Gość: asiek_asiekowaty
IP: *.wola-duchocka.sdi.tpnet.pl
10.11.04, 11:28
Piszę to tutaj, choć w ogóle nie do tematu, ale myślę, że jdynie tu moge się
spotkać ze zrozumieniem.
Otóż przykro mi przez to, co widzę. Przykro mi, jak myślę o świecie,
życiu, ludziach. Czuję, że robię się coraz bardziej zgorzkniała, że ostatnio
wszytsko krytykuję, nic mi sie nie podoba i wszytsko mnie denerwuje. Nie
rozumiem, dlaczego człowiek musi się tyule stresować, martwić, cierpieć? I to
przez innych ludzi. Dlaczego zamiast tego nie możemy się szanować i wspierać?
Dlaczego nie potrafimy też szanować tego, co mamy: a mamy gdzie mieszkać,
mamy co jeść, mamy bliskie osoby, jesteśmy zdrowi. Ludzie nie doceniają
swojego życia i zrowia, ale też nie doceniają pieniędzy.
Coraz mniej się cieszę, uśmiecham, coraz mniej we mnie optymizmu, a
ogromnej niepewności i strachu o przyszłość. Mam 20 lat! Dlaczego muszę tyle
znosić?! Czmeu nie mogę żyć w świecie wśród ludzi, gdzie mogłabym radośnie
przeżywać swoją młodość, z nadzieją i radością patrzeć w przyszłość? Myślę,
że wiele moich rówieśników ma podobne bolączki i obawy. Mam czas, żeby mysleć
o życiu, zmagać się z przeciwnościami losu, martwić codziennością - to jest
normalne w dorosłym życiu, ale dlaczego ma spotykać coraz młodsze osoby, już
nawet dzieci, które muszą się opierać ogromnej presji i znosić ciężar
odpowiedzialności za całe swoje życie od najmłodszych lat.
Boję się.