Dodaj do ulubionych

Manowce samotnego macierzyństwa

IP: 217.96.79.* 23.05.03, 16:15
ZOFIA MA JAK ZWYKLE RACJĘ, POWAŻNIE.
Obserwuj wątek
    • Gość: kora Re: Manowce samotnego macierzyństwa IP: *.iry.warszawa.supermedia.pl 19.07.03, 17:19
      Zgadzam się w calosci z Pani opinia. Pomimo, ze chce miec dziecko, mam faceta,
      to musze byc pewna ( oczywiscie nigdy sie nie jest pewnym!)ze bedzie on ze mna
      wychowywal dziecko!
      Nawet pomimo faktu ze jestem kobieta bardzo niezalezna i radzaca sobie w zyciu,
      to jednak bez ojca jest dla mnie rodzina ulomna.
      Sama pochodze z pelnej rodziny, ale moj facet wychowany zostal jedynie przez
      matke. I on jest najlepszym przykladem dla mnie, ze nie moge pozwolic na to,
      aby moje dziecko nie mialo ojca.
      Co ciekawsze matka mojego faceta dala mu bardzo duzo milosci i wychowala na
      naprawde wartosciowego czlowieka, jednak brak ojca jest bardzo widoczny.

      pozdrawiam i zycze wszystkim kobietom ktore mysla o macierzynstwie
      zastanowienie sie czy w tej rodzinie dziecko bedzie moglo sie prawidlowo
      rozwijac !


    • Gość: Malwina Re: Manowce samotnego macierzyństwa IP: *.d1.club-internet.fr 19.07.03, 17:43
      jak zwykle tendencyjne i beznadziejne
      90 % malzenstw jakie znam sa niedobrane
      z powodu niedojrzalosci kobiet oczywiscie ! no i ta biologia !
      co za bzdury !
      • the_dzidka Re: Manowce samotnego macierzyństwa 19.07.03, 19:15
        generalnie absolutnie nie zgadzam się z klimatem artykułu, choć w paru punktach
        przyznaję rację... Denerwuje mnie równanie ciąża przypadkowa = bezmyślność.
        Bezmyślność, bo pani się nie zabezpieczyła? A co, jeśli zabezpieczenie zawiodło?
        Nie zwalam wszystkiego na przypadek, ale tak tez bywa.
      • Gość: iria Re: Manowce samotnego macierzyństwa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 23:54
        pierwszy artykuł pani Zofii, jaki zdarzyło mi sie przeczytac
        ktory nie budzi mojego gniewu :). Jestem samotna matka i uwazam,
        ze ma racje. decyzja o podjeciu wspolzycia bez zabezpieczenia
        jest decyzja o potencjalnym macierzynstwie. wywazony artykół,
        ktory na nikogo nie napada, a apeluje o odpowiedzialnosc. jestem
        mile nim zdziwiona, bo zwykle oburzam sie na poglądy pani Zofii-
        np na temat homoseksualizmu czy zdrad małżenskch.
        doskonale zdaje sobie sprawe, ze zaryzykowalam samotne
        maciezynstwo z partnerem, ktorego nie znalam wystarczajaco, by
        przemyslec gruntownie, czy chce z nim zakladac rodzine, pomimo,
        ze oboje traktowalismy sie nawzajem bardzo powaznie. jednak
        proba, jaka okazalo sie pojawienie sie dziecka- oboje bylismy
        tym uszczesliwieni, wielkie plany na przyszlosc, rodzina, etc-
        okazala sie dla nas zbyt ciezka.
        nie zaluje niczego, bo mamy dziecko, ktore oboej kochamy i oboje
        sie o nie troszczymy. niemniej jestem samotna matka i
        codziennosc mojego dizecka jesst inna, niz bylaby w pelnej
        rodzinie. itak jest super, ze ojciec sie ogormnie poczwa. ale
        na codzien jestem sama i nie ma sily, nei umiem zapewnic tyle -
        przede wszystkim tyle uwagi, co w domu gdzie za caloksztalt
        odpowiadaja dwie osoby dorosle i rozklada sie odpowiedzialnosc
        za wszystko na dwie osoby.a quality time to najwazniesjze dla
        dziecka. jako samotna matka biam czesto w pospiechu caly dzien a
        maluszek musi sie do tego dopasowac, nei ma innej rady. inaczej
        by to wygladalo, gdybym w pelni swiadomie podjela decyzje o
        zalozeniu, a potem powiekszeniu rodziny.

        jasne, ze w zyciu ciezko o sytuacje idealne, rodziny sa
        patologiczne, rodzice tez nie maja czasu dla dzieci choc jest
        ich dwoje, etc.
        ale tutaj pani Zofia postuluje tylko by myslec, nie ryzykowac,
        gdy nie jest sie pewnym,ze chce sie ryzykowac. W istocie bardzo
        pzyjazny artykul dla kobiet, bo moze parę mlodych dizewczyn
        zastanowi sie bardziej, zanim zaszaleje z ukochanym bez
        zabezpieczenia. I bardziej swiadomie uloza sobie zycie.
        moje jest piekne, ale szereg okolicznosci sie na to sklada,
        ktore nie zawsze sa udzialem amotnej matki- finanse, praca,
        obowiazki czesto przekraczaja mozliwosci i sily samotnej kobiety
        w kraju ,gdzie jak ostatnio slyszalam w informacjach jedna
        trzecia dzieci jest niedozywionych.
        duzy plus dla pani Zosi, ktora wczesniej zdecydowanie
        przekreslalam jako jakikolwiek autorytet.
    • sugar.free samolubność 19.07.03, 17:50
      nie zdecyduję się na dziecko, jeśli przy mnie nie będzie Ktoś, kto wzbudzi we
      mnie pewność, że RAZEM wychowamy dziecko. Fudnowanie sobie dziecka bez
      odpowiedzialności ze strony obojga rodziców to egoizm. Choćby się dwoić i troić
      Dziecko Wychowane Bez Ojca czy Bez Matki będzie zawsze pokrzywdzone. Nie
      neguję, że nie można dziecka wychować samemu, na dobrego człowieka, czy też że
      istnieją różne koleje losu (rozstania, smierć...), ale dla siebie mówię nie
      wychowaniu dziecka w pojedynkę. W trosce o dobro Dziecka, Którego Jeszcze Nie
      Ma.
      • Gość: J Re: samolubność IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.07.03, 20:12
        hahahahahahahahahah,egoizm?fajnie porozmawiamy jak bedziesz w ciązy sugar...a
        ja byłam w takiej sytuacji...moja corka ma 14 lat ,jest śliczna,mądra,wszyscy
        mi jej zazdroszczą...wszytsko by mi wpadło do głowy ale nie aborcja.egoizmem
        jest myslenie o aborcji.jeśli sie tak mysli,to raczej w ogole nie nalezy miec
        dzieci.Trudno ktos musi ponieśc odpowiedzialność,wiesz nie narzekam,ze na
        mnie ....byłam corka tatusia..szkoda,ze ona nie zazała takiej miłości..ale
        moja siostra wyszła za mąż za debila ijej corka jest okropna,młażenswto
        żadne..czasem takie pzreznaczenie.nigdy nie bezdiesz miała peności ,że
        wychowasz dziecko,ojciec moze umrzeć,zdradzić cie..zwariować....widzisz
        bzdury pleciesz....
      • blabona Re: samolubność 19.07.03, 21:03
        sugar.free napisała:

        > nie zdecyduję się na dziecko, jeśli przy mnie nie będzie Ktoś, kto wzbudzi
        we
        > mnie pewność, że RAZEM wychowamy dziecko. Fudnowanie sobie dziecka bez
        > odpowiedzialności ze strony obojga rodziców to egoizm. Choćby się dwoić i
        troić
        >
        > Dziecko Wychowane Bez Ojca czy Bez Matki będzie zawsze pokrzywdzone. Nie
        > neguję, że nie można dziecka wychować samemu, na dobrego człowieka, czy też
        że
        > istnieją różne koleje losu (rozstania, smierć...), ale dla siebie mówię nie
        > wychowaniu dziecka w pojedynkę. W trosce o dobro Dziecka, Którego Jeszcze
        Nie
        > Ma.
        Co ty opowiadsz dziewczyno?:-)
        nie zdecydujesz się dopuki nie będziesz miała pewności?-co do czego? nigdy nie
        przewidzisz co stanie się w przyszłości.
        Ten artykuł jest tendencyjny-opisuje tylko kawałek samotnego macierzyństwa.A
        moim zdaniem wiecej jest samotnych matek...po rozwodzie.Czyli było to jak
        najbardziej świadome podejscie do macierzyństwa(czy ojcostwa),ale życie bywa
        brutalne.Nie zyczę Ci oczywiscie takiego scenariusza,ale nie bądź taka naiwna.
        • sugar.free odpowiedź na dwa posty 19.07.03, 21:26
          to co mówie jest w dużej mierze TEORIĄ, ale również opinią nt. tego co napisano
          w artykule. Dla mnie samolubstwem jest decydowanie sie na dziecko z czysto
          egoistycznych pobudek - wyłączam tu wszystkie perypetie życiowe, ciąże
          przypadkowe itp. Gdy słyszę, że ktoś kobieta decyduje się na dziecko, bo akurat
          tego chce, ma taki kaprys... to jest dla mnie chore. Nie bardzo zrozumiałyście
          moje intencje... Taki rodzaj samolubstwa miałam na myśli. Nie krytykuję
          samotnego wychowanie dziecka - niezależnie czy przez matkę czy przez ojca,
          wręcz przeciwnie - podziwiam.
          To tyle Drogie Panie.
          • Gość: J Re: odpowiedź na dwa posty IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.07.03, 14:18
            " chodzi mi o to ,alby jezyk gietki powiedział to co pomysli głowa"-z drugiej
            strony przypomniała mi się moja koleżanka ,ktora,nie mając dziecka ,nie
            rodząc nigdy opowiadała o porodzie jakby rodziła co piec minut,kiedt jej
            zwrociłam uwagę ,ze raczej jej opowieści to gadanie slepego o kolorach
            powiedziała mi-ja byłam z miesięcznym dzieckiem swoim zreszta na spacerze-że
            nie mam pojęcia co to jest poród..ok...kazda kobieta chce miec dziecko no
            prawie każda...to natura.
            • yagnieszka zdrowy egoizm 20.07.03, 20:59
              Wkurza mnie niepomiernie takie gadanie, ze decyzja o posiadaniu dziecka
              samotnej kobiety to EGOIZM a taka sama decyzja pary to jakis szlachetny,
              altruistyczny czyn dla dobra calej ludzkosci. Chec posiadania dziecka to dla
              wiekszosci z nas niezla mieszanka biologii, wyobrazni, parcia spolecznego i
              jeszcze innych uwarunkowan - dotyczy to zarowno kobiet samotnych jak i
              majacych stalego kandydata na ojca pod reka. Najwiecej w tym jest jednak tej
              biologii i nie ma co udawac, ze panowanie nad nia jest latwe. Mnostwo jest
              kobiet, ktorych zegar biologiczny uswiadamia im w pewnym momencie, ze na
              najwieksza milosc zycia moga czekac i do 90-tki ale na dziecko NIE. A zycie
              ich bez dziecka jest i bedzie niepelne. Zostaja wiec matkami i tak samo jak
              kobiety w stalych zwiazkach - moga byc matkami madrymi lub matkami glupimi.
              Fakt, ze sie ma faceta u boku nie czyni kobiety lepsza matka!!! Co zas
              do "szczescia dziecka" to to tez jest wszystko kwestia indywidualnych historii
              i sytuacji. Poza tym cos takiego jak "tradycyjna rodzina" podlega i tak
              ciaglym zmianom i przeobrazeniom, ze poslugiwanie sie argumentem
              jakoby "tradycyjna rodzina" dawala dziecku wieksze szanse na szczesliwy rozwoj
              niz ta "nietradycyjna" jest zwyczajnym uproszczeniem i wylacznie figura
              stylistyczna.
              • Gość: Kamfora Re: zdrowy egoizm IP: *.icpnet.pl 20.07.03, 21:30
                yagnieszka napisała:


                Poza tym cos takiego jak "tradycyjna rodzina" podlega i tak
                > ciaglym zmianom i przeobrazeniom, ze poslugiwanie sie
                argumentem jakoby "tradycyjna rodzina" dawala dziecku
                wieksze szanse na szczesliwy rozwoj
                > niz ta "nietradycyjna" jest zwyczajnym uproszczeniem i
                wylacznie figura stylistyczna.

                Tu się z Tobą nie zgodzę. To jakbyś negowała fakt, że
                człowiek z obiema rękami i nogami ma lepsze szanse
                na szczęśliwy rozwój, niż jednonogi, czy jednoręki.
                Jasne, że może zaistnieć sytuacja wyjątkowo
                niekorzystna dla pełnosprawnego, a wyjątkowo korzystna
                dla niepełnosprawnego. Ale to są wyjątki, które tylko
                potwierdzają zasadę. I ta zasada nie jest bynajmniej
                figurą stylistyczną.

                Ba.
                • yagnieszka tradycyjna rodzina 20.07.03, 23:01
                  To jeszcze cos powiem o tradycyjnej rodzinie. Wszystko zawsze zalezy od tego o
                  czyjej i jakiej tradycji mowa. W polskiej "tradycji" tez przeciez bywalo
                  roznie - przez stulecia kobiety wychodzily za wiele od siebie starszych
                  mezczyzn, ktorzy szybko umierali chyba, ze to akurat kobieta miala pecha i
                  umarla przy porodzie/w pologu, i wtedy stary facet zostawal z malym dzieckiem
                  (lub dziecmi) i szukal kolejnej zony/matki/macochy. Tak bylo zarowno wsrod
                  bogatych jak i biednych. Tak wiec cala "komorka rodzinna" podlegala
                  nieustannym, czesto bardzo dramatycznym zmianom zaprzeczajacym jakiejkolwiek
                  stabilnosci czy poczuciu bezpieczenstwa. Potem przyszly czasy
                  rownouprawnienia, rozwodow i innych psuedo-nowoczesnych rozwiazn, ktore
                  najczesciej koncza sie tym, ze kobieta przejmuje na siebie wiekszosc
                  obowiazkow domowych jako oczywisty (dla kogo?) dodatek do pracy zawodowej.
                  Wychowanie mlodych spoczywa na niej, a mezczyzna i tak pozostaje
                  wylacznie "wzorcem meskim" (pozal sie boze, jakim wzorcem!). Zdaje sobie
                  sprawe z uproszczenia jakiego tu dokonuje ale probuje oddac moje watpliwosci
                  wobec tego czym niby ma byc/bywa/jest "tradycyjna rodzina". Oczywiscie, gdyby
                  tak rozszerzyc krag kulturowy, cala sprawa (i definicja tradycyjnej rodziny)
                  jeszcze bardziej sie skomplikuja.
                  Dlatego tez uwazam, ze podpieranie sie wizja jakiejs wyidealizowanej lub
                  niekonkretnej "tradycyjnej rodziny" nie prowadzi do niczego. Uwazam, ze
                  zalozenia krytykowanego tu artykulu sa bledne albowiem zbudowane wlasnie na
                  takim niedefiniowalnym wyobrazeniu jakim ma byc owa "tradycyjna rodzina". Bo
                  nie zgodze sie z tym, ze wystarczy wziac kobite, faceta i dziecko i bedziemy
                  miec do czynienia z jakakolwiek forma rodziny - najwazniejsze sa relacje
                  miedzy nimi a nie konfiguracja wiekowo-plciowa.
                  Pisze skrotami za co przepraszam ale mam nadzieje, ze jakos da sie to
                  odcyfrowac zeby mozna bylo kontynuowac pogawedke.
                  • kamfora Re: tradycyjna rodzina 20.07.03, 23:13
                    Zapomniałaś tylko dodać, że tradycyjna polska (czy inna)
                    rodzina, to nie maz zona i dziecko, tylko rodzina
                    wielopokoleniowa, z wzorcami do wyborum do koloru.
                    I jeśli facet zostawał sam z małym dzieckiem, bo
                    kobieta umarła, to w rzeczywistości to dziecko
                    miało jeszcze wujków, ciotki, dziadków i całą masę
                    kuzynostwa. Dzisiejsze M1 czy M2 wykluczają takie
                    rozwiązania, w dodatku wydaje się, że więzi
                    między pokoleniami ulegają szybkiemu pogorszeniu
                    wskutek postaw roszczeniowych.
                    Samotna matka z dzieckiem - dzisiaj jest to
                    dosłownie samotna, wtoczona z tym dzieckiem w
                    2 pokoiki z kuchnią w najlepszym wypadku.
                    I to jest najbardziej chore :-(
                    • yagnieszka Re: tradycyjna rodzina 20.07.03, 23:24
                      No i tu sie zgadzam - tez uwazam, ze oszalelismy wszyscy na punkcie
                      prywatnosci i oddzielnosci, higieny i diabli jeszcze wiedza czego, co w
                      efekcie oddala nas wszystkich od siebie. Ale to jest kanal dla wszystkich
                      niezaleznie od ukladow rodzinnych. A moze nawet w rodzinach jeszcze bardziej
                      to sie odczuwa, gdy w duzym mieszkaniu/domu kazdy zamyka sie w swoim pokoju w
                      poszukiwaniu prywatnosci i indywidualnosci. Kto wie, kto wie - moze wlasnie
                      samotna matka z jednym dzieckiem jest najbliszym ukladem jaki czlowiek moze
                      miec, dajacym najwiecej ciepla i wsparcia mimo braku wzorca meskiego czy
                      jakiegos tam innego?
                      Bez zlosliwosci to pisze, naprawde. Wydaje mi sie, ze odwolywanie sie do
                      przeszlosci czy porzadanej (przez kogo?) "idealnej wersji wydarzen" jest
                      bledem. Lepiej sie skupic na codziennosci jaka jest i ewentualnie dbac o to
                      aby pozycja samotnej kobiety wychowujacej dziecko byla spolecznie szanowana,
                      aby pomoc osob i instytucji byla latwo dostepna i aby poczucie, ze mimo
                      separacji wciaz wszyscy jestesmy jakas tam wspolna ludzka rodzina przewazalo
                      nad wytykaniem sobie wzajemnie, ze np.puscila sie i zostala z dzieckiem albo,
                      ze z egoizmu(?) na starosc zafundowala sobie dzieciaka czy inne takie
                      konstatacje sugerowane podskornie w omawianym artykule.
                      • Gość: inka_sama samotność na siłę IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.07.03, 23:48
                        Zamknięcie sie w kręgu samotna matka-dziecko nie jest dobre ani dla matki ani
                        dla dziecka.
                        Dziecko i matka potrzebuja kontaktów z innymi ludźmi. Każdy człowiek potrzebuje
                        innych ludzi. Zobaczcie ile osób pisze jak im źle z samotnościa. I nie sa to
                        tylko samotne matki. Zreszta ciekawe jest, że raczej nie słyszy sie o samotnych
                        ojcach. Przeciez istnieją, tak samo maja problemy.
                        Samotność rodzin jest w ogóle problemem. Rodzice + dzieci - i koniec. Konflikty
                        z dziadkami, brak wujków i ciotek (no bo jedynacy, bo po co więcej dzieci?).

                        Duża rodzina to coś wspaniałego. I nie chodzi mi o liczbę dzieci - lecz
                        podtrzymywanie rodzinnych więzi - z dziadkami, wujakmi, ciotkami, ciotecznym
                        rodzeństwem. O zdrowe i serdeczne stosunki w rodzinach. O to by mozna było
                        liczyć na tych ludzi.
                        Zewsząd słyszymy o patologii w rodzinach, rodzi się przekonanie że normalna
                        kochająca rodzina to wyjątek. Czy tak jest naprawde? Chyba nie. Konflikty
                        zawsze będa ale czemu nie dążyc do tworzenia dobrych ukłądów rodzinnych?

                        Jestem samotna matką. Ale nie jestem sama! Bo wspiera mnie właśnie rodzina -
                        obydwie rodziny! Wiem że moge na nich liczyc - a oni na mnie. Bo moja rodzina
                        to nie tylko ja i moje dzieci. To dziadkowie moich dzieci, wujowie, ciotki,
                        rodzeństwo - dla mnie to normalne. No i przyjaciele. Pewnie, boje się jak na
                        psychice moich dzieci odbije się brak ojca - ale czyz nie gorsza rzecza niż
                        samotne macierzyństwo jest małżeństwo z kims kto okazuje się katem (czy to
                        fizycznie czy psychicznie) lub kompletnie wypranym z uczuć do partnera? Chyba
                        to oczywiste.
                        Czasem kobiety formalnie pozostajace w związku małżeńskim sa najbardziej
                        samotnymi matkami na świecie.

                        Można tak sobie pisac i pisać. Wszystko wydaje się takie oczywiste. I
                        fraktycznie cel tego artykułu jest dla nie troche niejasny. Bo kto ma
                        watpliwosci że lepiej miec dwoje kochajacyh rodziców (siebie nawzajem i dzieci)-
                        niz jedno z nich, bądź byc z ludźmi którzy sa sobie obojetni czy nawet sie
                        nienawidza?
                        Rozważnia z kategorii - czy lepiej byc pieknym, mądrym i bogatym czy brzydkim,
                        głupim i biednym.
                        • Gość: Kamfora po co artykuł IP: *.icpnet.pl 21.07.03, 08:21
                          Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                          > Można tak sobie pisac i pisać. Wszystko wydaje się takie oczywiste. I
                          > fraktycznie cel tego artykułu jest dla nie troche niejasny.

                          Artykuł jest głosem pani Wrzosińskiej w dyskusji o samotnym
                          macierzyństwie - tak ona mówi o swojej wypowiedzi. Cel
                          więc tej wypowiedzi jest taki sam, jak każdej wypowiedzi
                          - chęć podzielenia się swoimi przemyśleniami na temat i usłyszenia
                          przemyśleń innych. Nie rozumiem, dlaczego pani Wrzosińska
                          nie miałaby prawa do wypowiadania się? Czyżby jej zdanie było tak
                          bardzo autorytatywne, że niepokoi myślących inaczej niż ona?

                          A poza wszystkim - ona pisze dla pieniędzy :-)))

                          • Gość: inka_sama Re: po co artykuł IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.07.03, 10:39
                            Gość portalu: Kamfora napisał(a):
                            > A poza wszystkim - ona pisze dla pieniędzy :-)))

                            Faktycznie. Zapomniałam! :)
                            Nie to co my forumowicze-altruiści! :)
                • Gość: Malwina jak zwykle mam obiekcje .... IP: *.d1.club-internet.fr 20.07.03, 23:14
                  dziewczyny, osobny temat to swiadomy wybor samotnego macierzynstwa co jest
                  jednak sprawa rzadka a osobny wychowanie dzieci przez rozwiedzione matki. A
                  skandal tego art. polega na przemieszaniu dwoch nieporownywalnych sytuacji
                  i "amalgame" tworzony przez autorke.

                  Klade na bok historie wyboru "dziecko bez meza"
                  Sprawa matek wychowujacych samotnie dzieci nie jest ani rezultatem ich wyboru,
                  ani rezultatem ich niedojrzalosci w wyborze samca towarzyszacego (bo mam
                  wrazenie ze powinny sie kierowac okreslonymi kryteriami w celu zapewnienia
                  prawidlowego funkcjonowania spoleczenstwa jak to czytam !)

                  Jest rezulatem mnostwa elementow : samo zycie.
                  Ze tak dawniej nie bylo ? No pewnie : kobiety byly zalezne finansowo od
                  mezczyzn i znosily absolutnie wszystko. Wiec po co porownywac glupio. Czasy
                  sie zmienily , ludzie tez, wymagania plci nadobnej rowniez, brzydkiej tez - bo
                  niby my kobiety pracujace takie chlopy z wasami i w gaciach jestesmy , ale
                  szczerze : ilu jest mezczyzn ktorzy moga (i chca) zapewnic dzis utrzymanie
                  rodzinie z jednej pensji ? Ja wokol siebie nie widze...
                  wiec praca kobiet sprawia ze moga one odejsc gdy cierpia w zwiazku. I
                  odchodza. Sa rowniez porzucane. Presja spoleczna jest mniejsza.
                  Jaki jest cel tego artykulu ? Udowodnic ze lepiej wychowac dziecko w pelnej
                  rodzinie niz "jednorodzicowej" ? To przeciez oczywiste !
                  Wiec pytam was jaki jest cel autorki ?
                  pomyslmy razem ....

                  Malwina

                  czy musze dodawac ze gdyby rewolucja przemyslowa nie potrzebowala do pracy rak
                  kobiet to fige by te sufrazystki zdzialaly
                  system tego chcial - teraz sie dlawi - bezrobocie go pozera i z przyjemnoscia
                  by matki do kuchni znow odeslal. Niestety nie ma tak dobrze ....Ludzie nawet
                  jesli placa za wolnosc osobista wysoka cene (i taka cena jest wychowywanie
                  samotne dziecka lub podwojny etat domowy i zawodowy) tak latwo z niej juz nie
                  zrezygnuja. na !
                  • Gość: Malwina aha, cos chce dodac IP: *.d1.club-internet.fr 21.07.03, 01:19
                    tradycyjna rodzina juz nie istnieje
                    mowimy o zmarlym
                    mi sie tam wcale a wcale dzisiejszy swiat nie podoba (z wielu wzgledow) ale to
                    tak jak bym trzeszczala caly czas o golabku pokoju gdy wojny wszedzie. Jest
                    jak jest i trzeba z tym zyc. I to jak najlepiej de préférence (to dla
                    przyjemnosci snobizmu - po francusku to snobizm po angielsku zwykla
                    kolonizacja - hi hi)
                  • Gość: Kamfora Re: jak zwykle mam obiekcje .... IP: *.icpnet.pl 21.07.03, 08:30
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > Wiec pytam was jaki jest cel autorki ?
                    > pomyslmy razem ....

                    Myślę, że do każdej wypowiedzi, niezależnie kto ją wygłasza,
                    należy podchodzić z dystansem.
                    Bez "jak zwykle na pewno nie ma racji";-)

                    Bo nikt nie jest zwolniony od samodzielnego myślenia.
                    Nawet, gdy myślimy razem...:-)))

                    Ba.

                    PS Już przeczytałam( w całości), więc proszę mnie nie odsyłać do
                    dlabła!;-)
                    • Gość: Malwina Re: jak zwykle mam obiekcje .... IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 21.07.03, 09:00
                      jak juz powiedzialam, nie podoba mi sie ani ocenianie kobiet i ich wyboru (meza
                      ktory okazuje sie fajtlapa i dupkiem badz adonisem) ani tlumaczenie tej
                      odpowiedzialnosci kobiecej ich biologia. Biologia ma sie tutaj jak piesc do
                      nosa i zegar biologiczny takowoz. Zdania sa wkrecone polonistycznie poprawnie-
                      piasek w oczy- bo mysli w pietke gonia.
                      Nie czuje sie winna przed bogiem panstwem i partia z powodu mojego rozwodu -
                      dosc mam klopotu z WLASNYM poczuciem winy wobec siebie i dobijac mnie nie
                      trzeba. Autorka nie pisze "z zycia" lecz w teorii. Inna sprawa ze jej teorie mi
                      nie podchodza-to prawda -nie ma art ktory by mojej dezaprobaty nie spotkal.

                      I jakie by te powody rozstania nie byly , samotne zycie i wychowywanie dziecka
                      jest konstatacja przegranej.
                      Gdzie sa te "biologiczne" (tu wyje do ksiezyca a uuuuu) baby ze sztandarem
                      zwycieztwa, pytam ?
                      I raz jeszcze : dlaczego konfuzja dwoch diametralnie roznych tematow ???

                      Malwina

                      PS a w ogole czy ona pisze na temat ? czy istnieje taki temat ? bo ja zjawiska
                      triomfalizmu feministycznego nie widze : widze zagonione kobiety ktore biegaja
                      od pracy po zakupy od garow do przedszkola od lekarza do nauczycieli i
                      cholernie by chcialy jakas podpore miec. Gdzie te rewendykacje wolnosciowo
                      feministyczne ? ehhh
                      zycie to nie teoria ....
                      • kamfora Re: jak zwykle mam obiekcje .... 21.07.03, 19:25
                        Malwina,
                        to nie chodzi o to, czy ta pani W. ma rację, czy nie,
                        czy pisze na temat, czy nie. Mnie chodzi o to, że ona
                        ma prawo pisać. I zawsze mnie dziwią pytania typu:
                        "Po co ona to napisała"? "Po co takie artykuły"?

                        Bo to jakby negacja czyjegoś prawa do istnienia.

                        I jeszcze raz powtórzę to, co napisałam wcześniej. Pani W.,
                        (czy ktokolwiek) nie ma monopolu na jedynie słuszną rację. Dlatego
                        dystans do wypowiedzi, do prezentowanych poglądów jest jak najbardziej
                        wskazany. Bo przecież GW to nie podręcznik, z którego każą nam się
                        uczyć. I w dodatku pani W. występuje w swoim własnym imieniu!

                        Krytykujmy jej argumenty a nie zasadność pisania.
                        • blabona Malwina:-) 21.07.03, 20:37
                          zgadzam sie z Tobą
                          • Gość: Malwina Re: Malwina:-) IP: *.d1.club-internet.fr 21.07.03, 21:44
                            pani MW ma prawo pisac ale na tym mogloby sie skonczyc wedle kamfory?
                            Bo ja nie mam prawa odpowiedziec ? hmm
                            ja nie mam prawa miec swoich opinii ? hmmm
                            podwazam i tresc i ideologie tego co pani MW wypisuje od lat.
                            Trzyma sie ona swoich opinii tak jak ja moich z tym ze ja moich nie publikuje
                            (no, forum ;-) i tym samym nie jestem poddana spolecznej krytyce. Moje opinie
                            nie ida w swiat, nie maja ciezaru "slowa pisanego" i autorytetu.
                            Nie podpisuje ich nawet swoim nazwiskiem

                            Moje opinie rozpowszechniam posrod ludzi z kregu znajomych, podczas gdy impakt
                            pani MW jest nieporownywalnie wiekszy.
                            Wyrazic krytyke tu to minimum jakie mi zostalo dane. I mam zamiar w pelni
                            korzystac z tej tu mozliwosci wypowiedzenia sie na temat.

                            Coz, jesli sa tu osoby ktore kwestionuja moje wolnosciowe podejscie do zycia i
                            opinii ludzkich, jakie by nie byly, to znaczy ze bardzo niezrozumiale i zle
                            sie tlumacze. Wezme na to poprawke.

                            Malwina

                            PS
                            chcialabym aby wytknieto mi palcem, ot tak prosto z mostu, gdzie i w ktorym
                            miejscu polemikuje z osoba pani MW (ze co ? ze stare zgorzkniale siwe
                            czuczlo , rozwiedzione, nieszczesliwe w malzenstwie, stara panna, czarownica z
                            pypciem ???? czy ja cos takiego powiedzialam ?) a nie kontrargumentuje .
                            • kamfora Malwina! 21.07.03, 22:10
                              Bardzo Cię proszę, nie odwracaj kota ogonem!

                              A w ogóle to w zalewie papierowych informacji trudno dziś
                              mówić o czymś takim, jak "ciężar słowa pisanego", więc...

                              Uznajmy, że każdy ma prawo pisać, i każdy ma prawo każdego
                              skrytykować :-) ale nikt nie ma prawa czuć się winnym z powodu
                              czyjejkolwiek krytyki - ok? :-)))
                              • Gość: Malwina Re: Malwina - ahoj IP: *.d1.club-internet.fr 21.07.03, 22:19
                                a kto sie czuje winnym ?
                                bo ja od czasu gdy zrozumialam ukryty sens szorowania mozgu "cierpiacym za
                                narody + miliony " to sie winna nie czuje.
                                Natomiast wiele kobiet ktore nie mialy czasu sie nad tym zastanowic czuja sie
                                i benda sie czuly jeszcze bardziej winne - jest mi przykro z tego powodu a ze
                                jestem solidarna z uciesnionymi :-) powiem im ze ze ideologia pani MW jest do
                                dupy, ze nie maja sie przejmowac, ze nie sa odpowiedzialne za zycie, za meza,
                                za dzieci, za dom, za szczescie, za twardy kotlet, za rozwod, za tesciowa, za
                                zdrade, za zsiadle mleko, za wypadek, za pogode, za grzech pierworodny i inne
                                dyrdymaly.

                                Kobieta nie syzyf.
                                • kamfora Re: Malwina - ahoj 21.07.03, 22:32
                                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                                  > Natomiast wiele kobiet ktore nie mialy czasu sie nad tym zastanowic czuja
                                  sie i benda sie czuly jeszcze bardziej winne - jest mi przykro z tego powodu

                                  Jeszcze tylko niech Ci przestanie być przykro z powodu niedojrzałości
                                  innych kobiet - i będzie ok :-))
                                  Naprawdę - nie musisz wszystkim matkować i otaczać pielęgniarską opieką ;-)

                                  Lepiej se air condition jaki spraw :-)
                                  • Gość: Malwina Re: Malwina - ahoj IP: *.d1.club-internet.fr 21.07.03, 22:36

                                    ok - olewam caly swiat, kobiety w pierwszym rzedzie, potem dzieci a potem bébé
                                    foki !
                                    gra ?


                                    > Jeszcze tylko niech Ci przestanie być przykro z powodu niedojrzałości
                                    > innych kobiet - i będzie ok :-))
                                    > Naprawdę - nie musisz wszystkim matkować i otaczać pielęgniarską opieką ;-)
                                    >
                                    > Lepiej se air condition jaki spraw :-)
                                    >
                                    • Gość: marioosh Re: Malwina - ahoj IP: *.chello.pl 02.10.03, 17:08
                                      malwina, ale o co tobie tak naprawdę chodzi? ....

                                      może trochę się zastanów i ochłoń zamiast się ciskać.

                                      pozdrawiam
    • Gość: zbychu Re: Manowce samotnego macierzyństwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 16:00
      Feministki walczą...do schronu!
    • Gość: stary zgred Manowce samotnego macierzyństwa IP: *.wroblowice.sdi.tpnet.pl 18.04.04, 11:34
      Statystyka jest niebłagana. Wyniki badań są znane od lat ale ze
      względu na polityczna nieporawnśc jak wiele innych prawd znanym
      fachowcom nnie moga przebic sie do społecznej świadomosci.
      80% dzieci i nastolatków mających kłopoty z pawem to dzieci
      wychowywane przez samotne matki lub w rodzinach gdzie jest
      dominująca matka a rola ojca jest mocno ograniczona. Najlepsze
      warunki wychowywania dzieci stwarza tradycyjna rodzina z
      dominujacą rolą ojca. Zaznaczam jeszcze raz są to oczywiscie
      prawidłowosci statysyczne. Dlatego uwazam że za decyzjami pań
      chcacymi sobie urodzic dziecko dla siebie bez chęci załozenia
      rodziny i zapewnienie dziecku nie tylko opieki maki ale także
      ojca stoi tylko i wyłacznie egoizm Chodzi o nową zabawkę lub o
      zaspokojenie swoich mniej lub bardziej wydumanych potrzeb.
      Proponują kupic sobie pluszowa zabakę lub kotka i to powinno
      wystrczyc.
      • Gość: j sralis mazgalis IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.07.04, 14:58
        minął rok.od moich wpisów.ludzie jaka kobieta chce samotnie wychowac dziecko???
        Żadna.Jak tak mówi to jakas głupia.Ale być zkims ,zeby byc??? Co ja poradze na
        to n?? niewiedziałam,ze człowiek ,który wydawał się poiwązny przy dziecku
        okazła sie niepowazny.złego słowa nie pwoedziałam o nim córce.Nie znalazł sie
        w sytuacji.Jestem własnie bez pracy.Napisałam do niego ,bo w zyciu nie wzięłam
        pół grosza od niego..,ze jest mi cięzko.Natychmiast pzrysłał.Nie obciązałam
        go,nie wymagałąm wiedziałam ,że na siłe nie zmusze do niczego.i to jest
        dobre ,ze jednak okazłao sie ,ze w jakis sposób moge na nego liczyc.Ja mu
        kiedys powiedziałąm ,że nie docenia mnie , jak jestem fantastyczna.Złego słowa
        dziecku nie pwoeodziałam o nim.Ale córka go nie chce widziec.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka