Gość: Adelina
IP: *.visp.energis.pl
03.12.04, 23:52
Z rzadka przeglądam to forum i z reguły nie udzielam się w internetowych
dyskusjach, ale tym razem posty niektórych męskich uczestników (zwłaszcza w
wątku Milki30 – „co wy na to ludzie”) wprawiły mnie w osłupienie, żeby nie
powiedzieć w przerażenie. Chodzi konkretnie o stosunek do aborcji w przypadku
ciąży z gwałtu i zagrażającej życiu lub zdrowiu kobiety. Ludzie – skąd w was
tyle nienawiści do kobiet? Stanowisko fundamentalistów (bez względu na próby
jego uzasadnienia koniecznością bezwzględnej ochrony zygoty, zarodka, płodu
etc.) sprowadza się do krótkiego – ZDYCHAJ SOBIE.
Jeśli jesteś chora, to nie masz prawa przerwać ciąży aby ratować zdrowie i
życie. Co więcej będąc w ciąży mimo poważnej choroby w ogóle nie masz prawa
się leczyć, gdyż twoje życie i cierpienie są bez znaczenia jeśli na drugiej
szali jest „życie poczęte”. Nawet wówczas, jeśli po urodzeniu miałby to być
organizm głeboko uszkodzony genetycznie i biologicznie, który tak czy inaczej
zakończy żywot po dłuższej lub krótszej udręce. A może najlepiej tę ciężarną
uśmiercić neurologicznie i niech podtrzymywane sztucznie przy życiu ciało w
charakterze odmóżdżonego inkubatora donosi ciążę? Niewątpliwie zwiększy to
szanse płodu, bo inkubator już mu w żaden sposób nie zagrozi. Aż dziw, że
osobnicy typu Bezedenny, Dokowski, Młody Panicz, Tad i jak im tam jeszcze, na
to genialne w swojej prostocie rozwiązanie nie wpadli. A może wpadli i mają
jeszcze inne pomysły, których z sobie wiadomych względów nam nie ujawniają.
Zgwałcona kobieta ma oczekiwać na „cud narodzin” . Najlepiej będzie ją
przywiązać w tym celu do łóżka w szpitalu albo zakładzie psychiatrycznym, bo
np. przyjdzie jej do głowy się powiesić (co wcale nie jest nieprawdopodobne)
i nie daj boże dziecię się narodzi. Nic dziwnego, że liczba zgłaszanych
przypadków gwałtów jest tak niska, skoro lekarze odmawiają kobietom w tak
drastycznej sytuacji aborcji, a podawanie postinoru nieszczęsnym ofiarom
wcale nie jest regułą. Część ludzi ma w sobie nieprzezwyciężoną potrzebę
dobicia ofiary, o czym bardzo często przekonują się zgwałcone kobiety na
policji, w prokuraturze i sądach, a nawet we własnej rodzinie.