jestemsobiemalymis
09.04.09, 21:23
Chciałbym napisać o tej obłudnej piosence "Testosteron", która jest
synonimem kobiecej sprzeczności.
Ile ja to razy przeżyłem, kiedy dziewczyny mówiły mi, że jestem
miły, sympatyczny itp, itd jednocześnie dając do zrozumienia, żebym
sobie za wiele nie obiecywał, bo do "tych" rzeczy wolą innych
facetów.
Nie potrafię poruszać się po sprawach damsko-męskich, ponieważ
nigdy nie wiem czy dziewczyna raczej daje mi do zrozumienia żebym
się bujał dlatego że jest przyzwoitką czy dlatego że jej
nie "kręcę". Do tego mam skłonność do idealizowania
tych "przyzwoitek" i potem jestem rozczarowany (często będąc
zakochany), bo okazuje się, że one wcale nie są święte i potrafią
być konkretne wobec facetów, którzy im się podobają.
Z tego wszystkiego mając 32 lata czuję się jak dzieciak, bo mam
poczucie, że gra toczy sie obok mnie, gdzie dorośli odprawiają swoje
godowe tańce pełne hipokryzji, a ja jak ten głupi, naiwny, mały
dzieciak pałętam się pod nogami i nie mam tam wstępu i stoję za
zamkniętymi drzwiami.
Jestem bardzo subtelny i delikatny, nie cham, mam poczucie humoru,
jestem elokwentny, mam bajer, jest fajnie ale mam poczucie, że ta
moja delikatność płoszy i wolałbym być "chamem ze sztachetą w ręku"
i wiem, że często obserwując wybory kobiet dziwię się, że wybierją
palantów, którzy nie umieją sklecić jednego zdania! Ileż ja się jako
nastolatek gdy rówieśnicy rwali dziewczyny nawstydziłem ZA NICH ,za
to że ich gadka-szmatka mierziła mnie, ale o dziwo była skuteczna!
Liczy się tylko Testosteron i męska tępa siła. Jestem czasem bardzo
załamany bo dochodzi do mojej mózgownicy, że więcej bym zdziałał w
tej damsko-męskiej materii gdybym był prostym ciołkiem, który idzie
z przysłowiowym h...em w garści przez miasto i mówi: "w co by tu
włożyć panowie, w co by tu włożyć". Nie potrafię podchodzić do seksu
w czysto "ochotny", przygodowy sposób, jestem wrażliwy i empatyczny,
zaraz mnie interesuje co dziewczyna ma w głowie, o czym myśli, co
czuje. Często chcę się tylko przyjażnić (gdy ona jest mężatką) ale
dostrzegam niechęć i całe moje dobre intencje są zupełnie nie
potrzebne bo inny koleś, który od razu do tej samej kobiety uderzy
prosto i konkretnie będzie miał lepszy poziom relacji i zażyłości
(niekoniecznie rozumianej jako seks). Jestem głupi że się tak
interesuję nimi jako istotami ludzkimi (w całym ich
człowieczeństwie) zamiast widzieć w dziewczynach laseczki-samiczki
do wyrwania i załozyć wobec nich najprostszy sposób zainteresowania
t.j "co ona ma pod sukienką".
Jest to dla mnie okropne...żle się z tym czuję. Dotyka to moich
naajgłębszych pokładów mojej wrażliwości i burzy fundamenty mojego
rozumienia relacji między kobietą a mężczyzną. Kobiety wolą w
gruncie rzeczy Tesrosteron, a potem gderają o tym jacy ci faceci są
nie czuli i oskarżają sobie testosteron puszczając przez łzy Kayah.
Obłuda!!! Chcieliście ciołków to sobie teraz płaczcie.
Czekam na pytania, bo mogę więcej napisać...Mam tyle żalów