kasia8197
30.07.08, 09:35
Witajcie,
piszę,bo mam mętlik w głowie i sama nie wiem,co zrobić w tej sytuacji,może
ktoś spojrzy na to innym okiem - rozmawiałam z mamą i przyjaciółmi,ale i tak
mi ciężko.
Za 1,5 miesiąca wychodzę za mąż,narzeczony jest b.porządnym człowiekiem,z
dobrej rodziny,wykształcony,mamy podobne preferencje spędzania wolnego
czasu,dobrze nam się rozmawia.Sęk jednak w tym,że dotarło do mnie,że go nie
kocham - że przez ostatnie 2 lata (jesteśmy razem 4)rewelacyjnie bawiłam się
nie z nim (był za granicą w Holandii),a z innymi mężczyznami,że "tu i teraz"
było mi dobrze samej lub w towarzystwie,a jego solidność zostawiałam sobie na
później,odsuwałam myśląc,że będę miała wspaniałego męża,ale tymczasem chcę się
wybawić.
W tym czasie 2 razy zauroczyłam się innym mężczyzną,teraz jest ten drugi.
Wiem,że jestem nieuczciwa i że go oszukuję,to wszystko wiem.Ale chodzi mi o
to,czy jest sens starać się naprawiać to wszystko?
Wiem,że jest dobry,fajnie nam się gada,dba o mnie i jest taki ciepły i
kochany,ale z drugiej strony moje otwarcie emocjonalne na innych jest
przerażające:/
Seks nie jest fajny,co do innych rzeczy robionych razem,mam często taki
niedosyt,ze nie na maksa,że nie jest spontaniczny,szalony,że brak mi czegoś w
tym wszystkim.
Przed nami tygodniowy wyjazd ze znajomymi,pomyślałam,ze może jeszcze na
spokojnie przyjrzę się temu wszystkiemu,ale pisząc to mam wrażenie,że to nie
ma najmniejszego sensu i że jestem po prostu żałosna.I do tego myślę o kimś
innym - taki syndrom,że "może jednak kto inny,może z tamtym będzie lepiej,może
będzie fajniej/ciekawiej".
Z jednej strony zdałam sobie sprawę,że jestem taką niedorosłą dziewczynką,z
drugiej rozsądek mi mówi,że może w życiu nie tylko liczy się zabawa.Tyle że ja
w tym momencie właśnie tego chcę!
Mam 27 lat.