bene_gesserit
02.03.10, 16:30
Medialne natarcie pelnomocniczki Radziszewskiej trwa. Po wywiadzie
w TP czas na Rzepę. O wstretnych laickich feministkach, Malym
Ksieciu i spisku 'warszawki', ktora ostrzy sobie zęby na rządowe
stolki:
Rz: 1069 osób zapisało się na Facebooku do grupy „Radziszewska
musi odejść”.
O motywy trzeba pytać tych, którzy się zapisali, ale feministki
dobrze się czują w ferworze walki, muszą mieć jakiegoś wroga.
Najlepiej ideologicznego, i do tego katolika, taki jest wręcz
idealny. Mnie to nie martwi, bo w polityce obowiązuje zasada: pokaż
mi swojego wroga, powiem ci, kim jesteś.
Zaczęło się od tego, że dwa lata temu, tuż po nominacji, zamiast
na Manifę demonstracyjnie udała się pani na rekolekcje do Tyńca.
Demonstracyjnie? Gdybym szła z Piotrkowa na kolanach z krzyżem w
ręku, wtedy słowo „demonstracyjnie” miałoby jakieś uzasadnienie,
ale podróży autokarem trudno nadać znamiona demonstracji. Rok temu
byłam w tym czasie w ONZ, a w tym roku będę w Turcji na
międzynarodowym spotkaniu kobiet.
I tak by pani nie przyszła.
Głęboko bym się zastanowiła, bo jeśli poprzednią Manifę promowano
hasłem „Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek”, to ja się pytam, o co
chodzi? To nie jest żadna promocja kobiet ani walka o ich prawa,
tylko zwykła, do tego starannie przygotowana, akcja ideologiczna.
Zwłaszcza dla kogoś, kto, jak pani, nosi na palcu różaniec.
To nie jest żadna manifestacja, bo ja nie demonstruję, tylko się
modlę. Mój palec, moja sprawa i paniom nic do tego.
Nie lubi pani feministek.
Nic do nich nie mam, zaprosiłam je do zespołu, który zajmuje się
przeciwdziałaniem dyskryminacji, ale nie chcą w nim pracować.
Mówią, że to fikcja, a pani nic nie robi.
Skoro nie przychodzą, to nie wiedzą, co się dzieje. Przyszły na
pierwsze spotkanie, na którym było 40 organizacji, które same
podzieliły się na podzespoły, a feministki na kolejnych spotkaniach
się nie pojawiły.
Nawet PiS ma u nich lepszą prasę niż pani.
Jeśli chcą mnie nie lubić…
(...)
Panie z Warszawy napisały ustawę dla siebie?
Tylko one mogłyby na niej zyskać.
Ale przecież nie względy prawne decydują o pani niechęci do
parytetów.
Ja jestem zwolenniczką promowania kobiet w polityce i jeśli kobiety
mają talent polityczny oraz chcą się zaangażować, to trzeba im
pomóc.
Jak mają talent, to po co im pomagać?
Bo brak im odwagi, często nie potrafią odnaleźć się w tej
agresywnej autopromocji i uważam, że należy pomóc im wygrywać. Ale
jestem zwolenniczką działań sprawdzonych w Unii Europejskiej.
(...)
Dlaczego kobiety nie wchodzą do polityki?
Praca. Zwłaszcza młodym kobietom przeszkadzają obowiązki – prócz
pracy zawodowej mają na głowie dom, ponieważ zwykle mężczyźni
bardzo słabo angażują się w sprawy rodzinne. Poza tym, nie
oszukujmy się, każde wybory to wydatek i kobiety w takich wypadkach
mówią: „5 tysięcy na kampanię? Ja muszę nową pralkę kupić”.
Mężczyzna częściej w takich sytuacjach kalkuluje: „Teraz wydam 5
tysięcy, ale jak wejdę do Sejmu, to sobie w miesiąc odbiję i
jeszcze na pralkę zostanie”.
(...)
Na Manifę pani nie chodzi, bo się nie składa, a na Paradę
Równości, bo nie może pani trafić?
Na Paradę Równości nie chodziłam, nie chodzę i nie pójdę. To mój
świadomy wybór.
Nie jest pani droga idea równości obywateli?
Jest mi szalenie droga, jako lekarka wszystkich traktowałam równo –
biednych i bogatych, starych i młodych, domytych i niedomytych.
Notabene, wiele osób z Piotrkowa do dziś nie mówi do mnie pani
poseł, tylko pani doktor.
itd itd