Dodaj do ulubionych

nawrócona

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 12:55
Swojego czasu zaczęłam baczniej przysłuchiwać się debatom społecznym, kulturalnym i politycznym. Jako wyposażona ideowo feministka mogłam każdą z nich uciąć którąś z szablonowych odpowiedzi, lecz tego nie robiłam. Im więcej pojawiało się pobocznych tematów jak: "Jak feministka radzi sobie w życiu prywatnym" itp., feminizm przeradzał się w dziecinną grę w wyzwiska na szkolnym boisku. Przestały mnie obchodzić te bzdury. Podnosząc tematy zwiazane z pomieszaniem spraw uznawanych za właściwe feminizmowi, moje "siostry" coraz dziwniej zaczynały na mnie patrzeć. W końcu sama uciełam te "więzy". Od zawsze uważałam, że w życiu można liczyć tylko na siebie. Po dość osobistej lekcji "feminizmu" dodam jeszcze: nie domagaj się czegoś tylko dlatego, że jestes kobietą.
Obserwuj wątek
    • Gość: trach Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 13:07
      W końcu choć jedna się przyznała, że zbłądziła. Szacun :)
    • Gość: smooth Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 13:11
      Ja też nie lubię jak ktos każe mi myśleć w jedyny możliwy sposób.

      ppzdrawiam

      -------------
      stick and stones can break my bones, but words can never hurt me
    • Gość: chlup do smooth IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 13:15
      Zgadzam się, ale nie chodzi o jedynie możliwy sposób myslenia, tylko o taki, który ci wmawiają jako jedyny SŁUSZNY. Swoją drogą wszystko jest już ok.

      -------------------
      jestes cały i zdrowy jak pole po wybuchu atomowym
    • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 13:31
      Gadam ze sobą i żadnej odpowiedzi. Zraesztą to normalne u "feministek"
      • marcypanna Re: nawrócona 11.08.05, 09:55
        Gość portalu: figa napisał(a):

        > Gadam ze sobą i żadnej odpowiedzi. Zraesztą to normalne u "feministek"


        A mnie się wydaje, że już dostałaś odpowiedź, i to bardzo dobrą. Być może jej
        nie zrozumiałaś, więc wyjaśnię szerzej.
        Jeżeli wydaje ci się, że feminizm oznacza prawo do żądania czegokolwiek tylko
        dlatego, że jest się kobietą to zapewne uznałaś się za feministkę tylko
        dlatego, że sama wyznawałaś podobny pogląd. To zaś znaczy, że nigdy nie byłaś
        feministką, tylko zwykłą idiotką. Teraz zmądrzałaś, już nie uważasz że należą
        ci się przywileje z racji bycia kobietą więc możesz już wreszcie zostać
        feministką. Musisz tylko choć trochę zrozumieć o co chodzi w feminizmie,
        przestać powtarzać bzdury i zacząć myśleć samodzielnie. Wtedy feministki z
        pewnością zechcą z tobą porozmawiać i nie będziesz musiała gadać sama ze sobą;)
        • tad9 Re: nawrócona 11.08.05, 15:51
          marcypanna napisała:


          > Jeżeli wydaje ci się, że feminizm oznacza prawo do żądania czegokolwiek tylko
          > dlatego, że jest się kobietą to zapewne uznałaś się za feministkę tylko
          > dlatego, że sama wyznawałaś podobny pogląd. To zaś znaczy, że nigdy nie byłaś
          > feministką, tylko zwykłą idiotką.

          Dobrym zwyczajem jest uważne czytanie tekstu, który chcemy komentować. Otóż,
          autorka tekstu, o którym tu mowa nie napisała nigdzie o żądaniu CZEGOKOLWIEK,
          ale o żądaniu czegoś z racji tego, że jest się kobietą. Nie można zaprzeczyć,
          że feministkom zdarzają się takie żądania - np. żądanie "parytetu" dla kobiet
          na listach wyborczych.
          • marcypanna Re: nawrócona 11.08.05, 20:54
            > Dobrym zwyczajem jest uważne czytanie tekstu, który chcemy komentować.


            Skoro o tym wiesz, to dlaczego tego nie robisz?


            Otóż,
            > autorka tekstu, o którym tu mowa nie napisała nigdzie o żądaniu CZEGOKOLWIEK,


            Ja też tak nie napisałam. O co ci chodzi?



            > ale o żądaniu czegoś z racji tego, że jest się kobietą.


            Właśnie _tak_ napisałam. Cytuję: "prawo do żądania czegokolwiek tylko dlatego,
            że jest się kobietą". To moje słowa


            Nie można zaprzeczyć,
            > że feministkom zdarzają się takie żądania - np. żądanie "parytetu" dla kobiet
            > na listach wyborczych.


            A dlaczego piszesz parytet w cudzysłowie?
            • tad9 Re: nawrócona 11.08.05, 21:10
              marcypanna napisała:

              > Skoro o tym wiesz, to dlaczego tego nie robisz?

              ?????

              > Ja też tak nie napisałam. O co ci chodzi?

              Autorka, o ile mnie pamięć nie myli, pisała o "czymś", Ty zaś o "czymkolwiek".


              > Właśnie _tak_ napisałam. Cytuję: "prawo do żądania czegokolwiek tylko
              >dlatego, że jest się kobietą". To moje słowa

              Zgadza się, to Twoje słowa.

              > A dlaczego piszesz parytet w cudzysłowie?

              Bo mam skłonność do nadużywania cudzysłowów. Nie to jednak jest tu
              najważniejsze. Ważne jest to, że feministkom ZDARZA się żądać od czasu do czasu
              CZEGOŚ dla kobiet, z racji tego, że są kobietami. Żądają np. parytetu dla
              KOBIET.
              • marcypanna Re: nawrócona 12.08.05, 09:29
                tad9 napisał:

                >
                > Autorka, o ile mnie pamięć nie myli, pisała o "czymś", Ty zaś o "czymkolwiek".


                Proponuję abyś odpuścił sobie dyskusję o nieistniejącej (w tym kontekście
                przynajmniej) różnicy między "czymś" i "czymkolwiek" i zwyczajnie przyznał się
                do nieuważnego czytania tekstu. Byłoby bardziej honorowo:)



                >
                > > A dlaczego piszesz parytet w cudzysłowie?
                >
                > Bo mam skłonność do nadużywania cudzysłowów. Nie to jednak jest tu
                > najważniejsze. Ważne jest to, że feministkom ZDARZA się żądać od czasu do
                czasu
                >
                > CZEGOŚ dla kobiet, z racji tego, że są kobietami. Żądają np. parytetu dla
                > KOBIET.


                Nie jestem zwolenniczką parytetów, mogę więc tylko zabawić się w advocatus
                diavoli i wyjaśnić, że feministki bynajmniej nie uważają by parytet był
                jakimkolwiek przywilejem - o przywileju możnaby mówić wtedy, gdyby żądały dla
                kobiet więcej niż wynosi ich procentowy udział w społeczeństwie. Poza tym
                większość znanych mi feministek jest parytetom przeciwna.
                • tad9 Re: nawrócona 12.08.05, 15:48
                  marcypanna napisała:


                  > Nie jestem zwolenniczką parytetów, mogę więc tylko zabawić się w advocatus
                  > diavoli i wyjaśnić, że feministki bynajmniej nie uważają by parytet był
                  > jakimkolwiek przywilejem - o przywileju możnaby mówić wtedy, gdyby żądały dla
                  > kobiet więcej niż wynosi ich procentowy udział w społeczeństwie.

                  Wybacz, ale nie mówimy o żądaniu przywileju, ale o żądaniu czegoś/czegokolwiek.
                  Otóż, żądanie parytetu JEST żądaniem czegoś. Przy okazji - czy w ramach
                  feminizmu nie funkcjonuje czasem pojęcie tzw. "dyskryminacji pozytywnej"?


                  >Poza tym
                  > większość znanych mi feministek jest parytetom przeciwna.

                  To informacja, nie argument.
                  • marcypanna Re: nawrócona 12.08.05, 16:28
                    tad9 napisał:

                    > marcypanna napisała:
                    >
                    >
                    > > Nie jestem zwolenniczką parytetów, mogę więc tylko zabawić się w advocatu
                    > s
                    > > diavoli i wyjaśnić, że feministki bynajmniej nie uważają by parytet był
                    > > jakimkolwiek przywilejem - o przywileju możnaby mówić wtedy, gdyby żądały
                    > dla
                    > > kobiet więcej niż wynosi ich procentowy udział w społeczeństwie.
                    >
                    > Wybacz, ale nie mówimy o żądaniu przywileju, ale o żądaniu
                    czegoś/czegokolwiek.


                    Nie wydaje mi się. Gdyby chodziło o żądanie czegokolwiek, to post figi byłby
                    jeszcze mniej sensowny niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ostatecznie zarówno
                    kobiety jak i mężczyźni żądają wielu rzeczy tylko z racji swojej płci i nikt
                    nie robi z tego problemu (a może problemem jest dla ciebie fakt istnienia
                    podpasek albo slipów z rozporkiem?) Problem stanowią rzeczywiste przywileje i
                    to jak je sobie zdefiniujemy.


                    >
                    > Otóż, żądanie parytetu JEST żądaniem czegoś. Przy okazji - czy w ramach
                    > feminizmu nie funkcjonuje czasem pojęcie tzw. "dyskryminacji pozytywnej"?



                    Ważne co się pod tym niejasnym określeniem ukrywa. Chyba już pisałąm, że
                    parytwetom jestem przeciwna?



                    >
                    >
                    > >Poza tym
                    > > większość znanych mi feministek jest parytetom przeciwna.
                    >
                    > To informacja, nie argument.


                    To informacja stanowiąca argument:)
                    • tad9 Re: nawrócona 12.08.05, 16:33
                      marcypanna napisała:


                      > Nie wydaje mi się. Gdyby chodziło o żądanie czegokolwiek, to post figi byłby
                      > jeszcze mniej sensowny niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ostatecznie
                      >zarówno kobiety jak i mężczyźni żądają wielu rzeczy tylko z racji swojej płci
                      >i nikt nie robi z tego problemu (a może problemem jest dla ciebie fakt
                      >istnienia podpasek albo slipów z rozporkiem?) Problem stanowią rzeczywiste
                      >przywileje i to jak je sobie zdefiniujemy.

                      Autorka pisała o żądaniu "czegoś". Parytety są "czymś". To TY wprowadzasz
                      pojęcie przywileju, nie autorka.


                      > Ważne co się pod tym niejasnym określeniem ukrywa. Chyba już pisałąm, że
                      > parytwetom jestem przeciwna?

                      A więc jak to jest? Istnieje w ramach feminizmu pojęcie "dyskryminacji
                      pozytywnej", czy nie?

                      > To informacja stanowiąca argument:)

                      Na rzecz ......?
                      • ggigus nie jestem przeciwna parytetom - pytanei do Tada 12.08.05, 17:37
                        skoro polowa populacji to kobiety, coz stoi na przeszkodzie, aby polowa
                        parmalentu demokrtatyczengo panstwa to uwzgledniala?
                        Parytety sa konieczne z jednego, oczywistego powodu - czekanie, aby mezczyzni
                        zrozumieli, ze polowa populacji to kobiety i zeby polowe miejsc oddali, jest
                        dlugie i jak pokazuja doswiadczenia innych krajow, malo efektywne.
                        Co Ty na to, moj doskonaly znawco i badaczu teolozek katolickich?
                        • tad9 Re: nie jestem przeciwna parytetom - pytanei do T 12.08.05, 18:09
                          ggigus napisała:

                          > skoro polowa populacji to kobiety, coz stoi na przeszkodzie, aby polowa
                          > parmalentu demokrtatyczengo panstwa to uwzgledniala?

                          Na przeszkodzie stoi to, że "kobieta" nie jest opcją polityczną, a parlament to
                          reprezentacja polityczna. Jeśli masz ochotę zorganizować Partię Kobiet - zrób
                          to. Skoro połowa populacji to kobiety, i - według Twojego rozumowania - czymś
                          oczywistym jest, że winno się to przełożyć na skład parlamentu to połowa
                          populacji z pewnością poprze taką partię :-p O parytecie możesz zresztą
                          porozmawiać z moją rozmówczynią, która jest tego pomysłu przeciwniczką.


                          > Parytety sa konieczne z jednego, oczywistego powodu - czekanie, aby mezczyzni
                          > zrozumieli, ze polowa populacji to kobiety i zeby polowe miejsc oddali, jest
                          > dlugie i jak pokazuja doswiadczenia innych krajow, malo efektywne.

                          Co znaczy tyle: bez przywilejów kobiety przegrywają rywalizację z mężczyznami.


                          > Co Ty na to, moj doskonaly znawco i badaczu teolozek katolickich?

                          A ja na to: nie uważam za "konieczny" projektu, co do którego zasadności nie
                          mogą dogadać się nawet same feministki. Jak twierdzi Marcepanna, ona sama
                          tudzież jej koleżanki (same feministki!) są przeciwniczkami parytetów.
                          • ggigus no coz Tadzie 12.08.05, 18:15
                            Drogi Tadzie!
                            Parlament jest reprezentacja narodu, nie zas przede wszystkim partii
                            politycznych. To jest istota demokracji, jesli zdarzylo Ci o tym zapomniec.
                            Partie polit. wystawiaja ludzi, ale demokracja nie sluzy ich reprezentacji.
                            A o parytecie chce rozmawiac z toba i nie dykutuj mi, znawco teolozek, z kim
                            mam dyskutowac, ok`?
                            Nie, chodzi tu o przywileje, a o mile, lagodne, jakbys zapewne powiedzial
                            kobiece czekanie. Ono sie nie sprawdza
                            I to, ze wiele feministek to przeciwniczki parytetu, to zupelnie normalne. Nie
                            masz powodow do obwa.
                            • zly_wilk to normalne 12.08.05, 21:50
                              ggigus napisała:

                              > I to, ze wiele feministek to przeciwniczki parytetu, to zupelnie normalne.

                              Oczywiscie. To że feministki nie potrafią w niemal żadnej sprawie uzgodnić
                              wspólnego stanowiska to zupełnie normalne. Brak logiki u feministek sprawia, że
                              nawet jedna feministka może nie zgadzać się nawet sama ze sobą, co jej zupełnie
                              w niczym nie przeszkadza.

                              Pozdrawiam -
                              • ggigus Drogi Zly Wilku! 13.08.05, 00:02
                                Nie tylk ofmeinistki sie roznia miedzy soba pogladami. W ramach jednej
                                partii ,jednego kosciola tez to sie zdarza. Wiec nie pisz takich malo
                                sensownych rzezy.
                              • marcypanna Re: to normalne 13.08.05, 09:14
                                zly_wilk napisał:

                                > ggigus napisała:
                                >
                                > > I to, ze wiele feministek to przeciwniczki parytetu, to zupelnie normalne
                                > .
                                >
                                > Oczywiscie. To że feministki nie potrafią w niemal żadnej sprawie uzgodnić
                                > wspólnego stanowiska to zupełnie normalne. Brak logiki u feministek sprawia,
                                że
                                >
                                > nawet jedna feministka może nie zgadzać się nawet sama ze sobą, co jej
                                zupełnie
                                >
                                > w niczym nie przeszkadza.
                                >
                                > Pozdrawiam -


                                A cóż ma do tego logika? Żądanie by wszyscy mieli takie samo zdanie w każdej
                                sprawie to nie logika tylko komunizm. Coś ci się pomyliło albo sam masz
                                komunistyczną mentalność więc nie potrafisz zrozumieć jak rozumują normalni
                                ludzie (w efekcie czego doszukujesz się w tym czego nie rozumiesz braku logiki)
                            • tad9 Re: no coz Tadzie 12.08.05, 21:55
                              ggigus napisała:

                              > Drogi Tadzie!
                              > Parlament jest reprezentacja narodu, nie zas przede wszystkim partii
                              > politycznych. To jest istota demokracji,

                              Narodu, a więc nie płci. Prawda? A poza tym, jest reprezentacją POLITYCZNĄ.
                              Czy "kobieta" jest orientacją polityczną?
                              • feel_good_inc Re: no coz Tadzie 12.08.05, 22:30
                                tad9 napisał:
                                > Narodu, a więc nie płci. Prawda? A poza tym, jest reprezentacją POLITYCZNĄ.
                                > Czy "kobieta" jest orientacją polityczną?

                                Tak. Istnieje już na świecie (a konkretnie w Islandii) partia kobiet.
                                http://www.islandia.org.pl/partiako.html
                                • tad9 Re: no coz Tadzie 13.08.05, 10:13
                                  feel_good_inc napisał:


                                  > Tak. Istnieje już na świecie (a konkretnie w Islandii) partia kobiet.
                                  > http://www.islandia.org.pl/partiako.html


                                  No i świetnie. Nich sobie Giggus partię kobiet założy, skoro uważa,
                                  że "kobieta" to orientacja polityczna. Można też założyć partię rudych, grubych
                                  i niskich. Ale narzucać się z tym innym...?
                                  • ggigus Tadziku, kobieta NIE JEST opcja polityczna 13.08.05, 21:05
                                    i racz to sobie zapamietac, ze tak nie pisalam i tak nie uwazam.
                              • Gość: gostyn Do tada9kury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 23:48
                                sio kuro!(Bardzo mi się spodobało!)
                        • feel_good_inc Ja jestem przeciw parytetom gdziekolwiek 12.08.05, 22:53
                          ggigus napisała:
                          > skoro polowa populacji to kobiety, coz stoi na przeszkodzie, aby polowa
                          > parmalentu demokrtatyczengo panstwa to uwzgledniala?

                          No zaraz. Przecież kobiety mają takie samo prawo jak mężczyźni kandydować do struktur władzy i urzędów. Jeżeli nie podoba się wam struktura genderyczna parlamentu, to załóżcie partię i wystawcie na jej liście wyborczej kobiety. Będą miały dokładnie taką samą szansę dostania się do parlamentu jak mężczyźni i skończy się biadolenie o ich niedostatecznej roli.
                          Kiedy sam to zaproponowałem kilka postów wcześniej, to usłyszałem tylko, że polityka to jest be. Zdecydowałybyście się w końcu.

                          > Parytety sa konieczne z jednego, oczywistego powodu - czekanie, aby mezczyzni
                          > zrozumieli, ze polowa populacji to kobiety i zeby polowe miejsc oddali, jest
                          > dlugie i jak pokazuja doswiadczenia innych krajow, malo efektywne.

                          Ja jestem absolutnie przeciwny parytetowi miejsc gdziekolwiek, ponieważ to właśnie on jest z gruntu niesprawiedliwy i daje uprzywilejowaną pozycję kobietom. Nikt nie jest wam *winien* żadnego miejsca w parlamencie i chyba o tym zapominasz, co? Chcecie - kandydujcie, a jak nie to siedźcie cicho.
                          Największym kuriozum jest parytet miejsc dla kobiet w armii, przy jednoczesnym zmniejszeniu wymagań wobec kandydatek względem kandydatów. Dzięki temu będziemy mieli gorszej jakości oficerów, których potem trzeba będzie poupychać gdzieś po jednostkach tyłowych, bo nie będą dawały rady w pierwszej linii. Nie ma to jak "równouprawnienie"

                          Poza tym chyba nieco mylisz pojęcia. Demokracja ma u swoich podstaw narzucenie wszystkim woli większości, a nie poszanowanie woli mniejszości.
                          • marcypanna Re: Ja jestem przeciw parytetom gdziekolwiek 13.08.05, 09:25
                            feel_good_inc napisał:

                            Jeżeli nie podoba się wam struktura genderyczna parlam
                            > entu, to załóżcie partię i wystawcie na jej liście wyborczej kobiety. Będą
                            miał
                            > y dokładnie taką samą szansę dostania się do parlamentu jak mężczyźni i


                            Wcale nie taką samą. Jeżeli na liście partii są same kobiety, to tylko kobiety
                            mają szansę się dostać a to jest nierówność z którą femministki walczą (no
                            chyba że w partii są same kobiety albo sami mężczyźni). Jeżeli natomiast na
                            liście jest mniej niż połowa kobiet, to kobiety mają mniejszą szansę.
                            Niezależnie co odpowiesz (bo z grubsza wiem co możesz odpowiedzieć - też jestem
                            przeciwna parytetom) od strony logicznej tak to właśnie wygląda. Próbuję po
                            prostu wyjaśnić ci jak to rozumieją feministki: ich zdaniem parytety własnie
                            przywracają równość szans a nie wprowadzają nierówność. Można się z tym nie
                            zgadzać, ale warto przynajmniej rozumieć aby uniknąć jałowych oskarżeń o
                            rzekome żądanie przywilejów, wprowadzanie komunizmu itp.



                            > Kiedy sam to zaproponowałem kilka postów wcześniej, to usłyszałem tylko, że
                            pol
                            > ityka to jest be. Zdecydowałybyście się w końcu.
                            >
                            > > Parytety sa konieczne z jednego, oczywistego powodu - czekanie, aby mezcz
                            > yzni
                            > > zrozumieli, ze polowa populacji to kobiety i zeby polowe miejsc oddali, j
                            > est
                            > > dlugie i jak pokazuja doswiadczenia innych krajow, malo efektywne.
                            >
                            > Ja jestem absolutnie przeciwny parytetowi miejsc gdziekolwiek, ponieważ to
                            właś
                            > nie on jest z gruntu niesprawiedliwy i daje uprzywilejowaną pozycję kobietom.
                            N
                            > ikt nie jest wam *winien* żadnego miejsca w parlamencie i chyba o tym
                            zapominas
                            > z, co? Chcecie - kandydujcie, a jak nie to siedźcie cicho.
                            > Największym kuriozum jest parytet miejsc dla kobiet w armii, przy
                            jednoczesnym
                            > zmniejszeniu wymagań wobec kandydatek względem kandydatów. Dzięki temu
                            będziemy
                            > mieli gorszej jakości oficerów, których potem trzeba będzie poupychać gdzieś
                            p
                            > o jednostkach tyłowych, bo nie będą dawały rady w pierwszej linii. Nie ma to
                            ja
                            > k "równouprawnienie"


                            A gdzie tak jest?



                            >
                            > Poza tym chyba nieco mylisz pojęcia. Demokracja ma u swoich podstaw
                            narzucenie
                            > wszystkim woli większości, a nie poszanowanie woli mniejszości.


                            Współczesna demokracja zakłada i jedno i drugie. Podstawy nie są zbyt istotne,
                            choćby dlatego że "u podstaw" leżał także np cenzus majątkowy którego dzisiaj
                            nikt nie zamierza wprowadzać.


                            >
                            • tad9 Re: Ja jestem przeciw parytetom gdziekolwiek 13.08.05, 10:28
                              marcypanna napisała:


                              > Wcale nie taką samą. Jeżeli na liście partii są same kobiety, to tylko
                              kobiety
                              > mają szansę się dostać a to jest nierówność z którą femministki walczą (no
                              > chyba że w partii są same kobiety albo sami mężczyźni). Jeżeli natomiast na
                              > liście jest mniej niż połowa kobiet, to kobiety mają mniejszą szansę.


                              Autorowi chodziło o to, że feministki mogą sobie założyć "Partię Kobiet" i brać
                              udział NA TAKICH SAMYCH zasadach jak wszystkie inne partie w grze o miejsca w
                              parlamencie. Domaganie się GWARANCJI umieszczania na listach wyborczych kobiet
                              (bo o to tutaj przecież chodzi, mimo, że mówi się o płciach) JEST żądaniem
                              przywileju. Zresztą, nawet jeśli uznamy, że idzie tu i o mężczyzn i o kobiety,
                              nadal JEST to żądanie przywileju, tyle, że przywileju i dla mężczyzn i dla
                              kobiet, a więc swoistego "przywileju płciowego". Przywileju rozumianego jako
                              nadanie pewnym grupom - tu grupom płciowym - określonych uprawnień (tu
                              gwarancji, że na listach wyborczych znajdą się w określonych z góry proporcjach
                              przedstawiciele tych grup). Jest to - co ciekawe - w jakimś sensie powrót
                              do ... średniowiecznego sposobu rozumienia przywilejów. Chmm....
                            • feel_good_inc Re: Ja jestem przeciw parytetom gdziekolwiek 13.08.05, 12:45
                              marcypanna napisała:

                              > Wcale nie taką samą. Jeżeli na liście partii są same kobiety, to tylko kobiety
                              > mają szansę się dostać a to jest nierówność z którą femministki walczą (no
                              > chyba że w partii są same kobiety albo sami mężczyźni). Jeżeli natomiast na
                              > liście jest mniej niż połowa kobiet, to kobiety mają mniejszą szansę.
                              > Niezależnie co odpowiesz (bo z grubsza wiem co możesz odpowiedzieć - też jestem
                              > przeciwna parytetom) od strony logicznej tak to właśnie wygląda. Próbuję po
                              > prostu wyjaśnić ci jak to rozumieją feministki: ich zdaniem parytety własnie
                              > przywracają równość szans a nie wprowadzają nierówność. Można się z tym nie
                              > zgadzać, ale warto przynajmniej rozumieć aby uniknąć jałowych oskarżeń o
                              > rzekome żądanie przywilejów, wprowadzanie komunizmu itp.

                              Od strony logicznej właśnie ta teoria nie ma najmniejszego sensu i nie jest to rzekome tylko całkiem jawne żądanie przywilejów. Jeżeli feministki chcą większego udziału kobiet w polityce, to niech same kandydują albo zakładają partię która zechce je umieścić na swoich listach.

                              Nie podoba się? W takim razie ja żądam procentowego udziału na listach wyborczych dla:
                              - palaczy
                              - leworęcznych
                              - księży
                              - bezrobotnych
                              - emerytów i rencistów
                              - osób o odmiennej orientacji seksualnej
                              Wszak zgodnie z feministyczną logiką byłoby to zrównywanie szans dyskryminowanych grup społecznych.

                              > > Największym kuriozum jest parytet miejsc dla kobiet w armii, przy
                              > jednoczesnym
                              > > zmniejszeniu wymagań wobec kandydatek względem kandydatów. Dzięki temu
                              > będziemy
                              > > mieli gorszej jakości oficerów, których potem trzeba będzie poupychać gd
                              > zieś
                              > p
                              > > o jednostkach tyłowych, bo nie będą dawały rady w pierwszej linii. Nie ma
                              > to
                              > ja
                              > > k "równouprawnienie"
                              >
                              > A gdzie tak jest?

                              Poczytaj może o wymaganiach dla kandydatów i kandydatek do szkół oficerskich w naszym pięknym kraju. Chociażby na testy sprawnościowe. Później, w trakcie trwania szkolenia podobnie wyglądają wymagania na egzaminach. Tak właśnie wyglądają skutki parytetowania miejsc - dostają się kandydaci mniej predystynowani do wykonywania zawodu, tylko ze względu na płeć.
    • ziemiomorze Re: nawrócona 10.08.05, 16:55
      Jesli domagalas sie specjalnych praw z racji plci to bylas zwyczajnie glupia, a
      nie 'feministyczna'.
      Gratuluje nawrocenia,
      • ggigus brawo ziemiomorze 11.08.05, 12:22
        a wypowiedz figi tokolejna wypowiedz tzw. bylej feministki
    • zly_wilk Re: nawrócona 10.08.05, 20:17
      Co własciwie odstręczało Cię od feminizmu? Mogłabyś napisać o tym szerzej?

      Pozdrawiam -
      • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 13:28








        "Feminizm" w Polsce przypomina tani szoł telewizyjny. Wiele w nim bezsensownej paplaniny, reagowania obrazą na argumenty inne niż takie, jakie chciałoby się usłyszeć(choćby nawet styl "rozmowy" Szczuki, czy wypowiedzi na forum marcypanny; od razu zastrzegam, że nie uważam Szczuki za ekwiwalent wszystkich feministek, to tylko przykład). Definicja "feministka" jest nieostra. Jej cechy konstytutywne nie sa jasno określone i mieszają się z dystrybutywnymi. Z wypowiedzi choćby tylko na tym forum(od razu zastrzegam, że nie mam na myśli wypowiedzi w zaczętym przeze mnie wątku), okazuje się, że "feministką" może być każdy: tzw.: "kura domowa", pani od biznesu, 16-latka prowadząca osiedlowy klub fitness, pan od biznesu, didżej w dyskotece, pan piekarz itd. Nie podoba mi się mieszanie wątków, nurtów(o ile można powiedzieś, że więcej niż jeden jest prezentowany). O ile kolage ma swoje uzasadnienie w sztuce o tyle w plityce i sprawach społecznych swego rodzaju pomieszanie jest odbierane jako chaos. Nie twierdzę, że eklektyzm w ogóle jest zly. Twierdzę jedynie, że próba ideologicznego paczworku w kraju, w którym brak pewności nie jest przyjaźnie odbierana. "Feministki" narzekają, że robi się z nich potwory, szczekające straszydła i inne poczwary. Niestety same niejednokrotnie potwierdzją ten mroczny mit dając się prowokować. Wtedy dochodzi do bardzo nieprzyjemnej i mało kulturalnej wymiany zdań, tak jak na tym forum(i tu można juz wziąć pod uwagę posty zawarte w tym wątku). Ponadto jestem przeciwna jakimkolwiek przejawom postawy roszczeniowej wobec życia i otoczenia. "Feministką" nigdy nie byłam i nigdy nie miałam "ambicji" nią zostać. Poza tym jak na początku zaznaczyłam do końca nie wiadomo w tym kraju kto to jest "feministka"(pewnie zaraz dostanę ripostę, że mój mały mózdżek nie jest w stanie tego pojąć :)). Na koniec dodam tylko, że przyglądam się forum od jakiegoś czasu, i nie znalazłam tu żadnych konkretów na temat feminizmu.
        Pozdawiam! :) nawet marcypane :)






        • marcypanna Re: nawrócona 17.08.05, 15:02
          Strasznie się rozpisałaś droga Figo, w tym także na mój temat. Niestety w
          niczym nie masz racji. Po pierwsze to nie ja ciebie obraziłam a już prędzej ty
          mnie (choć ja się tak łatwo nie obrażam), po drugie to ty nie podjełaś dyskusji
          i nie odpowiedziałaś na moje argumenty a nie odwrotnie. Skoro nie umiałaś
          odpowiedzieć, to teraz się nie skarż na złe traktowanie i nie tup nóżką ze
          złości. I spróbuj na przyszłość nie mylić wygłaszania opinii (co ty robisz) z
          przedstawianiem argumentów na poparcie swoich tez (czego jak dotąd nie udało ci
          się dokonać)
          Życzę powodzenia na przyszłość.
          EOT
          • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 15:28
            Nieźle się ubawiłam po raz kolejny :) po raz nie wiem który dane mi było przeczytać odpowiedź-schemat po tym, jak to nie było się do czego przyczepić. Okraszanie wypowiedzi w stylu:

            >Skoro nie umiałaś
            > odpowiedzieć, to teraz się nie skarż na złe traktowanie i nie tup nóżką ze
            > złości.

            znudziły mnie do tego stopnia, że w tym momencie kojarzą mi się tylko z wypowiedziami małych dzieci, które przekrzykują się słowami: "ale ty gupi jesteś". Wybacz ale to poniżej krytyki :) Ale jak to mówią: "śmiech przedłuża życie":) Poza tym nie bądź taka próżna. W moim poście wspomniałam cię zaledwie 2 razy, a ty zaraz:

            >Strasznie się rozpisałaś droga Figo, w tym także na mój temat.

            poza tym nie pisałam do ciebie. Pomimo tego twojego EOT w pieknym ojczystym języku - Anglików, sprawdzisz czy dostałaś odpowiedź i chlapniesz coś tak z zasady żeby było na twoim, no chyba, że tego nie zrobisz z powodu drugiej zasady: "nie będzie mi mówić co mam robić". Tak czy owak pewnie jesteś z siebie teraz bardzo dumna, przecież to ty "masz" rację :)!!!!!!!!!!!!!! kończę już bo to nie ma sensu.
            dzięki za przedłużenie życia :)!!!!!!!!!!
        • marcypanna coś do pośmiania się.... 17.08.05, 15:10
          Dwa urocze fragmenty twoich tekstów:

          Tydzień temu napisałaś tak:
          "Swojego czasu zaczęłam baczniej przysłuchiwać się debatom społecznym,
          kulturalnym i politycznym. Jako wyposażona ideowo feministka
          mogłam każdą z nich uciąć którąś z szablonowych odpowiedzi, lecz tego nie
          robiłam"

          A dzisiaj napisałaś tak:
          ""Feministką" nigdy nie byłam i nigdy nie miałam "ambicji" nią zostać."


          Nie ma to jak konsekwencja i logika...
          :))))




          • Gość: figa Re: coś do pośmiania się.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 15:32
            jako ideowo wyposażona feministka mogłabym, ale tego nie robiłam, bo:

            1. nią nie byłam;
            2. przyglądałam się dziewczynom z mojego grona znajomych, które nazywały siebie szumni "feministkami";
            • kot_behemot8 Re: coś do pośmiania się.... 17.08.05, 19:40
              Litosci, kobieto... jak można się tak głupio upierać. Skoro sama określiłaś się
              jako "ideowo wyposażona feministka" to znaczy że nią kiedyś, we własnym
              mniemaniu przynajmniej, byłaś.
              Ewentualnie znaczy to że skłamałaś celowo a teraz przypadkim wpadłaś we własne
              sidła.
              Jakby nie patrzeć obciach.
              • Gość: figa Re: coś do pośmiania się.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 19:45
                nigdy nie twierdziłam, że jestem feministką. Gdzies to wyczytał?
                • kot_behemot8 Re: coś do pośmiania się.... 17.08.05, 20:04
                  Gość portalu: figa napisał(a):

                  > nigdy nie twierdziłam, że jestem feministką. Gdzies to wyczytał?


                  W twoim własnym poście. Pytanie pomocnicze:
                  Czy człowiek określający sam siebie "jako bojowo wyposażony żołnierz" jest:
                  a/ biskupem
                  b/ piekarzem
                  c/ żołnierzem

                  Odpowiedz a zrozumiesz gdzie wyczytałam, że jesteś feministką.
                  • Gość: figa Re: coś do pośmiania się.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:11
                    pisałam poniżej ale co tam napiszę jeszcze raz: mogłam odpowiadać jako ideowo wyposażona feministka, miałam taką okazję, ale tego nie robiłam, gdyż nia nie byłam, i uznałam że nie ma sensu aż takie "chodzenie na skróty". Dotarło, czy mam napisać jeszcze raz?
                    • kot_behemot8 Re: coś do pośmiania się.... 17.08.05, 20:32
                      Gość portalu: figa napisał(a):

                      > pisałam poniżej ale co tam napiszę jeszcze raz: mogłam odpowiadać jako ideowo
                      w
                      > yposażona feministka, miałam taką okazję, ale tego nie robiłam, gdyż nia nie
                      by
                      > łam, i uznałam że nie ma sensu aż takie "chodzenie na skróty". Dotarło, czy
                      mam
                      > napisać jeszcze raz?


                      Możesz sobie pisać, ale po co? Przecież to co napisałaś jest zupełnie jasne:

                      "Jako wyposażona ideowo feministka mogłam każdą z nich uciąć którąś z
                      szablonowych odpowiedzi, lecz tego nie robiłam"

                      Ucinałaś czy nie ucinałaś, to bez znaczenia. Podobnie jak dla żołnierza z
                      mojego przykładu bez znaczenia jest czy strzelił ze swojego "wyposażenia" czy
                      nie. Jest żołnierzem niezależnie od tego. A ty napisałaś, że byłaś feministką.
                      Przykro mi, ale twoje zdanie to właśnie znaczy i każdy czytający tak je z
                      pewnością zrozumiał. Zwłaszcza, że jest jeszcze tytuł "nawrócona". Tylko mi nie
                      pisz, że nawróciłaś się na islam i właśnie to miałaś na myśli;)
                      A w ogóle to kończę ten wątek, jest mocno bez sensu. A ty nie bądź taka uparta -
                      zwłaszcza wtedy gdy ewidentnie nie masz racji:))
              • Gość: figa Re: coś do pośmiania się.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 19:54
                <Jako wyposażona ideowo feministka
                mogłam każdą z nich uciąć którąś z szablonowych odpowiedzi, lecz tego nie robiłam.

                Mogłam gdybym nią była, lecz tego nie robiłam, gdyż nią nie byłam ani we własnym ani w pojęciu osób, które były w gronie moich znajomych. Mogłam, gdyż wielikrotnie słyszałam jak to robiły owe damy. Nie robbiłam tego, gdyż nie mam aż takich zapędów by "chodzić na skróty". Zapomniałam, że na forum trzeba wykladać całą kawę na ławę, gdyż rodzić to może duże problemy interpretacyjne. Lecz jak to mawiał Derrida: "wszystko jest tekstem, a każdy z nich kolejną interpretacją"
        • abaddon_696 Re: nawrócona 17.08.05, 15:52
          Zgadzam się z Tobą w tym sensie, że definicja feministki jest rzeczywiście
          nieostra. To trochę jak np. z definicją "lewica". W dodatku chętnie
          dowiedziałbym się, czym feminizm różni się od uniwersalizmu (poza tym że
          specyficznie odnosi się do kwestii kobiet).
          Wynika to jednak z faktu, że ludzie mają różne poglądy i każdy widzi kwestię
          równouprawnienia inaczej. Nie sądzę jednak, by nie dało się pewnych postulatów
          przypisać wszystkim nurtom feministycznym. Dlatego dla mnie feminizm to ruch
          społeczny o antyseksistowskim ostrzu walczący o całkowite zrównanie statusu
          kobiet z mężczyznami.
          • zly_wilk zrównanie w prawach 17.08.05, 19:29
            > Dlatego dla mnie feminizm to ruch
            > społeczny o antyseksistowskim ostrzu walczący o całkowite zrównanie statusu
            > kobiet z mężczyznami.

            Problem w tym, że feminizm tak naprawdę wcale nie walczy o całkowite zrównanie
            statusu płci. Gdyby tak było, feministki domagałyby się np. unieważnienia
            ustawy o powszechnym obowiązku obrony jako sprzecznej z zasadą konstytucyjnej
            równości płci (ustawa ta dotyczy wyłącznie mężczyzn). Domagałyby się parytetu
            dla mężczn przy przyznawaniu opieki nad dziećmi przy rozwodzie, likwidacji
            przywilejów ciężarnych kobiet w kodeksie pracy (skoro "brzuch kobiety to jej
            prywatna sprawa", to dlaczego pracodawca ma za to płacić?), likwidacji
            przywilejów kobiet w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, itd.

            Feministki domagają się takich samych pprzywilejów, jakie mają mężczyźni o
            najwyższym statusie społecznym, ale nie zamierzają przy tym ani podejmować
            męskich obowiązków, ani zrezygnować z kobiecych przywilejów. I jeszcze nazywają
            to "walką o równouprawnienie" (!).

            Pozdrawiam -
            • wiewiorzasta Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 19:40
              wilku, mógłbyś zmienić argumentację, bo ta, z którą po forum feminizm chodzisz,
              już się mocno zużyła i świadczy tylko o twojej indolencji umysłowej.



              ps. czy to ty jesteś autorem tego zabawnego tekstu na psychologia.net, ktory tu
              reklamujesz?
              • zly_wilk Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 19:46
                wiewiorzasta napisała:

                > wilku, mógłbyś zmienić argumentację, bo ta, z którą po forum feminizm
                > chodzisz, już się mocno zużyła

                Tak? Jakoś nikt z Was ciągle nie potrafi jej obalić. Większość feministek tu
                obecnych boi się podjąć merytoryczną dyskusję z tezami tego tekstu.

                > i świadczy tylko o twojej indolencji umysłowej.

                Argumentacja "ad personam" zamiast "ad rem" z Twojej strony świadczy o braku
                rzeczowych argumentów.

                Pozdrawiam -
                • wiewiorzasta Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 19:58
                  przeglądam sobie to forum, bo dawno mnie nie było, i wyszło mi, że kilkakrotnie
                  już obalano twoją argumentację.
                  szkoda tylko, że te kilkakrotnie zbywałeś to albo milczeniem, albo stosowałeś
                  chwyty erystyczne w najgorszym stylu unikając rzeczowej dyskusji.
                  nie proś mnie o linki, bo już nie mam siły przeglądać tego wszystkigo jeszcze
                  raz, ale zwróciłam uwagę na twój nick właśnie dlatego, że argumentacja i tezy
                  się powtarzają i często odpowiedzi na nie zostają bez twojej reakcji.

                  ps. nie odpowiedziałeś na pytanie o tekst na psychologia.net.
            • kot_behemot8 Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 19:59
              zly_wilk napisał:

              > > Dlatego dla mnie feminizm to ruch
              > > społeczny o antyseksistowskim ostrzu walczący o całkowite zrównanie statu
              > su
              > > kobiet z mężczyznami.
              >
              > Problem w tym, że feminizm tak naprawdę wcale nie walczy o całkowite
              zrównanie
              > statusu płci. Gdyby tak było, feministki domagałyby się np. unieważnienia
              > ustawy o powszechnym obowiązku obrony jako sprzecznej z zasadą konstytucyjnej
              > równości płci (ustawa ta dotyczy wyłącznie mężczyzn).


              Feministki to robią - nie jesteś widać na bieżąco. Od dawna domagamy się
              zniesienia armii z poboru i zastąpienia jej armią zawodową.



              Domagałyby się parytetu
              > dla mężczn przy przyznawaniu opieki nad dziećmi przy rozwodzie,


              Dziecko to nie przedmiot żeby go przydzielać według rozdzielnika a sąd to nie
              komitet centralny PZPR ustalający miesięczny przydział mięsa na głowę. Masz
              strasznie niedzisiejsze wyobrażenia o tym czym powinno zajmować się państwo.
              Prawa rodzicielskie powinien zawsze otrzymywać ten rodzic który zapewni dziecku
              lepszą opiekę. Ojciec lub matka - na równych prawach. A że sądy są
              szowinistyczne i tej zasady nie przestrzegają? Walczcie o swoje prawa
              ojcowskie, długa droga przed wami, będziecie musieli pokonać morze stereotypów -
              tych samych zresztą z którymi walczą feministki. Ja jestem po stronie ojców
              walczących o swoje prawa i życzę im jak najlepiej - inne znane mi feministki
              tak samo.



              likwidacji
              > przywilejów ciężarnych kobiet w kodeksie pracy


              Przywileje ciężarnych dotyczą dziecka a nie kobiety. Jak tak im zazdrościsz to
              zajdź w ciążę - też dostaniesz te "przywileje";) Żadna kobieta nie ma
              przywilejów z racji bycia kobietą a bycie w ciąży to żaden przywilej ani
              przyjemność, zapewniam cię.



              (skoro "brzuch kobiety to jej
              > prywatna sprawa", to dlaczego pracodawca ma za to płacić?),



              A za co niby pracodawca płaci? Urlop macierzyński jest pokrywany ze składki
              ZUS, pracodawcy nie kosztuje to ani złotówki...



              likwidacji
              > przywilejów kobiet w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, itd.


              Na przykład jakich przywilejów?



              >
              > Feministki domagają się takich samych pprzywilejów, jakie mają mężczyźni o
              > najwyższym statusie społecznym, ale nie zamierzają przy tym ani podejmować
              > męskich obowiązków,


              Jakich męskich obowiązków nie zamierzamy podejmować?




              • zly_wilk Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 20:20
                kot_behemot8 napisała:

                > Feministki to robią - nie jesteś widać na bieżąco. Od dawna domagamy się
                > zniesienia armii z poboru i zastąpienia jej armią zawodową.

                Proszę o link do strony feministycznej organizacji z takim postulatem.
                Armia zawodowa, może będzie, a może nie - a tymczasem feministki żądając
                równych praw, powinny doprowadzić do uchylenia przez Trybunał Konstytucyjny
                obecnej ustawy o powszechnym obowiązku obrony. Albo żądać identycznego
                obowiązku dla kobiet.

                > Dziecko to nie przedmiot żeby go przydzielać według rozdzielnika a sąd to nie
                > komitet centralny PZPR ustalający miesięczny przydział mięsa na głowę. Masz
                > strasznie niedzisiejsze wyobrażenia o tym czym powinno zajmować się państwo.

                Ciekawa argumentacja przeciw parytetom. Dlaczego zatem parytety są OK tam,
                gdzie kobiety mogą na tym zyskać?

                > A że sądy są
                > szowinistyczne i tej zasady nie przestrzegają? Walczcie o swoje prawa
                > ojcowskie, długa droga przed wami, będziecie musieli pokonać morze
                > stereotypów -
                > tych samych zresztą z którymi walczą feministki.

                Wy walczcie - to przecież Wy podobno jesteście za równouprawnieniem, czyż nie?
                Twoja odpowiedź dowodzi, że tak naprawdę nie chodzi Wam o równe prawa, tylko
                władzę dla feministycznych działaczek.

                > Ja jestem po stronie ojców
                > walczących o swoje prawa i życzę im jak najlepiej - inne znane mi feministki
                > tak samo.

                Proszę o link do strony organizacji feministycznej, która popiera postulaty
                ojców walczących o swoje prawa.

                > Przywileje ciężarnych dotyczą dziecka a nie kobiety.

                Prawo pracy nie wspomina nic o przywilejach płodu. Zajrzyj do prawa pracy. Nie
                ma tam ani jednego zdania w stylu: "Nienarodzone dziecko ma prawo, aby jego
                nosicielka została przesunięta na inne stanowisko z zachowaniem dotychczasowego
                wynagrodzenia" - gdyż płód wynagrodzenia nie pobiera. Przywileje ciężarnych
                kobiet dotyczą kobiet. Uważam je za słuszne, ale ja jestem przeciw
                równouprawnieniu. Wy - za. A zatem, powinniście konsekwentnie dążyć do
                likwidacji przywilejów ciężarnych kobiet w kodeksie pracy.

                > Żadna kobieta nie ma
                > przywilejów z racji bycia kobietą,

                Ależ ma. Ma przywilej wcześniejszego przejścia na emeryturę (może z niego
                skorzystać, lub nie). Mężczyzna nie ma prawa wyboru.

                > A za co niby pracodawca płaci? Urlop macierzyński jest pokrywany ze składki
                > ZUS, pracodawcy nie kosztuje to ani złotówki...

                Pracodawcę kosztują zwolnienia lekarskie do 30 dni, konieczność przesunięcia na
                inne stanowisko, jeśli pracowała w warunkach szkodliwych (z zachowaniem
                dotychczasowego wynagrodzenia), konieczność przyuczenia nowego pracownika,
                jeśli pójdzie na urlop macierzyński, prawo do godzinnej przerwy na karmienie w
                ramach godzin pracy przez cały rok.

                > > likwidacji przywilejów kobiet w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, itd.
                >
                > Na przykład jakich przywilejów?

                Ojciec dziecka, który nie jest jej mężęm, nie może uznać dziecka za swoje, bez
                jej zgody. Ona może wtedy oddać dziecko po porodzie do adopcji, a on nie może
                go wychowywać, nawet, jeśli chce.

                Jak widzisz, wciąż w tym kraju obowiązują RÓŻNE prawa dla kobiet i mężczyzn,
                choć jest to sprzeczne z konstytucją. Feministki nic z tym nie robią, choć
                podobno walczą o równouprawnienie... Nawet powstał specjalny urząd ds. równego
                statusu kobiet i MĘŻCZYZN, ale ... także nic nie zrobił w tej sprawie.

                Więc jak to jest, walczycie na serio o równe prawa dla kobiet i mężczyzn, czy
                tylko w tych dziedzinach, gdzie Wam się to opłaca?

                Pozdrawiam -
                • wiewiorzasta Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 21:29
                  zly_wilk napisał:

                  > Proszę o link do strony feministycznej organizacji z takim postulatem.
                  > Armia zawodowa, może będzie, a może nie - a tymczasem feministki żądając
                  > równych praw, powinny doprowadzić do uchylenia przez Trybunał Konstytucyjny
                  > obecnej ustawy o powszechnym obowiązku obrony. Albo żądać identycznego
                  > obowiązku dla kobiet.

                  Feministki to nie tylko kobiety działające w organizacjach feministycznych.
                  Feministki są często związane z ruchami pacyfistycznymi czy organizacjami
                  walczącymi o prawa człowieka w szerokim znaczeniu (jak ja na przykład), a te
                  często z kolei domagają się właśnie zniesienia obowiązkowej służby wojskowej.
                  Czyli feministki zajmują się zniesieniem obowiązkowej służby wojskowej. Z kolei
                  doprowadzenie do uchylenia jakiegokolwiek zapisu konstytucyjnego w Trybunale
                  Konstytucyjnym to jest zupełnie inna sprawa – bardzo trudna i jeśli masz na to
                  ochotę, to może się zorganizuj z kolegami i to zrób, bo póki co, to tylko
                  krzyczeć potrafisz :P Ale przecież służenie ojczyźnie to honor i przywilej, więc
                  o co ci tak naprawdę chodzi?

                  A jeśli chodzi o żądanie obowiązkowej służby dla kobiet to naprawdę – są większe
                  problemy, które mają kobiety w tym kraju.

                  > Ciekawa argumentacja przeciw parytetom. Dlaczego zatem parytety są OK tam,
                  > gdzie kobiety mogą na tym zyskać?

                  To nie była argumentacja przeciwko parytetom, tylko odpowiedź na twój postulat
                  przyznawania ojcom, którzy się nie zajmowali dziećmi w trakcie małżeństwa,
                  opieki nad nimi po ustaniu związku na zasadzie chyba losowania, bo nie wyobrażam
                  sobie innego rozwiązania w tej konkretnej sytuacji.
                  Nie mówiąc o tym, że bardzo wielu ojców nie interesuje się dziećmi po rozwodzie
                  w ogóle, na przykład nie płacąc alimentów. Im też byś proponował przyznawać
                  prawo do opieki na zasadzie parytetu (czyt. losowania)?

                  > Wy walczcie - to przecież Wy podobno jesteście za równouprawnieniem, czyż nie?

                  Feministkom chodzi przede wszystkim o sprawy kobiet (jak sama nazwa wskazuje), w
                  dalszej kolejności o inne grupy dyskryminowane. A ojcowie walczący o prawo do
                  opieki nad dziećmi są przecież dobrze zorganizowani w odpowiednim
                  stowarzyszeniu. Jeśli tak słabo sobie radzą, to może powinieneś im pomóc?

                  > Twoja odpowiedź dowodzi, że tak naprawdę nie chodzi Wam o równe prawa, tylko
                  > władzę dla feministycznych działaczek.

                  A twoja odpowiedź dowodzi, że nie o dyskusję ci chodzi, tylko o obrażanie
                  interlekutora.

                  > Proszę o link do strony organizacji feministycznej, która popiera postulaty
                  > ojców walczących o swoje prawa.

                  O tym już pisałam wyżej.

                  > Prawo pracy nie wspomina nic o przywilejach płodu. Zajrzyj do prawa pracy. Nie
                  > ma tam ani jednego zdania w stylu: "Nienarodzone dziecko ma prawo, aby jego
                  > nosicielka została przesunięta na inne stanowisko z zachowaniem dotychczasowego
                  > wynagrodzenia" - gdyż płód wynagrodzenia nie pobiera. Przywileje ciężarnych
                  > kobiet dotyczą kobiet. Uważam je za słuszne, ale ja jestem przeciw
                  > równouprawnieniu. Wy - za. A zatem, powinniście konsekwentnie dążyć do
                  > likwidacji przywilejów ciężarnych kobiet w kodeksie pracy.

                  Płód jest pod szczególną ochroną państwa, bardziej nawet niż „nosicielka”. Jest
                  nawet odpowiednia ustawa, która się podobnie nazywa i w niej są zapisane właśnie
                  odpowiednie regulacje.

                  > Ależ ma. Ma przywilej wcześniejszego przejścia na emeryturę (może z niego
                  > skorzystać, lub nie). Mężczyzna nie ma prawa wyboru.

                  To jedyny przywilej, jaki ci przyszedł do głowy? Ojej, chyba się też nawrócę.
                  Chociaż z tą wcześniejszą emeryturą to jeden wielki przekręt jest (niższa kwota
                  wypracowana), nie mówiąc o tym, że niektóre organizacje feministyczne (i
                  niektóre "samodzielne" feministki) postulują o zrównanie wieku emerytalnego.

                  > Pracodawcę kosztują zwolnienia lekarskie do 30 dni, konieczność przesunięcia na
                  > inne stanowisko, jeśli pracowała w warunkach szkodliwych (z zachowaniem
                  > dotychczasowego wynagrodzenia), konieczność przyuczenia nowego pracownika,
                  > jeśli pójdzie na urlop macierzyński, prawo do godzinnej przerwy na karmienie w
                  > ramach godzin pracy przez cały rok.

                  Jeśli pracodawca jest inteligentny, to jest w stanie zorganizować wszystko tak,
                  żeby i on był zadowolony i nie tracił, i żeby kobieta w ciązy czuła się
                  komfortowo w pracy, żeby nie musiała chodzić na "taktyczne" zwolnienia, żeby
                  mogła do niej spokojnie i bez stresów wrócić, będąc cały czas na bieżąco z
                  działalnością firmy. Co pracodawca zyskuje na tym? Pracownicę, która będzie
                  zaangażowana w działalność firmy dużo bardziej, niż przed urodzeniem dziecka, bo
                  bardziej jej będzie zależało na utrzymaniu pracy.

                  > Ojciec dziecka, który nie jest jej mężęm, nie może uznać dziecka za swoje, bez
                  > jej zgody. Ona może wtedy oddać dziecko po porodzie do adopcji, a on nie może
                  > go wychowywać, nawet, jeśli chce.

                  Ile znasz takich przypadków, że mężczyzna chce adoptować swoje dziecko, do
                  którego kobieta zrzekła się praw? Najlepiej poprzyj to jakimś przykładem.
                  Poza tym osoby samotne mogą adoptować w Polsce dzieci, więc twierdzenie, że
                  nawet jak chce, to nie może jest nieprawdziwe.

                  > Jak widzisz, wciąż w tym kraju obowiązują RÓŻNE prawa dla kobiet i mężczyzn,
                  > choć jest to sprzeczne z konstytucją. Feministki nic z tym nie robią, choć
                  > podobno walczą o równouprawnienie... Nawet powstał specjalny urząd ds. równego
                  > statusu kobiet i MĘŻCZYZN, ale ... także nic nie zrobił w tej sprawie.

                  Urząd ds. równego statusu kobiet i mężczyzn ma zrównać status. Albo się go
                  obniży do poziomu kobiet, albo podwyższy do poziomu mężczyzn. Co wolisz?

                  > Więc jak to jest, walczycie na serio o równe prawa dla kobiet i mężczyzn, czy
                  > tylko w tych dziedzinach, gdzie Wam się to opłaca?

                  Dlaczego mężczyźni się nie zorganizują w organizacjach maskulinistycznych (?) i
                  nie zaczną walczyć o prawa, które ich zdaniem im się należą?

                  A może zorganizowanie się w takich organizacjach jest nieopłacalne, bo łatwiej
                  krytykować, niż być konstruktywnym?

                  Do roboty, panie Macieju!

                  • zly_wilk Re: zrównanie w prawach 18.08.05, 00:17
                    wiewiorzasta napisała:

                    > Feministki to nie tylko kobiety działające w organizacjach feministycznych.
                    > Feministki są często związane z ruchami pacyfistycznymi czy organizacjami
                    > walczącymi o prawa człowieka w szerokim znaczeniu (jak ja na przykład), a te
                    > często z kolei domagają się właśnie zniesienia obowiązkowej służby wojskowej.
                    > Czyli feministki zajmują się zniesieniem obowiązkowej służby wojskowej.

                    Proszę o link do strony organizacji feminisycznej, gdzie jest postulat
                    zniesienia obowiązkowej służby wojskowej.


                    > Ale przecież służenie ojczyźnie to honor i przywilej, więc
                    > o co ci tak naprawdę chodzi?

                    Piękny argument. Spróbujmy go odwrócić. A przecież siedzenie w kuchni,
                    sprzątanie i gotowanie to wielka sprawa i przywilej, więc o co Wam chodzi? ;-)

                    A tak serio - przywilejem jest coś, z czego możemy skorzystać, lub nie - jak
                    np. prawo do wcześniejszej emerytury dla kobiet. Służba wojskowa zaś jest
                    obowiązkiem - kto dostanie wezwanie, nie może powiedzieć: "nie dziękuję, nie
                    skorzystam".

                    > A jeśli chodzi o żądanie obowiązkowej służby dla kobiet to naprawdę – są
                    > większe
                    > problemy, które mają kobiety w tym kraju.

                    Dokładnie każdy feministyczny postulat mozna zbyc takim zdaniem: "Są większe
                    problemy, które mają kobiety w tym kraju".


                    > Nie mówiąc o tym, że bardzo wielu ojców nie interesuje się dziećmi po
                    > rozwodzie
                    > w ogóle, na przykład nie płacąc alimentów.

                    Piękny przykład stereotypu, które podobno zwalczacie... Więc niektóre
                    stereotypy są jednak OK? Np. negatywne stereotypy dotyczące mężczyzn... ;-)
                    Masz jakieś badania statystyczne na ten temat? Proszę o link.

                    > Feministkom chodzi przede wszystkim o sprawy kobiet (jak sama nazwa
                    wskazuje),
                    > w
                    > dalszej kolejności o inne grupy dyskryminowane.

                    A ja czytałem na tym forum, że feministki walczą o prawa wszystkich, mężczyzn i
                    kobiet. To ktoś napisał bzdurę? Szkoda, że wtedy nie protestowałaś...
                    Rozumiem, że prawa homoseksualistów też są ważniejsze niż prawa
                    heteroseksualnych mężczyzn?

                    > A ojcowie walczący o prawo do
                    > opieki nad dziećmi są przecież dobrze zorganizowani w odpowiednim
                    > stowarzyszeniu. Jeśli tak słabo sobie radzą, to może powinieneś im pomóc?

                    Przecież to Wam chodzi o równe prawa? Nieprawdaż?


                    > A twoja odpowiedź dowodzi, że nie o dyskusję ci chodzi, tylko o obrażanie
                    > interlekutora.

                    Proszę o cytat, kiedy Cię obraziłem.


                    > > Proszę o link do strony organizacji feministycznej, która popiera postula
                    > ty
                    > > ojców walczących o swoje prawa.
                    >
                    > O tym już pisałam wyżej.

                    Nie podałaś linku. Nie potrafisz udowodnić swoich gołosłownych twierdzeń.

                    > Płód jest pod szczególną ochroną państwa, bardziej nawet niż „nosicielka&

                    A Wy się na to zgadzacie? A co z hasłem: "mój brzuch - moja sprawa"?? ;-)


                    > > Ależ ma. Ma przywilej wcześniejszego przejścia na emeryturę (może z niego
                    >
                    > > skorzystać, lub nie). Mężczyzna nie ma prawa wyboru.
                    >
                    > To jedyny przywilej, jaki ci przyszedł do głowy? Ojej, chyba się też nawrócę.
                    > Chociaż z tą wcześniejszą emeryturą to jeden wielki przekręt jest (niższa
                    kwota
                    > wypracowana), nie mówiąc o tym, że niektóre organizacje feministyczne (i
                    > niektóre "samodzielne" feministki) postulują o zrównanie wieku emerytalnego.

                    Można nie korzystać z tego przywileju. Zaś mężczyzna nie ma wyboru.
                    Feministki zaś wycofały się z żadania likwidacji tego przywileju, pod naciskiem
                    kobiet. Nie chcą równych praw, choć dalej krzyczą o równouprawnieniu.

                    > Jeśli pracodawca jest inteligentny, to jest w stanie zorganizować wszystko
                    tak,
                    > żeby i on był zadowolony i nie tracił, i żeby kobieta w ciązy czuła się
                    > komfortowo w pracy,

                    Co to za argument? Prawa są nierówne i to powinien być dla Was, zwolenniczek
                    równouprawnienia - problem do rozwiązania. To, że ludzie inteligentni sobie
                    poradzą w każdej sytuacji, to zupełnie inne zagadnienie...

                    Nb. wyobrażasz sobie, co będzie, gdy odwrócę ten argument i zastosuję wobec
                    żądań femninistek? "Jeśli kobieta jest inteligentna, to sobie poradzi w każdej
                    sytuacji."

                    > Ile znasz takich przypadków, że mężczyzna chce adoptować swoje dziecko, do
                    > którego kobieta zrzekła się praw? Najlepiej poprzyj to jakimś przykładem.

                    A co to ma do rzeczy? Taki przypadek był kiedyś omawiany na tym forum.

                    > Poza tym osoby samotne mogą adoptować w Polsce dzieci, więc twierdzenie, że
                    > nawet jak chce, to nie może jest nieprawdziwe.

                    Świetny argument. "Nie martw się, bo może uda Ci się adoptować swoje dziecko.
                    Ale może dostanie je jakieś małżeństwo, z lepszym mieszkaniem i ustabilizowaną
                    sytuacją materialną, a ty przecież dopiero kończysz studia... "

                    > Urząd ds. równego statusu kobiet i mężczyzn ma zrównać status. Albo się go
                    > obniży do poziomu kobiet, albo podwyższy do poziomu mężczyzn. Co wolisz?

                    Możesz wyrażać się jaśniej? Na czym miałoby polegać to "obniżanie"
                    i "podwyższanie" w konkretnych, wymienionych przeze mnie nierównościach wobec
                    prawa?

                    > Dlaczego mężczyźni się nie zorganizują w organizacjach maskulinistycznych (?)
                    >i nie zaczną walczyć o prawa, które ich zdaniem im się należą?

                    Bo mają więcej rozumu i uznają równouprawnienie za nonsens. Co innego
                    feministki, jeśli serio traktują swoje hasła o równouprawnieniu...

                    Pozdrawiam -
                    • wiewiorzasta Re: zrównanie w prawach 18.08.05, 12:45
                      zly_wilk napisał:

                      > Proszę o link do strony organizacji feminisycznej, gdzie jest postulat
                      > zniesienia obowiązkowej służby wojskowej.

                      Przeczytałeś, to co napisałam? Chyba nie. Nie wszystkie feministki należą do
                      organizacji feministycznych. Powiem więcej – feministki działające w
                      organizacjach feministycznych to mniejszość.

                      > Piękny argument. Spróbujmy go odwrócić. A przecież siedzenie w kuchni,
                      > sprzątanie i gotowanie to wielka sprawa i przywilej, więc o co Wam chodzi? ;-)

                      A możesz udowodnić powyższe nie powołując się na swoje ulubione „prawa
                      naturalne” i „predyspozycje płciowe”?

                      > A tak serio - przywilejem jest coś, z czego możemy skorzystać, lub nie - jak
                      > np. prawo do wcześniejszej emerytury dla kobiet. Służba wojskowa zaś jest
                      > obowiązkiem - kto dostanie wezwanie, nie może powiedzieć: "nie dziękuję, nie
                      > skorzystam".

                      Zawsze można iść na studia. Poza tym w tej chwili sytuacja w Polsce wygląda tak,
                      że służba wojskowa _jest_ przywilejem dla niektórych grup społecznych.

                      > Dokładnie każdy feministyczny postulat mozna zbyc takim zdaniem: "Są większe
                      > problemy, które mają kobiety w tym kraju".

                      No oczywiście :) Wiedziałam, że coś takiego musi paść. Tylko wymień te inne
                      problemy, które mają kobiety w tym kraju, a o których nie mówią feministki.

                      A tak naprawdę problemem trzecioplanowym jest obowiązkowa służba wojskowa w
                      sytuacji, gdy liczba studentów z roku na rok rośnie, w wojsku nie ma pieniędzy
                      na prawdziwe szkolenie, więc się tę służbę skraca do minimum, a chłopcy po
                      zawodówkach czy ze wsi szturmują komisje wojskowe, bo widzą tam swoją szansę na
                      normalne życie albo przygotowanie zawodowe. A mimo to każdy przeciwnik
                      równouprawnienia przywołuje ten argument jak mantrę.

                      > Piękny przykład stereotypu, które podobno zwalczacie... Więc niektóre
                      > stereotypy są jednak OK? Np. negatywne stereotypy dotyczące mężczyzn... ;-)
                      > Masz jakieś badania statystyczne na ten temat? Proszę o link.

                      Podpisuję się pod tym, co napisała kot_behemot – nie jestem maszynką do
                      wypuszczania z siebie linków, na każde twoje życzenie. To ty popełniasz teksty
                      nie poparte niczym, poza własnymi uprzedzeniami i stereotypami.

                      Poza wszystkim – nie bez powodu istniało (jeszcze do niedawna) coś takiego jak
                      fundusz alimentacyjny. Myślisz, że dlaczego?
                      Poczytaj sobie, może coś wyciągniesz wnioski. I zwróć uwagę, że jest tam mowa o
                      _rodzicach_, więc nie ma mowy o stereotypach.

                      www.ngo.pl/strona/75194.html
                      Ale, ale… coś zniknęło. Coś wyciąłeś. Ciekawe czemu?
                      Jak powinien wyglądać wg ciebie parytet przy przyznawaniu przez sądy opieki nad
                      dzieckiem?

                      > A ja czytałem na tym forum, że feministki walczą o prawa wszystkich, mężczyzn i
                      > kobiet. To ktoś napisał bzdurę? Szkoda, że wtedy nie protestowałaś...

                      Szkoda, że nie przeczytałeś nic więcej na temat feminizmu, niż na forum. Ale to
                      widać. Czekam teraz z niecierpliwością na tekst na psychologia.net o korelacji
                      feminizmu i sikania do mydelniczki.

                      A tak serio – równouprawnienie robi dobrze wszystkim. I kobietom i mężczyznom.
                      Kobiety, które nie są wpychane na siłę (bo „predyspozycje płciowe”) w jakieś
                      role są szczęśliwe zarówno gotując mężowi obiady i wychowując dzieci, jak i
                      robiąc karierę taką jaką lubią, nie słysząc zewsząd „kiedy ty się w końcu
                      ożenisz, kiedy dzieci urodzisz?”. Bo same sobie powinny wybrać rolę życiową.
                      Mężczyźni też są szczęśliwsi, bo nie są wpychani na siłę (bo „predyspozycje
                      płciowe”) w role, w których się mogą źle czuć – mogą gotować żonie obiadki i
                      wychowywać dzieci, jeśli żona robi karierę. Bo sami powinni wybrać sobie rolę
                      życiową.
                      A najlepiej połączyć oba powyższe modele – oboje pracują (nie będzie sytuacji,
                      że gdy dzieci wyjdą z domu, kobieta zostania sama ze świadomością, że przegrała
                      życie, bo nie ma co robić przez najbliższe 30 lat poza podcieraniem tyłków
                      wnuczkom) i oboje zajmują się dziećmi (nie będzie sytuacji, że tatuś nie ma
                      pojęcia, jaka jest ulubiona potrawa dzieci i przy ewentualnym rozwodzie sąd
                      będzie mógł z czystym sumieniem rozważyć, czy przyznać opiekę matce czy ojcu).

                      Polecam ci tekst Wiktora Osiatyńskiego na temat równouprawnienia i równości:
                      www.zieloni.org.pl/news.php?id=902
                      Może da ci coś do myślenia.

                      > Rozumiem, że prawa homoseksualistów też są ważniejsze niż prawa
                      > heteroseksualnych mężczyzn?

                      A tego zdania to już zupełnie nie rozumiem.

                      > Przecież to Wam chodzi o równe prawa? Nieprawdaż?

                      Nie odwracaj kota ogonem, tylko opowiedz, w jaki sposób walczysz o prawa ojców o
                      opiekę nad dziećmi. Czyżby w taki sposób?
                      www.wstroneojca.ngo.pl/publikacje/pub_orzecz.htm
                      Jeśli tak, to jakoś ominąłeś szerokim łukiem „predyspozycje związane z płcią” i
                      „prawo naturalne”. Nie pasowało do tezy?

                      > Proszę o cytat, kiedy Cię obraziłem.

                      A spróbowałbyś :) Odpowiadałeś kotu_behemotowi:
                      > Twoja odpowiedź dowodzi, że tak naprawdę nie chodzi Wam o równe prawa, tylko
                      > władzę dla feministycznych działaczek.
                      Świadczy to o tym, że nie chcesz dyskutować, tylko zakładasz z góry obraźliwą
                      tezę, że kobietom działającym w organizacjach feministycznych zależy na władzy.
                      Możesz poprzeć to twierdzenie czymś więcej niż twoje widzimisie? Jeśli tak,
                      poproszę o link :), jeśli nie – jest to tekst obraźliwy.

                      > Nie podałaś linku. Nie potrafisz udowodnić swoich gołosłownych twierdzeń.

                      Bardzo chcesz? Pierwsze, co mi w oko wpadło. Nawet nie musiałam się wysilać.
                      www.oska.org.pl/news.php?id=2448
                      Poza tym – pisałam już – organizacje feministyczne działają na rzecz kobiet
                      przede wszystkim, zwłaszcza w naszym kraju. Inaczej by się musiały nazywać
                      organizacjami na rzecz praw człowieka i obywatela.

                      > A Wy się na to zgadzacie? A co z hasłem: "mój brzuch - moja sprawa"?? ;-)

                      Znowu niezgoda na fakty?
                      Napisałeś, że w prawie pracy nie ma nic o ochronie płodu. Napisałam ci jedynie,
                      że jest oddzielna ustawa, która się zajmuje tylko tym. Możesz się do tego odnieść?

                      > Można nie korzystać z tego przywileju. Zaś mężczyzna nie ma wyboru.
                      > Feministki zaś wycofały się z żadania likwidacji tego przywileju, pod naciskiem
                      > kobiet. Nie chcą równych praw, choć dalej krzyczą o równouprawnieniu.

                      Tak, tak, czytałam już twój post niżej – czołowe pismo feministyczne pod tytułem
                      „Wysokie Obcasy” zostały zarzucone listami od czytelniczek… Litości…
                      Poczytaj czasami coś innego, niż Gazetę Wyborczą i kogoś innego niż
                      Milską-Wrzosińską…
                      I podaj mi link do odpowiedniego oświadczenia organizacji feministycznych.

                      > Co to za argument? Prawa są nierówne i to powinien być dla Was, zwolenniczek
                      > równouprawnienia - problem do rozwiązania. To, że ludzie inteligentni sobie
                      > poradzą w każdej sytuacji, to zupełnie inne zagadnienie...

                      A możesz mi powiedzieć, gdzie _w_tej_konkretnej_sytuacji_ te prawa są nierówne?
                      Jeśli mężczyzna wróci do pracy po zawale, też ma różnego rodzaju ułatwienia czy
                      przywileje. Tylko dlatego, że jest mężczyzną?

                      Poza tym znowu coś ciachnąłeś… nieładnie…

                      > Nb. wyobrażasz sobie, co będzie, gdy odwrócę ten argument i zastosuję wobec
                      > żądań femninistek? "Jeśli kobieta jest inteligentna, to sobie poradzi w każdej
                      > sytuacji."

                      Nie, to nie jest odwrócenie argumentu. To są właśnie chwyty erystyczne,
                      zwłaszcza, że pominąłeś szerokim łukiem moją odpowiedź na twoje twierdzenie, że
                      płód nie jest chroniony.

                      > A co to ma do rzeczy? Taki przypadek był kiedyś omawiany
                    • wiewiorzasta Re: zrównanie w prawach cd. 18.08.05, 13:33
                      > A co to ma do rzeczy? Taki przypadek był kiedyś omawiany na tym forum.

                      Ma dużo do rzeczy. Forum to nie wyrocznia w takich sprawach.
                      Poproszę o statystyki dotyczące sytuacji, w której ojciec chce adoptować
                      dziecko, do którego praw rodzicielskich zrzekła się matka na porodówce i
                      sytuacji, w której ojciec chce uznać swoje ojcostwo wbrew woli matki po to, żeby
                      je adoptować. Inaczej uznam twoje twierdzenie za gołosłowne i wyssane z palca.

                      > Świetny argument. "Nie martw się, bo może uda Ci się adoptować swoje dziecko.
                      > Ale może dostanie je jakieś małżeństwo, z lepszym mieszkaniem i ustabilizowaną
                      > sytuacją materialną, a ty przecież dopiero kończysz studia... "

                      Świetny argument: „Kochanie, skoro oboje mamy nie ustabilizowaną sytuację
                      materialną i dopiero kończymy studia, to może przerwiesz ciążę. Bo jeśli nie, to
                      cię zostawię, bo jeszcze nie jestem gotowy na takie poświęcenie i nie myśl, że
                      będę płacił alimenty”.

                      > Możesz wyrażać się jaśniej? Na czym miałoby polegać to "obniżanie"
                      > i "podwyższanie" w konkretnych, wymienionych przeze mnie nierównościach wobec
                      > prawa?

                      Dość kiepsko ci wyszło to wymienianie nierówności wobec prawa mężczyzn na
                      korzyść kobiet. Albo musisz się poprawić, albo przyjąć na wiarę.

                      > Bo mają więcej rozumu i uznają równouprawnienie za nonsens.

                      Ci co mają więcej rozumu akurat uważają równouprawnienie za normę, którą warto
                      wprowadzać w życie. Nie schlebiaj sobie.

                      > Co innego
                      > feministki, jeśli serio traktują swoje hasła o równouprawnieniu...

                      A póki co, to mnóstwo jest mężczyzn takich jak ty, które mają wymagania, żeby
                      feministki zajęły się sprawami służby wojskowej, prawami ojców, głodem na
                      świecie i efektem cieplarnianym. Ale jak przychodzi czas, żeby coś zrobić, to
                      zasiadacie przy komputerze i macie pretensje, że jeszcze nie zrobione.

                      > Pozdrawiam -
                • kot_behemot8 Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 21:30
                  > Proszę o link do strony feministycznej organizacji z takim postulatem.
                  > Armia zawodowa, może będzie, a może nie - a tymczasem feministki żądając
                  > równych praw, powinny doprowadzić do uchylenia przez Trybunał Konstytucyjny
                  > obecnej ustawy o powszechnym obowiązku obrony. Albo żądać identycznego
                  > obowiązku dla kobiet.


                  Nonsens. Jak mogą żądać objęcia kobiet obowiązkiem który w ogóle uważają ze
                  względów ideowych za bezzasadny - bezzasadny zarówno dla kobiet jak i mężczyzn?
                  To tak jakbyś żądał zniesienia kary śmierci a w międzyczasie, żeby było
                  sprawiedliwie, domagał się jej stosowania za każde wykroczenie, w tym drogowe:)


                  >
                  > Ciekawa argumentacja przeciw parytetom.


                  Skoro ciekawa, to na nią odpowiedz. Napisałam, że dziecko to człowiek, nie
                  przedmiot którym można dzielić - czy to według potrzeb czy to według zasług.
                  Czy zasadę by dziecko trafiało do osoby mogącej jej zapewnić najlepszą opiekę
                  uważasz za niesłuszną? Jeśli tak uważasz, to wyjaśnij dlaczego.

                  >> > A że sądy są
                  > > szowinistyczne i tej zasady nie przestrzegają? Walczcie o swoje prawa
                  > > ojcowskie, długa droga przed wami, będziecie musieli pokonać morze
                  > > stereotypów -
                  > > tych samych zresztą z którymi walczą feministki.
                  >
                  > Wy walczcie - to przecież Wy podobno jesteście za równouprawnieniem, czyż
                  nie?

                  A ty nie jsteś za równymi prawami dla matek i ojców w sądach? Jeśli jesteś, to
                  powinieneś sam o nie walczyć z nie kazać to robić feministkom. Jeśli nie
                  jesteś, to właściwie o co ci chodzi i co ci się w sądach rodzinnych nie podoba?
                  Sam siebie określasz jako przeciwnika równouprawnienia, więc powinieneś być
                  zadowolony z tego że mężczyźni są w sądach rodzinnych dyskryminowani gdyż jest
                  to zgodne z twoimi poglądami. A może ty jesteś za nierównością wyłącznie tam,
                  gdzie zyskują na tym mężczyzni zaś tam gdzie się ich dyskryminuje nagle
                  zamieniasz się w zwolennika równości? Dokładnie takie sprawiasz wrażenie, czy
                  się mylę?

                  > Twoja odpowiedź dowodzi, że tak naprawdę nie chodzi Wam o równe prawa, tylko
                  > władzę dla feministycznych działaczek.


                  ????? Twoja natomiast dowodzi, że nie rozumiesz co to znaczy "dowodzić czegoś";)


                  >
                  > Proszę o link do strony organizacji feministycznej, która popiera postulaty
                  > ojców walczących o swoje prawa.


                  Pełnomocnik ds Równego Statusu tym się zajmuje od dawna, organizują np
                  szkolenia dla sędziów rodzinnych. Sporo tekstów było na stronach Ośki. A ja nie
                  jestem szafą grającą żebyś do mnie wrzucał monetę a ja bym ci wyrzucała
                  wszelkie linki jakich sobie zażyczysz. Sam poszukaj.


                  >
                  > > Przywileje ciężarnych dotyczą dziecka a nie kobiety.
                  >
                  > Prawo pracy nie wspomina nic o przywilejach płodu. Zajrzyj do prawa pracy.
                  Nie
                  > ma tam ani jednego zdania w stylu: "Nienarodzone dziecko ma prawo, aby jego
                  > nosicielka została przesunięta na inne stanowisko z zachowaniem
                  dotychczasowego
                  >
                  > wynagrodzenia" - gdyż płód wynagrodzenia nie pobiera. Przywileje ciężarnych
                  > kobiet dotyczą kobiet.


                  Czyżby? To dlaczego tylko ciężarne mogą z nich korzystać?


                  Uważam je za słuszne, ale ja jestem przeciw
                  > równouprawnieniu. Wy - za. A zatem, powinniście konsekwentnie dążyć do
                  > likwidacji przywilejów ciężarnych kobiet w kodeksie pracy.


                  Kobieta w ciąży powinna być przesunięta do innej pracy gdyż niektóre czynności
                  mogą szkodzić dziecku, nie kobiecie. Nie znam innych przywilejów prawa pracy,
                  takich które dotyczyłyby wszystkich kobiet tylko z racji ich płci a więc były
                  przywilejami kobiet a nie dzieci. Ty chyba też, bo ich nie wymieniasz. A więc
                  1:0 dla mnie;)


                  > > Żadna kobieta nie ma
                  > > przywilejów z racji bycia kobietą,
                  >
                  > Ależ ma. Ma przywilej wcześniejszego przejścia na emeryturę (może z niego
                  > skorzystać, lub nie). Mężczyzna nie ma prawa wyboru.


                  To nie jest prawo pracy, tak na marginesie. Bardzo dobrze, że wspomniałeś o
                  emeryturach. Powszechnie wiadomo, że feministki są za zrównaniem wieku
                  emerytalnego, 2:0 dla mnie :)

                  >
                  > > A za co niby pracodawca płaci? Urlop macierzyński jest pokrywany ze skład
                  > ki
                  > > ZUS, pracodawcy nie kosztuje to ani złotówki...
                  >
                  > Pracodawcę kosztują zwolnienia lekarskie do 30 dni,


                  Plączesz różne sprawy. Ciąża nie jest chorobą i nikt ciężarnej nie da
                  zwolnienia tylko z powodu ciąży. Zwolnienie chorobowe dostaje się jak człowiek
                  jest chory, niezależnie od przyczyny choroby. Tą przyczyną może być zatrucie
                  ciążowe u kobiety albo zatrucie alkoholowe u mężczyzny, albo grypa itd. Obojgu
                  należy się zwoolnienie chorobowe - jeśli lekarz tak uzna. W tej sprawie
                  obowiązuje pełne równouprawnienie, 3:0 dla mnie.


                  konieczność przyuczenia nowego pracownika,
                  > jeśli pójdzie na urlop macierzyński,


                  A jak mężczyzna się zwolni z pracy, ewentualnie pójdzie do wojska to pracodawca
                  nie musi szkolić nowego pracownika? Musi. To gdzie tu przywilej dla kobiet?
                  4:0 :))


                  prawo do godzinnej przerwy na karmienie w
                  > ramach godzin pracy przez cały rok.


                  To ten przepis jeszcze obowiązuje??? Teoria absolutna, nie znam nikogo kto by
                  go przestrzegał. Z krzywdą dla dzieci zresztą, co stawia pod znakiem zapytania
                  czy karnienie piersią służy dziecku czy kobiecie i czyim przywilejem tak
                  naprawę jest. Ale jeśli koszty ponosi pracodawca, to należałoby to zmienić -
                  mały punkcik dla ciebie:)


                  > Ojciec dziecka, który nie jest jej mężęm, nie może uznać dziecka za swoje,
                  bez
                  > jej zgody.


                  A kto ci coś takiego powiedział? Oczywiście, że nie może być tak że pierwszy
                  lepszy gość z ulicy powie że jest ojcem mojego dziecka a ja będę się musiała na
                  to zgodzić nawet jeśli typa na oczy wcześniej nie widziałam. Ty uważasz, że
                  powinnam miec obowiązek zgodzić się?? Jednak każdy mężczyzna ma prawo (bodajże
                  w ciągu pół roku od powzięcia podejrzeń że dziecko jest jego) zażądać
                  rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. Prawo jest pod tym względem w porządku,
                  gorzej z praktyką - sędzie sądów rodzinnych to często autentyczne szowinistki,
                  wychowane na stereotypach. Walczcie ojcowie, ja za każdego trzymam kciuki i
                  moje koleżanki też.


                  Ona może wtedy oddać dziecko po porodzie do adopcji, a on nie może
                  > go wychowywać, nawet, jeśli chce.


                  Jeśli potwierdzi ojcostwo sądownie, to naturalnie może wychowywac własne
                  dziecko, nikt mu tego nie może zabronić.


                  >
                  > Jak widzisz, wciąż w tym kraju obowiązują RÓŻNE prawa dla kobiet i mężczyzn,
                  > choć jest to sprzeczne z konstytucją.


                  Jak widzisz, łatwo wykazałam że się mylisz i że obowiązują równe prawa a w
                  nielicznych przypadkach gdzie są one nierówne (wiek emerytalny i wojsko)
                  feministki są za ich zrównaniem. 6:0 i mecz dla mnie:))



                  Feministki nic z tym nie robią, choć
                  > podobno walczą o równouprawnienie... Nawet powstał specjalny urząd ds.
                  równego
                  > statusu kobiet i MĘŻCZYZN, ale ... także nic nie zrobił w tej sprawie.


                  Pełnomocniczka sama nie może zmienić ani ustawy emerytalnej, ani wprowadzić
                  armii zawodowej. Nie posiada ani takich kompetencji ani możliwości. Może
                  natomiast propagować właściwe z punktu widzenia rozwiązania i naturalnie to
                  robi.

                  >
                  > Więc jak to jest, walczycie na serio o równe prawa dla kobiet i mężczyzn, czy
                  > tylko w tych dziedzinach, gdzie Wam się to opłaca?


                  Walczymy serio o róne prawa dla kobiet i mężczyzn i opłaca nam się to we
                  wszystkich dziedzinach. Nie ma takiej dziedziny w której równe prawa byłyby dla
                  kobiet niekorzystne. W dogrywce 2:0, też dla mnie.
                  Dobranoc.
                  • zly_wilk Re: zrównanie w prawach 17.08.05, 23:42
                    kot_behemot8 napisała:


                    > Nonsens. Jak mogą żądać objęcia kobiet obowiązkiem który w ogóle uważają ze
                    > względów ideowych za bezzasadny - bezzasadny zarówno dla kobiet jak i
                    > mężczyzn?

                    Nadal proszę o link do strony feministycznej organizacji postulatem zniesienia
                    obowiązkowej służby wojskowej. Udowodnij swoje wcześniejsze twierdzenia, albo
                    odwołaj.

                    Kolejny raz nie potrafisz udowodnić swojego gołosłownego twierdzenia. Punkt dla
                    mnie.

                    > A ty nie jsteś za równymi prawami dla matek i ojców w sądach? Jeśli jesteś,
                    to
                    > powinieneś sam o nie walczyć z nie kazać to robić feministkom. Jeśli nie
                    > jesteś, to właściwie o co ci chodzi i co ci się w sądach rodzinnych nie
                    podoba?

                    Ja nie głoszę haseł równouprawnienia, ani nie żądam parytetów. Wy - tak. Więc
                    zróbcie coś z tym problemem, bo inaczej wygląda na to, że nie obchodzą Was
                    wcale równe prawa, a parytety - owszem, ale tylko w sejmie.

                    > Pełnomocnik ds Równego Statusu tym się zajmuje od dawna, organizują np
                    > szkolenia dla sędziów rodzinnych. Sporo tekstów było na stronach Ośki. A ja
                    nie
                    >
                    > jestem szafą grającą żebyś do mnie wrzucał monetę a ja bym ci wyrzucała
                    > wszelkie linki jakich sobie zażyczysz. Sam poszukaj.

                    Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto wysuwa określoną tezę. Twierdzisz coś, a
                    potem wymawiasz się od uzasadnienia swojej tezy. Punkt dla mnie. Albo podaj
                    link.


                    > > > Przywileje ciężarnych dotyczą dziecka a nie kobiety.
                    > >
                    > > Prawo pracy nie wspomina nic o przywilejach płodu. Zajrzyj do prawa pracy
                    > .
                    > Nie
                    > > ma tam ani jednego zdania w stylu: "Nienarodzone dziecko ma prawo, aby j
                    > ego
                    > > nosicielka została przesunięta na inne stanowisko z zachowaniem
                    > dotychczasowego
                    > >
                    > > wynagrodzenia" - gdyż płód wynagrodzenia nie pobiera. Przywileje ciężarny
                    > ch
                    > > kobiet dotyczą kobiet.
                    >
                    >
                    > Czyżby? To dlaczego tylko ciężarne mogą z nich korzystać?

                    Fakt, że może z tych przywilejów korzystać tylko pewna kategoria kobiet -
                    kobiet ciężarnych, nie zmienia faktu, że są kobietami.

                    > Uważam je za słuszne, ale ja jestem przeciw
                    > > równouprawnieniu. Wy - za. A zatem, powinniście konsekwentnie dążyć do
                    > > likwidacji przywilejów ciężarnych kobiet w kodeksie pracy.
                    >
                    >
                    > Kobieta w ciąży powinna być przesunięta do innej pracy gdyż niektóre
                    > czynności mogą szkodzić dziecku, nie kobiecie.

                    A co to może obchodzić pracodawcę, komu szkodzi praca? Nie zatrudniał dziecka,
                    tylko kobietę. To jej płaci i od niej wymaga.
                    Poza tym feministki głoszą hasło: "Mój brzuch - moja sprawa". Niech więc będą w
                    tym konsekwente i przestaną obarczać pracodawcę "swoim brzuchem", czyż nie?
                    Jeśli traktuje się serio feministyczne hasła o równouprawnieniu, to niestety,
                    trzeba się liczyć z konsekwencjami... ;-)

                    > Nie znam innych przywilejów prawa pracy,
                    > takich które dotyczyłyby wszystkich kobiet tylko z racji ich płci

                    To sobie poczytaj trochę prawa. Jako feministki będziecie musiały zażądać, w
                    ramach pełnego równoupranienia oczywiście, uchylenia art. 7 Konwencji MOP, albo
                    jej wypowiedzenia przez Polskę, gdyż art. 7 tej konwencji stanowi:

                    "1. Zatrudnienie kobiet i młodocianych pracowników przy ręcznym transporcie
                    ładunków, innych niż lekkie, będzie ograniczone.

                    2. W wypadku zatrudnienia kobiet i młodocianych pracowników przy ręcznym
                    transporcie ładunków, maksymalny ciężar tych ładunków będzie musiał być
                    znacznie mniejszy od tego, jaki jest dozwolony dla mężczyzn."

                    Co za dyskryminacja, nieprawdaż? I Wy, zwolenniczki równouprawnienia, znosicie
                    to spokojnie? Punkt dla mnie.

                    > Bardzo dobrze, że wspomniałeś o
                    > emeryturach. Powszechnie wiadomo, że feministki są za zrównaniem wieku
                    > emerytalnego, 2:0 dla mnie :)

                    Feministki już dawno wycofały się z tego hasła, po tym, jak do "Wysokich
                    Obcasów" napłynęły liczne protesty od kobiet, które wolą wcześniejszą emerytuję.

                    > Plączesz różne sprawy. Ciąża nie jest chorobą i nikt ciężarnej nie da
                    > zwolnienia tylko z powodu ciąży.

                    O Boże, jakie bzdury wypisujesz... Zapytaj jakąś kobietę, która ma dziecko, jak
                    to u niej wyglądało w okresie ciąży. Ciąża jest najłatwiejszym powodem, by
                    spędzić na zwolnieniach niemal 9 miesięcy - każdy lekarz wystawi zwolnienie, i
                    nikt tego nie zakwestionuje. Poniekąd to bardzo dobrze... Ale przecież Wy
                    żądacie równego traktowania - czyż nie? Powinnyście coś z tym zrobić... :-)


                    > A jak mężczyzna się zwolni z pracy, ewentualnie pójdzie do wojska to
                    > pracodawca
                    > nie musi szkolić nowego pracownika? Musi. To gdzie tu przywilej dla kobiet?

                    Jak mężczyzna się zwolni, albo pójdzie do wojska, to nie trzeba mu płacić. A
                    ciężarnej kobiecie, czy kobiecie na urlopie macieżyńskim - trzeba.

                    > >prawo do godzinnej przerwy na karmienie w
                    > > ramach godzin pracy przez cały rok.
                    >
                    >
                    > To ten przepis jeszcze obowiązuje??? Teoria absolutna, nie znam nikogo kto by
                    > go przestrzegał.

                    Przepis obowiązuje. A ja znam. Punkt dla mnie.

                    > Z krzywdą dla dzieci zresztą, co stawia pod znakiem zapytania
                    > czy karnienie piersią służy dziecku czy kobiecie i czyim przywilejem tak
                    > naprawę jest.

                    Pracodawcy to nie musi obchodzić, dziecka nie zatrudniał, tylko kobietę.

                    > > Ojciec dziecka, który nie jest jej mężęm, nie może uznać dziecka za swoje
                    > ,
                    > bez
                    > > jej zgody.
                    >
                    >
                    > A kto ci coś takiego powiedział? Oczywiście, że nie może być tak że pierwszy
                    > lepszy gość z ulicy powie że jest ojcem mojego dziecka a ja będę się musiała
                    > na
                    > to zgodzić nawet jeśli typa na oczy wcześniej nie widziałam. Ty uważasz, że
                    > powinnam miec obowiązek zgodzić się?? Jednak każdy mężczyzna ma prawo
                    (bodajże
                    > w ciągu pół roku od powzięcia podejrzeń że dziecko jest jego) zażądać
                    > rozstrzygnięcia sprawy przez sąd.

                    Co Ty wypisujesz? Zajrzyj do kodeksu rodzinnego. Mężczyzna nie może uznać
                    dziecka, bez zgody kobiety. Nawet badania genetyczne mu nie pomogą. Sprawa
                    beznadziejna.

                    Kobieta, jak chce wychowywać dziecko, może podać mężczynę - ojca dziecko o
                    alimenty i wychowywac je sama. Mężczyzna nie może się zdecydować na samotne
                    wychowywanie dziecka - bo ona odda je do adopcji, żeby nie musiać płacić mu
                    alimentów.

                    > Prawo jest pod tym względem w porządku,
                    > gorzej z praktyką

                    Nie. Tu własnie prawo nie jest w porządku. A Wy podobno walczycie o
                    równouprawnienie, nieprawdaż? No to zróbcie coś z tym.

                    > Jeśli potwierdzi ojcostwo sądownie, to naturalnie może wychowywac własne
                    > dziecko, nikt mu tego nie może zabronić.

                    Jesteś nieprzygotowana do dyskusji, i wypisujesz bzdury. Zajrzyj najpierw do
                    kodeksu rodzinnego.

                    Jak widzisz, wciąż w tym kraju obowiązują RÓŻNE prawa dla kobiet i mężczyzn,
                    choć jest to sprzeczne z konstytucją. Feministki nic z tym nie robią, choć
                    podobno walczą o równouprawnienie... Nawet powstał specjalny urząd ds.
                    równego statusu kobiet i MĘŻCZYZN, ale ... także nic nie zrobił w tej sprawie.

                    A może powinnyście wreszcie napisać prawdę - że nie walczycie o żadne tam
                    równouprawnienie, lecz o dodatkowe przywileje dla feministek, w rodzaju
                    parytetów w Sejmie.
                    • kot_behemot8 Re: zrównanie w prawach 18.08.05, 10:08
                      zly_wilk napisał:

                      >
                      > Nadal proszę o link do strony feministycznej organizacji postulatem
                      zniesienia
                      > obowiązkowej służby wojskowej. Udowodnij swoje wcześniejsze twierdzenia, albo
                      > odwołaj.


                      A dlaczego miałabym odwoływać coś co jest prawdą? Linków możesz sam sobie
                      poszukać - poza tym bardzo dobrej odpowiedzi na ten punkt udzieliła ci już
                      wcześniej Wiewiórzasta. No i nie odpowiedziałes na moje argumenty a dyskusja
                      własnie na tym powinna polegać. Dlaczego nie odpowiadasz, nie potrafisz?


                      > Ja nie głoszę haseł równouprawnienia, ani nie żądam parytetów. Wy - tak. Więc
                      > zróbcie coś z tym problemem, bo inaczej wygląda na to, że nie obchodzą Was
                      > wcale równe prawa, a parytety - owszem, ale tylko w sejmie.


                      No właśnie. Skoro nie jesteś za równouprawnieniem, to co cię obchodzi
                      dyskryminacja kogokolwiek? Jest zgodna z twoimim poglądami, więc z twojego
                      punktu widzenia nie ma żadnego problemu praw ojcowskich a sytuacja ojców w
                      sądach jest bardzo dobra. Czy tak właśnie jest? Dlaczego nie odpowiedziałes na
                      moje pytanie?

                      > >
                      > > jestem szafą grającą żebyś do mnie wrzucał monetę a ja bym ci wyrzucała
                      > > wszelkie linki jakich sobie zażyczysz. Sam poszukaj.
                      >
                      > Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto wysuwa określoną tezę. Twierdzisz coś, a
                      > potem wymawiasz się od uzasadnienia swojej tezy. Punkt dla mnie. Albo podaj
                      > link.


                      Ciężar dowodu tak, ale ja nie przedstawiam żadnej tezy a jedynie piszę o
                      powszechnie znanych faktach. Podejmując dyskusję zakładam pewien minimalny
                      poziom wiedzy rozmówcy. Ty tej wiedzy nie masz? A to pech.

                      >
                      > Fakt, że może z tych przywilejów korzystać tylko pewna kategoria kobiet -
                      > kobiet ciężarnych, nie zmienia faktu, że są kobietami.


                      Porozmawiajmy więc o męskich przywilejach... Na początek pójdą przywileje
                      górnicze. Trawestując twoje rozumowanie: fakt, że może z tych przywilejów
                      korzystać tylko pewna kategoria mężczyzn - górników, nie zmienia faktu, że są
                      mężczyznami. Jeśli upierasz się traktować przywileje ciężarnych jako
                      przywileje kobiece, to ja będę traktowałą przywileje górnicze jako przywileje
                      męskie.
                      No i teraz możemy podyskutować które z tych przywilejów są większe a zwłaszcza
                      kosztowniejsze dla podatników...

                      >
                      > A co to może obchodzić pracodawcę, komu szkodzi praca? Nie zatrudniał
                      dziecka,
                      > tylko kobietę. To jej płaci i od niej wymaga.


                      A co mnie obchodzi co to obchodzi pracodawcę. Rozmawiamy o przywilejach kobiet
                      a nie o przywilejach dzieci czy o obciążeniach pracodawców. Tutaj przywileju
                      specyficznie kobiecego nie ma choćby i dlatego, że istnieje sporo sytuacji w
                      których podobną ochroną objęci są inni pracownicy, np zawałowcy po powrocie do
                      pracy mają prawo do równorzędnego stanowiska na identycznych zasadach jak
                      ciężarne. Z punktu widzenia równości nie ma powodu by likwidowac akurat
                      przywileje ciężarnych a zostawiać wszelkie inne, dla innych pracowników. Z
                      punktu widzenia pracodawcy zapewne byłoby lepiej gdyby prawo pracy w ogóle nie
                      istniało, ale to zupełnie inny temat. My rozmawiamy o równości a nie o kosztach
                      pracy i obciążeniach pracodawców.


                      > "1. Zatrudnienie kobiet i młodocianych pracowników przy ręcznym transporcie
                      > ładunków, innych niż lekkie, będzie ograniczone.
                      >
                      > 2. W wypadku zatrudnienia kobiet i młodocianych pracowników przy ręcznym
                      > transporcie ładunków, maksymalny ciężar tych ładunków będzie musiał być
                      > znacznie mniejszy od tego, jaki jest dozwolony dla mężczyzn."
                      >
                      > Co za dyskryminacja, nieprawdaż? I Wy, zwolenniczki równouprawnienia,
                      znosicie
                      > to spokojnie? Punkt dla mnie.


                      Wszystko ci się miesza. To oczywiste, że prawo pracy chroni pracownika przed
                      wyzyskiem. I znowu punkt dla mnie, bo chroni zarówno kobiety jak i mężczyzn
                      gdyż ustala normy dopuszczalnego obciążenia dla jednych i drugich.
                      Dyskryminacja byłaby wtedy, gdyby ochrona dotyczyła wyłącznie jednej z płci a
                      tak nie jest. Chodzi ci o to, że kobiety są słabsze więc muszą dźwigać mniejsze
                      ciężary? Zgłoś pretensje do pana Boga że tak nas ukształtował. Mnie się
                      wszelkie naturalne różnice między kobietami i mężczyznami bardzo podobają i nie
                      zamierzam przeciwko nim protestować.


                      >>
                      > Feministki już dawno wycofały się z tego hasła, po tym, jak do "Wysokich
                      > Obcasów" napłynęły liczne protesty od kobiet, które wolą wcześniejszą
                      emerytuję


                      Gdybym była tobą to zażądałabym teraz linka do strony "feministycznej
                      organizacji" która ponoć się wycofała. Ale nie jestem tobą, więc powiem tylko
                      że nie widzę związku między listami do WO a moim czy innych feministek poglądem
                      na dowolny temat. Poglądy się ma albo się ich nie ma, koniunkturalizm cechuje
                      polityków a feminizm to ruch społeczny, nie partia polityczna.



                      >
                      > O Boże, jakie bzdury wypisujesz...


                      Brak ci argumentów więc zaczynasz rzucać inwektywy? To znak, że pora kończyć.


                      Zapytaj jakąś kobietę, która ma dziecko, jak
                      >
                      > to u niej wyglądało w okresie ciąży.


                      Nie muszę. Byłam w ciąży, jestem matką. A ty?;)


                      Ciąża jest najłatwiejszym powodem, by
                      > spędzić na zwolnieniach niemal 9 miesięcy - każdy lekarz wystawi zwolnienie,
                      i
                      > nikt tego nie zakwestionuje.


                      Jestem także lekarzem i gwarantuję ci, że żaden lekarz nie wystawi 9
                      miesięcznego zwolnienia zdrowej kobiecie w ciąży. Jeśli jest chora, to co
                      innego.


                      Poniekąd to bardzo dobrze... Ale przecież Wy
                      > żądacie równego traktowania - czyż nie? Powinnyście coś z tym zrobić... :-)


                      Z czym? Z tym że ludzie czasami niestety chorują? No własnie dlatego, że
                      chciałam coś z tym zrobić poszłam na medycynę. Tylko co ma do tego feminizm?


                      > Jak mężczyzna się zwolni, albo pójdzie do wojska, to nie trzeba mu płacić. A
                      > ciężarnej kobiecie, czy kobiecie na urlopie macieżyńskim - trzeba.


                      Pracodawca _nie_ płaci na urlop macierzyński, płaci ZUS - już to pisałam. Czy
                      nie mógłbyś się trochę skoncentrować i zacząć odpowiadać na moje argumenty? A
                      także trzymać się tematu. W tym punkcie rozmowa dotyczy kosztów przeszkolenia
                      pracownika i te koszty są takie same w przypadku kobiety odchodzącej na urlop i
                      mężczyzny odchodzącego bo tak mu się spodobało. Dla pracodawcy to żadna różnica
                      a skoro tak, to nie można mówić o "przywileju kobiecym", co najwyżej o
                      przywileju kobieco-męskim;))


                      Jednak każdy mężczyzna ma prawo
                      > (bodajże
                      > > w ciągu pół roku od powzięcia podejrzeń że dziecko jest jego) zażądać
                      > > rozstrzygnięcia sprawy przez sąd.

                      >
                      > Co Ty wypisujesz? Zajrzyj do kodeksu rodzinnego.


                      Sam zajrzyj. I koniecznie podaj link na paragraf stwierdzający, że mężczyzna
                      nie posiada prawa do sądowego ustalania ojcostwa;) Koniecznie...


                      Mężczyzna nie może uznać
                      > dziecka, bez zgody kobiety. Nawet badania genetyczne mu nie pomogą. Sprawa
                      > beznadziejna.


                      Oczywiście, że bez zgody kobiety nie może. Ty chciałbyś, żeby mógł to zrobić
                      bez jej zgody i bez sprawy sądowej w której dowiedzie swojego ojcostwa? Spróbuj
                      odpowiedzieć na to pytanie zamiast się migać. Choć raz spróbuj...


                      >
                      > > Prawo jest pod tym względem w porządku,
                      > > gorzej z praktyką
                      >
                      > Nie. Tu własnie prawo nie jest w porządku. A Wy podobno walczycie o
                      > równouprawnienie, nieprawdaż? No to zróbcie coś z tym.


                      Co konkretnie w prawie jest złe (w prawie, nie w praktyce sądowniczej!) -
                      proszę o jasną odpowiedź. Jak ma brzmiec to prawo, żeby było dobre? Czy
                      tak: "jeśli mężczyzna zechce uznać dziecko dowolnej kobiety, to może to uczynić
                      bez jej zgody i bez przedstawiania dowodów swojego ojcostwa". O to ci chodzi?
                      I odpowiedz na to proste pytanie bez inwektyw, za to jasno i konkretnie. O ile
                      cię na to stać.

                      >
                      > Jesteś nieprzygotowana do dyskusji, i wypisujesz bzdu
                      • kot_behemot8 Re: zrównanie w prawach 18.08.05, 10:12
                        Wklejam brakuującą część. Przy okazji powtarzam dwa akapity, bo szczególnie mi
                        zależy na twoich odpowiedziach. Może jak dwa razy przeczytasz to samo pytanie
                        to w końcy na nie odpowiesz;)




                        Mężczyzna nie może uznać
                        > dziecka, bez zgody kobiety. Nawet badania genetyczne mu nie pomogą. Sprawa
                        > beznadziejna.


                        Oczywiście, że bez zgody kobiety nie może. Ty chciałbyś, żeby mógł to zrobić
                        bez jej zgody i bez sprawy sądowej w której dowiedzie swojego ojcostwa? Spróbuj
                        odpowiedzieć na to pytanie zamiast się migać. Choć raz spróbuj...


                        >
                        > > Prawo jest pod tym względem w porządku,
                        > > gorzej z praktyką
                        >
                        > Nie. Tu własnie prawo nie jest w porządku. A Wy podobno walczycie o
                        > równouprawnienie, nieprawdaż? No to zróbcie coś z tym.


                        Co konkretnie w prawie jest złe (w prawie, nie w praktyce sądowniczej!) -
                        proszę o jasną odpowiedź. Jak ma brzmiec to prawo, żeby było dobre? Czy
                        tak: "jeśli mężczyzna zechce uznać dziecko dowolnej kobiety, to może to uczynić
                        bez jej zgody i bez przedstawiania dowodów swojego ojcostwa". O to ci chodzi?
                        I odpowiedz na to proste pytanie bez inwektyw, za to jasno i konkretnie. O ile
                        cię na to stać.

                        >
                        > Jesteś nieprzygotowana do dyskusji, i wypisujesz bzdury. Zajrzyj najpierw do
                        > kodeksu rodzinnego.


                        Znowu inwektywy zamiast argumentów? Jeśli napisałam nieprawdę, to udowodnij to.
                        Tylko co jest tą nieprawdą, bo chyba nie to, że po udowodnienia ojcostwa ojciec
                        ma prawo do wychowywania własnego dziecka?
                        Resztę twojego tekstu ucieło, szkoda: im więcej tym weselej. Tnij posty na
                        przyszłość.

                      • marcypanna brawo dla pani Kot!! 18.08.05, 11:22
                        Świetna argumentacja. Kot - masz mój najwyższy szacunek.
                        Zwłaszcza argument o górnikach doskonały, każdemu myslącemu człowiekowi musi
                        dać do myślenia. Wielu z nas tak bezrefleksyjnie powtarza nieprawdy
                        o "kobiecych przywilejach" mając na myśli przywileje związane z ciążą i
                        macierzyństwem, nawet ja używałam do tej pory tego określenia. A przecież takie
                        same to przywileje kobiece, jak przywileje górników są przywilejami męskimi:))
                        Mam jeszcze jedno spostrzeżenie.
                        Płatne urlopy macierzyńskie trudno nazwac "kobiecymi przywilejami" jeszcze z
                        innego powodu. Przecież każde dziecko oprócz matki ma także i ojca. Skoro matka
                        opiekuje się noworodkiem, to ojciec powinien łożyć na ich utrzymanie - on też
                        musi mieć jakieś obowiązki związane z posiadaniem dzieci. Więc zasiłek
                        macierzyński zdejmuje z ojca dziecka przynajmniej część kosztów a to oznacza,
                        że jest już prędzej "przywilejem męskim" niż "przywilejem kobiecym".
                        Oczywiście tak możnaby powiedzieć jeśli ktoś upiera się przy tym co robi Zły
                        Wilk czyli przy próbach antagonizowania płci, wmawiania im
                        rzekomych "przywilejów płciowych. Ja uważam, że nie ma przywilejów kobiecych,
                        jest natomiast polityka rodzinna (dosyć marna zresztą, ale to już osobny temat)
                        która z uprzywilejowaniem kobiet nie ma nic wspólnego.
                        Pozdrawiam panią Kot!
                      • zly_wilk czy Ty jeszcze jesteś feministką? 19.08.05, 10:46
                        kot_behemot8 napisała:

                        > A dlaczego miałabym odwoływać coś co jest prawdą? Linków możesz sam sobie
                        > poszukać - poza tym bardzo dobrej odpowiedzi na ten punkt udzieliła ci już
                        > wcześniej Wiewiórzasta.

                        Żadna z Was nie udowodniła swojej tezy, że organizacje feministyczne walczą o
                        zniesienie obowiązkowej służby wojskowej. Nadal proszę o link do strony
                        feministycznej organizacji z postulatem zniesienia obowiązkowej służby
                        wojskowej, albo przyznanie się do błędu.

                        > No właśnie. Skoro nie jesteś za równouprawnieniem, to co cię obchodzi
                        > dyskryminacja kogokolwiek?

                        Można być komunistą, katolikiem, radykalnym islamistą, feministką i głosić
                        swoje poglądy - ale nie należy popełniać przy tym sprzeczności. Ja nie głoszę
                        haseł równouprawnienia, ani nie żądam parytetów. Wy - tak. Zarazem akceptujecie
                        RÓŻNE PRAWA tam, gdzie jest to dla Was korzystne. To feministyczna hipokryzja.
                        Co było do udowodnienia.

                        > Ciężar dowodu tak, ale ja nie przedstawiam żadnej tezy a jedynie piszę o
                        > powszechnie znanych faktach. Podejmując dyskusję zakładam pewien minimalny
                        > poziom wiedzy rozmówcy. Ty tej wiedzy nie masz? A to pech.

                        Przestawiasz jakąś tezę, a jak proszę o uzasadnienie, Ty każesz mi szukać go
                        samodzielnie. Kiedy przypominam Ci, że ciężar dowodu spoczywa na tym, kto tezę
                        wysuwa, twierdzisz, że nie jest to żadna teza, lecz powszechnie znany fakt.
                        Gdyby tak było, znalezienie argumentów na poparcie tego "faktu" nie
                        nastręczałoby Ci żadnych trudności...

                        Spróbujmy odwrócić ten argument: Uważam, że feministki są zakłamane. Nie jest
                        to teza, którą jakkolwiek muszę uzasadniac, lecz powszechnie znany fakt. Jeśli
                        masz jakiekolwiek wątpliwości, to sama poszukaj sobie informacji w necie na ten
                        temat. ;-)


                        > Porozmawiajmy więc o męskich przywilejach... Na początek pójdą przywileje
                        > górnicze. Trawestując twoje rozumowanie: fakt, że może z tych przywilejów
                        > korzystać tylko pewna kategoria mężczyzn - górników, nie zmienia faktu, że są
                        > mężczyznami.

                        Z przywilejów górniczych może korzystać każdy, kto pracuje na dole. Także
                        kobiety. To, że one nie garną się do pracy w kopalniach, to już inna sprawa.
                        Z przywilejów ciężarnych kobiet mogą korzystać wyłącznie kobiety. Jest więc to
                        ewidentnie przywilej płciowy. A Wy podobno protestujecie przeciwko płciowym
                        nierównościom? ;-)

                        > np zawałowcy po powrocie do
                        > pracy mają prawo do równorzędnego stanowiska na identycznych zasadach jak
                        > ciężarne.

                        Zawałowcy, jak każda chora osoba mają prawo do powrotu do pracy po zwolnieniu
                        lekarskim, na którym otrzymują 80% pensji. Kobiety na urlopie macierzyńskim NIE
                        SĄ CHORE i otrzymują 100% pensji. Nie można więc tego porównywać.

                        Kobiety w ciąży nie są pełnowartościowym pracownikiem. Choć są zdrowe, łatwo
                        dostają zwolnienia lekarskie. Nie mogą pracować w warunkach szkodliwych. Przez
                        rok po urodzeniu dziecka mają prawo do godzinnej przerwy na karmienie piersią,
                        za którą to przerwę płaci pracodawca. Podsumowując - mają specyficzne, kobiece
                        przywileje. Istnieje nierówność praw w tym zakresie. Ja, jako antyfeminista, to
                        akceptuję. Ale Wy, feministki, podobno jesteście zwolenniczkami
                        równouprawnienia, czyż nie? Czy zamierzacie coś z tym zrobić? ;-)

                        > Z punktu widzenia równości nie ma powodu by likwidowac akurat
                        > przywileje ciężarnych a zostawiać wszelkie inne, dla innych pracowników.

                        Z punktu widzenia równości, każdy ma prawo wybrać dowolny zawód, i mieć
                        przywileje właściwe dla tego zawodu. Płci jednak nie można wybrać, a tym samym,
                        nie można mieć przywilejów płciowych, nie będąc kobietą.

                        >
                        > > "1. Zatrudnienie kobiet i młodocianych pracowników przy ręcznym transporc
                        > ie
                        > > ładunków, innych niż lekkie, będzie ograniczone.
                        > >
                        > > 2. W wypadku zatrudnienia kobiet i młodocianych pracowników przy ręcznym
                        > > transporcie ładunków, maksymalny ciężar tych ładunków będzie musiał być
                        > > znacznie mniejszy od tego, jaki jest dozwolony dla mężczyzn."
                        > >
                        > > Co za dyskryminacja, nieprawdaż? I Wy, zwolenniczki równouprawnienia,
                        > znosicie
                        > > to spokojnie? Punkt dla mnie.
                        >
                        >
                        > Chodzi ci o to, że kobiety są słabsze więc muszą dźwigać mniejsze
                        > ciężary? Zgłoś pretensje do pana Boga że tak nas ukształtował. Mnie się
                        > wszelkie naturalne różnice między kobietami i mężczyznami bardzo podobają i
                        >nie
                        > zamierzam przeciwko nim protestować.

                        Dziękuję za ten akapit. Bardzo podoba mi się ten argument. Feministka,
                        odwołująca się do Boga, który "różnie nas ukształtował", i do naturalnych
                        róznic plci!!!
                        Czy Ty aby nadal jesteś feministką, po tym, co teraz powiedziałaś???

                        Niech no teraz jakaś feministka ośmieli się coś powiedzieć na forum nt.
                        dyskryminacji kobiet w Polsce. Natychmiast odeślę ją do Ciebie, a Ty jej
                        wytłumaczysz, "by miała pretensję do Boga, za to, że róznie nas ukształtował".
                        Wytłumaczysz jej też, że powinna zaakceptować naturalne róznice między płciami,
                        prawda...? ;-)))))))))))))

                        > Brak ci argumentów więc zaczynasz rzucać inwektywy? To znak, że pora kończyć.

                        Sprawdż w słowniku, co znaczy słowo "inwektywa". W moich postach ich nie ma.

                        > Jestem także lekarzem i gwarantuję ci, że żaden lekarz nie wystawi 9
                        > miesięcznego zwolnienia zdrowej kobiecie w ciąży.

                        Nie rozśmieszaj mnie. Oto fragmenty dyskusji z internetowego forum kobiet w
                        ciąży "Nasz bocian":
                        - "w Szczecinie z automatu przedluza sie 6 mies. zwolnienie bez wzywania
                        ciezarnej."
                        - "Ja byłam na L 4 od początku do końca ciąży. Lekarz zwolnienia wystawiał mi
                        bez problemu. Wezwano mnie do ZUS-u po upływie 6-tego miesiąca zwolnienia. Twój
                        lekarz prowadzacy będzie musiał wypisać Ci taką "kartę chorobową" którą
                        dostaniesz z ZUS-u. Wizyta u lekarza orzecznika to jest formalność, nikt nie
                        będzie Cię badał. "
                        www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=18040&start=15


                        > Pracodawca _nie_ płaci na urlop macierzyński, płaci ZUS - już to pisałam.

                        Czyli wszyscy podatnicy. Ewidentny dowód na nierowność praw - wszyscy składają
                        się na młode matki. Ja to akceptuję, bo jestem przeciw równouprawnieniu, ale
                        Wy?? ;-)

                        >W tym punkcie rozmowa dotyczy kosztów przeszkolenia
                        > pracownika i te koszty są takie same w przypadku kobiety odchodzącej na urlop
                        >i
                        > mężczyzny odchodzącego bo tak mu się spodobało. Dla pracodawcy to żadna
                        różnica

                        Róznica jest ogromna. 9 miesięcy - pracownik jest niepełnowartościowy, ale nie
                        można mu mniej płacić, urlop macierzyński trwa aż 3 miesiące, a nie 4 tygodnie,
                        jak zwykle trwa wypoczynkowy, potem godzinna przerwa na karmienie, za którą
                        trzeba płacić. W każdej chwili kobieta może pójśc na wychowawczy i w każdej
                        chwili może z niego powrócić - i trzeba dla niej trzymać etat.

                        > > Mężczyzna nie może uznać
                        > > dziecka, bez zgody kobiety. Nawet badania genetyczne mu nie pomogą. Spraw
                        > >a beznadziejna.
                        >
                        > Oczywiście, że bez zgody kobiety nie może. Ty chciałbyś, żeby mógł to zrobić
                        > bez jej zgody i bez sprawy sądowej

                        Powinna być możliwość zrobienia badań genetycznych, nawet, gdy kobieta
                        twierdzi, że to nie jego dziecko. Analogicznie, jak jest w sytuacji, gdy
                        mężczyzna się wypiera dziecka - można zrobić badania i obciążyć go alimentami.
                        Tu jest ewidentna nierówność i ewidentna niesprawiedliwość. Gdybyście nie były
                        tak zakłamane, i naprawdę walczyły o równouprawnienie, już dawno rzeczniczka
                        ds. RÓWNEGO STATUSU coś by z tym zrobiła. Ty, swoją argumentacją udowadniasz,
                        że wcale nie obchodzą Was naprawdę równe prawa. Całe to gadanie o
                        równouprawnieniu to ordynarne kłamstwo. Równe prawa interesują Was tylko tam,
                        gdzie jest Wa
    • Gość: nowa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 16:43
      Gość portalu: figa napisał(a):
      nie
      > domagaj się czegoś tylko dlatego, że jestes kobietą.

      Nie wypełniaj pewnych obowiązków przypisanych ci tylko dlatego ,ze jesteś
      kobietą...
      To ,że na wszystko trzeba samemu zapracowac nie jest odkryciem.
      • Gość: nowa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 16:50
        choć dla ciebie może jest figo- tak czy siak, lepiej późno niz wcale
        • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 16:57
          wiedziałam :)
      • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 17:00
        dle mnie nie jest ale mam wrażenie, że dla niektórych jeszcze tajemnica poliszynela :)
        • kot_behemot8 Re: nawrócona 17.08.05, 20:12
          tajemnica poliszynela :)


          Jesteś pewna, że wiesz co znaczy to określenie? :))
          Bez obrazy, serio pytam... Przecież twoje zdanie jest bez sensu - miałoby sens
          gdybyś zamiast "tajemnica poliszynela" napisała po prostu tajemnica, ale tak...
          • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:20
            Tak się składa, że rozumiem. To, że wszyscy wiedzą o czymś, ale nie dają o tym znać to inny problem. Znam osoby, które doskonale wiedzą, że na wszystko trzeba samemu zapracować ale to nie przeszkadza im brać pieniądze od rodziców np. zamiast poszukać sobie zajęcia. Niby wiedzą ale zachowują się tak jakby nie wiedzieli. To miałam na myśli. Czy coś jeszcze?
            • kot_behemot8 Re: nawrócona 17.08.05, 20:24
              Gość portalu: figa napisał(a):

              > Tak się składa, że rozumiem. To, że wszyscy wiedzą o czymś, ale nie dają o
              tym
              > znać to inny problem. Znam osoby, które doskonale wiedzą, że na wszystko
              trzeba
              > samemu zapracować ale to nie przeszkadza im brać pieniądze od rodziców np.
              zam
              > iast poszukać sobie zajęcia. Niby wiedzą ale zachowują się tak jakby nie
              wiedzi
              > eli. To miałam na myśli. Czy coś jeszcze?


              Nic więcej. Niezręcznie się wyraziłaś i tyle, trzeba sobie było tego
              poliszynela darować. Poza tym to o czym pisałaś "tajemnicą poliszynela" jakby
              nie patrzec nie jest - jest raczej ciężko i z oporami przebijającą się prawdą.
          • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:36
            Tak na wszelki wypadek wytłumaczę jeszcze tytuł: "nawrócona", czułam się jak nawrócona po tym jak zrezygnowałam z towarzystwa osób, które nazywały się szumnie "feministkami". Słuchanie rozmów przy okazji każdego spotkania jakie to "feministki" są inteligentne i rozgarnięte, i że one teraz uratują inne kobiety, a zwłaszcza te które jeszcze nie wiedzą, że trzeba je ratować i podobne wypowiedzi, były o tyle monotematyczne co najnormalniej w świecie męczące i nic nowego nie wnoszące. Nawrócona, gdyż po odłączeniu od tych kilku osób poczułam się jakbym pozbyła się tego męczącego szumu, który towarzyszył mi od czasu do czasu podczas spotkań w szerszym gronie. Tyle tylko.
    • Gość: experienced Re: nawrócona IP: *.acn.waw.pl 17.08.05, 16:57
      Tak niestety jest. Działaczki feministyczne to nierzadko panienki chcące zrobić
      karierę na modnym w pewnych środowiskach temacie. Konkretnej pomocy trudno od
      nich oczekiwać, bo zbyt zajęte są promowaniem własnych nazwisk. Mówi się nawet
      ostatnio, że jeśli nie masz do niczego talentu, to powinnaś wziąć się za
      feminizm, a jakoś wypłyniesz. Taka strategia ma jednak krótkie nogi, bo z
      miernoty w końcu i tak wyjdzie miernota, i zaden feminizm tu nie pomoże.
      • Gość: figa Re: nawrócona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 16:58
        ZGADZAM SIĘ :)
    • ziemiomorze Ale naprawde nie widzicie, 17.08.05, 20:11
      ze ten watek zalozyl srednio rozgarniety, nie kumajacy Derridy, bywalec tego
      forum?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka