Dodaj do ulubionych

Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN

IP: *.chello.pl 10.03.04, 11:44
Jakiś czas temu pozwoliłam sobie w czyimś wątku, którego tytułu już nie
pamiętam, na złośliwy żarcik, że męzczyźni są nieudanym wynalazkiem natury i
źródłem wszelkiego zła. Niektórzy forumowicze wzięli sobie to do serca. Czy
aby nie na zasadzie "uderz w stół, a nożyce się odezwą"?
Bo zastanówmy się jak to faktycznie jest. Kto zapełnia więzienia, kto siedzi
w nich za zabójstwa, rozboje, napady, gwałty, kradzieże i oszustwa? Kto
niemal w stu procentach jest sprawcą przemocy domowej i molestowania w pracy?
Kto porzuca swoje dzieci niepoczuwając się do obowiązku ich wychowywania, a
nawet płacenia alimentów? A pedofilia? Niemal wstyd być mężczyzną.
Kiedy spokojny obywatel (płci obojga) wraca nocą do domu nie boi się
przecież, że dostanie w łeb od jakiejś zdeprawowanej kobitki.
Charakterystyczny jest artykuł w marcowym Świecie Nauki o przestępczości w
USA, która w latach 90-tych spadła niespodziewanie do poziomu z lat 60-tych.
Nie wiadomo dlaczego tak się stało, ale ciekawe, że mówi się tam tylko o
przestępstwach dokonywanych przez mężczyzn ( z podziałem na białych,
czarnych, latynosów). O kobietach ani słowa. Należy się domyślać, że
przestępstwa dokonywane przez kobiety są tak rzadkie, że nie wpływają na
żadne statystyki, nawet w USA.
Ktoś we wspomnianym wątku zakpił: a kobiety to co? może chodzące anioły? A
właśnie tak panowie, na to wychodzi. Na waszym tle drobne niedostatki kobiet
są niczym.
Obserwuj wątek
    • agrafek Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN 10.03.04, 11:46
      Hm. A jak się to ma do równouprawnienia? Bo mnie przypomina raczej
      hasło: "samiec - twój wróg!"
      pozdrawiam.
    • dokowski Mamy to w genach, to nie nasza wina 10.03.04, 14:38
      Zauważ, że selekcji naturalnej na mężczyznach dokonywały kobiety. Geny kobiet
      wolały i nadal wolą rodzić dzieci agresywnym mężczyznom, gdyż liczą na to, że
      agresywny syn zdobędzie przewagę nad konkurentami i da wielu wnuków.

      Jeżeli dwóch chłopaków się pobije o dziewczynę, to ona instynktownie wybiera
      tego, który wygra. Kochane Panie, macie nas takimi dokładnie, jakich sobie
      wyhodowałyście.
      • Gość: miłka Re: Mamy to w genach, to nie nasza wina IP: *.chello.pl 10.03.04, 16:39
        dokowski napisał:

        > Kochane Panie, macie nas takimi dokładnie, jakich sobie
        > wyhodowałyście.


        Nie zwalajcie znów winy na nas za własną podłą naturę. W tym specjalizujecie
        się od dawna, panowie. Geny to nie wszystko, inaczej nie bylibyśmy ludźmi tylko
        małpami i nie byłoby o czym mówić.
        • dokowski Toteż większość z nas jest w porządku, mimo genów 10.03.04, 22:16
          Wam kobietom jest łatwiej, bo jesteście przez geny zaprogramowane, aby być
          dobrymi. Nasze programy pchają nas ku złemu, dlatego godna podziwu jest nasza
          dobra i silna wola.

          Gość portalu: miłka napisał(a):
          > Geny to nie wszystko, inaczej nie bylibyśmy ludźmi

          W pełni się z tym zgadzam.
          • Gość: miłka Re: Toteż większość z nas jest w porządku, mimo g IP: *.chello.pl 11.03.04, 10:13
            dokowski napisał:

            > Wam kobietom jest łatwiej, bo jesteście przez geny zaprogramowane, aby być
            > dobrymi. Nasze programy pchają nas ku złemu, dlatego godna podziwu jest nasza
            > dobra i silna wola.

            Nie tak do końca. Wszyscy mamy w genach skłonność do altruizmu, bo jest on
            korzystny w sensie przeżywalności. A co do dobrej i silnej woli, to przyznam,
            że mało jej wokół siebie widzę. Większość panów zatrzymuje się gdzieś po drodze
            między szympansem, a człowiekiem. Być może dlatego my kobiety, które jak sam
            szanowny rozmówca zauważył, mamy człowieczeństwo "dane na wyjściu", czujemy się
            nieraz w męskim towarzystwie jak w zoo.
    • Gość: sagan Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.desy.de 10.03.04, 14:48
      o ile wiem, i przemoc w rodzinie i molestowanie seksualne nie sa domena
      mezczyzn. BD podawal kiedys wyniki badan, ktore pokazywaly, ze w polsce
      mezczyzni *czesciej* niz kobiety sa molestowani w pracy...
      • Gość: miłka Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.chello.pl 10.03.04, 16:44
        Gość portalu: sagan napisał(a):

        > o ile wiem, i przemoc w rodzinie i molestowanie seksualne nie sa domena
        > mezczyzn. BD podawal kiedys wyniki badan, ktore pokazywaly, ze w polsce
        > mezczyzni *czesciej* niz kobiety sa molestowani w pracy...

        Co to znaczy "nie są domeną"? Czy chcesz przez to powiedzieć, że kobietom też
        sie zdarza? Wierzę, jednak jest to zaniedbywalnie rzadkie. Co do wspomnianych
        badań to nic o nich nie wiem i trudno mi się ustosunkować co do ich
        wiarygodności. Pozwolisz jednak, ze na razie będę sceptyczna.
        • Gość: sigrid Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 10.03.04, 17:28
          Coś na temat badań wskazujących na rzekome częstsze molestowanie przez kobiety.
          faceci za molestowanie uznają często atrakcyjny wygląd kobiety, uważam, że to
          niedorzeczne, kobieta nie może ponosić odpowiedzialności za coś na co nie ma
          wpływu, podobnie jest z ubiorem podkreślającym atrakcyjny wygląd. Faceci często
          szykanują kobiety brzydkie, kulturowo wymaga się od kobiet ładnego wyglądu
          należy więc być konsekwentnym i nie gadać o jakimś molestowaniu. To co opisałam
          wyżej nie ma charakteru bezpośredniego przymusu, nie jest więc też wg mnie
          molestowaniem.
        • Gość: sigrid Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 10.03.04, 17:29
          Coś na temat badań wskazujących na rzekome częstsze molestowanie przez kobiety.
          faceci za molestowanie uznają atrakcyjny wygląd kobiety, uważam, że to
          niedorzeczne, kobieta nie może ponosić odpowiedzialności za coś na co nie ma
          wpływu, podobnie jest z ubiorem podkreślającym atrakcyjny wygląd. Faceci często
          szykanują kobiety brzydkie, kulturowo wymaga się od kobiet ładnego wyglądu
          należy więc być konsekwentnym i nie gadać o jakimś molestowaniu. To co opisałam
          wyżej nie ma charakteru bezpośredniego przymusu, nie jest więc też wg mnie
          molestowaniem.
          • Gość: barbinator Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.04, 20:07
            Tak, myslę że to co napisała Sigrid wyjaśnia fenomen tego badania o którym
            pisał kiedyś BD - tego dowodzącego jakoby ogromny jakiś odsetek mężczyzn czuł
            się molestowany w pracy (chodziło bodajże o sporo więcej niż 50%!!)
            Faktycznie: nawet tutaj na forum sporo jest "dowcipnych" postów od panów
            zrównujących "molestowanie" za pomocą samego faktu posiadania dużego biustu
            oraz molestowanie poprzez obmacywanie tegoż biustu czy pupy. Nie do wiary, ale
            niektórzy z nich naprawdę nie widzą różnicy - i to zapewne znalazło wyraz w
            tych dość szokujących wynikach sondaży.
            Pozdr. B.
            • Gość: miłka Dzięki za wyjaśnienie tej kwestii. IP: *.chello.pl 11.03.04, 10:25
              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > Tak, myslę że to co napisała Sigrid wyjaśnia fenomen tego badania o którym
              > pisał kiedyś BD - tego dowodzącego jakoby ogromny jakiś odsetek mężczyzn czuł
              > się molestowany w pracy (chodziło bodajże o sporo więcej niż 50%!!)
              > Faktycznie: nawet tutaj na forum sporo jest "dowcipnych" postów od panów
              > zrównujących "molestowanie" za pomocą samego faktu posiadania dużego biustu
              > oraz molestowanie poprzez obmacywanie tegoż biustu czy pupy. Nie do wiary,
              ale
              > niektórzy z nich naprawdę nie widzą różnicy - i to zapewne znalazło wyraz w
              > tych dość szokujących wynikach sondaży.
              > Pozdr. B.
    • Gość: Piter Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 10.03.04, 14:50
      A ja proponowałbym Ci zasięgnąć w "Niebieskij linii" inforamcji, jak dużą część
      osób odpowiedzialnych za przemoć w rodzinie stanowia kobiety. Oczywiście nie
      twierdzą, że większość Ale ich odsetek jest niebagatelny. A teraz pytanie: czy
      to faceci są tacy zniewieściali? Czy może raczej nie podnoszą na kobiety ręki?
      A co do bandytów - pamiętasz sprawy sprzed kilku lat, w których prowodyrkami
      były kobiety, a ich młodsi koledzy wykonawcami?
      A "wróżące" morderczynie napadające na emerytki w ich mieszkaniach?
      Oj, te stereotypy...
      P.
      • dokowski Sam się przekonaj i poszukaj danych zamiast ... 10.03.04, 14:58
        Gość portalu: Piter napisał(a):

        > A ja proponowałbym Ci zasięgnąć w "Niebieskij linii" inforamcji

        pisać takie brednie.

        > A co do bandytów - pamiętasz sprawy sprzed kilku lat, w których prowodyrkami
        > były kobiety, a ich młodsi koledzy wykonawcami?
        > A "wróżące" morderczynie napadające na emerytki w ich mieszkaniach?

        Takich kobiet jest ponad 10 razy mniej niż mężczyzn

        > Oj, te stereotypy...

        To fakty. Zasięgnij informacji
        • Gość: Piter Re: Sam się przekonaj i poszukaj danych zamiast . IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 10.03.04, 15:25
          Nie napisałem, że kobiet - bandytów jest więcej.
          A ty pytałeś w "Niebieskiej linii"?
          Ja pytałem.
          Więc nie zgrywaj mądrali...
          P.
      • Gość: miłka Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.chello.pl 10.03.04, 16:49
        Gość portalu: Piter napisał(a):

        > A co do bandytów - pamiętasz sprawy sprzed kilku lat, w których prowodyrkami
        > były kobiety...

        > A "wróżące" morderczynie napadające na emerytki w ich mieszkaniach?

        Daj spokój człowieku. Nie twierdzę, że kobiety nigdy nie łamią prawa, ale że
        liczby dokonywanych przez nie przestępst jest zaniedbywalna. Taka jest
        statystyka. Chyba nie będziesz z tym dyskutował?
    • Gość: bezdenny Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 15:22
      Całkowicie się zgadzam. faceci są brutalniejsi i popełniają większość
      przestępstw. Dlatego też częściej siedzą w więzieniach. Nikomu jednak nie
      przychodzi do głowy by w związku z tym domagać się "zrównania" i postulować
      prawnego wprowadzenia nakazu by 50% więźniów to były kobiety. Można przecież
      powiedzieć że to niesprawiedliwe iż 90% skazanych to mężczyźni.
      • Gość: miłka Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.chello.pl 10.03.04, 17:02
        Gość portalu: bezdenny napisał(a):

        > Nikomu jednak nie
        > przychodzi do głowy by w związku z tym domagać się "zrównania" i postulować
        > prawnego wprowadzenia nakazu by 50% więźniów to były kobiety. Można przecież
        > powiedzieć że to niesprawiedliwe iż 90% skazanych to mężczyźni.

        Panie Bezdenny z jakiej choinki się pan urwał? Takiego głupstwa dawno już nie
        czytałam, nawet na tym forum. Nic dziwnego, że nikt się nie domaga. Takiego
        delikwenta zaraz zamknęliby w psychiatryku. Skąd pan wziął takie curiosum?
        • Gość: bezdenny Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 17:10
          miłka napisała:
          Panie Bezdenny z jakiej choinki się pan urwał? Takiego głupstwa dawno już nie
          > czytałam, nawet na tym forum. Nic dziwnego, że nikt się nie domaga. Takiego
          > delikwenta zaraz zamknęliby w psychiatryku. Skąd pan wziął takie curiosum?

          Wziąłem to z programu części feministek. odwróciłem ich argumentację. Zabieg a
          rebours. Część feministek uważa, że należy parytetowo ustalać obsadę stanowisk -
          50% kobiet i 50% mężczyzn. ja posługując się ich argumentacją łatwo mogę
          dowieść, że sprawiedliwe byłoby gdyby 50% więźniów to stanowiły kobiety.
          Ps.
          Pani Jarugi nikt nie chce zamykać w psychiatrówku
          • stradivariusz Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN 10.03.04, 17:48
            Gość portalu: bezdenny napisał(a):

            > Wziąłem to z programu części feministek. odwróciłem ich argumentację. Zabieg a
            > rebours. Część feministek uważa, że należy parytetowo ustalać obsadę stanowisk
            > 50% kobiet i 50% mężczyzn. ja posługując się ich argumentacją łatwo mogę
            > dowieść, że sprawiedliwe byłoby gdyby 50% więźniów to stanowiły kobiety.

            to jeszcze następnym razem jak będziesz w publicznym klopie to też odwróć
            odnośny tok rozumowania i każ sobie zapłacić za zrobienie.

            Strad
            ---------------------
            Karaoke to moje życie
            • Gość: bezdenny Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 18:13
              Stradivariusz napisał
              > to jeszcze następnym razem jak będziesz w publicznym klopie to też odwróć
              > odnośny tok rozumowania i każ sobie zapłacić za zrobienie.

              Ha ha ha z tym klopem to było ekstra.
              Byłem nieprecyzyjny. Oczywiście chodziło mi o wykorzystanie argumentów i
              postulatów części feministek przeciwko nim.
              • Gość: Zły Wilk parytety w więzieniach IP: *.virnet.pl 10.03.04, 18:26
                Uwaga Bezdennego jest zupełnie słuszna. Jeśli równouprawnienie ma polegać na
                wprowadzaniu parytetów tam, gdzie kobietom to się opłaca, to należałoby
                wprowadzić je również tam, gdzie to się kobieto nie opłaca - więzieniach,
                kopalniach, przy orzekaniu o winie w sprawach rozwodowych i przy przyznawaniu
                opieki nad dziećmi, przy obowiązkowej służbie wojskowej, itd. itp.

                Pozdrawiam -
                • Gość: sagan Re: parytety w więzieniach IP: *.desy.de 11.03.04, 09:23
                  czy Ty naprawde nie rozumiesz, czym sa parytety, czy tylko udajesz?
                  nikt nie sugeruje (mam nadzieje!), aby parytety stosowac na "ludziach z
                  lapanki". parytety pojawiaja sie wtedy, gdy jest wiecej NADAJACYCH sie chetnych
                  niz miejsc, do ktorych "kandyduja". zedy w ogole mozna bylo mowic o "przyjeciu z
                  parytetu", najpierw trzeba spelnic WSZYSTKIE inne warunki, aby o to miejsce
                  kandydowac (w przypadku wiezienia jest to popelnienie przestepstwa, bycie ujetym
                  przez policje, osadzonym i skazanym).
                  np jesli na jakims uniwersytecie sa miejsca przydzielane "wg parytetu", to
                  kandydat MUSI najpierw przejsc wszelkie egzaminy pomyslnie, jak kazdy inny.
                  dopiero wtedy mozna myslec o "miejscu parytetowym". jesli nie zda egzaminow,
                  miejsca na uniwersytecie NIE dostanie, chocby byl czarna lesbijna o zydowskim
                  pochodzeniu, uposledzona fizycznie...

                  w przypadku wiezien parytety dzialalyby np. tak:
                  wiezienia sa przepelnione, idzie sie osiedziec wyrok dopiero, jak zwolni sie
                  miejsce. poniewaz mezczyzni popelniaja wiecej przestepstw, jasne jest, ze jest
                  ich wiecej "czekajacych" i stad po zwolnieniu miejsca do wiezienia idzie kolejno
                  kilku/kulkunastu/kulkudziesieciu mezczyzn, a dopiero potem kobieta. gdyby
                  wprowadzic parytety, na "swoja" odsiadke szedlby 1 mezczyzna, po nim 1 kobieta,
                  potem mezczyzna, potem kobieta...
                  co do takich (poprawnie rozumianych) parytetow nie mam zadnych zastrzezen (poza
                  kwestia czysto praktyczna - skoro wiecej facetow siedzi, wiec rowniez wiecej
                  facetow bedzie zwalnianych, a wiezien koedukacyjnych jak na razie nie ma...)
                  • Gość: bezdenny Re: parytety w więzieniach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 11:57
                    Pomysł by wprowadzić parytety w więzieniach jest oczywiście idiotyczny. Problem
                    polega na tym, że jest on równie idiotyczny jak pomysł wprowadzania parytetów
                    do np. ordynacji wyborczej.
                    Technicznie wprowadzenie parytetów do prawa karnego byłoby dość proste.
                    należałoby wprowadzić specjalne sankcje karne dla kobiet. Np za noszenie
                    krótkich spódnic, odkrytych pępków, głośny śmiech w miejscu publicznym itd
                    podobne bzdury. parametry kar ustawilibyśmy na takim poziomie, że na jednego
                    skazanego faceta przypadałaby jedna skazana kobieta. Wtedy byłoby sprawiedliwie
                    i równo.
                    Podobnie równo i sprawiedliwie byłoby gdybyśmy wprowadzili prawo, że na
                    stanowiska lub funkcje obsadzane w ramach wyborów powszechnych ma być 50%
                    kobiet i mężczyzn. Takie prawo jest oczywistym zaprzeczeniem demokracji i
                    dlatego wyśmiewam podobne pomysły posługując się analogiami dotyczącymi np
                    prawa karnego.
          • Gość: miłka Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.chello.pl 11.03.04, 10:03
            Nie rozmawia pan poważnie. Może zaproponuje pan w takim razie, żebyśmy
            obsadzali więzienia na zasadzie wyborów demokratycznych? Jeśli porównuje pan
            parytety do tej idotycznej propozycji i nie dostrzega nonsensu, to ja już nic
            na to nie poradzę. Niektóre rzeczy widocznie nie dla wszystkich są do
            przeskoczenia.
    • nadszyszkownik.kilkujadek Ba! Jest jeszcze gorzej. Mężczyźni stanowią 98%... 10.03.04, 18:38
      ...populacji nie opuszczających deski w kiblu.
      • Gość: sagan a kobiety 100%... IP: *.desy.de 11.03.04, 09:09
        ...populacji rodzacych dzieci...
    • Gość: BD Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: 195.136.36.* 11.03.04, 13:42
      Witam,

      Właściwie nie wiadomo, jak z czymś takim polemizować. Polecam miłce zastanowić
      się, jak to jest - skoro mężczyźni są takim ułomnym wynalazkiem natury, to
      czemu odsetek mężczyzn wśród laureatów Nagrody Nobla jest pewnie jeszcze lepsza
      niż wśród więźniów - w ekonomii wynosi ona np. 100% :)

      Co do innych rzeczy - dane nt. molesowania seksualnego pochdziły z badań
      realizowanych w ramach ISSP - jednego z najlepszych metodologicznie
      międzynarodowych programów badawczych w socjologii. W badaniach nt. przemocy
      domówej w tym samym programie również wychodzi, że udział kobiet w niej jest
      dość znaczący - w ogóle większość przypadków przemocy domowej jest obustronna,
      tzn. ma formę "bitwy domowej", a nie znęcania się jednej strony nad drugą.

      > A pedofilia?

      Przypadki pedofii matek wobec synów są - co może szokować - dość częste (jak na
      pedofilę rzecz jasna), choć mniej głośne. Utożsamianie pedofila z mężczyzną
      jest groźnym mitem - pisały o tym parę jakiś czas temu "Charaktery".

      itd. itp.

      Nota bene: jeśli uznamy aborcję za morderstwo (niektórzy uznają) to dopiero
      ciekawe statystyki powychodzą :-/

      pozdrawiam,

      BD
      • Gość: Klarysa Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: 62.233.181.* 11.03.04, 14:06
        Oczywiście,pedofilami są kobiety ,które rodzą dziecko,a następnie gwałcą je i
        zabijają w wieku 4 m-cy.Podobnie kobiety przez internet,z którego o wiele
        częściej korzystają niż mężczyźni ,zwabiają 12-latków i następnie ich
        gwałcą.Statystyka dawno dowiodła,że kobiety stanowią trzon siatek
        pedofilskich ,gdyż ich popęd seksualny nie zna umiaru.Amen.Mogę znieść
        wszystko,ale ostatni post BD to "pure nonsens" w kiepskim wydaniu.

        Swoją drogą,dlaczego w tej reklamie akcji walki z pedofilami,Wojtek zwabiający
        dziewczynkę przez internet to mężczyzna ,a nie Pani Kazimiera zasadzająca się
        na małego Janka?
        • Gość: bezdenny Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 14:27
          Klarysa napisała

          > Swoją drogą,dlaczego w tej reklamie akcji walki z pedofilami,Wojtek
          zwabiający
          > dziewczynkę przez internet to mężczyzna ,a nie Pani Kazimiera zasadzająca się
          > na małego Janka?

          No właśnie, dlaczego? Protestuję przeciwko dyskryminacji mężczyzn i powielaniu
          niepsrawiedliwych stereotypów. Domagam się akcji przeciwko pedofilom, w której
          wystąpi kobieta. Może być Kazimiera.
        • Gość: BD są rzeczy, o których nie śniło się Klarysom... IP: 195.136.36.* 11.03.04, 15:25

          > pedofilskich ,gdyż ich popęd seksualny nie zna umiaru.Amen.Mogę znieść
          > wszystko,ale ostatni post BD to "pure nonsens" w kiepskim wydaniu.

          kiosk.onet.pl/charaktery/1134610,1252,artykul.html

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: Klarysa Re: są rzeczy, o których nie śniło się Klarysom.. IP: 62.233.181.* 11.03.04, 17:59
            Problem polega na tym ,że 3/4 tego artykułu obraca się wokół nadopiekuńczości
            matek,nie wykorzystywania seksualnego.Jeśli ktoś nie widzi różnicy między
            pedofilią a nadopiekuńczością ,pozostaje mi stwierdzić,że sztuki Sary Kane
            naprawdę obrazują dzisiejszy świat.
            • Gość: ZŁY Wilk polecam ten artykuł IP: *.virnet.pl 11.03.04, 19:18
              Polecam wszystkim ten artykuł. Klarysa kłamie - artykuł składa się z czterech
              stron, z czego pierwsza mówi o nadopiekuńczości, a trzy dalsze - o
              wykorzystywaniu seksualnym przez matki. Polecam też wstrząsające komentarze
              internautów, którzy doświadczyli czegoś podobnego.

              Pozdrawiam -
              • Gość: Klarysa Tak.Klarysa kłamie,a Balcerowicz musi odejść!!!! IP: 62.233.181.* 12.03.04, 13:54
      • Gość: sagan Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: *.desy.de 11.03.04, 14:12
        dobrze, ze sie objawiles, nie chcialo mi sie szukac starych postow, a pamietam,
        ze podawales namiary na te badania o molestowaniu i przemocy domowej.

        Gość portalu: BD napisał(a):


        > Nota bene: jeśli uznamy aborcję za morderstwo (niektórzy uznają) to dopiero
        > ciekawe statystyki powychodzą :-/

        jesli chcesz je uznawac, to mam nadzieje, ze uczciwie?
        tzn zaliczac do "winnych" rowniez lekarzy (dla uproszczenia pol-na-pol kobiety i
        mezczyzni) oraz ojcow (bo dlaczego niby tylko matki?? dziecka nie chca oboje
        rodzicow). zalozmy, ze ok 10-20% ciaz usuwanych jest przeciwko woli ojca. to
        nadal daje rownowage miedzy kobietami i mezczyzna w "przestepstwie" usuwania
        ciazy...
      • dokowski Nie ma porównania! 12.03.04, 13:10
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > czemu odsetek mężczyzn wśród laureatów Nagrody Nobla

        Miłka nie napisała, że mężczyźni są głupi, ale że są okrutni, źli, mają
        przestępcze skłonności

        > najlepszych metodologicznie międzynarodowych programów badawczych w
        socjologii.

        Przecież cała socjologia to hochsztaplerstwo i głupota (vide: Margareth Mead).
        Lepiej poczytać światowe statystyki policyjne, analizy porównawcze
        antropologów, badania naukowe psychologów ewolucyjnych itd. We wszystkich
        kulturach mężczyźni są przestępcami.


        > udział kobiet w niej jest dość znaczący

        To całkowicie subiektywna ocena. Moim zdaniem jest nieznaczny, bo wielokrotnie
        mniej liczny niż udział mężczyzn.

        > w ogóle większość przypadków przemocy domowej jest obustronna

        Kłamstwo typowe dla damskiego boksera. Każdy pijak na kacu tak się tłumaczy na
        policji. Ale kiedy sobie znów popije to odzyskuje dobry nastrój: „no, teraz to
        dopiero tej ku... dopier..., to moja córka i mam prawo rżnąć ją kiedy chcę”

        > A pedofilia?

        To rzecz najstraszniejsza. To najgorsze okrucieństwo. Kiedy ojczym z synem
        codziennie dokonuje zbiorowego gwałtu na pasierbicy, a matka udaje że nie
        widzi, bo boi się samotności.

        > Przypadki pedofii matek wobec synów są - co może szokować - dość częste

        Jak można porównywać te rzeczy. Ile matek katuje i gwałci swoich malutkich
        chłopczyków? A ilu ojców i ojczymów robi to ze swoimi dziećmi, często na śmierć
        je zaje...ąc? Pomyśl na przyszłość zanim zaczniesz porównywać kobiecą i męską
        pedofilię, bo wyjdziesz po prostu na obrońcę pedofilów

        > jeśli uznamy aborcję za morderstwo ...

        ... to znajdziemy się w gronie bydlaków niewartych w ogóle dyskusji. Polski
        Kodeks Karny jest i tak bardzo surowy dla nieszczęśliwych, niedoszłych matek,
        ale nie tylko że nie traktuje aborcji jak rodzaj morderstwa, ale nawet nie
        traktuje aborcji jako zabójstwa. Facet, który biedną kobietę
        nazywa „morderczynią” jest całkowicie pozbawiony godności i honoru, powinno się
        takiemu na powitanie pluć na mordę.
        • Gość: BD Re: Nie ma porównania! IP: 195.136.36.* 12.03.04, 13:58
          Witam,

          > Przecież cała socjologia to hochsztaplerstwo i głupota (vide: Margareth
          > Mead). Lepiej poczytać światowe statystyki policyjne, analizy porównawcze
          > antropologów, badania naukowe psychologów ewolucyjnych itd.

          ROTFL :-))) Ty tak na poważnie, czy dla podtrzymania dyskusji?
          Cała socjologa to Mead. W przeciwieństiwe do antropologii :)
          Dobre. Prosimy o więcej.

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: linda nie na temat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.04, 14:08
            BD, nikogo nie mogę się doprosić o odpowiedź, jeśli tego nie
            widziałeś może Ty zechcesz?:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=11211527&a=11279179
        • monikaannaj Nie ma porównania ??????????? 23.11.04, 14:06
          Ja bym się jednak pokusiła o jakies porównania pomiędzy gwałcacym ojczymem a
          matka udajaca ze nie widzi! Boi sie smotnośći? ŻAŁOSNE. Powiedz to tej
          gwałconej córce, która sie od mamusi nie doczeka pomocy!

          Jasne, ze kobiety rzdziej popełniaja przestepstwa. Jasne, ze biologicznie nie
          sa identyczne z mężczyznami.
          Ale absolutnie nie rozumiem jak mozesz bredzic że u mężczyzn to norma. po
          prostu margines patologii jest większy.

          BTW - ktos gdzies już cos o tym wspomniał - nie wykluczone, z ez analogicznych
          powodów wśród kobiet jest mniej jednostek wybitnych.
          Mniej okrutnych morderczyń i molestujacych pedofilek ale i mniej świetnych
          kompozytorek, malarek, pisarek i naukowców.

          • kocia_noga Re: Nie ma porównania ??????????? 23.11.04, 16:28
            Co do tego drugiego , to sprawa już się wyjaśnia.Co prawda, trudno dzisiaj o
            geniusza takiego, jak w starożytności ,a lbo Renesansie - czasy się zmieniły ,
            ale wchodzą nowe generacje , z dostępem do nauki i nie wymaglowane praniem
            mózgu na temat roli kobiety - i mamy Masłowską, Zadie Smith, i wiele innych,
            Kozyrę , Duczmal.Co ty na to?
          • kocia_noga Re: Nie ma porównania ??????????? 23.11.04, 16:30
            No i jeszcze jedno - wraz z emancypacją finansową i społeczną kobiet coraz
            mniej jest niedostrzegających gwałcenia córki przez męża - mają dokąd odejść.
      • Gość: miłka Do BD IP: *.chello.pl 12.03.04, 14:12
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Witam,
        >
        > Właściwie nie wiadomo, jak z czymś takim polemizować.

        Polemika z faktami jest bez sensu. Twoje nieuczciwe i demagogiczne argumenty
        (szczególnie te sugerujace, że kobiety mają znaczący udział w pedofili) nie
        zmienią natury człowieka. A jaka ona jest to zachecam do przeczytania "Ciemnej
        strony człowieka" Michaela Ghiglieri, profesora antropologii na Uniwersytecie
        of Nothern Arizona. To książka niezwykła, rzetelna i pozbawiana jakichkolwiek
        uprzedzeń, będaca owocem prawdziwej nauki. Śmiem twierdzić, że oczyszczająca
        dla każdego, mężczyzny i kobiety. Pozwala zrozumieć naszą prawdziwą naturę, co
        jest pierwszym i niezbędnym krokiem do przezwyciężenia genetycznego zła. Kto po
        tej lekturze nadal będzie pozostawał przy swoich rasistowskich, bądź
        seksistowskich poglądach jest według mnie człowiekiem głupim zupełnie, allbo
        zupełnie złym.
        Jest rzeczą bezsporną, że przestępstwa, agresja i przemoc to domena mężczyzn.
        Przytoczę tu kilka znamiennych fragmentów.
        "W innych badaniach Heilburn, tym razem z M.P. Loftus, stwierdził, iż dwa razy
        więcej studentów college'u przejawia sadystyczne tendencje seksualne, niż
        takich tendencji nie ma (60% do 29%). Ponadto 60% męzczyzn przyznało, iż już w
        wieku lat szesnastu użyli siły, by skłonić dziewczynę, mimo jej negatywnej
        reakcji, do zblizenia płciowego."
        "Kobiety nie tylko nie lubią być gwałcone - konkludują Bond i Mosher - one
        nawet nie lubią sobie wyobrażać, że sa gwałcone."
        "W połowie lat dziewięćdziesiątych XXw. 90% aresztowanych w USA za rabunek
        stanowili męzczyźni."
        "Z całej naszej wiedzy o mężczyznach wynika, że nade wszystko chcą oni - i
        często się im udaje_ zmonopolizować życie płciowe "swoich" kobiet: żon,
        konkubin, a nawet bezradnych istot płci żeńskiej. Mężczyźni na całym świecie
        pragną wyłączności w dziedzinie seksu, a wielu ucieka się do przemocy, a nawet
        do morderstwa, by wyłączność tę utrzymać."

        Zappomniałam jeszcze przecież o tej typowo męskiej "rozrywce" jaką jest wojna.

        "Wojna jest typowo męską hazardową grą reprodukcyjną. Wielu badaczy zgodnie
        sądzi, że celem najbardziej wartym śmiertelnego ryzyka wojny są kobiety lub
        zasoby atrakcyjne dla kobiet, albo takie, które mogą utzymać więcej kobiet i
        ich dzieci."
        • Gość: BD Re: Do BD IP: 195.136.36.* 12.03.04, 16:57
          Witam,

          Gość portalu: miłka napisał(a):

          > "Ciemnej strony człowieka" Michaela Ghiglieri, profesora antropologii na
          > Uniwersytecie of Nothern Arizona. To książka niezwykła, rzetelna i pozbawiana
          > jakichkolwiek uprzedzeń, będaca owocem prawdziwej nauki.

          1. Takich książek nie ma.
          2. Gość jest specem od _męskiej agresji_ i naczelnych (tj. małp) więc o tym
          pisze sobie.
          3. Żaden z niego znany naukowiec ani etyk, przynajmniej w stosunku do klasyków
          tematu.

          Tak więc na razie książeczka ląduje na dalekim miejscu na mojej liście rzeczy
          do przeczytania.

          > Mężczyźni na całym świecie pragną wyłączności w dziedzinie seksu, a wielu
          > ucieka się do przemocy, a nawet do morderstwa, by wyłączność tę utrzymać."

          Dyskusja na ten temat już na tym forum była - instnieją mocne argumenty
          naukowe, że to same kobiety monopolizują seks, bo im się to po prostu opłaca.
          Dlaczego np. typowe kobiety tak silnie potępiają tzw. łatwe kobiety - bo łatwe
          kobiety naruszają "zmowę kartelową" - taki seksualny OPEC :)

          Problem agresji jest dużo bardziej złożony niż chciałabyś go widzieć. Jeśli
          chodzi o przestępczość to cytując statysyki wypadałoby np. podać, całkiem
          prawdziwą i znaną fachowcom informację, że kobiety za takie samo przestępstwo
          dostają niższe wyroki i są częściej uniewinniane niż mężczyźni. Wiedziałaś
          choćby o tym?

          Nie ma to jak zbawianie świata po lekturze jednej książki popularnonaukowej :)

          pozdrawiam,

          BD
          • sagan2 Re: Do BD 12.03.04, 20:37
            Gość portalu: BD napisał(a):

            > To książka niezwykła, rzetelna i pozbawi ana
            > > jakichkolwiek uprzedzeń, będaca owocem prawdziwej nauki.
            >
            > 1. Takich książek nie ma.

            mam nadzieje, ze mowisz o naukach "niezupelnie scislych"...
            ... jest mnostwo ksiazek, chocby z twierdzeniami i dowodami matematycznymi,
            ktore spelniaja te kryteria (niezwykle sa dlatego, ze zapewne zwykly czlowiek
            nic z nich nie rozumie...) :)

            > 2. Gość jest specem od _męskiej agresji_ i naczelnych (tj. małp) więc o tym
            > pisze sobie.

            no i o tym wlasnie pisze rowniez Milka. dlaczego musi byc etykiem, aby pisac o
            agresji? nie bardzo rozumiem? przeciez Milka (mam nadzieje) nie usiluje
            wyciagnac jakis sankcji karnych z wiekszej meskiej agresji, zwyczajnie
            konstatuje fakt. bo chyba, jakby na to nie patrzec, mezczyzni zdecydowanie
            przewazaja wsrod "przestepcow" (choc oczywiscie sa tam kobiety). czy chcialbys
            temu zaprzeczyc? mowimy teraz *generalnie*, nie wchodzac w szczegoly (np
            molestowanie nieletnich czy przemoc domowa).

            > 3. Żaden z niego znany naukowiec ani etyk, przynajmniej w stosunku do klasyków
            > tematu.

            czemu uwazasz, ze profesor na uniwersytecie to "zaden naukowiec"? jak definujesz
            w takim razie naukowca?

            > Problem agresji jest dużo bardziej złożony niż chciałabyś go widzieć. Jeśli
            > chodzi o przestępczość to cytując statysyki wypadałoby np. podać, całkiem
            > prawdziwą i znaną fachowcom informację, że kobiety za takie samo przestępstwo
            > dostają niższe wyroki i są częściej uniewinniane niż mężczyźni. Wiedziałaś
            > choćby o tym?

            oczywiscie, ze problem agresji jest zlozony. chyba nikt nie twierdzi inaczej.
            ale fakty sa (dosc) proste.

            pisales juz kiedys o tych lzejszch karach dla kobiet. czy moglbys podac zrodlo
            tych badan? chetnie poczytalabym szczegoly. ciekawe, skad to sie bierze? moze
            winien jest patriarchalny stereotyp, ze kobieta to "slaba istota, ktora trzeba
            sie opiekowac"?... ;)

            zdaje sie, ze Doku pisal kiedys, ze wiekszosc morderczyn-kobiet jest skazywanch
            za zabojstwo meza/konkubenta, ktory sie znecal nad nimi lub dziecmi. to jakos
            tlumaczyloby fakt mniejszych wyrokow - niby, ze zbrodnia w obronie wlasnej.
            ale nie ma co gdybac, powinno to byc w tych badaniach, ktore przytaczasz -
            rozumiem, ze jest tak rowniez podzial na rozne rodzaje morderstwa? podeslij
            jakis link, dobrze?
            > pozdrawiam,
            >
            > BD
          • Gość: milka Re: Do BD IP: *.chello.pl 13.03.04, 18:49
            Gość portalu: BD napisał(a):

            > 1. Takich książek nie ma.

            Przeczytaj tę, to sie przekonasz.

            > 2. Gość jest specem od _męskiej agresji_ i naczelnych (tj. małp) więc o tym
            > pisze sobie.

            Właśnie jest specem od tego o czym rozmawiamy, a wiec smiało moze być
            autorytetem. chyba, ze ty z tych co to sami wiedzą wszystko najlepiej i nie
            potrzebują się już niczego uczyć od innych.

            > 3. Żaden z niego znany naukowiec ani etyk, przynajmniej w stosunku do
            klasyków
            > tematu.

            Przeciwnie, znany i uznany naukowiec. Etyka nie ma tu nic do rzeczy.
            Agresywność mężczyzn to biologia.

            > Tak więc na razie książeczka ląduje na dalekim miejscu na mojej liście rzeczy
            > do przeczytania.

            Wielka szkoda. Może lepiej rozumiałbyś samego siebie. Ponadto deprecjowanie z
            góry książki, której nawet nie widziało się na oczy, świadczy o negatywnym
            nastawieniu i braku woli porozumienia.

            > instnieją mocne argumenty
            > naukowe, że to same kobiety monopolizują seks, bo im się to po prostu opłaca.
            > Dlaczego np. typowe kobiety tak silnie potępiają tzw. łatwe kobiety - bo
            łatwe
            > kobiety naruszają "zmowę kartelową" - taki seksualny OPEC :)

            To są bzdury. Pamietam tę dyskusję. Powoływano się na nienaukowy, wprost aż
            śmiesznie nie fachowy artykuł. Z faktów tam zaobserwowanych można było
            wyciagnąć przeróżne wnioski. Autorzy dopasowywali fakty do wcześniej założonej
            tezy. Zupełny nonsens. Takie "dowody" nie mają wagi dowodu naukowego i ja je
            ignoruję.

            > Problem agresji jest dużo bardziej złożony niż chciałabyś go widzieć.

            Insynuujesz mi, że uważam problem agresji za mało złożony. Insynuacja to
            brzydka metoda w dyskusji. I mylisz sie całkowicie. Ale to dlatego, ze nie
            znasz książki profersora Ghiglieri. Ma ona ok. 400 stron, a wszystkie sa
            poświęcone niezwykle złozonemu problemowi agresywności mężczyzn.


            > Jeśli
            > chodzi o przestępczość to cytując statysyki wypadałoby np. podać, całkiem
            > prawdziwą i znaną fachowcom informację, że kobiety za takie samo przestępstwo
            > dostają niższe wyroki i są częściej uniewinniane niż mężczyźni. Wiedziałaś
            > choćby o tym?

            Poza twoimi słowami nie ma na to żadnego dowodu. Ja czytałam cos wręcz
            odwrotnego. Kobiety za ciężkie przestępstwa sa sądzone o wiele surowiej niż
            mężczyźni, u których skłonność do przemocy jest zakodowana w świadomości
            społecznej. Kobiety narażone są na dużo ostrzejszy osąd, jeśli w grę wchodzą
            przestępstwa najcięższe. Jest to spowodowane reakcja zaskoczenia i braku
            społecznego przyzwolenia, jak ma to miejsce w przypadku mężczyzn.
            To wszystko i tak ma się nijak do mojego postu. Bo niezaleznie od jakości kar
            pozostaje niezmiennym fakt, że kobiety nader rzadko łamią prawo. W innej
            książce, której w tej chwili nie mam pod ręka, bo pożyczyłam i nie mogę
            zacytować, tj. "Demoniczne samce" jest podane o ile pamięć mnie nie myli, ze
            97% morderstw dokonują mężczyźni. W "Ciemnej stronie człowieka" jest np. taka
            statystyka. Mężczyźni zabijaja przedewszystkim mężczyzn. Wśród ofiar zabójstw
            jest 80% mężczyzn, głównie młodych. Męzczyźni eliminują konkurencję do rozrodu.
            Podczas gdy kobiety prawie nigdy nie zabijaja kobiet. Stosunek zabójstw o
            obrebie płci jest jak 40:1.

            > Nie ma to jak zbawianie świata po lekturze jednej książki popularnonaukowej :)
            >
            > pozdrawiam,

            A to już paskudna insynuacja, a właściwie czyste chamstwo. Ale każdy sądzi po
            sobie.
            • Gość: BD Re: Do BD IP: 195.136.36.* 15.03.04, 11:47
              Witam,

              Gość portalu: milka napisał(a):

              > Właśnie jest specem od tego o czym rozmawiamy, a wiec smiało moze być
              > autorytetem. chyba, ze ty z tych co to sami wiedzą wszystko najlepiej i nie
              > potrzebują się już niczego uczyć od innych.

              TY wcale nie rozmawiasz o męskiej agresji, ale o pozycjonowaniu mężczyzn
              względem kobiet na tym wymiarze. To jest jednak dość zasadnicza różnica.

              Swoją drogą, Twoja metoda analizy tematu jest mocno problematyczna. Otóż
              porównujesz przestępczość mężczyzn i kobiet. Spórbuj jednak porównać w
              analogiczny sposób statystyki dla Murzynów i białych. Jedyny słuszny wniosek
              Twojej metody jest taki, że "czarni to jacyś potwornie agresywni podludzie".

              Ciekawe, czemu Twój autorytet skupił się na płci, a nie na rasie, choć mógł tu
              i tu wyciągnąc równe mocne wnioski. Być może dlatego, że gadanie o męskiej
              agresji jest "trendy" a o murzyńskiej to już straszny rasizm itd. Co oczywiście
              czyni zachwyty nad obiektywnością jego książki wątpliwymi.

              > > kobiety naruszają "zmowę kartelową" - taki seksualny OPEC :)

              > To są bzdury. Pamietam tę dyskusję. Powoływano się na nienaukowy, wprost aż
              > śmiesznie nie fachowy artykuł.

              Artykuł ów:

              kiosk.onet.pl/charaktery/1139474,1250,artykul.html
              Pisał znany polski psycholog, referując badania znanych światowych psychologów.
              Między innymi na badania Roya Baumeistera - światowej sławy psychologa z
              Princeton (dużo bardziej znany niz ten twój Ghiglieri - co możesz sprawdzić za
              pomoca wyszukiwarek textów naukowych, np. EPNET).

              > > dostają niższe wyroki i są częściej uniewinniane niż mężczyźni. Wiedziałaś
              > > choćby o tym?

              > Poza twoimi słowami nie ma na to żadnego dowodu. Ja czytałam cos wręcz
              > odwrotnego

              Tu masz mały dowód:

              www.dvmen.org/dv-118.htm#sentencing
              > statystyka. Mężczyźni zabijaja przedewszystkim mężczyzn. Wśród ofiar zabójstw
              > jest 80% mężczyzn, głównie młodych. Męzczyźni eliminują konkurencję do
              > rozrodu.

              A sprawcami dzieciobójstwa są w 55% kobiety - kobiety eliminują własny materiał
              genetyczny bo... Nie widzisz śmieszności takich analiz - czy w zimniej wojnie
              chodziło o to, by Amerykanie mogli zagarnąć Rosjanki do swoich haremów.
              Technicznie to trudne po ataku atomowym :))

              Nota bene: czy różnice w agresji między mężczyznami a kobietami nie
              przypominają nieco różnic między armią a terrorystami?

              pozdrawiam,

              BD
              • Gość: miłka Re: Do BD IP: *.chello.pl 15.03.04, 23:30
                Gość portalu: BD napisał(a):

                > TY wcale nie rozmawiasz o męskiej agresji, ale o pozycjonowaniu mężczyzn
                > względem kobiet na tym wymiarze. To jest jednak dość zasadnicza różnica.

                To zwykły wniosek. Fakty są jakie są.

                > Swoją drogą, Twoja metoda analizy tematu jest mocno problematyczna. Otóż
                > porównujesz przestępczość mężczyzn i kobiet. Spórbuj jednak porównać w
                > analogiczny sposób statystyki dla Murzynów i białych. Jedyny słuszny wniosek
                > Twojej metody jest taki, że "czarni to jacyś potwornie agresywni podludzie".

                Nie interesują mnie porównania, które proponujesz. To forum "feminizm", jeśli
                nie zauważyłeś. Poza tym mężczyźni we wszystkich kulturach i wszystkich ras są
                tak samo agresywni, a niektórzy nawet bardziej (np. plemię Gebusi na Nowej
                Gwinei - 568 zabójstw na 100 000 mieszkańców, wskaźnik najwyższy na świecie;
                dane z lat 1940-1982). Nie ma sensu tego rozpatrywać z punktu widzenia mojej
                tezy.

                > Ciekawe, czemu Twój autorytet skupił się na płci, a nie na rasie, choć mógł tu

                Nie wypowiadaj się proszę na temat tej książki skoro jej nie czytałeś. Już raz
                pisałam, ze jest wszechstronna i wyczerpuje temat. Ja mówię o tym aspekcie,
                który mnie interesuje. Nie streszczam tu książki.

                > Artykuł ów:
                > kiosk.onet.pl/charaktery/1139474,1250,artykul.html
                > Pisał znany polski psycholog, referując badania znanych światowych
                psychologów.

                Tak, to ten sam artykuł. Podtrzymuję swoje zdanie o nim i nie jest ono
                odosobnione. Odszukaj poprzednią dyskusję o tym tekście, jaka odbyła się na
                forum. Co do psychologów, to wybacz, ale nie mam wiele zaufania do
                ich "wynalazków" (poza może psychologią ewolucyjną, którą ewentualnie można
                uznać już za naukę), szczególnie jeśli dotyczą dziedziny, na której się nie
                znają, tj. biologii. Poczytaj trochę z genetyki czy antropologii właśnie, z
                biologii ewolucyjnej, a sam przekonasz się jakie to bzdury i nieporadne próby
                tłumaczenia skomplikowanych strategii rozrodczych.

                > Między innymi na badania Roya Baumeistera - światowej sławy psychologa z
                > Princeton (dużo bardziej znany niz ten twój Ghiglieri - co możesz sprawdzić
                za
                > pomoca wyszukiwarek textów naukowych, np. EPNET).

                Jak wyżej.

                > Tu masz mały dowód:
                >
                > www.dvmen.org/dv-118.htm#sentencing

                Nie jest to w porządku odsyłanie polskiego rozmówcy do angielskiego tekstu. Tym
                bardziej, że nie chciało ci się nawet wybrać z tego obszernego materiału
                odpowiedniego fragmentu. Słabo znam angielski, ale zorientowałam się, że tekst
                jest w większości, a może i w ogóle nie na temat. Znalazłam tam np. fragment
                dotyczący zabójstw w ogóle, a więc przedewszystkim zabójstw popełnianych na
                mężczyznach, które w żadnym razie nie są identycznymi zbrodniami. Kobiety
                zabijają mężczyzn z zupełnie innych przyczyn i w innych warunkach niż
                mężczyźni. Najczęściej są to akty rozpaczy spowodowane znęcaniem się ich
                partnerów życiowych nad nimi i ich dziećmi.
                Jeżeli chcesz być rzetelny w dyskusji to mówmy o zbrodniach identycznych czyli
                należy porównywać zabicie mężczyzny przez mężczyznę z zabiciem kobiety przez
                kobietę, np. w celach rabunkowych. I tu już załamuje się twoja teza. Kobiety,
                jak to już pisałam, są ostrzej sądzone za takie same zbrodnie.

                > A sprawcami dzieciobójstwa są w 55% kobiety - kobiety eliminują własny
                materiał
                >
                > genetyczny bo... Nie widzisz śmieszności takich analiz –

                To się może wydawać śmieszne komuś, kto nie zetknął się z biologią ewolucyjną.
                Tak, dzieciobójstwo jest domeną kobiet. Robią to, oczywiście najczęściej
                nieświadome prawdziwych przyczyn, kiedy dziecko zagraża w perspektywie ich
                sukcesowi rozrodczemu. Biologia ewolucyjna mówi nam, że miarą tego sukcesu jest
                ilość wnuków, a nie dzieci! Wiem, że na pierwszy rzut oka nie wiele to zmienia,
                ale tak nie jest. Samotna matka, porzucona z dzieckiem, zabija je, żeby mieć w
                perspektywie większą szansę na odchowanie kilkorga dzieci z nowym partnerem,
                który mógłby się nie trafić kobiecie obciążonej dzieckiem innego mężczyzny. W
                kulturach innych niż zachodnia dzieci dość długo nie są traktowane jak ludzie,
                czy wręcz żywe istoty. Lud Kung uznaje niemowlę za żywe dopiero, kiedy dostanie
                ono imię. Tam dzieciobójstwo jest wypełni akceptowaną forma życia społecznego.
                W naszej zachodniej kulturze już tak nie jest i zbrodnie tego typu są rzadkie,
                choć występują. Dopuszczają się ich najczęściej młode kobiety porzucone przez
                ojców dziecka, biedne, samotne, pozbawione wsparcia rodziny.
                Ale obraz byłby zakłamany, gdyby nie wspomnieć, że mężczyźni również maja swój
                niebagatelny udział w dzieciobójstwach i tu przyczyny są czyste. Ojczymowie z
                reguły bardzo źle traktują przybrane dzieci.
                „Ojczymowie często traktują przybrane dzieci gorzej niż robiłyby to goryle. Z
                danych kanadyjskich wynika, że dla dzieci młodszych niż dwuletnie zagrożenie ze
                strony przybranego rodzica jest siedemnaście razy większe niż ze strony rodzica
                biologicznego. W Anglii prawdopodobieństwo, ze ojczym zabije niemowlę, jest
                pięćdziesiąt razy większe, niż że zginie ono z rąk ojca biologicznego, w USA
                zaś...sto razy większe.”
                Wracając do tematu, nie zapominaj, że wszystkie zabójstwa dokonane przez
                kobiety to i tak tylko 3% w stosunku do 97% tychże w wykonaniu mężczyzn.

                czy w zimniej wojnie
                > chodziło o to, by Amerykanie mogli zagarnąć Rosjanki do swoich haremów.
                > Technicznie to trudne po ataku atomowym :))

                Przecież to Rosjanie prowadzili agresywna politykę, a nie Amerykanie.

                > Nota bene: czy różnice w agresji między mężczyznami a kobietami nie
                > przypominają nieco różnic między armią a terrorystami?

                Nie, nie można porównać kobiet ani do armii, ani do terrorystów, bo kobiety nie
                są agresywne.
                • Gość: BD Re: Do BD IP: 195.136.36.* 16.03.04, 10:50
                  Witam,

                  Gość portalu: miłka napisał(a):

                  > Poza tym mężczyźni we wszystkich kulturach i wszystkich ras są
                  > tak samo agresywni, a niektórzy nawet bardziej

                  Podoba mi się Twój tok rozumowania :)

                  > forum. Co do psychologów, to wybacz, ale nie mam wiele zaufania do
                  > ich "wynalazków" (poza może psychologią ewolucyjną, którą ewentualnie można
                  > uznać już za naukę), szczególnie jeśli dotyczą dziedziny, na której się nie
                  > znają, tj. biologii.

                  Natomiast masz, jak widzę zaufanie do biologów, gdy wypowiadają się w zakresie
                  dziedziny, na której się nie znają tj. psychiki i życia społecznego.

                  > Poczytaj trochę z genetyki czy antropologii właśnie, z biologii ewolucyjnej,
                  > a sam przekonasz się jakie to bzdury i nieporadne próby tłumaczenia
                  > skomplikowanych strategii rozrodczych.

                  Problem polega na tym, że trzeba jeszcze udowodnić, że mamy do czynienia
                  ze "skomplikowanymi strategiami rozrodczymi", a nie z czyms innym. Nie
                  dostrzegasz największej słabości teorii, których bronisz - słabości
                  aksjomatycznej. Cóż, wpływ ewolucjonizmu na rozwój nauki jest ostatnio bardzo
                  negatywny - pisałem tu kiedyś dlaczego.

                  > > www.dvmen.org/dv-118.htm#sentencing

                  > Nie jest to w porządku odsyłanie polskiego rozmówcy do angielskiego tekstu.
                  > Tym bardziej, że nie chciało ci się nawet wybrać z tego obszernego materiału

                  Co to ma być za argument? Jestem naukowcem - 99% tego co czytam jest po
                  angielsku - bo po polsku jest wydawany tylko ułamek ważnych rzeczy naukowych
                  robionych na świecie. Jeśli wysuwasz taki argument, oznacza to, że z prawdziwą
                  nauką do czynienia nigdy nie miałaś - co pozostaje w dużym kontraście z tonem,
                  jakim się wypowiadasz - "poczytaj to i tamto a zrozumiesz, że...".

                  Link mówi o różniacach w karaniu - o czym była dyskusja.

                  > To się może wydawać śmieszne komuś, kto nie zetknął się z biologią
                  > ewolucyjną.

                  Raczej komuś, kto nie traktuje biologii ewolucyjnej jako teorii wszechrzeczy.

                  > Tak, dzieciobójstwo jest domeną kobiet. Robią to, oczywiście najczęściej
                  > nieświadome prawdziwych przyczyn, kiedy dziecko zagraża w perspektywie ich
                  > sukcesowi rozrodczemu.

                  A świstak siedzi i zawija w sreberko (nieświadomie optymalizaując w ten sposób
                  swój horyzont genetyczny).

                  > Wracając do tematu, nie zapominaj, że wszystkie zabójstwa dokonane przez
                  > kobiety to i tak tylko 3% w stosunku do 97% tychże w wykonaniu mężczyzn.

                  Te proporcje nie są prawdziwe (jest około 10 i 90% w USA).

                  www.ojp.usdoj.gov/bjs/homicide/gender.htm

                  BTW: nadal nie wiem, jak biologia ewolucyjna tłumaczy, że Murzyni popełniają
                  zabójstwa siedem razy częściej niż biali? Ty masz zawsze takie proste i zgrabne
                  odpowiedzi na wszystkie pytania.

                  I na koniec dwie rzeczy:

                  1. Mówienie o męskiej agresji vs. żeńskiej na podstawie np. statysyki morderstw
                  jest o tyle bez sensu, że porównujemy bardzo drobne odsetki obu populacji.
                  Męskich zabójców jest ponad dziesieć razy tyle co żeńskich - ale pamiętajmy, że
                  stanowią oni i tak bardzo drobny ułamek ogółu mężczyzn. Statystyk zwróciłby
                  uwagę, że wypowiadamy się o rozkładzie bazując na tzw. outlierach (obserwacjach
                  skrajnych).

                  2. Agresja sama w sobie nie musi być niczym złym. Wspomniałem w pierwszym moim
                  poście o potężnej męskiej przewadze w Nagrodach Nobla - to nieprzypadkowe. To,
                  że mężczyźni są agresywniejsi nie czyni z nich "gorszej czy upośledzonej płci".
                  Zauważmy też, że współczesne standardy prawa są również wymysłem mężczyzn - czy
                  to nie dziwne, że ktoś tworzy system oceny, w którym tak kiepsko będzie wypadał?

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • dokowski Paradygmat ewolucjonizmu jest bezcenny 16.03.04, 12:18
                    Gość portalu: BD napisał(a):

                    > wpływ ewolucjonizmu na rozwój nauki jest ostatnio bardzo negatywny

                    Jest bardzo pozytywny. Dzięki niemu rozwiązano dylemat więźnia i wiele innych
                    otwrtych problemów teorii gier. Dzięki niemu rozumiemy, dlaczego AIDS nie
                    zabija już tak szybko. Każdy epidemiolog i parazytolog rozumie dzisiaj to, co
                    do niedawno było tajemnicą - dlaczego nowe choroby odzwierzęce najpierw
                    wywołują zabójcze epidemie, a potem stają się coraz łagodniejsze. Dlaczego
                    Indianie i Aborygeni wyginęli zanim biały najeźdźca spróbował zająć ich
                    miejsce. Kiedy pierwsi koloniści dotarli do doliny Mississippi, nic już nie
                    zostało po 20 milionach mieszkańców tego regionu. A jeszcze niedawno ciemniaki
                    w USA uczyły w historii, że żyło tam tylko milion Indian. Na samym Santo
                    Domingo w ciągu kilkudziesięciu lat wymarło 8 milionów Indian bez żadnej walki
                    z Hiszpanami.

                    Paradygmat ewolucjonizmu jest dla nauki bezcenny, bo pozwala zrozumieć to, z
                    czym dawniej nauka w ogóle sobie nie radziła, bo nie radził sobie (i nadal nie
                    radzi) z tym umysł ludzki - z jednoczesnym myśleniem w dwu różnych
                    perspektywach czasowych: jaki jest jakościowy wpływ milionów czy miliardów
                    powtórzeń zdarzeń na przebieg kolejnych wystąpień tych zdarzeń, jeśli przebieg
                    zdarzenia wpływa na przebieg następnego wystąpienia zdarzenia.

                    Ktoś niedawno wprowadził piękne pojęcie "ślepego zegarmistrza". To pojęcie
                    bardzo obrazowo pokazuje, jak wielkim oświeceniem dla ludzkiego umysłu było
                    przyjecie paradygmatu ewolucjonizmu. To niemal taki przeskok jak
                    nieświadomość>>>świadomość. Umysł błądzący w mroku mógł się tylko dziwić "a
                    gdzie zegarmistrz?". Umysł oświecony potrafi już odróżnić dzieło zegarmistrza
                    od tworów ewolucji, czy od "dzieł" ślepego zegarmistrza.
                    • Gość: BD Re: Paradygmat ewolucjonizmu jest bezcenny IP: 195.136.36.* 16.03.04, 14:09
                      Witam,

                      dokowski napisał:

                      > > wpływ ewolucjonizmu na rozwój nauki jest ostatnio bardzo negatywny

                      > Jest bardzo pozytywny. Dzięki niemu rozwiązano dylemat więźnia i wiele innych
                      > otwrtych problemów teorii gier.

                      Dylemat więźnia rozwiązano, powiadasz :) Może konkrety jakieś?
                      Jakie jeszcze inne otwarte problemy teorii gier - chętnie posłucham konkretów.

                      > Paradygmat ewolucjonizmu jest dla nauki bezcenny, bo pozwala zrozumieć to, z
                      > czym dawniej nauka w ogóle sobie nie radziła, bo nie radził sobie (i nadal
                      > nie radzi) z tym umysł ludzki - z jednoczesnym myśleniem w dwu różnych
                      > perspektywach czasowych: jaki jest jakościowy wpływ milionów czy miliardów
                      > powtórzeń zdarzeń na przebieg kolejnych wystąpień tych zdarzeń, jeśli
                      > przebieg zdarzenia wpływa na przebieg następnego wystąpienia zdarzenia.

                      O rety, co za zdanie :-/ Nie można po prostu napisać o doborze naturalnym i
                      mikromutacjach? To jest cenne, ale nie bezcenne - bo najważniejszych rzeczy nie
                      wyjaśnia, np.

                      Tak się jakoś składa, że najważniesze strategie działania ludzkiego - np. te
                      związane z samokontrolą - są w swej naturze anty-ewolucyjne (bo polegają na
                      optymializacja globalnej, podszas gdy ewolucja optymalizuje lokalnie).

                      Rzekome sukcesy aplikowania paradygmatu ewolucyjnego są w rzeczy samej bardzo
                      problematyczne dla tego paradygmatu - zachwycamy się np. algorytmami
                      genetycznymi, ale zapominamy, że sam algorytm nie powstaje jako wynik ślepej
                      selekcji ;-)

                      Paradygmat ewolucyjny w naukach o człowieku bardziej przeszkadza niż pomaga, bo
                      wszystko usiłuje wyjaśnić adaptacyjnością - wystarczy poczytać co wypisują
                      psychologowie ewolucyjni w "Cognition". To jest taki "hiperracjonalizm dla
                      ubogich". Naprawdę nie jest trudno wytłumaczyć po gawędziarsku wszystkie
                      zachowania "złożoną strategią reproducyjną" - tylko takie wytłumaczenie nie
                      spełnia rygoryzmu naukowego, np. nie jest poddawane testowi przeciw sensownej
                      hipotezie zerowej, bo w ogóle ewolucjo-file nie poczuwają się do dostarczania
                      testowalnych (falsyfikowalnych) hipotez.

                      > Ktoś niedawno wprowadził piękne pojęcie "ślepego zegarmistrza".

                      Dawkins w 1986 roku w książce o tymże tytule ("Blind Watchmaker").
                      Bardzo kuriozalna próba polemiki z kreacjonizmem - bo np. nie odwołuje się do
                      poglądów żadnego ze znanych kreacjonistów. Plus sporo oczywistych błędów, np. z
                      jednej strony podkreślanie ślepoty zegarmistrza (ewolucja nie planuje) z
                      drugiej podawanie przykładu, jak w drodze selekcji naturalnej liter może
                      powstać jakieś konkretne zdanie (więc coś zaplanowanego i znanego z góry) itp.

                      > gdzie zegarmistrz?". Umysł oświecony potrafi już odróżnić dzieło zegarmistrza
                      > od tworów ewolucji, czy od "dzieł" ślepego zegarmistrza.

                      Taadam. Wiemy doskonale z psychologii, że ludzie często dopatrują się
                      prawidłowości tam gdzie ich nie ma (np. w szumie losowym), a nie dostrzegają
                      ich tam gdzie są. "Umysły oświecone" też zdają się być na to podatne.

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • dokowski Nie jestem pewien gdzie o tym czytałem 16.03.04, 14:32
                        Gość portalu: BD napisał(a):

                        > Dylemat więźnia rozwiązano, powiadasz :) Może konkrety jakieś?
                        > Jakie jeszcze inne otwarte problemy teorii gier - chętnie posłucham konkretów.

                        Czytam dużo, ale jako dyletant w tych sprawach nie zapamiętuję szczegółów ani
                        źródeł, zadowalam się tym, że rozumiem idee, prawa i mechanizmy. Przychodzi mi
                        na myśl taki tytuł "O pochodzeniu cnoty".

                        > > jednoczesnym myśleniem w dwu różnych
                        > > perspektywach czasowych: jaki jest jakościowy wpływ milionów czy miliardów
                        >
                        > > powtórzeń zdarzeń na przebieg kolejnych wystąpień tych zdarzeń, jeśli
                        > > przebieg zdarzenia wpływa na przebieg następnego wystąpienia zdarzenia.
                        >
                        > O rety, co za zdanie :-/ Nie można po prostu napisać o doborze naturalnym i
                        > mikromutacjach?

                        To najczęściej popełniany błąd przy pierwszych próbach rozumienia ewolucji.
                        Żadne mutacje nie są potrzebne, jeżeli mamy dostatecznie bogaty materiał
                        wyjściowy genów. Tak jak w życiu. Wystarczą nowe kombinacje genów, przeszczepy
                        genów (dokonywane np. przez wirusy) z organizmów innych gatunków, nowe
                        symbionty i pasożyty ... To nie mutacje decydują o powstawaniu nowych gatunków.
                        • Gość: BD Re: Nie jestem pewien gdzie o tym czytałem IP: 195.136.36.* 17.03.04, 09:48
                          Witam,

                          dokowski napisał:

                          > Czytam dużo, ale jako dyletant w tych sprawach nie zapamiętuję szczegółów ani
                          > źródeł, zadowalam się tym, że rozumiem idee, prawa i mechanizmy. Przychodzi
                          > mi na myśl taki tytuł "O pochodzeniu cnoty".

                          W takim razie nie pisz, że "rozwiązano dylemat więźnia" bo wcale nie
                          rozwiązano. Usiłuje się tylko mniej czy bardziej nieudolnie wyjaśnić dlaczego
                          ludzie (nie wszyscy) postawieni przed dylematem więźnia czasem kooperują. I
                          wyjaśnienia ewolucyjne niekoniecznie należą tu do najlepszych.

                          > To najczęściej popełniany błąd przy pierwszych próbach rozumienia ewolucji.
                          > Żadne mutacje nie są potrzebne, jeżeli mamy dostatecznie bogaty materiał
                          > wyjściowy genów. Tak jak w życiu.

                          To szczegół techniczy - czy są mutacje, czy wystarczy sam dobór w dostatecznie
                          bogatym materiale (nb. a ten bogaty materiał to skąd się wziął?).
                          Fundamentalnych problemów poruszonych przeze mnie w poprzednim mailu to w
                          żadnym przypadku nie rozwiązuje.

                          pozdrawiam,

                          BD
                          • Gość: bezdenny Re: Nie jestem pewien gdzie o tym czytałem IP: *.in-addr.btopenworld.com 17.03.04, 11:33
                            Na czym polega dylemat wieznia?
                          • dokowski Dlaczego mam nie pisać, kiedy zrozumiałem i wiem 17.03.04, 14:16
                            Gość portalu: BD napisał(a):

                            > W takim razie nie pisz, że "rozwiązano dylemat więźnia"

                            Ja odróżniam (z punktu widzenia tej dyskusji) dwa rodzaje wiedzy. Wyuczoną
                            (wykutą w gwarze uczniowskiej) i zrozumianą.

                            Pierwszy rodzaj wiedzy wymaga czasem wracania do źródeł, gdyż można taką wiedzę
                            zapomnieć lub stracić pewność, czy się dobrze pamięta. Przykładem jest wiedza,
                            ile razy okrąg większy jest od jego średnicy.

                            Drugi rodzaj wiedzy pozwala samemu w razie potrzeby jakby wymyślić ją jeszcze
                            raz od nowa, ponieważ można odtworzyć rozumowanie, które się kiedyś zrozumiało.
                            Przykładem jest wiedza, ile razy przekątna kwadratu większa jest od jego boku.

                            Ja nie potrzebuję już wracać do źródeł na temat dylematu więźnia i ewolucji
                            altruizmu, bo zrozumiałem w jaki sposób samolubne geny kodują altruistyczne
                            zachowania swoich nosicieli i jakie naciski selekcyjne dały tym genom przewagę

                            > Usiłuje się tylko mniej czy bardziej nieudolnie wyjaśnić dlaczego
                            > ludzie (nie wszyscy) postawieni przed dylematem więźnia czasem kooperują.

                            Kooperują nie tylko ludzie, ale i zwierzęta zdolne do zapamiętywania, który
                            osobnik jak postąpił w przeszłości. Powstało już wiele modeli, w których
                            dylemat więźnia ma rozwiązanie w postaci optymalnej strategii. Być może nie
                            jesteś na bieżąco.
                            • Gość: BD Re: Dlaczego mam nie pisać, kiedy zrozumiałem i w IP: 195.136.36.* 18.03.04, 09:47
                              Witam,

                              dokowski napisał:

                              > Kooperują nie tylko ludzie, ale i zwierzęta zdolne do zapamiętywania, który
                              > osobnik jak postąpił w przeszłości. Powstało już wiele modeli, w których
                              > dylemat więźnia ma rozwiązanie w postaci optymalnej strategii. Być może nie
                              > jesteś na bieżąco.

                              Optymalną strategia w dylemacie więźnia jest nie kooperować i to wiadomo od
                              początku istnienia dylematu więźnia. Ty masz zapewne na myśli najlepsze
                              statystyczne strategie w pewnych warunkach iterowanego dylematu więźnia (np.
                              słynne TIT-FOR-TAT Axelroda) przy pewnej macierzy wypłat. Ale to nie
                              jest "rozwiązanie dylematu więźnia".

                              Mozna by też mówić o "rozwiązaniu" poprzez zmianę macierzy wypłat w drodze
                              posunięć instytucjonalnych, ale to akurat nie jest rozwiązanie ewolucyjne.

                              pozdrawiam,

                              BD
                              • dokowski A więc nie jesteś na bieżąco 18.03.04, 11:51
                                Gość portalu: BD napisał(a):

                                > Optymalną strategia w dylemacie więźnia jest nie kooperować i to wiadomo od
                                > początku istnienia dylematu więźnia.

                                Wiadomo było, dopóki nie obliczono, że jeśli pomiędzy więźniami przepływa
                                informacja i więźniowie zapamiętują wybory innych, to opłaca się za pierwszym
                                razem iść w zaparte i dłużej posiedzieć, aby później przy kolejnych wpadkach
                                liczyć na to, że uzyskana reputacja da nam pewność, że partner nas nie wsypie.

                                To jest właśnie rozwiązanie dylematu więźnia: reputacja. Wygrywające strategie
                                w większości modeli bazują na wypracowaniu sobie reputacji i dbaniu o nią.

                                Nawet w modelach, gdzie nie ma przepływu informacji, wygrywają zwykle strategie
                                oparte na czymś w rodzaju indywidulnej reputacji. W dłuższym okresie czasu
                                opłaca się być przez wszystkich zapamiętanym, jako gracz ufny, uczciwy, ale
                                mściwy.

                                > słynne TIT-FOR-TAT Axelroda) przy pewnej macierzy wypłat.

                                Masz pamięć do takich symboli! Ale czy rozumiesz, co się za nimi kryje? Nie
                                ufam dyskutantom, którzy nie piszą o tym, co rozumieją, ale chowają się za
                                jakimś szyfrem.

                                pozdrawiam,
                                • Gość: BD Re: A więc nie jesteś na bieżąco IP: 195.136.36.* 18.03.04, 15:46
                                  Witam,

                                  dokowski napisał:

                                  > Wiadomo było, dopóki nie obliczono, że jeśli pomiędzy więźniami przepływa
                                  > informacja i więźniowie zapamiętują wybory innych, to opłaca się za pierwszym
                                  > razem iść w zaparte i dłużej posiedzieć, aby później przy kolejnych wpadkach
                                  > liczyć na to, że uzyskana reputacja da nam pewność, że partner nas nie wsypie.

                                  Zwłaszcza jak się dostanie dożywocie :-)

                                  Oczywiście, że przepływ informacji zwiększa skłonność do kooperacji (czasem),
                                  ale głównie dlatego, że zostają wtedy uruchomione mechanizmy karania zdrajców.
                                  Te mechanizmy zmieniają dylemat więźnia w grę, która już nie jest dylematem
                                  więźnia (inne macierze wypłat).

                                  > To jest właśnie rozwiązanie dylematu więźnia: reputacja. Wygrywające
                                  > strategie w większości modeli bazują na wypracowaniu sobie reputacji i dbaniu
                                  > o nią.

                                  Doskonale wiem o czym piszesz. Tyle, że mówisz o pewnych strategiach w pewnych
                                  modelach (zwykle dalekich od rzeczywistych wyborów), a nie o rozwiązaniu
                                  dylematu więźnia. Nb. czy wiesz, że jazda na gapę w tramwaju lub niepłacenie
                                  abonamentu TV to też jest ougólniony dylemat więźnia. A gdzie tu miejsce dla
                                  reputacji?

                                  I jeszcze co ma do tego ewolucja? Reputacja nie jest pojęciem z teorii ewolucji.

                                  > Nawet w modelach, gdzie nie ma przepływu informacji, wygrywają zwykle
                                  > strategie oparte na czymś w rodzaju indywidulnej reputacji.

                                  O czym Ty piszesz. Jak nie ma informacji, to nie ma reptuacji. Indywidualna
                                  reputacja to oksymoron, chyba, że rozumiesz przez to "poczucie, że jestem
                                  uczciwym człowiekiem". W dylemacie więźnia nie działa :)

                                  > słynne TIT-FOR-TAT Axelroda) przy pewnej macierzy wypłat.

                                  > Masz pamięć do takich symboli! Ale czy rozumiesz, co się za nimi kryje?

                                  Jeśli piszesz o dylemacie więźnia i nie wiesz co to TIT-FOR-TAT (czyli
                                  strategie "wet za wet") to tak jakbyś pisał o bitwie pod Grunwaldem i nie
                                  wiedział, kto to byli krzyżacy. EOT w temacie.

                                  pozdrawiam,

                                  BD
                                  • dokowski Nie potrzeba karać zdrajców 18.03.04, 17:21
                                    Gość portalu: BD napisał(a):

                                    > zostają wtedy uruchomione mechanizmy karania zdrajców.
                                    > Te mechanizmy zmieniają dylemat więźnia w grę, która już nie jest dylematem
                                    > więźnia (inne macierze wypłat).

                                    Ja mówię o tych samych macierzach wypłat i wygrywającej strategii: "jeżeli
                                    wiem, że tamten nie zdradził poprzednim razem, to mogę mu ufać, więc go nie
                                    zdradzę (bo dzięki temu sam zyskam reputację i nie będę zdradzany)".

                                    > I jeszcze co ma do tego ewolucja? Reputacja nie jest pojęciem
                                    > z teorii ewolucji

                                    Reputacja jest używana dla wyjaśnienia pewnych zachowań w stadach małp, kóre
                                    dycydują o zawieraniu sojuszy w obronie dominującej pozycji.


                                    > > Nawet w modelach, gdzie nie ma przepływu informacji, wygrywają zwykle
                                    > > strategie oparte na czymś w rodzaju indywidulnej reputacji.
                                    >
                                    > O czym Ty piszesz.

                                    Wyjaśniłem w swoim poście, ale może zbyt enigmatycznie. Rozwinę więc. Jeżeli
                                    spotykam kogoś po raz kolejny i jeżeli pamiętam wszystkie nasze poprzednie
                                    spotkania, to mogę zacząć przewidywać przebieg tego spotkania teraz. Jeżeli
                                    pamiętam, że mnie zdradzał, to go zdradzę. Jeżeli pamiętam, że mnie nie
                                    zdradzał, to opłaca mi się go nie zdradzić, jeśli wiem, że jeszcze wielokrotnie
                                    się spotkamy. To jest właśnie to, co nazwałem "czymś w rodzaju indywidualnej
                                    reputacji". Na przyszłość ufaj bardziej swojej inteligencji, bo mogłeś przecież
                                    od razu to zrozumieć przy odrobinie wysiłku.

                                    > > słynne TIT-FOR-TAT Axelroda) przy pewnej macierzy wypłat.
                                    >
                                    > > Masz pamięć do takich symboli! Ale czy rozumiesz, co się za nimi kryje?
                                    >
                                    > Jeśli piszesz o dylemacie więźnia i nie wiesz co to TIT-FOR-TAT (czyli
                                    > strategie "wet za wet") to tak jakbyś pisał o bitwie pod Grunwaldem i nie
                                    > wiedział, kto to byli krzyżacy. EOT w temacie.

                                    Nadal chowasz się za szyframi, a to oznacza, że nie nadążasz umysłem za
                                    tematem. Dlatego pewnie tak bardzo szanujesz wiedzę typu wykutego, a nie masz
                                    zaufania do wiedzy przyswojonej przez zrozumienie.

                                    Gdybyś rozumiał o czym mówię, to wiedziałbyś, że pomyliłeś pojęcia. Otóż
                                    człowiek, który rozumie historię, jak ja, musi wiedzieć, kto to byli krzyżacy,
                                    ale może nie wiedzieć jak się nazywała i w którym roku odbyła się bitwa na
                                    początku XV wieku. Człowiek, który ma wiedzę wykutą, jak ty, może pamiętać datę
                                    1410 i nazwę "bitwa pod Grunwaldem", ale może nie wiedzieć, kto to byli
                                    krzyżacy (jacyś Niemcy?, wiesz kto to był?).
                  • Gość: miłka Re: Do BD IP: *.chello.pl 17.03.04, 11:16
                    Gość portalu: BD napisał(a):


                    > Natomiast masz, jak widzę zaufanie do biologów, gdy wypowiadają się w
                    zakresie
                    > dziedziny, na której się nie znają tj. psychiki i życia społecznego.

                    Tak, ponieważ biologia rządzi życiem, także życiem człowieka. Psycholodzy
                    analizuja objawy i skutki, nie wnikając w głębokie (biologiczne) przyczyny
                    ludzkich zachowań. Stąd często, jak pokazuje historia rozwoju tej dziedziny,
                    nader często błądzą całkowicie.

                    > Co to ma być za argument? Jestem naukowcem - 99% tego co czytam jest po
                    > angielsku - bo po polsku jest wydawany tylko ułamek ważnych rzeczy naukowych
                    > robionych na świecie. Jeśli wysuwasz taki argument, oznacza to, że z
                    prawdziwą
                    > nauką do czynienia nigdy nie miałaś

                    Nie traktuję rozmów na forum jak dyskusji naukowych. Ty masz naszą dyskusję za
                    naukową? To coś kiepsko u ciebie z tą naukowością.

                    > Link mówi o różniacach w karaniu - o czym była dyskusja.

                    Mówiliśmy nie o różnicach w karaniu w ogóle, ale w karaniu za te same
                    przestępstwa. To zresztą w ogóle nie ma związku z moim postem. Dotyczy innej
                    sprawy. Nie mam zamiaru ciągnąć dłużej tego tematu.

                    > BTW: nadal nie wiem, jak biologia ewolucyjna tłumaczy, że Murzyni popełniają
                    > zabójstwa siedem razy częściej niż biali?

                    Jacy Murzyni? Ci w USA, czy ci w Afryce? A może w ogóle czarnoskórzy? Twoje
                    stwierdzenie jest co najmniej nie ścisłe. Wszystko znajdziesz w tej książce,
                    jeśli naprawdę cię to interesuje.

                    > Ty masz zawsze takie proste i zgrabne
                    > odpowiedzi na wszystkie pytania.

                    Ciekawe, nie zauważyłam. Moje poczucie jest wręcz przeciwne. Jednak niektóre
                    rzeczy są bezsporne.

                    > 1. Mówienie o męskiej agresji vs. żeńskiej na podstawie np. statysyki
                    morderstw

                    Wszystkich przestępstw ciężkich.

                    > jest o tyle bez sensu, że porównujemy bardzo drobne odsetki obu populacji.
                    > Męskich zabójców jest ponad dziesieć razy tyle co żeńskich - ale pamiętajmy,
                    > że stanowią oni i tak bardzo drobny ułamek ogółu mężczyzn. Statystyk
                    zwróciłby uwagę, że wypowiadamy się o rozkładzie bazując na tzw. outlierach
                    (obserwacjach skrajnych).

                    Zabójcy to skrajna forma objawiania się agresywności mężczyzn, ale w życiu
                    codziennym bez przerwy mamy z nią do czynienia. Chłopcy bija się, mężczyźni
                    walczą między sobą, biją dzieci i żony, dopuszczają się gwałtów (powszechność
                    tego przestępstwa jest porażająca) i innych przestępstw. To nie jest problem
                    jedynie marginesu.
                    Dokonano wielu eksperymentów, prostych nie wymagających żadnych
                    założeń, "czystych", że się tak wyrażę, polegających na podstawowych
                    fizjologicznych reakcjach organizmu. Nie ma tu możliwości manipulacji,
                    udawania, fałszywej interpretacji wyników.
                    "Wszyscy mężczyźni odczuwali podniecenie oglądając współżycie dobrowolne, a
                    wielu, choć nie wszyscy, również oglądając gwałt. Jednak gwałt podniecał
                    wszystkich mężczyzn, jeśli przedtem pili alkohol (lub byli przekonani, że
                    pili); jeśli narratorką filmu o gwałcie była kobieta, a nie mężczyzna; oraz
                    jeśli ich poinformowano, że podniecenie seksualne podczas oglądania gwałtu jest
                    rzeczą normalną."
                    Wnioski pozostawiam tobie.

                    > 2. Agresja sama w sobie nie musi być niczym złym. Wspomniałem w pierwszym
                    moim
                    > poście o potężnej męskiej przewadze w Nagrodach Nobla - to nieprzypadkowe.
                    To,
                    > że mężczyźni są agresywniejsi nie czyni z nich "gorszej czy upośledzonej
                    płci".

                    Nie czyni upośledzonej, to pewne. Ale radziłabym wam wszystkim panowie,
                    żebyście się tak nie wynosili ponad kobiety, bo tylko dzięki nam ludzkość ma
                    jakąś szansę, żeby sama się nie zniszczyć. Im więcej władzy nam oddacie, tym
                    prędzej będziemy wszyscy żyć w spokoju.
                    A co do tego twojego ukochanego argumentu o nagrodach Nobla (całkowicie nie na
                    temat, jak ci to już ktoś tu wykazał), to też można się z nim rozprawić. Otóż
                    dopiero od niedawna kobiety zyskały szansę na wykształcenie i to tylko drobna
                    ich część. Większość kobiet żyje "zamknięta w kuchni" bez szansy na
                    emancypację. Nawet te, które żyją w wysoko rozwiniętych krajach muszą ciągle
                    jeszcze walczyć o równouprawnienie. Nawet one nie mają równego startu i takich
                    samych możliwości. Chcesz w tych warunkach porównywać osiągnięcia obu płci na
                    polu nauki? Pomijam taki szczegół jak przyznawanie nagród przez mężczyzn w
                    typowo męskich konkurencjach.

                    > Zauważmy też, że współczesne standardy prawa są również wymysłem mężczyzn -
                    czy to nie dziwne, że ktoś tworzy system oceny, w którym tak kiepsko będzie
                    wypadał?

                    Taka jest rzeczywistość. Nie da się jej inaczej ocenić, choćby nie wiem co.

                    PS. Chciałam zauważyc, ze stale robisz jakies wycieczki na mój temat. A to, że
                    przeczytałam tylko jedną książkę popularnonaukową w życiu, a to że nigdy nie
                    miałam do czynienia z nauką, a to że mam prostą odpowiedź na każdy temat. Czy
                    to normalne zagrywki wśród naukowców? Ale ja cie rozumiem. Człowiek mający
                    zawsze świetne i niezmącone poczucie własnej wyższości, w myśl
                    zadady "człowiek, (w sensie biblijnym, czyli mężczyzna) pan wszelkiego
                    stworzenia", który nagle uświadomi sobie druzgocącą prawdę o własnej płci,
                    ucieka sie do przeróżnych mechanizmów obronnych.
                    • Gość: BD Re: Do BD IP: 195.136.36.* 18.03.04, 10:23
                      Witam,

                      Gość portalu: miłka napisał(a):

                      > > dziedziny, na której się nie znają tj. psychiki i życia społecznego.

                      > Tak, ponieważ biologia rządzi życiem, także życiem człowieka.

                      To może powinnaś się zająć fizyką - np. wyjaśniać dobór seksualny partnera w
                      kategoriach mechaniki kwantowej. Wszak fizyka jeszcze bardziej "rządzi" światem
                      niż biologia.

                      > Psycholodzy analizuja objawy i skutki, nie wnikając w głębokie (biologiczne)
                      > przyczyny ludzkich zachowań.

                      Po pierwsze - biologiczne wcale nie znaczy ewolucyjne - Ty te rzeczy beztrosko
                      utożsamiasz. Po drugie - czasem może to nie mieć sensu - tłumaczyłem Ci już, że
                      jakie założenia, takie wnioski - jak zakładasz, że wszystko się kręci
                      wokół "skomplikowanych strategii reprodukcyjnych" to musisz wszystko wyjaśniać
                      w tym paradygmacie. Tylko, że jest to głupie założenie.

                      > Zabójcy to skrajna forma objawiania się agresywności mężczyzn, ale w życiu
                      > codziennym bez przerwy mamy z nią do czynienia. Chłopcy bija się, mężczyźni
                      > walczą między sobą, biją dzieci i żony, dopuszczają się gwałtów (powszechność
                      > tego przestępstwa jest porażająca) i innych przestępstw. To nie jest problem
                      > jedynie marginesu.

                      Oczywiście, aż strach wychodzić z domu :) A co na temat medianowego mężczyzny w
                      populacji masz mi do powiedzenia. Ile gwałtów popełnił, ile żon pobił itd?

                      Nota bene: czy np. konkurencja gospodarcza - podstawa gospdarki wolnorynkowej i
                      sukcesu kapitalistycznych społeczeństw to nie jest przypadkiem "jasna strona
                      agresji", którą systematycznie pomijasz?

                      > "Wszyscy mężczyźni odczuwali podniecenie oglądając współżycie dobrowolne, a
                      > wielu, choć nie wszyscy, również oglądając gwałt. Jednak gwałt podniecał
                      > wszystkich mężczyzn, jeśli przedtem pili alkohol (lub byli przekonani, że
                      > pili); jeśli narratorką filmu o gwałcie była kobieta, a nie mężczyzna; oraz
                      > jeśli ich poinformowano, że podniecenie seksualne podczas oglądania gwałtu
                      > jest rzeczą normalną." Wnioski pozostawiam tobie.

                      Moje wnioski (i podejrzewam, że każdego rozsądnego badacza, który ma pojęcie o
                      metodologii) z tego fragmentu badania są takie, że _nic z tego fragmentu
                      badania nie wynika_ poza tym, że mężczyźni się podniecają w określonych
                      warunkach. Ale to chyba nie jest ani zabronione, ani nie wiadomo jakie ma mieć
                      implikacje społeczne :)

                      > A co do tego twojego ukochanego argumentu o nagrodach Nobla (całkowicie nie
                      > na temat, jak ci to już ktoś tu wykazał), to też można się z nim rozprawić.

                      Oczywiście, że można się rozprawić. Ja nie mam co do tego najmniejszej
                      wątpliwości, że zwolennik Twojej teorii z każdym tego typu argumentem może się
                      rozprawić przez opowiadanie histroryjek. Bo na tym polega właśnie cała
                      argumentacja - na opowiadaniu historyjek. Jedni są w tym lepsi, drudzy gorsi -
                      ja uważam akurat historyjki psychologów ewolucyjnych za dość nudne,
                      psychoanaliza też to wszystko wyjaśnia, a przy tym w dużo atrakcyjniejszy
                      sposób, te wszystkie erosy, tanatosy :)

                      > Taka jest rzeczywistość. Nie da się jej inaczej ocenić, choćby nie wiem co.

                      Żartujesz... prawda???

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • sagan2 pogubilam sie... 18.03.04, 10:33
                        BD, czy moglbys mi odpowiedziec na kilka pytan, bo troche sie pogubilam w tej
                        Waszej dyskusji...
                        nie bardzo rozumiem, przeciwko czemu protestujesz. czy uwazasz, ze wyniki badan
                        (ze mezczyzni poplniaja wiecej przestepstw i sa generalnie bardziej agresywni od
                        kobiet) sa nieprawdziwe, czy tez protestujesz przeciwko pochopnemu wyciaganiu
                        wnioskow z tych badan? jesli tak, to jakie wnioski, wg Ciebie, wyciaga Milka, bo
                        to tez mi umknelo?

                        i jeszcze zalegle pytanie z mojego wczesniejszego postu:

                        BD:
                        > 3. zaden z niego znany naukowiec ani etyk, przynajmniej w stosunku do klasyków
                        > tematu.

                        sagan:
                        czemu uwazasz, ze profesor na uniwersytecie to "zaden naukowiec"? jak definujesz
                        w takim razie naukowca?

                        zauwazylam, ze lubisz "klasyfikowac" naukowcow na "zlych" i "dobrych" i czesto
                        Twoja ocena pokrywa sie z Twoim poparciem (lub brakiem) dla tez tez danego
                        naukowca. czy moglbys mi podac jakies w miare obiektywne kryterium, ktorym Ty
                        sie kierujesz oceniajac "jakosc" naukowcow?
                        • dokowski Taka klasyfikacja jest powszechnie przyjęta ... 18.03.04, 12:21
                          ... w środowisku naukowców

                          sagan2 napisała:

                          > zauwazylam, ze lubisz "klasyfikowac" naukowcow na "zlych" i "dobrych"
                          > ...
                          > czy moglbys mi podac jakies w miare obiektywne kryterium, ktorym Ty
                          > sie kierujesz

                          Obiektywne kryterium jest obiektywne, a więc nie zależy od tego, kto się nim
                          kieruje. Dlatego ja Ci odpowiem na to pytanie.

                          Dla naukowców wzorem jest fizyka. Fizycy są na szczycie hierarchii panującej w
                          środowiskach naukowych i jako tacy są uważani przez innych naukowców za
                          mistrzów w każdym zakresie: metodologii, cierpliwości, pracowitości,
                          uczciwości, jakości formalnej, podejcia do studentów, traktowania
                          hochsztaplerów w swoim środowisku, otwartości na nowe idee itd.

                          Szczebel niżej w tej hierarchii są tzw. nauki ścisłe czyli naukowcy
                          bezpośrednio pracujący na potrzeby fizyki lub w oparciu o fizykę: matematycy,
                          chemicy, geolodzy, inżynierowie niektórych specjalności ...

                          Szczebel niżej znajdują się wszystkie nauki przyrodnicze.

                          Na kolejnym szczeblu są nauki humanistyczne.

                          Na najniższym szczeblu znajdują się nauki instrumentalne, jak medycyna,
                          pedagogika, psychoterapia, wychowanie fizyczne, zarządzanie, nauki polityczne,
                          teologia, tresura zwierząt, sztuka, animacja kultury itd.


                        • Gość: BD Re: pogubilam sie... IP: 195.136.36.* 18.03.04, 15:17
                          Witam,

                          sagan2 napisała:

                          > kobiet) sa nieprawdziwe, czy tez protestujesz przeciwko pochopnemu wyciaganiu
                          > wnioskow z tych badan?

                          Protestuje przeciw pochopnemu wyciąganiu wniosków z tych badań. Przy okazji
                          krytykuję sobie kolejną wersję ewolucyjnego imperializmu w wyjaśnianiu zachowań
                          ludzkich.

                          > > 3. zaden z niego znany naukowiec ani etyk, przynajmniej w stosunku do klas
                          > > yków tematu.

                          > czemu uwazasz, ze profesor na uniwersytecie to "zaden naukowiec"? jak
                          > definujes z w takim razie naukowca?

                          Ależ wczytaj się dokładnie w to co pisałem. Mówiłem "_znany_ naukowiec" oraz
                          relatywizowałem _przynajmniej na tle klasyków_

                          Teraz o moich klasyfikacjach: faktem jest, że uważam pewnych naukowców za
                          lepszych pewnych za groszych. Ważnym kryterium są publikacje - ale raczej te w
                          pismach recenzowanych, a nie np. książki popularnonaukowe. Staram się też
                          patrzeć na to, czy ten ktoś coś nowego wniósł do nauki, np. jakąś koncepcję,
                          którą przypisuje się jemu, coś takiego jak "równanie (prawo, teoremat)
                          Kowalskiego" :)

                          Z kolei zbytnie angażowanie się naukowca w "naprawianie świata" jest mocno
                          podejrzane, bo świadczy o pewnym braku pokory w ocenie rzeczywistości, co jest
                          złe dla uczonego.

                          pozdrawiam,

                          BD
    • nadszyszkownik.kilkujadek No to mamy 'gender wars' 11.03.04, 15:21
      Mężczyźni są podli.
      Wy nie lepsze.
      A nie prawda!
      A właśnie że tak!
      A właśnie że nie!
      Ale my jesteśmy mądrzejsi!
      Tak?

      Dzwonek! Zgrzyt przesuwanych ławek... Klasówka?

      Ależ obciach...
    • uli Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN 16.03.04, 10:48
      często myślę i rozmawiam o tym przestępczym wymiarze XY z kolegami,
      koleżankami. a propos wojny: skoro w przyszłości wojna zmieni swój wymiar, gdyż
      będą niszczone wyłącznie obiekty strategiczne i gospodarcze. skoro ludność
      cywilna nie będzie narażona na tego typu konsekwencje wojny jak np. gwałty, to
      czy wojna w ogóle będzie atrakcyjna z punktu widzenia twierdzeń tego profesora
      który pisze: "Wojna jest typowo męską hazardową grą reprodukcyjną. Wielu
      badaczy zgodnie sądzi, że celem najbardziej wartym śmiertelnego ryzyka wojny są
      kobiety lub zasoby atrakcyjne dla kobiet, albo takie, które mogą utzymać więcej
      kobiet i ich dzieci."?

      podczas II wojny swiatowej polskie kobiety były znacznie częściej gwałcone i
      poniżane przez armię czerwoną, niz wermacht. wynika z tego, że właściwie nic
      nie uchroni nas, ludzkości, przed kuriozalnymi rozwiązaniami: faszyzm, który
      odczłowieczył żydów i inne nacje, aby przerobić je na składniki przemysłowe i
      energię (tutaj płeć nie miała znaczenia, liczyła się siła), z drugiej strony
      rosjanie traktujący kobiety jako składnik przyjemności /również utylitarne
      rozwiązanie - być moze rosjanie, tak jak inne narody, nie byli na tyle
      wyrachowani, żeby skrupulatnie przeliczyć ciało na kalorie?/.

      moja konkluzja jest taka - mężczyzźni na wojnach postrzegają kobiety jako
      część terenu, część lokalnej przyrody, którą można zniszczyć, podpalić, albo
      zapłodnić (ziemia niczyja). w duzym formacie byl kiedys artykul jakiegos
      antropologa (mogę go odnaleźć), ktory pisal, ze wszyscy mezczyzni, niezaleznie
      od tego, jacy święci by nie byli w czasach pokoju, gwałcą na wojnach. to mnie
      bardzo przygnębiło. wynika z tego, że humanizm to jest tylko kolejne narzędzie
      do mydlenia oczu, w ktore tak naprawde wierzy jedynie garstka ludzi (w tym ja).
      z drugiej strony pocieszam się, że ta garstka jest coraz większa, i nawet jeśli
      etyka i samoświadomość naszej cywilizacji rozwijają się bardzo bardzo pomału i
      nieproporcjonalne w różnych grupach społecznych, to mimo wszystko jest chyba
      oraz lepiej...
      • Gość: BD Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN IP: 195.136.36.* 16.03.04, 10:57
        Witam,

        > antropologa (mogę go odnaleźć), ktory pisal, ze wszyscy mezczyzni,
        > niezaleznie od tego, jacy święci by nie byli w czasach pokoju, gwałcą na
        > wojnach.

        A J.M. Bocheński w swoich "Wspomnieniach" pisał mniej-więcej coś takiego, że
        niemal wszystkie kobiety, niezależnie od tego jak święte, chętnie "dają"
        żołnierzom (swojej strony rzecz jasna) podczas wojny. Hmmm...

        pozdrawiam,

        BD
        • uli Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN 16.03.04, 11:16
          BD, konkluzja Twojego postu jest taka - to kobiety (jakimś magicznym sposobem)
          indukują wojny, kiedy znudzi im się seks z miejscowymi...:-)

          wracając do tematu: piszemy o gwałtach na kobietach przez armię przeciwnika.
          mam nadzieję, że nie nalezysz do ludzi, którzy uważają, że ofiara gwałtu "sama
          się o to prosiła".

          PS> Bocheński był jednoczesnie dominikaninem i zołnierzem, co samo w sobie jest
          dla mnie hmm...dyskusyjne...
          • zly_wilk Re: Refleksje sprowokowane artykułem w ŚN 18.03.04, 08:54
            uli napisała:

            > PS> Bocheński był jednoczesnie dominikaninem i zołnierzem, co samo w sobie j
            > est
            > dla mnie hmm...dyskusyjne...

            Był najpierw żołnierzem w wojnie polsko - sowieckiej, później dominikanem (i
            kapelanem wojskowym pod Monte Cassino).

            Pozdrawiam -
    • milka30 Polecam wszystkim bredzącym o krucieństwie kobiet 23.11.04, 13:23
      Gość portalu: miłka napisał(a):

      > Jakiś czas temu pozwoliłam sobie w czyimś wątku, którego tytułu już nie
      > pamiętam, na złośliwy żarcik, że męzczyźni są nieudanym wynalazkiem natury i
      > źródłem wszelkiego zła. Niektórzy forumowicze wzięli sobie to do serca. Czy
      > aby nie na zasadzie "uderz w stół, a nożyce się odezwą"?
      > Bo zastanówmy się jak to faktycznie jest. Kto zapełnia więzienia, kto siedzi
      > w nich za zabójstwa, rozboje, napady, gwałty, kradzieże i oszustwa? Kto
      > niemal w stu procentach jest sprawcą przemocy domowej i molestowania w pracy?
      > Kto porzuca swoje dzieci niepoczuwając się do obowiązku ich wychowywania, a
      > nawet płacenia alimentów? A pedofilia? Niemal wstyd być mężczyzną.
      > Kiedy spokojny obywatel (płci obojga) wraca nocą do domu nie boi się
      > przecież, że dostanie w łeb od jakiejś zdeprawowanej kobitki.
      > Charakterystyczny jest artykuł w marcowym Świecie Nauki o przestępczości w
      > USA, która w latach 90-tych spadła niespodziewanie do poziomu z lat 60-tych.
      > Nie wiadomo dlaczego tak się stało, ale ciekawe, że mówi się tam tylko o
      > przestępstwach dokonywanych przez mężczyzn ( z podziałem na białych,
      > czarnych, latynosów). O kobietach ani słowa. Należy się domyślać, że
      > przestępstwa dokonywane przez kobiety są tak rzadkie, że nie wpływają na
      > żadne statystyki, nawet w USA.
      > Ktoś we wspomnianym wątku zakpił: a kobiety to co? może chodzące anioły? A
      > właśnie tak panowie, na to wychodzi. Na waszym tle drobne niedostatki kobiet
      > są niczym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka