gusiekk
01.11.06, 21:09
Zastanawiam sie czy mozliwe jest ze ktos jest niezdolny do uczuc, do tego
zeby sie zakochac, zeby sie cieszyc zyciem itd. Patrzac z boku moje zycie
moze sie wydawac udane, ale ja nie umiem wykrzesac w sobie jakichkolwiek
uczuc. Spotkalam faceta, ktory jest uosobnieniem moich idealow, mieszkal ze
swoja partnerka kilka lat a teraz kiedy sie z nia rozstal ja sie zastanawiam
czy mi tak naprawde na nim zalezy bo czasami to nic po prostu do niego nie
czuje. Uprzedzam ze nie mam doswiadcznia w tzw sprawach sercowych.Kroczek po
kroczku realizuje swoje marzenia ale jakos nie potrafie sie juz z tego tak
naprawde cieszyc. Wiem ze to wszystko moze miec zwiazek z tym co robie tzn
obok normalnej pracy jako wolontariusz jestem tzw mentorem dla kobiety ktora
jest uchodzca,byla przesladowana za swoje poglady w swoim kraju a niedawno
okazalo sie ze ma raka piersi. Za kilka tygodni idzie na operacje. I jak ja
patrze na to jej zycie, i z jaka godnosci wszystko znosi a potem na to co
mnie otacza to wszystko wydaje sie takie malo znaczace, wszystko tak jakos
stracilo swoj blask. Ja wciaz potrafie wrocic do domu i dziekowac Panu Bocku
ze jest cieplutko w moim mieszkanku ale tak jakos nie potrafie sie cieszyc
calym sercem.Czy jest na to jakies lekarstwo?