Dodaj do ulubionych

Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty...

16.06.09, 12:35
Czy spotkaliście się może z przypadkiem człowieka jak w opisie? Nie
lubi rozmawiać o uczuciach (właściwie z natury nie jest gadatliwy,
ew 'rozkręca' się mówiąc o własnych pasjach, zainteresowaniach),
ciężko wydobyć z niego jakiekolwiek deklaracje, słowa o uczuciach,
emocjach, stanach wewnętrznych, o tym, co czuje i przeżywa, jaki
wpływ wywierają na nim pewnie zachowania, słowa do niego kierowane.
Jednocześnie jest (cieleśnie) niesamowicie ciepły, czuły - często
przytula, całuje, bezsprzecznie potrzebuje i szuka fizycznego ciepła
drugiej osoby.
Jak dotrzeć do takiego człowieka? Jestem osobą wielu słów, on -
niewątpliwie czynów. Jednak nie wszystko przecież można pokazać, czy
udowodnić poprzez zachowanie, czasami trzeba powiedzieć, opisać...
Mi tego brakuje, czuje sie niepewnie, mam wiele wątpliwości.
Bezpośrednia konfrontacja niewiele wnosi. Zaakceptować, czy szukać
innego 'klucza' do takiej osobowości? Czy tacy ludzie kiedykowiek
się emocjonalnie odkrywają, czy taka ich niezmienna natura?
Obserwuj wątek
    • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 13:49
      :-) Moj chlopak taki jest...

      Przyznaje sie do tego, ze nie jest czlowiekiem stworzonym do gadania
      o uczuciach. Wiele chowa w sobie, tlamsi, cierpi na swoj sposob i
      czesto ucieka od uczuc. Mozna z nim porozmawiac o wszystkim, ale nie
      o tych rzeczach.
      Z drogiej strony jest kochany. Daje mi duzo ciepla i okazuje
      uczucia.
      Niestety - czasami napadaja go stany ekstremalnego zamkniecia sie w
      sobie. Wtedy nikt nie jest w stanie do niego dojsc. A on ucieka
      gdzies tam daleko.

      Musialam sie zasmiac przeczytajac Twoj post. Na poczatku miewalam
      identyczne mysli, jak Ty. Probowalam sprawic aby sie otworzyl,
      probowalam duzo rozmawiac, duzo pytac. I o maly wlos bym go nie
      stracila, bo oczywiscie bylam niezadowolona z efektow. Dam Ci
      naprawde dobra rade - zaakceptuj go takim jakim jest i daj mu
      spokoj. NIe wierc, nie wypytywaj, nie domyslaj sie - po prostu
      zaufaj i ciesz sie z tego, co z nim masz. Zobaczysz - on to doceni,
      bo dla niego to najwoekszy dowod milosci - dac mu byc takim, jakim
      jest. Nadejda momenty kiedy on sam raz mniej, a raz wiecej zechce
      sie przed Toba otorzyc. On najpierw musi zbudowac zaufanie do
      Ciebie, a te dostaniesz tylko, jezeli okazesz mu calkowita
      akceptacje. To dotyczy zreszta chyba wszystkich facetow... :-)
      Nie mysl za duzo. A jak Ci sie chce pogadac o glebokich tematach -
      od czego sa kolezanki? On jest facetem, nie kobieta z penisem.
      Wlasnie to nas w facetach kreci, wiec nie powinnismy zmieniac ich na
      sile.
      Dodam cos jeszcze pozytywnego - ja takze bylam osoba ielu slow. Zbyt
      wielu. Przy nm nauczylam sie rozmawiac efektownie, wazyc slowa i
      doprawdy zyskalam klasy przy moim partnerze. Daj wam czasu.
      Wiem, ze nielatwo jest gdy spotykaja sie takie dwie przeciwne
      natury. ( Jezeli wierzyc horoskopom - ja jestem skorpionem
      szukajacym gleboko, a moj chlopak jest strzelcem patrzacym szeroko w
      dal... ;-) )

      A wiec krotko mowiac kluczem do jego osobowosci bedzie Twoja
      akceptacja.

      Zycze powodzenia :-)
      • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 14:22
        Dzięki, fakt - to krzepiące :)
        Tylko nie wiem, czy moja frustracja nie jest czasami spotęgowana
        innymi różnicami pomiędzy nami. Owszem, jego zarzuty o braku
        akceptacji padały. Może za bardzo koncentruję się spełnianiu
        własnych potrzeb, niż dawaniu komuś przestrzeni na 'bycie sobą' -
        tylko ciężko być z kimś prawie 2lata i nadal nie wiedzieć, co się
        dla niego znaczy...
        Może po prostu wypełniam jakąś pustkę w jego życiu, jest dobrym
        człowiekiem, więc mi pomaga, potrzebuje drugiego człowieka - daje mi
        się zatem wygadać, przytula, daje fizyczny komfort. Jak się mam
        dowiedzieć, że mnie kocha, a nie tylko lubi - skoro sam tego nie
        powie wprost. Wiem, że mu z ze mną dobrze, sam to mówi - dla mnie to
        jednak za mało.
        • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 14:52
          Dlaczego my kobiety tak duzo myslimy...? Katastrofalnie...

          W czym szukasz problemu ? Daje Ci sie wygadac, przytula, daje
          fizyczny komfort, mowi, ze mu z Toba dobrze - gdybys byla mu
          obojetna - watpie czy by to wszystko dla Ciebie robil... To jest
          jego sposob na okazanie Ci milosci.
          My zawsze chcemy wszystko szybko, szybko i na sile. Wyluzuj. Pokaz
          mu, ze jestes fajna kobieta, a nie taka - pewna niepewnosci,
          watpliwosci, dziwnych domyslen... Lepiej badz zmyslowa - nie
          zamartwiajac sie, bo nie ma nic bardziej soszecajacego.
          Zrelaksowana, wyluzowana kobieta to skarb kazdego mezczyzny. Zajmij
          sie soba, sama siebie rozpieszczaj i ksztaltuj i nie marnuj czasu i
          zycia na takie mysli i zachowania. Badz bardziej szczodra w sprawach
          tolerancji i nie oczekuj nigdy, ze Twoj partner bedzie taki sam jak
          Ty... Piszesz o Twojej frustracji spotegowanejroznicami pomiedzy
          wami - chyba zapominasz, ze przez te roznice go pokochalas...
          • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 15:54
            Hmm, zawsze zastanawia mnie, jak przy tak różnych osobowościach
            pogodzić rozmijające się potrzeby - jego prawo do niemówienia o
            uczuciach, a okazowaniu ich oraz moją potrzebę usłyszenia i wiedzy
            na czym stoję (wyartykuowania uczuć). Owszem, zgadzam się, że nie
            powinno się zmieniać innych - ale wtedy to ja powinnam się zmienić i
            pozbyć własnych potrzeb, tak?
            Rozumiem więc, że nie da się osiągnąć tu kompromisu i zawsze któreś
            z nas będzie sfrustrowane.
            Reasumując: po co tak dużo myślimy? Widocznie mamy do czynienia ze
            zbyt dużą ilością niedomówień i niepewności.
            • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:18
              Skoro tak Ci uwiera wasza "roznorodnosc" i najwazniejsze, czego
              pragniesz w zwiazku to bliskosc mentalna i identyczny lub zblizony
              do siebie sposob myslenia& wyrazania uczuc - masz ciezko i musisz
              zdecydowac. Ale jezeli definiujesz milosc inaczej - na miare
              zaufania, tolerancji, spokoju i pewnosci wlasnych uczuc do partnera -
              nie widze zadnego problemu. On Cie akceptuje taka jaka jestes. A Ty
              probujesz go zmienic. Dlaczego? Kochasz go tylko, kiedy okazuje Ci
              milosc,a a jak nie to masz watpliwosci? Zastanow sie nad tym, czy to
              nie w Tobie brk pewnosci siebie. I uwierz mi - my kobiety jestesmy
              takie dziwne, ze kiedy by zbyt czesto Ci opowiadal o uczcuciach -
              napisalabys post a ala - pomocy, moj facet to mazgaj. brakuje mi w
              nim meskosci.... :-) Jestem pewna. My malo kiedy potrafimy ocenic
              sytuacje trafnie. Nie jestes 100 % zadowolona, bo brakuje Ci 20 % w
              ksztalcie czegostam....Ok. Facet by sie zadowolil tymi 80% i
              wszystko byloby cacy.
              Nie mysl ta romantyczna miloscia i nie opieraj sie na jakichs tam
              stereotypach, ze jezeli facet lub kobieta nie robia czegos tam, to
              juz znaczy to ze to nie milosc.... Milosc jest bardzo indywidualna i
              nie kazdy, nawet jak ja ma jest na nia gotowy.
              Gdybym mogla - stworzyalabym pigulke pomagajaca kobiecie pozbyc sie
              wszystkich okropnych stereotypow i otworzyc oczy na prawdziwe
              uczcucie.

              Pozdrawiam & powodzenia....
    • coco-flanell Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 15:58
      A moze czas nauczyc sie tolerancji. Co to znaczy, ze chcesz go
      zmienic? A dlaczego sama sie nie zmienisz, tylko szukasz mozliwosci
      zmiany jego cech osobowosci? To zywy czlowiek i albo szanuje sie to
      jakim, jest albo zostawia i szuka idealu.
      • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:05
        Dlatego też napisałam, że kompromis raczej nie jest możliwy. Ja też
        jestem żywym człowiek, posiadam swoje potrzeby, które się rozmijają
        z Jego potrzebami i naturą.
        Zgadzam się, że nie powinno się zmieniać ludzi, ale dotyczy to też
        mnie :) Jeżeli potrzebuję słów i artykulacji uczuć, daje mi to jakiś
        komfort i bezpieczeństwo (a przynajmniej niweluje niepewność) to
        ciężko mi poszukiwać zamienników, szukać tego gdzieś indziej (nie
        potrafię czytać czyichś czynów - są dla mnie wieloznaczne).
        • coco-flanell Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:17
          To moze zostaw tego mezczyzne, niech mu sie poszczesci z kobieta o
          bardziej wszestronnych horyzontach.
          • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:22
            Lubię forumowe 'bicie piany'. A po czym wnosisz, że moje 'horyzonty'
            nie są 'wszechstronne'? Po tym, że nie chcę się zmienić?
            Najważniejsze to chyba lubić i szanować siebie, pielęgnować własną
            naturę, a nie zmieniać zgodnie z kierunkiem wiania wiatru.

            W każdym razie dzięki za wnikliwość w temacie i nieskrępowane
            wyrażanie własnego zdania.
            • coco-flanell Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:49
              Sorry, mocno bylo napisane. Jednak! sa rozne sposoby wyrazania
              uczuc. W sumie tak moze zostal wychowany z domu, moze taki byl jego
              ojciec?
              Jednak wiedz, ze wielu mezczyzn jest takich, otwieraja sie powoli i
              tylko wtedy, gdy komus bardzo ufaja.
            • leda16 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 21:21
              Mądre słowa Twoje poprzedniczki napisały a Ty dalej swoje - lubisz mielić ozorem po próżnicy i tego samego oczekujesz od faceta. Jego potrzeb i indywidualności zaakceptować nie chcesz, tylko ma skakać jak Tobie pasuje. Można by wprost napisać, iż Twoje "horyzonty" nie wykraczają poza czubek Twojego nosa. Żenujące :(.


              Najważniejsze to chyba lubić i szanować siebie, pielęgnować własną
              > naturę,


              Nie egocentryczna pannico! Najważniejsze to lubić i szanować INNYCH LUDZI, oczywiście tych, którzy na to zasługują. Lubić i szanować siebie, czynić z siebie pępek świata, to po prostu zwykłe sobkostwo i egoizm.


              a nie zmieniać zgodnie z kierunkiem wiania wiatru


              Ach, kompromis i szacunek dla sposobu okazywania uczuć przez tego faceta to po prostu bździny niesione wiatrem, ktore mierzi Twoje wysublimowane powonienie...To a propo's tych wszechstronnych horyzontów, które bezkrytycznie sobie przypisujesz ;).
              • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 12:51
                Tyle samo w Twojej odpowiedzi jadu co miłości bliźniego - chyba
                nadajesz z Radia Maryja :))
                Szkoda, że ja żyć nie mogę jak chcę i być jaka jestem... Tolerancja
                jednostronna w Twoim wykonaniu jest mistrzostwem!
              • paelex Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 20.06.09, 17:06
                kazdy czlowiek na pierwszym miejscu stawia swoje potrzeby - a jesli ty
                twierdzisz, ze potrzeby blizniego sa dla ciebie wazniejsze, niz wlasne - to
                znaczy, ze jestes zwyczajnie zaklamana.
        • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:28
          to znaczy,
          ze jego czyny mogly by byc skierowane tak do Ciebie jak i kogos
          innego?
          nie nosza cech Twojej osobowosci?zas slowa
          ......Cie stokrotnie....Ciebie stokrotnie, nie
          potrafie nic:)
          [/i]
          sa dokladne, precyzyjnie odczytywane?
          jesli tak, to mysle ze piszac do niego. piszac intymnie, wprost i
          imiennie pokazesz mu ze potrzebujesz wlasnie jego, jakim jest!) ale
          tak, zebys zrozumiala ,ze jest taki czuly i intymny tylko dla
          Ciebie:)
          takie podanie z proba o uczucie to takze wykazanie sie inspiracja w
          poszukiwaniach najwlasciwszej, najprecyzyjniej wyrazajacej Cie
          frazy.to takze sposob na wywazona, nie podyktowana emocjami
          odpowiedz sobie; kogo i czego wlasciwie szukasz.

          • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:33
            Nie wiem, czy dobrze Cię rozumiem - mam sama do siebie napisać
            rozprawkę o własnych uczuciach, czy do Niego 'podanie' o wyznanie?
            Piszę bez ironii ;)
            • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:03
              dokladnie,
              dwa w jednym.
              bo formulujac wlasne mysli; zapisujac je , z mozliwoscia ,
              zastapienia innymi slowami, precyzyjniej wyrazajacymi to co
              czujesz;uczysz sie sama wyrazac to co chcialabys uslyszec:) to
              tresc.
              a forma podania to niezwyczajowa przeciez prosba o milosc.i jej
              ujecie.
              moze wlasnie na poczatek oglednie, jak w urzedowym podaniu, pokazesz
              zes dowcipna,ale zwracajaca uwage na jego potrzebe lakonicznosci i
              intymnosci gestow:)takie bowiem podania sa, prawda?
              zycze z caalego serca
              ka
              • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 18:42
                Hmm, doceniam świeżość i kreatywność myślenia, serio! Powiedz,
                zastosowałaś to sama kiedyś w praktyce? Jakieś efekty?
                Przynam, że dla mnie to dość rewolucyjny pomysł - może nie spisanie
                własnych myśli, ale podanie na pewno. Nie wiem, czy bym się zdobyła
                na taki krok...
                • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 22:01
                  tak,
                  zastosowalam i stosuje.zawsze wszystko sprawdzam na sobie:)
                  efekty?
                  wiedza:kim jestem.
                  jesli w odpowiedzi na siebie, na moje poczynania jest milczenie,
                  probuje dalej. jesli jest zlosc,przepraszam i naprawiam wlasny blad.
                  jesli zas jest usmiech; to to jestem najszczesliwszym czlowiekiem na
                  ziemi.
                  nie wiem czy moje przyklady sa wystarczajace dla Ciebie,bo
                  ja stosujac je, chcialam zrozumiec siebie. zaspokoic glod
                  samopotwierdzenia.
                  hmm, po latach zycie zweryfikowalo niejedna moja "pomylke" i
                  pokazalo takze iz wybralam wlasciwa droge.
                  nagrodzilo mnie; choc nie traktuje niczego w kategoriach nagrody i
                  kary, mozliwosciami-
                  spotykania takich ludzi jacy mi sie wymarzyli i kreowania wspolnych
                  okolicznosci.
                  i to by bylo na tyle:)
                  ka

        • tojatojatoja Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 20:13
          to_krot_nie napisała:

          > Dlatego też napisałam, że kompromis raczej nie jest możliwy. Ja też
          > jestem żywym człowiek, posiadam swoje potrzeby, które się rozmijają
          > z Jego potrzebami i naturą.
          > Zgadzam się, że nie powinno się zmieniać ludzi, ale dotyczy to też
          > mnie :)

          No i tu się IMHO głęboko mylisz: można zmieniać, ale tylko i wyłącznie siebie, a w Twoim przypadku Twoje nastawienie i potrzeby. Jeśli nie zmieniać, to zmodyfikować.

          Dlaczego to on ma być inny? Nie masz na to wpływu. Możesz zmienić tylko siebie. Naprawdę.

          Mój facet jest trochę podobny do Twojego - bardzo ciepły, lubi się przytulać, okazywać uczucia, choć różni się tym, że często powtarza mi, że mnie bardzo kocha. Jak dla mnie czasem za często. W naszym związku to ja jestem tą chłodniejszą osobą, ale to, że co chwilę nie składam mu deklaracji i nie powtarzam, że go kocham - nie oznacza, że go nie kocham.
          • tojatojatoja Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 11:49
            Myślałam o Twoim problemie i wpadł mi do głowy jeden pomysł - skoro jesteś tą bardziej emocjonalnie dostępną osobą i lubisz mówić o uczuciach, to może powiedz mu o nich wprost, jak również o swoich potrzebach, korzystając z tak mądrego narzędzia jakim jest KOMUNIKAT "JA". Jeśli nie znasz tej techniki komunikowania się, jest opisana tutaj:

            www.pozaschematy.pl/2008/11/23/komunikaty-ja-i-rozwazania-o-pokojowej-komunikacji/
            Czyli ogólnie rzecz ujmując, nie mówisz mu, co jest z nim nie tak i jak powinien się zmienić (takich rzeczy nikt, nawet Ty, co już widać, nie lubi słuchać), tylko mówisz w odpowiednim momencie, kiedy jest miła atmosfera między Wami, ze chciałabyś mu powiedzieć coś bardzo ważnego i mówisz np.:

            Michał, Maciek, Antek, (czy jak tam Twój facet ma na imię), a może nawet Kochanie, chciałam Ci powiedzieć, że jestem osobą, która lubi wiedzieć na czym stoi i której bardzo zależy na tym, by wiedzieć, jakie uczucia żywią do niej najbliższe osoby. Czuję się niepewnie, bo nie znam Twoich uczuć, gdyż o nich nie mówisz. Domyślam się, że jestem dla Ciebie ważną osobą, bo widzę jak się do mnie odnosisz, że o mnie dbasz, szanujesz mnie, przytulasz mnie itp. Chciałabym jeszcze usłyszeć, co do mnie czujesz, gdyż jest to dla mnie bardzo ważne i byłabym szczęśliwsza, spokojniejsza, gdybyś mówił mi o swoich uczuciach do mnie. Bardzo tego potrzebuję..... itp., itd."

            Jeśli, jak twierdzisz, jesteś osobą otwartą na komunikację werbalną, nie powinnaś mieć problemu z zastosowaniem takiego rodzaju komunikatu. Myślę, że jeśli Twojemu mężczyźnie naprawdę na Tobie zależy, nie pozostanie obojętny na takie wyrażenie Twoich potrzeb. A jeśli na to nie zareaguje w żaden sposób, no to już wtedy można się dalej zastanawiać, co z tym "fantem" zrobić"...
            • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 12:14
              Na taki pomysł już wpadłam - nie wiem, na ile dobrze, a na ile
              nieudolnie takie rozmowy przeprowadzałam, ale zawsze kończyły się
              podobnie :(
              Może było mi brak cierpliwości, może zbyt agresywnie w pewnym
              momencie 'wyciągałam' informacje, ale mam nieprzeparte wrażenie, że
              przy jak najlepszym przeprowadzeniu TAKIEJ rozmowy on i tak by
              wyczuł, co się święci i nadal bym niczego się nie dowiedziała.
              Od innej strony - co taką rozmową osiągamy? Skoro nie lubi mówić o
              uczuciach, to nie lubi i nic o nich nie powie, czy miłą fabułą mam
              uśpić jego świadomość, czy po prostu dotrzeć do niego i sprawić,
              żeby zrozumiał, jak dla mnie to ważne? Bo myślę, że on wie, że to
              dla mnie ważne, ale tego nie rozumie i nie ma zamiaru spełniać moich
              potrzeb w tej kwestii.
              • tojatojatoja Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 19:26
                sto_krot_nie napisała:

                > Bo myślę, że on wie, że to
                > dla mnie ważne, ale tego nie rozumie i nie ma zamiaru spełniać moich
                > potrzeb w tej kwestii.

                Jeśli faktycznie wie, że jest to dla Ciebie takie ważne i nie jest w stanie się przełamać, żeby Ci powiedzieć, jakie ma uczucia do Ciebie, to chyba nie jesteś dla niego aż tak ważna i raczej Cię nie kocha. Wiem, że to, co piszę jest bardzo przykre, ale ja tak właśnie odczytałabym takie zachowanie faceta w stosunku do mnie.

                Ja rozumiem, że facet może być poraniony poprzednim związkiem, ale to nie powód, by teraz ranić Ciebie. Nie jesteś przecież jego żoną i nie powinnaś ponosić emocjonalnych konsekwencji tego, że z nią mu się nie udało.

                Zrozumiałabym go bardziej, gdyby szczerze Ci to powiedział, że np. jeszcze nie wie czy Cię kocha, że nie wie jeszcze czy chce być z Tobą "na zawsze" (to w sumie chyba trudno wiedzieć), ale jest z Tobą szczęśliwy i potrzebuje czasu, żeby sobie wszystko poukładać w głowie i sercu. To byłoby, IMHO, uczciwsze.

                A tak, jak jest, czyli jeśli on wzbrania się przed udzieleniem Tobie, swojej partnerce, jakichkolwiek informacji zwrotnych nt. swoich uczuć, to obawiałabym się, że oznacza to, że nie chce Ci wprost powiedzieć, że Cię nie kocha, bo może wtedy znalazłabyś siłę, by z nim zerwać, a jemu jest z Tobą wygodnie i nie chce być sam.

                A może on cały czas w głębi serca kocha swoją byłą i boi się, nawet przed sobą, a co dopiero przed Tobą, do tego przyznać? Nie wiem, strzelam...

                Ja bym mu już jednak nie zaufała... Ale ja jestem osobą, która jak ktoś się ewidentnie nie określi, że jestem dla niego najważniejsza i najcudowniejsza ;-), w ogóle nie biorę pod uwagę wchodzenia z nim w bliższą (o seksualnej w ogóle nie mówiąc!) relację.
                • tojatojatoja Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 19:39
                  sto_krot_nie napisała:

                  > Bo myślę, że on wie, że to dla mnie ważne, ale tego nie rozumie
                  > i nie ma zamiaru spełniać moich potrzeb w tej kwestii
                  .

                  Powracam do tego zdania, bo myślę, że jest dosyć istotne.

                  W życiu tak czasem jest, że wiemy o uczuciach drugiej osoby, ale trudno nam je zrozumieć, bo mamy inny charakter, inaczej reagujemy emocjonalnie, mamy inne poglądy.

                  Jeśli jednak, ktoś ważny i to nawet nie partner, ale nawet koleżanka w pracy, mówi, że czegoś od nas potrzebuje, to nawet jeśli tego nie rozumiemy do końca, to czasem się przełamujemy i w imię dbałości o relację robimy to, czego oczekuje dana osoba.

