Gość: zula
IP: *.leased-02.binet.pl
28.05.02, 14:37
wczoraj szłam na uczelnię, zwykły dzień, środek miasta, gdy nagle jakiś gość
(siłownia +solarium +modny dres) staje mi na drodze i mówi: kochanie, chyba
zapomniałaś zdjąć koszuli nocnej (miałam długą, lnianą, zwyczajna sukienkę na
ramiączkach) i zaczyna gilać mnie po rece...wyminęłam go z obrzydzeniem...idę
dalej, własciwie zaczęłam już biec na autobus, gdy nagle jakiś obdarty pan
wyskakuje z przystanku i usiłuje mnie, dla żartu (jak mniemam) złapać. wskakuję
w ostatniej chwili do autobusu, w którym ludzie pobłazliwie się do mnie
uśmiechają...
jaki jest morał tej historii? że nie powinnam zakładać lnianej sukienki na
ramiączkach, tak dla własnego spokoju? dodam że nie jestem jakoś szczególnie
piekna, jestem w moim przekonaniu zwyczajną dziewczyną.
i druga przeciwna sytuacja: w autobusie 2 gości po prostu siedziało i
komentowało, co im się we mnie nie podoba, że mam głupi kolor włosów, o fuj,
popatrz na jej piersi itp.
dlaczego mężczyźni roszczą sobie prawa do tego typu zachowań? ja wiem, że to
naprawdę pierdoły, ale to ta sama filozofia myślenia, której konsekwencją jest
gwałt czy przemoc wobec kobiet...
w jakichs badaniach w latach 50.(nie pamiętam gdzie, gdzieś na zachodzie) czy
nawet wcześniej na pytanie, czy problem molestowania seksualnego, gwałtu itp.
jest istotny, w ogóle OBECNY w społeczenstwie, twierdząco odpowiedziało chyba
5% mężczyzn i 80% kobiet...
ok. 37% mężczyzn deklaruje, ze gdyby gwałt był bezkarny, lub nikt by sie o nim
nie dowiedział, zgwałciłoby kobietę...