ach...oceny

26.01.09, 13:56
Czesc,
w tym roku zaczęłam pracę w szkole językowej. Mam dosc małe doswiadczenie w nauczaniu, jestem na 4 roku studiów ale wydaje mi się, ze całkiem niezle mi idzie, lubie to co robię a uczniowie tez wydają się byc zadowoleni.
Uczę m.in. grupę dorosłych upper intermediate(5 osób, w przedziale wiekowym 32- 43 lata) i naprawdę musze powiedziec, że to ludzie którzy przychodzą na zajęcia aby się czegos nauczyc, są bardzo aktywni, mają zawsze duzo pytan itd. Takze fajnie mi się z nimi pracuje ale dostałam 'reprymendę' od dyrekcji za to, ze stawiam bardzo mało ocen i rzadko robię testy. Nie wiem, moze się mylę ale czy oceny w tego rodzaju grupie są naprawdę takie wazne? Kurcze, ci ludzie naprawde maja motywację do nauki, zawsze na początku robię warm-up aby powtórzyc słowka czy najwazniejsze rzeczy z zajęc. Wydaje mi się trochę śmieszne takie stawianie ocen za pracę domowa czy kartkówkę. Grupa jest sympatyczna i wyluzowana i jak robie test a potem wstawiam oceny to zawsze mam wrazenie, ze troche ich to smieszy. Moze to wynika tez z takiej roznicy wieku?
Rozumiem i widze, ze w grupach dziecięcych czy młodziezowych oceny sa bardzo wazne ale w tym przypadku?
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Pozdrawiam:)
    • honeybb Re: ach...oceny 26.01.09, 17:52
      Uważam, że oceny są bardzo ważne nawet a może szczególnie w tej grupie wiekowej.
      Pokazują postępy i motywują. Najlepsze jest właśnie to, że nie przysłaniają
      sedna sprawy tak jak u dzieci, które czasem uczą się tylko dla ocen.
      Ludzie mogą 'czuć', że robią postępy ale oceny to coś namacalnego. Ja z
      dorosłymi często robię testy a oceny stawiam na zasadzie procentów plus ocena w
      nawiasie. Myślę, że potem każdy sobie wyznacza zadowalający dla siebie próg.
      Jeśli ocena jest niezadowalająca ludzie chętnie powtarzają testy na zadanie domowe.
    • teacherka Re: ach...oceny 26.01.09, 19:16
      Ja nie daje ocen na kursach dla doroslych. Troche jest to dla mnie smieszne,
      podejscie dyrektora tez:) A co jakbys musiala wpisywac oceny niedostateczne?
      Albo dopuszczajace? Widze, jak przykro jest ludziom, gdy widza, ze czegos nie
      wiedza. Wstydza sie tego. Dlatego oceny, namacalnie na kartce nie bylyby zadna
      motywacja, wrecz zawstydzeniem.
      • jeriomina Re: ach...oceny 26.01.09, 19:23
        To może punkty, albo procenty? To jest dobre dla dorosłych:) Oceny rzeczywiście
        są bez sensu. Myślę że system punktowy (100) lub procentowy zadowoli zarówno
        dyrektora szkoły jak i Twoich uczniów:)

        Mówię z doświadczenia niegdysiejszego ucznia szkoły językowej i obecnego
        studenta filologii - my też jesteśmy oceniani punktowo.
        • teacherka Re: ach...oceny 26.01.09, 19:32
          Tak, punkty albo proceny sa lepsze. Nie ma tak czarno na bialym, ze sie bardzo
          zle wypadlo:), bo jak jest dobrze to sie nie ma co chowac:)
          Czasem stosuje tez oceny opisowe, starajac sie ZAWSZE znalezc cos dobrego w
          kazdej pracy.
          • chatone Re: ach...oceny 26.01.09, 21:34
            No wlasnie, ja tez uwazam że np. procenty byłyby o wiele lepszym rozwiązaniem. Moze rzeczywiscie to zaproponuję dyrekcji. Wlasnie zbliza się rozmowa z dyrektorem i metodykiem na koniec semestru i juz się stresuję, że znowu będą mieli pretensje o te oceny. Próbowałam juz wtedy z nimi rozmawiac na ten temat ale usłyszalam tylko, ze 'jak najwięcej ocen, kazdy juz powinien miec co najmniej po 6 ocen, proszę stosowac restrykcyjne podejscie'. ale kurcze, przeciez to dorosli ludzie, którzy płaca i chodzą tam dla siebie, a nie dla ocen...
            • teacherka Re: ach...oceny 26.01.09, 22:00
              Co za bzdurne podejscie, przeciez to szkola jezykowa, a nie panstwowa, gdzie
              kazdy uczen musi miec odpowiednia ilosc ocen.
              Sprobuj przeforsowac swoje, powodzenia:)
              • aga.p.p Re: ach...oceny 26.01.09, 22:47
                No dobrze, a spójrzcie na to z drugiej strony - w szkole jest metodyk i to on/ona wraz z dyrekcją ustalili, że słuchacze mają mieć wystawiane oceny. I nie jest istotne czy mamy do czynienia z grupią pięcio- czy pięćdziesięciolatków. Oceny są nie tylko dla słuchaczy, ale też dla administracji. Z tego się robi przeróżne statystyki, na tej podstawie niektóre szkoły dają gwarancję nauczania (słynne promocje: zwrócimy ci pieniądze za kurs jeśli oblejesz egzamin - pod warunkiem, że twoja średnia z semestru nie spadnie poniżej 4,5). Góra wie o postępach słuchaczy tylko na podstawie ocen, raportów lektora i opinii z wizytacji metodyka. Z czego oceny są najbardziej miarodajne, bo obiektywne (zwłaszcza z testów, w których nie można naciągać wyników) i rozłożone na cały semestr. Także nie ma co demonizować sprawy, trzeba się dostosować. Zresztą lepiej wystawiać oceny numeryczne, niż co miesiąc robić opis postępów każdego ucznia:)

                Oczywiście mówię tu o szkole, której zależy na jakości nauczania - kasotrzepom jest wszystko jedno:)

                pzdr,
                Aga
                • minisufka Re: ach...oceny 27.01.09, 14:18
                  zgadzam sie z aga.p.p. - oceny sa nie tylko dla uczniow i
                  nauczyciela, ale i dla statystyk szkolnych. poza tym latiwej
                  wyciagnac pod koniec semestru szybkie wnioski na temat postepu
                  ucznia - gramatyka swietnie, ale do nauki slowek trzeba sie bardziej
                  przylozyc; listening w porzadku, ale cos z tym readingiem nie
                  bardzo - musisz wiecej czytac w domu itd. majac oceny i procenty
                  czarno na bialym zdecydowanie latwiej sledzic postepy poszczegolnych
                  osob.

                  doroslym zreszta chyba tez fajnie miec wyszczegolnione jak im idzie -
                  motywacja to nie wszystko - ktos moze miec ogromna motywacje, ale
                  nie umie sie uczyc i nawet sobie z tego nie zdaje sprawy. ile to
                  razy slyszelismy oskarzenia, ze 'tak sie do tego przylozylem, a tu
                  pala - to nie fair'. a walsnie, ze fair - nie umiesz to nie umiesz -
                  sam zapal nie wystarcza. a oceny swiadcza o tym, czy w glowie cos
                  jest, czy tylko motywacja wysoka.

                  poza tym pracujac dla danej szkoly trzeba sie dostosowac do ich
                  zasad.
                  • teacherka Re: ach...oceny 27.01.09, 21:46
                    Czy szkola jest dla uczniow czy uczniowie dla szkoly??
                    • joalma Re: ach...oceny 28.01.09, 07:37
                      ja jako uczestnik kursu nie chciałabym dostawać ocen takich jak w
                      szkole. procenty mogą być i w sumie dokładniej pokazują postęp - w
                      końcu jest skala 0-100 a oceny? 1-6?
                      może trzeba zrobić ankietę wśród kursantó - jak chcą być oceniani -
                      punkty, procenty, oceny, opisy itd - która forma ich bardziej
                      zmowtywuje? a może specjalna zniżka dla osób z najwyższą średnią?
                      czy dodatkowe konwersacje dla najlepszej grupy?
                      • aga.p.p Re: ach...oceny 28.01.09, 12:53
                        No nie, jeżeli ktoś otwiera szkołę językową, to nie po to, żeby uczniowie decydowali jak ma prowadzić zajęcia i jak ma ich rozliczać. Poczytajcie sobie opinie o różnych szkołach - te najwyżej oceniane mają opracowane odpowiednie systemy i uczeń albo je akceptuje, albo idzie do innej szkoły, gdzie przeważnie wszyscy mają wszystko w nosie.

                        Nie chodzi mi o to, jaka forma oceny jest najlepsza (chociaż przyznam, że nigdy nie lubiłam robić opisówek dla dyrekcji - uczniom można to po prostu powiedzieć). Natomiast nie rozumiem postawy typu ja tu uczę, to ja wiem lepiej co grupie odpowiada. Jeśli zatrudniam lektorów i wymagam od nich tylu a tylu ocen cząstkowych w postaci szkolnej, to chcę dostać te oceny, a nie sugestię, że może jednak to nie jest najlepszy pomysł, żeby ludzi oceniać.

                        Zresztą uczepiliśmy się tych ocen, a chatone pisze też o "reprymendzie" za zbyt mało testów. Co to znaczy "zbyt mało"? Jak dla mnie przynajmniej 3-4 duże testy w semestrze muszą być - nie tylko dla dyrekcji, ale żebym sama zobaczyła, czego grupa nie łapie i co trzeba powtórzyć. Bo z lekcji na lekcję to ludzie jednak pamiętają. I teraz tak: nie ma ocen, nie ma testów = właściwie nie ma kontroli (nic nie wiemy o wizytacjach i opinii z zewnątrz). Nabijacie się z dyrektora, a ja go pochwalę, bo widać, że człowiek chce mieć kontrolę nad tym co się w jego szkole dzieje.

                        pzdr,
                        A.
                      • minisufka Re: ach...oceny 28.01.09, 13:53
                        joalma napisała:

                        procenty mogą być i w sumie dokładniej pokazują postęp - w
                        > końcu jest skala 0-100 a oceny? 1-6?

                        oczywiscie, ze procenty sa dokladniejsze i de facto bardziej
                        miarodajne - ale przeciez oceny 1-6 czy E-A tez sa wystawiane na
                        podstawie ile procent zostalo zaliczone na tescie.

                        jesli szkola chce ocen, to nauczycil powinien te oceny wystawiac i
                        juz.

                        najlepszym rozwiazaniem moim zdaniem jest polaczenie obu systemow -
                        procenty (lub punkty) oraz ocena 1-6 lub E-A - w ten sposob
                        statystyki sa latwe do zanalizowania zarowno dla nauczyciela i
                        durekcji, czy DOSa, jak i ucznia.

                        PS. pracujac w szkole w Anglii (gimnazjum) dawalismy tez oceny za
                        wysilek - niestety niektore dzieciaki nie mialy szans na zdobycie A,
                        B, a nawet C z eseju czy egzaminu, ale A czy B+ za 'effort'
                        podnosilo morale jednostki :) (i gleboko wierze, ze wiek nie ma tu
                        nic do rzeczy)
      • aga.p.p Re: ach...oceny 28.01.09, 13:04
        Jeśli ktoś idzie na kurs po to, żeby się obijać, to nie mam absolutnie żadnych obiekcji przed napisaniem mu, że jego wiedza jest niedostateczna. Nie jestem od tego, żeby ich głaskać po głowie i bawić się w przedszkolankę. Nie kupię sobie naklejek z uśmiechniętymi buźkami i nie będę ich przyklejać na testach. Przecież to dorośli ludzie i wiedzą na co się piszą. Skoro ja wkładam wysiłek w to, żeby ich czegoś nauczyć, to oczekuję, że oni zrobią wszystko, żeby sobie tę wiedzę przyswoić.

        Poza tym moi uczniowie na początku kursu dostają moje namiary i informację, że jeśli kiedykolwiek będą mieć z czymkolwiek problem, to mają do mnie przyjść - wyjaśnię, dostaną dodatkowe ćwiczenia; pomogę, ale muszą mi o tym powiedzieć. I jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby ktoś, kto z tej pomocy skorzystał, oblał test czy dostał gorszą ocenę z jakiegoś zadania.

        I jeszcze jedno: wstyd też może zmotywować do działania. A przecież nie wywiesza się kartek z ocenami i nazwiskiem w miejscu publicznym. Poza tym sporo osób wstydzi się odzywać na zajęciach. I co, mam im pozwolić, żeby im nie było przykro?

        pzdr,
        A.
    • rts77 Re: ach...oceny 31.01.09, 18:28
      początkowo też miałam podobny problem - głupio się czułam stawiając czwórki i
      piątki osobom, które primo: mogłyby być moimi mamami, a secundo: które i bez
      tego są super zmotywowane. ale po kilku latach wypracowałam sobie system
      procentowy i mam wrażenie, że to jest niezły pomysł. tzn nie stawiam ocen, ale
      każde ćwiczenie, wypracowanie itd które ma być na ocenę podliczam wg wcześniej
      przygotowanego klucza i potem oddaję im pracę ze szczegółowym opisem: co dobrze,
      co źle i ile procent uzyskali. myślę, że ocena opisowa motywuje tym bardziej, a
      procenty pozwalają zobaczyć np: z gramatyki jestem super, ale nad słówkami muszę
      popracować. polecam
Pełna wersja