Dodaj do ulubionych

girls just wanna have fun

IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 23.09.02, 20:19
feminizm to powątpiewanie w słuszność porządku tego świata.
faministki/ feminiści to osoby, które nie akceptują patriarchalnej kultury,
tudzież innych dyskryminacji (np. dyskryminacji nienormalnych kobiet i
socjobiologów:)

jest dla mnie wielką zagadką, dlaczego niektórzy- na tym forum panowie Maciej
i Tad- uważają feminizm za taki skandal obyczajowy, graniczący z obłedem?

Czy wszystkim musi się podobać zastany porządek rzeczy?
Minęły ustroje-izmy, które nakazywały obywatelom szczęścia.
Nikt nie musi się cieszyć, skoro nie jest śmiesznie.
Nie mozna łajać kogoś tylko dlatego, ze ten ktoś się z nim nie raduje.
tymbardziej wyzwiskami.
Posty tych dwóch panów to jak mówienie: źle czujesz, wcale nie cierpisz tak
bardzo, jesteś po prostu ślepa i głucha, skoro chcesz zmienić taką fajną
rzecz, jak patriarchat.

Niestety nie wszyscy lubią jajka na twardo. niektórzy wolą sadzone na bekonie.

Nasza kultura jest NIECIEKAWA, i logicznie nie można oszukać umysłu.
Pozostają a) narkotyki b) próba zmiany.
Obserwuj wątek
    • Gość: tad Re: girls just wanna have fun IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 20:40
      Gość portalu: zula napisał(a):

      > feminizm to powątpiewanie w słuszność porządku tego świata.
      > faministki/ feminiści to osoby, które nie akceptują patriarchalnej kultury,
      > tudzież innych dyskryminacji (np. dyskryminacji nienormalnych kobiet i
      > socjobiologów:)
      >
      > jest dla mnie wielką zagadką, dlaczego niektórzy- na tym forum panowie Maciej
      > i Tad- uważają feminizm za taki skandal obyczajowy, graniczący z obłedem?
      >
      > Czy wszystkim musi się podobać zastany porządek rzeczy?
      > Minęły ustroje-izmy, które nakazywały obywatelom szczęścia.
      > Nikt nie musi się cieszyć, skoro nie jest śmiesznie.
      > Nie mozna łajać kogoś tylko dlatego, ze ten ktoś się z nim nie raduje.
      > tymbardziej wyzwiskami.
      > Posty tych dwóch panów to jak mówienie: źle czujesz, wcale nie cierpisz tak
      > bardzo, jesteś po prostu ślepa i głucha, skoro chcesz zmienić taką fajną
      > rzecz, jak patriarchat.
      >
      > Niestety nie wszyscy lubią jajka na twardo. niektórzy wolą sadzone na bekonie.
      >
      > Nasza kultura jest NIECIEKAWA, i logicznie nie można oszukać umysłu.
      > Pozostają a) narkotyki b) próba zmiany.

      Opisz tą "zmianę" Zulo. Jak to ma wyglądać? W jaki sposób ją przeprowadzić?
    • Gość: maly.k Another take on the 'fun' part IP: 139.57.24.* 23.09.02, 20:41
      Feminizm przestal byc juz dawno 'ruszaniem z posad bryly swiata'. Stal sie
      fragmentem obowiazujacego (no dobra - w Polsce niezupelnie) swiatopogladu.
      Dlatego tez kwestionowanie ideologii feminizmu jest zdorwym odruchem osob
      krytycznie myslacych.

      Co powiesz na taka interpretacje?

      Pozdrawiam,

      mk.
      • spinelli Re: Another take on the 'fun' part 24.09.02, 04:05
        >>Dlatego tez kwestionowanie ideologii feminizmu jest zdorwym odruchem osob
        krytycznie myslacych.<<

        Nie ma sprawy, tylko ja ciagle sie pytam: "w imie czego?"
        • maly.ksiaze Re: Another take on the 'fun' part 24.09.02, 06:33
          A feminizm w imię czego?

          Pozdrawiam,

          mk. (trochę zdziwiony pytaniem)
          • Gość: zula world in my eyes IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 24.09.02, 09:34
            Chodzi mi o to, ze ten światopogląd został w moim wypadku zbudowany na: moich
            doswiadczeniach i mojej obserwacji świata, i widocznie w moim mniemaniu
            feminizm jest najlepszym rozwiązaniem, alternatywą dla obowiazujacego w naszej
            kulturze schematu.

            Rozumiem, ze ktoś może krytykować moją krytykę, ale w ten sposób podaje w
            wątpliwość moje życie, moje doświadczenie- tymczasem nie doświadczyłam innego
            życia by móc osądzić inaczej. Mój feminizm powstaje od argumentów
            emocjonalnych, nie logicznych. I rozumiem, ze nie wszyscy muszą to rozumieć.
            Tak samo jak ja nie rozumiem Tada i Macieja.

            Jaki sposób mają osoby krytycznie myslace o feminizmie na rozwiązanie problemu
            dyskryminacji, przemocy w rodzinie itd?
            Przyznam, ze feminizm jest jedynym znanym mi ruchem ideowym proponującym coś
            wiecej kucharce, sprzątaczce czy prostytutce. Feminizm nie jest elitarny, i to
            jest jego największa zaleta.
            • zlotyrybek Re: world in my eyes 24.09.02, 10:24
              Droga Zulo,
              Jak sama piszesz : jedni wolą jajka na twardo, inni na bekonie. To proste
              spojrzenie na świat definiuje dlaczego jedni są "za" a inni "przeciw".
              Twoje doświadczenia to jedno - moje to drugie.
              Ty uważasz, że przyczyną nieszczęść kobiet jest patriarchat - ja, że każdy jest
              kowalem własnego losu : nawet kobiety, nawet w Polsce, nawet w XXI w.Jak widać
              wszystko zależy od doświadczeń własnych :)

              Pozdrawiam
            • Gość: BD Re: world in my eyes IP: 195.136.251.* 24.09.02, 16:33
              Witam,

              Gość portalu: zula napisał(a):

              > Chodzi mi o to, ze ten światopogląd został w moim wypadku zbudowany na: moich
              > doswiadczeniach i mojej obserwacji świata, i widocznie w moim mniemaniu
              > feminizm jest najlepszym rozwiązaniem, alternatywą dla obowiazujacego w naszej
              > kulturze schematu.

              Nikt nie pragnie polemizować z Twoim mniemaniem, ale tak już ten świat jest
              urządzony, że mniemania "nie są izomorficzne" do rzeczywistości, czyli nie są
              jej idealnym i jednoznacznym odzwierciedleniem.

              Popełniasz radyklany błąd praktycznie wszystkiche feministek, który polega na
              pomieszaniu porządku kontrfaktycznego z porządkiem realnym. O co chodzi: np.
              rozwiązaniem lepszym od obecnego byłoyby zapewne, gdyby np. nie istniał Bin
              Laden. Jest to zdanie prawdziwe, ale nic nie wnoszące do rzeczywistości, bo Bin
              Laden jako żywo istnieje.

              Dlatego dyskutując teoretyczne stany świata, musimy sobie koniecznie zadać
              pytanie ile kosztuje i czy w ogóle jest możliwe przejście ze stanu A do stanu
              B. I wówczas możemy wpadaść w paradoks: świat bez Bin Ladena jest lepszy od
              świata z Bin Ladenem, ale świat z Bin Ladenem jest lepszy od naszego świata
              który spróbuje usunąć Bin Ladena (Bin Laden to tylko przykład, może nie
              najlepszy). Czy de facto nie istnieje przejście z jednego stanu świata do
              drugiego. Feminstki, głosząc swoje górnolotne poglądy o naprawie świata zdają
              się nie pamiętać o tym problemie.

              > Rozumiem, ze ktoś może krytykować moją krytykę, ale w ten sposób podaje w
              > wątpliwość moje życie, moje doświadczenie

              Oczywiście Twoja krytyka może poddawać w wątpliwość życie innych i ich
              doświadczenie na tej samej zasadzie, więc o co chodzi. Chcesz po prostu
              powiedzieć, że cenisz swoje doświadczenie bardziej niż doświadczenie innych.

              > życia by móc osądzić inaczej. Mój feminizm powstaje od argumentów
              > emocjonalnych, nie logicznych.

              W Twojej opinii. To się nazywa fachowo racjonalizacja.

              > I rozumiem, ze nie wszyscy muszą to rozumieć.

              Dobre :-)

              > Jaki sposób mają osoby krytycznie myslace o feminizmie na rozwiązanie
              > problemu dyskryminacji, przemocy w rodzinie itd?

              Uważam, że rozwiązania tych problemów (o ile są one problemami, z
              dysktryminacją to nie jest taka jasna sprawa) można zrobić w całkowitym
              oderwaniu do feminizmu.

              > Przyznam, ze feminizm jest jedynym znanym mi ruchem ideowym proponującym coś
              > wiecej kucharce, sprzątaczce czy prostytutce.

              Niby co więcej? (i więcej od czego?)
              Czy "kucharka" to jakiś gorszy zawód, że zestawiona z prostytutką?
              Co ciekawe: łatwo wykazać, że wg współczesnej metodologii nauk, zajmowanie się
              kuchnią jest bardziej naukowe niż gender studies... :-)

              > Feminizm nie jest elitarny, i to jest jego największa zaleta.

              Dlatego pewnie pogardza kucharką?

              pozdrawiam,

              BD
              • Gość: zula Re: world in my eyes IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 24.09.02, 16:59
                O co chodzi: np.
                > rozwiązaniem lepszym od obecnego byłoyby zapewne, gdyby np. nie istniał Bin
                > Laden. Jest to zdanie prawdziwe, ale nic nie wnoszące do rzeczywistości, bo
                Bin Laden jako żywo istnieje.

                z całym szacunkiem dla powagi problemu- Bin Laden/brak Bin Ladena to sprawa
                większego kalibru, niż jakaś tam zaściankowa, polska dyskryminacja, ponadto Bin
                Laden w moim zyciu istnieje wyłącznie na poziomie mediów- gdybym nie miała
                telewizora, radia, gazety, nie dostrzegłabym, ze coś na świecie się zmieniło.
                wiem, że to jest dość 'strusiowe' podejście do problemu, ale na bin ladena i
                tak nie mam wpływu, a na swoje środowisko- niewielki, bo niewielki- ale jakiś
                wpływ mam.

                Poza tym Bin Laden również jest owocem patriarchalnego społeczeństwa;-)
                (zobacz, co Talibowie robili z kobietami)

                > Oczywiście Twoja krytyka może poddawać w wątpliwość życie innych i ich
                > doświadczenie na tej samej zasadzie, więc o co chodzi.

                O to, ze ja staram się nikogo nie krzywdzić. a dyskryminacja krzywdzi. może
                znowu błędny punkt widzenia.

                > Chcesz po prostu
                > powiedzieć, że cenisz swoje doświadczenie bardziej niż doświadczenie innych.

                Głupio się przyznać, ale tak jest:-) Na spotkaniu ze Sławomirem Idziakiem
                dowiedziałam się jednak, że to dobrze, że ten egoizm jest podstawą bycia artystą
                (a ja ciągle jestem bardziej zaangażowana w sztukę, niż w feminizm). może
                gdybym 'żyła'(finansowo, nie duchowo) z feminizmu byłoby inaczej? nie, chyba
                nie.

                > W Twojej opinii. To się nazywa fachowo racjonalizacja.

                Punkt dla Ciebie:)
                >
                > Uważam, że rozwiązania tych problemów (o ile są one problemami, z
                > dysktryminacją to nie jest taka jasna sprawa) można zrobić w całkowitym
                > oderwaniu do feminizmu.

                jakie są te rozwiązania?
                >
                > Czy "kucharka" to jakiś gorszy zawód, że zestawiona z prostytutką?

                nie, chodziło mi o to, że są to zawody mało cenione społecznie (ale szef kuchni
                to już nie jakaśtam kucharka:-).
                gdy w wieku 6 lat oznajmiłam mamie, ze zostanę fryzjerką- ta się załamała! no i
                nie zostałam. może i dobrze.
                o to właśnie chodzi. o zawody lepsze i gorsze. czy chodzi tylko o pieniądze i
                zakres władzy?

                > Co ciekawe: łatwo wykazać, że wg współczesnej metodologii nauk, zajmowanie
                się
                > kuchnią jest bardziej naukowe niż gender studies... :-)

                serio:-)? czemu? bo gender młode i modne (w sensie chwilowe)?

                > pozdrawiam,

                pozdrawiam

                zula
                • Gość: BD Re: world in my eyes IP: 195.136.251.* 25.09.02, 09:20
                  Witam,

                  Gość portalu: zula napisał(a):

                  > Laden w moim zyciu istnieje wyłącznie na poziomie mediów- gdybym nie miała
                  > telewizora, radia, gazety, nie dostrzegłabym, ze coś na świecie się zmieniło.

                  To nie jest do końca prawda, bo atak na WTC odbił się jednak co nieco na
                  globalnej gospodarce i np. zasadach bezpieczeństwa, co można dczuć nie wiedząc
                  kto to Bin Laden.

                  > Poza tym Bin Laden również jest owocem patriarchalnego społeczeństwa;-)

                  Ja wiem, a może on to zrobił bo go mama w dzieciństwie biła ;-)

                  > (zobacz, co Talibowie robili z kobietami)

                  Bin Laden nie jest z pochodzenia Talibem...

                  > O to, ze ja staram się nikogo nie krzywdzić. a dyskryminacja krzywdzi. może
                  > znowu błędny punkt widzenia.

                  Oczywiście. Dyskryminacja to tyle co rozróżnianie. Np. narzędzia diagnostyczne
                  mają określoną moc dyskryminacyjną. W tym sensie to np. budowanie podjazdów dla
                  inwalidów na wózkach jest formą dyskryminacji. Zresztą chyba feminstki
                  wynyśliły taki niepotrzebny słowotwór jak "dyskryminacja pozytywna" - czy ona
                  też krzywdzi? Pomijam już problem, że bardzo trudno powiedzieć, czy mamy do
                  czynienia z dysktryminacją (w Twoim rozumieniu tego słowa) czy jakąś formą
                  adekwatności (sprawiedliwości).

                  > > Uważam, że rozwiązania tych problemów (o ile są one problemami, z
                  > > dysktryminacją to nie jest taka jasna sprawa) można zrobić w całkowitym
                  > > oderwaniu do feminizmu.

                  > jakie są te rozwiązania?

                  Nie podam Ci ich na tacy, ale podrzucę dwa przykłady, które zilustrują problem.

                  Pierwszy - dlaczego rozwiązania feministyczne są kiepskie. Wymyśla się takie
                  dziwadła, jak zakaz pytania kobiet na rozmowie kwalifikacyjnej, czy zamierza
                  zachodzić w ciążę. Ma to słuźyć kobietom, ale w rzeczywistości działa dokładnie
                  odwrotnie, ponieważ spowoduje, że młode kobiety bedą odrzucane już na etapie
                  selekcji życiorysów.

                  Drugi - złożoność interakcji. W świadomości przeciętnego człowieka rząd
                  zapewnia sobie wyższe dochody przez podnoszenie podatków. Tymczasem istnieją
                  mocne argumenty, że dochody rządu można zwiększyć obniżając podatki (opisuje to
                  tzw. krzywa Laffera). Dlatego rozwiązania z pozoru antyfeminstyczne moga
                  poprawić sytuację kobiet etc.

                  Jak już wcześniej zaznaczyłem - nie można się opierać tylko na postulatach
                  kontrfaktycznych, trzeba znać _ścieżkę zmiany sytuacji_. Ja mogę powiedzieć -
                  gdybym wygrał milion w totolotka moja sytuacja byłaby na pewno lepsza. Czy
                  prawdziwość tego stwierdzenia implikuje, że mam zacząć grać w lotto? Bardzo
                  podobnie jest z chęcią poprawy sytuacji kobiet i feminizmem.

                  > > Czy "kucharka" to jakiś gorszy zawód, że zestawiona z prostytutką?
                  > nie, chodziło mi o to, że są to zawody mało cenione społecznie

                  Czy mamy odgórnie zadekretować, które zawody będą cenione społecznie?

                  > o to właśnie chodzi. o zawody lepsze i gorsze.

                  Wiesz, ja bym powiedział, że o gustach się nie rozmawia.

                  > > kuchnią jest bardziej naukowe niż gender studies... :-)
                  > serio:-)? czemu? bo gender młode i modne (w sensie chwilowe)?

                  W żadnym razie. Ja sam zajmuje się naukowo pewnymi bardzo oryginalnymi
                  "... studies" jeszcze młodszymi od gender, ale o raczej niekwestionwanej
                  naukowości. Gender jest nienaukowe, bo nie spełnia kryteriów naukowości takich
                  jak falsyfikowalność twierdzeń, intersubiektywność, zdolności predykcyjne, brak
                  rozbudowanych mechanizmów obronnych teorii...

                  pozdrawiam,

                  BD

                  • maciej.k1 do BD 25.09.02, 15:45
                    Gość portalu: BD napisał(a):

                    > W żadnym razie. Ja sam zajmuje się naukowo pewnymi bardzo oryginalnymi
                    > "... studies" jeszcze młodszymi od gender, ale o raczej niekwestionwanej
                    > naukowości. Gender jest nienaukowe, bo nie spełnia kryteriów naukowości
                    takich
                    > jak falsyfikowalność twierdzeń, intersubiektywność, zdolności predykcyjne,
                    brak
                    >
                    > rozbudowanych mechanizmów obronnych teorii...

                    Jestem tym bardzo zainteresowany. Czy mógłbyś szeroko uzasadnić ten pogląd,
                    dlaczego "gender studies" nie spełnia kryteriów naukowości, podając przy tym
                    rozbudowane uzasadnienie i odpowiednie przykłady? Uważam to ża ważne
                    zagadnienie, zasługujące na odrębny wątek. Mam duży szacunek do nauki, mimo, że
                    sam już dawno zakończyłem edukację. Chętnie o tym poczytam, co myśli o tym
                    naukowiec, gdy założysz taki wątek.
                    Pozdrawiam -
                  • Gość: zula :-) IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 23:07
                    Drogi BD

                    wyjaśnij mi szerzej, jesli to nie problem, jak jest z tymi kryteriami
                    naukowości- bardzo mnie to zainteresowało. nie chodzi tylko o gender, ale tak
                    generalnie. może być na jakims innym przykładzie.

                    PS. a np. filmoznawstwo? to też przecież bardzo abstrakcyjny kierunek. a
                    dziennikarstwo? a reżyseria?

                    pozdrawiam

                    Zula
                    • Gość: BD Re: :-) IP: 195.136.251.* 26.09.02, 10:17
                      Witam,

                      Gość portalu: zula napisał(a):

                      > wyjaśnij mi szerzej, jesli to nie problem, jak jest z tymi kryteriami
                      > naukowości- bardzo mnie to zainteresowało. nie chodzi tylko o gender, ale tak
                      > generalnie. może być na jakims innym przykładzie.
                      > PS. a np. filmoznawstwo? to też przecież bardzo abstrakcyjny kierunek. a
                      > dziennikarstwo? a reżyseria?

                      Cóż, nie sposób w paru słowach wyjaśnić problem, tym bardziej, że moje zasoby
                      czasowe na tym forum są ograniczone. Postaram się jednak nakreślić pewne cechy
                      nauki:

                      W nauce ważna jest precyzja (w formułowaniu wypowiedzi) czyli odpowiedzialność
                      za język. Definiowanie używanych pojęć jest konieczne, a jak np. pokazałem
                      wyzej, używaniu przez feministki terminów typu "dyskryminacja" tej
                      jednoznaczności i precyzji brakuje.

                      Twierdzenia naukowe powinny być weryfikowalne przez osoby trzecie (innych
                      naukowców). Tym nauka różni się np. od poezji. Ze względów logicznych
                      twierdzenia nie można zweryfikować na 100%, więc powinny być tak formułowane by
                      można je było sfalsyfikować (Popper). Z tym również jest problem, więc
                      wymyślono (Lakatos), że teorie naukowe powinna cechować płodność i
                      predykcyjność: na podstawie teorii powinniśmy dość dobrze przewidywać rozwój
                      sytuacji (lepiej niż np. gdybyśmy zgadywali).

                      Bardzo ważne jest, by teoria nie miała rozbudowanych mechanizmów obronnych
                      czyli peryferyjnych teorii zabezpieczających teorię główną przez obaleniem.
                      Przykładem mechanizmu obronnego w feminizmie jest teoria fałszywej świadmości
                      części kobiet, zabezpieczająca teorię główną o dyskryminacji przed obaleniem
                      empirycznym.

                      Wreszcie niezmiernie ważna jest po prostu rzetelność badacza - która polega na
                      tym, żeby formułować tylko takie wnioski, które są mocno podparte danymi.
                      Przykład: mamy uniwersytet gdzie ubiega się 2000 kandydatów facetów i 1500
                      kobiet, dostaje się 1200 facetów (60%), jak i 600 kobiet (40%). Choć różnica w
                      przyjmowanych odsetkach jest satystycznie istotna, łatwo wykazać, że taki
                      zestaw danych jest niewystarczający by w ogóle próbować coś mówić o
                      dyskryminacji kobiet w procesie rekrutacji (zgadnijcie dlaczego).

                      Poza tym - problem jest skomplikowany jak diabli i tyle. Dla mnie w gender
                      brakuje zwłaszcza tej rzetelności. Co do filmoznastwa i reżyserii - to jest
                      rzecz z pogranicza nauki i sztuki, dziennikarstwo jest IMHO bardzo mało naukowe.

                      Z powyższym można się oczywiście nie zgodzić na poziomie "meta" co zresztą
                      radykalne feministki robią, odrzucając współczesną naukę jako androcentryczną
                      (o czym pisał Tad), posuwając się nawet do odrzucenia logiki formalnej na rzecz
                      tzw. logiki rozmytej (fuzzy logic - nie mylić z funkcją pewnych pralek
                      automatycznych ;-)

                      Przy okazji: Zulo, czy robisz studia gender na UW?

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • Gość: zula Re: :-) IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 26.09.02, 12:44
                        dziękuję Ci bardzo, trochę mi rozjasniłeś.

                        a studiuję gender na UJ.
            • Gość: maly.k Szanowna Zulo IP: 139.57.24.* 24.09.02, 17:05
              Uwazam sie tutaj raczej za 'zyczliwego obserwatora', niz za zacieklego
              polemiste. Glupio by mi zatem bylo kopac Cie po kostkach. Moge zatem albo
              zebrac to, co przyszlo mi do glowy po przeczytaniu Twoich wiadomosci w tym
              watku i zaprezentowac to w zwartej formie, albo podszczypywac Twoj tekst
              wytykajac slabe (wg. mnie, oczywiscie) punkty?

              Co wolisz zatem?

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Moze tez byc tak, ze nie zyczysz sobie zadnej krytyki. Ale tego nie biore
              pod uwage...
              • Gość: zula Re: Szanowna Zulo IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 24.09.02, 17:27
                śmiało, nie krępuj się:-)
    • maciej.k1 Re: girls just wanna have fun 24.09.02, 13:25
      Gość portalu: zula napisał(a):

      > Posty tych dwóch panów to jak mówienie: źle czujesz, wcale nie cierpisz tak
      > bardzo, jesteś po prostu ślepa i głucha, skoro chcesz zmienić taką fajną
      > rzecz, jak patriarchat.

      Nikt z nas tutaj nie negował Twoich uczuć. Przeciwnie, wiele razy wskazywałem,
      że Twoje poglądy są tylko wyrazem Twoich uczuć i niczym więcej - są zupełnie
      nieadekwatne do rzeczywistości. Kiedy Ty piszesz "patriarchat gnębi kobietę" to
      najprawdopodobniej oznacza to tylko "ja czuję się zgnębiona przez pewnego
      mężczyznę". Nie wiedzieć czemu jednak uogólniasz swoje osobiste doświadczenie
      na cały świat. Może tak jest raźniej?

      Nie wykluczam, że naprawdę cierpisz - przeciwnie - wydaje mi się to bardzo
      prawdopodobne. Uważam natomiast, że przyczyn cierpienia szukasz nie tam, gdzie
      one naprawdę się znajdują, tzn. na zewnątrz, a nie w sobie. Feminizm daje Ci
      złudną nadzieję, że uwolnisz się od cierpienia, jak tylko społeczeństwo się
      zmieni. Otóż społeczeństwo najprawdopodobniej się nie dostosuje się do Twoich
      oczekiwań, a feminizm Cię nie uszczęśliwi.

      Uczucia mogą być wprawdzie motorem do zmian społecznych, ale projekty zmian
      społecznych nie mogą opierać się tylko na uczuciach. Muszą być przemyślane,
      racjonalne, adekwatne do rzeczywistości. A to już jest duża słabość
      feministycznych projektów. Projekty zmian społecznych, które ignorują
      rzeczywistość (np. biologiczną naturę człowieka) są marzeniami ściętej głowy -
      albo nie zostaną nigdy wprowadzone w życie, albo okażą się szkodliwe.

      Raz wstąpiwszy do klubu zgorzkniałych kobiet utrudniasz sobie poszukiwanie
      swojego szczęścia na własną rękę - bez zbawiania świata. A znasz jakąś
      szczęśliwą feministkę?

      A tak na marginesie... Barbara Labuda jakoś ostatnio ciągle przygnębiona (choć
      tak się przecież "realizuje zawodowo")- nawet Kwas to zauważył i chce ją
      wyswatać... Małżeństwo ma być lekarstwem na smutki podstarzałej, agresywnej
      feministki. Tylko kto będzie chciał 50-cio letnią, już raz rozwiedzioną,
      nienawidzącą mężczyzn kobietę?
      • Gość: tad Do Zuli IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.02, 16:02
        Nie wiem, czy zdajesz sobie Zulo sprawę (a raczej wiem, że sobie jej nie
        zdajesz), że napisałaś tekst będący najmocniejszym oskarżeniem feminizmu na tym
        forum. Nawet jego tytuł, może być odbierany jako symboliczny. Pisałaś, że
        studjujesz na kierunku "gender", więc jesteś tu jedyną chyba osobą, o której z
        całą pewnością mogę powiedzieć, że "weszła" w feminizm teoretyczny głęboko. Tym
        bardziej, znaczące jest to co piszesz: "Nasza kultura jest NIECIEKAWA i
        logicznie nie mozna oszukać umysłu. Pozostają a)narkotyki, b)próba zmiany".
        Pisze to nie nieszczęsna Amina z Nigerii, ale dziewczyna, ktora przy innej
        okazji twierdzi: "studiuję, spełniam się artystycznie, żyję w szczęśliwym
        związku, jeśli Bóg da wkrótce się rozmnoże,mam przyjaciół, jestem zawodowo i
        emocjonalnie doceniona" I ta osoba, uważa jednoczesnie świat, za tak zły, że do
        wyboru jest tylko jego zmiana, lub .... narkotyki. A może jest tak, że to
        feminizm jest IDEOLOGICZNYM NARKOTYKIEM, który zakłóca Twoją percepcję? Bo
        doprawdy trudno mi uwierzyć, by ktoś TRZEŹWY napisał coś takiego jak Ty.
        Jak twierdzisz: "Minęły ustroje izmy, która nakazywały ludziom szczęścia". A
        czymże innym jest feminIZM jesli nie takim "IZMEM" obiecującym szczęście dla
        ludzkości? Kim są feministki jeśli nie kolejnymi posiadaczkami przepisu
        na "Nowego Człowieka"? Feministki chcą "zmieniać kulturę", a jedyną gwarancją
        jaką dają jest ich pewność, że "tak trzeba" i że "tak będzie lepiej". Czyż
        zawodowym "uszczęśliwiaczom ludzkości" z przeszłości zbywało kiedy na takiej
        pewności? Wiemy co obiecywali, co przynieśli, jak skończyli. To co napisałaś,
        mógł napisać każdy komunista w roku - powiedzmy - 1910. Wystarczyłoby zmianić
        kilka słów. Kiedy wyznawcy jakiejś ideologii zaczynają przemawiać w stylu, w
        jakim zrobiłas to tutaj, to znak, że trzeba owej ideologii przyglądać się
        BARDZO uważnie. Zbyt wielu "uszczęsliwiaczy" (wierzących, - jak feministki
        dziś - że mają cudowną receptę na to czy owo) w imię Nowego Wspaniałego Świata
        w przyszłości eksperymentowało na realnych ludziach żyjących TERAZ. Napisałaś
        akt oskarżenia przeciwko feminizmowi, gdybym ja to zrobił, mogłby uchodzić za
        stronniczy. Wypada więc, bym podziękował Ci za wspópracę. Odtąd, gdy ktoś mnie
        znowu tu zapyta "co masz przeciwko feminizmowi" będę odsyłał go do Twojego
        wątku, ze słowami: mam przeciw niemu to, że wywołuje u swoich wyznawczyń stan
        umysłu, jaki wyraziła Zula.
        • hania_76 Do Tada (z innej beczki) 24.09.02, 16:19
          Witam, czekam na kontynuowanie naszej dyskusji przerwanej moim wyjazdem.
          Pozdrawiam.
          • Gość: tad Re: Do Tada (z innej beczki) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.02, 20:16
            hania_76 napisała:

            > Witam, czekam na kontynuowanie naszej dyskusji przerwanej moim wyjazdem.
            > Pozdrawiam.

            Pamiętam, ale musisz uzbroić się wcierpliwość. W międzyczasie uwikłałem się tu
            w inne rozmowy, a nie chcę za długo siedzieć przed ekranem.
            • hania_76 Re: Do Tada (z innej beczki) 25.09.02, 18:15
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > hania_76 napisała:
              >
              > > Witam, czekam na kontynuowanie naszej dyskusji przerwanej moim wyjazdem.
              > > Pozdrawiam.
              >
              > Pamiętam, ale musisz uzbroić się wcierpliwość. W międzyczasie uwikłałem się
              tu
              > w inne rozmowy, a nie chcę za długo siedzieć przed ekranem.

              Ok, uzbrajam się w cierpliwość i czekam!
              Pozdrawiam.
      • Gość: zula Re: girls just wanna have fun IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 24.09.02, 17:18
        > najprawdopodobniej oznacza to tylko "ja czuję się zgnębiona przez pewnego
        > mężczyznę".

        nie, żaden 'pewien mężczyzna' mnie nie gnębi.
        nie, pewien męzczyzna gnębi mnie kwiatami i biletami do kina. przyznam, że jest
        to dla mnie bardzo miłe.
        >
        > Nie wykluczam, że naprawdę cierpisz - przeciwnie - wydaje mi się to bardzo
        > prawdopodobne.

        tak, cierpię bardzo, gdy moi sąsiedzi jak jeden mąż piorą co jakiś czas swoje
        żony i dzieci, rzucają telewizorami przez okno itd. itd.

        Uważam natomiast, że przyczyn cierpienia szukasz nie tam, gdzie
        > one naprawdę się znajdują, tzn. na zewnątrz, a nie w sobie.

        moje wnętrze jest zdrowe, czerwone, i pogodne:-)

        Feminizm daje Ci
        > złudną nadzieję, że uwolnisz się od cierpienia,

        jeszcze nie wiemy, czy złudną. nadzieja w połączeniu z aktywnością to żywy
        skarb, towarzyszu!

        Projekty zmian społecznych, które ignorują
        > rzeczywistość (np. biologiczną naturę człowieka)

        nie jestem i nie zamierzam być politykiem. zmiany wprowadzam wokół siebie.
        nie neguję biologii człowieka. śpię nie mniej niż 7 godzin. zdrowo się
        odrzywiam i jeżdżę rowerem na basen. czasem idziemy potańczyć z partnerem.
        tobie też to polecam- działa bardzo odświeżająco- na ciało i ducha:-).

        uważamy z chłopakiem, że należy rozłożyć proporce 50% praca, 50% dzieci-
        ponieważ dzieci to jedyne, co po nas pozostanie, i warto, żeby miały fajną
        rodzinę. dzieci to jedyna rzecz, która sprawia, że życie może być czymś więcej
        niż chwilą.

        > Raz wstąpiwszy do klubu zgorzkniałych kobiet utrudniasz sobie poszukiwanie
        > swojego szczęścia na własną rękę - bez zbawiania świata. A znasz jakąś
        > szczęśliwą feministkę?

        ja jestem personalnie szczęśliwa. w dalszym planie wyłania się nasz kraj,
        społeczeństwo, moi sąsiedzi i ich skatowane żony, które jakos bardzo mnie nie
        lubią, ale lubią siebie wzajemnie.
        >
        > A tak na marginesie... Barbara Labuda jakoś ostatnio ciągle przygnębiona

        nie interesują mnie niestety sejmowe plotki...moze Tad z tobą rozważy, czemu
        smutna jest Barbara L.?
    • Gość: Maruda Zula :-) IP: 208.210.197.* 25.09.02, 01:46
      Czytam Twoje posty od jakiegos czasu i w wiekszosci zgadzam sie z nimi w 100%,
      zazwyczaj nie bardzo mam czas zeby samej w znaczacy sposob udzielac sie na tym
      forum, ale obserwuje je od dluzszego czasu i za kazdym razem jak czytam Twoje
      wypowiedzi lapie sie na tym, ze w zasadzie sama mialam ochote napisac dokladnie
      to samo.
      Twoja definicja feminizmu jest bardzo trafna (chociaz tytul watku raczej
      kontrowersyjny:-). Moze tylko od siebie dodam, ze feminizm jest dla mnie
      rowniez cieszeniem sie wlasna kobiecoscia.
      Serdecznie Cie pozdrawiam :-)
      Maruda

      I jeszcze pare slow do Malego Ksiecia:

      "Raz wsta˛piwszy do klubu zgorzknia?ych kobiet utrudniasz sobie
      poszukiwanieswojego szcze˛s´cia na w?asna˛ re˛ke˛ - bez zbawiania s´wiata. A
      znasz jaka˛s´ szcze˛s´liwa˛ feministke˛?"

      To moze ja Ci odpowiem, bo wlasnie ja jestem taka szczesliwa feministka - w
      dodatku od piatku mezatka, bardzo kochajaca swojego meza-feministe.
      Niesamowite, nieprawdaz? :-) A w dodatku nigdy nie bylam i nie zamierzam byc
      zgorzkniala , moze dlatego, ze mam to szczescie zyc w bardzo 'feministycznym'
      srodowisku :-)
               
      A tak na marginesie... Barbara Labuda jakos´ ostatnio cia˛gle przygne˛biona
      (choc´tak sie˛ przeciez˙ "realizuje zawodowo")- nawet Kwas to zauwaz˙y? i chce
      ja˛ wyswatac´... Ma?z˙en´stwo ma byc´ lekarstwem na smutki podstarza?ej,
      agresywnej feministki. Tylko kto be˛dzie chcia? 50-cio letnia˛, juz˙ raz
      rozwiedziona˛, nienawidza˛ca˛ me˛z˙czyzn kobiete˛?"

      Ciekawa recepta - malzenstwo na szczescie... Ciekawa tylko jestem skad masz
      owe informacje o pani Labudzie i jej nienawisci do rodu meskiego...ciekawe...

      Rowniez pozdrawiam
      • maly.ksiaze Sprostowanie 25.09.02, 03:03
        Gość portalu: Maruda napisał(a):
        > I jeszcze pare slow do Malego Ksiecia:
        >
        > "Raz wsta˛piwszy do klubu zgorzknia?ych kobiet
        utrudniasz sobie
        > poszukiwanieswojego szcze˛s´cia na w?asna˛ re˛ke˛ - bez
        zbawiania s´wiata. A
        > znasz jaka˛s´ szcze˛s´liwa˛ feministke˛?"
        >
        > To moze ja Ci odpowiem, bo wlasnie ja jestem taka
        szczesliwa feministka - w
        > dodatku od piatku mezatka, bardzo kochajaca swojego
        meza-feministe.
        > Niesamowite, nieprawdaz? :-) A w dodatku nigdy nie
        bylam i nie zamierzam byc
        > zgorzkniala , moze dlatego, ze mam to szczescie zyc w
        bardzo 'feministycznym'
        > srodowisku :-)

        Cieszy mnie, że nie jesteś zgorzkniała, gratuluję w
        związku ze związkiem. Wogóle cieszę się razem z Tobą.
        Dlaczego jednak cytujesz jako moje słowa, których - jako
        żywo - nigdy nie napisałem. Czyżbyś pomyliła mnie z kimś
        innym?

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: Maruda Re: Sprostowanie IP: *.nyc.rr.com 25.09.02, 16:43
          :-))))))) PrzepraszamCie bardzo to bylo oczywiscie do macieja k (to przez te mk
          mi sie pomylilo)
          Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam :-)
      • Gość: zula Re: Zula :-) IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 09:07
        ja też Cię pozdrawiam, cieszę się twoim szczęściem:-)
    • maly.ksiaze Strzeż się ideologii! 25.09.02, 05:14
      Ideologia feminizmu

      Być może w Twojej opinii, Zulu, feminizm jest jedynym
      ruchem ideowym, który oferuje ‘coś więcej’ kucharce,
      sprzątaczce czy prostytutce. Ja jednak pamiętam, że
      socjalizm również próbował coś zaoferować kucharkom i
      sprzątaczkom. Chrześcijaństwo (zdaję sobie sprawę, że
      pojęcie ‘ruchu ideowego’ naciągam tu nieco) też oferuje
      prostytutkom całkiem sporo. Nie piszę tego po to, aby
      dyskredytować feminizm, ani też po to, aby Cię nawrócić.
      Po prostu chciałem zwrócić uwagę, że każda ideologia
      oferuje coś tym, do których jest skierowana, bo inaczej
      psu na buty by się zdała. I że czasem nie wychodzi tak,
      jak by się chciało.

      Sugeruję nieco dystansu do ideologii, bo ideologia, wbrew
      temu co zdajesz się myśleć, nie służy do rozwiązywania
      problemów. Służy na przykład do wytworzenia motywacji.
      Czasem jeszcze do pokazania, kto jest wszystkiemu winny...

      Prawa człowieka a ideologia

      Jestem zwolennikiem równouprawnienia. Kobiet i mężczyzn.
      Białych i czarnych. Wysokich i niskich. Rudych i łysych.
      Hetero i homo.
      To domena rzeczy zupełnie podstawowych dla organizacji
      społeczeństwa. To, że wszyscy obywatele są równi wobec
      prawa, że są mają prawo do poszukiwaniu swojej
      szczęśliwości w taki sposób, jaki uznają za stosowne. I
      jeszcze kingsize dla każdego.

      Jeśli taka jest definicja feminizmu - proszę mnie dopisać
      do listy. Tylko że taka równość obywa się świetnie bez
      ideologicznej czapy, bez pokazywania, komu trzeba zabrać,
      aby dać tym, którzy potrzebują. Bez studiów gender, bez
      parytetów i bez instytucjonalnego feminizmu.

      Kultura

      To dochodzimy do naszej nieciekawej, patriarchalnej
      kultury. Najfajniejszą rzeczą w tych kulturowych
      schematach jest to, że każdy może sobie wybrać taki, jaki
      mu się podoba. Tyle ich jest wokoło. A zawsze można sobie
      zrobić swój własny. Żyjemy w czasach i (jak sądzę) w
      krajach, w których wolność osobista ma skalę niespotykaną
      dotąd w historii.
      Zmieniać kulturę trzeba. Próbować nowych rzeczy, ciągnąć
      w swoją stronę. Bez tego - zastój. Tylko nie irytuj się,
      że ktoś ciągnie w przeciwną stronę. Ten ktoś też korzysta
      ze swojej wolności osobistej. Przy okazji, mam wrażenie,
      że nie doceniasz znaczenia przysługi, jakie wyświadczają
      Ci na przykład Tad i BD.

      Pozdrawiam,

      mk.

      PS. Przepraszam, że tekst jest tak długi. Niestety, nie
      wystarczyło mi czasu, aby uczynić go krótszym.
      • Gość: zula Dzień Dobry IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 09:05
        > Ja jednak pamiętam, że
        > socjalizm również próbował coś zaoferować kucharkom i
        > sprzątaczkom.

        socjalizm skompromitowała historia...

        Chrześcijaństwo (zdaję sobie sprawę, że
        > pojęcie ‘ruchu ideowego’ naciągam tu nieco) też oferuje
        > prostytutkom całkiem sporo.

        tak, tutaj masz rację, zgadzam się.

        > Sugeruję nieco dystansu do ideologii, bo ideologia, wbrew
        > temu co zdajesz się myśleć, nie służy do rozwiązywania
        > problemów.

        no to po co w ogóle ma istnieć?

        > Służy na przykład do wytworzenia motywacji.

        a czy motywacja nie jest pierwszym krokiem do rozwiązania problemu?

        > Czasem jeszcze do pokazania, kto jest wszystkiemu winny...

        > kultura, tradycja, tozsamość.

        > Jestem zwolennikiem równouprawnienia. Kobiet i mężczyzn.
        > Białych i czarnych. Wysokich i niskich. Rudych i łysych.
        > Hetero i homo.
        > To domena rzeczy zupełnie podstawowych dla organizacji
        > społeczeństwa. To, że wszyscy obywatele są równi wobec
        > prawa, że są mają prawo do poszukiwaniu swojej
        > szczęśliwości w taki sposób, jaki uznają za stosowne. I
        > jeszcze kingsize dla każdego.

        no to super:) nikt nie chce od ciebie więcej.

        > Tylko że taka równość obywa się świetnie bez
        > ideologicznej czapy

        jaka jest ta ideologiczna czapa? proszę to wskazać- w moim konkretnym
        przypadku?

        > bez pokazywania, komu trzeba zabrać, aby dać tym, którzy potrzebują.

        tzn lepiej o tym nie mówić, tylko po prostu to zrobić? też tak uważam, ale to
        się nie zawsze da zrobić.

        > Bez studiów gender,

        studia gender bardzo ciekawe.

        bez
        > parytetów i bez instytucjonalnego feminizmu.

        to powinno samo na siebie zapracować, nie odgórnie, masz rację.

        > Tyle ich jest wokoło. A zawsze można sobie
        > zrobić swój własny.

        idealizujesz, Mały Książe, idealizujesz niestety...czy w szkole uczą wolności?
        od przedszkola do końca średniej- nie uczą. pozostaje rodzina- i tu róznie
        bywa. no- na studiach jest już inaczej- ale tu nie dochodzi zbyt
        wielu...telewizja- bez komentarza. film i literatura- tylko to jest właściwie
        pewne. jaka jest szansa, że człowiek odnajdzie się w świecie? przypadkowa?

        Żyjemy w czasach i (jak sądzę) w
        > krajach, w których wolność osobista ma skalę niespotykaną
        > dotąd w historii.

        Polska na razie jest tak trochę z boku, jeśli chdzi o ucywilizowanie.

        > Zmieniać kulturę trzeba. Próbować nowych rzeczy, ciągnąć
        > w swoją stronę. Bez tego - zastój. Tylko nie irytuj się,
        > że ktoś ciągnie w przeciwną stronę.

        nie, nie irytuję się, po prostu nie rozumiem, czemu tak agresywnie niektórzy
        reagują, gdy słyszą słowo na f.(?)

        Ten ktoś też korzysta
        > ze swojej wolności osobistej.

        no właśnie- ale nie można być wolnym, gdy ogranicza się wolność innych...
        poza tym skini też czują się wolni. to jest bardzo dyskusyjne z tą wolnościa,
        nie piszę, bo nie mam recepty.

        Przy okazji, mam wrażenie,
        > że nie doceniasz znaczenia przysługi, jakie wyświadczają
        > Ci na przykład Tad i BD.

        BD doceniam.
        Tada nie- właśnie z racji wiary w wolnosć osobista.

        Pozdrawiam również

        Zula
        • Gość: jendza Re: Dzień Dobry IP: *.abo.wanadoo.fr 25.09.02, 10:06
          Co to 'ucywilizowanie'?
          Bo z perspektywy mojej znajomosci
          Europy musze stwierdzic, ze Polska
          jest jak najbardziej w centrum, szczegolnie
          ideowym...

          Pozdrawiam!
          jendza
          ps. Ciekawam, co skini mysla o feministkach...
          • Gość: tad Pomówmy o konkretach - do Zuli raz jeszcze IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.02, 16:20

            Czy możesz być nieco bardziej konkretna Zulo? .Postrzegasz takie pojęcia
            jak "patriarchat", "kutura", "stereotypy" jako byty posiadające (niewłasciwą)
            świadomość, (złą)wolę, podejmujące jakieś działania: "Patriarchat
            dyskryminuje", "Kultura nie daje sobie rady", "Stereotypy ograniczają". Słowem:
            te niedobre stwory nie zachowują się tak jak trzeba, więc - trzeba przywołać je
            do porządku! Rzecz w tym, ze owym zabiegom nie będzie poddawana
            żadna "kultura", żadne "stereotypy", żaden "patriarchat", bo nie są to bestie,
            które można pochwycić, niektóre zabić, inne wychować, by służyły ludziom
            zamiast im szkodzić. Tym zabiegom poddawane będą ich "nośniki", czyli - MY
            WSZYSCY. "Dziewczyny chcą się pobawić" Nie wątpię, ale musisz wziąć pod uwagę,
            że nie wszyscy chcą być ich zabawkami. Odczarujmy feministyczne slogany. Kiedy
            feministki mówią: "chcemy zlikwidować ograniczające schematy", nie mówią do nas
            nic innego jak: "Chcemy zmienić sposób WASZEGO myślenia", kiedy mówią: "chcemy
            poprawić/zreformować/zmienić "nie dającą sobie rady kulturę", mówią po
            prostu: "chcemy zmienić sposób WASZEGO życia". Mówią więc po prostu: "Chcemy
            WAMI manipulować" (dodając oczywiście jak wszyscy: "dla waszego dobra"). Czy
            można się więc dziwić, mówię feministkom : powiedzcie DOKŁADNIE co i jak
            chcecie z NAMI WSZYSTKIMI zrobić? Już bodajże 2 razy pytałem Cię w jaki sposób
            f. chcą zmienić "nie dającą sobie rady kulturę". Nie otrzymałem odpowiedzi.
            Ponawiam to pytanie. Nie chodzi mi o opis tego, co wg nich powinno być
            zmienione. O tym pisano tu już bardzo wiele. Nie pytam też o to, jak wg. nich
            wyglądać będzie świat po tej zmianie. Nie wątpię, że byłaby to wizja ol
            śniewająca. Chodzi mi o MECHANIZM zmiany. Potrafisz go opisać?

            PS
            Mały Książe ma rację. Powinnaś docenić to co tu dla Ciebie robimy. Co by nie
            mówić, pomagamy Ci stworzyć ten Twój "feminizm". Ja doceniam co Ty robisz tu
            dla mnie.
            • Gość: zula Re: Pomówmy o konkretach - do Zuli raz jeszcze IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 17:56
              > .Postrzegasz takie pojęcia
              > jak "patriarchat", "kutura", "stereotypy" jako byty posiadające (niewłasciwą)
              > świadomość, (złą)wolę, podejmujące jakieś działania: "Patriarchat
              > dyskryminuje", "Kultura nie daje sobie rady", "Stereotypy ograniczają".
              >Słowem: te niedobre stwory nie zachowują się tak jak trzeba, więc - trzeba
              >przywołać je do porządku!

              nie, nie <infantylizuj> mnie. niczego nie chcę przywoływac do porządku.
              wskazuję tylko, że może jednak nie wszystko jest ładne i dobre w naszych
              kontaktach międzyludzkich.

              > że nie wszyscy chcą być ich zabawkami.

              nikogo nie traktuję jak zabawki, chyba, że w żartach.

              > nic innego jak: "Chcemy zmienić sposób WASZEGO myślenia"

              Tad, serio, to co myślisz, jest Twoją sprawą, dopóki nikomu z tego powodu nie
              dzieje się krzywda.

              , kiedy mówią: "chcemy > poprawić/zreformować/zmienić "nie dającą sobie rady
              kulturę"

              tak, nie chcę, zeby obywatelem 'domyślnym' ziemi był mężczyzna. chcę zeby byli
              męzczyzna i kobieta.

              > prostu: "chcemy zmienić sposób WASZEGO życia".

              nic na siłę.

              Mówią więc po prostu: "Chcemy
              > WAMI manipulować" (dodając oczywiście jak wszyscy: "dla waszego dobra").

              ani mi to w głowie- no bo po co?
              co innego gdybym była guru jakiejś sekty, i to mogłoby mi zapewnić jakieś
              profity, sławę, podziw, uwielbienie...;-)))

              > f. chcą zmienić "nie dającą sobie rady kulturę".

              to nie jest cytat ze mnie, nie mniej jednak odpowiadam. jeszcze tylko twój
              kolejny cytat.

              > Ponawiam to pytanie. Nie chodzi mi o opis tego, co wg nich powinno być
              > zmienione. O tym pisano tu już bardzo wiele. Nie pytam też o to, jak wg. nich
              > wyglądać będzie świat po tej zmianie. Nie wątpię, że byłaby to wizja ol
              > śniewająca. Chodzi mi o MECHANIZM zmiany. Potrafisz go opisać?

              postaram się- w kilku częsciach, żeby nie zanudzać.
              CZĘŚĆ I- wychowanie i edukacja

              1) to, co już było wielokrotnie opisywane- dziecko wychowują oboje rodziców:
              nie tak, że jedno jest odswiętne, a drugie powszednie. i dziecko jest dobrze
              traktowane, kochane, nie jest piłką między rodzicami, nie jest tak, że syn może
              więcej niż córka. i tutaj mogę mówić wyłacznie za siebie- za ja będę sie
              starała stworzyć dobry dom.
              2) podręczniki- tutaj musi nastąpić zmiana: polecam książkę "wizerunki kobiet i
              mężczyzn"- o telewizji, reklamie i własnie podrecznikach szkolnych dla
              najmłodszych klas podstawówki. Przeanalizowano 17 dostępnych na polskim rynku
              elementarzy- i wszystkie one prezentowały ten sam stereotyp. ciekawe, ze
              wszystkie one zostały napisane przez kobiety. poza oczywistościami w
              prezentowaniu dorosłych (mama ciągle w kuchni, nosząca siaty, cerująca
              skarpety; tata nieobecny, a gdy obecny to zabierajacy dzieci na wycieczki, do
              kina itd- co ciekawe- bez mamy, bo ta musi uprać sweterek karolka (serio))
              mianowicie: już dzieci w polskich podręcznikach postrzegane są przez pryzmat
              płci. dziewczynki 80% częsciej przedstawiane są pomagając mamie, kariąc kury,
              sprzatając. żadziej niż chłopcy bawią się np. na dworze.TYLKO chłopcy dokonują
              bohaterskich czynów (dają wody starcowi, ratuja pociąg, nalezą do zuchów).
              dziewczynki zazdroszą chłopcom nagród i wycieczek. dziewczynki płaczą, gdy nie
              umieją rozwiązać zadania domowego- dopóki nie przyjdzie tata i i nie pomoże.
              dziewczynki przedstawiane są jako gaduły i plotkarki. dziewczynki mówia: chcę
              być jak dorosnę taka jak mama- będę gotować i sprzątać, chłopcy mówią:
              interesuję się gwiazdami, chciałbym w przyszłości być astrologiem...itd itd
              teraz 2 skrajny pzrykład- podręczniki francuskie- tam dzieci są tylko dziećmi-
              nie przyszłymi gospodyniami domowymi czy panami domu. nie da się zauważyć
              ilościowego i jakościowego rozgraniczenia na chłopców i dziewczynki jeśli
              chodzi o zabawy, o pomoc rodzicom, o poziom umysłowy...polskie podręczniki
              powinny zostać napisane OD NOWA.

              >
              > PS
              > Mały Książe ma rację. Powinnaś docenić to co tu dla Ciebie robimy. Co by nie
              > mówić, pomagamy Ci stworzyć ten Twój "feminizm". Ja doceniam co Ty robisz tu
              > dla mnie.

              jednak czy to co robię dla Ciebie to jest coś dobrego? sądzę, że chodzi ci o
              to, że ugruntowuję cię w przekonaniu jakim łajnem było dopuszczenie kobiet do
              edukacji, wyborów, wypuszczenie z domu do pracy...
              • maciej.k1 Re: Pomówmy o konkretach - do Zuli raz jeszcze 26.09.02, 12:40
                Gość portalu: zula napisał(a):

                > 1) to, co już było wielokrotnie opisywane- dziecko wychowują oboje rodziców:
                > nie tak, że jedno jest odswiętne, a drugie powszednie.

                Ja teżuważam, że dziecko powinni wychowywać oboje rodzice. Wychowanie jest zbyt
                ważną sprawą, by pozostawić je na głowie jednego rodzica. Ważne jest, by
                dziecko miało kontakt z obojgiem rodziców.
                Skądinąd wiemy, że przez pierwsze lata dziecko potrzebuje być cały czas z
                rodzicem i cierpi z powodu nawet b. krótkiej rozłąki. Stąd np. wielu rodziców,
                pod wpływem płaczu dzieci, rezygnuje z oddawania trzylatków do przedszkola, gdy
                te nie są gotowe na rozstanie. Jeszcze trudniej jest oddać dziecko wcześniej,
                do żłobka. Ponieważ to kobiety karmią piersią, są bardziej wrażliwe i
                współczujące, przez co lepiej odgadują potrzeby niemowlęcia (które, jak sama
                nazwa wskazuje - nie umie mówić) - na ogół, w zdecydowanej większośc rodzin
                małżonkowie decydują, że żona zostanie w domu zająć się dzieckiem, a mąż będzie
                odpowiedzialny za utrzymanie rodziny. Czy chcesz zlikwidować ten zwyczaj
                ustawowo?

                > i dziecko jest dobrze
                > traktowane, kochane, nie jest piłką między rodzicami,

                Zdoda.

                > nie jest tak, że syn może
                > więcej niż córka.

                Nie mam syna, nie mam zdania. Powinno być sprawiedliwie i adekwatnie do
                rzeczywistości. Czy zawsze tak samo - mam wątpliwości.

                > i tutaj mogę mówić wyłacznie za siebie - za ja będę sie
                > starała stworzyć dobry dom.

                Pięknie.

                > 2) podręczniki- tutaj musi nastąpić zmiana: polecam książkę "wizerunki kobiet
                > i
                > mężczyzn"- o telewizji, reklamie i własnie podrecznikach szkolnych dla
                > najmłodszych klas podstawówki. Przeanalizowano 17 dostępnych na polskim rynku
                > elementarzy- i wszystkie one prezentowały ten sam stereotyp. ciekawe, ze
                > wszystkie one zostały napisane przez kobiety. poza oczywistościami w
                > prezentowaniu dorosłych (mama ciągle w kuchni, nosząca siaty, cerująca
                > skarpety; tata nieobecny, a gdy obecny to zabierajacy dzieci na wycieczki, do
                > kina itd- co ciekawe- bez mamy, bo ta musi uprać sweterek karolka (serio))
                > mianowicie: już dzieci w polskich podręcznikach postrzegane są przez pryzmat
                > płci. dziewczynki 80% częsciej przedstawiane są pomagając mamie, kariąc kury,
                > sprzatając. żadziej niż chłopcy bawią się np. na dworze.TYLKO chłopcy
                dokonują
                > bohaterskich czynów (dają wody starcowi, ratuja pociąg, nalezą do zuchów).
                > dziewczynki zazdroszą chłopcom nagród i wycieczek. dziewczynki płaczą, gdy
                nie
                > umieją rozwiązać zadania domowego- dopóki nie przyjdzie tata i i nie pomoże.
                > dziewczynki przedstawiane są jako gaduły i plotkarki. dziewczynki mówia: chcę
                > być jak dorosnę taka jak mama- będę gotować i sprzątać, chłopcy mówią:
                > interesuję się gwiazdami, chciałbym w przyszłości być astrologiem...itd itd
                > teraz 2 skrajny pzrykład- podręczniki francuskie- tam dzieci są tylko dziećmi-

                > nie przyszłymi gospodyniami domowymi czy panami domu. nie da się zauważyć
                > ilościowego i jakościowego rozgraniczenia na chłopców i dziewczynki jeśli
                > chodzi o zabawy, o pomoc rodzicom, o poziom umysłowy...polskie podręczniki
                > powinny zostać napisane OD NOWA.

                Mam pewne wątpliwości. Obraz życia prezentowany w podręcznikach oddaje
                rzeczywistość. Kobiety rzeczywiście pełnią te role, które widzimy w
                podręcznikach. Ty natomiast chcesz, by podręczniki prezentowały dzieciom
                fałszywy obraz społeczeństwa - zgodny z feministycznym ideałem społeczeństwa
                androgynicznego, ale niezgodny ze stanem faktycznym. OK. Być może warto
                dzieciom niekiedy, dla celów wychowawczych, przedstawiać stan pożądany, a nie
                rzeczywisty. Pytanie jednak, przez kogo ten stan jest pożądany? Jaka część
                społęczeństwa chce, by w taki sposób wychowywać ich dzieci? Obawiam się, że
                niewielki margines.

                Kolejna rzecz - prawo wyboru. Czy rodzice, którzy chcą, by ich dziecko było
                wychowywane w sposób tradycyjny, mają mieć prawo wyboru tradycyjnych szkół i
                klas? Korzystania z tradycyjnych podręczników? Czy też wychowanie feministyczne
                ma być obowiązkowe dla wszystkich dzieci?

                Kolejna sprawa - jak długo ma trwać taka feministyczna edukacja. Czy także w
                szkole średniej? W szkole średniej w Wielkiej Brytanii jedna z nauczycielek -
                feministek zaprotestowała, że "Romeo i Julia" jest sztuką o miłości
                heteroseksualnej, co dyskryminuje homoseksualistów. Czy należałoby zmienić
                podręczniki i na nowo napisać lektury także w szkole średniej? A uczniowie
                powinni przerabiać "Romeę i Julię" jako niespełnioną miłość lesbijską?
                A szkoły wyższe? Znajomy doktorant muzykologii z Bostonu pisał mi kiedyś, że w
                doktoracie o Wieniawskim musi napisać rodział o Marii Szymanowskiej jako o
                kobiecej kompozytorce. Nie może w nim napisać, że była kiepską kompozytorką
                (choć, jego zdaniem - była), musi natomiast napisać, jaka wspaniała byłaby
                zapewne kobieca muzyka w tym czasie w Polsce, gdyby "zapewniono jej właściwe
                warunki rozwoju".

                Czy po to uwolniliśmy się z jednego totalitaryzmu, by wpadać w drugi?
                • Gość: zula Re: Pomówmy o konkretach - do Zuli raz jeszcze IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 26.09.02, 13:24
                  wiesz, czytaliśmy tą książkę razem z moim chłopakiem- on wściekł się jescze
                  bardziej niż ja, powiedział że poda do sądu szkołę, jesli będzie uczyła takich
                  rzeczy nasze dzieci. tu nie chodzi nawet o feminizm. to jest po prostu zwykłe
                  świństwo narzucać się 7- letniemu dziecku ze swoją tendencyjnością. w ksiązce
                  był przytoczony również wierszyk 'pralka'- o tym, że kiedyś była babcia, a
                  teraz zastąpiła ją pralka. ładne, prawda? takie humanistyczne.

                  oczywiście- niech sobie będę 'tradycyjne podręczniki', ale niech na tych 17
                  będzie choć jeden, w którym, jak pisałam, dzieci będą dziećmi, babcie babciami,
                  nie pralkami, itd itd.
        • maly.ksiaze Re: Dzień Dobry 25.09.02, 16:19
          Gość portalu: zula napisał(a):

          > > Ja jednak pamiętam, że
          > > socjalizm również próbował coś zaoferować kucharkom i
          > > sprzątaczkom.
          >
          > socjalizm skompromitowała historia...
          Ejze! Wyjrzyj przez okno. Albo wlacz telewizor ;-)


          > tzn lepiej o tym nie mówić, tylko po prostu to zrobić? też tak uważam, ale to
          > się nie zawsze da zrobić.
          Nie przypisuj mi rzeczy, ktorych nie napisalem. Przy okazji: komu chcesz zabrac
          i co? I komu chcialabys to dac?

          > studia gender bardzo ciekawe.
          Nie watpie. Studiowanie wogole jest ciekawe i podwyzsza samoocene. Ale o tym,
          ze to *nie jest nauka*, nie trzeba Cie przekonywac, prawda?

          > idealizujesz, Mały Książe, idealizujesz niestety...czy w szkole uczą
          wolności?
          > od przedszkola do końca średniej- nie uczą. pozostaje rodzina- i tu róznie
          > bywa. no- na studiach jest już inaczej- ale tu nie dochodzi zbyt
          > wielu...telewizja- bez komentarza. film i literatura- tylko to jest właściwie
          > pewne. jaka jest szansa, że człowiek odnajdzie się w świecie? przypadkowa?
          Nie bardzo rozumiem, co masz na mysli. Ideologia feminizmu jest calkowicie
          ortogonalna do problemu 'wolnosci intelektualnej' (bo chyba o takie cos Ci
          chodzi, cokolwiek to jest; zgaduje troche).

          >
          > Żyjemy w czasach i (jak sądzę) w
          > > krajach, w których wolność osobista ma skalę niespotykaną
          > > dotąd w historii.
          >
          > Polska na razie jest tak trochę z boku, jeśli chdzi o ucywilizowanie.
          Oj, krotka pamiec. Wolnosc osobista w Polsce ma obecnie skale dotad w historii
          Polski niespotykana. Na tle reszty swiata tez prezentuje sie wcale pozytywnie.

          > nie, nie irytuję się, po prostu nie rozumiem, czemu tak agresywnie niektórzy
          > reagują, gdy słyszą słowo na f.(?)
          Moze mylisz agresje z polemicznym zapalem? Ten zapal u Twoich stronnikow zdaje
          Ci sie nie przeszkadzac ani troszeczke ;-).

          > BD doceniam.
          > Tada nie- właśnie z racji wiary w wolnosć osobista.
          Dlaczego? Nie znalazlem w postach Tada nic, co negowaloby Twoja wolnosc. Ani
          czyjakolwiek inna. On po prostu uwaza, ze wypisujesz bzdury. Jego prawo. Bron
          sie, argumentuj.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: tad Do Macieja i BD IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.02, 19:50
            Panowie! Podziwiam Waszą naiwność! Chcecie przykładać do wiedzy "gender" miarkę
            waszej androcentrycznej nauki? Takie praktyki u feministek budzą tylko śmiech
            pusty. Przecież ta wasza "nauka", to tylko pewien dyskurs, ani lepszy ani
            gorszy od innych. Czemu niby dyskurs feministyczny miałby spełniać kryteria
            naukowości jakie wymyslili sobie androcentryczni uczeni? Wiedza "gender" jest
            naukowa w ramach dyskursu feministycznego i niczego więcej feministkom do
            szczęscia nie trzeba. Czyż feministyczne uczone nie mają tytułów: "pani
            profesor", "pani doktor" itd. Czy potrzebne są jeszcze jakieś inne dowody
            naukowości "gender"? Długo feministki walczyły o taki status, ale - wywalczyły.
            Mądrym dla nauki a idiotom dla rozrywki przytaczam opis owych zmagań pióra -
            niestety zniewolonej przez androcentryzm -Joanny Mroczkowskiej (z
            księgi "Amerykańska wojna kultur"): "Intelektualne (a raczej ideologiczne)
            ambicje radykalnego feminizmu w latach 70 i 80 sprawiły, iż "naturalnym
            środowiskiem" dlań był świat akademicki. Feministki nowej fali zajmowały nie
            tylko stanowiska profesorskie. Wiele z nich pracowało ( i nadal pracuje)w
            administracji czy kierowało paraakademickimi organizacjami feministycznymi. Ich
            niewspółmierne do liczebności duże wpływy wynikały z tego, że władze
            uniwersyteckie ze szczerych (bądź oportunistycznych) powodów patrzyły na
            problemy ruchu kobiecego z sympatią. Tworzący politykę uczelnianą mężczyźni,
            wychowani w atmosferze zwycięskiej walki o prawa obywatelskie, nie chcieli
            uchodzić za niewrazliwych czy wstecznych, mieli na uwadze minioną dyskryminację
            kobiet i przyjmowali, że jeszcze dziś w pewnych przypadkach kobiety wymagają
            ochrony. Poza tym stanowisko takie cieszyło się poparciem środowisk liberalnych
            w rządzie, jako słuszne i postępowe, chroniące intersy grupy do tej pory
            pozbawionej większego udziału w zyciu publicznym. Z biegiem czasu ......
            • Gość: tad Do Macieja i BD 2 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.02, 19:59
              ...... zręczne manipulowanie argumentem dyskryminacji tak zwanych mniejszości
              etnicznych i kobiet przyczyniło się do niepokojącego upolitycznienia
              uniwersytetów. Za bardzo niebezpieczną trzeba uznać praktykę doboru kadry
              akademickiej pod kątem zgodności z obowiązującą linią feministyczną. Praktyka
              ta doprowadziła do utraty przez wyższe uczelnie samodzielności intelektualnej
              wskutek wzrastającego ograniczenia wolności słowa. prawa do
              wypowiadania "nieortodoksyjnych" przekonań, kultywowania atmosfery konformizmu.
              W uczelniach radykalne feministki, aby uprzedzić wszelką dyskusję i ewentualna
              krytykę, posługiwały się takimi terminami jak "antifeminist harassment"
              czy "intelectual harassment", domagając się piętnowania ich na drodze
              regulaminowej i prawnej. Ten rodzaj nękania cechować miały takie oto
              zachowania:
              - niewłączanie do programów studiów autorek feministycznych, pism i prasy
              kobiecej
              -odrzucanie prac feministycznych jako wąskich, stronniczych i słabych
              metodologicznie
              -żarty kierowane przeciw feministkom"

              Tak więc panowie - koniec żartów. "Gender" jest bardziej naukowy niż sama
              nauka, a kto myśli inaczej dopuszcza się "antifeminist harassment"!

              PS
              Gdyby jednak BD - mimo to -zdecydował się napisac coś o owej "nienaukowości"
              gender -to jako zdeklarowany faszysta - chętnie poczytam.
              • Gość: zula Re: Do Macieja i BD 2 IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 22:21
                Jezu, nikt ci nie każe studiować gender, ani rozmawiać ze studentami. studia
                gender są podyplomowe- to jakby dodatek do wiedzy, którą już nabyłeś/ nabywasz.
                rozważania o płci w kulturze ciekawią mnie. dla ciebie ciekawe jest natrzasanie
                się z moich zainteresowań publicznie (nie twierdzę, ze chodzi o mnie, ale
                zmuszona jestem jako studentka rzeczonych studiów traktować to personalnie). i
                co? i nic.

                przy okazji- proszę o odpowiedz na zeszłego posta w tym wątku.
          • Gość: zula dobry wieczór IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 25.09.02, 23:02
            > Nie przypisuj mi rzeczy, ktorych nie napisalem. Przy okazji: komu chcesz
            zabrac i co? I komu chcialabys to dac?

            nie, chodzi mi o pretensje do całego swiata- jesli chodzi o feminizm- czasem
            myslę, ze to marudzenie, niepotrzebne marnowanie energii- że duzo lepiej byłoby
            od razu coś zrobić...myślę, że to jest ogromna wada kobiet- że lamentują, i
            boją sie zrobić pierwszy krok. ja też czasem taka jestem, ale walczę z tym:-)
            staram się nie oskarżać, nie gadać, że coś mi przeszkadza, tylko od razu
            wyjaśnic sytuację.

            > Nie watpie. Studiowanie wogole jest ciekawe i podwyzsza samoocene. Ale o tym,
            > ze to *nie jest nauka*, nie trzeba Cie przekonywac, prawda?

            to jest jak kulturoznawstwo/ socjologia/ psychologia z naswietleniem płci. to
            nie są studia o skandowaniu. raczej historia obyczajów, prezentowania płci w
            literaturze, dramacie, kinie róznych okresów. to nie jest odrębna nauka- w tym
            sensie, że wykładowcy są z różnych wydziałów, z róznych uniwersytetów, z
            różnych krajów nawet.
            nie wiem, czy to nie nauka...nie jestem metodologiem, BD twierdzi, że nie
            nauka, i używa słów brzmiacych profesjonalnie, więc pewnie ma rację. Moze BD
            mógłby mi trochę wyjaśnić, co jest nauką a co nie? tak prosciej?

            > Nie bardzo rozumiem, co masz na mysli. Ideologia feminizmu jest calkowicie
            > ortogonalna do problemu 'wolnosci intelektualnej' (bo chyba o takie cos Ci
            > chodzi, cokolwiek to jest; zgaduje troche).

            nie- wiedza daje wolność- sam zauwazyłes- podnosi samoocenę- co właściwie ma
            100% znaczenie dla wiary w swoją drogę w zyciu. z resztą- paradoksalnie- gorzej
            traktowane są kobiety w rodzinach robotniczych. np.: są 2 wzorce małzeństwa:
            partnerskie- gdzie małzonkowie wspólnie spędzają wieczory- w kinie itp(klasa
            średnia, wyższe wykształcenie), i własnie robotnicze, biedniejsze- gdzie mąz
            udaje się do baru po pracy, a zona praktycznie cały czas zajmuje się domem.
            i faktem jest, że feministki to właśnie 1 grupa.

            > Oj, krotka pamiec. Wolnosc osobista w Polsce ma obecnie skale dotad w
            historii
            > Polski niespotykana. Na tle reszty swiata tez prezentuje sie wcale pozytywnie.

            to zalezy z którą resztą swiata się równamy...jesli z tymi 2/3 które zyją w
            ubóstwie i nie znają coca-coli- to masz rację. to nie jest złośliwe. ale
            powinniśmy chyba aspirować jak najwyżej?

            > Moze mylisz agresje z polemicznym zapalem? Ten zapal u Twoich stronnikow
            zdaje Ci sie nie przeszkadzac ani troszeczke ;-).

            oj, złośniku;-)

            > Dlaczego? Nie znalazlem w postach Tada nic, co negowaloby Twoja wolnosc. Ani
            > czyjakolwiek inna. On po prostu uwaza, ze wypisujesz bzdury. Jego prawo. Bron
            > sie, argumentuj.

            on często nie odpisuje na moje do niego posty, tylko zwraca się do całego
            forum: a Zula napisała...jakby inni nie umieli czytać. to mi przypomina jakąs
            pocztę pantoflową. a jak do mnie pisze, to pisze: pomyślże dziewczyno! co brzmi
            zupełnie jak "ty głupia kobieto" z allo allo:-) więc nie wiem czy to na
            poważnie czy kolega tad podśmiewa się ze mnie co i rusz.
            wypłakałam się (to zdajsie popularne ostatnio- płakac na piersi Małego
            Księcia). od razu lepiej;-)
            • maly.ksiaze Nauka vs. science 26.09.02, 03:23
              Być może powinienem poczekać ciepliwie, aż BD napisze, to
              co być może ma zamiar napisać. Przyszło mi jednak coś do
              głowy.
              Otóż rozumienie angielskiego 'science' i polskiego
              'nauka' nie pokrywa się tak dokładnie. W Polsce przyjęło
              określać się mianem 'nauka' niemal wszystko, co robi się
              na Uniwersytetach i Politechnikach. Historia na przykład
              kwalifikuje się jako 'nauka', jako 'science' - absolutnie
              nie. Niektórzy twierdzą, że i z psychologii takie
              'science', jak i z wróżbiarstwa. Ale psychologowie się
              bronią i mówią 'ale my przecież wiemy, co to jest F-test'.

              Owe nauki humanistyczne, np. historia, badania nad
              literaturą, wykształciły sobie coś 'zamiast' metod
              naukowych. Tym czymś są na przykład ostre standardy
              krytyki (trzeba mocno uważać, żeby się nie ośmieszyć;
              dlatego troche się boję to pisać), tzw. krytyczny
              stosunek do źródeł itp.
              Studia 'gender' mają pod tym względem dość złą opinię,
              jako że stosunek do źródeł jest podobno nader
              optymistyczny i nikt nikogo nie krytykuje.
              Nie wiem do końca, czy to przyprawiona gęba, czy to
              prawda - ale chyba to jest właśnie przyczyna tych
              'rozbawionych spojrzeń'.

              No i jeszcze to, że wiele osób (ja chyba też; czy możesz
              coś napisać kontra?) przypuszcza, że to 'nauka w służbie
              idei'. Czyli propaganda.

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Na pocieszenie dodam, że matematyka to również nie
              jest science.
              • Gość: zula Re: Nauka vs. science IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 26.09.02, 10:45
                właśnie wczoraj też zastanawiałam się nad tą granicą, którą wyczuwałam
                między 'naukami humanistycznymi' a 'ścisłymi' (nota bene dlaczego matematyka
                nie?).

                moim zdaniem na tym forum mitologizuje sie studia gender- które są
                interdyscyplinarne- są np. zajęcia z panią dr filologii, która mówi o historii
                języka polskiego pod kątem płci- kiedyś np. był rodzaj żeński liczby mnogiej-
                dziś już nie ma. dla mnie to sa ciekawostki, drobne znaki przemian naszej
                kultury.

                pozdrawiam

                zula
              • maciej.k1 Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agitacja 26.09.02, 11:40
                maly.ksiaze napisał:

                > PS. Na pocieszenie dodam, że matematyka to również nie
                > jest science.

                Matematyka jest nauką formalną. W odróżnieniu od nauk przyrodniczych, które
                swoje twierdzenia wywodzą z doświadczenia, nauki formalne (jak np. logika,
                matematyka) wywodzą swoje twierdzenia z aksomatów, przyjętych bez dowodu.
                Kryterium poprawności danego twierdzenia jest jego niesprzeczność z innymi
                twierdzeniami.

                Nauki formalne są więc w 100% spójne, a wszystkie twierdzenia dają się
                wyprowadzić z aksjomatów lub innych twierdzeń tej nauki. Nie ma twierdzeń
                sprzecznych ze sobą. (O gender studies na przykład nie można tego powiedzieć.)
                Zapewne chodziło Ci o to, że matematyka, w odróżnieniu od nauk przyrodniczych
                (takich jak np. fizyka) nie opisuje rzeczywistości. W rzeczywistym świecie nie
                ma liczb, ani punktów, ani prostych. Możliwe są różne geometrie, zbudowane w
                oparciu o różne aksjomaty, z których każda jest spójna wewnętrznie. Trzeba
                jednak przyznać matematyce, że choć sama nie opisuje rzeczywistości, to jednak
                znajduje znajduje liczne zastosowania w innych naukach, które rzeczywistość
                opisują.

                W Polsce nazywamy nauką nie tylko tę "czystą naukę" której uprawianie jest (lub
                powinno być) zasadniczym celem istnienia uniwersytetów, ale także naukę zawodu
                (co jest celem szkół wyższych, takich jak politechniki, akademie medyczne, AWF,
                szkoła filmowa, wyższe szkoły pedagogczne, akademia sztuk pięknych, itp.) W
                odróżnieniu od uniwersytetów, celem szkół wyższych nie jest poznawanie prawdy o
                świecie, lecz raczej przyuczenie do zawodu, czy rzemiosła. Trzeba przyznać
                szkołom wyższym, że robią to na ogół rzetelnie, dzieki czemu nie boimi się
                wchodzić na mosty, a po pomoc w razie choroby zwracamy się do lekarza.

                Czym natomiast jest "gender studies"? Nie jest nauką formalną, to widać gołym
                okiem. Obawiam się, że nie jest raczej nauką przyrodniczą, gdyż nie opiera się
                na danych doświadczenia. Zgodnie z definicją Kati, "celem gender studies jest
                badanie, jak płeć kształtuje się w kulturze" - natomiast nauki przyrodnicze jak
                np. biologia, czy genetyka, jasno wykazują, że płeć kształtuje się w łonie
                matki, w chwili zapłodnienia (a nie w kulturze).

                O ile mi wiadomo, gender studies nie przygotowują także do żadnego zawodu, ani
                nie uczą żadnych, przydatnych społecznie umiejętności.

                Czym więc są "gender studies"? Może są kuźnią kadr feministycznych,
                kształconych na koszt podatnika, przyszłych aktywistek i propagatorek
                feminizmu? Jeśli celem "gender studies" jest kształcenie feministycznych
                agitatorek i dostarczanie im argumentów na rzecz feminizmu - to pomijając nawet
                inne wątpliwości - tego celu również nie realizują najlepiej. Feministyczna
                agitacja ciągle jest mało przekonywująca.
                • Gość: zula westchnęłam tylko... IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 26.09.02, 13:04
                  o ile mi wiadomo matematyka RÓWNIEŻ jest nauką przyrodniczą.

                  sądzę RÓWNIEŻ że taka instytuacja jak Uniwersytet Jagielloński nie pozwoliłaby
                  sobie na firmowanie bylejakich studiów. ja im zaufałam. tobie nikt nie każe
                  (choć często przeciez powołujesz się na TRADYCJĘ- więc jak to wytłumaczysz? UJ
                  nie jest biedny, więc po co miałby otwierać jakiś śmieszny w twoim mniemaniu
                  kierunek, i dlaczego miałaby wykładać na nim znana kadra? a może feministki już
                  opanowały UJ? zrobiły pranie mózgu rektorowi? zastraszyły wszystkich
                  wykładowców? no dlaczego?)
                  może już dysponują bronią nuklearną? uważaj, bo przyjdę do twojego domu (tak
                  tak, wiem o tobie wszystko) spalę twoje ksiązki i rozstrzelam cię w piwnicy.

                  może ty, biedny Macieju, posądzasz kobiety, feministki o chęć zemsty za
                  inkwizycję, za gorsze płace, za gwałty - o CHĘĆ ZEMSTY. ale tak nie jest. nie
                  chcemy się mścić. chcemy ZŁAGODZIĆ OBYCZAJE świata rządzonego dotąd regułami
                  silniejszego. posądzasz nas o rzeczy właściwe dotychczasowym zasadom gry we
                  władzę. feminizm nie chce dorównać mężczyźnie. nie chce zmieniać natury kobiet.
                  chce TYLKO, żeby natura kobiety była szanowana i doceniona. love & peace. I
                  TYLKO TO.

                  PS> czy hipisów też uważasz za groźnych wykolejeńców?

                  z wyrazami politowania

                  zula
                  • maciej.k1 Re: westchnęłam tylko... 26.09.02, 13:37
                    Gość portalu: zula napisał(a):

                    > o ile mi wiadomo matematyka RÓWNIEŻ jest nauką przyrodniczą.

                    Spróbuj uzasadnić ten pogląd...

                    > sądzę RÓWNIEŻ że taka instytuacja jak Uniwersytet Jagielloński nie
                    pozwoliłaby
                    > sobie na firmowanie bylejakich studiów. ja im zaufałam.

                    ... a przede wszystkim (co ważniejsze i powiązane z tematem forum) spróbuj
                    uzasadnić że "gender studies" są nauką, bez odwoływania się do autorytetu tej
                    instytucji. Przypomnę Ci, że nie tak całkiem dawno wykładano na UJ także
                    filozofię marksistowską, krótką historię WKP(b), czy ekonomię polityczną
                    socjalizmu.

                    > chce TYLKO, żeby natura kobiety była szanowana i doceniona. love & peace. I
                    > TYLKO TO.

                    Ja też. Co więcej, obawiam się, że chyba mam więcej szacunku dla kobiet,
                    kobiecości i ich roli społecznej, niż Ty. Ty natomiast uważasz je za ofiary
                    patrialchalnego systemu posiadające "fałszywą świadomość".

                    > PS> czy hipisów też uważasz za groźnych wykolejeńców?

                    Przyznam, że nie popieram używania narkotyków, wolnej miłości i wychowywania
                    dzieci w komunie (w której nie wiadomo, kto jest ojcem), braku higieny i
                    naiwnego pacyfizmu, zakładającego, że pokój na świecie może nastąpić przez
                    jednostronne rozbrojenie.

                    Przyznam jednak, że w pewnych okolicznościach byłbym skłonny popierać
                    finansowanie hipisów przez państwo polskie, np. hipisów rosyjskich lub
                    niemieckich (podobnie jak polski wywiad za Piłsudskiego finansował niemieckich
                    pacyfistów). Byłoby to jednak niestety tylko traktowanie ich czysto
                    instrumentalne, jako (używając terminologii leninowskiej) tzw. "pożytecznych
                    idiotów". Tacy sami ludzie na terenie naszego kraju jednak automatycznie
                    przestawaliby być pożyteczni, zaś drugi człon nazwy nadal by do nich pasował.
                    • Gość: zula Re: westchnęłam tylko... IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 26.09.02, 15:49
                      > > o ile mi wiadomo matematyka RÓWNIEŻ jest nauką przyrodniczą.
                      >
                      > Spróbuj uzasadnić ten pogląd...

                      z encyklopedii PWN: " najistotniejszą cechą m. jest to, że posługuje się w
                      zasadzie metodą dedukcyjną"

                      " matematyczne modele- zależności pisujące wyidealizowane zjawiska fiz. itp,
                      oraz przyzady matematyczne służące do rozwiazywania lub ilustracji tychże
                      zalezności".

                      > ... a przede wszystkim (co ważniejsze i powiązane z tematem forum) spróbuj
                      > uzasadnić że "gender studies" są nauką, bez odwoływania się do autorytetu tej
                      > instytucji.

                      gender studies spełnia kryteria nauki humanistycznej. vide:
                      wiem.onet.pl/wiem/00cbfe.html
                      Przypomnę Ci, że nie tak całkiem dawno wykładano na UJ także
                      > filozofię marksistowską, krótką historię WKP(b), czy ekonomię polityczną
                      > socjalizmu.

                      tak, do tej pory się to wykłada, nie tylko na tym uniwersytecie.

                      > Ja też. Co więcej, obawiam się, że chyba mam więcej szacunku dla kobiet,
                      > kobiecości i ich roli społecznej, niż Ty.

                      tak, ty jesteś zawsze lepszy ode mnie. nie możemy trwać obok siebie, każde ze
                      swoimi poglądami? co to za poglady, które nie znoszą konkurencji?

                      Ty natomiast uważasz je za ofiary
                      > patrialchalnego systemu posiadające "fałszywą świadomość".

                      nie, uważam, ze się niepotrzebnie poświęcają. mam już dosyć martyrologii- to
                      dotyczy obu płci, dzieci, wszystkich. problemy, które nas spotykaja są w sam
                      raz na nasze barki.

                      Byłoby to jednak niestety tylko traktowanie ich czysto
                      > instrumentalne, jako (używając terminologii leninowskiej) tzw. "pożytecznych
                      > idiotów".

                      zdecyduj się na coś używając terminologii leninowskiej. bo w tej chwili jesteś
                      za, a nawet przeciw.

                      Tacy sami ludzie na terenie naszego kraju jednak automatycznie
                      > przestawaliby być pożyteczni,

                      dlaczego, bo nie można ich posłac na wojnę jako mięso armatnie?

                      > zaś drugi człon nazwy nadal by do nich pasował.

                      you can say that i'm a dreamer, but i'm not the only one...
                      ty jednak wolisz moralność 'naturalna', (dżunglową). coż- twój wybór.
                      • Gość: BD Re: westchnęłam tylko... IP: 195.136.251.* 26.09.02, 16:22
                        Witam,

                        Gość portalu: zula napisał(a):

                        > > > o ile mi wiadomo matematyka RÓWNIEŻ jest nauką przyrodniczą.

                        > z encyklopedii PWN: " najistotniejszą cechą m. jest to, że posługuje się w
                        > zasadzie metodą dedukcyjną"

                        No właśnie, że tak powiem, a nauki przyrodnicze posługują się metodą indukcyjną.
                        Matematyka jest metanauką, czyli:

                        > " matematyczne modele- zależności pisujące wyidealizowane zjawiska fiz. itp,
                        > oraz przyzady matematyczne służące do rozwiazywania lub ilustracji tychże
                        > zalezności".

                        Jej aparat wspiera inne nauki. Ale z faktu, że w biologii wykorzystywana jest
                        matematyka nie wynika, że matematyka jest nauką przyrodniczą, bo tak można by
                        dowieść, że polonistyka jest nauką przyrodniczą.

                        Na pocieszenie - nie jest też tak, jak twierdzi Maciej, że w matematyce można
                        wszystko wywieść z aksjomatów. Nie istnieją takie "samowystarczalne" złożone
                        systemy aksjomatyczne, o czym mówi tzw. twierdzenie limitacyjne Goedla. Poza
                        tym nawet w matematyce spotykamy różne "szkoły", czyli nie ma tam jedności
                        poglądów.

                        pozdrawiam,

                        BD
                        • Gość: maly.k 'Duze' twierdzenie Goedla IP: 139.57.24.* 26.09.02, 17:04
                          Gość portalu: BD napisał(a):

                          > Na pocieszenie - nie jest też tak, jak twierdzi Maciej, że w matematyce można
                          > wszystko wywieść z aksjomatów. Nie istnieją takie "samowystarczalne" złożone
                          > systemy aksjomatyczne, o czym mówi tzw. twierdzenie limitacyjne Goedla.
                          'Duze' twierdzenie Goedla mowi tyle, ze w kazdym systemie ktory ma w sobie
                          liczby naturalne istnieje twierdzenie nierozstrzygalne. Czyli istotnie - nie
                          wszystko mozna wywiesc.

                          Cos mi sie przypomnialo: "Matematycy sa jak szaleni krawcy, ktorzy szyja
                          wszystkie mozliwe ubrania w nadziei, ze niektore z nich beda na kogos
                          pasowaly." Na motywach "Summa technologiae" Lema - dokladnego cytatu nie podam,
                          bo nie mam ksiazki pod reka.

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                        • Gość: zula Re: westchnęłam tylko... IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 27.09.02, 08:51
                          cześć

                          chyba pozostawię sobie jednak metodykę na poźniej...:-)

                          pozdrawiam


                • hania_76 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 13:33
                  A filozofia - gdzie ją zaklasyfikujesz?
                  Socjologia?
                  Kuźnia kadr... Mój Boże...
                  • maciej.k1 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 13:56
                    hania_76 napisała:

                    > A filozofia - gdzie ją zaklasyfikujesz?

                    Z tym jest kłopot. Wielu uważa, że filozofia nie jest nauką, zaś jej
                    zagadnienia przeszły do nauk szczegółowych. Szczerze mówiąc, dziś sensowna
                    wydaje mi się już tylko historia filozofii. Bliski mi jest też pogląd
                    Bocheńskiego, że wielu filozofów zajmuje się tylko fabrykowaniem
                    światopoglądów, co jest bardzo interesujące, ale nauką nie jest.

                    > Socjologia?

                    Socjologia jest zaliczana do nauk społecznych, jak psychologia, pedagogika,
                    kryminologia, geopolityka, itd. Z naukowością socjologii jest jeszcze gorzej
                    niż z naukowością psychologii - wielu naukowców uważa ją za bliższą
                    publicystyce, niż nauce. Liczę jednak na to, że to grzech młodości i z biegiem
                    lat nauka ta rozwinie się w taki sposób, że pozwoli przewidywać rozwój i
                    zachowanie społeczeństw. Socjologiczne badania rynku, czy preferencji
                    wyborczych już są mniej lub bardziej wiarygodne i znajdują praktyczne
                    zastosowania w biznesie czy w polityce.
                    • hania_76 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 14:30
                      maciej.k1 napisał:

                      > hania_76 napisała:
                      >
                      > > A filozofia - gdzie ją zaklasyfikujesz?
                      >
                      > Z tym jest kłopot. Wielu uważa, że filozofia nie jest nauką, zaś jej
                      > zagadnienia przeszły do nauk szczegółowych. Szczerze mówiąc, dziś sensowna
                      > wydaje mi się już tylko historia filozofii. Bliski mi jest też pogląd
                      > Bocheńskiego, że wielu filozofów zajmuje się tylko fabrykowaniem
                      > światopoglądów, co jest bardzo interesujące, ale nauką nie jest.
                      >
                      > > Socjologia?
                      >
                      > Socjologia jest zaliczana do nauk społecznych, jak psychologia, pedagogika,
                      > kryminologia, geopolityka, itd. Z naukowością socjologii jest jeszcze gorzej
                      > niż z naukowością psychologii - wielu naukowców uważa ją za bliższą
                      > publicystyce, niż nauce. Liczę jednak na to, że to grzech młodości i z
                      biegiem
                      > lat nauka ta rozwinie się w taki sposób, że pozwoli przewidywać rozwój i
                      > zachowanie społeczeństw. Socjologiczne badania rynku, czy preferencji
                      > wyborczych już są mniej lub bardziej wiarygodne i znajdują praktyczne
                      > zastosowania w biznesie czy w polityce.

                      Tego się spodziewałam - socjologia cacy, gender studies be. A to taka
                      socjologia tylko badająca połowę ludzkości.
                      • maciej.k1 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 14:38
                        hania_76 napisała:

                        > Tego się spodziewałam - socjologia cacy, gender studies be. A to taka
                        > socjologia tylko badająca połowę ludzkości.

                        Socjolog niewiele jeszcze potrafi, ale chociaż ma metodę badań, która pozwala
                        przewidzieć wyniki wyborów. A możesz mi podać jakąś specyficzną gender metodę
                        badań, która pozwala przewidywać, co się wydarzy?
                        • hania_76 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 14:40
                          maciej.k1 napisał:

                          > hania_76 napisała:
                          >
                          > > Tego się spodziewałam - socjologia cacy, gender studies be. A to taka
                          > > socjologia tylko badająca połowę ludzkości.
                          >
                          > Socjolog niewiele jeszcze potrafi, ale chociaż ma metodę badań, która pozwala
                          > przewidzieć wyniki wyborów. A możesz mi podać jakąś specyficzną gender metodę
                          > badań, która pozwala przewidywać, co się wydarzy?

                          Skieruj może to pytanie do Zuli, która jest studentką gender studies, ale nie
                          rozumiem jak metoda badań, która pozwala przewidzieć wyniki wyborów (jak
                          pokazały ostatnie wybory - raczej mniej trafnie niż bardziej) przesądza o
                          większej dozie naukowości socjologii niż gender studies?
                          A politologia, Macieju? Co z politologią?
                          • maciej.k1 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 15:04
                            hania_76 napisała:

                            > Skieruj może to pytanie do Zuli, która jest studentką gender studies,

                            Jak dotąd, fakt, że nie studiujesz gender, nie przeszkadzał Ci bronić
                            tej "nauki". A jak zadałem rzeczowe pytanie, to już kierujesz mnie do kogoś
                            innego?

                            > ale nie
                            > rozumiem jak metoda badań, która pozwala przewidzieć wyniki wyborów (jak
                            > pokazały ostatnie wybory - raczej mniej trafnie niż bardziej) przesądza o
                            > większej dozie naukowości socjologii niż gender studies?

                            Możność przewidywania na podstawie wyników badań to jedno z kryterium
                            naukowości, np. astronomia pozwala przewidywać ruch planet i ich położenie na
                            niebie, socjologia pozwala przewidzieć wyniki wyborów, medycyna, na podstawie
                            diagnozy chorego, pozwala przewidywać szase wyzdrowienia.

                            A co pozwalają przewidywać "gender studies"?

                            A o politologii sama sobie poczytaj. To będzie praca domowa dla Ciebie. W końcu
                            nie zarabiam tutaj na korepetycjach. :-)
                            • hania_76 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 15:19
                              maciej.k1 napisał:

                              > hania_76 napisała:
                              >
                              > > Skieruj może to pytanie do Zuli, która jest studentką gender studies,
                              >
                              > Jak dotąd, fakt, że nie studiujesz gender, nie przeszkadzał Ci bronić
                              > tej "nauki". A jak zadałem rzeczowe pytanie, to już kierujesz mnie do kogoś
                              > innego?


                              Fakt, ze nie jestes feministka, nie studiujesz gender i nie przeczytales nawet
                              promila tego co przeczytal o feminizmie tad, nie przeszkadza Ci w wypowiadaniu
                              sie w najbardziej autorytarny sposob zarowno o feministkach jak i o gender
                              studies jak i o feminizmie.

                              Litosciwie nie wspomne, ze jestes mezczyzna, wiec co mozesz wiedziec o tym, co
                              czuja i co mysla kobiety? ;P

                              Rozumiem, ze nie masz zdania co do zaszufladkowania politologii, wiec
                              milosiernie porzuce ten temat.
                              • maciej.k1 Re: Nauki formalne, przyrodnicze, zawodu, a agita 26.09.02, 15:29
                                Fakt, że nie studiujesz gender, nie przeszkadzał Ci stwierdzić:

                                > > Tego się spodziewałam - socjologia cacy, gender studies be. A to taka
                                > > socjologia tylko badająca połowę ludzkości.

                                A jak proszę o uzasadnienie tego poglądu, odsyłasz mnie do kogoś innego. Czy
                                Zula ma wiedzieć, o co Tobie chodziło?

                                A politologia, jeśli kiedyś będzie nauką, znajdzie się w gronie nauk
                                społecznych. Są już prace poświęcone geopolityce, które próbują przewidywać
                                przyszłość politryczną na podstawie zmian potencjałów demograficzych i rozwoju
                                gospodarczego, ale co do ich naukowości ciągle jeszcze są zastrzeżenia.
                                • Gość: tad babcia, pralka i feministki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.02, 19:24
                                  Zainteresowało mnie to co Zula pisała o wierszu z elementarza. Wierszyka nie
                                  znam (proszę Zulo, byś przepisała go tutaj - jesli masz go pod ręką. Przyjżymy
                                  sie tej patriarchalnej"zbrodni"), ale jak rozumiem mozna go streścić tak:
                                  babcia musiała prać ręcznie, dziś pierze pralka. Człowiek naiwny odebrał by to
                                  jako prostą pochwałę postępu technicznego (pamiętam takie pochwały z
                                  elementarza, tyle, że nie z babcią w roli głównej. W moim elemetarzu to był -
                                  o ile się nie mylę układ: dliżans, kolej, samochód, samolot. Uprzedzam pytanie
                                  Zuli - nie było narysowane kto kieruje tym wszytkim k czy m. Obrazki były za
                                  małe, a przynajmniej - tak to dziś mi się jawi w pamięci). Przesłanie tego
                                  wszystkiego streszcza się tak : dawniej ludzie musieli robić ręcznie wiele
                                  rzeczy, które dziś robią za nich maszyny, lub: dziś możemy więcej, szybciej i
                                  lepiej niż kiedyś. Przykład z pralką przemawia do dziecka, bo ma z nią do
                                  czynienia więcej niż z -powiedzmy - samolotem. W roli historycznej obsadzono
                                  tu babcię, bo - tak to wyglądało. Nic innego nie twierdzą przecież f: to
                                  kobiety wykonywały większą część prac domowych. Czyli - wierszyk mówi tu
                                  szczerą prawdę. (Gdyby prał w wierszu dziadek - feministki krzyczałyby, ze
                                  wybiela się patriarchat, bo zamiast patriarchalnej opresji pokazuje się
                                  fałszywie, że patriarchalny dziadek wykonywał w domu jakieś prace, co jest
                                  bezczelnym kłamstwem - przecież dziadek, jesli wogóle coś w domu robł, to tylko
                                  uciskał babcię, gdyby pokazano dziadka w pracy, feministki mówiłyby:
                                  pokazujecie dziadka jak się realizuje w pracy, a nie pokazujecie jak się babcia
                                  marnuje w domu uciskana przez system, gdyby pokazano dziadka w pracy,a babcię w
                                  domu, feministki podniosłyby krzyk: wmawiacie dzieciom podział ról wg. płci!
                                  Gdyby pokazano wreszcie: babcie w pracy, a dziadka w domu, feministki byłyby
                                  zadowolone, ale dziadek i babcia opowiedzieliby dziecku, że było odwrotnie, i
                                  dziecko straciłoby zaufanie do elementarza. I jak tu wybrnąc z feministycznych
                                  dylematów nie krzywdząc dziecka i prawdy?). A więc - pochwała postępu. Tak
                                  wiersz odbiera człek naiwny. Feministka nie da się tak łatwo oszukać: wierszyk
                                  to patriarchalna propaganda. Bezczelny autor chce wmówić dziecku, że kobiety są
                                  od prac domowych. Do tego wiersz moc ma tak magiczną, ze każde dziecko, ktore
                                  wierszyk przeczyta nie będzie od tego czasu swojej babci widzieć inaczej jak
                                  pod postacią pralki, więcej - każda kobieta jawić mu się zacznie jako pralka. W
                                  skrajnym przypadku może taki maluch spróbować podłączyć babcię do prądu, więc -
                                  rzecz jest niebezpieczna. Wcale mnie nie dziwi, że narzeczony Zuli chce w to
                                  wmieszać sąd. Głupiec nazwałby to podejściem nieco histerycznym, człowiek mądry
                                  nazywa takie stany "czujnością rewolucyjną". Gratuluję Zulo. Feministki taki
                                  straszny wiersz łyknęłyby ostatecznie, ale z przypisem: wierszyk pokazuje jak
                                  ciężka była kiedyś dola kobiet: babcia prała, bo musiała. Była dyskryminowana
                                  przez patriarchat i nie mogła realizować siebie. Dziś, dzięki bohaterskim
                                  kobietom zwanym FEMINISTKAMI kobiety mają mozliwość wyboru.
                                  Poważniej mówiąc Zulo: jesli będziesz patrzeć na wszystko szukając objawów
                                  dyskryminacji -znajdziesz je.
                                  Tego co pisałaś o mechanizmie zmiany kultury nie komentuję, bo czekam na całość.
                                  • maly.ksiaze Murzynek Bambo w Afryce mieszka 27.09.02, 02:54
                                    Pamiętasz ten wierszyk, Tad? Rasistowski? Nie! Jednak
                                    mimo to czarnoskórym Polakom bywa przykro, gdy wałkują
                                    ten wierszyk w szkole. Zgadnij dlaczego.

                                    Pozdrawiam,

                                    mk.
                                    • Gość: Maciej Re: Murzynek Bambo w Afryce mieszka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.02, 00:34
                                      maly.ksiaze napisał:

                                      > Pamiętasz ten wierszyk, Tad? Rasistowski? Nie! Jednak
                                      > mimo to czarnoskórym Polakom bywa przykro, gdy wałkują
                                      > ten wierszyk w szkole. Zgadnij dlaczego.

                                      A pewną brytyjską feministkę - lesbijkę razi, że dzieci w szkole średniej
                                      omawiają sztukę o heteroseksualnej miłości "Romeo i Julia". Zgadnij dlaczego.
                                      • maly.ksiaze A gdzie mieszka Maciej 28.09.02, 02:28
                                        Gość portalu: Maciej napisał(a):

                                        > A pewną brytyjską feministkę - lesbijkę razi, że dzieci
                                        w szkole średniej
                                        > omawiają sztukę o heteroseksualnej miłości "Romeo i
                                        Julia". Zgadnij dlaczego.
                                        A co ma piernik do wiatraka? Ale mozesz napisać, chętnie
                                        się dowiem.

                                        Pozdrawiam,

                                        mk.
                                  • Gość: zula Re: babcia, pralka i feministki IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 27.09.02, 09:02
                                    nie zrozumiałeś (lub nie chciałeś?). nie mam już ksiazki, bo z biblioteki.

                                    były przedstawione 2 wierszyki: jeden o babci- o tym, ze potrafi zrozumiec
                                    więcej niż rodzice, ze zawsze ma czas, zawsze wysłucha, pocieszy. to był
                                    pozytywny wizerunek babci.
                                    drugi nazywał się 'pranie'. i porównywano w nim babcię do pralki. i że teraz
                                    nie ma już babci, tylko jest pralka. gdyby prał dziadek, wierszyk byłby tak
                                    samo denny.
                                    nie ważne z resztą...kto miał zrozumieć, zrozumiał.
                                    • spinelli pytanie o pralke, igly i skrzynki na pelargonie 28.09.02, 05:20
                                      Za moich czasow zajecia praktyczno techniczne w szkolach od klasy 5-tej wzwyz
                                      byly podzielone na meskie (robienie karmnikow i skrzynek na pelargonie, imadla,
                                      mlotki itp) i damskie (szydelkowanie, szycie zalosnych koszul nocnych i
                                      gotowanie). Ja za serwetke na szydelku dostala troje minus ale za to bratu
                                      zrobilam karmnik na piatke
                                      Od dawna nie mieszkam w Polsce i ciekawa jestem czy nadal taki podzial istnieje
    • maly.ksiaze Gender studies, czyli z armaty do wróbla 27.09.02, 02:51
      Przyszło mi jeszcze coś do głowy.
      Tad i Maciej zdają się twierdzić, że całe te 'gender
      studies' to zawracanie głowy. Mam inne zdanie. Nie wiem
      ciągle, czy mam właściwe wyczucie tematyki, ale wydaje mi
      się, że zbadanie, jak zmieniał się wzorzec kobiety czy
      mężczyzny w kulturze mogłoby być ciekawym zajęciem. Albo
      w literaturze. O! - na przykład praca doktorska:
      "Przedstawienie kobiet w barokowej pieśni biesiadnej".
      Myślę, że gdyby odpowiednio dobrać promotora i
      bibliografię, to mogłoby sie nawet udać to obronić.
      Czyli tematy nie są zupełnie jałowe. Nie bardziej jałowe
      w każdym razie, niż codzienność IBL-u. Ale mianowanie

      tego osobnym kierunkiem studiów wydaje mi się waleniem z
      armaty do wróbli - albo robieniem czegoś na siłę.

      Jeszcze mam takie pytanie do Zuli: jaki dyplom otrzymuje
      się po skończeniu takiego kierunku?
      No i pytanie dodatkowe (naprawdę bez złośliwości). Można
      sobie wyobrazić, że po skończeniu takich studiów
      spróbujesz robić karierę naukową. Może tak, a może nie.
      Jeśli nie, to pewnie spróbujesz znaleźć pracę. Czy nie
      obawiasz się, że potencjalni pracodawcy będą na Ciebie
      patrzeć jak na absolwenta WUML-u? To dość poważne ryzyko,
      biorąc pod uwagę, że studia mają doprawioną gębę i nawet
      życzliwi (znaczy: ja ;-)) traktują to w najlepszym razie
      pół-serio?
      Krótko rzecz ujmując: czy to nie strach być zawodową
      feministką?

      Pozdrawiam,

      mk.

      PS. (zgaduję) To, że różnica jest statystycznie znaczącan
      (nie chce mi się liczyć, wierzę na słowo), oznacza, że
      nie da się tej różnicy przypisać całkowicie czynnikom
      losowym - czyli że jest jakiś czynnik systematyczny. Ale
      nie wiadomo jaki.
      • Gość: zula Re: Gender studies, czyli z armaty do wróbla IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 27.09.02, 09:17
        hello

        po ukończeniu moich pierwszych studiów (to będzie, mam nadzieję, w maju)
        otrzymam dyplom magistra sztuki, czy cos takiego (moja praca: "wpływ wizerunku
        kobiecego kreowanego w filmie na tozsamość współczesnej kobiety" - i pod kątem
        mojej pracy poszłam własnie na roczne gender). i wtedy z drugiej uczelni
        dostanę dyplom ukończenia podyplomowych studiów interdyscyplinarnych z zakresu
        gender.

        jestem na razie grafikiem komputerowym (w ogóle z innej beczki) i z tego
        czerpię jakieś tam profity, i podejżewam, ze tak już pozostanie...moi
        pracodawcy "wiedzą o wszystkim", nawet chcieli udostepnić ankietę do mojej
        pracy mgr na stronie firmy. ucieszyli się- "będziemy mogli napisać, ze
        wspieramy studentów".

        nie jest źle:-)

        pozdrawiam
        • Gość: BD Re: Gender studies, czyli z armaty do wróbla IP: 195.136.251.* 27.09.02, 09:46
          Witam,

          Gość portalu: zula napisał(a):

          > mojej pracy poszłam własnie na roczne gender). i wtedy z drugiej uczelni
          > dostanę dyplom ukończenia podyplomowych studiów interdyscyplinarnych z
          > zakresu gender.

          Tu jeszcze mi się jeden problem przypomniał, taki dość zasadniczy. Otóż to
          gender studies jest jakoś dziwnie połowiczne - gender to rodzaj (płeć), a płcie
          są dwie - męska i żeńska. Czemu więc owo "gender studies" to de facto "woman
          studies" gdzie wykładają kobiety, uczą się kobiety i wszystko o kobietach etc.?

          Wyobraźmy sobie biologa, który np. zajmując się dajmy na to "tiger studies"
          bada tylko sytuację tygrysic - od razu zwrócono bu mu uwagę na nieadekwatność
          obiektu badań do ich nazwy. Dlaczego nie prowadzi się równolegle "man studies"
          z maskulinistycznego punktu widzenia, dla factów. Gdyby ktoś domagał się czegoś
          takiego spotkałby się w najlepszym razie ze świętym oburzeniem i odesłaniem do
          czytania playboy'a. Także taka drastyczna asymetria gender studies jest
          przykładem tego, że mamy do czynienia z ideologią, a nie nauką.

          > jestem na razie grafikiem komputerowym

          A nie graficzką komputerową? Znaczy się nie uważałaś na wykładach z gender ;-)

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: zula BD IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 27.09.02, 22:51
            dobry wieczór

            wiesz, mnie równiez, na poczatku pracy mgr, zadziwiło to że napisano w ostatnim
            stuleciu tak wiele książek w rodzaju "psychologia kobiety", "wizerunek kobiety
            w literarturze polskie" itp. zadałam to pytanie mojej promotorce- dodam, że
            jest może nie wrogiem feminizmu, ale traktuje go z dystansem, jako jakiśtam
            ekstremizm. nie mniej jednak udzieliła mi takiej oto odpowiedzi: że większość
            książek, analiz, prac badawczych poświęcona była człowiekowi- w domyśle
            mężczyźnie. mówisz- studia gender tylko o kobietach- a tymczasem do niedawna
            kobiety, z wyjątkami oczywiście, były poza nawiasem; naukę, kulturę, tradycję
            tworzyli męzczyźni, dla mężczyzn, o męzczyznach- kobieta w roli ikony. gender
            to chyba próba odnalezienia swojej tozsamości w tym w większości męskim
            świecie. studia męskie na pewno też byłyby potrzebane- ale męzczyzna (chyba)
            czuje się pewnie w swiecie, który stworzył.

            druga rzecz- na studia gender faktycznie dominuje tematyka kobieca, lecz jakieś
            25 % to również kwestia męska. wykłada tam również 2 czy 3 panów (to również
            jakieś 25%:-). i wśród studentów równiez jest 25 % chłopców:-)

            miłych snów
            zula

            • maly.ksiaze Re: BD 28.09.02, 02:27
              Gość portalu: zula napisał(a):
              > a tymczasem do niedawna kobiety, z wyjątkami oczywiście,
              > były poza nawiasem; naukę, kulturę, tradycję
              > tworzyli męzczyźni, dla mężczyzn, o męzczyznach

              Co miałaś na myśli pisząc to zdanie. Bo (wybacz
              złośliwość) mam wrażenie, że nic. Ale rozwiń, jeśli
              możesz (i masz ochotę).

              Pozdrawiam,

              mk.
              • spinelli moje 5 groszy 28.09.02, 05:12
                zula napisał(a):
                > a tymczasem do niedawna kobiety, z wyjątkami oczywiście,
                > były poza nawiasem; naukę, kulturę, tradycję
                > tworzyli męzczyźni, dla mężczyzn, o męzczyznach

                Pytasz Ksiaze Panie co zula miala na mysli pisząc to zdanie. Bo, masz wrazenie,
                że nic.

                Pozwol, ze sie wtrace: (Bez zjadliwosci) Niby czemu nic? Powtorze za Zula:
                Nauke, kulture, tradycje tworzyli mezczyzni a kobiety generalnie siedzialy przy
                dzieciach i przy garach. Pelne uczestnictwo w tworzeniu kultury wymagalo od
                kobiety niejako podeptania swojego "swietego poslannictwa" i trzeba bylo nie
                lada odwagi zeby to uczynic.
                Tad pisze ze "Gender" ogranicza, byc moze ogranicza osobnikow ze sklonnosciami
                do ograniczenia, dla wiekszosci zas nie jest pewnie sztuka dla sztuki czy
                sposobem na kariere ale punktem wyjscia, narzedziem pomocniczym do uczestnictwa
                i tworzenia kultury.
                Ja odbylam swoiste Gender Studies w Kanadzie studiujac Visual Arts. Podobalo mi
                sie, ze "odgrzebuje sie" w historii sztuki te nieznane albo zapomniane kobiety.
                Mozna powiedziec, "widac nic takiego wielkiego nie stworzyly skoro zostaly
                zapomniane" a jednak 100 - 200 lat temu poszly pod prad...

                Kurcze, znowu nie mam czasu skonczyc mysli, bo mi sie moje feministycznie
                nieswiadome dziecko budzi. Zaluje, ze nie mam czasu uczestniczyc w dyskusjach
                na tym forum. Jak sie wtrace w jakis watek to zanim do niego wroce to juz osiem
                nowych rozwidlen. Niemniej bardzo czesto "w rozumie" podpisuje sie pod Zula
                • maly.ksiaze Spindoctor spinelli 28.09.02, 06:40
                  Rzeczywiście 5 groszy. Powtórzyłaś z grubsza to, co Zula,
                  używając 3 razy więcej słów i nic mi nie rozjaśniając.

                  Spóbuję wyłożyć jasno, co na ten temat myślę.

                  > > a tymczasem do niedawna kobiety, z wyjątkami oczywiście,
                  > > były poza nawiasem; naukę, kulturę, tradycję
                  > > tworzyli męzczyźni, dla mężczyzn, o męzczyznach

                  Uważam, że gdy chodzi o tworzenie nauki i kultury tzw.
                  ogół był, jest i będzie poza nawiasem. Tworzą wyjątki,
                  reszta korzysta. Co gorsza, większość z tych wyjątków
                  zostaje zapomniana (słuchasz czasem porannych audycji
                  CBC2?). Dotyczy to i kobiet, i mężczyzn.
                  Tak sie złożyło, że większość z tych, co się ostali w
                  popularnej pamięci, to mężczyźni. Kobiety bowiem, jak
                  sama zauważyłas, zajęte bywały zupełnie czymś innym - a w
                  wyścigu do nieśmiertelnośći, jak w każdym wyścigu, trzeba
                  wystartować, aby wygrać.

                  Historii nie da się zmienić. Pisanie opracowań na temat
                  zapomnianych poetek nie doda im blasku, a ich wierszom
                  polotu. Część z nich zapomniano zupełnie słusznie - tak
                  jak i lwią część poetów. Te które warte są pamiętania,
                  przeważnie są pamiętane.

                  Najlepszym sposobem zwiększenia liczby znanych artystek
                  nie jest odkopywanie trzeciorzędnych malarek, które
                  gdzieś tam kiedyś... Lepiej po prostu chwycić pędzel,
                  pióro, dłuto - czy czym tam władasz i dać Światu coś
                  oprócz 'gender perspective'. Być może to właśnie Ty
                  zmienisz 'Visual Arts' - ale z pewnością nie poprzez
                  prowadzenie prac wykopaliskowych.

                  Piszesz, że studiując widziałaś, jak "odgrzebuje się"
                  zapomniane, które poszły pod prąd. Muszę przyznać, że
                  pamiętam przeżywanie podobnych olśnień, gdy zapoznawałem
                  się ze swoją dziedziną - ileż tam osób, o których nikt
                  (poza historykami i ludźmi 'z branży') nikt, zdawało się,
                  nie pamięta. Kobiet również. Może to ten efekt (Twojej
                  powiększonej wiedzy), a nie jakiegoś 'odkłamywania
                  historii'.

                  Jestem przeciwnikiem traktowania historii jako narzędzia
                  do znajdowania argumentów w rodzaju: 'nasi tu byli
                  wcześniej, to prastare ziemie piastowskie', albo 'w
                  przeszłości żyły uzdolnione kobiety'. Bez gender studies
                  mogę Ci powiedzieć: były takie. Są. Będą.

                  Pozdrawiam,

                  mk.

                  PS. Umieszczenie tradycji w początkowym zdaniu to chyba
                  nieporozumienie. Tradycję tworzą wszyscy.
              • Gość: zula "it's a men's, men's world" (cher) IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 28.09.02, 11:19
                nigdy nie zastanawiało cię, dlaczego większość książek jest autorstwa męzczyzn,
                większość rezyserów to męzczyźni itd itp?
                ktoś (słusznie?) zauwazył, że męzczyźni robią to wszystko po to, żeby wzbudzić
                zainteresowanie kobiet.
                może faktycznie kobiety wolą 'prawdziwe zycie'- mam tu na mysli sytuację taka
                jak w 1 epizodzie 'Nocy na ziemi' jima jarmusha: corky (w.ryder) jest
                taksówkarzem- podwozi do hotelu piękną, elegancką producentkę filmową.
                producentka chce uczynić z corky gwiazdę- ta jednak mówi jej, że chce być
                mechanikiem samochodowym, i że raczej nie zmieni już zdania, zdecydowała się
                żyć "prawdziwym życiem". dla producentki jest nie do pomyślenia, że ktoś może
                nie chcieć być gwiazdą. i może tak jest z pragnieniemi kobiet i męzczyzn? nie,
                myślę, że to duże uogólnienie, ale jest w nim jednak trochę prawdy.
          • Gość: zula Re: Gender studies, czyli z armaty do wróbla IP: *.binet.pl / *.leased-02.binet.pl 27.09.02, 22:53
            > A nie graficzką komputerową? Znaczy się nie uważałaś na wykładach z gender ;-)

            złapałeś mnie;-)
            dziękuję za sprostowanie:-)

            > pozdrawiam,
            >
            > BD

            pozdrawiam również

            zula
      • Gość: BD Re: Gender studies, czyli z armaty do wróbla IP: 195.136.251.* 27.09.02, 09:53
        Witam,

        maly.ksiaze napisał:

        > PS. (zgaduję) To, że różnica jest statystycznie znaczącan
        > (nie chce mi się liczyć, wierzę na słowo), oznacza, że
        > nie da się tej różnicy przypisać całkowicie czynnikom
        > losowym - czyli że jest jakiś czynnik systematyczny. Ale
        > nie wiadomo jaki.

        Jeśli to jest nawiązanie do mojego przykładu z rekrutacją to
        wyjaśniam. Faktycznie, mamy do czynienia z pewnym systematycznym
        czynnikiem, który powoduje, że odsetek przyjmowanych mężczyzn jest
        wyższy niż kobiet.

        Wyobraźmy sobie jednak, że faceci idą w większości na chemię, gdzie jest
        niewiele ponad 1 kandydat na miejsce, a kobiety preferują socjologię, gdzie
        jest 5 kandydatów na miejsce. Oczywiste jest wtedy, że odsetek przyjetych
        mężczyzn będzie wyższy niż kobiet, nawet jeśli wykładowcy są sprawiedliwi i nie
        dysktryminują płci (a nawet wtedy gdy lekko faworyzują kobiety).

        Oczywiście możliwe są i inne wytłumaczenia, np. że kandydatki płci żeńskiej są
        mniej zdolne, ale to już szowinistyczny faszyzm, który nie jest konieczny by
        wytłumaczyć osiągnięte wyniki.

        pozdrawiam,

        BD
        • Gość: tad Re: Gender studies, czyli z armaty do wróbla IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.02, 17:03
          Co do braku "męskich studiów gender" Studia "gender" funkcjonują "na
          specjalnych warunkach" (nominacjia "Świata bez kobiet" do "Nike" była już czymś
          żenującym) i powiedzmy sobie wprost - z przyczyn ideologicznych. To "statek
          flagowy" intelektualnego (?)feminizmu . Ich autorkom "wolno więcej" i mają
          zapewnione poparcie w mediach (przynajmniej w wielu. Np. "GW" - największy
          dziennik w kraju mocno je lansuje. Dunin & Graff & Szczuka& Bator and.
          company - pojawiły się z "niczego" niczym duchy. To - trzeba przyznać - była
          udana akcja marketingowa. Najlepiej można ją prześledzić w "GW" -
          najpierw "debata feministyczna", potem ruszają "WO", potem panie zaczynają
          pojawiać się w TV). "Specjalne traktowanie" im samym ułatwia życie, ale
          jednocześnie skutecznie odstrasza wiele osób, które nie chcą być z tym łączone -
          za wiele ideologii. "Gender" koncentruje się zresztą mocno na sztuce, czy
          kulturze, a tu najlepsi wogóle unikają "szkół", (w takim sensie w jakim jest
          nią "gender" )- sami chcą je tworzyć. "Gender" po prostu ogranicza. Badanie
          kultury czy sztuki opieraja się raczej na indywidualnościach, które grupują
          wokół siebie uczniów, niż na "metodzie" i jeśli "metoda" zaczyna dominować, to
          jest to raczej oznaką kryzysu niż powód do radości. W Polsce brak jest
          indywidualności w stylu "gender". Na taki autorytet lansuje się prof. Marię
          Janion, cenioną za badania nad polskim romantyzmem, tyle, że -przynajmniej
          niektórzy - twierdzą, że odkąd "przechrzciła" się na feminizm, to obniżyła
          loty. Bywa. Męskie "gender" zresztą, albo powielałoby schemat "gender"
          feministycznego (bo w końcu feministki piszą też o mężczyznach), albo stanęłoby
          w opozycji, i mielibysmy "wojnę szkół", a tak feministki mają "monopol" (jesli
          nie liczyć tzw. "queer")i dobrze im z tym. Tak więc męskiego "gender" nie ma i
          nie ma czego żałować, bo można śmiało założyć że stosunek rzczy wartościowych
          do śmieci byłby tu zblizony do tego stosunku w "gender" feministycznym. Jesli
          jakiś autor chce zająć się aspektem płci, czy to w literaturze, historii, czy
          sztuce - zajmuje się po prostu, nie tworząc od razu "kierunku". Np. jeden z
          najlepszych mediewistów francuskich G. Duby (ten od "Czasu katedr" - dość znana
          książka (?)) pisze książki o kobietach w średniowieczu, bo uważa temat za
          ciekawy, i nie dorabia do tego ideologii.
    • maly.ksiaze Zuli i Spinelli 03.10.02, 18:40
      Dyskusja troszke przywiedla - moze zreszta i slusznie. Doszedlem do wniosku, ze
      tak naprawde w calej tej rozmowie chcialem powiedziec tylko jedna istotna
      rzecz. To mianowicie, ze 'idea' moze byc czasem warta tego, aby dla niej
      troszke zycia poswiecic. Ideologia - nigdy.

      Stad tez wynika moj krytyczny stosunek do 'instytucjonalnego' feminizmu.

      Pozdrawiam,

      mk.

      • spinelli Re: Zuli i Spinelli 04.10.02, 03:36
        Zgadza sie, tylko jak rozgraniczyc gdzie konczy sie czlowiek a gdzie zaczyna
        instytucja. Poza tym (jakkolwiek brzydko nam sie to slowo nie kojarzy)
        instytucja stanowi sile ktora moze wesprzec jednostke.
        Nikt niczego nie wywalczy w pojedynke, i do tego jest niezbedna organizacja.
        S.
        • Gość: Maciej Re: Zuli i Spinelli IP: *.man.polbox.pl 04.10.02, 15:35
          spinelli napisała:

          > Nikt niczego nie wywalczy w pojedynke, i do tego jest niezbedna organizacja.

          "Jednostka niczym, jednostka bzdurą - partia to ramion tysiące"
          Majakowski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka