie w proszku.
Przyzwyczailam sie? A moze po prostu niekontrolowane jedzenie zaspokaja jakies
potrzeby, o ktorych istnieniu nawet nie wiem?
I jak to jest, ze facet mowi mi, ze mu sie podobam, widze to w jego oczach,
ale nie moge w to uwierzyc, sama siebie uwazam za paskudny zwal tluszczu i
najchetniej bym uciekla przed jego wzrokiem i dotykiem. Czy macie/mialyscie
podobne doswiadczenia i jak sobie z tym poradzilyscie?
Pozdrawiam wszystkie serdecznie. Zwlaszcza studentki w trakcie sesji ;-)
Obserwuj wątek
    • herbatazcytryna Re: facet kontra BED - i nie tylko 25.01.06, 17:21
      Mam tak samo jak Ty. Wszystko poukładane, wszystko ok, a jem. Objadam się non
      stop. Mój mężczyzna także akceptuje mnie w pełni, co mi nieco pomogło w
      pozbyciu się kompleksów, przynajmniej podczas przebywania z nim. W pracy ok,
      finanse tak sobie, znajomi są, przyjaciółki dwie też, a ja jem, jem i jem. I
      waże coraz więcej.Nie mogę odnależć przyczyn tego sama, a na razie z powodu
      dużego kredytu, planowanych wakacji itd nie mogę sobie pozwolić na psychologa.
      Pozdrowienia
      • iwek81 Re: facet kontra BED - i nie tylko 25.01.06, 17:28
        Witam Cię cieplutko. Niestety też mnie to dotyka. Mam męża, pracę, mąż mnie
        akceptuje... Niby nie powinnam mieć problemów, a jednak....
        Jak masz chęć to podaje moje gg5950438
        • horlaa Re: facet kontra BED - i nie tylko 25.01.06, 21:48
          przyczyny mogą być różne, to "niby jest wszystko OK" to największa pułapka. to,
          co macie (praca, facet itp) to nic nie znaczy JEŚLI odczuwacie to w ten sposób,
          że to daje lub ma dawać jakieś tam szczęście. a może każda z was oczekuje
          czegoś więcej? czegoś jeszcze - np. związanego z uczuciami, emocjami,
          marzeniami? coś na pewno jest nie tak, choć na pewno może to być rutyna i
          przyzwyczajenie (podjada się z przyzwyczajenia, a tym bardziej jeśli wszystko
          jest "OK" bo wtedy myśli się "skoro jest ok to mogę sobie podjeść, nic się nie
          stanie".

          facet szaleje - a czy ty szalejesz za nim?
          czujesz się wobec niego gruba i tłusta, mimo że mówi że jesteś super
          --> to są problemy, które trzeba jakoś rozładować

          może jednak ciągle są problemy z nadmiernym kontrolowaniem emocji, może coś tam
          w głębi nadal siedzi?
          a może... po prostu czeka się aż coś się wydarzy złego, bo przecież "nie
          zasługuję na to, żeby wszystko było super...?" - i w oczekiwaniu jecie ze
          zdenerwowania?

          powodów może być milion. warto się w siebie wsłuchać. i pamiętajcie, chodzi o
          EMOCJE a nie o pracę, faceta, przyjaciół. przyczyną są EMOCJE które nie mogą
          znaleźć ujścia albo którym nie pozwala się znaleźć ujscia.

          albo jeszcze cos... może skoro jest tak "dobrze" to nie ma sensu rzucać
          jedzenia - bo przecież jest dobrze? "każdy ma swoje słabości.... hm"?

          wsłuchać się w siebie. nie diety, nie myślenie o żarciu, tylko EMOCJE.
          posłuchanie siebie w środku. tej małej dziewczynki ;)
          • xitax Re: facet kontra BED - i nie tylko 26.01.06, 21:27
            Swiete slowa, Horlaa.
            Cos jest nie tak. Nie wiem co. Czasami siedze i sie nad tym zastanawiam, co do
            cholery jest nie tak, czego mi brakuje, ze jednak jem?
            JEDNAK, bo tak jak dziewczyny w innym watku, szukam zajec, wymyslam sobie cele.
            Ucze sie jezykow, podrozuje, znalazlam przyjaciol, faceta, prace, studiuje i
            dobrze mi idzie, rozwijam sie, bla bla bla. Czasami czuje, ze wymyslam kolejne
            punkty do odhaczenia, osiagam je i juz nie jestem z tego zadowolona. Zawsze
            wszelkie porazki tlumacze moja nadwage. W pracy mialam gorszy dzien, bo jestem
            za gruba. Na egzaminie dostalam 4 plus a nie 5, bo jestem za gruba. Jestem
            czasami niesmiala, bo jestem za gruba.
            *
            Musze znikac, dokoncze potam.
            • xitax Re: facet kontra BED - i nie tylko 27.01.06, 09:22
              Kontynuujac...

              Masz racje we wszystkim, co napisalas Horlaa (ej skad Ty to wiesz?:). Problem
              jest taki, ze nie wiem, JAK posluchac swoich emocji. Praktycznie: jak do tego
              podejsc?

              I jeszcze pytanie do Ciebie, Horlaa: czy Ty wyszlas z BED??

              Pozdrawiam,
              Katarzyna
              • herbatazcytryna Re: facet kontra BED - i nie tylko 27.01.06, 16:02
                No właśnie.. Jak podejść do tego by rozgryżć swoje emocje? Na razie stoję z tym
                w miejscu. Pozdrawiam
                • horlaa Re: facet kontra BED - i nie tylko 28.01.06, 10:56
                  heh
                  skąd wiem?
                  bo sama to przechodzę, przechodziłam i pewnie będę przechodzić.
                  nie, nie wyszłam z BED po ok 12 latach choroby - nie wyszłam, ale miałam etapy
                  bardzo dobre. dobrego myślenia, normalnego cieszenia się życiem i jedzeniem. to
                  były tylko etapy. teraz myślenie też mam całkiem ok, ale nadal zdarza mi się
                  podjeść z pełną tego świadomością - jestem klasycznym przypadkiem że nie
                  wyleczone ED może się ciągnąć za toba mnóstwo czasu chociaż niby zna się
                  wszystkie mechanizmy i własne myśli na wylot i akceptuje własny wygląd.

                  co do robienia różnych spraw w życiu... wiesz każdy czasem potrzebuje na
                  coś "zrzucić" własną niepewność, chodzi mi o usprawiedliwienie tego, że coś ci
                  się np. udało albo nie udało. wyznaczamy sobie cele do osiągania, często bardzo
                  ambitne - jak je osiągniemy, bagatelizujemy ("to bylo proste, każdy by to
                  zrobil, sama znam 4 osoby które to zrobily jeszcze lepiej") a jak się nie uda
                  to jest idealny powód żeby sobie dokopać ("jestem za gruba, za brzydka, za
                  leniwa, tak naprawdę malo zdolna, nieinteligentna itp).
                  to jest motor, który nas napędza, ale on jest do szczętu zły.
                  w ten sposób nigdy nie będziemy szczęśliwe i zawsze będziemy jeść.

                  trzeba pokochać siebie, jakkolwiek głupio i oklepanie to może brzmieć. trzeba
                  zbudować sobie mocny obraz własnej osoby, niewzruszony, trwały, którego nie
                  złamie byle porażka. trzeba by było wiedzieć z czego jest się dobrym, co jest
                  mocną stroną, a co słabą. także w wyglądzie. i mieć niewzruszoną pewność, że
                  jest tak i już, nawet jak wszystko się wali.
                  ja byłam zawsze uważana za osobę ładną ale nigdy w to nie wierzyłam (zawsze
                  miałam problemy z cerą no i za szerokie obwody tu i ówdzie). kiedyś w
                  podstawówce dzieciaki się ze mnie śmiały, i to jest coś, co pozostało we mnie
                  do głębi - a nie ważne, że śmiały się z okularów i trądziku, co przecież nie
                  jest ani moją stałą cechą, ani winą, ani niczym.
                  i potem całe dorastanie próbowałam albo się na maksa upięknić albo obrzydzić -
                  zależnie od nastroju. od pewnego czasu zaczęłam pracować nad tym i uwierzyłam,
                  że jestem po prostu ŁADNA. ba, teraz uważam że oprócz wady wzroku niewiele bym
                  u siebie zmieniła (nic). dlatego pracuję bez kompleksów np. jako hostessa,
                  dlatego byłam tancerką i przechodziłam rózne odsiewania rywalizując z innymi
                  laskami, ale zawsze wydawalo mi się, ze to przypadek, bo przecież jestem
                  brzydka, że tak naprawde inni się ze mnie za plecami śmieją - każdy sukces nie
                  był powodem do radości przez to.

                  teraz już w tej dziedzinie jest ok. nie dążę do chorego udowadniania sobie że
                  jestem ładna, tylko po prostu pogodziłam się z tym, wiem co mam najładniejszego
                  i cieszę się tym ;) i nimo że nie mam rozmiaru 36 ani 38 uważam się za super
                  laskę ;)

                  i nawet jak komuś się nie podobam albo ktoś mnie na hostessę nie przyjął to nie
                  dlatego, że jestem brzydka, tylko że ludzie mają różne gusta i po prostu nie
                  MUSZĘ się każdemu podobać. ale dla samej siebie jestem śliczna, i już!!!!!


                  to jest na pewno jeden z przykładów odnośnie tego co pisałyście. sorry za
                  rozwlekłość ;) ale nie jestem tu jedyna :P
                  tak można sobie zepsuć wszystko a gdy się nad tym popracuje, można totalnie
                  zmienić kierunek...

                  powodzenia
                  polecam przemyśleć ten własny pęd do robienia wszystkiego super...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka