totorotot 04.03.14, 13:25 Tutaj głownie kobiety sraja na kobiety. Łaj? forum.gazeta.pl/forum/w,567,149882521,149887120,Re_Wieloletnie_sponsoretki.html?v=2#p149887120 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
berta-death Re: Wieloletnie sponsoretki 04.03.14, 13:47 Bo tam zdaje się głównie mężatki bojące się o to, że im ktoś męża odbije, siedzą. Stąd taki negatywny stosunek do wszelkiej maści kochanek, nałożnic i innych utrzymanek. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Wieloletnie sponsoretki 04.03.14, 14:00 Może się nie boisz, że ci ktoś miśka odbije i zostaniesz bez kasy, towarzystwa i sensu życia? Odpowiedz Link Zgłoś
tricolour Negatywny stosunek do kochanek... 05.03.14, 08:23 ... i utrzymanek nie bierze się z małżeńskiej optyki tylko z faktu, że wszelkiej maści kochanki, nałożnice i utrzymanki są przedmiotami o gabarytach prostytucji. A jakby na rzecz życzliwie nie patrzeć, to prostytutka ma tylko jedną i to dolną część ciała, którą się ceni. Za łatwy i swobodny dostęp. Więc negatywny stosunek jest adekwatny do istoty rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus dla Ciebie tak jest 05.03.14, 13:43 mężczyźni sponsorujący zapewne dorabiają sobie ideologię. Co człowiek, to zestaw upodobań. No i..? Odpowiedz Link Zgłoś
tricolour Co "no i?" 08.03.14, 12:24 Mężczyzna mający w domu utrzymankę pewnie uważa, że mu się to generalnie opłaca. Jej się opłaca, jemu się opłaca. Odpowiedz Link Zgłoś
urko70 Re: Wieloletnie sponsoretki 07.03.14, 12:53 berta-death napisała: > Bo tam zdaje się głównie mężatki bojące się o to, że im ktoś męża odbije, siedz > ą. Stąd taki negatywny stosunek do wszelkiej maści kochanek, nałożnic i innych > utrzymanek. Czyli jak ktoś mówi krytycznie o instytucji utrzymanki to jest to bojąca się utracić misia mężatka. Fajne postrzeganie rzeczywistości. :) Ktoś kto ma inne zdanie od mojego albo czegoś się boi albo po prostu jest guuupi. Jakie to proste :) Odpowiedz Link Zgłoś
corgan1 czy to nie nazywa się mizoginizmem? 04.03.14, 19:17 zatem istnieje żeński mizoginizm? Odpowiedz Link Zgłoś
tigertiger Re: Wieloletnie sponsoretki 04.03.14, 19:48 Czytam sobie pierwsze wpisy i na żadne wylewanie pomyj się nie natknęłam? Używasz liczby mnogiej w sposób uzasadniony? Omawiane są konkretne przypadki kobiet, które wybrały taki sposób na życie bo chciały, a nie bo musiały i nie czują się mimo wszystko absolutnie spełnione i szczekliwe. Trudno się temu dziwić i trudno szczególnie współczuć. Tak jak trudno się dziwić, że o kobiecie, która mimo, iż wykształcona do pracy się nie wybiera, nie dla tego, że by jej nie dostała, tylko, że jej oczekiwania finansowe są znacznie wyższe od wynagrodzenia, które by w niej dostała. Skoro więc woli pozostawać na utrzymaniu bogatego mężczyzny, który ma swoją rodzinę i do kolekcji potrzebuję jeszcze panią do towarzystwa, koleżanka z niesmakiem pisze, że o niej per qur..wa . Nieelegancko ? l"sponsoretka" to brzmi dumnie ? :) to jednak wychodzi na jedno i to samo. Każdy z przykładów dotycz znajomych lub koleżanek, które straciły kontakt z rzeczywistością, a jednocześnie narzekają na swój los. Coś za coś, albo jest się kurtyzaną de lux na każde skinienie swego bogatego pana, który zaspokojone wszelkie finansowe zachcianki swojej luksusowej utrzymanki, albo utyskuje na swój straszny los i emocjonalną pustkę do koleżanki, którą taka postawa irytuje. Nie przesadzasz ty z tym doszukiwaniem się akurat w tym wątku ? Odpowiedz Link Zgłoś
bene_gesserit Re: Wieloletnie sponsoretki 04.03.14, 21:34 Ależ to jest bardzo częste, nie wiem czy w tym wątku, ale zasadniczo to reguła. Niedawno czytałam artykuł o bohaterach pierwszej serii Wasaw Shore. Kolesie, którzy, cytuję, przydupczyli, a zwłaszcza ten, któremu udało się puknąc 9 lasek, są sensacją towarzyską do tego stopnia, ze są wypożyczani na eventy i przywatne przyjęcia za tysiaka za wieczór oraz planują karierę medialną. Dziewczyny, które przed kamerą były aktywne seksualnie, boją się wyjść z domu, a kompa odpalić to już zupełnie, bo słyszą i mogą poczytać, jakie z nich ku.... Odpowiedz Link Zgłoś
tigertiger Re: Wieloletnie sponsoretki 05.03.14, 06:47 To jednak inny przypadek. W tym konkretnym wątku omawiane są przykłady wieloletnich, ba leciwych już utrzymanek jednego sponsora. Tematem nie jest ich rozwiązłość czy nimfomania, nie ma też mowy o lęku o swojego partnera. Opisują przykłady znajomych lub koleżanek, które nie są szczęśliwe choć zabezpieczone finansowo, ukrywają swoje nałogi i nie ukrywają swojej złości na los oraz sponsora, bo oprócz wszelkich zbytków nie mają nic co by dawało im poczucie niezależności i stabilizacji emocjonalnej. Przez lata tkwiąc w takim układzie na własne, życzenie nie widzą wyjścia mimo, że są wykształcone znają języki i nie są w żaden sposób więzione tylko same są zakładniczkami swojego zamiłowania do luksusów i zbytków. Zamieszczony link z emamy miał być dowodem, że kobiety "srają" na inne kobiety, a ja nie znalazłam w nim (przynajmniej na początku bo do końca nie doczytałam) na taki zarzut dowodów. Gdyby linku nie było tylko wątek wywołany by został przez ogólne hasła: Dla czego kobiety na siebie na wzajem "srają" po forach ? to wówczas rozważałabym wszystkie znane mi przykłady takich zachowań i ich przyniszczy społeczno-kulturowe. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Wieloletnie sponsoretki 05.03.14, 13:39 Istota cyt.watku jest ocenianie - forumowiczki nie wiedza,jak wygladaja zwiazki, ale zakladaja z gory, ze to sponsoring. Trudno dla mnie nazwacsponsoringiem zwiazek z leciwa dama oparty wylacznie na seksie; ja raczej wesze tam normalne uczucie. Tak samo mowa w watku o trzydziestoletnim zwiazku, potem malzenstwie sponsoretki, ktorej pan 'wmowił, ze jest piekna i kochana'. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus rozważania teoretyczne i przez forumową 05.03.14, 13:42 perspektywę - jak żyją, myślą i czują inni ludzie, mają mało sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
rekreativa Re: Wieloletnie sponsoretki 05.03.14, 13:44 " Tak samo mowa w watku o trzydziestoletnim zwiazku, potem malzenstwie sponsoretk > i, ktorej pan 'wmowił, ze jest piekna i kochana'." Ale zauważ, że akurat w odpowiedzi na ten post odezwało się natychmiast kilka głosów besztających autorkę i biorących opisaną panią w obronę. Więc nie jest wcale tak źle, jak to przedstawiasz. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Wieloletnie sponsoretki 06.03.14, 00:12 > Ale zauważ, że akurat w odpowiedzi na ten post odezwało się natychmiast kilka g > łosów besztających autorkę i biorących opisaną panią w obronę. Więc nie jest wc > ale tak źle, jak to przedstawiasz. Mi chodzi o fakt, jak można miec wiele złej woli, aby z normalnych związków robić nie wiadomo co? Zrownane z ziemią zostały nawet panie będące w związkach z mało przystojnymi panami: skoro brzydki, to znaczy że ona z nim dla pieniędzy. Co kieruje (wiem, ze nie wszystkimi, pytam o te co tak pisały) osobami, które tak oceniają? Odpowiedz Link Zgłoś
rekreativa Re: Wieloletnie sponsoretki 06.03.14, 11:34 Sa ludzie małostkowi, z ciasnymi łebkami i podławymi duszyczkami, którzy wszystkich oceniają wedle siebie. Tacy z każdej kobiety potrafią zrobić ku...szona, a z każdej relacji dwuznaczny moralnie , szemrany układzik. Odpowiedz Link Zgłoś
bene_gesserit Re: Wieloletnie sponsoretki 07.03.14, 21:40 Mi się wydaje, ze to poniekad normalne. Tzn że ktoś (niekoniecznie kobieta) w związku albo która/który był/a w związku niespecjalnie może przepadać za kimś, kto wkręca się w związek na trzeciego. Bo, siłą rzeczy, utożsamia się ze zdradzaną/zdradzanym. Trudno nie oceniać, chociaż oczywiście zasadniczo sytuacje są różne, np zdradzany/zdradzana to ostatni luj, więc cośtam cośtam itd, więc nie można apriorycznie i jednoznacznie jechać po tej trzeciej/tym trzecim. Ale zasadniczo jest taka pokusa, bo i empatia się włącza i pewna łatwość. Mi się raczej włącza przy takich historiach lekki wkurw na zdradzającego/zdradzającą, bo jeśli ktoś jest defaultowo lujem w tej sytuacji, to raczej ona/on. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Wieloletnie sponsoretki 05.03.14, 14:56 W wypadku mojej byłej znajomej qr...y (i używam tego określenia jak najbardziej celowo), wiedziałam jak wygląda jej związek z intymnymi szczegółami włącznie, bo lubiła obszernie się pożalić, a słuchałam tego przez parę lat. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus a czemu tak nazywasz tę znajomą? 05.03.14, 15:02 jeśli wolno spytać. Czy żyła na koszt Twojego męża? Ojca? Dziadka? A nawet jeśli, to jej sprawa i utrzymującego. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: a czemu tak nazywasz tę znajomą? 06.03.14, 08:47 To nie jest moja znajoma, kontakty ucięłam wiele lat temu i nie mam nic wspólnego z nią ani z nikim z jej towarzystwa. Oczywiście, że jej relacja finansowo-związkowa to jej sprawa, ale może podlegać subiektywnej ocenie. Dojście do jednoznacznej oceny było przyczyną zakończenia znajomości, uznałam że nie mam ochoty spotykać się na kawę z utrzymanką, która narzeka na swój los. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus oki Twoje pobudki widze 06.03.14, 11:10 utrzymywalas dluzszy czas kontakt, jak ja i tigerriger to zrozumialysmy. Ale dlaczego ja tak ordynarnie nazywasz? To nadal dla mnie niejasne. Utrzymanka to nie to to samo co slowo na k. nie che, zeby mnie wycieli. Chcialabys zeby ze wzlegu na Twoja biografie ktos Cie nazwal jako k.. co ma z dwoma gachami dzieci i teraz bodajze drugo rozwod, o ile dobrze pamietam? Tez tak mozna widziec przez taki ordynarny pryzmat Twoje zycie. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Przybliżę 06.03.14, 21:28 Jestem dziwnie pewna, że gdybym użyła wulgaryzmu opisując analogiczne zachowanie faceta, to nie miałabyś zastrzeżeń. Mówię o niej wyłącznie w ten sposob z konkretnego powodu - uważam jej zachowanie za jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy, modeli prostytucji połączonej z zakłamaniem graniczącym z chorobą psychiczną. Poznałam ją w relacji zawodowej jako normalną kobietę, która z racji pracy obracała się w dość zamożnych kręgach. Jej ówczesna relacja z tym narzeczonym była symetryczna - zarabiała przyzwoicie, wynajmowała mieszkanie, sprawiała wrażenie operatywnej kobiety w pozytywnym znaczeniu. Potem przeniosła się do pana, pracę rzuciła rzekomo ze względu na studia (lightowe zaoczne) i żyła nieźle na jego koszt, pana 3/4 miesiąca nie było w Polsce więc w sumie wygodnie. Do tego momentu wszystko ok. Byli parą. Stopniowo, po latach, okazywało się, że pan: pije coraz więcej (fakt, b. drogie alkohole, ale do zwalenia się pod stół), bierze kokainę, korzysta z agencji towarzyskich, ożenek i dzieci wyklucza i w ogóle ma ją w dupie poza określonymi sytuacjami towarzyskimi etc. Barwne i obrzydliwe szczegóły litościwie pominę. I teraz: zdrowa, ładna, wykształcona, bez obciążeń rodzinnych 37-letnia kobieta, zamiast kopnąć pana z rozmachem, uznała że rzucenie pana bez znalezienia męskiej finansowej alternatywy jej się nie opłaca. Bo zostanie sama, będzie musiała iść do kiepskiej pracy i straci dotychczasowy poziom życia. Argumenty przytaczam dosłownie. I nie chodziło tu o brak pracy pozwalającej na przeżycie - bo taką za 2 tysiące by znalazła lekkim twistem, tylko o brak źródła dochodu pozwalającego na zakupy w Mediolanie, narty w Aspen i Mauritius w sezonie. Pana narzeczonego próbowała zdradzać w celu znalezienia nowego obiektu i była rozczarowana i rozżalona, że jeden czy drugi nie chcieli się nią zaopiekować - też cytat. No to trzymała się pana, skarżąc się na niego komu mogła, popijając i łykając antydepresanty. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Przybliżę 06.03.14, 21:47 A jakby to zmieniło punkt widzenia, jakby pani była żoną tego pana? Albo jeszcze miała z nim na dodatek dziecko, albo dwoje, bądź więcej? A takich żon, które wiszą na nadzianych mężach, tylko i wyłącznie z powodu zawartości ich portfela jest na pęczki. Podobnie jak i żon narzekających na swoich mężów. Większość tych pań jest aktywna zawodowo, ale nie zarabia takiej kasy jak oni, ot na przysłowiowe waciki im wystarcza, na narty w Aspen już nie. I co, też koniec przyjaźni, czy jednak totalna dulszczyzna i pełen szacun wobec zbolałej matki i żony niosącej swój krzyż dla dobra dzieci i znoszącej, zdradzającego ją na prawo i lewo, chama i pijanicę w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Przybliżę 06.03.14, 22:01 Hm... nie sądzę abym miała diametralnie inne zdanie, bo akurat wtedy odeszłam od męża - mając małe dziecko i pracę tylko dorywczą i niezbyt dochodową. Finansów jako argumentu na rzecz zostania z małżonkiem w ogóle nie brałam pod uwagę. Ta nawet żoną nie była (a chciała), nawet na tyle facetowi na niej nie zależało, żeby sformalizować kilkuletnie związek - już to by wystarczyło, żeby pana wykopać z życia. Skądinąd o takich żonach, realizujących się na fitnesie, zakupach i wycieczkach też opowiadała. Cóż, ich wybór - moim zdaniem zły i kosztowny emocjonalnie, żona utrzymanką nie jest, bo formalnie KRiO daje jej prawo do połowy wspólnego majątku i dochodów męża. Inny ma status i pozycję niż panienka, którą można w każdej chwili za drzwi wystawić goła i wesołą. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Przybliżę 06.03.14, 22:07 Poza tym nie jestem dobra w okazywaniu współczucia i jeśli pani nie rozwodzi się z fatalnym mężem tylko z powodu bogatych zasobów jego portfela, to niech zamknie twarz i niesie swój krzyż w pokorze. Albo się rozwiedzie. Coś za coś w takim układzie, albo minimum godności i wolności albo kasa i Aspen. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Przybliżę 06.03.14, 23:43 Idąc tym tropem powinnaś zerwać kontakty z niemal wszystkimi kobietami, które były żonami i matkami za PRL. Większość pracowała zawodowo, ale zarabiała jakieś 20$/mies, prawdziwe pieniądze przynosili do domu mężowie, dorabiając sobie na czarno, albo wyjeżdżając zagranicę. Co nie znaczy, że za te 20$ nie dało się wyżyć, skromnie bo skromnie, ale zawsze. Prawie wszystkie narzekały na tych swoich mężów, ale mało która decydowała się na rozwód. Bo rozwód oznaczał obniżenie standardu życia. Zostałyby z tą swoją 20-dolarową pensyjką, może jeszcze 10$ alimentów by było, od czasu do czasu może by ojciec dzieciom jakiś prezent kupił, bo resztę kasy przeznaczyłby zapewne na nową rodzinę. A pani rozwódka żyłaby na granicy nędzy. Koniec z zakupami w pewexie, koniec biegania po butikach, koniec wędlinek spod lady, koniec wczasów w Bułgarii. Chyba, że sama zaczęłaby dorabiać na boku albo wyjechała na zmywak, ale na to mało która się decydowała. Więc siedziały przy tych mężach a potem im tyłki obrabiały do koleżanek i sąsiadek, jakie to chamy, prymitywy, opoje i jeszcze za babami latają. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Przybliżę 07.03.14, 01:16 Ja bym poszła jeszcze dalej. Bo problem nie tylko dotyczy relacji mąż-żona, kochanka-sponsor. Identycznie jest w relacjach rodzice - dzieci, pracodawcy - pracownicy. Też niemal każdy jeden opluwa ile wlezie tych swoich starych albo swoich szefów, ale każdy jeden łapę po pieniądze i inne korzyści materialne i niematerialne, wyciąga. A przecież można trzasnąć drzwiami i pójść w ostateczności na zasiłek albo poszukać sobie innej, najczęściej gorzej płatnej pracy, można też jak córka Samusionek pójść do domu dziecka. Tylko to się będzie wiązało z pogorszeniem standardu życia, więc większość ludzi woli z siebie szmatę robić, ale żyć wygodniej. Czyli też wypadałoby się od nich odsunąć, bo de facto zarabiają na życie pełniąc rolę spluwaczko-wycieraczek, jak rasowe osoby, których nazwa na k się zaczyna. Bo w gruncie rzeczy w prostytucji to nie o to chodzi, że sprzedaje się ciało za pieniądze, tylko, że godność osobistą. A ile to się upokorzeń i zniewag nałykać musi taki beneficjent pomocy społecznej, ile razy to go urzędasy sponiewierają, to tylko on wie. On i wszyscy ci, do których tych urzędasów i polityków decydujących o ilości i zasadach przyznawania świadczeń, opluwa. Opluwa, ale łapę wyciąga, chociaż mógłby się chwycić do uczciwej pracy, albo żyć jeszcze skromniej bez tych świadczeń. A chorzy jak się poniewierać dają, żeby tylko wyzdrowieć, albo mieć złudzenie, że wyzdrowieją. I też zamiast albo zamilknąć albo np chwycić się do roboty i zarobić na prywatne usługi, to psy wieszają na nfz, ale korzystają z jego usług. I jeszcze jak studenty dają się poniewierać wykładowcom i ćwiczeniowcom. A mogliby godne walnąć uczelniom, albo zacząć się porządnie przykładać do nauki, ale wolą dać się sponiewierać, znieważyć, ale trójczynę do indeksu dostać. No i potem też równo opluwają tych swoich oprawców. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. I jak dobrze pójdzie, to się okaże, że nie ma na świecie ani jednej osoby, której można rękę podać. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Przybliżę 07.03.14, 09:58 Jesli chcesz iść tym tropem, to idź, ja nie mam takiego obowiązku. I nie widzę powodu dla którego można porównywać sytuację mniej zarabiających żon z dziećmi w PRL/studentów/beneficjentów opieki społecznej itd. z sytuacją bezdzietnej, bezrobotnej na własne życzenie, wykształconej kobiety w Warszawie w XXI w. która tkwi w syfie i narzeka. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: Przybliżę 07.03.14, 12:43 Dlatego porównuję, bo oni wszyscy żyją w podobnym syfie. Czy się to komuś podoba czy nie, żyjemy w kulturze dziobania i zawsze na jakimś etapie życia jest się przez kogoś poniewieranym. I ten pan mąż, który jest bogaty i może sobie w domu poniewierać nałożnicą a w pracy pracownikami, w stosunku do osób, od których zależy jego bogactwo i pozycja społeczna, nie raz musi robić za szmatę i niejedną zniewagę i upokorzenie przełknąć. I ta pani, która odeszła od męża chama i prymitywa, ale za to musi przełykać zniewagi szefa, znosić jego obleśność a i molestowanie seksualne jak się zdarzy. I ta druga pani, która rzuciła pracę i szefa chama, ale teraz zarabia mało i musi znosić upokorzenia ze strony osób, które świadczą jej różne niezbędne do codziennego życia, najtańsze usługi i mają wobec niej pozycję monopolisty. W gruncie rzeczy wszystko rozbija się o bilans zysków i strat. Czy lepiej być poniewieranym przez jednego chama, w jednym miejscu i jednych okolicznościach ale za to znosić poniewierkę dużego kalibru, czy może lepiej być poniewieranym przez większą ilość chamów, w większej ilości miejsc i okoliczności, ale za to każdy z nich funduje poniewierkę nieco lżejszego kalibru. I każdy jakoś sobie wybiera co mu pasuje, o ile w ogóle dane jest mu wybierać, bo najczęściej za człowieka decyduje ślepy los. Ciężko powiedzieć co by się zrobiło jakby faktycznie taki chętny sponsor się trafił, albo możliwość pracy u chamskiego szefa. Czy też człowiek byłby taki honorny. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Ok, rozumiem 07.03.14, 13:05 Ok, rozumiem. Filozofia Lepiej być qr..ą niż szwaczką by Kazia Szczuka. Odpowiedz Link Zgłoś
tigertiger Re: Przybliżę 07.03.14, 06:30 W jej mniemaniu ona się szanuje, swoją cenę zna, a cena jest luksusowa i w pewnym sensie szuka rozwiązania dla swej godności bo szuka nowego pana, który zapewni jej ten sam finansowy standard życia, a i może podwyższy jej statut gdy się z nią jakiś ożeni. Jak się jej uda to już nie będzie utrzymanką, a pełnoprawną żoną na utrzymaniu męża. Takiej już nikt nie nazwie q..wą. Ma dziewczyna swoje priorytety, odmienne od Twoich, a że narzeka mimo to na swój los to widocznie tak lubi, w końcu na kim się ma skupić skoro nie ma żadnych obowiązków i za nikogo nie jest odpowiedzialna. Ona może sobie na tek luksus egoizmu i egocentryzmu pozwolić.:) Wydaje się, że to może być w niej najbardziej irytujące:) Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Przybliżę 07.03.14, 09:47 Nie wiem jak jest obecnie w jej mniemaniu i niespecjalnie mnie to interesuje, nie muszę jej szanować. Nie muszę także wysłuchiwać narzekań z cyklu problemy pierwszego świata. Juz wtedy, ładnych parę lat temu, płaciła cenę za swoje podejście - cenę w postaci dolegliwości psychosomatycznych, popijania wieczorami, chodzenia po psychologach i seksuologach. Najwyraźniej uznawała, że warto, co nie zmienia faktu, że mogę powyzsze oceniać dowolnie. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus wilee kobiet pije, chodzi do wrozek 08.03.14, 15:36 i jeszcze nie ma finansowych korzyści z misia. Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus źle mnie oceniasz 07.03.14, 15:13 nie lubię ordynarnych określeń w stosunku do nikogo. A ta pani? no cóż jest sprawa, kogo zdradza, kogo chce zdradzić i na czyj koszt. To nie Twój biznes. Odpowiedz Link Zgłoś
tigertiger Re: Wieloletnie sponsoretki 05.03.14, 15:31 Sponosring to rodzaj prostytucji i nie ma co się oszukiwać, że to coś innego. Ciekawi mnie jednak czemu używasz wulgaryzmu w stosunku do byłej koleżankę ? Przez lata wysłuchiwałaś jej gorzkich żali oraz intymnych szczegółowy z jakiegoś powodu, ale chyba nie z pogardy do niej? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Wieloletnie sponsoretki 06.03.14, 22:15 Wysłuchiwałam kiedy było mi jej szkoda. Potem uważałam, że jest zwyczajnie głupia i naiwnie liczy że pan się zmieni. Uczucie pogardy wykrystalizowało się w momencie w którym spontanicznie i bez ogródek wyjaśniła dlaczego - mimo wszystkich parszywych przesłanek - nie zamierza pana zostawić. Odpowiedz Link Zgłoś
tigertiger Re: Wieloletnie sponsoretki 07.03.14, 06:02 Piszesz, że było Ci jej szkoda? Jeśli od początku z założenia ich relacja opierała się na sponsorskim układzie to na swój sposób bilans zysków i strat musiał być na tyle korzystny dla znajomej, że w to weszła. Jeśli zaś liczyła, że łączy ich wielkie uczucie i jej pan uzależniony od kokainy, układów biznesowych i żony rzuci wszytko by obsypywać ją od rana do wieczora prezentatami, a dotychczasowa rodzina cudownie wyparuje i będą siebie mieli tylko dla siebie to najwyraźniej nie była tak inteligentna jak ją oceniałaś. Rozumiem jednak, że wierzyłaś w jej prawdziwe uczucie (nie wiem w prawdzie na jakiej podstawie?) i jej żałowałaś, ale gdy okazało się, że mimo iż źle się czuje w tym układzie, to ostatecznie nie odejdzie, bo finansowo jest z tego układu na tyle zadowolona, że w żadnym razie nie zrezygnuje. Z tego wynika, że nie tyle jej styl życie cie mierzi ile jej materializm i zamiłowanie do luksusu. Jeśli nawet oddaje się za pieniądze to tylko jednemu i na zasadach de lux :) Przez wiele lat jej współczułaś i tylko dla tego się z nią kontaktowałaś? Prawdę mówiąc współczucie i pogarda to równie paskudne uczciwa. Z jakiego powodu przez wiele lat pozwalałaś sobie na nie w stosunku do niej? Czy to nie jest czasem tak, że te kontakty Tobie też były potrzebne? Może dawały poczucie wyższości, a tym samym poprawiały samopoczucie? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Wieloletnie sponsoretki 07.03.14, 09:55 Czytamy ze zrozumieniem. - kiedy ją poznałam pracowała, była niezależna, a jej układ z narzeczonym był zupełnie normalny, owszem uważała że łączy ją z panem uczucie i tak to wyglądało - pan nie miał żony - informacje na temat upodobań pana wychodziły bardzo stopniowo i też po paru latach - wtedy jej współczułam - współczuć przestałam, kiedy uznała że zamiast odciąć się od pana bedzie tkwić w układzie do czasu znalezienia nowego opiekuna. Za psychoanalizę dziękuję, kontaty ucięłam dlatego, że przestały mi dawać jakiąkolwiek przyjemność, a zaczęły budzić zażenowanie, obrzydzenie i pogardę oraz obciążać emocjonalnie. Miałam własne problemy i nie miałam ochoty na bycie kubłem na emocje bezrobotnej, bezdzietnej utrzymanki oderwanej od reala. Odpowiedz Link Zgłoś
tigertiger Re: Wieloletnie sponsoretki 07.03.14, 17:11 Wybacz ale omawiany prze z ciebie przypadek to jeden z wielu w linkowanym wątku, a mnie jakoś nie specjalnie te przypadki wciągnęły, by analizować je osobno. Dużo ciekawszy jest dla mnie stadium budzenia pogardy do koleżanki:) Miałam własne problemy i nie miałam ochoty na bycie kubłe > m na emocje bezrobotnej, bezdzietnej utrzymanki oderwanej od reala. O to i sedno całej sprawy. To nie jej q..estwo ciebie do niej zraziło. Odpowiedz Link Zgłoś
totorotot Re: Wieloletnie sponsoretki 08.03.14, 00:23 > Miałam własne problemy i nie miałam ochoty na bycie kubłe > > m na emocje bezrobotnej, bezdzietnej utrzymanki oderwanej od reala. > > O to i sedno całej sprawy. To nie jej q..estwo ciebie do niej zraziło. Po prostu koleżanka nie dawała Triss dojsć do słowa kiedy ta w końcu miała z czego się poskarżyć, a to koleżanka chciała zawsze grać pierwsze skrzypce Odpowiedz Link Zgłoś
znana.jako.ggigus to raczej litość 07.03.14, 15:21 bo współczucie zakłada empatię. Ile kobiet nie chce/boi się/narzeka na głupiego męża? Ale żadna z nich nie jest tak nazwana, bo nie jest utrzymanką. Ludzie żyjł w związkach kontrolowanych, pan rozlicza panią z minuty poza domem, pani wisi na panu na imprezie i jeśli gada się z panem 5 minut, to do akcji wkracza pani. Ta pani często mało zarabia, a mimo to te latami ciągnące się frustracje ze sfrustrowaną twarzą, bo jako że nie są to utrzymanki, to nikt ich tak nie nazwie. Odpowiedz Link Zgłoś
porazostatni Re: Wieloletnie sponsoretki 10.03.14, 09:15 A mogła się nawrócić na bycie uczciwą kobietą. Widocznie ta znajoma nie chciała zmieniać życia, tylko znalazła sobie konfesjonał do wypłakiwania. Nie chciała żyć po wyobrażaniach Triss, ale dalej po swojemu, to ucinamy kontakty. Dobrze dla obu stron. Odpowiedz Link Zgłoś
porazostatni Re: Wieloletnie sponsoretki 10.03.14, 08:59 Moraliści zwietrzyli krew. Powody proste: - przykłada się do rozbijanie małżeństwa - bierze za to pieniądze (a k...o zawsze budzi moralny sprzeciw) - sponsoretka przedstawiona jako roszczeniowa i ze zwichrowaną psychiką Doprawione morałem: patrzcie dzieci tak kończy się sponsoring. Przesadzasz były komentarze że jeszcze się wyjdzie na czysto. Mnie nie przeszkadzają takie układy. Wybrała sobie taki styl życia jej prawo. Uczciwszy układ niż ślub, gdy żona zapewnia, że kocha pana, a kocha tylko jego majątek. Odpowiedz Link Zgłoś
pelorus Dziwka, to dziwka i nie wazne jest 11.03.14, 21:18 czy nazywa si e sponsoretką. Jest więc towarem. można ja kupić, można sprzedać. Zużytą wyrzucić. Prawo popytu i podaży. Odpowiedz Link Zgłoś