jo.hanna
07.02.11, 12:27
Witam; czytam forum, choć nie odzywam się bo głos pozostawiam mądrzejszym lub, zwłaszcza ostatnio, tym ujadającym najgłośniej choć niekoniecznie z sensem.
Tyle wprowadzenia, a teraz do rzeczy:
otóż w książce Smile or Die autorka Barbara Ehrenreich opisuje swoje obserwacje (z pierwszej ręki) dotyczące leczenia raka piersi i stwierdza, że zauważyła infantylizację leczenia. Podaje przykład ’wyprawki’, którą każda chora dostaje (dodaję tu, że chodzi o Stany Zjednoczone; nie wiem jak to wygląda w Polsce): kredki, miś przytulanka, blok rysunkowy. Miś ma poprawiać samopoczucie, a kredki i blok to namiastka terapii sztuką. Ehrenreich zauważyła, że w przypadku raka prostaty mężczyźni nie otrzymują pudełka z samochodzikami i kredkami (choć te chyba powinny się znaleźć jeśli terapia sztuką przynosi efekty?), i diagnozuje infantylizację leczenia raka piersi, choroby - jakby nie było - głównie dotykającej kobiety. Tyle o książce i obserwacjach Ehrenreich; jak pisałam powyżej - są to obserwacje z amerykańskiego podwórka, ale wydają i się ciekawe, zwłaszcza że stosunkowo niedawno było w Polsce głośno o dwuznacznej reklamie propagujących badania profilaktyczne (nie pamiętam czy chodziło tu o raka piersi czy jajników).
-