16.01.07, 10:44
Narcyz jak wiadomo potrzebuje publiczki, żeby się wciąż potwierdzać. Jedynym
sposobem przetrwania żyjąc obok takiego indywiduum jest ciągłe potwierdzanie
jego wartości, że tak, tak jest wspaniały. Jest zresztą JEDYNĄ formą
komunikacji z tym osobnikiem. Człowiek sprowadzony do roli przytakującej
kukiełki. Oczywiście rekrutuje ich spośród najbliższej rodziny i przyjaciół.
Przy okazji też używa ich do odreagowania swojego ciągłego wkurzenia. I
jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że są kobiety na tyle bezbarwne, że mogą
się zgodzić na bycie żoną narcyza i się w pełni wtopić w niego i żyć jego
życiem (zresztą jedyna możliwość udanego związku z narcyzem). Ale co do
cholery mają zrobić dzieci, które wcale się w takim tatusiu nie zakochały,
wcale nie zdecydowały się w nim spędzić najbliższych 20 lat swego życia, a
muszą udawać kukiełki żeby przetrwać?????? Boszzzz
Dodam, że ta jego fasadka jest widoczna, ale nie narusza jej ani ironia, ani
gniew, ani nic. Trzeba zbudować własną albo samobójstwo albo psychiatryk. Nie
ma innej opcji.

PS Nie mam nic przeciwko narcyzom. Są bardzo przydatni społecznie. Wiele są w
stanie zdziałać, bo w odróżnieniu od innych ludzi nie mają wątpliwości
natury - chłe, chłe - moralnej.
Tylko czemu oni mają
dzieci????????????????????????????????????????????????????????????????????????
??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
?
Obserwuj wątek
    • kobietazsercem42 Re: narcyz 16.01.07, 10:56
      znam kogós takiego.Ona sie nie poddała,
      więc małżeństwo musialo sie zakończyć.
      Nie wiem, czy dziecko na tym, az tak
      skorzystało?
      • cumulonimbus_pospolitus Re: narcyz 16.01.07, 11:02
        szczerze mówiąc w takim układzie z klasycznym narcyzem dziecko i tak nie ma
        szans od początku, więc musi po prostu przetrwać i potem od nowa się poukładać.
        A co matka zrobi to nie jego sprawa, ma prawo sama wybierać sobie partnera dla
        niej odpowiedniego. Bo niektóre kobiety to naprawdę lubią!!!! i się w tym
        realizują i ich sprawa.
    • cumulonimbus_pospolitus Re: narcyz 16.01.07, 11:00
      uuuu, kapitalny fragment - jak postrzega narcyz innych i jego rozterki 'How can
      I get fed without acknowledging the feeder?' The solution is to dissect people
      and to turn them partially itno objects, to make them inanimate. A person comes
      to represent a need-fulfilling function or an organ like a breast, vagina, or
      penis. There is no overall person to consider.
      dobre, dobre
      • wredna.chmurka Re: narcyz 16.01.07, 11:11
        It is like living life in an automat in which varios emotional foods are
        displayed behind little glass windows, with one crucial difference. In this
        automat the customer does need to pay. He is entitled to eat. He remains aloof
        from people in his automat world. Since he is not psychotic or totally out of
        touvh with reality, he is occassionally forced to recognize the presence of a
        benefactor. The emotional incursion of such an idea is warded off be demeaning
        the gift or the person who has given it. If a gift is unworthy he doesn't have
        to feel the gratitute.

        Taaaaaa. KLASYKA.
        A przy rodzinie to już nawet nie jest czarujący bo mu się nie chce, bo i tak mu
        się wszystko należy bo to przecież jego własność. BRRRRRRRR.
    • wredna.chmurka błedne koło 16.01.07, 11:14
      dzieci narcyzów zostają narcyzami. Matka narcyz to chyba najgorsze, co może
      dziecko spotkać. Ona go nigdy nie zaakceptuje jako odrębnej osoby, a nie tylko
      własnej kopii, kalki SIEBIE.
      • wredna.chmurka Re: błedne koło 16.01.07, 11:36
        Narcyz przyjaźni się z innymi narcyzami. Jest to układ oparty na wzajemnej
        adoracji. Nie ma w nim emocjonalnej bliskości. Są 'przysługi'.
    • wredna.chmurka Re: narcyz 16.01.07, 12:01
      Trudno jest się donieść do narcyza. Bo można podejść do tego, że jest to osoba
      chora. Ale chorzy potrzebują leczenia, a narcyz nie potrzebuje leczenia - swoim
      zdaniem. Bo to ewentualnie inni zawsze tego leczenia będą potrzebować, taką ma
      strukturę osobowości, że nie może zauważyć, że coś z nim jest nie tak. Od tego
      są projekcje własnych wad na innych ludzi (bardzo gwałtowne, bo to zawsze jest
      w czarno-białych kategoriach).
      Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to osobowość ukształtowana w sposób
      dalece odbiegający od normy. Poprzez normę rozumiem kierowanie się w życiu
      zasadą realizmu, spójność deklarowanych ideałów z postępowaniem, adekwatny
      kontakt z rzeczywistością. Człowiek o osobowości narcystycznej kieruje się w
      życiu przede wszystkim kompulsywną potrzebą potwierdzania własnej wspaniałości,
      doskonałości, kosztem kontaktu z rzeczywistością. On nie dostosowuje się do
      rzeczywistości (zdrowa postawa) ale dostosowuje rzeczywistość do siebie. W tym
      celu nie zawaha się przed zastosowaniem manipulacji wszelkiego sortu, bo
      potrzeba aprobaty i podziwu innych jest tym, co go napędza, jest to dla niego
      potrzeba podstawowa (!!!!) więc nie jest w stanie tego kontrolować.

      Osoba żyjąca obok stoi przed dylematem. Albo może potwierdzać urojony świat
      wspaniałego narcyza (jak nie jest wspaniały sam z siebie, to stworzy sobie
      urojenie minionej świetności, etc.) albo próbować skonfrontować jego
      wyobrażenia z rzeczywistością. W obu przypadkach jest skazana na porażkę. W
      pierwszym - bo poświęci swoje życie zaspokajając neurotyczne potrzeby osoby,
      która i tak nigdy tego nie doceni, a tracąc w ten sposób szansę na własną
      samorealizację (chyba że jest reinkarnacją Matki Teresy ;). W drugim przypadku -
      bo narcyz pozbawiony adoracji, która mu się przecież należy, będzie się mścił.

      Czy dorosła osoba, która tak funkcjonowała przez całe życie może się zmienić?
      Czy może zacząć chcieć poznać prawdziwego siebie?
      Myślę, że nie mamy prawa ruszać narcyza i jego pięknego świata złudzeń o
      własnej wielkości i jego świty. No chyba, że uważa, że już nas zwerbował :/ ,
      na przykład tak się składa, że jest naszym ojcem. Wtedy chyba tylko można
      podtrzymywać jego złudzenie, że tak tak jest najwspanialszy i o tyle lepszy od
      innych i robić swoje. I broń Boże nie dać się wrobić w jakąkolwiek zależność
      emocjonalną.

      Dlaczego ludzie są tacy dziwni?

      PS znów podkreślam, że nie neguję realnych i namacalnych osiągnięć życiowych
      narcyzów. Są one często imponujący. Chodzi mi bardziej o postawę życiową.
      Wiele ludzi uwielbia narcyzów, są nimi zafascynowani i jestem w stanie to
      zrozumieć.
      • anbale Re: narcyz 16.01.07, 12:42
        Miałam przez kilka lat do czynienia z odmianą narcyza: narcyzem- łaskawcą. Był
        niezwykle łakawy i pełen serca dla ludzi, ale tylko pod warunkiem absolutnego
        podporządkowania i jednoznacznie wyrażanej adoracji. Najdrobniejsze potknięcie,
        przejaw niesubordynacji było karane okrutnie; człowiek, który rano był
        wspaniały, w południe nie okazał podziwu- wieczorem był już istotą skazaną na
        skreślenie, nie nadającą się absolutnie do niczego, najlepiej żeby opuścił padół
        ziemski...
        On był jak Bóg ze Starego Testamentu...
        Znienawidziłam go, jedyna osoba na świece do której to czuję.
        • wredna.chmurka Re: narcyz 16.01.07, 12:59
          Ja nie umiem postępować z narcyzami. Nigdy nie wiesz co im odklapnie, czemu się
          na Ciebie wydrą, co im się nie spodoba. Nigdy nie wiesz na czym stoisz.
          U mnie to chyba jest jakaś lekcja życiowa, bo ciągle na nich trafiam, łacznie z
          szefami :( więc oczywiście kariera zawodowa to pasmo porażek.
          To nie jest nienawiść, raczej zmęczenie. I chyba przywoływałam ich tym, że
          ogólnie ciekawili mnie ludzie, to co robią, jak mi się coś w ludziach podoba to
          raczej im to mówię. I to był chyba błąd :( bo to przyciągało takich
          spragnionych adoracji.
          Już nie chcę takich kontaktów z innymi, nastawionymi tylko na nadawanie i na
          branie. Czasem człowiek chciałby móc oddychać, a nie tylko ciągle wstrzymywać
          oddech.
          • wredna.chmurka Re: narcyz 16.01.07, 13:33
            Trudno opisać poziom frustracji jaki się gromadzi, gdy jedna z najważniejszych
            osób w Twoim życiu postrzega Cię jedynie jako przedłużenie siebie, jako
            przedmiot. Możesz realizować się tylko w ramach wytyczonych przez takiego
            rodzica kolein, wzmacniane są tylko wysiłki prowadzące na celu wzmacnianie JEGO
            ego. Inne próby są niezauważane jeśli nie można ich przekuć na wzmocnienie ego
            rodzica!!!! To jest przerażające, poziom warunkowości tej 'miłości'.
            Przykład: Dziecko uczy się malować. Lubi to bardzo. Maluje w każdej wolnej
            chwili. Dzieckiem malującym można się pochwalić (ma talent!!!). Jednak malujące
            dziecko nie przynosi tak wymiernych korzyści w ustawianiu się w hierarchii
            społecznej wśród innych rodziców na wywiadówkach, jak dziecko, które ma
            NAJLEPSZE stopnie. Nie dobre, najlepsze. Nie ważne kosztem czego. i już dziecko
            nie może malować, bo to jest według rodzica MARNOWANIE CZASU NA NAUKĘ i zaczyna
            być kontrolowane czy ciągle się uczy. Musi odnieść sukces.

            A dziecko? Zawsze uczyło się dobrze, bo to było łatwe. Malować lubiło, bo to je
            odstresowywało. Z malowanie też miało same piątki.
            potem zaczęła się obsesja. Nauka zaczęła być stresująca (nie można zawieść
            rodzica...). Zaczęły się ciągłe bóle brzucha (mamo, pomóź! Nie marudź,
            przesadzasz, etc). Malować przestało, bo miało wyrzuty sumienia, że MARNUJE
            CZAS NA NAUKĘ.
            Potem jeszcze miało awantury NA ZAPAS, że pewnie nie da rady spełnić oczekiwań
            rodziców - dobre liceum, etc. Dało. Bez problemów, MIMO wariactw rodziców.

            HIhi, potem jest życie zawodowe. Rodzice IGNORUJĄCY temat studiów wybranych
            przez dziecko (nie ten jedyny kierunek, które miało studiować od przedszkola,
            czyli jednak udało się wyskoczyć z kolein). Cały czas żyjący scenariuszem,
            który oni stworzyli - a miałaś zostać tym a tym, a teraz zobacz, jesteś nikim!

            Kochamy narcyzów za tą możliwość bycia sobą przy nich :) za możliwość życia
            pełną piersią :)))
    • wredna.chmurka Re: narcyz 16.01.07, 16:37
      Dzieci narcyzów też dadzą radę. Byleby tylko były w mało toksycznym środowisku,
      gdzie mogą być sobą i robić to, do czego rzeczywiście mają predyspozycje.
      I to jest możliwe :) po określeniu własnych potrzeb i pozbycia się chorego
      poczucia winy wzbudzanego umiejętnie przez manipulatora. Ach, jakże bezradni
      jawią się ci manipulatorzy, jacy oni biedni...tylko że zadziwiająco dobrze
      sobie radzą ;) i naprawdę dobrze potrafią się w życiu ustawić przy minimalnym
      nakładzie pracy. Jakoś dożyli tych swoich lat, więc umieją o siebie zadbać, to
      czemu inni ludzie mają poczucie, że oni potrzebują opieki?
      Niezła jazda.
      Jak już człowiek zaczyna oceniać osiągnięcia innych ludzi tym, ile udało im się
      dożyć, to znaczy że chyba inni nieźle mu już dali w kość.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka