niebieska.hulajnoga
03.05.11, 14:25
Podczas niezobowiązujących pogawędek w gronie „branżowym” kolega często zadaje mi pytanie „naturalnie wiesz, o czym (o kim) mówię?”, po czym przerywa opowiadanie i czeka na odpowiedź. Pytania dotyczą kwestii mało znanych i kompletnie niezwiązanych z naszym zawodem (kolega ma „pamięć absolutną”, ostatnio opowiada np. o szczegółach średniowiecznych konfliktów duńsko-norweskich, miał też fazę na neurochirurgię itd.), więc zwykle asertywnie odpowiadam „nie”; wówczas kolega ciężko wzdycha i protekcjonalnym, znudzonym tonem rzuca zdawkowe wyjaśnienia.
Seria takich zagrań na spotkaniu z naszymi potencjalnymi współpracownikami mimo luźnej atmosfery szybko ustawia mnie w pozycji uczennicy-ignorantki i kiedy rozmowa schodzi na tematy zawodowe, mam kłopot z powrotem do równoprawnej, merytorycznej dyskusji (oboje jesteśmy konkurującymi wolnymi strzelcami, on – kilkanaście lat starszym) – protekcjonalny ton zostaje, co więcej, kolega często „przejmuje w locie” moje pomysły, tj. kwituje je lekceważącym „iiii tam, to oczywiste, przecież od dawna już twierdzę…” (chociaż przed chwilą forsował wręcz odwrotną tezę). Tutaj potrafię się już bronić, pytam o szczegóły i powód nagłej zmiany poglądów, powołując się na jego realną działalność – zwykle z niezłym skutkiem, tj. kolega rejteruje („eeee, wyluzuj, na żartach się nie znasz?”) i zmienia temat, ale ogólne wrażenie różnicy naszych pozycji w hierarchii zawodowej pozostaje.
Jak reagować na „pytania egzaminacyjne”, żeby od początku nie dać się wkręcić w tę grę?