tad9
05.10.04, 16:41
...(pamflet z drugim dnem)
Czas jakiś temu, popełniłem tutaj tekst pt. "Dziewczyny po 30-stce, czy
kobiety 30-letnie". Zarzucono mi wówczas, że "atakuję" bywalczynie
fowum "Dziewczyny po 30-stce" opierając się na wątłych podstawach, a nawet,
że "atakuję" je zgoła bezpodstawnie. Twierdzono, jakobym nie oparł moich
wniosków na wynikach obserwacji wystarczająco wnikliwej i jakobym napisał,
com napisał oparłwszy się jedynie na powierzchownych, a mylnych wrażeniach.
Zarzutów owych nie uznałem za trafne, niemniej poczułem się zobowiązany, by
jeszcze bliżej przyglądnąć się owemu forum, tudzież, do - gdyby jednak
zarzuty okazały się słuszne - zamieszczenia odpowiedniego sprostowania. Tak
więc przyglądnąłem się forum bliżej. Nie żałuję. Forum "Dziewczyny po 30-
stce" jest wdzięcznym terenem obserwacji - nazwijmy to - psychologiczno
socjologicznych. Bywalczynie pisując tam, chcąc niechcąc opisują siebie, i
owo plamienie umysłów daje możliwość wglądu, w duchowość "30"-tek. Zaznaczmy,
że nie o konkretne osoby tutaj chodzi. Chodzi o typ osobowości, jaki
reprezentują i o pewien stan, jaki powstaje skutkiem ich współbytowania na
forum. Chodzi więc o rodzaj relacji wytworzony między osobami odznaczającymi
się pewnym typem umysłowości, i skutki jakie to wszystko przynosi. Już na
wstępie dodam, że moich wniosków nie zmieniłem, stąd pojawią się tutaj
spostrzeżenia, które pojawiły się już w wątku "Dziewczyny po 30-stce, czy
kobiety 30-letnie". Przejdźmy do rzeczy. Przybysz, który zawitał na
forum "Dziewczyny po 30-stce" odnieść może wrażenie, że trafił do buduaru. Z
buduarem bowiem kojarzy się owa szczebiotliwość, niefrasobliwość, błahość,
rozbieganie myśli, słowem swoisty bałaganik, jaki tam panuje. Można
powiedzieć, że ma to swój urok, jednak szybko zauważamy, że właścicielki
buduaru obracają się w zamkniętych światach własnego ego. Ktoś mógłby
zaoponować, twierdząc, że jest to przecież swego rodzaju wspólnota. Istotnie,
jest to wspólnota, lecz wspólnota egotyczek, przekonanych o własnej
doskonałości, zdająca się istnieć tylko po to, by przekonanie to umacniać.
Bywalczynie wpadają tam, by karmić swoje ego, niczym papugę w złotej klatce
(to znaczące, że "reklama" forum głosi mn. "bez krytyków"). Forum sprawia
więc wrażenie tworu, będącego czymś w rodzaju magicznego lustra, która na
wciąż powtarzane pytanie "lustereczko powiedz przecie, kto jest
najwspanialszy w świecie" odpowiada niezmiennie: "30-stki!". Gdy coś się uda
rój zabrzęczy: "brawo! jesteś wspaniała!", gdy coś się nie uda rój
brzęczy: "nie martw się! jesteś wspaniała! to ONI się na Tobie nie poznali!
ich strata!". Wszystko to musi być dla bywalczyń przyjemne, ale
ta "bezkrytyczność" ma swoją cenę. Brak tam właściwie dyskusji. W najlepszym
razie mamy do czynienia z "przedstawianiem stanowisk", w stylu: "ja myślę
tak, ty myślisz tak. nie wchodźmy sobie w drogę, bo może to zepsuć atmosferę.
obie jesteśmy wspaniałe". Podkreślmy: nie chodzi tu o "szanowanie cudzych
poglądów". Chodzi o unikanie wszelkich kontrowersji, mogących zakłócić
hipnotyczną atmosferę forum. Krótko mówiąc panuje tam monstrualny konformizm,
choć zapewne bywalczynie uważają się za samodzielnie myślące nonkomformistki.
Czy nie ma tam wcale krytyki? Jest, ale polega na bluźnieniu przeciw cudzym
swiętościom. Słowem, można ganić to co wszystkie ganią. Można też rzecz
prosta chwalić to, co wszystkie chwalą, a już zwłaszcza wypada chwalić się
wzajemnie. Jeśli wogóle pojawia się coś na kształt dyskusji, towarzyszy jej
niepokój, czy aby nagle ujawiniona różnica zdań nie zepsuje przyjemniej
atmosferki. Niepokój jest uzasadniony. Jak się wydaje, jedna prawdziwie ostra
dyskusja mogłaby rozsadzić ten światek, i zmienić go w piekiełko zamieszkane,
przez zwalczające się frakcje. Nie frakcje ideowe, ale frakcję Kasi, którą
obraziła Basia, walczącą z frakcją Basi, która uważa, że to Kasia ją obraziła
czy frakcję Marysi oczernionej przez Zuzię, walczącą z frakcją Zuzi, która
poczuła się oczerniona przez Marysię. Taka wizja budzi grozę, więc
bywalczynie spędzają czas na wzajemnych pieszczotach, ani zimne, ani gorące.
Zostały pochwycone przez konwencję, którą stworzyły i nic nie wskazuje na to,
by mogły, czy chociaż chciały się z niej wyzwolić. W tych warunkach myśl -
pozwolmy sobie na odrobinę patosu - zamiast szybować niczym orzeł, zmienia
się w pokojowego pieska, ufryzowanego i wyperfumowanego, który skamle cienko.
Przerażające, niemniej - interesujące!