                  Przykładowa sytuacja: moja znajoma była urażona zachowaniem mojego kolegi, a on jej nie rozumiał, bo według siebie zachowywał się normalnie i nie było o co się obrażać. Ona miała w sobie tyle złości na niego, że była gotowa zakończyć znajomość. On kompletnie tego nie rozumiał. Namówiłam ją, by mu szczerze, pomimo swojej niechęci, powiedziała, co ją zabolało, co jej przeszkadzało. On nadal nie uważał, że zrobił coś źle, ale wiedząc, że jest dla niego ważną osobą powiedział: Nie rozumiem Twoich emocji, nie rozumiem, dlaczego moje zachowanie tak bardzo Ciebie zabolało, ale Cię przepraszam. Nigdy nie chciałem sprawić Ci przykrości. I te słowa zadziałały jak magia. Jej złość przeszła i nadal są dobrymi znajomymi (z czego i ja się cieszę, bo uwielbiam spotykać się z nimi jednocześnie :-).

                  Rozumiesz, o co mi chodziło w tym przydługim wywodzie?

                  Jeśli komuś naprawdę zależy na drugiej osobie, to jest w stanie wiele dla niej zrobić, nawet jeśli emocjonalne potrzeby tej drugiej osoby są dla niego niezrozumiałe...
                  • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 19:52
                    Dokładnie tak myślę, czasami też mu to mówię... Kąśliwie słyszę
                    jedynie wówczas, że jest widocznie mało empatyczny.
                    O tym, że nie wie (rozmowa rok temu), co czuje, że sam siebie szuka
                    i stara się dowiedzieć, jaka droga w życiu będzie dla niego samego
                    najlepsza mówił (z mówieniem o sobie samym problemów nie ma).
                    Natomiast moim zdaniem, po 2 latach TO się wie. To, że mu ze mną
                    dobrze mi nie wystarcza (co to właściwie znaczy? że wygodnie? że
                    bezproblemowo?). Chcę wiedzieć, czy TAK - wtedy oboje staramy się na
                    100%, czy NIE - wtedy ja odpuszczam i szukam miłości gdzieś
                    indziej. 'Nie wiem' to nie odpowiedź, to zbycie kogoś.
                  • monikinha Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 21.06.09, 17:59
                    Tojatoja, fajny przykład opisałaś. W takich sytuacjach jednak zazwyczaj trudno
                    jest zakładać, że jesteśmy dla kogoś ważną osobą - no bo jednak raczej nie
                    jesteśmy. Więc łatwiej jest zerwać kontakt, niż się przekonać jak bardzo drugiej
                    osobie NIE ZALEŻY na tym, żeby nas nie ranić.
                    BYć może takie podejście wynosimy z domu, gdzie nie szanowano naszych uczuć (u
                    mnie np. słowo 'przepraszam' w stosunku do mnie nie istniało, tylko ja musiałam
                    wciąż przepraszać), a może z otoczenia, które nas ukształtowało.

                    Nie każdy byłby w stanie się w ten sposób konfontować, za dużo negatywnych
                    doświadczeń z przeszłości i już raczej wolisz odejść, niż znowu się rozczarowywać.
                • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 19:43
                  Popieram stokrotnie ;). Dla mnie jego wyjaśnienia brzmią jak wymówki.
      • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:21
        Ale po co sie zmieniac...? Wystarczy byc tolernacyjnym, pewnym
        siebie & swoich uczuc i przedewszystkim zrownowazonym...
        Ona musi nauczyc sie obchodzic przedewszystkim z wlasnymi uczuciami
        i uczuciami innych osob - np. wlasnego chlopaka.... To bardzo
        niedojrzale i plytkie oczekiwac od innych tej samej "polityki
        mysleniowej"
        • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:30
          OK, ale ja własnych uczuć jestem pewna - tylko jego nie. Obchodzić
          się z uczuciami też raczej potrafię (co najwyżej z emocjami nie
          zawsze, ale to inna historia ;)
          Inną 'politykę myśleniową' jestem w stanie zrozumieć, ale ciężko mi
          nie oczekiwać tego, czego po prostu potrzebuję.
          • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:38
            Czy naprawde jest az tak zle....?

            Ja rozstalam sie z moim chlopakiem, bo uwazalam, ze za malo mi
            okazuje uczuc, stwierdzialam, ze jestem nieszczesliwa, a jemu
            wszystko inne wazniejsze i wiesz co ? On byl zalamany.... Pomyslal,
            ze nie potrafi uczynic mnie szczesliwej i tak sie ponizyl ( jak na
            faceta przystalo ) ze z placzem ode mnie odszedl... To najlepsze co
            sie nam moglo przydazyc, bo ja sie obudzilam ze swiata ksiezniczki
            na iarnku grochu i docenilam wszystko, co on mi daje - oczywiscie na
            swoij sposob... Pomysl tak dokladnie, czy naprawde jest a tak zle...
            Wyzuca Cie za drzwi po seksie? Nie dzwoni po pare dni ? Nie smieje
            sie z Toba razem? Nie wiem, jak wasza sytuacja wyglada w
            szczegolach - to juz zreszta wasza sprawa i Ty musisz sama wiedziec
            czego chcesz... Uwagi ? Poswiec ja sama dla siebie i nie oczekuj, ze
            inni swoja uwaga beda Cie dowartosciowywac...

            Jezeli zas Twoj chlopak jest naprawde zimny i okutny - po co sie
            meczysz...?
            • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:51
              Oj, nie popadajmy w extrema. Pisałam: jest czuły, ciepły, pomocny...
              Nie jest ani źle, ani się aż tak bardzo nie męczę. Owszem, nie wiem,
              co On do mnie czuje, nie wiem, na czym stoję. Nie wiem, jak
              zachowywałby się w stosunku do innych - nie ma przyjaciół, jest
              samotnikiem - ale czy to miłość, czy tylko sympatia, czy związek ze
              mną to dla Niego właśnie TO, a nie tylko ciepła relacja z w miarę
              bliską osobą to chcę usłyszeć.
              O ile siebie znam, wiem, jak potrafię rozkwitać i o ile więcej z
              siebie dać, gdy wiem, że to uczucie odwzajemnione i oboje idziemy w
              tym samym kierunku. To ludzkie, że niepewność ogranicza.
              • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 16:59
                I tu masz dowod na to, ze znaczysz mu BARDZO DUZO... Dziewczyno -
                otworz oczy...Nie ma przyjaciol, jest samotnikiem....ale Ciebie ma
                za osobe sobie bliska, skoro od dwoch lat jest orzy Tobie... Czy
                zawsze wszystko trzeba nazywac po imieniu... Jakie to banalne. Ja
                osobiscie uwielbiam sie domyslac, a reszta o ktora sie martwisz ?
                Wez ja sobie po prostu i nie mysl za duzo...

                Powodzenia
                • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:08
                  Ech, nie wiem, czy to dowód, czy zaprzeczenie. Brakuje Ci do 'pełnej
                  diagnozy' jeszcze kilku elementów tej układanki.
                  To, że ktoś jest dobrym człowiekiem i sprawia mu przyjemność
                  przebywanie z kimś jeszcze chyba nie oznacza, że kocha. Może po
                  prostu tak dużo kosztuje go zbliżanie się do kogoś, wychodzenie z
                  własnej skorupy, że z wygody tkwi przy mnie. Nasz związek wygląda
                  niezmiennie od 2lat, nie widzę, aby się rozwijał, brak snucia planów
                  na przyszłość... Wiele w powietrzu znaków zapytania i niepewności :(
                  • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:14
                    No to wiec moze dla odmiany, aby poczuc co dla Ciebie lepsze -
                    pospotykaj sie z kims innym / innymi...?
                    Pod woch latach chcialabys juz miec pierscionek zareczynowy na palcu
                    i brzuch okragly na miare 8 miesiecy....? Za nastepne dwa lata to
                    bys miala problem z rozwijaniem zwiazku wsrod pieluch i garow...
                    • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:17
                      Hehe, widziałam, że takie uwagi to tylko kwestia czasu... Nie, nie
                      myślę na tą chwilę o małżeństwie, dzieci też nie planuję w
                      najbliższym czasie. Wiesz, czego mi potrzeba?
                      Świadomości, że to właśnie To, że jestem kochana, że powinnam z
                      siebie dawać 100%, bo to relacja na całe życie. Bez tej świadomości
                      nie potrafię, boję się odrzucenia i ośmieszenia.
                      • kajpirinja27 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:24
                        Generalnie zbyt duzo sie boisz.
                        Czym sie osmieszysz? Mysle wrecz przeciwnie - on doeceni to, ze go
                        kochasz takim jakim jest. A odrzuci, kiedy zauwazy ze tak wlasnie
                        nie jest.
                        A ta swiadomosc jest w Tobie. Ty ja musisz wykreowac. A dlaczego nie
                        powinnas dawac z siebie zawsze 100%, a tylko wtedy kiedy sie
                        oplaca...?
                        Skoro nie planujesz, skoro jestes taka beztroska i spontaniczna to
                        baw sie dalej.

                        Radze Ci jedno - zastanow sie o co w milosci naprawde chodzi.
                        Powodzenia.
                        • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 18:50
                          A może po prostu usłyszę, że nie jest na to gotowy, że jest na innym
                          etapie, że nie chce planować przyszłości - ze mną, czy beze mnie.
                          Widzisz, jest różnica między wiarą w miłość, a naiwnością i
                          zakładaniem, że jest coś między dwojgiem ludzi, czego właściwie nie
                          ma.
                    • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:33
                      zawod poeta,
                      zawodze zes ta,ta,ta,
                      ta ta ta
                      tarata
                      ....


                      zes tylko dla mnie
                      nawet gdys na dnie
                      ze reke podam
                      w zalu i zlosci
                      bo zlosc ta tylko
                      z winy milosci
                      ze Cie stukrotnie
                      obrzuce kwieciem
                      bo nikogo wiecej
                      nie mam na siwecie

                      Dailzy
                      czy tez szlochy
                      jam Twoj na wieki
                      Twoj a nie Gochy
                      Zochy czy tez
                      tej Kaji
                      jam Twoj
                      tu podpis
                      ( ten Ow co nie czai)
    • clarissa3 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 17:47
      wiesz, znalam taki przypadek gdzie po 5 latach okazalo sie ze sex to
      tak ale reszta to juz zorganizowana.
      Ja jednak jestem za ustaleniem planow!
      • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 18:46
        Właśnie podobny scenariusz przemyka mi przez głowę, gdy mam gorsze
        dni...
        • clarissa3 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 19:09
          no to zapytaj tego pana czy wie w jakim kierunku podaza? I, jakie ma
          plany? Masz prawo to wiedziec, prawda?
    • monikinha Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 19:23
      Spotkaliśmy takich ludzi. Nie wiemy, jak dotrzeć, bo nie próbowaliśmy. Jeśli
      ktoś nie szuka relacji, to jaki jest sens próbować ją budować?

      Ale może czujesz, że u niego jednak jest potencjał do związku, w takim razie
      powodzenia.
    • stokrootka40 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 22:18
      Właśnie podjęłam decyzję, żeby rozwieść się z takim zamkniętym w sobie facetem.
      Po 20 latach łudzenia się, że zacznie ze mną rozmawiać uciekam od człowieka,
      który zgotował mi emocjonalną samotność.
      Zastanów się, proszę...
      • clarissa3 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 23:32
        a, ciekawa jestem, czy tez tak ma ze jedynie reaguje na pochwaly
        dotyczace jego a cala reszte ignoruje?
        • gadagad Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 16.06.09, 23:36
          Nie ma takiego problemu, jest zawsze problem, mam faceta a jak go bardziej
          dotknę to mi nie daj bóg ucieknie.
    • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 00:16
      Napisałaś: "brakuje Ci do pełnej diagnozy jeszcze kilku elementów tej
      układanki". Uważam, że te kilka elementów może istotnie zmieniać postać rzeczy i
      trudno w takim razie coś radzić...
      Ja osobiście rozstałam się z takim typem. To była trudna i bolesna decyzja, bo
      wiele mu zawdzięczałam, był dla mnie "dobry". A jednak im więcej czasu upływało,
      tym bardziej czułam się w tym związku samotna, prawdę mówiąc jego niedostępność
      zaczęła doprowadzać mnie do szału. Rozumiem Ciebie, uważam, że kwestia
      zaspokojenia potrzeby bliskości w związku rozumianej jako kontakt emocjonalny i
      dialog z drugą osobą a nie monolog jest bardzo ważna.
      Jednak zgadzam się też z opiniami, że nie wszystkie nasze potrzeby w związku
      mogą być zaspokojone. Musisz coś wybrać. Zrób sobie hierarchię swoich potrzeb i
      zobacz, które z nich zaspokaja Twój facet, a które możesz zaspokoić w innych
      relacjach.
      I jeszcze jedno: jeśli Ci na nim zależy, akceptacja to podstawa. Twój facet
      prawdopodobnie należy do tych, których nie wolno naciskać, bo wtedy chowa się
      jeszcze głębiej w sobie. A wtedy masz masz patową sytuację - im bardziej się
      starasz do niego zbliżyć, tym on się bardziej oddala :(
      • clarissa3 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 12:16
        > I jeszcze jedno: jeśli Ci na nim zależy, akceptacja to podstawa.
        Twój facet
        > prawdopodobnie należy do tych, których nie wolno naciskać, bo
        wtedy chowa się
        > jeszcze głębiej w sobie. A wtedy masz masz patową sytuację - im
        bardziej się
        > starasz do niego zbliżyć, tym on się bardziej oddala :(

        Chyba wiecej radosci byloby gdyby psa ze schroniska wziac zamiast!:(
        • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 13:31
          chyba tak :( ale dziewczyna napisała, że facet jest dla niej dobry, a ponadto są
          pewne okoliczności, o których nie pisze.. Wnioskuję, że ma mieszane uczucia
          wobec niego i tego związku, coś jej on daje, a czegoś nie
          • clarissa3 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 15:10
            mieszane uczucia moga sie brac z seksu - ten jej wyraznie odpowiada
            ale moze przywiazywac do osoby nieodpowiedniej dla niej.
    • haalszka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 17.06.09, 23:02
      wszystko w zwiazkach opiera sie na naszych odczuciach.
      Moja przyjaciolka zawsze powtarza: nie ma idealow, sa wady i zalety jesli
      potrafisz je zaakceptowac to akceptuj jesli nie to odejdz.
      moja mama zyje z takim czlowiekiem juz 33 lata/moim tata:))/, moja przyjaciolka
      tez, ja nie bylam w stanie zaakceptowac tej emocjonalnej posuchy i odeszlam po
      roku...

      Sama musisz sobie odpowiedziec czy jestes w stanie zyc z takim czlowiekiem.
      Pozdrawiam
    • monikam1831 Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 06:12
      Hej - właśnie rozwodzę się z podobną osobą. Kiedyś uważałam, że jest
      tyle zalet, że z emocjonalnym chłodem sobie poradzę. Niestety, z
      czasem nie dawałam już rady. Zwłaszcza gdy doszły jeszcze inne
      problemy. Mój mąż nie potrafił pokazywać emocji pozytywnych, za to
      stał się strasznie wylewny jeśli chodzi o emocje negatywne. Trudno
      było żyć z człowiekiem, który zadaje słowne ciosy, a potem nie
      potrafi nic z siebie wykrzesać, by sytuację załagodzić. Myślę, że u
      mnie było gorzej niż u Ciebie, aczkolwiek na początku nie było aż tak
      źle. Długo myślałam o tym co napisałaś. Nie chciałabym zniechęcać Cię
      do związku, bo każdy jest inny. W moim małżeństwie doszło do tego, że
      mój mąż nie odczuwał potrzeby dzielenia się ze mną jakimikolwiek
      myślami. Zaczęłam otrzymywać komunikaty. Nie zadawał mi też żadnych
      pytań o moje sprawy. Oczywiście to pojawiło się z czasem. Niby jego
      świat kręcił się wokół rodziny, ale stawało się to nie do
      wytrzymania. Mnie irytowała bliskość jaką okazywali sobie inni
      ludzie, bo najzwyczajniej im zazdrościłam. Przykro było mi wtedy, gdy
      okazało się, że potrafił emocjonalnie otworzyć się w stosunku do
      córki - okazało się, że jest to możliwe. Wobec mnie jednak nigdy tego
      nie zrobił - przeciwnie zamykał się coraz bardziej. Wiele razy
      prosiłam, wręcz błagałam, by cos z tym zrobił, ale nie podjął
      najmniejszego wysiłku. Prosiłam, byśmy poszli do psychologa, ale
      odpowiedź była zawsze: Jestem mało wylewny, jak ci się nie podoba, to
      się ze mną rozwiedź. (jak jednak pisałam, mąż był za to strasznie
      wylewny jeśli chodzi o negatywne emocje, codzienne pretensje, kąśliwe
      uwagi, komentarze - strasznie zaczęło się to nasilać z czasem)
      Mąż teraz twierdzi, że strasznie mnie kochał, a wyrazem miłości było,
      że budował dla nas dom, jeździł na wakacje z rodziną, kupował
      prezenty na różne uroczystości. Widocznie nasze oczekiwania były
      inne. Moim zdaniem życie z emocjonalnie chłodną osobą jest do
      wytrzymania, dopóki nie pojawią się inne problemy. Jak Ci pisałam,
      moje zaczęły się wtedy, gdy mąż zaczął wyładowywać na mnie swoje złe
      emocje (było b. źle - zaznaczam, bo na pewno miało to duży wpływ na
      moją decyzję). Jak się usprawiedliwa, ma stresującą pracę ("moim
      błędem było, że przenosiłem na ciebie moje zdenerwowanie" - jak sam
      przyznał). Niestety - na wakacjach było jeszcze gorzej. Decyzję o
      rozwodzie podjęłam właśnie na egzotycznych wakacjach. Prawie nie
      rozmawialiśmy, czasem dostałam jakiś krótki komunikat, czasem kąśliwą
      uwagę, czasem mnie za coś ochrzanił, a wokół mnie dziesiątki ludzi po
      sześćdziesiątce trzymających się czule za ręce, uśmiechniętych i
      zadowolonych z życia. Stwierdziłam, że muszę dać sobie szansę
      zbudować życie, z którego będę zadowolona. Mąż teraz żałuje, że nie
      był czuły i że nie okazywał mi uczuć, ale ... nie umiałabym chyba
      rozpocząć z nim życia na nowo (aczkolwiek nie potrafię powiedzieć, ze
      go nie kocham - może jest to jednak uczucie bardziej podobne do
      przyjaźnie, czy miłości chrześcijańskiej - zależy mi na jego
      szczęściu) - po tylu latach po prostu ja się na niego emocjonalnie
      zamknęłam. Rozpoczynam terapię u psychologa, bo jestem po tym związku
      psychicznie zmaltretowana. Proszę - jeśli zależy Ci na nim,
      spróbujcie udać się po pomoc, zanim zabrniesz tam gdzie ja.
      • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 10:22
        Dzięki za podzielenie się własnymi przeżyciami. Nie wiem, na ile
        nasze 'przypadki' są do siebie podobne, na pewno widzę jakieś
        podobne elementy...
        Widzisz, mnie najbardziej zadziwia ogromny rozdźwięk między Jego
        fizycznością a umiejętnościami wysławiania się w temacie emocji -
        jest niesamowicie ciepłym, czułym człowiekiem - w dziedzinie
        przytulania się, dawania sobie fizycznego ciepła nie ma sobie
        równych, ba, nigdy nie spotkałam kogoś, kto zawsze wie, co zrobić,
        jak dotknąć... Problem się pojawia, gdy ja próbuję dopisać temu
        jakieś znaczenie, sens, nazwać to. Wtedy On "nieruchomieje"
        (fizycznie i słownie), przyparty do muru wyraża się bezwzględnie,
        nazywa wszystko wymijająco i ..."ucieka", zacina się.

        On już jest po rozwodzie (młode, krótkie, bezdzietne małżeństwo) -
        podobno z innych przyczyn niż Ty wymieniasz (silny charakter,
        dominująca osobowość) - przynajmnniej taka jest jego wersja, innej
        nie znam, to akurat mi nie przeszkadza, sama taka jestem i właśnie
        takiej osoby potrzebuje.

        Jednak potrzebuję też słów, świadomości, że to uczucie, a nie
        przyzwyczajenie, wygoda czy komfort. Ech...
        W jednym masz racje - można z tym żyć, gdy wszystko inne jest ok,
        wtedy schodzi to na dalszy plan, ale jakikolwiek inny problem znów
        podnosi sprawę na powierzchnię.
        • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 10:37
          "przyparty do muru wyraża się bezwzględnie, nazywa wszystko wymijająco" - tzn co
          mówi? - jeśli mogę zapytać...
          "to akurat mi nie przeszkadza, sama taka jestem i właśnie
          takiej osoby potrzebuję" - nie rozumiem, masz też silny charakter i dominującą
          osobowość?
          • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 10:48
            Tak, mam charakterek i nie jestem najłatwiejszą osobą we współżyciu.
            Mam tendencję do dominacji i bezskrępowanego wyrażania własnego
            zdania.

            Co mówi? Zależy - czasami po prostu pyta, po co mi to, czy mi nie
            wystarcza, że jest jak jest, że słowa nic nie są warte (tu myślę ma
            na myśli swoje małżeństwo i wypaczone znaczenie słów 'kocham'),
            czasami, że sam nie wie, czego chce od życia, że nie robi tego, co
            chce, a to determinuje inne dziedziny (póki sam sie nie poukłada,
            nie chce fixować sobie z kimś, bo niewiele ma tej osobie do
            zaoferowania).
            Nie wiem, czy czasami on nie myśli, że ja chcę oświadczyn, czy
            planowania dziecka - podczas gdy mi chodzi tylko o świadomość, że On
            chce dać z siebie wszystko w budowaniu naszego związku i że mnie
            kocha. Owszem, mówię mu to, ale nie sądzę, żeby nawet to usłyszał -
            tak się zacina i 'nieruchomieje' po jakimkolwiek początku takiej
            rozmowy...
            • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 13:42
              Sto_krot_nie, to zabawne, ale twój man przypomina mi strasznie mojego ex! :)
              Rozstaliśmy się dlatego, że nie potrafił określić czego chce i czy mnie kocha.
              Każda rozmowa z nim kończyła się praktycznie właśnie takim zacinaniem się w
              sobie jak opisujesz, co najwyżej odbijał piłeczkę i pytał czy ja chcę z nim być.
              Wiesz, jak masz niewiele informacji, to jasne, że możesz czuć niepokój, bo nie
              wiesz na czym stoisz. Przynajmniej ja czułam niepokój. Jak brakuje tylu
              informacji to naturalne, że człowiek próbuje snuć jakieś domysły i robi
              interpretacje. Ja wpadłam w taką pułapkę domyślania się i powiem szczerze, że
              rozstroiło mnie to psychicznie. Raz usprawiedliwiałam go, innym razem wkurzałam
              się na niego. Mój facet pomagał mi i był dla mnie "dobry", czuły, lubił się
              przytulać do mnie (to działało jak przysłowiowa marchewka) a JEDNOCZEŚNIE nie
              traktował mnie jak kobietę i odsuwał ważne decyzje co do nas jako pary na bliżej
              nieokreśloną przyszłość (to było jak kijek). Teraz z perspektywy myślę, że jego
              zachowanie było strasznie okrutne, choć prawdopodobnie nie był tego świadomy.
              Hmm, Twój man mówi Ci, że "sam nie wie czego chce" i "nie chce fixować sobie z
              kimś". Sądzę, że jego zdawkowe odpowiedzi mówią literalnie same za siebie.
              Możliwe też, że nie wie czy Cię kocha. Prawdopodobnie cholernie boi się
              bliskości emocjonalnej i związku z drugim człowiekiem, kto wie czy jest w stanie
              w ogóle taki zbudować. Ale to tylko domysły. Powiem Ci coś na co ja wpadłam o
              wiele za późno: NIEWAŻNE JAKI ON JEST, WAŻNE CZY TY JESTES W STANIE TO
              ZAAKCEPTOWAC I BYC W TAKIM ZWIAZKU SZCZESLIWA. Możesz napisać do niego
              żartobliwie podanie tak jak ktoś wcześniej tu radził, możesz napisać list.. ale
              jeśli nie będzie z tego rezultatu, który Cię zadawala, to zastanów się dobrze
              czy chcesz związku z TAKIM człowiekiem, bo on się nie zmieni.
              Wiesz, rozmowa z Tobą jest dla mnie taką autoterapią, utwierdza mnie w
              słuszności mojej decyzji. Bo ja nie byłam wcale taka pewna czy dobrze robię, że
              się z nim rozstaję, był przecież dla mnie taki "dobry". Brak informacji o nim
              interpretowałam na jego korzyść. Kochałam go. A może byłam mu tylko bardzo
              wdzięczna, że mi pomagał? Byliśmy nieźle zafixowani ;) Tak czy siak ponieważ on
              się nigdy nie określił jednoznacznie słowami, pozostało we mnie pole do snucia
              złudzeń: "A może gdyby.." " A może mnie kochał" itp Nie rozumiałam go, nie
              rozumiałam co jest grane w naszym związku i dalej niewiele rozumiem, ale już się
              tym po prostu nie zajmuję. Czuję duży żal, ale odkładam go na półkę. Jakąś
              częścią serca czuję nawet miłość do niego, przecież był dla mnie taki "dobry" ..
              Czuję miłość i pytam siebie, kogo ja tak kocham, przecież tak niewiele o nim
              wiedziałam!
              A teraz jestem w innym związku, jestem szczęśliwa, i nie mam takich dylematów.
              Mamy dziecko i wiele planów na przyszłość. Nie ma jakiejś dziwnej rozbieżności
              pomiędzy jednym a drugim zachowaniem mojego męża.
              I jeszcze jedno: chyba każdy rozumie miłość nieco inaczej? Jak rozumiesz ją Ty?
              A jak rozumie ją Twój facet? I czy to jest zbieżne?
              Pozdrawiam! :)
              • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 14:01
                A powiedz, jak Twoj ex zareagował na Twoje odejście? Nie próbował
                wracać, rozmawiać? Ja próbowałam odejść raz, wyszedł z inicjatywą,
                nie mogłam się oprzeć ciągowi dalszemu naszej relacji, ale...
                niedomówienia zostały. Owszem, załatwiliśmy jedynie jedną sprawę z
                tych, która na 'brak uczuciowej artykulacji' się nałożyła.

                Czy Twój ex zawsze taki był (w poprzednich związkach)? Mój twierdzi,
                że nie - kiedyś mówił, tylko, że już teraz słowa dla niego nic nie
                znaczą, liczą się tylko czyny i zachowanie...
                Skąd się u Twojego ex to brało? Rodzina? Zawód miłosny z
                przeszłości? Coś innego? U mojego: fakt, trochę dziwni rodzice,
                podobno nigdy nie rozmawiali z nim wprost o uczuciach, nigdy nie
                usłyszał od nich, że jest kochany; później: jego własny rozwód, dla
                niego zupełne zaskoczenie i stąd dewaluacja znaczenia słów.
                • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 15:15
                  Dla mnie to ten Twój się po prostu nie chce deklarować i tyle, bo deklaracja to
                  wzięcie odpowiedzialności. Poza tym jak rozwód może być dla kogoś zaskoczeniem!?
                  Zastanawiałaś się nad tym? Chyba był w takim razie nie w kontakcie z
                  rzeczywistością, skoro nie widział co się dzieje! Przecież zanim ludzie się
                  rozwodzą, to im się nie układa, a to widać, słychać i czuć! ;)
                  Mój owszem, próbował namówić mnie, żebym wróciła, nawet płakał :(. Jak sobie
                  przypomnę tę scenę, to do tej pory serce mi się kraje. Ale byłam tak
                  emocjonalnie wyczerpana relacją z nim, emocje sięgnęły takiego zenitu, że
                  musiałam się wyprowadzić, żeby dojść do siebie. Poza tym podejrzewałam, że on po
                  prostu lęka się rozstania jako takiego, że nie chodzi mu wcale o mnie, tylko o
                  lęk przed samotnością, a także co powie rodzinie itp. Mówiłam mu, żeby ochłonął,
                  ja też ochłonę, z dystansu przemyślimy sobie to wszystko i potem porozmawiamy.
                  Zostawiłam nam jeszcze otwartą furtkę, właściwie miałam dużą nadzieję, że to go
                  ocuci, że pogadamy jak człowiek z człowiekiem i wszystko się ułoży (ach te
                  złudzenia!). Te emocje, które wtedy pokazał, to były chyba jedyne żywe emocje
                  jakie od od dawna w nim widziałam. Ale on tylko obsesyjnie wróć i wróć, a
                  rozmawiać nie chciał. Pewnie nie umiał. Wszystko jedno. Jak już ochłonął, to
                  znów zatrzasnął się w sobie. I koniec :(
                  Ja tego nie rozumiem... Nie wiem naprawdę skąd mu się to wzięło. Zawsze taki
                  był, bo poznałam później jego znajomych z liceum i mówili, że bardziej sztywnego
                  człowieka w życiu nie widzieli. Rodzinę miał w miarę normalną, choć chyba
                  faktycznie o uczuciach się tam nie rozmawiało. Jego matka miała trudny charakter
                  i z tego co wiem, to miał z nią zawsze taką relację, że nic jej o sobie nie
                  mówił, nad czym ona ubolewała (narzekała mi na to osobiście).
                  Hmm, a jeśli chodzi o Twojego, to przyszło mi coś jeszcze do głowy: jeśli jego
                  ex była dominująca i miała silny charakter i on Ci mówi, się z nią z tego powodu
                  rozwiódł, to jakie są perspektywy na Waszą relację skoro Ty też taka jesteś?!
                  W takich wypadkach czasem warto skorzystać może z pomocy psychologicznej. Skąd
                  jesteś, może mogłabym kogoś polecić?



                  • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 15:34
                    Nie, odwrotnie :) To on był tą silną i dominującą stroną, czego jego
                    ex nie mogła znieść. Generalnie było to małżeństwo na odległość,
                    wtedy wiele spraw umyka i zaciera się, nie wnikam. On niechętnie o
                    tym mówi, w zasadzie to zamknięty rozdział i nie ma powodu, dla
                    którego miałabym to roztrząsać. Pewną rozmowę z nim na ten temat
                    pamiętam - powiedział, że żonę kochał i jej o tym mówił. Kiedy w
                    innej rozmowie padło przypadkiem, że on już raz się związkowi cały
                    poświęcił, oddał i nie zostało to docenione, został zostawiony -
                    może dlatego teraz aż tak broni się przede mną. Tylko co to za
                    obrona, gdy jest się z kimś 2lata, samo niemówienie i nieplanowanie
                    daje aż tak dużo dobrego samopoczucia?
                    Mam przeświadczenie, że on mnie w miarę akceptuje. Jedyne jego
                    zarzuty pod moim adresem to fakt, że go krytykuję i próbuję zmienić,
                    co moim zdaniem wynika z jego niezrozumienia mojej natury i
                    niewłaściwego podejścia do tego, co i jak mówię. Ale to juz inna
                    para kaloszy.
                    • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 17:10
                      Tak z ciekawości, jak Twój facet ma na imię?
                      • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 17:18
                        Hehe, teraz ja się zatnę ;-)
                        Imię jak imię, wiele nie wnosi do problemu.
                        • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 19:52
                          No nie wnosi :) Jak chcesz.
                          • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 19:54
                            No chyba, że chcemy założyć 'listę niewyartykuowanych emocjonalnie',
                            chcemy? To Ty zaczynasz;)
                            • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 20:02
                              A co mi tam: Bartek, a Twój?
                              • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 20:04
                                Uff, świat mały, ale jednak nie aż tak. Piotr.
                                To już 2 sztuki, ktoś da więcej?;)
                                • jukalive Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 20:22
                                  Zdarzyło mi się w życiu kilka takich niespodzianek, że hej! :)
                                  Prawda jest taka, że nawet jakby mieli takie same imiona, to o niczym to jeszcze
                                  nie świadczy. No to idę kąpać małą. Narazie!
                                  • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 20:24
                                    Prawda! Pozdr. :)
                                • haalszka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 22:45
                                  Dobre, ja dozuce tez Piotr:)))
                                  ale nie ten sam, moj byl kawalerem;)
    • paco_lopez Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 10:47
      prosze cię nie rób wiwisekcji i analizy, bo to boli na dłuzszą metę.
      nie zadawaj pytań w stylu : o czym myslisz ? albo co jestes taki
      smutny ?
      • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 10:49
        Jak zainteresowanie stanem duszy / ciała bliskiej osoby może boleć?
        • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 11:23
          no dobrze:)
          to zwyczajnie inny poziom swiadomosci, sto_krot_nie
          naprawde chodzi tylko o to zeby sobie zdac sprawe z tego czego sie
          oczekuje jesli sie oczekuje. a jesli sie czegos chce napewno to sie
          to robi.jesli na pytania ktore zadajesz nie otrzymujesz
          zadowalajacej odpowiedzi, lub taka jaka opisalas, to widac ze nie
          rozumiecie sie nawzajem. napisalas ze nie jest gotowym. napisalas to
          co powiedzial.ot mimo spedzonych dwu lat, wciaz nie jest gotowy.
          wyglada wiec na to ze moze nie byc gotowym nigdy. od Ciebie zalezy
          jak rozwazysz to co uslyszalas. jak widac takze masz mieszane
          uczucia.
          wielosc odpowiedzi na Twoj post wyraznie pokazuje jak wazna jest
          precyzja w wyrazaniu siebie.
          wiekszosc odpowiedzi pokazala, ze kazdy odbiera tak jak
          doswiadczal. wiec mozesz z nich skorzystac tylko w jeden sposob,
          jesli odbierzesz je, nie jak proba pouczenia, ale podsuniecie
          mozliwosci. pozytyw ze strony anonimowych ale zwyczajnie zyczliwych
          ludzi.ze wykorzystasz te najblizsze Twojemu postrzeganiu.
          trudno to wytlumaczyc: ale kolejnosc uczuc to
          wiara-mysl; nadzieja-slowa; milosc-czyn
          pozdrawiam
          ka

          • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 11:32
            Widzisz, ale ja te wszytskie 'opcje' i 'możliwe scenariusze' mam w
            głowie - możemy sobie tu wszyscy tylko gdybać, bo na gdybaniu się
            skończy, ew na statystycznym wysunięciu średniej, kiedy to podobni
            Jemu 'kochali' albo nie, ale to i tak niewiele wniesie, każdy
            przypadek jest inny.
            Mi raczej chodzi o to, jak takiego człowieka ośmielić, otworzyć,
            sprawić, by powiedział, nie bał się (wiesz, czasami mam wrażenie, że
            on nie mówi, bo sam nie wie - spycha wszelkie emocjonalne kwestie na
            samo dno własnej świadomości).
            Ja tego zrobić nie potrafię, łatwo przychodzi mi mówienie,
            nazywanie, opisywanie - nie rozumiem jego barier ani natury, ale
            szanuje. Nie chcę zmieniać, a jedynie dowiedzieć się, na czym stoję.
            Może się po prostu nie da, nie upieram się :)
            • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 12:24
              hmm,
              no wlasnie. na gdybaniu. czyli na slowach:)w tym wypadku na
              wielopostowosci.
              zas jedyne co napewno wiesz (o swoim zwiazku) to ze sposob
              bezslownego jego zachowania to zafiksowanie sie, staniecie wciaz
              w dawnym ukladzie i "wypaczonym" kocham.i ze to nie jest dla Ciebie
              wystarczajace, ze chcialabys aby kochal Cie inaczej. slowniej:)
              coz, widac ze Ty inaczej to rozumiesz. od niego zas nijak nie
              mozesz wydobyc tego "nowego"znaczenia, jak mniemam.
              hmmm,ale jak rozumiec slowo, kocham? bez pokazania?
              albo, jak nauczyc kogos kochac tak, zeby wypelnial nasze tego slowa
              znaczenie.
              hmmm,
              jesli zalezy ci rzeczywiscie, to wystarczy byc tylko doslownie
              slownym. tak jak w sposobie tojatoja.
              albo w ograniczeniu slow do jednego: Odpowiedzialnosci.
              konsekwencji za danie slowa

              mam nadzieje ze przysluze:)
              ka
              • sto_krot_nie Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 12:41
                Nie, nie o to chodzi, żeby on mnie kochał, jak ja tego chcę.
                Jesteśmy o jeden fakt wcześniej: ja nie wiem, czy On mnie kocha. Na
                tę chwilę wystarczyłoby mi po prostu stwierdzenie, ze tak, kocha,
                nie musi być powtarzane, ponawiane.

                Czym dla mnie jest miłość i jak ją rozumieć? Myślę, że i czyny, i
                słowa powinny iść w parze. Równie wiele znaczą dla mnie deklaracje,
                szczere opowiedzenie o uczuciach, co czyny je potwierdzające. Nie
                wiem, czy w moim pojmowaniu tego słowa jestem w stanie wykluczyć
                jeden z tych elementów.
              • kaa.lka Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 12:41
                aha,
                eby nie bylo watpliwosci.
                jak tak zrobilam:)
                • kajpirinja27 Nie masz pojecia 18.06.09, 21:07
                  Nie masz zielonego pojecia - czym jest milosc.

                  Radzilabym Ci pozadnie zastanowic sie nad odejsciem od niego - gdyby
                  byl niedobry. Gdyby Cie bil, zdradzal, oklamywal, ponizal. Ale on po
                  prostu JEST SOBA... I podejrzewam nawet, ze jest z niego fajny
                  facet. Osobiscie nie lubie wylewnych mazgajow planujacych ze mna
                  sobotnie zakupy... Okropne... Uwielbiam swojego faceta za jego
                  hobby, jego zajecia, zainteresowania - nawet jezeli odbija sie to na
                  wspolnie spedzonym czasie, ktorego automatyczni ejest mniej. Nie
                  nawidze naduzywac slowa "kocham" - jest to zbyt wazne i emocjonalne
                  slowo i zdecydowalam sie na osobe wystarczajaco inteligetna, aby
                  zaufac i zrozumiec nas na tyle, ze zbedne slowa sa niepotrzebne. Moj
                  facet i ja wiemy, ze skoro zdecydowalismy sie na siebie - jest to
                  jednym z najwiekszych dowodow milosci. Po co 100 x "kocham" , skoro
                  widze jego zadowolenie z mojego towarzystwa, jego satysfakcje z
                  mojego szczescia spowodowanego przez jego soobe...? Twoj facet
                  najwidoczniej zrozumial, ze zapewnienia i plany to nic... Bo
                  wszystkiego mozna sie spodziewac. Wyniosl to z poprzedniego
                  malzenstwa. On ma zranione serce, a ty meczysz go doatkowo... On
                  musi Cie naprawde darzyc glebokim uczuciem, skoro pozwala sobie na
                  Twoja krytyke wobec niego, na cierpliwe wysluchiwanie Twoich
                  watpliwosci, Twojego niezadowolenia z jego osoby... Az mi go zal.
                  I nie zapomnij wyzucenia z siebie wszelkich stereotypow... Dlaczego
                  facet musi o wszystko sie starac... Pokaz, ze jestes silna i odwazna
                  kobieta stojaca murem za swoja miloscia. Za kazdym dlugim zwiazkiem
                  stoi madra kobieta.
                  Zycze Ci abys zrozumiala o co w milosci wlasciwie chodzi, na czym
                  ona polega. Jemu zycze aby zaznal szczescia z kobieta ktora go
                  zrozumie. To - czego Ty pragniesz to nie milosc. To zaspokojenie
                  wlasnego ego.
                  • haalszka Re: Nie masz pojecia 18.06.09, 22:56
                    nie zgodze sie z toba...

                    Pewnie ze nikt normalny nie oczekuje aby kazdego dnia 100x uslyszec kocham -
                    robi sie mdlo...
                    Niestety nie wiesz chyba tez zbyt duzo o zwiazku z takim czlowiekiem.
                    Bo czy twoj partner ma opory przed objeciem cie, wzieciem za reke na ulicy, przy
                    znajomych, rodzinie?
                    Z drugiej strony fizyczny kontakt super ale tylko gdy bylismy we dwoje...
                    Nie chce tu mnozyc przykladow, bo jest ich setki.
                    Tylko przeloz to teraz na emocje uczucia.. czlowiek ktory nie wezmie cie za reke
                    nigdy nie mowi ci ze jestes dla niego wazna, ze jest mu dobrze, ze cie kocha.
                    Nie chodzi o oblepiajace, zbyt wylewne mazganie ale o normalnosc...
                    I odpowiedz sobie na pytanie czy zaakceptowalabys czlowieka, ktory nigdy nie
                    powiedzial by co do ciebie czuje???
                    a to ze czuje jest pewne bo jak podjelam decyzje o rozstaniu to poplakal sie,
                    byl w szoku niestety nawet taki grom nie pozwolil mu przezwyciezyc swoich
                    ograniczen....
                    A moze to tylko percepcja, kazdy ma inna, dla mnie ten zwiazek stal sie zbyt
                    trudny emocjonalnie.
                    • kajpirinja27 Re: Nie masz pojecia 18.06.09, 23:04
                      To o czym Ty piszesz jest wrecz okrutne. Za duzo w tym chlodu. Ale
                      ona pisze ze on jest do niej dobry i czuly. Jedynie nie rozmawia o
                      przyszlosci. Twoja sytuacja byla ekstremalna.
                      Pozatym - istnieja fazy. Raz bardziej gorace a raz bardziej chlodne.
                      Mezczyzna inaczej odbiera swiat. Czasami potrzebuje po
                      prostu "swietego spokoju"... Kobieta powinna to zaakceptowac. Mysle
                      ze on nie jest zimny. On po prostu potrzebuje czasu.
                      • haalszka Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 06:59
                        Nawet nie wiesz jaki on potrafil byc czuly, jaki opiekunczy... ale tylko jak
                        bylismy we dwoje. Dlatego motalam sie z tym caly rok, trudno mi bylo podjac
                        decyzje o rozstaniu, probowalam z nim rozmawic ale o tylko bardziej sie zacinal,
                        uciekal. To byla jego jedyna wada, ale przytlaczajaca i podkreslam dla mie, moze
                        inna kobieta nie bedzie miala problemu ab to zaakceptowac.
                        rozmowy, dyskusje, teraz wiem ze robilam blad, bo on inny niepotrafil byc,
                        proponowal mi tai zwiazek niestety ja nie potrafilam tak zyc.
                        Mowisz o fazach, masz pewnie racje, tylko ze ja czulam sie od poczatku
                        publicznie separowana od niego... do tego dochodzila ta niepewnosc jego uczuc...
                        ech nie da sie tego opisac, to jak dwie rozne osoby...
                        • sto_krot_nie Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 10:47
                          Takich problemów na szczęście nie mam - jest czuły i dotykalski w
                          każdych okolicznościach przyrody :) Nie wstydzi się.
                          Nie sądzę jednak, żebym kiedykolwiek wycisnęła z niego łzy...
                          • jukalive Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 11:21
                            Chyba wszystko na ten temat zostało już Ci powiedziane. Teraz możemy najwyżej
                            porozbijać sprawę na szczegóły, ale czy to coś wniesie? Masz różne info od wielu
                            osób, przemyśl sprawę i decyduj co robić.
                        • kajpirinja27 Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 11:43
                          Jego jedyna wada bylo to, ze nie chcial podjac sie rozmow
                          dotyczacych waszego rozstania...? Musial Cie bardzo kochac....
                          Najwidoczniej sam nie potrafil poradzic sobi ze swoimi cechami. Moze
                          nie znal niczego innego? Moze trzeba bylo mu pokazac, zamiast gadac.
                          Czuly, opiekunczy - fajne cechy. Tylko jak byliscie we dwoje?
                          Osobiscie nie lubie obnosic sie ze swoim szczesciem i
                          demonstracyjnie je okazywac w formie jakichkolwiek czulosci.

                          Ale oczywiscie - tu sie zgadzamy - kazdy czlowiek posiada wady.
                          Punkt najwazniejszy to ten, czy ta droga osoba jest w stanie sie z
                          nimi obchodzic. Jezeli nie - to nie. To bardzo proste. Ale ja jestem
                          przekonana, ze ten schemat powtarza sie ciagle & ciagle... Z
                          nastepnym partnerem bedzie to samo. Jezeli kocham swojego faceta -
                          to kocham go takim jakim jest. Ale to juz kazdy musi zdecydowac sam
                          dla siebie.


                          Powodzenia zycze !
                    • jukalive Do Haalszki 19.06.09, 11:16
                      Mój mówił mi na początku znajomości, potem już nie.. no i potem przez krótki
                      czas w smsach jak się wyprowadziłam. Też płakał - do dziś to pamiętam i do dziś
                      jest mi przykro. Ale dla mnie ten związek też był zbyt trudny emocjonalnie
                      wtedy, a moj ex inny po prostu nie umiał być. Tylko my mieliśmy jeszcze inny
                      problem. Teraz.. dojrzałam, ten inny problem też się rozwiązał.. Może teraz
                      łatwiej byłoby mi go zaakceptować, ale czy byłabym w takim związku szczęśliwa? Z
                      człowiekiem, któremu trudno wyartykuować siebie? To przecież takie ważne,
                      zwłaszcza kiedy przychodzą różne życiowe, losowe problemy i związek jest wtedy
                      wystawiony na próbę!
                      Czy Ty też zostałaś z takimi dylematami i bądź co bądź żalem w sercu?
                      Staram się do tego nie wracać, życie potoczyło się dalej i jestem już w innym
                      miejscu, ale w sumie szkoda mi tamtego straconego związku, czy może szans na to,
                      co mogliśmy zbudować, a co się nie udało.. Czyli melancholia ;) Też tak masz?
                      • haalszka Re: Do Haalszki 19.06.09, 14:12
                        Od naszego rozstania minelo ok pol roku.
                        Spotykalismy sie jeszcze w kwietniu, co pozwolilo mi sie utwierdzic ze podjelam
                        dobra aczkolwiek cholernie bolesna decyzje...
                        Wszyscy dookola nie rozumieja o co mi chodzilo? jaki ja mialam problem z tym
                        czlowiekiem. Mialo ano duzy...
                        Wczesniej kolezanka napisala ze on nie chcial rozmawiac o rozstaniu ze mna i ze
                        pewnie mnie bardzo kochal... moze i tak, ale ja nie rozmawialam o rozstaniu, ja
                        probowalam go przekonac do siebie, pokazac mu w tych rozmowach ze mamy jeden cel
                        - nasz zwiazek. Dzis wiem ze niepotrzebnie bo jego to tylko zamykalo w sobie.
                        Nie chce zeby ktos mnie zle zrozumial, mi nie zalezalo na manifestowaniu uczuc
                        przy znajomych, na ulicy. W wiekszym gronie ludzi on byl ze mna ale z przodu lub
                        z tylu. Nigdy nie szedl ze mna chociazby obok... Ja czulam sie okropnie, mowilam
                        mu ze to wyglada jakby sie mnie wstydzil... on spuszczal glowe i nic nie
                        odpowiadal.
                        Pod koniec zwiazku po moich probach spokojnych rozmow, zacinal sie na mnie np
                        przez kilka dni potrafil sie do mnie nie odzywac... sluzbowe czesc, czesc i nic
                        poza tym...
                        Jukalive bardzo mi szkoda, do dzis tego nie rozumiem choc od rozstania
                        regularnie chodze do psychologa, bo tak mnie to wykonczylo psychicznie... zal mi
                        ogromnie i choc wiem ze wina nie lezy tylko po jego stronie to nigdy juz nie
                        chce wracac do tego czlowieka. I w tym jednym przypadku pragne aby przyslowie
                        "nigdy nie mow nigdy" sie nie sprawdzilo.
                        • sto_krot_nie Re: Do Haalszki 19.06.09, 14:53
                          Haalszka, rozumiem, że nadal nie wiesz, czemu nie był w stanie po
                          ludzku (specjalnie tak piszę, unikanie dziewczyny w miejscach
                          publicznych nie jest dla mnie naturalne i nie piszę tu o obłapianiu
                          czy szczeniackich wylewnościach) traktować Cię poza domem? Ani czemu
                          Twoje okazywanie mu swoich uczuć, tego, jak Ci zależy zniechęcało
                          go? Co na to Twój psycholog?

                          Zastanawia mnie, po co tacy ludzie jak ON wchodzą związki. Czy oni
                          naprawdę myślą, że kogokolwiek uszczęśliwią swoim zachowaniem? Bo
                          chyba po to właśnie wiązemy się z innymi: żeby było lepiej we dwoje
                          niż samemu, inaczej to nie ma sensu.
                          • haalszka Re: Do Haalszki 19.06.09, 17:13
                            Psycholog "kazala" mi spierniczac ile mam sil w nogach ;)))
                            Powiedziala mi ze takie przypadki sa trudne w leczeniu i nie kazdy psycholog
                            nawet podejmuje sie takich przypadkow.

                            Z moich wlasnych przemyslen to chyba u niego byl zastosowany tzw "zimny chow" i
                            stad te problemy w relacjach..
                        • jukalive Re: Do Haalszki 19.06.09, 15:42
                          Ja też w jakiś czas po rozstaniu spotkałam się z nim i rozmowa z nim utwierdziła
                          mnie w tym, że dobrze zrobiłam, choć było to dla mnie bardzo bolesne. Jestem już
                          w innym związku, w którym jestem szczęśliwa! A JEDNAK żal dalej we mnie jest...
                          ile to już? Kilka lat! Boże! Wiesz, przychodzi mi do głowy, że może ten żal, te
                          uczucia tak naprawdę dotyczą jakiejś innej relacji - z dzieciństwa, a ta relacja
                          z moim ex jest tylko pretekstem, aby przeżywać je ponownie? Ale pojechałam
                          psychologicznie :)
                          • haalszka Re: Do Haalszki 19.06.09, 17:21
                            A ja tlumacze sobie to troche inaczej...:)))
                            Ja czuje sie odrzucona przez niego pomimo moich naprawde silnych uczuc wobec
                            niego. To troche porownanie z odrzuceniem, moge to przelozyc na relacje matka
                            dziecko... czuje sie jak odtracone dziecko, ktore matka porzucila bo sie go
                            wstydzila...
                            nie wiem czy dobrze to opisalam ale tak mniej wiecej to czuje.

                            A odrzucenie zwlaszcza takie emocjonalne i walka z tym to ogromny wysilek,
                            odpoczynek po takiej walce czasami wymaga kawal czasu.

                            Z drugiej strony szkoda mi jego, wiem ze nie jest mu latwo, bo on zostal sam jak
                            palec ja mam dziecko /nie jego/.
                            • jukalive Re: Do Haalszki 19.06.09, 17:44
                              Ja przez mojego też czułam się odtrącana, odrzucona. Był chłodny, niedostępny,
                              zupełnie jak moja matka wobec mnie. Pokazywał też inne twarze, o których
                              pisałam wcześniej. Jedna z nich: potrzebował czułości ode mnie, widziałam w nim
                              małe dziecko. Jak rozstawaliśmy się, czułam się podle, bo miałam świadomość, że
                              zostawiam jakby małe dziecko. Tak się czułam. Został sam jak palec, ale widać
                              nie doceniałam go. :) Dowiedziałam się ostatnio, że ma kogoś. Także ten Twój też
                              sobie pewnie w końcu kogoś znajdzie.. No i dobrze! :)
                              A jak Ci idzie "walka z emocjonalnym odrzuceniem"? - jeśli mogę zapytać..
                              • sto_krot_nie Re: Do Haalszki 19.06.09, 18:17
                                Nie czuję się odrzucona, bardziej niedoceniona. Jeżeli ktoś odrzuca,
                                znaczy, że wcześniej Cię do siebie dopuścił, zmieniły się
                                okoliczności i odrzucił.
                                Czasami - w najczarniejszej godzinie ;) - czuję się po prostu...
                                niewarta miłości, gorsza od mojej poprzedniczki, niedostatecznie
                                dobra. Jestem ok na tu i teraz, na dłuższy dystans już nie. Ot,
                                takiej moje odczucia :(
                                • jukalive Re: Do Haalszki 19.06.09, 18:59
                                  sto_krot_nie napisała:

                                  Jeżeli ktoś odrzuca,
                                  > znaczy, że wcześniej Cię do siebie dopuścił,

                                  - niekoniecznie


                              • haalszka Re: Do Haalszki 19.06.09, 21:12
                                odpisalam ci na priv adres gazety.
                                • jukalive Re: Do Haalszki 19.06.09, 21:48
                                  Dzięki bardzo, ale ja może jakaś niezorientowana.. :) Na priv tzn gdzie? Bo na
                                  jukalive@gazeta.pl nic nie dostałam..
                                  • jukalive Re: Do Haalszki 19.06.09, 22:25
                                    oki, dostałam :)
                  • sto_krot_nie Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 09:30
                    Wiesz, rozmawiamy na zupełnie innych poziomach abstrakcji - Ty o
                    wielkim uczuciu (btw, piękny elaborat - zgadzam się z większością
                    tez), ja o zwykłym szarym życiu i potrzebach człowieka (nie mówię,
                    że idealnego, ze swoimi lękami i słabościami - bo to wszystko
                    ludzkie...).

                    Też nie lubię miękkich gaduł (tam też już byłam), a jasnym
                    określeniu reguł. To, że chcę wiedzieć, na czym stoję, czy to
                    uczucie, czy przyzwyczajenie go przy mnie trzyma to chyba nie aż tak
                    wiele.

                    On potrzebuje czasu? Czas to sprawa względna, myślę jednak, że 2lata
                    to baaaardzo długo, dłużej się chyba nie da.

                    PS. To, że ktoś jest dobrym, uczciwym człowiekiem i ok kogoś
                    traktuje (spędzając z nim sporo czasu) NAPRAWDĘ nie znaczy, że go od
                    razu kocha. Zbyt prosto to przekładasz.
                    • kajpirinja27 Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 11:52
                      Ojej jaka Ty jestes skomplikowana....

                      Gdyby Cie nie kochal - nie okazywalby Ci tyle uczcucia i ciepla,
                      jakie Ci daje. On jedynie potrzebuje czasu... Taki juz jest i koniec.
                      I jak Ci na nim zalezy bardziej niz na slowach, a te zreszta
                      gwarancji nie daja - wez sie dziewczynow garsc zanim go stracisz na
                      dobre.
                      • sto_krot_nie Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 11:58
                        Lubię te Twoje posty, robi mi się po nich cieplej na sercu :-)
                        Widzisz, ja właśnie zwykle też tak myślę, gdy mam super humor i
                        wszystko inne między nami gra - też powtarzam sobie, że na pewno nie
                        byłby taki, jaki jest, gdyby nie kochał...

                        Jednak - grając też tu trochę adwokata diabła - realistycznie
                        podchodząc do tematu, nie jest to jednak żadną odpowiedzią na moje
                        pytania i wątpliwości, ani tym bardziej potwierdzeniem uczuć.
                        Jeszcze raz powiem: fajny facet to niekoniecznie kochający facet.
                        Wydaje mi się, że gdyby mu naprawdę zależało, nie bał by się wyznań,
                        planów ani deklaracji. Tym bardziej, że zdaje sobie sprawę, jak dla
                        mnie to ważne.
                        • jukalive Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 12:12
                          Teraz ja zagram adwokata diabła:
                          Wydaje Ci się tak, bo Ty taka jesteś i to jest Twoje pojmowanie świata i na czym
                          miłość polega. A on jest INNY.
                        • kajpirinja27 Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 12:14
                          Aha - kochasz go kiedy masz dobry humor i wszystko miedzy wami sie
                          zgadza ( w Twoich wyobrazeniach )....


                          Po co bawisz sie w granie adwokata diabla... To nie przedszkole ani
                          teatr. Tu chodzi o milosc. Jezeli jest prawdziwa nie potrzebne sa
                          zabawy.

                          Hm. A kochajacy. ale niefajny to lepsza wersja...?

                          On pokazuje ze mu na Tobie zalezy na swoj sposob. To dziecinne i
                          nieosiagalne oczekiwac od kogos tego samego stylu jak wlasny...

                          Moze on nie chce byc do tego zmuszany, a ma akurat akie uczucie? Daj
                          mu spokoj, daj mu czas, pokaz ze ufasz mu i go akceptujesz - niech
                          to potrwa kilka miesiecy. On sam do Ciebe podejdzie ze slowami na
                          ktore czekasz.



                          Ps. W jakim jestes wieku?
                          • sto_krot_nie Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 12:35
                            Nie, nie to napisałam - mam wrażenie, że bardzo mocno wyrobiłaś już
                            sobie zdanie na mój temat i całej sytuacji. Powtarzasz ciągle, że to
                            ja nie dorosłam, czy próbuję kogoś zmienić, kto mnie kocha...

                            Problem nie polega na tym, żebym komuś pozwoliła mnie kochać na swój
                            sposób, ale żebym się dowiedziała, CZY w ogóle mnie kocha. Naprawdę
                            uważasz, że wszyscy, którzy są dla Ciebie mili kochają Cię?
                            Pozazdrościć, domyślam się, że uważasz, że żyjesz w niekończącym się
                            morzu miłości. Szkoda, że to pozorne i jest jedynie Twoją osobistą
                            projekcją, a nie stanem faktycznym.
                            • kajpirinja27 Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 13:29
                              Czy Ty nie za wiele myslisz... Mam wrazenie ze jestes strasznie
                              niepewna ludzkich mysli i dlatego szukasz jakiegos potwierdzenia. Ja
                              wcale sobie nie wyrobilam zdania na Twoj temat. Jedyne co o Tobie
                              mysle - jet to, ze sie dla Ciebie ciesze, ze jestes zakochana w
                              swoim chlopaku i szkoda by bylo abys to zakonczyla tylko dlatego, ze
                              on nie potrafi, badz nie chce rozmawiac o przyszlosci.

                              Po co Ci sie to dowiedziec czy i jak on Cie kocha...? Co to zmieni,
                              kiedy uslyszysz pare slow...? Oczywiscie ze Cie kocha... Moglabys Ty
                              przytulac sie do kogos i spac z kims kogo nie kochasz? Dlaczego on
                              mialby czuc inaczej. Teraz jeszcze pokaz mu ze Ty go naprawde
                              kochasz a nie ze oczekujesz aby spelnial Twoje zachcianki. Ty
                              podswiadomie nawet tego nie chcesz, bo facet majacy swoje zasady w
                              sumie jest tym, czego my kobiety pragniemy. Nie rob z niego
                              kolezanki z penisem. Daj mu zostac facetem.

                              Czy naprawde uwazam, ze wszyscy ktorzy sa do mnie mili mnie kochaja?
                              Ja nie oczekuje czegos takiego i nawet sie nad tym nie zastanawiam.
                              Wrecz nie chce aby mnie wszyscy kochali. Wystarczy mi sympatia osob
                              dla mnie waznych., A czy oni mnie kochaja czy nie. Doprawdy nie
                              zastanawiam sie nad takimi rzeczami. Nie oczekuje czegos takiego.
                              Nie zapominaj - ze po pierwsze trzeba kochac samego siebie i byc z
                              siebe i wlasnego zycia zadowolonym.... A co dotyczy mojego chlopaka -
                              wiem ze mnie kocha - inaczej by mnie oposcil. Nie maialabym checi
                              byc z kims kto ciagle mnie krytykuje i probuje zmienic na jego
                              wlasny gust. Wolalabym aby ode mnie odszedl. Twoj chlopak mysli to
                              samo. Jemu do szczescia niczego nie brakuje - on pragnie tylko
                              Ciebie.


                              • sto_krot_nie Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 15:01
                                Nie szukam potwierdzenia, a zrozumienia. Jak ktoś coś do mnie mówi,
                                odpowiada, a ja widzę, że nie zrozumiał mojego pytania, czy moich
                                intencji, to mielę temat, aż wyjaśnię, co mi po głowie chodzi. Jak
                                się nie da, to trudno.

                                Mam się cieszyć z własnego zakochania? Hmm, przyznam, że nie
                                przekonuje mnie takie podejście - równie wiele wtedy radości powinna
                                mi sprawiać platoniczna miłość do znanego aktora, czy sportowca:
                                bo 'mam się cieszyć swoją miłością do niego, a nie tym, że on mnie
                                nie kocha'. Chcę się cieszyć fajnym, rozwijającym się związkiem i
                                poczuciem, że moje uczucia nie idą na marne, a są odwzajemniane.
                                Chciałabym wiedzieć, że nie walę głową w mur, tylko moje działania
                                trafiają na żyzny grunt i coś z tego urośnie.

                                Piszesz nie raz, że mam kogoś nie zmieniać i pozwalać mu być sobą -
                                nie musi postępować tak, jak ja bym chciała, bo on jest inny. OK,
                                zgoda. ALE dlaczego zaraz piszesz, że skoro ja się do niego zwracam
                                z czułością (bo kocham) to on taki jest dla mnie dobry też, bo
                                kocha. Dlaczego zakładasz, że ktos postępuje z tych samych pobudek
                                jak ja? Naprawdę uważam, że to ja szerzej podchodzę do Niego i
                                słuszne są moje wątpliwości co do źródła jego zachowania. To nie
                                musi być miłość, może zwyczajna sympatia i przyzwyczajenie.

                                PS. I nie pisz już więcej, jaki to on biedny i jakie ja mam
                                szczęście, że on ze mną wytrzymuje. To, że dzielę się tu własnymi
                                wątpliwościami naprawdę nie znaczy, że jego nimi też notorycznie
                                zadręczam. Jak już napisałaś - skoro ze mną jest, to znaczy, że
                                jednak taka zła nie jestem. Tyle w temacie mnie samej.
                                • kajpirinja27 Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 15:17
                                  Moge sobie wyobrazic,ze takie mielenie tematu moze byc bardzo
                                  meczace. Szczegolnie dla mezczyzny. Ale prosisz aby juz tego nie
                                  komentowac :-)

                                  Oczywiscie ze masz sie cieszyc z wlasnego zakochania. Myslisz ze
                                  bylabys szczesliwsza gdybys go dzis zostawila? Nie porownuj
                                  platonicznej milosci do tego, co czujesz wobec niego. Bo przeciez
                                  kochasz go szczerze...? Ale z drogiej strony - tak szczerze, ze za
                                  ego plecami bijesz sie z myslami o odejsciu, bo on nie potrafi lub
                                  nie chce planowac...? On juz stracil naiwnosc i wiare w wszczerosc.
                                  Najprawdopodobniej po pierwszym zwiazku. On juz nie wierzy ze
                                  istnieje kobieta kochajaca go takim jakim jest i boi sie ze ciagle
                                  bedzie probowac go zmieniac. Musi Cie po prostu dazyc glebokim
                                  uczuciem, skoro z Toba jest. Ale dlaczego mialby planowac przyszlosc
                                  z kims kto nie jest z jego osoby zadowolony....

                                  Sto krot nie - wyluzuj na jakis czas i po prostu ciesz sie ze
                                  wspolnie spedzonych chwil... Sprobuj niczego nie krytykowac, o
                                  niczym nie dyskutowac. Zobaczysz ze sam sacznie... Mezczyzni lubia
                                  przejmpwac inicjatywe.

                                  A poznalas jego znajomych, rodzine, masz klucz do jego miszkania,
                                  odwiedzacie sie bez uprzedzen ? To tez sa dosc wazne sprawy wiele
                                  znaczace. Jak by nie bylo - ja Ci naprawde zycze powodzenia.

                                  Tez zawsze pragnelam idealnej milosci - faceta na dobre i na zle, z
                                  ktorym moge robic i przezywac wszystko.... Nie ma czegos takiego.
                                  Facet ma swoj swiat. Ja mam swoj. Respektujemy to wzajemnie.
                                  Pomiedzy istnieje nasz wspolny i nie bede go burzyc przez jakies
                                  bezpodstawne watpliwosci. Wole w niego zainwestowac sam fajne
                                  rzeczy, jak zaufanie, dobry seks, wiara - wszystko razem zmieszane
                                  po trochu :-)
                                  • sto_krot_nie Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 15:50
                                    Właśnie to zrobiłam, wyluzowałam na rok, moja cierpliwość się
                                    skończyła, jest teraz dużo goryczy i frustracji.
                                    Ze swojej perspektywy: ja też nie czuję się w pełni akceptowana,
                                    skoro nie warta jestem słów, deklaracji ani wyznań uczuć.
                                    • clarissa3 Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 16:14
                                      slowa, nie slowa, nie o to zdaje mi sie chodzi - a o to czy jest to
                                      czlowiek na ktorym mozesz polegac? Czy cie wesprze gdyby co? Gdy,
                                      dajmy na to, wpadniesz w jakies tarapaty, cos sie zdazy, jakas
                                      choroba, dol - poda Ci reke? Czy bedzie zajety? Czy bedzie milczal,
                                      bo nie potrafi?
                                      • haalszka Re: Nie masz pojecia 19.06.09, 21:32
                                        Super to ujelas...
                                        I choc czasami nieznany grunt jest fasynujacy, dodaje adrenaliny tak chyba w
                                        zwiazku powinno sie mniec pewnosc tego gruntu.
                  • chlodne_dlonie ..bardzo mądrze powiedziane, ok ;) napisane, Kajpi 19.06.09, 12:29
                    rinja ..

                    ( i mówię, ok, p i s z ę to nie ze względu na Twój nick
                    choć mam słabość do owej ;))

                    I chyba nic nie dodam
                    oprócz tego,że mnie też się przejadły SŁOWA
                    wolę czyny, zdecydowanie

                    A czułe słówka?
                    Ktoś daaawno temu zauważył
                    (a było to jeszcze zanim można by powiedzieć,że to tzw harsh realities mnie spaczyły, heheheh)
                    że ja to 'taka bardziej reumatyczna' ;)) niż romantyczna jestem

                    I to fakt!
                    NB wciąż aktualny wie,że mnie wq...ł jak mu per 'kochanie'
                    zaczynam mówić
                    :P




                    kajpirinja27 napisała:

                    > Nie masz zielonego pojecia - czym jest milosc.
                    >
                    > Radzilabym Ci pozadnie zastanowic sie nad odejsciem od niego - gdyby
                    > byl niedobry. Gdyby Cie bil, zdradzal, oklamywal, ponizal. Ale on po
                    > prostu JEST SOBA... I podejrzewam nawet, ze jest z niego fajny
                    > facet. Osobiscie nie lubie wylewnych mazgajow planujacych ze mna
                    > sobotnie zakupy... Okropne... Uwielbiam swojego faceta za jego
                    > hobby, jego zajecia, zainteresowania - nawet jezeli odbija sie to na
                    > wspolnie spedzonym czasie, ktorego automatyczni ejest mniej. Nie
                    > nawidze naduzywac slowa "kocham" - jest to zbyt wazne i emocjonalne
                    > slowo i zdecydowalam sie na osobe wystarczajaco inteligetna, aby
                    > zaufac i zrozumiec nas na tyle, ze zbedne slowa sa niepotrzebne. Moj
                    > facet i ja wiemy, ze skoro zdecydowalismy sie na siebie - jest to
                    > jednym z najwiekszych dowodow milosci. Po co 100 x "kocham" , skoro
                    > widze jego zadowolenie z mojego towarzystwa, jego satysfakcje z
                    > mojego szczescia spowodowanego przez jego soobe...? Twoj facet
                    > najwidoczniej zrozumial, ze zapewnienia i plany to nic... Bo
                    > wszystkiego mozna sie spodziewac. Wyniosl to z poprzedniego
                    > malzenstwa. On ma zranione serce, a ty meczysz go doatkowo... On
                    > musi Cie naprawde darzyc glebokim uczuciem, skoro pozwala sobie na
                    > Twoja krytyke wobec niego, na cierpliwe wysluchiwanie Twoich
                    > watpliwosci, Twojego niezadowolenia z jego osoby... Az mi go zal.
                    > I nie zapomnij wyzucenia z siebie wszelkich stereotypow... Dlaczego
                    > facet musi o wszystko sie starac... Pokaz, ze jestes silna i odwazna
                    > kobieta stojaca murem za swoja miloscia. Za kazdym dlugim zwiazkiem
                    > stoi madra kobieta.
                    > Zycze Ci abys zrozumiala o co w milosci wlasciwie chodzi, na czym
                    > ona polega. Jemu zycze aby zaznal szczescia z kobieta ktora go
                    > zrozumie. To - czego Ty pragniesz to nie milosc. To zaspokojenie
                    > wlasnego ego.
    • mathias_sammer Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 18.06.09, 21:15
      skoro fizycznie otwarty to po kiego szukac klucza?
      m.s.
    • teoriawszystkiegoiniczego Spytaj... 18.06.09, 21:48
      Spytaj go o to jaki wiersz by Ci zadedykował
    • whateverrr Re: Emocjonalnie niedostępny, a fizycznie otwarty 20.06.09, 18:02
      i po co ci słowa? przecież "kocham" może się w ciągu sekund zamienić w coś
      zupełnie innego. może doświadczenia z przyszłości nauczyły go, że lepiej z tymi
      deklaracjami nie przesadzać, bo to i tak rzucanie słów na wiatr.
    • kajpirinja27 sto_krot_nie - tylko dla Ciebie... :_) 21.06.09, 15:53
      Moze pomoze Ci to zrozumiec pare rzeczy :-)

      www.wyspa-kobiet.pl/sekrety_szczescia/zwiazki/98.html
    • kajpirinja27 sto_krot_nie - tylko dla Ciebie part II :-) 21.06.09, 15:57
      I dozucam cos jeszcze.... :-)

      www.wyspa-kobiet.pl/sekrety_szczescia/zwiazki/99.html
    • kajpirinja27 ato_krot_nie - nie moglam sie powstrzymac :-) 21.06.09, 16:10
      Przeczytaj to sobie uwaznie :-)

      www.wyspa-kobiet.pl/sekrety_szczescia/zwiazki/869.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka