Dodaj do ulubionych

Malzenstwo?

06.11.08, 12:57
Witam

Jak to jest? Jestem z kobieta kilka lat. Jestesmy wjuz w takim
wieku, ze wiadomo wydawaloby sie ze nastepnym krokiem byloby
malzenstwo. Ja mam niestety z tym pewien problem. Sama mysl na ten
temat mnie mega przeraza. Dla mojego myslenia malzenstwo nie jest
czyms wyjatkowym i jedynie slusznym. Rownie dobrze bez malzenstwa
moglbym zyc. Krotko ujmujac jest mi ono niepotrzebne i generalnie
jestem na nie. Wiem, ze ona chcialaby bardzo i to w tradycyjny
polski sposob..kosciol, cywilny, a potem jadlodajnia z festynem
czyli wesele.
Nie mam natomiast problemu zeby miec z moja kobieta dziecko.
Naprawde nie przeszkadza mi ta mysl, a nawet jak sobie pomysle to
sie skrycie ciesze na taka opcje. Takie rozwiazanie jednak mialo by
przykre w niektorych sytuacjach skutki. Ksiadz robi problem z
chrztem dziecka bez malzenstwa rodzicow i ogolnie jest to zle
odbierane spolecznie.

O co chodzi z takim mysleniem? Malzenstwo nie, a dziecko tak
Moze kilka prostujacych mysli od was?
Dzieki i pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • psychoguru Re: Malzenstwo? 06.11.08, 14:16

      Sprawa wydaje sie prosta: chodzi o gleboko
      zakorzenione rytualy spoleczne. Do tego
      malzenstwo jako formula prawna z roznymi
      konsekwencjami. Twoj przypadek jest typowy w
      Polsce gdzie wiecej mezczyzn mialoby ochote
      do zycia na kocia lape a kobietom malzenstwo
      daje wieksze poczucie zabezpieczenia w razie
      czego. W krajach bardziej rozwinietych gdzie
      takich problemow nie ma (np. Skandynawia)
      jest na odwrot, mezczyzni pragna malzenstwa
      jako poczucie pewnego zabezpieczenia bo
      kobiety w kazdej chwili moga zabrac swoje
      zabawki i przejsc do innej piaskownicy co
      jest dosc meczace bo trzeba szukac innej do
      swojej piaskownicy.
    • malakas Re: Malzenstwo? 06.11.08, 14:17
      Jak powiedzial ten mądry xiadz z anegdotki: "Cokolwiek synu nie
      zrobisz, będziesz żałował."
      A napić sie zawsze można, nie? :-)
    • mona.blue Re: Malzenstwo? 06.11.08, 14:43
      Wg mnie to brak odpowiedzialności. Jeżeli nie ma slubu, to
      mężczyźnie bardzo łatwo jest odejść - jak to napisano pakuje swoje
      manatki i przenosi się do innej piaskownicy. W takiej sytuacji nic
      nie chroni kobiety i jej dziecka przed nieodpowiedzialnym
      postepowaniem faceta.
      • shangri.la Re: Wirtualne mono..... 06.11.08, 14:48
        Przed brakiem odpowiedzialności mężczyzny nic , nigdy nie chroni kobiety, ani
        jej dziecka.
        Fakt zawarcia małżeństwa lub jego brak nie mają najmniejszego znaczenia. Chyba ,
        że ten pan ma np wyjątkowo urokliwe nazwisko...:)
        • mahadeva Re: Wirtualne mono..... 06.11.08, 15:08
          sa pewne rzeczy jednak gleboko zakorzenione, ja jednak wolalabym byc
          szanowna zona mojego meza :) tak to jest przyjete, ludzie sie zenia,
          czyli cos w tym jest...
    • mahadeva Re: Malzenstwo? 06.11.08, 15:01
      mysle, ze caly ten 'proces' mozna podzielic :) jedna sprawa to samo
      bycie malzonkami - do tego wystarczy cywilny, nie trzeba miec tej
      calej koscielnej i rodzinnej maskarady, bo to co sie liczy i jest
      esencja, to fakt zalozenia rodziny i z tym moznaby powiazac
      wychowaniem dzieci, taki jest wzor: maz, zona, dzieci (rowniez u nie-
      katolikow!)
      ale widze jednak ze Twoj problem polega na tym, ze chcesz zyc w
      Kosciele, ochrzcic dzieci, ale nie pasuje Ci malzenstwo... tutaj
      musze Cie zmartwic - w ramach Kosciola tak sie nie da
      ja jestem natomiast ateistka i widze rozne rozwiazania...
      • malakas Re: Malzenstwo? 06.11.08, 15:14
        Gdzieś Ty to wyczytała, że on rzekomo chce zyć w Kościele?
        Facet hamletyzuje po prostu i przecenia wage ewentualnej decyzji. To
        sa rzeczy drugorzędne.
        Kiedys była gdzies taka dyskusja o obciachowości Rubika. I utkwila
        mi w pamieci jedna wypowiedź, cyt. z pamięci:
        "Mnie tam Rubik lata. Ale moja żona lubi Rubika, a poniewaz ja lubie
        swoja zone, to pójde na ten koncert"
        • mahadeva Re: Malzenstwo? 06.11.08, 18:36
          gdzie napisal? cytuje:

          Takie rozwiazanie jednak mialo by
          przykre w niektorych sytuacjach skutki. Ksiadz robi problem z
          chrztem dziecka bez malzenstwa rodzicow

          Chyba mu jednak zalezy, zeby dzieci mialy chrzest i przejmuje sie
          tym, ze ksieza robia nie robia tego bez slubu, a powinni. Ja mam
          gdzies Kosciol i nie przejmowalabym sie takimi rzeczami wcale.
          Chorobcia, poza tym, czy on nie widzi, ze malzenstwo to szeroko i
          gleboko przyjety mit! Ja chce miec meza. Oczywiscie nie byle
          jakiego, ale do tego daze cale zycie. Tak mi sie to kiedys okazalo
          oczywistym, ze wszystkie moje starania (przestrzeganie norm
          spolecznych, starania na studiach, dbanie o siebie) to jest po to,
          zeby miec fjanego meza :) I chyba kazdy tak ma :)
          • aiczka Re: Malzenstwo? 08.11.08, 03:00
            A moze tylko wie, ze zonie by na tym zalezalo a on nie mialby nic przeciw temu a juz na pewno nie chcialby, zeby zona (a wtedy i on) miala z tym jakies klopoty.
          • no_place_to_hide Re: Malzenstwo? 10.11.08, 19:57
            mahadeva napisała:
            >Tak mi sie to kiedys okazalo
            > oczywistym, ze wszystkie moje starania (przestrzeganie norm
            > spolecznych, starania na studiach, dbanie o siebie) to jest po to,
            > zeby miec fjanego meza :) I chyba kazdy tak ma :)

            To przerażające co piszesz, czyli studiowalaś i starałaś sie na studiach tylko
            po to żeby mieć fajnego meża jak to określasz. WOW!!! Widzę że na tym forum
            głupich kobiet nie brakuje, a Ty jesteś tego eweidentym przykładem. Gratuluje
            Twojemu przyszłemu pracodawcy tak solidnie wykształconego pracownika. A poza tym
            jesteś dobrym materiałem na manipulantkę dla Twego przyszłego męża.
    • facettt A gdzie zywiosz? 06.11.08, 15:12
      Jesli nie mieszkaz w Pcimiu, Lubartowie - lub innej zapyzialej
      dziurze - to rob co chcesz.

      Jezeli jednak zly los zagnal Cie tam - to dobrze sie zastanow :)
      • mahadeva Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 15:13
        ja jestem ze stolycy i dziecka bez slubu bym miec nie chciala :)
        ze slubem zreszta tez nie, ale to inna sprawa :)
        • facettt Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 15:18
          Sluchaj, Maha...
          z Toba , to ja by tylko nie chcial - by zlodzieje w STOLYCY
          wspolnie nas okradli...

          Nie chodz na Pragie-polnoc :)
          fotoforum.gazeta.pl/photo/2/le/wi/e85a/Xrb2xMrB3wyZulWTwX.jpg
          • sabaku.no.gaara Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 17:00
            Chyba szczesliwie dla mnie sie sklada, ze mieszkam w jednym z wiekszych miast w
            Polsce i malomiasteczkowe myslenie tutaj sie strasznie gubi.

            W calym moim dylemacie nie chodzi o strach przed ustatkowaniem, czy formalizacja
            zwiazku. Moze i jest to typowe zachowanie dal faceta w tym kraju, jednak w duzej
            mierze sprawa dotyczy i malzenstwa i dziecka. Ja jednak dziecko chce miec i to z
            kobieta, z ktora obecnie jestem. Jak juz pisalem czasem nawet sie ciesze na ta
            mysl. Faktycznie bez malzenstwa latwiej kogos zostwic, ale i w malzenstwie jak
            sie dobrze postarac to tez. Niechec malenstwa to jest nieodpowiedzialnosc, a
            jesli polaczyc to z checia posiadania dziecka?

            Mnie wlasnie zastanawia ten fakt, ze dziecko jak najbardziej, ale malzenstwo juz
            nie. Nie chodzi o to ze i czy sie wacham i ze sie zastanawiam czy to ta, bo
            wiem, ze z nia chce byc i to dugo. Odpycha mnie jednak sama instytucja malzenstwa
            • sabaku.no.gaara Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 17:04
              a co do zycia w kosciele? Jak to mowia, jestemsy wierzacy niepraktykujacy, do
              kosciola chodzimy zadko bardzo, ksiedza po koledzie nie przyjmujemy, jednak
              patrzac na tolerancje i nastawienie ludzi to tego typu rzeczy to nie chce palic
              dziecku gruntow juz na starcie
              • mahadeva Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 18:45
                w warszawie nikt by Twojego dziecka nie pytal, czy ma chrzest :) to
                co mowisz jest dla mnie dziwne :)
                a czy Ty sie nie boisz po prostu tej calej imprezy?? gdyby to byl
                slub cywilny, tylko Ty i zona na hawajach to by nie bylo ok? a potem
                trzymanie sie z dala od Kosciola? bo ja tak mam, choc sama
                instytucje malzenstwa cenie, chce miec fajnego meza i z nim budowac
                zycie, zycie jest jedno i chce jest dobrze przezyc z ukochana osoba
                jako maz i zona
                ps. popracuj nad ortografia :) waHać, Rzadko :)
            • mona.blue Re: A gdzie zywiosz? 07.11.08, 10:15
              sabaku.no.gaara napisał:

              > Mnie wlasnie zastanawia ten fakt, ze dziecko jak najbardziej, ale
              malzenstwo juz nie. Nie chodzi o to ze i czy sie wacham i ze sie
              zastanawiam czy to ta, bo wiem, ze z nia chce byc i to dugo. Odpycha
              mnie jednak sama instytucja malzenstwa

              No nie wiem, fajnie że chcesz mieć dziecko i być długo ze swoja
              ukochaną.
              Ale np.dla mnie żyć w sytuacji, gdy partner nie chce związać się ze
              mną ślubem byłoby upokarzjące, tak jakby on uważał, że mi coś
              brakuje, jakby się zabezpieczał "na wszelki wypadek", jakby nie
              chciał być w pełni ze mną.
              I niestety systuacja dziecka z nieślubnego związku jest u nas chyba
              nawet w dużych miastach nie najlepsza - jakieś podejrzenia, plotki
              itp.
              • aiczka Re: A gdzie zywiosz? 08.11.08, 03:07
                > Ale np.dla mnie żyć w sytuacji, gdy partner nie chce związać się ze
                > mną ślubem byłoby upokarzjące, tak jakby on uważał, że mi coś
                > brakuje, jakby się zabezpieczał "na wszelki wypadek", jakby nie
                > chciał być w pełni ze mną.
                No ale to juz zalezy od indywidualnych odczuc i zdolnosci partnerow do dogadania
                sie i przekonania. Mojemu mezczyznie np. nie podoba sie polskie prawo i praktyka
                sadow rodzinnych, nie chce oddawac sie w ich rece, co rozumiem. Jednoczesnie
                umie sprawic, ze czuje sie z nim pewnie i bezpiecznie.
              • pyzz Re: A gdzie zywiosz? 10.11.08, 13:35
                Ale zwróć uwagę, że spośród mężczyzn, którzy mieli do czynienia z sądami RO
                odsetek tych, którzy uważają, że mężczyźni są przez te sądy dyskryminowani sięga
                97%. W Polskich realiach przy rozpadzie małżeństw kobiety są beneficjentkami, a
                mężczyźni płatnikami. Czy zatem ŻĄDANIE małżeństwa przez kobietę nie jest
                nieuczciwe? Czy sprowadzanie jego gotowości do małżeństwa do kwestii "honoru"
                "dorosłości", czy "obowiązku" nie jest jedynie manipulacją, aby osiągnąć korzyści?

                Zatem czy żądając małżeństwa w tak kategoryczny sposób bierzesz pod uwagę fakt,
                że Twoje żądanie może być przyczyną krzywdy Twego ukochanego? Czy w zamian za
                owo małżeństwo jesteś gotowa zmniejszyć JEGO ryzyko związane z nim, na przykład
                podpisując umowę o rozdzielności majątkowej, albo zobowiązanie co do
                niewyrażania sprzeciwu co do jego pewności co do ojcostwa wspólnych dzieci?

                > gdy partner nie chce związać się ze
                > mną ślubem byłoby upokarzjące, tak jakby on uważał, że mi coś
                > brakuje, jakby się zabezpieczał "na wszelki wypadek"
                A czy powszechnie stosowane ultimata "ślub, albo odchodzę" nie są dla niego
                upokarzające? Czy kobieta ŻĄDAJĄC małżeństwa robi cokolwiek innego, niż
                zabezpieczanie się "na wszelki wypadek", sugerując, że jemu brakuje słowności?

                > jakby nie
                > chciał być w pełni ze mną.
                Przecież wiesz, że tu chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Mężczyźni CHCĄ być ze
                kobietami, takimi, jakie są. Nie chcą ślubu, bo boją się, że ślub spowoduje, że
                one się ZMIENIĄ, że staną się roszczeniowe, że zhegemonizują związek i, że przez
                ślub oni będą nadal będą musieli być z tą INNĄ, albo drogo za to zapłacą.
                Jak w starym powiedzeniu: mężczyzna ma nadzieję, że ona po ślubie się nie
                zmieni, a kobieta że on się po ślubie zmieni,
          • mahadeva Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 18:38
            a ja juz mam ukochanego wreszcie ktos fajny mnie zechcial hurra :)
            • sabaku.no.gaara Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 21:01
              Nad ortografia pracuje, a bledy, to wynik za szybkiego pisania na klawiaturze :)

              Generalnie to sie nie boje tego calego...'burdeliku' weekendowego. Poprostu
              malzenstwo, wesele itp. jest dla mnie zupelnie obojetne. Moge sie ozenic i miec
              wesele dlatego, ze moja luba bardzoby chciala. Ale czy cos takiego jest ok? Nie
              wiem, ale jak mialbym sie zenic, to przynajmniej z lekkim chociaz przekonaniem,
              a tego przekonania to ja narazie nie mam wcale i dziwnie byoby mowic TAK nie
              beda do konca przekonanym do samego sensu tej instytucji.

              O chcrzcie dziecka wspomnialem, bo jakos zycie w tego typu zwiazkach nie jest
              jakos zbytnio tolerowane w Polsce i przyklada sie do tego jakos wiecej uwagi.
              • elielieli Re: A gdzie zywiosz? 06.11.08, 22:45
                Doskonale sie z toba zgadzam, dla mnie tez malzenstwo to podejrzana
                sprawa. Niby ma duzo zalet, ale ja sie nie potrafie zdecydowac. I
                setki tysiecy innych osob podobnie. Dlatego w Europie (tej
                prawdziwej) wystarczy isc do urzedu zlozyc deklaracje ze sie
                mieszka pod jednym dachem i zarejestrowac zwiazek tzw. "cywilny"
                (nie mylic z malzenstwem, bo to nie slub cywilny).
                Co do dziecka i zony, jesli juz sie zdecydujesz, to pomysl o innej
                formie kontraktu, wybierz alternatywne polisy ubezpieczeniowe zeby
                nie drzeli co sie z nimi stanie w razie gdyby ciebie z jakichs
                powodow kiedys zabraknie.
              • psychoguru Ja kontra wspolne dobro 06.11.08, 23:07
                sabaku.no.gaara napisał:

                > Generalnie to sie nie boje tego calego...'burdeliku'
                weekendowego. Poprostu
                > malzenstwo, wesele itp. jest dla mnie zupelnie obojetne. Moge sie
                ozenic i miec
                > wesele dlatego, ze moja luba bardzoby chciala. Ale czy cos
                takiego jest ok? Nie
                > wiem, ale jak mialbym sie zenic, to przynajmniej z lekkim chociaz
                przekonaniem,
                > a tego przekonania to ja narazie nie mam wcale i dziwnie byoby
                mowic TAK nie
                > beda do konca przekonanym do samego sensu tej instytucji.
                > O chcrzcie dziecka wspomnialem, bo jakos zycie w tego typu
                zwiazkach nie jest
                > jakos zbytnio tolerowane w Polsce i przyklada sie do tego jakos
                wiecej uwagi.

                Jak bylo wspomniane mamy w tym przypadku do czynienia z gleboko
                zakorzenionymi archetypami kulturowo-spolecznymi. Przeciwstawianie
                sie im na sile jest psychologicznie bardzo niekorzystne bo
                burzy "naturalny" porzadek rzeczy gleboko zakodowany w
                podswiadomosci ludzi. Sa to sprawy zwiazane z budowa mozgu i
                dzialaniem psychiki. Zeby to wyjasnic mozna na przyklad zapytac
                skad bierze sie archetyp slubu w glowie osoby? Wtedy moze sie
                okazac ze jest on zakodowany od wczesnego dziecinstwa np. pod
                wplywem zapamietanego widoku slubu z panna mloda w bialej sukni z
                welonem itd. Do tego dochodzi wciaz silnie obecny, jak to widac
                tutaj, stereotyp "wlasciwego" malzenstwa i rodziny ktore wymagaja
                slubu. A wiec rezygnacja z tych form moze nastapic tylko w wyniku
                obustronnej zgody. Jezeli takiej nie ma to lepiej nie robic z tego
                psychologicznego rozdzwieku ktory moze rzutowac na cale zycie.

                W twojej postawie zwraca uwage sprawa ktora moze byc dosc
                niepokojaca. Wydaje sie ze masz niski poziom empatii czyli
                nastawienie glownie na siebie bez uwzgledniania odczuc, pragnien i
                potrzeb drugiej strony. Byc moze ten poziom empatii wynika z
                niezbyt wysokiego stopnia zaangazowania uczuciowego(?). Jednak
                jesli jestes zdolny zdac sobie sprawe z sily dzialania archetypow i
                stereotypow oraz potrzeb drugiej osoby to nie powinno byc problemu
                z ceremoniami bo przeciez zadowolenie i szczescie tej osoby powinno
                byc najwazniejsza sprawa. Mozna wiec powiedziec ze twoja swiadoma
                zgoda na slub i wesele bedzie swiadectwem przezwyciezenia niedoboru
                emaptii i redukcji poziomu egoizmu (i to bez okazywania ze to laska
                z twojej strony) na korzysc wspolnego dobra ktore w malzenstwie
                wymaga czesto o wiele wiekszych poswiecen niz kilka w gruncie
                rzeczy zabawnych ceremonii.
                • elielieli Re: Ja kontra wspolne dobro 06.11.08, 23:10
                  Nie, psycholugulu, to wynika tak jak ty mowisz, z budowy mozgu: on
                  ma 3 polkule...
                  Co ty wygadujesz???
                  Ty wiesz co to jest archetyp? Czy to przypadkiem nie odnosi sie do
                  ksztaltowania sie psychiki osob, a nie do zjawisk spolecznych?
                  • sabaku.no.gaara Re: Ja kontra wspolne dobro 07.11.08, 08:42
                    Faktycznie, patrzac na Polske, to pewne uwarunkowania kulturowe są u
                    nas dość mocno zakorzenione i względnie często przypominane, żebyśmy
                    przypadkiem o nich nie zapomnieli. Z reszta jak inne czesci naszej
                    kultury - jedne maja wiekszy wydzwiek od pozostalych.

                    Co do mojego stanu empatii, wynikajacego z niskiego stopnia
                    zaangazowania uczuciowego? Wydaje mi sie, ze gdybym nie byl
                    zaangazowany, to raczej nie wspominalbym o checi posiadania dziecka.
                    To by troszke kolidowalo ze soba.
                    W tej calej sprawie zastanawia mnie poprostu fakt, ze co do
                    malzenstwa jestem na nie, ale dziecko i rodzine chce z ta kobieta
                    miec i daze do tego, zeby to sie spelnilo za jakis czas. Z
                    dotychczasowych wypowiedzi wynika, ze moja niechec do malzenstwa
                    jest wynikiem braku odpowiedzialnosci, empatii, nastawieniem
                    glowenie na siebie. Gdyby tyczylo sie to samego malzenstwa, to
                    moglbym sie zgodzic. Poruszylem jednak sprawe dziecka...


                    • rosa_de_vratislavia Re: Ja kontra wspolne dobro 07.11.08, 10:13
                      sabaku.no.gaara napisał:

                      >> Co do mojego stanu empatii, wynikajacego z niskiego stopnia
                      > zaangazowania uczuciowego? Wydaje mi sie, ze gdybym nie byl
                      > zaangazowany, to raczej nie wspominalbym o checi posiadania
                      dziecka.


                      Dlaczego? Socjobiologia uczy,że każdy (prawie) ma silną chęć
                      przekazania swoich genów dalej. Każdy chce odnieść sukces
                      reprosdukcyjny.
                      Co do małżeństwa, to czytałam kiedyś artykułw Wyborczej,że niechęć
                      do"papierka" to jednak przeważnie brak absolutnego przekonania,że
                      partner to ten"jedyny".
                      Zawarcie małżeństwa to deklaracja "jesteś dla mnie ważny, jak się
                      będzie to chwaić- bedę starać się naprawiać, będziemy razem nad tym
                      pracować, a nie odpuszczę bez walki".
                      Gdyby mój partner deklarował uparcie niechęć do wędrówki do USC,
                      zapaliłaby mi sie w głowie czerwona lampka. Czemu formalane wiązanie
                      się ze mną tak go przeraża?
                      Jeśli Twojej partnerce potrzebna jest taka deklaracja, to czemu się
                      wzdragasz? Przeciez nie muicie wyprawiać weselicha na 100par z
                      limuzyna i fotografem. Myśmy mieli obiad na 12 osób we własnym
                      mieszkaniu,a ja nawet nie kupiłam białej sukni (choć bralismy też
                      slub kościelny).Oboje nie mieliśmy oporów przed sformalizowaniem
                      związku, choć czasem mam wrażenie,że męzowi zależało bardziej na tym
                      akcie.
                      • mahadeva Re: Ja kontra wspolne dobro 07.11.08, 11:36
                        Roso, ja dziecka pragne mniej wiecej jak dzumy :) Socjobiologia sie
                        myli :)
                        Zgadzam sie natomiast co do istoty malzenstwa. Tez mam z tym troche
                        problem z moim ukochanym, tyle ze my znamy sie krotko i nie chcemy
                        miec dzieci i on sie boi, ze po porstu jestem zdesperowana stara
                        panna, ktora chce go dorwac :) Gdy sie przekona, ze mi na nim
                        zalezy, pewnie do slubu dojdzie, bo juz o tym wspominal, ze bylabym
                        fajna zona...
                    • leda16 Re: Ja kontra wspolne dobro 07.11.08, 20:37
                      co do
                      > malzenstwa jestem na nie, ale dziecko i rodzine chce z ta kobieta
                      > miec i daze do tego, zeby to sie spelnilo za jakis czas.

                      Ależ małżeństwo zawiera się właśnie dla dziecka! Bo cóż jest treścią ślubu? Jest nią zobowiązanie przed Bogiem lub(i)prawem, że dwoje ludzi, trwale i nieodwracalnie przysięga nie tylko stworzyć przyszłemu dziecku pełną rodzinę z matką i ojcem pod jednym dachem, ale również w tym domu swoim osobistym przykładem uczyć ról społecznych, czyli ról męża i żony. Nieobojętne są też prawne aspekty małżeństwa, np. w razie Twojej nagłej śmierci, kochanka nie dziedziczy po Tobie absolutnie niczego, nawet renty rodzinnej. Dziedziczy wszystko + rentę rodzinną, jeśli dysponuje tym, pogardliwie przez niektórych nazywanych "papierkiem". Niczego nie dziedziczy również nawet Twoje DZIECKO, jeżeli umrzesz przed jego urodzeniem! Więc jeżeli Ci rzeczywiście na partnerce i na własnym dziecku zależy, przestań myśleć jak nieodpowiedzialny, egocentryczny gó...arz, wysuwając na pierwszy plan swoje chciejstwo. Ona jest zapewne daleko mądrzejsza od Ciebie i pragnąc kontraktu małżeńskiego, pragnie tym samym zabezpieczenia dla siebie i Waszych dzieci choćby przed sytuacjami wyżej opisanymi. Jeżeli uważasz, że na to nie zasługują, to szukaj sobie ćwiećidiotki, która urodzi Ci żywą laleczkę do zabawy bez żadnych zobowiązań z Twojej strony, będzie jako panna z dzieckiem znosić drwiące docinki otoczenia, być przedmiotem zgryzoty tradycyjnie myślących rodziców, a Ty obiektem niechęci pseudoteściów. Może w takiej atmosferze uda Ci się wychować dziecko na dobrze zsocjalizowaną, przystosowaną do życia jednostkę, w co osobiście bardzo wątpię. Podejrzewam jednak, że gdybyś rzeczywiście tą panią kochał, rwałbyś do ołtarza jak rączy jeleń, bojąc się, że ten skarb wyjątkowy, zaszczycający Cię miłością, sprzątnie Ci sprzed nosa i zaobrączkuje ktoś, kto nie tchórzy przed odpowiedzialnością. Zaś skoro na zimno kalkulujesz z całkowitym pominięciem jej potrzeb i pragnień, to Twoje uczucia są jak letnie kluski. Biedna dziewczyna...
                      • aiczka Re: Ja kontra wspolne dobro 09.11.08, 01:34
                        Obawiam sie, ze tylko w szczegolnych przypadkach zona/maz dziedziczy calosc
                        majatku meza/zony (www.rpo.gov.pl/index.php?md=1518&s=1). Aby jej/mu to
                        zapewnic, mozna napisac testament, ale i wtedy ewentualni spadkobiercy ustawowi
                        beda mieli wobec niej roszczenie o zachowek (wiec de facto, o ile spadkobiercy
                        ustawowi istnieja, zwiekszamy tylko gwarantowany udzial malzonka w spadku).
                        Testament napisac mozna dosc latwo. Jak czytamy na stronie, ktora podaje wyzej,
                        powolane do spadku moze byc dziecko poczete przed smiercia spadkodawcy (o ile
                        urodzic sie zywe) zapewne mozna wiec umiescic w testamencie "dziecko pani X.X.,
                        ktore przyszloby na swiat w ciagu 9 miesiecy od mojej smierci".
                        W normalnych warunkach nie ma chyba jednak takiej potrzeby, bo skoro pozostajemy
                        z pania X.X. w zwiazku to zapewne jej ufamy i wystarczy nam zostawienie spadku
                        jej. Zwlaszcza, ze "krytyczny" jest zaledwie okres 9 miesiecy, bo gdy dziecko
                        przyjdzie juz na swiat i zostanie uznane to jest normalnie uprawnione do spadku
                        po rodzicach.
                      • pyzz Re: Ja kontra wspolne dobro 10.11.08, 14:03
                        > eniem! Więc jeżeli Ci rzeczywiście na partnerce i na własnym dziecku zależy, pr
                        > zestań myśleć jak nieodpowiedzialny, egocentryczny gó...arz, wysuwając na pierw
                        > szy plan swoje chciejstwo. Ona jest zapewne daleko mądrzejsza od Ciebie i pragn
                        > ąc kontraktu małżeńskiego, pragnie tym samym zabezpieczenia dla siebie i Waszyc
                        > h dzieci choćby przed sytuacjami wyżej opisanymi. Jeżeli uważasz, że na to nie
                        > zasługują, to szukaj sobie ćwiećidiotki, która urodzi Ci żywą laleczkę do zabaw
                        > y bez żadnych zobowiązań z Twojej strony, będzie jako panna z dzieckiem znosić
                        > drwiące docinki otoczenia, być przedmiotem zgryzoty tradycyjnie myślących rodzi
                        > ców, a Ty obiektem niechęci pseudoteściów. Może w takiej atmosferze uda Ci się
                        > wychować dziecko na dobrze zsocjalizowaną, przystosowaną do życia jednostkę, w
                        > co osobiście bardzo wątpię. Podejrzewam jednak, że gdybyś rzeczywiście tą panią
                        > kochał, rwałbyś do ołtarza jak rączy jeleń, bojąc się, że ten skarb wyjątkowy,
                        > zaszczycający Cię miłością, sprzątnie Ci sprzed nosa i zaobrączkuje ktoś, kto
                        > nie tchórzy przed odpowiedzialnością. Zaś skoro na zimno kalkulujesz z całkowit
                        > ym pominięciem jej potrzeb i pragnień, to Twoje uczucia są jak letnie kluski. B
                        > iedna dziewczyna...
                        Ten fragment wypowiedzi jest obraźliwy i niegrzeczny. Czy tak wypowiada się, jak
                        to określiłaś dobrze zsocjalizowana jednostka?
                        Że nie wspomnę o drobnym fakcie, że sama treść to czysta manipulacja. Ślub to
                        zobowiązanie w założeniu na całe życie. Więc fakt, że ktoś się dziesięć razy
                        zastanowi, zanim z hura-optymizmem zacznie "rwać do ołtarza jak rączy jeleń"
                        (zabawne, że użyłaś waśnie tego słowa... JELEŃ) raczej świadczy właśnie o jego
                        DOROSŁOŚCI i ODPOWIEDZIALNOŚCI w kwestii podejmowania ważnych życiowych decyzji,
                        niż o czymkolwiek innym.
                  • mahadeva Re: Ja kontra wspolne dobro 07.11.08, 11:30
                    psychoguru nasz chcial przekazac bardzo wazna rzecz, sa w naszej
                    kulturze rzeczy wazne, podniosle, wzruszajace, wartosciowe... do
                    takich nalezy np decyzja i zycie w malzenstwie
                    tyle, ze niektorzy nie sa zdolni do takich podnioslych rzeczy... nie
                    wiem, dlaczego tak jest, dla niektorych 'wystarczy miec samochod',
                    ale niektorzy, jak ja, potrzebuja czegos wiecej, jakichs uniesien,
                    poswiecen, wielkich decyzji
                • mahadeva Re: Ja kontra wspolne dobro 07.11.08, 11:25
                  zgadzam sie z Toba, co do archetypu, jednak zauwaz, ze niektorzy tak
                  jak ja moge miec wstret do samej ceremonii i oddzialilabym ja od
                  zycia w malzenstwie
                  poznalam wspanialego czlowieka i chce z nim spedzic zycie
                  w 'konserwatywnym' zwiazku, pokazac innym, jaka to dla mnie stanowi
                  wartosc, w takiej zyjemy kulturze, ja dla niego zrezygnuje z
                  segemntu i moze z innych egoistycznych rzeczy (np. prosil mnie,
                  zebym nie palila, bo smierdze, wiec nie bede)
                  ktos napisal, ze wystarczy miec samochod i nikt sie nie bedzie
                  czepial... sorry, ale to zupelnie inny poziom, warto miec dobry
                  samochod, ale sa tez rzeczy niewidoczne dla oka, rzeczy podniosle,
                  wzruszajace, do tekich nalezy malzenstwo
    • paco_lopez Re: Malzenstwo? 07.11.08, 10:15
      wal w odbyt społeczny odbiór. fakt miałem szczęście. moja kobieta
      też nie chciała festynu. pewnie dlatego, ze już go miała wcześniej.
      a dzieci owszem. jak bedziesz miał samochód robotę kobiete i
      dzieciaka, to nikt ci nie powie, że jestes jakiś odmieniec. jest nas
      miliony.
      • rosa_de_vratislavia Re: Malzenstwo? 07.11.08, 10:20
        paco_lopez napisał:

        > wal w odbyt społeczny odbiór.

        To jest najmniej stotne. W dużych miastach jest masa par
        konkubenckich z dziećmi i nikt nie robi problemu.
        Probleme jest JEGO postawa. Dlaczego sformalizowanie związku budzi
        w nim lęk i niechęć? Być może podświadomie nie jest przekonany do
        partnerki.Gdyby "papierek" był dla niego nic nieznaczącą
        formalnością - bez problemu poszliby do USC - jemu byłoby wszystko
        jedno czy żyje ze ślubem czy bez.
        • sabaku.no.gaara Re: Malzenstwo? 07.11.08, 11:22
          No wlasnie z niektorymi to nie do konca. Jak juz pisalem, nie mam
          oporow, zeby formalnie zalegalizowac zwiazek ze wzgledu na nia i
          napewno nie dam jej tego odczuc jezeli tak saytuacja mialaby
          miejsce. Jestem gotow to zrobic.

          Rowniez i ja mysle, ze jezeli zyc bez malzenstwa z dzieckiem i jak
          to bylo napisane wyzej posiadajac samochod, dom itp. zyjac jak
          normalna rodzina to spolecznie nie robi to zadnego znaczenia. Jedyny
          wlasnie zgrzyt mialby byc na plaszczyznie wiary, kosciola itp.
          • mahadeva Re: Malzenstwo? 07.11.08, 11:38
            nic nie poradzisz, ze kosciol tak mowi, albo to akceptujesz, albo
            nie...
            samochod i dom to powierzchowne sprawy i maja sie nijak do wielkich
            uczuc i zobowiazan zwiazanych ze slubem
            • mruff Re: Malzenstwo? 07.11.08, 12:20
              wielu mężczyzn żeni się, bo ich kobiety tego chcą,pragną itd.

              dla kobiet niechęć do ślubu utożsamiana jest z "nie jest do mnie
              przekonany, chyba jednak mnie nie kocha" i rosną w głowie kobiety
              schizy,to rodzi niepewność,wyrzuty itd.
              tak działa nasza psychika :(((

              mój kolega po pół roku oświadczył się.Pytam-skąd taka szybka decyzja?
              A on"nie chciałem ryzykować-mógł ktoś mi skraść tak cudowną
              kobietę,zaklepałem ją sobie" :)))
      • mahadeva Re: Malzenstwo? 07.11.08, 11:21
        ja oddzielam festyn (klasyczny bialy slub) od zycia w malzenstwie
        nie chce zakladac bialej sukni i zapraszac gosci na picie wodki, ale
        chce slubu w usc, czy jak mowi moj ukochany, w wielkim kanionie
        jest to dla mnie b wazny wspanialy czlowiek, ta znajomosc to duza
        wartosc i w ten sposob mozemy sobie wzajemnie pokazac, ze tak
        uwazamy o sobie i realizowac konserwatywna wizje malzenstwa
        • paco_lopez Re: Malzenstwo? 07.11.08, 15:18
          poza tym z nim łatwiej bedzie segment utrzymać. a pisałas, że on
          jest nie halo coś dla ciebie do końca.
    • elielieli Re: Malzenstwo? 08.11.08, 10:35
      Malzenstwo jest grobem milosci
      • sabaku.no.gaara Re: Malzenstwo? 08.11.08, 11:51
        No i wlasnie to jest to, ze malzenstwa uzywa sie jako gwaranta ciaglosci
        zwiazku, zabezpieczenia przed odejsciem partnera czy finansowym. Tak samo mozesz
        dostac wypowiedzenie z pracy, jak i dostac pozew o rozwod.
        • elielieli Re: Malzenstwo? 08.11.08, 11:55
          Co dziwniejsze, zwiazki malzeniskie wsrod mlodych ludzi przezywaja
          srednio 3 i pol roku i koncza sie spektakularnym rozwodem, ci
          ktorzy zyja na tkzw. kocia lape-zyja w pelni szczescia latami.
          • psychoguru Nie tak 08.11.08, 16:27
            elielieli napisała:

            > Co dziwniejsze, zwiazki malzeniskie wsrod mlodych ludzi
            przezywaja
            > srednio 3 i pol roku i koncza sie spektakularnym rozwodem, ci
            > ktorzy zyja na tkzw. kocia lape-zyja w pelni szczescia latami.

            Tak niestety nie jest... masz dane na temat super kocich lap?

            Co do niecheci do malzenstwa mozna powody analizowac ale
            najczesciej jest to wynik niecheci do tradycyjnych rytualow
            postrzeganych jako bezsensowne (ale moga byc tez inne czynniki, np.
            niska samoocena, kompleksy ktore powoduja unikanie pokazywania sie
            w rolach publicznych). Oczywiscie jest to obecnie normalne tym
            niemniej warto jeszcze raz podkreslic ogromna role archetypow w
            psychice ludzi wiec w przypadku autora watku jezeli jego kobieta
            marzy o slubie z weselem to byloby jak najbardziej godne polecenia
            spelnienie jej marzenia. Nie robiac tego ryzykuje sie ustawienie w
            podswiadomosci poczucia rozczarowania co do zwiazku a to moze
            pozniej w zyciu wylazic w roznych formach. Cos a la babcia
            narzekajaca na dziadka: "nie dosc ze ma niska emerytue to nawet
            slubu i wesela nie mialam":).
          • mona.blue Re: Malzenstwo? 08.11.08, 17:15
            elielieli napisała:

            > Co dziwniejsze, zwiazki malzeniskie wsrod mlodych ludzi przezywaja
            > srednio 3 i pol roku i koncza sie spektakularnym rozwodem, ci
            > ktorzy zyja na tkzw. kocia lape-zyja w pelni szczescia latami.

            A skąd ta wiedza?
            I skąd ta cudowna wiara w związki na kocią łapę, które trwają latami?
            Jakoś prawie wcale nie znam takich w przeciwieństwie do trwałych
            małżeństw.
        • mona.blue Re: Malzenstwo? 08.11.08, 17:12
          Przeszłam właśnie przez rozwód i gwarantuję Ci, że to nie taka łatwa
          i prosta sprawa.
          • hed-wig Re: Malzenstwo? 09.11.08, 12:21
            Jeżeli planujecie być razem i mieć dzieci, to ślub faktycznie lepiej wziąć,
            zwłaszcza w takim kraju jak Polska. Mam tu oczywiście na myśli ślub cywilny,
            kościelny to już kwestia indywidualnych potrzeb. Absolutnie nie pochwalam ślubów
            kościelnych branych masowo teraz przez ludzi w moim wieku, to festiwale polskiej
            hipokryzji.
            A jeśli ktoś nie czuje się gotowy, to powinien po prostu poczekać.Faktycznie
            lepiej pobyć razem kilka lat na kocią łapę i w razie czego kulturalnie się
            rozstać, niż brać ślub na siłę a potem zaraz rozwód.
      • pyzz Re: Malzenstwo? 10.11.08, 13:39
        "Miłość jest światłem życia!
        Ale małżeństwo to rachunek za prąd..."
        :P
        • sabaku.no.gaara Re: Malzenstwo? 10.11.08, 15:59
          Heh, az taki jelen to chyba ze mnie nie jest. Jesli chodzi o
          zabezpieczenie prawne, to istnieją też inne gwaranty, ktore moga
          zapewnic mojemu dziecku i kobiecie, ktora je urodzi i razem ze mna
          wychowa (pisze tak bo bez slubu)zabezpieczenie chociazby finansowe.

          Zdradzajac conieco, to pewne kroki poczynilem zakladajac polise na
          zycie, z zanaczeniem, ze wlasnie moja partnerka bylaby glownym i
          jedynym beneficjentem w razie mojego braku. Zabezpiecznia tego typu
          na dziecko tez bedzie - zrobilbym podobnie, gdybysmy nawet byli
          malzenstwem

          Osobiscie wychodze z zalozenia, ze wiekszosc osob wypowiadajacych
          sie w tym watku (za co tez wielkie dzieki) mowi stereotypem, ze
          facet jak nie chce sie chajtac to jst nieodpowiedzialny, mysli o
          sobie, egoistyczny. Ignorowane sa natomiast inne przeslanki takiego
          zachowania faceta, co bardzo moim zdaniem ogranicza pole wypowiedzi.



          • pyzz Re: Malzenstwo? 12.11.08, 22:01
            > Heh, az taki jelen to chyba ze mnie nie jest.
            No... w każdym razie nie... RĄCZY...

            > Heh, az taki jelen to chyba ze mnie nie jest. Jesli chodzi o
            > zabezpieczenie prawne, to istnieją też inne gwaranty, ktore moga
            > zapewnic mojemu dziecku i kobiecie, ktora je urodzi i razem ze mna
            > wychowa (pisze tak bo bez slubu)zabezpieczenie chociazby finansowe.
            Przyznam, że strasznie mnie uderza, że owe ciągnące mężczyzn do małżeństw
            kobiety tyyyyle mówią o tym, jak to bez ślubu ICH byt będzie zagrożony, gdy WAS
            zabraknie, za to KOMPLETNIE ich nie obchodzi, czy WY, nie-mężowie nie będziecie
            zabezpieczeniu w przypadku, gdyby im się coś stało.
            Można by złośliwie sparafrazować: jesteście nieodpowiedzialni! Dorosły to szybko
            weźmie ślub, kredyt na mieszkanie, a potem zaharuje się na śmierć i szybko
            umrze, by ONA mogła odziedziczyć emeryturę.
          • psychoguru Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 13.11.08, 10:42
            sabaku.no.gaara napisał:

            > Osobiscie wychodze z zalozenia, ze
            wiekszosc osob wypowiadajacych
            > sie w tym watku (za co tez wielkie dzieki)
            mowi stereotypem, ze
            > facet jak nie chce sie chajtac to jst
            nieodpowiedzialny, mysli o
            > sobie, egoistyczny. Ignorowane sa
            natomiast inne przeslanki takiego
            > zachowania faceta, co bardzo moim zdaniem
            ogranicza pole wypowiedzi.

            Oczywiscie sa tu prezentowane madrosci
            ludowe. Ale powaznie w twoim zachowaniu
            zwraca uwage calkowite ignorowanie potrzeb
            psychicznych partnerki. Podkreslasz wage
            spraw materialnych i jak widac rozsadnie je
            zabezpieczasz. Dziecko tez traktujesz jako
            element zwiazku choc przedstawiasz to jakos
            tak jak jeszcze jeden element wyposazenia
            materialnego. Ale to jest jednak za malo czy
            nawet o wiele za malo dla szczesliwego
            zwiazku. A to dlatego ze nie wszystkie
            potrzeby psychiczne daja sie sprowadzic do
            kasy i przedmiotow. Jak bylo wspomniane sa
            one zwiazane z gleboko zakodowanymi
            archetypami kulturowymi, percepcja
            otaczajacego swiata, oraz czynnikami ktore
            kreca rozne osoby w rozny sposob.

            Jako przyklad wezmy bukiety kwiatow ktore
            sporo kobiet uwielbia dostawac rozkoszujac
            sie ich kolorami i zapachem co przy okazji
            nastraja ich psychike na sprawy bardzo
            uwielbiane przez facetow. Z racjonalnego
            punktu widzenia kupowanie kwiatow jest bez
            sensu bo szybko zamieniaja sie w smierdzace
            chwasty. Tym niemniej uwarunkowania
            psychiczne i kulturowe czynia z kwiatow
            bardzo dobry zakup jesli partnerka dobrze na
            to reaguje.

            Z twoim podejsciem do malzenstwa jest
            podobnie jak z kwiatami. Racjonalnie moze
            ten akt nie miec sensu ale moze miec bardzo
            powazny pozytywny wplyw psychiczny na caly
            twoj zwiazek z partnerka. Za ta sprawa moze
            sie kryc problem ktory koniecznie trzeba by
            zbadac: jaki jest twoj stosunek do potrzeb
            psychicznych i uczuciowych partnerki, czyli
            poziom empatii w stosunku do poziomu
            wlasnego egoizmu.
            • sabaku.no.gaara Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 13.11.08, 11:48


              Nie do konca jest tak, ze w zwiazku staram sie zabezpieczyc moja
              partnerke poprzez materialne dobra. Rownie dobrze staralbym sie ja
              zabezpieczyc w razie czego i po slubie- tutaj dla mnie roznicy
              niema. Wychodzi to jakos naturalnie. Mozna powiedziec, ze mysle o
              naszej przyszlosci. Zapewnienie jej jakichkolwiek potrzeb -
              emocjonalnych czy jakichkolwiek innych - to juz dzialania na troche
              innej plaszczyznie i staram sie to robic. W gruncie rzeczy
              malzenstwo to jedna z wielu potrzeb w zwiazku.

              No, ok. Przyjmijmy, ze wezmiemy slub. Spelnie jej psychiczne
              potrzeby zwiazane ze slubem zgodnie z uwarunkowaniami kulturowymi i
              wszelkimi archetypami. Ona bedzie zadowolona i szczesliwa, a ja?
              Moze brzmi to dosc egoistycznie, ale tak samo jak ona ma swoje
              potrzeby i przekonania, tak samo i ja mam swoje.
            • elielieli Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 13.11.08, 13:41
              Te archetypy o ktorych pisze psychol gulu to tak na prawde
              przestarzale stereotypy. Obecnie nawet kobiety odrzucaja mysl o
              bialej sukience i kwiatku, jako o ukoronowaniu marzen calego
              zycia.Wiele kobiet odklada pieniadze i same podrozuja po swiecie
              nie czekajac na ksiecia z bajki i podroz poslubna. WIelu mlodych
              ludzi mysli przedewszystkim o pracy, karierze, dobrej zabawie i
              podrozowaniu co mozna z powodzeniem robic razem i bez slubu. Nie
              kazdy zwiazek pomiedzy mlodym mezczyzna i mloda kobieta opiera sie
              na przestarzalym stereotypie meza i zony. Uwazam ze ludzie moga
              sobie ksztaltowac wlasne role spoleczne jak im sie tylko najlepiej
              udaje. Przestarzale stereotypy rol malzenskich:meza i zony *nie
              funkcjonuja* i wielu ludzi boi sie poswiacac *prawdziwe uczucie*
              dla przestarzalej mzonki.
              Ja bym tylko poczekala z tym dzieckiem pare lat.Plodzenie
              potomstwa mozna sobie odlozyc na pozne lata 40-ste.
              • malakas Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 13.11.08, 13:50
                > Ja bym tylko poczekala z tym dzieckiem pare lat.Plodzenie
                > potomstwa mozna sobie odlozyc na pozne lata 40-ste.

                A ja bym sie nie odważył spłodzić dziecka w wieku lat 40.
                Głównie z uwagi na zdegenerowany, zdeformowany, zmutowany i zużyty
                material genetyczny. Poza tym nie miałbym siły prostować co chwilę,
                że to nie wnuczek.
                Młodzi do roboty, a my po lufie.
            • pyzz Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 15.11.08, 12:56
              Ja bardzo przepraszam, ale prezentujesz taki dość typowy kobieco-centryczny
              punkt widzenia.
              Niestety, ale tu sytuacja prawdopodobnie jest kompletnie symetryczna: on rzekomo
              ignoruje potrzeby partnerki co do POSIADANIA ślubu, ona zaś, równie bardzo -
              jego potrzeby co do NIE posiadania ślubu. Nie możesz mu wmawiać, że ślub to
              jedynie słuszna droga, jedyna dojrzała decyzja itd. Równie dobrze za
              niedojrzałość można by poczytywać niechęć do bycia zabitym za kraj.
              Ślub nie jest umową na warunkach równoprawnych. To, zwłaszcza w polskich
              warunkach, umowa, której profity dostaje żona, podczas gdy koszty spadają na
              męża. Ponadto, jest to umowa, w której niebezpiecznie silny głos dostaje Państwo
              (na przykład zdarzają się przypadki, w których małżonkowie CHCĄ się oboje
              rozwieźć, a sąd, ponieważ się nie biją, nie wyraża zgody). Dlatego jego strach
              przed ślubem, jako takim jest jak najbardziej racjonalny.
              Oczywiście można mawiać, że "prawdziwy rączy jeleń to...", tylko, że to niczego
              dobrego nie przyniesie.
              Piszesz o konsekwencjach dla związku w przypadku braku ślubu. Oczywiście, że
              jeżeli ona będzie chciała ślubu, a on nie, to związek może się rozpaść. Tyle
              tylko, że on nie rozpadnie się z braku ślubu, tylko z powodu przeciwstawnych
              poglądów i potrzeb w najważniejszych życiowych sprawach. Jeżeli on weźmie ten
              ślub, to zacznie to w nim budzić frustracje. Że był zmuszony, "zgwałcony przez
              uszy"...
              No i to małżeństwo się i tak rozpadnie. Tyle tylko, że rozpadnie się, jak już
              dziecko będzie, kiedy będą kredyty. Więc konsekwencje tego rozpadu będą znacznie
              poważniejsze. Mam naprawdę sporo znajomych, którzy prosto i bez zastanowienia
              zasuwają prostą drogą do realizacji tego scenariusza, a niektórzy już go dokonali.
              Nb, on wcale nie prezentuje postaw egocentrycznych. Postawą egocentryczną byłoby
              się nie przejmować i po prostu przyjąć postawę "a niech se gada". Sam fakt, że
              pisze świadczy o tym, że on się nad potrzebami partnerki zastanawia, konflikt
              pomiędzy potrzebami jego i jej stanowi dla niego problem. To NIE jest egoizm.
              • psychoguru Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 15.11.08, 16:00
                pyzz napisał:

                > Ja bardzo przepraszam, ale prezentujesz taki dość typowy kobieco-
                centryczny
                > punkt widzenia.
                > Niestety, ale tu sytuacja prawdopodobnie jest kompletnie
                symetryczna: on rzekomo
                > ignoruje potrzeby partnerki co do POSIADANIA ślubu, ona zaś,
                równie bardzo -
                > jego potrzeby co do NIE posiadania ślubu.

                Pomylka twojego rozumowania polega (podobnie jak wypiciny 3xeli
                powyzej) na przeciwstawianiu argumentow racjonalnych argumentom
                nieracjonlanym czyli tzw. porywom serca i uczuc. Z racjonalnego
                puntku widzenia prawne zawarcie malzenstwa nie ma sensu ( lub ma
                sens czysto formalny). Natomiast z emocjonalnego i kulturowego
                punktu moze miec ono potezny wplyw na psychike ludzi i to sie widzi
                na codzien.

                Jest wiele innych tego rodzaju spraw: poczynajac od dawania
                kwiatow, po choinki swiateczne, obchodzenie urodzin/imienin,
                pogrzeby i chodzenie na groby, pomijajac juz sprawy takie jak
                ceremonie religijne. Umysl w pelni racjonalny bedzie doskonale
                egzystowal wyzwolony z tych zwyczajow, z odrobina politowania
                obserwujac ludzi uwiezionych w ich kregu czyli np. zamiast
                idiotycznych choinek, karpi na wigilie i oplatkow bedzie sie
                pakowal i spadal na narty lub surfing. Jednak fakty sa takie ze
                jest masa ludzi dla ktorych przezywanie emocji zwiazanych ze
                zwyczajami jest ogromnie wazna.

                Mamy wiec tutaj sytuacje asymetryczna: argumenty racjonalne
                zderzaja sie z emocjami. Racjonalista bedzie w stanie zrozumiec ze
                rola emocji w dzialaniu mozgu bliskiej osoby moze byc tak silna ze
                pozbawianie tych emocji jest wrecz okrutne. W druga strone to nie
                dziala, osoba kierujaca sie emocjami i zwyczajami nie potrafi i nie
                chce ich zobiektywizowac (bo wtedy stalaby sie racjonalista),
                innymi slowy tkwi w swojej skorupie ktorej nie widzi. Skoro wiec
                racjonalista ma szersze zrozumienie sprawy, widzi ta skorupe i
                uwarunkowania psychiczne to w przypadku takiej ceremonii jak slub
                zaakceptuje ja jako element niezbedny dla zapewnienia wlasciwego
                poziomu napiecia uczuciowego drugiej osoby.

                Zreszta moze to byc element niejedyny i pytanie jest do jakiego
                poziomu racjonalista powinien ustepowac presji irracjonalnych
                zwyczajow? No bo jak ustapi wobec slubu a partnerka zacznie
                zglaszac potrzeby w rodzaju otrzymywania kwiatow i upominkow bo ma
                to zakodowane jako dowod pamieci, obchodzenia urodzin i imienin bo
                to okazja towarzyska, stawiania choinek bo taki jest zwyczaj,
                chodzenia na zabawy taneczne bo to jest rozrywka, i tak dalej?

                Jest tu na pewno pole do konfliktow i w przypadku duzej roznicy
                partnerzy do siebie po prostu nie pasuja. W przypadku roznic do
                strawienia jakis kompromis sie ustala ale pewien poziom
                rozczarowania jednak zostaje.
                • pyzz Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 19.11.08, 23:01
                  Ja nie przeciwstawiam wcale argumentów racjonalnych argumentom nieracjonalnym,
                  porywom serca. Możesz mi wierzyć, że WIEM, że ważne jest aby potrzeby CZYSTO
                  emocjonalne (nawet nieracjonalne) były zaspokajane.
                  Jednak nadal sądzę, że to, z cym tu mamy do czynienia, to są dwie przeciwstawne
                  potrzeby. Otóż to, że jego strach, niechęć do małżeństwa ma jak najbardziej
                  logiczne uzasadnienie nie zmienia faktu, że są to tak samo emocje, jak jej CHĘĆ
                  małżeństwa.
                  Ponadto to, czego niestety nie mogę w Twojej argumentacji zaakceptować to
                  przekonanie, że jeżeli mamy dwie przeciwstawne potrzeby emocjonalne, z których
                  jedna jest logicznie uzasadniona, a drugą uznajemy za logicznie nieuzasadnioną
                  (nb. kobieca chęć małżeństwa jest moim skromnym zupełnie logiczna, bo to kobieta
                  jest beneficjentką małżeństwa kosztem męża. A zatem zupełnie logiczna, choć
                  nieuczciwa) to Ty proponujesz ni mniej, ni więcej, tylko to, że strona, której
                  potrzeby są uzasadnione powinna zrezygnować z nich na rzecz nieuzasadnionych
                  potrzeb drugiej strony. I to właśnie, jak zrozumiałem dlatego, że tamte są
                  nieuzasadnione. Ba, powiedziałeś wprost, że nieuleganie potrzebom
                  nieuzasadnionym to egoizm. To nie jest fair.

                  Jeżeli pęd ku małżeństwu wynika z chęci odczucia, że mężczyzna się zaangażował w
                  związek, to można wykazać owo zaangażowanie na milion innych sposobów. Co
                  więcej, brak małżeństwa spowoduje konieczność podtrzymywania uczucia, co dla
                  związku będzie tylko zbawienne. Małżeństwo to byłby tylko początek końca i
                  początek narastających frustracji bycia niewolnikiem.
                  • psychoguru Re: Potrzeby psychiczne, empatia i egoizm 21.11.08, 22:00
                    pyzz napisał:

                    > Ja nie przeciwstawiam wcale argumentów racjonalnych argumentom
                    nieracjonalnym,
                    > porywom serca. Możesz mi wierzyć, że WIEM, że ważne jest aby
                    potrzeby CZYSTO
                    > emocjonalne (nawet nieracjonalne) były zaspokajane.
                    > Jednak nadal sądzę, że to, z cym tu mamy do czynienia, to są dwie
                    przeciwstawne
                    > potrzeby. Otóż to, że jego strach, niechęć do małżeństwa ma jak
                    najbardziej
                    > logiczne uzasadnienie nie zmienia faktu, że są to tak samo
                    emocje, jak jej CHĘĆ
                    > małżeństwa.
                    > Ponadto to, czego niestety nie mogę w Twojej argumentacji
                    zaakceptować to
                    > przekonanie, że jeżeli mamy dwie przeciwstawne potrzeby
                    emocjonalne, z których
                    > jedna jest logicznie uzasadniona, a drugą uznajemy za logicznie
                    nieuzasadnioną
                    > (nb. kobieca chęć małżeństwa jest moim skromnym zupełnie
                    logiczna, bo to kobiet
                    > a
                    > jest beneficjentką małżeństwa kosztem męża. A zatem zupełnie
                    logiczna, choć
                    > nieuczciwa) to Ty proponujesz ni mniej, ni więcej, tylko to, że
                    strona, której
                    > potrzeby są uzasadnione powinna zrezygnować z nich na rzecz
                    nieuzasadnionych
                    > potrzeb drugiej strony. to właśnie, jak zrozumiałem dlatego, że
                    tamte sąI
                    > nieuzasadnione. Ba, powiedziałeś wprost, że nieuleganie potrzebom
                    > nieuzasadnionym to egoizm. To nie jest fair.

                    Twoje uogolniajace podejscie "kobieta jest beneficjentka"
                    malzenstwa jest absurdalne i nie pasuje do typowej rzeczywistosci.
                    Zawarcie malzenstwa traktujemy tu jako sprawe formalna i
                    ceremonialna, bez realnego znaczenia. Nie zrozumiales dokladnie
                    uzasadnienia dlaczego w tym przypadku gdy jedna strona nalega
                    racjonalnym rozwiazaníem jest zaspokojenie tej potrzeby. Chodzi tu
                    o to ze zawarcie malzenstwa jest ceremonialem kulturowym nalezacym
                    do najglebszych archetypow zachowan spolecznych. Obecne jest
                    przeciez we wszystkich kulturach i cywilizacjach i to od
                    niepamietnych czasow, mowiac w przenosni prawie od zejscia praludzi
                    z drzew. Mozna sie wiec zastanawiac czy potrzeba tego typu rytualu
                    nie jest zakodowana w strukturze psychiki tak bardzo ze czesc ludzi
                    odczuwa je jako wrecz niezbedna koniecznosc normalnej egzystencji.
                    I wobec tego bez spelnienia rytualu bedzie odczuwac zyciowe
                    rozczarowanie.

                    Natomiast postawa racjonalna odrzucenia rytualow jest nowa i
                    dlatego nie wszyscy sa w stanie ja przyjac. Mozna to uzasadniac
                    konstrukcja psychiczna czy nawet budowa mozgu. Widac to w krajach
                    gdzie znikly wszelkie roznice miedzy zwiazkami formalnymi i
                    nieformalnymi i bardzo duza czesc czy wiekszosc ludzi zyje w
                    zwiazkach nieformalnych (np. kraje skandynawskie). Nawet w tych
                    krajach jednak spora czesc ludzi wybiera rytualny akt malzenstwa
                    choc na pewno nie ma to absolutnie zadnego realnego znaczenia pod
                    jakimkolwiek wzgledem. Po prostu ci ludzie naleza do grupy ktora ma
                    silna potrzebe zachowan ceremonialnych.
                • facettt mam z Toba - jako i z malakasem :) 21.11.08, 19:05
                  psychoguru napisała:

                  W przypadku roznic do strawienia jakis kompromis sie ustala ale
                  pewien poziom rozczarowania jednak zostaje.

                  mam z Toba, jako i z Malakasem.
                  Gdyby nie on i Ty
                  - to sam musialbym te ELABORATY sadzic :)
    • tigerenergy Re: Malzenstwo? 21.11.08, 18:55
      = głupota!
    • teklana Re: Malzenstwo? 21.11.08, 19:12
      Jeśli chcecie być razem,mieć wspólnie dziecko to raczej małżeństwo.
      W konkubinacie jest trudniej........w wielu powodów tworzyć
      wspolnotę;-)
      • pyzz Re: Malzenstwo? 21.11.08, 20:37
        > W konkubinacie jest trudniej........w wielu powodów tworzyć
        > wspolnotę;-)
        Bez żartów. W konkubinacie po prostu mężczyzna jest na mniej nierównych prawach.
        Oczywiście, że kobiety do małżeństwa dążą, bo to dla nich jest ta instytucja.
        Ale w konkubinacie MOŻNA tworzyć prawdziwą wspólnotę właśnie dlatego, że obie
        strony wiedzą, że jeżeli nie będą się nawzajem dobrze traktowały to druga strona
        odejdzie. A co gorsza nie będzie można wyciągnąć rąk po majątek na który ta
        druga strona zapracowała. To małżeństwo przez włączenie myślenia "zaklepany/na,
        on/ona już mi się NALEŻY" powoduje, że małżonkowie traktują się roszczeniowo,
        egocentrycznie a to zabija wspólnotę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka