kurka-wiewiorka
28.09.08, 12:18
W odpowiedzi na długaśny wątek o bałaganie...
Nie wiem, co jest gorsze - bałaganienie, czy porządkowanie. I kogo
prędzej należałoby poddać terapii u psychologa: bałaganiarza czy
pedanta. I co jest bardziej uciążliwe dla otoczenia - życie z
bałaganiarzem czy pedantem?
Zapewniam, że mieszkanie z pedantem nie jest pasmem szczęśliwych
chwil. Pedant nie czuje się dobrze, kiedy gazety nie leżą równo, nie
może spokojnie obejrzeć tv, kiedy firanka ma krzywe fałdki, wchodzi
do domu i układa na nowo drobiazgi położone na blacie, bo nie leżą w
należytym (jemu tylko znanym) porządku.
Pedantowi przeszkadza wszystko, co nie jest równe. Przeszkadza na
tyle, że jest od tego chory. Boli go bałagan, że nie wspomnę o
brudzie. Brud potrafi wywołać nawet rodzinną awanturę.
Owszem, pedantyzm ma też dobre strony: dzieki pedantowi w domu jest
zawsze ład i porządek - żeby nie drażnić pedanta. Oczywiście, on
zawsze znajdzie jakiś element bałaganu: nie ma siły - normalny
człowiek NIGDY nie dorówna pedantowi i nie jest w stanie
przewidzieć, że tak mikroskopijny pyłek na dywanie może być widoczny
i przeszkadzający.......
Pedant nie gubi nigdy kluczy i zawsze wie, gdzie ma dokumenty.
Pedant nawet sam sprząta, byle tylko czuć się dobrze - a czuje się
dobrze wyłącznie w warunkach laboratoryjnych. Pedant jest czysty i
pachnący.
To mówiłam ja -od ponad 10 lat żona pedanta.....