10.03.14, 15:56
O tym że stawki za lekcje są coraz niższe pisaliście już nie raz. W ostatnich kilku dniach się jednak mocno podłamałam. Jak już kiedyś pisałam uczę dorosłych, praktycznie tylko z polecenia i celuję w kadrę kierowniczą (często firma płaci za lekcje). Po Nowym Roku niespodziewanie wypadło mi kilku głównych uczniów (wyjazd za granicę na kontrakt/ brak czasu na lekcje z powodu nawału pracy itp.) a kilku, którzy mieli zaklepane lekcje od stycznia zrezygnowało, bo firma nie chce płacić za kurs. Przeczekałam 2 miesiące myśląc, że jak zawsze ktoś się zgłosi. Cisza. Zajrzałam więc na gumtree, żeby tam poszukać tymczasowych uczniów. I co widzę? Pan, który pisze, że ma 20 lat doświadczenia w nauczaniu i tłumaczeniu chce 35zł/60 min. Mowa o Warszawie. Inni z mniejszym stażem też około tego albo mniej. 50zł/60 minut się zdarza, ale sporadycznie. Ja biorę więcej. Płacę ZUS. Gdybym teraz zaczęła brać 35zł/ za 60 min, wróciłabym do stawki, którą miałam gdy zaczynałam uczyć 9 lat temu pod koniec studiów. O tym jakie wtedy były zarobki a jakie są dzisiaj, nie muszę wspominać. Oczywiście można powiedzieć, że rynek dyktuje a ja jako mało elastyczna nie chcę się do niego dostosować. No nie chcę. Bo godzina fizjoterapii nie kosztuje 35zł, wizyta hydraulika też nie, fryzjerka mi farby nie położy za tyle, godzina indywidualnych zajęć jogi kosztuje 250zł, a wizyta u ortodonty to 150-200zł miesięcznie. Dlaczego więc uważa się, że uczenie języka to takie nic, uczyć może byle kto i za byle jakie pieniądze. A już nałożenie farby i podcięcie włosów jest niby warte te 100-150zł? Szczerze to kryzys nauczania mam od kilku lat, ale związany był on z różnymi zachowaniami ludzi, rozwalonym dniem, ciągłymi dojazdami. Samo uczenie jednak zawsze lubiłam. Sugestie różne, że taka "inteligentna i ambitna" osoba mogła mieć fajną karierę i pnąć sie do góry zamiast zatrzymać się nauczeniu, puszczałam koło uszu. Stawki jednak zawsze miałam ok, mogłam się z tego utrzymać i chętnych nie brakowało. Teraz jeśli sytuacja się nie zmieni (a nie wiem, ile miałabym czekać na kolejnych chętnych z polecenia) i nie nawiążę nowych kontaktów z uczniami bizensowymi, to chyba będzie koniec mojego uczenia. Czas na coś nowego. Siedzę, szukam pracy i profilaktycznie już będę aplikować. Mam doła, więc szukam może nie wsparcia, ale wygadania się. Jaki wy dajecie sobie limit opłacalności finansowej, oszczędności, organizacji życia, po którym powiedzielibyście sobie "dość" i starali się przebranżowić?
Obserwuj wątek
    • samaira Re: refleksje 10.03.14, 23:02
      Zamiast marudzić, proszę wziąć się do roboty i zacząć się.reklamowac porządnie. Zamiast.czekać aż się zgłoszą z polecenia.
      Za farbowanie włosów niektóre fryzjerki też biorą 40zl, a.niektóre 150 i więcej. Lekcje tańca można znaleźć tanie, itd. W każdej branży są ludzie którzy obniżają ceny, tylko nam się wydaje.ze wszystko jest drogie.
      Po prostu trzeba włożyć więcej wysiłku a nie czekac biernie i narzekać.
      Powodzenia
      • there.there Re: refleksje 10.03.14, 23:40
        Dobrze znam te rozterki. Praca w tym zawodzie to niekończąca się sinusoida. Ja miałem kryzys miesiąc temu, gdy odpadło mi tymczasowo dwóch dobrych klientów. Pierwszy raz w życiu pomyślałem sobie, że muszę się napić ze złości:D Kilka dni później wróciło 2 starych i doszło trzech nowych uczniów i humor się poprawił. Nie wiem na jak długo.

        Co do stawek - też mnie to wkurza. Nie wiem czy to przez to, że się nie szanujemy, czy może to po prostu specyfika tej usługi. Pomyśl jak często korzystasz z usług fryzjera czy hydraulika. Prywatny lektor to natomiast spore i regularne obciążenie finansowe i nie każdego stać na wydawanie 200-300 zł miesięcznie przez cały rok, a w przypadku edukacji dzieciaków często kilka lat.

        Jeśli masz chwilowe załamanie popracuj nad ogłoszeniami i nie sugeruj się ludźmi, którzy wołają 20 zł, bo mądry klient wie, że dobra usługa musi kosztować. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy szczęscie, ale odkąd podniosłem stawki mam jakoś więcej klientów:D Znam też i takich, którzy wołają 80 zł, choć sami dobrze nie potrafią mówić po angielsku i nie mają pojęcia o nauczaniu. Ten rynek jest chyba jednym z ostatnich przyczółków czystego kapitalizmu, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone i nie ma żadnej regulacji. To jednocześnie sprawia, że ten rynek to niestety śmietnik i prawdziwy specjalista musi sie namęczyć zanim wymagający klient go odnajdzie.

        Ja daję sobie 2 lata i też będę myślał o rozwoju w innym kierunku, bo jednak praca od 9-21, mimo że z ludźmi, to jednak skazuje mnie na życie pustelnika.
        • baba67 Re: refleksje 11.03.14, 11:23
          A ja to widze tak ze wszystko sie normuje. osoba znajaca sie nie tylko na jezyku biznesowym ale i majaca duza wiedze na temat samego biznesu powinna sie cenic-na pewno jej wiedza i doswiadczenie jest warte co najmniej 50 zl,raczej wiecej Podobnie jest jezykiem prawniczym, informatycznym itp
          Niemniej oczekiwanie ze rodzice masowo beda placic za zwykle korki 50 zl za 60 min jest delikatnie mowiac optymistyczne nawet w Warszawie.Sytuacja jest tak ze coraz wiecej firm oszczedza i kursow nie organizuje, z drugiej strony coraz wiecej jest lektorow i "lektorow".Podobnie z General na takim sobie powszechnym poziomie cos pomiedzy preinter i inter.
          Lekcja indywidualna z instruktorem Yogi(chyba ze chodzi o wysokiej klasy specjaliste szkolacego instruktorow) zwyczajnie nie jest warta 250 zl. jesli ktos chce tyle placic to jego sprawa, podobnie za oklepanie kremem u kosmetyczki moze sobie zaplacic 150 zl, ale to nie jest tyle warte i ludzie zaczynaja to zauwazac.
          Jesli oferujesz uslugi ktore sa warte Twojej stawki w co nie watpie to musisz skupic sie na marketingu bo najwyrazniej specjalistow na Twoim polu przybylo i trzeba walczyc o klienta mocniej. Jesli masz pretensje ze rynek jest taki jaki jest to pretensje do garbatego ze ma dzieci proste.
          • englove Re: refleksje 11.03.14, 14:47
            baba67 napisała:

            osoba znajaca sie nie tylko na jezyk
            > u biznesowym ale i majaca duza wiedze na temat samego biznesu powinna sie cenic
            > -na pewno jej wiedza i doswiadczenie jest warte co najmniej 50 zl,raczej wiecej

            Student (niekoniecznie anglistyki) ceni się ok. 30-35 (Warszawa). Osoba po studiach, z doświadczeniem i wiedzą o biznesie to według Ciebie tylko 20 zł różnicy?

            > Niemniej oczekiwanie ze rodzice masowo beda placic za zwykle korki 50 zl za 60
            > min jest delikatnie mowiac optymistyczne nawet w Warszawie.

            Mylisz się, za 50 zł można w Wa-wie znaleźć klienta nawet dla dziecka. A nawet jak trend jest inny - to ja już zacieram ręce. Za ok. 10-15 lat będę miała mnóstwo roboty, żeby poprawiać po takich nauczycielach za 30 zł. A wiadomo, złe nawyki wykorzenić trudnej i dłużej się schodzi

            Sytuacja jest tak ze
            > coraz wiecej firm oszczedza i kursow nie organizuje,

            Niemniej jednak angielskiego w pracy wymaga i Ci ludzie muszą uczyć się prywatnie.

            > Jesli oferujesz uslugi ktore sa warte Twojej stawki w co nie watpie to musisz s
            > kupic sie na marketingu bo najwyrazniej specjalistow na Twoim polu przybylo i t
            > rzeba walczyc o klienta mocniej. Jesli masz pretensje ze rynek jest taki jaki j
            > est to pretensje do garbatego ze ma dzieci proste.
            >
            Rynek wygląda tak jak go sami tworzymy. I otrzymujemy taką zapłatę, jak się cenimy.

            Jakiś czas temu ogłaszałam się na Gumtree, zero odzewu. Od czasu kiedy tam zajrzałam zobaczyłam, ze niektórym to by trzeba było dopłacić żeby nie uczyli, przestałam. Robię swoje i nie denerwuję się.
            • baba67 Re: refleksje 11.03.14, 20:19
              Nie zgadzam sie z ani jedna Twoja teza. Jesli jednak masz klientow na swoja godna zazdrosci stawke to najwyrazniej w innym matriksie zyje i racji nie mam.
              • engteacherka Re: refleksje 12.03.14, 09:32
                Może englove udało się wejść w środowisko bogatych klientów

                ja uczę w większości klasę średnią i budżetówkę i to na głębokiej prowincji; odkąd zróżnicowałam stawki, to przybyło mi dzieciarni podstawówkowo-gimnazjalnej (najtańsze lekcje, które sprawiają mi najmniej problemu, a sprawdzenie pracy domowej zajmuje minutkę), chętnych na droższe przygotowanie maturalne ubyło - mam kilka osób i to sa dzieci nieco bogatszych mieszkańców (przedsiębiorców np.), czyli dla niektórych ta stawka była po prostu zaporowa, osoby dorosłe, które uczę, to też ludzie którzy mogą sobie na to pozwolić z łatwością, jesli musieliby zrezygnować ze względu na finanse - w pierwszej kolejności zrezygnowaliby z angielskiego pewnie

                wniosek taki, że chętnych na naukę jest wielu, ale jeśli podyktuje się bardzo wysokie stawki, ludzie po prostu nie dadzą rady finansowo i choć z żalem, to jednak zrezygnują, poszukają kogoś tańszego, choć będą tego świadomi, że lekcje są gorszej jakości

                stawki bardzo wysokie - mniej klientów, mniej klientów - mniej poleceń
                ludzie najchętniej pójdą do specjalisty, który jest dobry i jednocześnie nie najdroższy
                • englove Re: refleksje 12.03.14, 14:53
                  engteacherka napisała:

                  > Może englove udało się wejść w środowisko bogatych klientów

                  Nie nazwałabym tego tak. Uczę różnych ludzi, nikomu do portfela nie zaglądam. Nawet nie mieszkam w dobrej dzielnicy Warszawy, tylko raczej w takiej cieszącej się złą sławą. Wszyscy płacą tak samo, firmy więcej niż młodzież. Tak po prostu wyceniam swój czas. Wyceniam go proporcjonalnie do opłat, które sama ponoszę (ZUS, rachunki itp), innych kosztów usług i kosztów utrzymania. Właśnie sobie wyliczyłam, ile bym musiała na sam ZUS pracować biorąc stawki poniżej 50 zł - masakra. Kiedyś się oburzałam na sytuację, narzekałam, ale po pewnym czasie przestałam. Jeśli ludzie będą obniżać ceny, ze strachu że uczeń znajdzie tańszego lektora to ceny będą spadać w nieskończoność. Aż wkrótce będziemy uczyć charytatywnie. Odkąd zmieniłam podejście i polityką cenową, mam mniej stresów i żyje mi się całkiem przyjemnie.

                  Nie uczę dzieci młodszych niż 10 lat, o czym wszyscy, których uczę wiedzą. Zgłaszają się do mnie osoby z polecenia, które znają stawkę. Rodzice dzieci też. Często odmawiam z powodu braku czasu, ale uczę trzy osoby w wieku gimnazjalnym. Dlatego nikt mi nie wmówi że stawka 50 zł za lekcje dla ucznia w Warszawie jest mityczna i godna pozazdroszczenia. Uważam to za absolutne minimum.
                  • baba67 Re: refleksje 12.03.14, 15:32
                    Nie beda spadac w nieskonczonosc. Wlasnie dlatego ze rynek je reguluje.
                    Podobnie jak ceny butow nie spadaly w nieskonczonosc czy ceny chleba. Tez uwazam ze lekcje z dojazdem ponizej 50 zl to masakra ale jesli uczen przychodzi do mnie to juz niekoniecznie.
                    Uczac u siebie , nie tracac czasu na dojazdy ani kasy na samochod jestem zadowolona z nizszej stawki ale nie wynosi ona 20 zl oczywiscie.
                    A obruszac sie z e student woli zaplacic koledze z akademika 20 zl za pomioc w przygotowaniach do egzaminu zamiast przyjsc do mnie to naprawde zabawna mysl.
          • ninal5 Re: refleksje 14.03.14, 15:48
            baba67 napisała:

            > A ja to widze tak ze wszystko sie normuje. osoba znajaca sie nie tylko na jezyk
            > u biznesowym ale i majaca duza wiedze na temat samego biznesu powinna sie cenic
            > -na pewno jej wiedza i doswiadczenie jest warte co najmniej 50 zl,raczej wiecej
            > Podobnie jest jezykiem prawniczym, informatycznym itp
            > Niemniej oczekiwanie ze rodzice masowo beda placic za zwykle korki 50 zl za 60
            > min jest delikatnie mowiac optymistyczne nawet w Warszawie.Sytuacja jest tak ze
            > coraz wiecej firm oszczedza i kursow nie organizuje, z drugiej strony coraz wi
            > ecej jest lektorow i "lektorow".Podobnie z General na takim sobie powszechnym p
            > oziomie cos pomiedzy preinter i inter.

            Ale jasne, jaka grupa docelowa, doświadczenie i kontakty, taka też stawka. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że ta grupa czyli biznesowa mentalność ma taka, ze jeśli cos jest dobre to musi kosztować i majac 2 oferty np. jedna za 30zl i druga za 70 za 60 min i nauczycieli z podobna wiedza i doświadczeniem, wybiorą tę drugą. Gdy zaczelam mieć wyższe stawki i twardo negocjować warunki, właśnie wtedy zaczęłam mieć tego typu uczniów. Rzecz w tym, jak się do tej grupy dociera i jaka jest siła poleceń.
            O uczeniu dzieci na domowych lekcjach/korkach się nie wypowiadam, bo nigdy tego nie robiłam i dość oczywiste jest, że mając tak wielu nauczycieli z wystarczająco dobrą znajomością języka na lekcje typu general i to glownie na poziomach początkowych, rodzice często wybierają ofertę tańszą.
            Generalnie ja nie mam pretensji, ale czuję się strasznie wypalona nie samym uczeniem, bo to uwielbiam, ale wszystkim co z nim związane, tym że nigdy nie wiem, ile w danym miesiącu zarobię, dojazdami ciągłymi po Warszawie, formułami zachowań, czekaniem na przelew z firm (na szczęście ci, którzy płacą sami płacą z góry lub po każdej lekcji), rozwalonym grafikiem w ciągu dnia, pracą wieczorami itp. Dlatego myślę, że dla mnie osobiście nadchodzi czas na cos nowego i jeśli na samą myśl o zmianach już zaczynam odżywać i mieć pomysły, to znaczy że czas na to najwyższy. Pewnie zostawię sobie kilku uczniów jako pracę dodatkową. A wszystkim wam najszczerzej życzę sukcesu na rynku, wytrwałości w pracy i wielu wspaniałych uczniów.
    • claratrueba Re: refleksje 13.03.14, 05:58
      Ja nie z Warszawy ale syt. w średniej wielkości mieście jest bardzo podobna.
      Tylko, że ja nie odczuwam żadnego spadku liczby lekcji, nadal są chętni, których nie mogę przyjąć. Bo:
      1. dorosłych, a już szczególnie biznesowych przyjmuję tylko na godziny, kŧórych młodzież nie chce czyli rano. To sa kiepscy klienci, nie dość, że mogą mnie polecić nieporównanie mniejszej liczbie osób niż młodzież szkolna, to jeszcze, szczególnie panowie, skłonni są swoje postępy przypisywać sobie a nauczyciela przedstawiać jako mało istotny dodatek do ich wysiłku. Są mniej zdyscyplinowani, bo mamusia nie dopilnuje a klasówek nie ma, jest wiele pretekstów do odwoływania.
      Moja dawna uczennica, która skupiła się na dorosłych a nie wyrobiła sobie marki wśród młodzieży jest w takiej samej syt. jak Ty. Ale na uczenie młodzieży nosem kręci bo to, w jej mniemaniu, degradacja. I dlatego ja jej nie podeślę osób, których nie będę mogła przyjąć. Bo przy stos. "robię to bo muszę zarobić, a nie dlatego, że chce to robić i z tym uczniem" to nauczycielem będzie kiepskim i rykoszetem uderzy to we mnie. Już tak było.
      2. uczenie młodzieży szkolnej jest podstawą mojej pracy (podstawówka wchodzi w grę tylko jeśli to dziecko nad wiek rozwinięte)i to o wiele większy zasięg marketingu szeptanego- cała klasa widzi efekty, widzą rodzice a ci mają znajomych, krewnych. Bo ludzie albo chcą "płacić za lekcje" albo chcą "mieć konkretnego nauczyciela". Ci pierwsi szukają taniochy, ci drudzy akceptują stawki konkretnej osoby nawet nie interesując się ile biorą inni nauczyciele, ile płacą inni rodzice. To jest normalne- nie wiem ile "bym zaoszczędziła" korzystając z innego dentysty czy mechanika i kompletnie mnie to nie interesuje. Mam swoich- dobrych.
      W wyrobieniu sobie marki jest klucz do funkcjonowania na rynku, gdzie jest duża konkurencja. W tym konkurencja w post. nauczycieli, którzy dobrze uczą tylko że nic poza tym. A rodzicom skłonnym zapłacić najwyższa stawkę chodzi o coś więcej niż dobre przygotowanie do egzaminu i znajomość języka.
      • baba67 Re: refleksje 13.03.14, 06:33
        Mysle ze w wiekszych miastach czynnik "chce tego wlasnie nauczyciela" jest mniej istotny. nie ma czegos takiego jak lokalna slawa. Trzeba wyrobic sobie dobra opinie bo oczywiscie zjawisko polecania istnieje ale nie ma to takiego znaczenia jak w mniejszych miejscowosciach.
        Sama pamietam kiedy bedac dzieckiem mieszkalam w malym miasteczku pnie chodzily to tej a nie innej krawcowej mimo ze ze byla droga ale chodzenie go pani Gieni nobilitowalo(pani Gienia rzeczywiscie byla dobra choc trudno ja bylo nazwac artystka), najwyrazniej cos z tego zostalo.
        • claratrueba Re: refleksje 13.03.14, 07:10
          baba67 napisała:

          > Mysle ze w wiekszych miastach czynnik "chce tego wlasnie nauczyciela" jest mnie
          > j istotny. nie ma czegos takiego jak lokalna slawa.

          "Lokalna" to na pewno nie. Ale "środowiskowa" -tak. Ja zaczynałam pracę w Warszawie, fakt było to przed narodzinami niektórych tu obecnych, ale obecnie większość moich znajomych nadal tam mieszka i wszystkie ich dzieci maja tę samą nauczycielkę, która uczy również kolegów dzieci. Podobnie jak ja uczyłam bardzo wiele osób, będących znajomymi, dziećmi znajomych, kolegów dzieci itd.
          • anglofil Re: refleksje 14.03.14, 06:22
            Coś jest z tymi dorosłymi na rzeczy. Moja przyjaciłółka zawsze mnie zachęcała do szukania 'klientów biznesowych' a prawda jest taka, że oni mają angol gdzieś bo zawsze się dogadają łamańcem jakimś, jak w gre wchodzi kasa to język jest nieważny zwłaszcza że te swoje biznesy też robią z innymi językowo niedouczonymi i odwołują. Z racji pozycji społecznej nie mają ciśnienia na "pokazanie się z dobrej strony" bo mają dużą pewność siebie. Ludzie młodzi, choć już pracujący, pragnący awansu - to jeszcze jest jakiś target ale na pewno będzie się kurczyć w miarę jak angola w szkole i wokół nas coraz więcej (choć sporo głosów na tym forum, że wręcz przeciwnie). Tak czy siak nie sądzę, żebym w tym zawodzie dobiła 10 rocznicy, mam nadzieję, że wykorzystam inne głęboko ukryte talenty ;)
            • anglofil Re: refleksje 14.03.14, 06:30
              "Sugestie różne, że taka "inteligentna i ambitna" osoba mogła mieć fajną karierę i pnąć sie do góry zamiast zatrzymać się nauczeniu, puszczałam koło uszu."

              Serio? Mi nigdy nikt niczego takiego nie imputował, no moja znajoma z akademika która została profesorem, raz kiedy zrobiłam CEltę "to żeby robić coś takiego trzeba mieć papiery"? No ale ja mam samych takich wokół siebie po kierunkach mocno humanistycznych co teraz w urzędach robią za 3-4 tys a nie korporacyjne kariery. Jeden korporant dobrze po 40 mocno mi zazrości "ty się ciesz, na chleb zawsze zarobisz, jesteś niezależna"- ale on to akurat jest po ciemniej stronie korpy. Bo niestety, ale członkom niższej średniej to raczej w kontekście kariery dostępna jest głownie korpo. Czytałam wczoraj artykulik o polskich oksfordczykach - no, urodzić się dyplomacie to ja rozumiem ;).
              • anglofil Re: refleksje 14.03.14, 06:37
                A zresztą to pnięcie się do góry i fajna kariera to robota non stop, lizanie kilku dup na raz i taka sama niepewność. Ja tam lubię uczyć bo a. to bywa przyjemnie b. prawda jest taka że człowiek przeżyje, a się nie narobi dziko- nawet jak wczoraj padłam płazem, to owszem, zaliczyłam stan zejściowy, ale nie zastanawiałam się padając czy dostanę nazajutrz opieprz od szefa czy nie. I w głębi ducha wiem, że zawsze przeżyję. I mam czas - pamiętam, że jak miałam kupę lekcji w jedym miejscu, wchodziłam o 8 wychodziłam po południu - miałam dosyć. Gdzie moje śniadania na starowce, gdzie gazetka w parku - myślałam. Gorzej, że wakacje też spędzam w parku - no ale, zawsze coś za coś.
                • amused.to.death Re: refleksje 14.03.14, 09:39
                  ja wakacji akurat nie spędzam w parku tylko zazwyczaj na dosyć egzotycznych wyjazdach - i mam czasami wrażenie, że to jest m.in. powód dla którego nikt mi nie sugeruje, że powinnam robić coś innego - bo myslą sobie raczej 'dobrze jej' ;)

                  co do liczby lekcji i korków - to też trochę szczęścia - raz więcej raz mniej - ja zawsze staram się mieć więcej i jak coś wypada (czy ktoś odwołuje, a zawsze odwołują) to i tak średnia wychodzi ok.
                  • ninal5 Re: refleksje 14.03.14, 16:23
                    :-) przyjaciół mam z podobnym do mojego stylem życia czyli humanistów na działalności lub freelancerów. Najblizsza rodzina wspiera i jest dumna . Dla dalszej jestem milym dziwadłem, które nikomu nie wadzi, ale nie ma "porządnej" pracy (czyt. etatu), męża też brak, kandydata na takowego także i się w wakacje wlóczy gdzieś tam po dzikich i niebezpiecznych Himalajach zamiast tu szukać partnera = zero stabilizacji w ich mniemaniu. I tak ich lubię :)
                • baba67 Re: refleksje 14.03.14, 10:32
                  Dokladnie. Niezaleznosc. Boso, ale w ostrogach.
                • ninal5 Re: refleksje 14.03.14, 16:11
                  Dokladnie anglofil, dlatego nigdy takiej "kariery" nie wybrałam. Ale serio, wiele razy dano mi do zrozumienia (korpo uczniowie), że "jesteś tylko lektorką" (nie to co ja pan ważny), znajomi "marnujesz się", " kto miałby robić doktorat jak nie ty", "naprawdę chcesz robić cos takiego, taką studencką robotę" itp. A ja chcę sama o sobie decydować bez żadnego buca z przerostem ego nade mną (dziękuję, próbowałam na studiach), nasiadówek, zebrań, integracji i sama się z mojej pracy rozliczać tzn. że wykonuję ją dobrze i profesjonalnie.
            • ninal5 Re: refleksje 14.03.14, 16:04
              Jeśli chodzi o pana Wiesia, który rozkręcil biznes i poszlo, a potem potrzebuje języka, żeby się dogadać z kontrhentami to masz lekcję. Jeśli zaś o korpo i placówki dyplomatycne to bardzo się mylisz. Na pewnych stanowiskach bardzo dobra znajomość jest podstawą do tego, żeby móc komunikować się z menadżerami zagranicznymi, którzy tu przyjeżdżają na kontrakty, awansować i próbować przeniesienia do placówki firmy za granicą (marzenie wielu polskich specjalistów zwłaszcza z IT i inżynierów). Wbrew pozorom oni mają duże kompleksy, że ich angielski nie jest aż tak dobry, jak powinien być.
              • ninal5 Re: refleksje 14.03.14, 16:11
                masz rację, miało być
    • claratrueba Re: refleksje 15.03.14, 06:26
      ninal5 napisała:

      > :-) przyjaciół mam z podobnym do mojego stylem życia czyli humanistów na działa
      > lności lub freelancerów.

      A ja wręcz przeciwnie- trzęsących się o swoja posadę etatowców, którzy doskonale wiedzą, że redukcja etatów, cięcie kosztów, zamknięcie firm, restrukturyzacja, umiejętne podłożenie świni itp. może pozbawić ich dochodów do zera, a o znalezienie roboty jest trudno. Wielu z nich już w takiej syt. było, dwoje jest aktualnie. Widziałam "z menadżera do zera"- zresztą sama byłam osobą, która z prestiżowej pracy za taaakie pieniądze odeszła z dnia na dzień. Teraz wiem, że to nie dla mnie.
      Gadki znajomych jak to Ty "powinnaś żyć" nie zasługują na uwagę, polecam ignorować to sie skończą. Tego, że ludzie mają "jedyne słuszne" wyobrażenie o "właściwym" życiu nie zmienisz. Ja takich nazywam "powielacze" w celu oddania ich sposobu widzenia świata- powielać sposób na życie innych, poglądy innych.
      Co ci radzę na "depresję lektora"- czynnie przeczekać. Zdarzyło mi się kiedyś przeżyć tak nagły spadek zainteresowania moja pracą, że czułam sie jak niepotrzebny śmieć. Nie pamiętam kiedy i nie znam przyczyny. Wydając oszczędności (umiejętność zgromadzenia takowych jest w naszym zawodzie konieczne i jest kluczowe dla dobrego samopoczucia) poświęcałam się czytaniu i tworzeniu materiałów "na kiedyś". Czego nie trzymałam w tajemnicy przed znajomymi i posiadanymi wówczas uczniami (ich rodzicami jeśli młodzież) i powoli pojawili się nowi chętni pewnie zaciekawieni co też taki "twórczy" nauczyciel może im zaoferować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka