Dodaj do ulubionych

Markiz de Sade

22.10.05, 16:46
Znacie ten tekst?
Markiz de Sade - "Dialog między Księdzem a Umierającym"
KSIĄDZ: W obliczu tej ostatniej godziny, kiedy maska ułudy pęka po to jedynie,
aby ukazać sprowadzonemu na złą drogę człowiekowi okrutny obraz jego błędów i
występków, czy żałujesz, mój synu, że wiedziony ludzką słabością i ułomnością
dałeś się wielekroć ponieść rozwiązłości?

UMIERAJĄCY: Tak, przyjacielu, żałuję.

KSIĄDZ: Skorzystaj więc w tym krótkim czasie, jaki ci pozostał, z tej
szczęśliwej okazji do skruchy, by dostąpić od nieba absolucji zupełnej za twe
grzechy i pamiętaj, że tylko przez rozpamiętywanie przenajświętszego
sakramentu pokuty dane ci będzie otrzymać ją od Wiekuistego.

UMIERAJĄCY: Nie rozumiem cię, tak jak i ty mnie nie zrozumiałeś.

KSIĄDZ: Jakże to?

UMIERAJĄCY: Powiedziałem ci, że żałuję.

KSIĄDZ: Słyszałem.

UMIERAJĄCY: Tak, lecz nie zrozumiałeś.

KSIĄDZ: A to jak wytłumaczyć?...

UMIERAJĄCY: Tak oto... Natura obdarzyła mnie nader porywczymi upodobaniami i
gwałtownymi namiętnościami; znalazłem się na tym świecie wyłącznie po to, by
im się poddać i zaspokoić je. A ponieważ ów skutek stworzenia mnie jest tylko
koniecznością tyczącą pierwotnych zamysłów natury, lub, jeśli wolisz, pochodną
niezbędną do jej planów wobec mnie, które wszystkie biorą początek z jej praw
- tego tylko żałuję, że nie dość przejrzałem jej wszechmoc i me jedyne wyrzuty
sumienia skupiają się na miernym użytku, jaki uczyniłem z sił (zbrodniczych,
według ciebie, według mnie zaś całkiem zwyczajnych), którymi obdarzyła mnie
ona, bym jej służył. Niekiedy opierałem się jej i żałuję tego; zaślepiony
twymi niedorzecznymi systemami, zwalczałem w ich imię całą gwałtowność żądz,
danych mi przez o wiele bardziej boskie natchnienie
Obserwuj wątek
    • chelseaa Re: Markiz de Sade 22.10.05, 17:09
      UMIERAJĄCY: Czy nie musi zapalić się proch, gdy przyłożyć doń ogień?

      KSIĄDZ: Tak.

      UMIERAJĄCY: Dostrzegasz w tym jaką mądrość?

      KSIĄDZ: Żadnej.

      UMIERAJĄCY: Zatem mogą

      ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
      chyba coś pominąłeś podczas kopiowania, bo ten ostatni fragment jakoś tak
      wyrwany z kontekstu:
      " UMIERAJĄCY: Zatem mogą "

      co mogą i kto ?



      • ghost25 Re: Markiz de Sade 22.10.05, 17:24
        Może teraz wejdzie całość.Jeżeli nie to skopiuję w 2 częściach.

        Markiz de Sade - "Dialog między Księdzem a Umierającym"
        KSIĄDZ: W obliczu tej ostatniej godziny, kiedy maska ułudy pęka po to jedynie,
        aby ukazać sprowadzonemu na złą drogę człowiekowi okrutny obraz jego błędów i
        występków, czy żałujesz, mój synu, że wiedziony ludzką słabością i ułomnością
        dałeś się wielekroć ponieść rozwiązłości?

        UMIERAJĄCY: Tak, przyjacielu, żałuję.

        KSIĄDZ: Skorzystaj więc w tym krótkim czasie, jaki ci pozostał, z tej
        szczęśliwej okazji do skruchy, by dostąpić od nieba absolucji zupełnej za twe
        grzechy i pamiętaj, że tylko przez rozpamiętywanie przenajświętszego sakramentu
        pokuty dane ci będzie otrzymać ją od Wiekuistego.

        UMIERAJĄCY: Nie rozumiem cię, tak jak i ty mnie nie zrozumiałeś.

        KSIĄDZ: Jakże to?

        UMIERAJĄCY: Powiedziałem ci, że żałuję.

        KSIĄDZ: Słyszałem.

        UMIERAJĄCY: Tak, lecz nie zrozumiałeś.

        KSIĄDZ: A to jak wytłumaczyć?...

        UMIERAJĄCY: Tak oto... Natura obdarzyła mnie nader porywczymi upodobaniami i
        gwałtownymi namiętnościami; znalazłem się na tym świecie wyłącznie po to, by im
        się poddać i zaspokoić je. A ponieważ ów skutek stworzenia mnie jest tylko
        koniecznością tyczącą pierwotnych zamysłów natury, lub, jeśli wolisz, pochodną
        niezbędną do jej planów wobec mnie, które wszystkie biorą początek z jej praw -
        tego tylko żałuję, że nie dość przejrzałem jej wszechmoc i me jedyne wyrzuty
        sumienia skupiają się na miernym użytku, jaki uczyniłem z sił (zbrodniczych,
        według ciebie, według mnie zaś całkiem zwyczajnych), którymi obdarzyła mnie ona,
        bym jej służył. Niekiedy opierałem się jej i żałuję tego; zaślepiony twymi
        niedorzecznymi systemami, zwalczałem w ich imię całą gwałtowność żądz, danych mi
        przez o wiele bardziej boskie natchnienie
        • ghost25 Re: Markiz de Sade 22.10.05, 17:27
          Niestety nie weszła całość - oto dalszy fragment:
          KSIĄDZ: Żadnej.

          UMIERAJĄCY: Zatem mogą istnieć rzeczy konieczne bez mądrości, a przeto możliwe,
          że wszystko pochodzi od pierwszej przyczyny, w której nie ma ani rozumu, ani
          mądrości.

          KSIĄDZ: Dokąd zmierzasz?

          UMIERAJĄCY: Chcę ci udowodnić, że wszystko może być tym, czym jest i takim,
          jakim je widzisz, i nie stoi za tym żadna mądra ani rozumna przyczyna; że
          naturalne skutki mają swoje naturalne przyczyny, bez potrzeby zakładania dla
          nich przyczyn naturze przeciwnych, takich jak twój bóg, który - jak już ci
          mówiłem - miast dostarczyć wyjaśnień, sam ich potrzebuje; że skoro nic mi po
          twoim bogu, jest on przeto absolutnie zbędny; i wreszcie, że istnieje wielkie
          prawdopodobieństwo, że to, co jest zbędne, jest niczym, a to, co jest niczym,
          nie jest bytem. Toteż aby przekonać się, że twój bóg jest urojeniem, nie trzeba
          mi żadnego innego rozumowania jak takie, które dostarcza mi pewności, że jest on
          zbędny.

          KSIĄDZ: Skoro sprawy tak się mają, nie sądzę, bym musiał ci jeszcze mówić o
          religii.

          UMIERAJĄCY: Dlaczegóżby nie? To bardzo zabawne, do czego doprowadzili ludzie
          fanatyzm i głupotę w kwestii religii. Według mnie, to owe niebywałe wybryki
          sprawiają, że obraz ten, choć okropny, jest ciągle zajmujący. Odpowiedz
          szczerze, a nade wszystko wyzbądź się egoizmu: gdybym był na tyle słaby, by dać
          się nabrać na twe śmieszne systemy o istnieniu baśniowej istoty, która wymaga
          religii, to w jakiej formie miałbym, według ciebie, oddawać jej cześć?
          Chciałbyś, abym przyjął majaczenia Konfucjusza czy też niedorzeczności Brahmy?
          Mam wielbić wielkiego węża Murzynów, słońce Inków czy boga zastępów Mojżesza? Do
          której z sekt Mahometa mam się zwrócić? Albo która z chrześcijańskich herezji
          byłaby, twoim zdaniem, odpowiednia? Zważ dobrze swą odpowiedź.

          KSIĄDZ: Czyż można o niej wątpić?

          UMIERAJĄCY: A więc to odpowiedź egoisty.

          KSIĄDZ: Nie, dlatego polecam ci moją wiarę, bo kocham ciebie jak siebie samego.

          UMIERAJĄCY: I dlatego słucham podobnych bredni, bo kochamy się wzajem bardzo słabo.

          KSIĄDZ: Och, któż może zamykać oczy na cuda naszego boskiego odkupiciela!

          UMIERAJĄCY: Ten, kto widzi w nim jedynie najzwyklejszego szelmę i pospolitego
          oszusta.

          KSIĄDZ: Boże, ty słyszysz i nie grzmisz!

          UMIERAJĄCY: Nie, mój przyjacielu, nic się nie stanie, ponieważ twój bóg, istota
          bezsilna albo rozumna, albo jaka tam jeszcze chcesz, którą uznaję chwilowo
          jedynie z pobłażliwości dla ciebie lub, jeśli wolisz, by zrozumieć twe poglądy -
          twój bóg więc, powiadam, jeśli istnieje, tak jak wierzysz w to obłąkańczo, nie
          mógł starać się nas przekonać środkami równie śmiesznymi jak wyobraża to sobie
          twój Jezus.

          KSIĄDZ: Coś podobnego! Proroctwa, cuda, męczennicy - to wszystko nie dowody?

          UMIERAJĄCY: Jakże chcesz, w zgodzie z logiką, bym mógł przyjąć za dowód coś, co
          samo w sobie potrzebuje dowodu? Aby proroctwo stało się dowodem, trzeba by mi
          najpierw upewnić się całkowicie co do jego zaistnienia. Otóż fakt taki został
          zapisany na kartach historii i dlatego nie może mieć on dla mnie większej
          wartości niż wszystkie inne fakty historyczne, z których trzy ćwierci jest mocno
          wątpliwych. Jeśli jeszcze dodam do tego bardziej niż prawdopodobne oznaki, że
          przekazali mi je jedynie interesowni historycy, to, jak widzisz, mam więcej niż
          pełne prawo wątpić. A poza tym, któż mi udowodni, że owo proroctwo nie nastąpiło
          post factum? Że nie było ono rezultatem praktyk najzwyklejszej pod słońcem
          polityki, takiej, co to szczęśliwe panowanie widzi w rządach sprawiedliwego
          króla, tak jak mróz dostrzega zimą? A jeśli tak, to jakże chcesz, by tak bardzo
          potrzebujące udowodnienia proroctwo mogło samo stać się dowodem? Co do twych
          cudów, to im także nie dam się zwieść. Czynił je każdy szelma, a każdy głupiec w
          nie wierzył. Aby przekonać się o prawdziwości jakiegoś cudu, musiałbym być
          pewny, że wydarzenie, które w ten sposób nazywasz, jest absolutnie przeciwnie
          prawom natury, bo to jedynie może uchodzić za cud, co jest sprzeczne z naturą: a
          któż zna ją na tyle, by ośmielał się twierdzić, iż w tym dokładnie punkcie
          kończy się ona i dokładnie w tamtym punkcie coś wykracza poza nią? Dwie tylko
          rzeczy starczą do uwierzytelnienia rzekomego cudu: kuglarz i baby. To wszystko,
          nie szukaj dla nich innych źródeł; postępowali tak wszyscy neofici i co
          dziwniejsze, wszyscy znaleźli głupców, którzy im uwierzyli. Twój Jezus nie
          dokonał niczego bardziej niezwykłego od Apoloniusza z Tyany, jednakże nikomu nie
          przyszło do głowy brać tego ostatniego za boga. Co się tyczy twoich męczenników,
          to są to z całą pewnością najsłabsze spośród wszystkich twoich argumentów. By
          stać się męczennikiem, trzeba tylko zapału i odporności. A jeśli nawet znajdzie
          się tyluż męczenników innej sprawy, nie upoważni mnie to nigdy, aby uważać jedną
          za lepszą od drugiej, przeciwnie
          • ghost25 Re: Markiz de Sade 22.10.05, 18:50
            częśc III ostatnia

            W świecie nic nie idzie na marne, przyjacielu, nic nie ginie; dziś człowiek,
            jutro robak, pojutrze mucha - czyż nie oznacza to ciągłego istnienia? Dlaczego
            więc mam zostać nagrodzony za cnoty, w których nie ma żadnej zasługi albo
            ukarany za zbrodnie, którym nie mogłem się oprzeć? Zdołasz pogodzić dobroć twego
            rzekomego boga z takim systemem? Miał mnie stwarzać po to tylko, by doznać
            przyjemności ukarania mnie jedynie za wybór, którego nie uczynił mnie panem?

            KSIĄDZ: Jesteś panem swojego losu.

            UMIERAJĄCY: Tak, zgodnie z twoimi przesądami, ale obala je rozum. System
            wolności człowieka wymyślono jedynie po to, aby stworzyć system łaski, tak
            dobrze pasujący do waszych majaczeń. Pokaż mi na świecie jednego człowieka,
            który, jeśli nie musi popełnić zbrodni, dokona jej, widząc obok siebie zbrodnię
            i szafot? Pociąga nas jakaś przemożna siła, nigdy nie jesteśmy w mocy skierować
            się ani na chwilę w inną stronę, jak ku naszym skłonnościom. Wszystkie cnoty są
            niezbędne dla natury i odwrotnie, nie masz ani jednej zbrodni, której by ona nie
            potrzebowała; cała jej sztuka polega właśnie na doskonałej równowadze, w której
            utrzymuje jedne i drugie. Lecz czyż możemy być winni tego, że pchnęła nas akurat
            w tę, a nie w inną stronę? Nie bardziej niż osa, zapuszczająca żądło w twoją skórę.

            KSIĄDZ: Zatem największa ze wszystkich zbrodnia nie powinna w nas budzić żadnej
            trwogi?

            UMIERAJĄCY: Tego nie powiedziałem. By wzbudziła trwogę i odrazę, wystarczy, że
            potępia ją prawo i każe miecz sprawiedliwości; lecz skoro została już na
            nieszczęście popełniona, trzeba umieć się z tym pogodzić, miast poddawać się
            próżnym wyrzutom sumienia. Ich skutek będzie żaden, tak jak nie uchroniły nas od
            zbrodni, tak nie naprawią jej. Poddawać się więc im jest niedorzecznością, a
            jeszcze większą spodziewać się kary na tamtym świecie, jeśli tutaj szczęśliwie
            jej uniknęliśmy. Boże broń, żebym zachęcał tym samym do zbrodni! Trzeba ich
            oczywiście unikać jak tylko można, lecz należy kierować się przy tym rozumem, a
            nie fałszywymi obawami, które prowadzą donikąd, a w co nieugiętszej duszy ich
            skutek szybko zostaje unicestwiony. Rozum, mój przyjacielu, tak właśnie, sam
            rozum musi przekonać nas o tym, że szkodząc bliźnim nigdy nie staniemy się
            szczęśliwsi; samo nasze serce musi nas przekonać, że przyczynianie się do
            szczęścia bliźnich jest najbardziej wzniosła rzeczą, jaką otrzymaliśmy od natury
            na tej ziemi. W tym jednym słowie zamyka się cała ludzka moralność: uczynić
            innych równie szczęśliwymi, jakbyśmy sami tego pragnęli i nie wyrządzać im nigdy
            zła większego niż takie, którego sami gotowi bylibyśmy doznać. Oto, mój
            przyjacielu, jedyne zasady, wedle których powinniśmy postępować i nie trzeba ani
            boga, ani religii, by zakosztować ich i je uznać: trzeba tylko dobrego serca.
            Lecz czuję, klecho, że słabnę. Porzuć swe przesądy, bądź prawdziwym człowiekiem,
            bez obaw i nadziei. Zostaw swych bogów i religie; to wszystko jest dobre po to
            jedynie, aby włożyć miecz w ludzkie ręce i już samo imię tych wszystkich
            okropieństw sprawiło, że na ziemi przelano więcej krwi niż przez wszystkie
            pozostałe wojny i plagi razem wzięte. Wyrzeknij się mrzonek o tamtym świecie,
            nie ma go wcale; nie wyrzekaj się tylko rozkoszy życia szczęśliwego. Oto jedyny
            sposób, w jaki natura pozwala ci przedłużyć twe istnienie... Rozkosz, mój
            przyjacielu, była zawsze mym najcenniejszym dobrem. Całe życie paliłem jej
            kadzidła i w jej ramionach pragnę je zakończyć. Mój koniec jest bliski, a czeka
            tu w sąsiednim gabinecie sześć kobiet piękniejszych niż poranek, które
            zatrzymałem na tę chwilę; weź i ty swoją część, za moim przykładem postaraj się
            zapomnieć w ich ramionach o wszystkich pustych sofizmatach twojego zabobonu i
            głupich błędach hipokryzji.
            Przełożył: Marek Baster
    • 0golone_jajka Re: Markiz de Sade 22.10.05, 20:50
      Właśnie ściągam z netu film o markizie de Sade. Może być fajny

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka