bene_gesserit
04.04.10, 22:59
Stary (z pierwszego chyba numeru Pelnym Glosem) ale jak najbardziej
jary artykul Slawomiry Walczewskiej - w sam raz na swięta.
Ku refleksji:
Kto tego nie widziała? - obrazek dość typowy w pociągu do
Kołobrzegu albo do Nowego Sącza. Mama, tata i dzieci wybierają się
na wakacje. Oprócz walizek i plecaków wnoszą do pociągu drobne
bagaże zapakowane w reklamówki. W przedziale reklamówkami obstawia
się mama. Jest w nich jedzenie: kanapki, jajka na twardo, pomidory,
jabłka, termos z herbatą, ciastka, chrupki i cukierki na drogę.
Mama zawiaduje dobrami z reklamówek. Z powagą wydziela je dzieciom
i mężowi. Raz po raz czujnie pyta: "Paweł, zjadłbyś
kanapkę?", "Jurek nie jesteś głodny?". Czuwa stale nad sytością
żołądków całej rodziny. Czasami ktoś wykazuje inicjatywę i prosi o
kanapkę. Mama wtedy sięga do plastikowych toreb i pomrukuje z
aprobatą: ''widzisz, mówiłam, że będziesz głodny". Wydaje przy tym
dodatkowe dyspozycje: "uważaj nie pobrudź się tym pomidorem", "tu
masz serwetkę", żeby delikwent nie sądził, że proces konsumpcji
może odbywać się całkowicie poza jej kontrolą. Mama nigdy nie
odmawia jedzenia, najwyżej się droczy: "jeszcze chcesz czekoladkę? -
jak będziesz jadł tyle słodyczy, to ci się zęby popsują".
(...)
Jedzenie jest czynnością zrytualizowaną. Nie jest tak, że każdy
może w dowolnym momencie sięgnąć po posiłek. W scenie z pociągu
matka zajmowała się dystrybucją jedzenia, które wcześniej zapewne
sama przygotowała. Wydzielała je nie tylko dzieciom, ale także
mężowi. Mógłby obsłużyć się sam , jest osobą dorosłą, lecz nie
zrobił tego, podtrzymując rytuał. Matka zajmuje w tym rytuale
wyróżnioną pozycję. Sama przygotowała jedzenie na drogę i trzyma je
w zasięgu ręki, "żeby się nie przewróciło", "żeby się nie wylało".
Siebie samą umieszcza w centrum cennego ładunku. Tak samo jest w
domu . Kuchnia jest jej terytorium. Ona przygotowuje posiłki i ona
je podaje. Nawet gdy jest zapracowana i przyjmuje ofertę pomocy w
kuchni, szybko okazuje się, że tak naprawdę tylko ona potrafi
zrobić wszystko, tak jak trzeba.
Pomiędzy głodem, tym fundamentalnym, archaicznym i bolesnym
poczuciem braku, a bezpieczną zadowoloną sytością sytuuje się matka
gastronomiczna ze swym rytuałem kulinarnym, swym obszarem władzy.
Ona decyduje o tym, co , gdzie i kiedy będzie można zjeść. Ona
ustala menu, najwyżej konsultując je niezobowiązująco z resztą
rodziny. Wagę swoich ustaleń podwyższa czasem obiecując "coś
pysznego" na obiad. Tylko ona jest przy tym w posiadaniu tajemnicy,
czym jest to "coś pysznego" a tajemnica, jak wiadomo, jest ozdobą
majestatu.
Warto! przeczytac calosc:
efka.org.pl/index.php?action=p_art&ID=8