jedynataka
16.09.03, 01:49
Problem dotyczy mojego ojca. Właściwie nie wiem jak go opisać, do tego
stopnia czuję się bezsilna, że aż się zastanawiam czasami czy to, co widzę
dla innych byłoby tak samo poważne.
Mój ojciec jest od kilku lat bezrobotny, siedzi w domu całe dnie i absolutnie
nic nie robi. Nic, tylko siedzi przed telewizorem w szlafroku i ogląda
wszystko jak leci. Moja mama utrzymuje dom, właściwie dwa, bo rodzice
mieszkają za granicą i ona z tej na prawdę marnej pensji stara się wyżywić i
utrzymać 4 osoby, dwa mieszkania, a do tego jeszcze stale podnosi swoje
kwalifikacje, uczy się jezyka(wyjechała zaledwie rok temu, kiedy sytuacja był
już beznadziejna). Tylko postawa mojego ojca doprowadza ją do rozpaczy.
Odmówiła dawania mu jakichkolwiek pieniedzy, bo do tego jest on alkoholikiem
(jest to raczej alkoholizm ekonomiczny, bo kiedy on nie ma pieniędzy, to nie
pije alkoholu), i on żyje z resztek zasiłku. Nic nie skutkuje jeśli chodzi o
podjęcie przez niego pracy. prośba, groźba, błaganie, szntaż. Nic. Najgorsze
ejst to, że moja mama łamie się kiedy go widzi, w życiu go nie zostawi, bo on
jest taki nieporadny, że nic sam nie zrobi, to jakby trzecie jej dziecko. Nie
wiem czy zdajecie sobie sprawę jaki człowiek od tylu lat na bezrobociu
potrafi być. Z ogromną pretensją do świata, do ludzi, do rodziny, do dzieci,
do wszystkich, ze on nie ma, a oni mają. Mama pracuje pół dnia, potem się
uczy, a on w tym czasie ogląda telewizję, palcem nie ruszy, zeby choć
posprzątać i uważa, że dwa talerze dziennie umyte, to jest sukces
nieprawdopodobny i powinno się go za to głaskać. Najciężej mi patrzeć na ten
kontrast między moja mamą i nim. Z drugiej strony ogromnie martwię się moim
stosunkiem do niego, nie chce podchodzić do mojego ojca jak do
rozkapryszonego dziecka. Ale są momeny, kiedy płakac mi się chce, kiedy on
przychodzi do domu (widzimy się średnio w sumie 2, 3 miesiące do roku) i
momentanlnie idzie do swoich starych kolegów, którzy flaszkę na pewno
postawią i wraca do domu nie trafiając w futrynę. Już na prawdę nie wiem co
robić, jak pomóc mamie, jak naprawić sytuację w rodzinie, co robić, bo
wierzę, ze coś się da zrobić. dodam, ze ja mam 20 lat, studiuję, mam jeszcze
młodszego brata - maturzystę (az nie chce mi się myślec, co za wzór dla niego
stanowi jego włąsny ojciec)
nie wiem czy z teg, co napisałam wyłoni się choć trochę tej całej
beznadzieji, ale licze, że ktoś mnie zrozumie i może uda się komuś świeżym
okiem znaleść jakiś sposób.