kejsi1975
22.03.08, 10:36
Polowania na czarownice
To, co kojarzy się przeciętnemu człowiekowi ze
słowami "inkwizycja" czy "czarownica" nie zawsze miało takie
znaczenie. Po pierwsze, oczywiście, samo słowo "inkwizycja" nie
istniało. Ale i "hogata" inaczej się kojarzyła. Sama
etymologia "wiedźmy" mówi, że była to osoba, która WIE. Wie o
ziołach, lecznictwie, dolegliwościach. To ona (jako nieliczna w
okolicy) nie zajmowała się uprawą ziemi, nie wychowywała dzieci, nie
miała męża, za to często hodowała zwierzęta. Stąd właśnie wziął się
cały "czarny kot". Ludzie widzieli w nich kobiety brzydkie, ułomne,
stare (oczywiście mogły się bez trudu przeistoczyć w piękne,
seksowne laseczki), nosiły szpiczaste kapelusze, a ich środkiem
lokomocji była oczywiście miotła.
No i co się stało z tymi miłymi staruszkami? Chciało by się
rzec: przyszło chrześcijaństwo.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa często utożsamiano
pogańskich bogów z diabłami. Ale nikt o to nie robił zbytniej afery.
Zwrot nastąpił dopiero w XII wieku. W 1257 roku papież Aleksander IV
ogłosił bullę, w której pozwala inkwizytorom uczestniczyć w
procesach o czary. Z rozdziału VI Księgi Rodzaju w Biblii
wyciągnięto wniosek, że istnieje możliwość stosunków cielesnych
między diabłami, a kobietami. No i się zaczęło. Najpierw powoli:
XII, XIV i XV w. są jeszcze spokojne. Terror na wielką skalę zaczyna
się w 1484r. wraz z bullą Innocentego VII. Ile czarownic i
czarowników spalono? Tak naprawdę, to ogromnej liczby ofiar
mordowanych przez kilka stuleci nie da się dokładnie ustalić.
Polowania na czarownice osiągnęły największe natężenie w XVIII wieku
i trwały również w wieku XVIII.
No a jak to wyglądało? A więc na początek wystarczyła plotka o
czarownicy w mieście. Bardzo szybko toczyło się śledztwo - potrzeba
było tylko jednego świadka i już podejrzana była "brana na spytki".
Przed samymi torturami przeprowadzano różne próby, np. najpierw
golono lub wyrywano oskarżonej włosy na całym ciele, potem szukano
znamienia ("szatan naznacza swoje dzieci"), wówczas kłuto takie
miejsce szpilkami; kazano jej nosić rozpalone żelazo lub wrzucano
związaną kobietę do wody - na dno szły tylko niewinne!
No a potem zaczynały się tortury. Każda miała trwać nie mniej
niż godzinę, a drgawki uważano za dowód stosunku z kochankiem -
diabłem. Jeśli oczy się ruszały, to oznaczało, że szukają szatana,
gdy trwały nieruchomo, to się w niego już wpatrywały. Jeśli
torturowana omdlała uważano, że otrzymała łaskę ze strony diabła
który w ten sposób łagodził jej mękę; jeśli zmarła, to diabeł już ją
do siebie całkowicie zabrał itd.
W roku 1252 gubernator Hochstadt nad Dunajem, Ulric Tengler,
napisał podręcznik prawa, który w ciągu szesnastego wieku doczekał
się licznych wznowień. Wydanie drugie, z roku 1511, zostało znacznie
poszerzone przez jego syna, Christopha, profesora prawa kanonicznego
uniwersytetu w Ingolstadt oraz kilku innych teologów. W rozdziałach
dotyczących czarnoksięstwa apelował on do sędziów świeckich, by
zachęcali wiernych do składania donosów, gwarantując delatorom
bezkarność, nawet gdyby oskarżenia okazały się fałszywe. Liczne
wkomponowane w tekst poradnika ryciny przedstawiają wiernie metody
stosowanych podówczas tortur. Layenspiegel Tenglera wzorowany jest
na prawodawstwie bamberskim, które stanowiło podstawę wydanego
później Kodeksu Karola V. Był on pierwszym napisanym w języku
niemieckim podręcznikiem omawiającym zasady postępowania sadowego w
procesach o czary, dając początek długiej liście podobnych
publikacji, jakie miały ukazać się w Niemczech w ciągu następnych
dwustu lat. Przytaczamy tu przekład dwóch fragmentów Layenspiegel -
odezwy zachęcającej do składania donosów na osoby podejrzane o
uprawianie czarów.
WZÓR ODEZWY ZACHĘCAJĄCEJ DO SKŁADANIA DONOSÓW NA CZAROWNICE
Ja, N., sędzia, czynie wiadomym wszystkim, którzy podlegają
jurysdykcji sadu w N.N. jako poddani, ich krewni bądź ludzie w owym
okręgu zamieszkujący, że do uszu moich doszły pogłoski i plotki,
jakoby w okręgu podlegającym sądowi w N.N. przebywały pewne
czarownice oraz inni im podobni, którzy z pomocą złego ducha
potajemnie szkodzą i sprowadzają nieszczęścia zarówno na młodych,
jak i starców, a także na trzodę i zbiory, trudniąc się takoż innymi
rodzajami praktyk tajemnych i heretyckich. Z racji przeto moich
powinności, a także polecenia Boga Wszechmogącego i troski o jego
cześć i chwałę, jako też i przez wzgląd na powinności, jakie nakłada
na mnie wiara święta chrześcijańska, obowiązkiem moim jest ze wszech
sił wykorzeniać i deptać ową heretycką nieprawość, toteż ogłaszam
niniejszym co następuje: I tak, pod groźbą najsroższych kar
napominam wszystkich i każdego z osobna, a zwłaszcza tych, którzy
podlegają jurysdykcji N.N., iżby w ciągu dwunastu wyznaczonych
przeze mnie dni, z których cztery pierwsze przeznaczone są dla
poddanych, cztery następne dla ich krewnych, ostatnie zaś cztery dla
reszty mieszkańców, donieśli mi i powiadomili mnie, czy nikt z nich
nie widział ani nie słyszał o osobach, o których wiadomo, ze są
czarownicami, a także podejrzanych o uprawianie czarów bądź takich,
o których panuje powszechna opinia, ze są czarownikami, innego
rodzaju heretykami lub ludźmi parającymi się takimi praktykami, jak
zadawanie zła innym ludziom, bydłu i zasiewom bądź szkodzenie dobru
powszechnemu. Nikt też nie musi troszczyć się o dowiedzenie swoich
oskarżeń ani obawiać, że w wypadku, gdyby okazały się niemożliwe do
udowodnienia, zostanie on ukarany lub w inny sposób pociągnięty do
odpowiedzialności. Jeśli jednak wyjdzie na jaw, ze ktoś był, jest
lub w przyszłości będzie winien tego rodzaju uczynkom, poniesie on
wszelką przepisaną za nie prawem karę. Co winno być znane wszystkim
ku ich rozwadze i przestrodze.
Opatrzone moim podpisem.