Witam,
wyobraźcie sobie że moje dziecko ma anemię, którą lekarz określił: "anemia
jak cholera". Zacznę może od początku; córcia ma 15 miesięcy, karmiona
piersią od początku, bardzo często cycusiała, do tego je zupki jarzynowe z
mięsem, soczki, deserki, kanapki z szyneczką (taką z pewnego źródła, bez tych
wszystkich konserwantów). Ja też porządnie się odrzywiałam, co by w moim
mleczku niczego jej nie brakowało. Zrobiłyśmy badanie krwi, tak zwyczajnie,
kontrolnie, profilaktycznie i ot ANEMIA. Trudno mi w to uwierzyć,
szczególnie, że dzidzia jest takim małym łakomczuszkiem i bardzo chętnie
wszystko zjada, do tego bardzo dobrze sobie wygląda (waży 13 kg - taki nasz
mały pączuszek). Nie jest ospała, wręcz przeciwnie, jest bardzo "żywym"
dzieckiem.
Najlepsze, że lekarz mnie opierdzielił, że ona jeszcze je cyca, że w tym moim
mleku nie ma już nic dla niej wartościowego, a już napewno nie ma tam żelaza.
No i bądź tu człowieku mądry, jak każdy lekarz mówi co innego

Zastanawiam się nad powtórzeniem morfologii i chyba tak zrobię juz zaraz w
poniedziałek, bo może zaszła jakaś pomyłka, może pomylili próbki. Wprost nie
możemy z mężem uwierzyć, że córcia może mieć anemię. Ja rozumiem że może być
jakis niedobór żelaza, ale chyba nie aż taki jak to lekarz określił. Mój błąd
że sobie tych wyników nie odpisałam i zerknęłabym na jakąś normę.
Czy któraś z Was miała podobny przypadek?? Dla mnie to jest poprostu szok!!!