Dodaj do ulubionych

Psychologowie w szpilalach

24.09.06, 12:36
Czy psycholog szpitalny(neurologia)pracujący tam
wiele lat,jest w stanie obiektywnie ocenić stan
psychiczny pacjenta.Wydaje mi się, że nie.Zawsze
będzie doszukiwał się poważnych zaburzeń, bez względu
na status społeczny pacjenta, wykształcenie, zainteresowania
i rodzaj wykonywanej pracy.
Czy ktoś ma podobne zdanie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • malwinka1001 Re: Psychologowie w szpilalach 24.09.06, 12:50
      Czy sadzisz że wszyscy bywali w szpitalach neurologicznych?
      Nie mam pojęcia czym zajmuje się psycholog w takim szpitalu i czego doszukuje
      się w pacjencie.
    • skier_bb Re: Psychologowie w szpilalach 24.09.06, 14:10
      No cóż, każdy "odnaleziony" pacjent uświadamia mu jak bardzo jest tam potrzebny, dziwisz się?
      • forum1986 Re: Psychologowie w szpilalach 24.09.06, 14:26
        Tak,odnoszę takie wrażenie.Co on moze stwierdzić,
        rozmawiając z chorym 5 minut?Owszem jesli jest to poważne
        zaburzenie -moze stwierdzić wiele i nikomu tym nie zaszkodzi,
        gorzej jeśli ze zdrowego psychicznie ale zestresowanego sytuacją
        (pobyt w szpitalu,żmudne badania, brak jakiejkolwiek informacji
        zwrotnej od lekarza)zrobi ciężko chorego schizofrenika,hipochondryka,
        neurastenika,osobę z regresem emocjonalnym i Bóg jeden wie kogo tam
        jeszcze.Na dodatek mówi do takiej osoby(niby chorej)"mnie w ogóle
        od początku ciężko sie z panem rozmawiało"Czy tak mówi psycholog?
        Rozmawiał z osobą o podobnym wykształceniu!:)
    • lune Re: Psychologowie w szpilalach 24.09.06, 21:15
      psycholog na neurologii ma z pewnoscia inne zadania niz ten ktory pracuje na
      psychiatrii ; ma tez inne doswiadczenia ...

      lune
      • bszalacha Re: Psychologowie w szpilalach 25.09.06, 03:25
        Powiem tak:zwykle mamy za zadanie diagnozować okolice uszkodzone w centralnyym
        ukł.nerwowyym,żeby dobrac metody pracy.np.jeśli pamięc-to ją ćwiczyć,jeśli mowa-
        to też,jesli sfera uczuciowa...itd.Sa tez depresje na podlożu chorób
        neurologicznych,więc robimy terapię przewidzianą do tej choroby.Prowadzi się
        grupy rodzin,grupy pacjentów,indywidualne terapie,poradnictwo.Jakośc pracy
        zależy od obsady i ilości chorych.Diagnozujemy ponadto przypadki z pogranicza
        neurologii i psychiatrii lub inne dolegliwości tzw.psychosomatyczne/np.paraliż
        histeryczny/.Coś jeszcze?
        • forum1986 Re: Psychologowie w szpilalach 26.09.06, 11:56
          Kobieto jakie terapie?Potraficie jeszcze bardziej
          zdołować człowieka!Oceniacie po wyglądzie(wiem,że to
          ma znaczenie) np.zadbana kobieta, wykształcona,paląca,
          więc podejrzenie niewłasciwego stylu życia.Tymczasem może
          byc na odwrót,tak jak w znanym mi przypadku;paląca,nigdy
          żadnych używek włącznie z kawą, domatorka,praca-dom,dom-praca,
          dorosłe dziecko.Nie trzeba podchodów aby to sprawdzić, wystarczy
          dłuższa rozmowa, a nie 5 minut.
          Jesteście złośliwi, jeśli rozmawiacie z osobą o wysokim statusie
          społecznym,za wszelką cenę staracie się doszukiwać czegoś
          w zachowaniu badanego;nie płacze -to niemożliwe aby sie nie
          przejmował jeśli choroba trwa dłużej,płacze- depresja,choć
          to chwilowy niepokój związany z nową sytuacją(rozłąka,
          nieinformowanie przez lekarza o postępach leczeniaW końcu
          kiedy stan się poprawia i pacjent zadowolony zaczyna się
          uśmiechać, wam to też się nie podoba uznając ten stan też
          za coś nienormalnego.Połączenie tych dwóch stanów daje wam
          podstawę do błędnego rozpoznania.Wam bardziej jest potrzebny
          odpoczynek niż niektórym chorym!
          • kobietazsercem42 Re: Psychologowie w szpilalach 28.09.06, 17:48
            bszalacha chyba żartujesz,dołujecie nic więcej!
            • iwpal Re: Psychologowie w szpilalach 28.09.06, 19:21
              >kobietazsercem42 napisała:
              > bszalacha chyba żartujesz,dołujecie nic więcej!<

              Bszalacha ma rację - na neurologii psycholog ma właśnie takie zadania - poprzez
              diagnoze neuropsychologiczna wspomóc proces diagnozy neurologicznej; wyniki
              badań psychologicznych sa traktowane jako pomocnicze po badaniu KT, MR i EEG
              czy angiografii.

              A stwierdzenie "tylko dołujecie" jest trochę śmieszne, zwłaszcza, ze to forum
              jest oblegane przez osoby, które mają bardzo mgliste lub potoczne pojęcie o
              pracy psychologa.
              • kobietazsercem42 Re: Psychologowie w szpilalach 28.09.06, 22:00
                tak się składa,że wiem na czym polega praca psychologa,
                choć z zawodu nim nie jestem.Nadal twierdzę,że w opisywanym
                przypadku o opinii psychologa zadecydowała chęć upokorzenia
                danej osoby ponieważ dała temu wyraz podczas rozmowy,kiedy
                chora prosiła o wyjaśnienie podstaw takiej a nie innej interpretacji.
                Psycholog popełniła kardynalny błąd,nie biorąc pod uwagę:rodzaju schorzenia poziomu wykształcenia, wykonywanej pracy oraz znajomości przez chorą stosowanych
                technik badań psychologicznych, czemu dała wyraz podczas badania i zostało
                to mylnie zinterpretowane,co zresztą można udowodnić.
                • kobietazsercem42 Re: Psychologowie w szpilalach 28.09.06, 22:05
                  Nie twierdzę,że wszyscy psychologowie tak
                  postępują, ale w tym przypadku niestety tak bylo.
                  Co z tym zrobić?
              • bszalacha Re: Psychologowie w szpilalach 28.09.06, 23:00
                I baaaaaaaaardzo pielęgnują swoje dolegliwości.Czy wiesz,ile mozna zyskać będąc
                osobą cierpiąca?Jak bardzo skutecznie własnie DOŁUJE SIĘ ludzi?Dlatego trudno
                oczekiwać,że polubi się psychologa,który zabiera nam taki instrument.Osonbiscie
                preferuję osoby spoza oddziałów szpitalnych,które same chcą pracować nad
                chorymi schematami.Pozdrawiam
          • bszalacha Re: Psychologowie w szpilalach 28.09.06, 22:52
            No,no...Tylko,ze nie jestesmy,niestety od podtrzymywania choroby,więc nie
            mozemy jej obsypywac komplementami.Zawsze przecież mozna się zresztą zoperować!
            Uciąć nogę,głowę,wszystko.Problem w tym,gdy bez tej choroby nie umiemy ułozyc
            sobie zycia/o ile w ogóle przypuszczasz o czym mowa/.
            • kobietazsercem42 Re: Psychologowie w szpilalach 29.09.06, 16:30
              Myślę, że dobrze cię zrozumiałam.Sęk w tym,
              że choroba nie jest tu wydumana.Kobieta
              ma stałą pracę w miarę spokojną,chce pracować
              bo to jest jej sensem życia.Jednak pani psycholog
              twierdzi, ze niemożliwe jest, aby choróbsko nie
              pozostawiło piętna w postaci... wiadomo jakiej .
              Czy to żle, że kobieta przyjęła optymistyczną
              postawę w zmaganiach z chorobą?Że chce żyć,pracować
              mimo wszystko(w granicach rozsądku)Dlaczego więc
              ktoś stara się zaprzepaścić, wszystko do czego doszła
              sama(z niewielką pomocą)W jej przypadku nie ma mowy
              o korzyściach z chorowania-tylko komuś nie chce się w to
              uwierzyć!!!
    • oeuia Re: Psychologowie w szpilalach 01.10.06, 21:38
      Zgadzam się z kobietazsercem42. Jak dla mnie to jest jeszcze bardziej powazny
      problem, bo na psychologów idą osoby często nieodpowiednie. W psychologii
      trzeba chłodno ocenić sytuację bez zbędnych pytań. Właśnie! bez zbędnych pytań!
      pacjent sam powie wszystko co trzeba, psycholog który wypytuje sie o więcej niż
      dwa-trzy pytania dodatkowe na kazdej wizycie jest jak najbardziej nieodpowiedni
      do tej pracy.
      "Pociąganie za sznurki osobowości" - tak to się w starych czasach nazywało.
      Pociągnięcie za niewłaściwy sznurek mogło grozić całkowitym zawaleniem się
      całego człowieka. Dlatego uważam że obecna psychologia ma sporo minusów.
      Dawniej dla najzdolniejszych było potrzebne około dwadzieścia lat, gdzie
      zaczynali naukę od małego dziecka. A! I sądzicie, że dawniej czegoś takiego nie
      było? Było, tyle że ludzie tego nie rozumieli, a wszystkiego czego nie
      rozumieli nazywali "czarną magią".
      Obecnej psychologii sporo zajmnie zanim pozna wszystko na tyle, by była
      bezpieczna dla pacjenta. Dla porównania mogę powiedzieć coś takiego: Jest około
      1000 cech charakteru! W czym każda cecha dzieli się jeszcze na 100 podcech.
      Przy czym osobowość przeciętnej osoba składa się z około 300 cech, gdzie żadna
      się nie powtarza. Wyobraźcie sobie ile jest możliwości. I dobry psycholog
      powinien poznać przynajmniej 30% osobowości po dziesięciu minutach rozmowy!
      Z kolei cechy przeciwne (np. optymistyczny/pesymistyczny) są jedną i tą samą
      cechą. Więc występowanie dwóch cech przeciwnych nie oznacza niezrównoważenia
      (rozdwojenia jaźni), wręcz przeciwnie to jest zrównoważenie pomiędzy jednym
      końcem, a drugim "deski". W tym momencie nie wolno przeszkadzać, jako że jeśli
      coś takiego występuje oznacza to, że osoba szuka siebie. innymi słowy zmienia
      swój charakter, przechodząc z jednej strony na drugą.
      Z kolei depresja jest czymś podobnym. Kiedy osoba porzuca swe cechy (znaczy
      nieużywa, chwilowo wycisza ich działanie) i zamyka się aby przemyśleć do czego
      idzie. O taką osobę najlepiej trzeba dbać, lecz jej nie przeszkadzać, bo sama
      wróci kiedy znajdzie odpowiedź. rozmowy z nią (jeśli są nieodpowiednie) mogą
      zakłócić jej przymyślenia i postawić ją w trudniejszej sytuacji niż była (osoba
      sama sobie wybiera co przemyśla).
      Więc jak widzicie tak zwana psychologia jest bardzo trudna. Gdybym miała
      określić wiedzę obecnych psychologów byłoby to max 16% tego co wiedzieli
      starodawni, a najlepsi ze starodawnych mieli 73% z całej wiedzy. I dlatego
      uważam, że psychologowie powinni najpierw obserwować charaktery ludzkie przez
      minimum dziesięć lat, a dopiero później próbować "pociągać za sznurki". W
      przeciwnym razie nie będą niszczyli osobowości swych pierwszych pacjentów, bo
      niestety to się zbyt często zdarza (aż 97%, przy czym 34% są bardzo groźne, a
      aż 8% nieuleczalne).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka