anndelumester
06.09.02, 15:45
Od pewnego czasu (czytaj od wiosny) na skutek ogólnego i pernamentnego
stressa i niechlujnego trybu zycia zauważałam szokujące (mnie) i niekorzystne
bardzo zmiany na twarzy i ogólnie.
Mocne postanowienie poprawy dopadło mnie w sierpniu w ramach urlopu. Wiem, że
to żadne epokowe odkrycie, ale ...Kobiety !!! Poprawiło mi się dzięki:
- wyjazdy na 3-4 dni w górki i lekkie spacerki, plus jazda rowerem (ale bez
ekstemy), w chwilach jeszcze mocniejszego postanowienia poprawy ćwiczyłam!!!
- spanie, więcej niż 6-7 godzin - to chyba efekt dotlenienia, bo po tym co
powyżej czułam się "zaczadzona tlenem" i o godzinie 10 padałam w wyro,
- zmiana szybkiego żarcia na wodę, jarzynki itp. "zdrowe jedzenie" - od
miesiąca nie widziałam krosty itp wykwitów na twarzy : )
- oprócz zestawu "jak zwykle" maseczka nawilżająca Avene zamiast kremu na
noc, balsam L'Oreala na całe ciałko, częstsze pilingi..
- witamina A+E, na zmianę z wiesiołkiem
i jest o wiele lepiej...
Boże , czemu nie mogę tak mieć przez cały rok???
Jedyny mankament - schudł mi tyłek i mam teraz większe cell...wygląda
koszmarnie chuda d**** i tył ud całe w dziurki !!!! ale eksperymentuje od 3
dni z maszynką Philipsa..
pozdrawiam,
odnowiona A.