mao111
20.10.05, 14:26
Na cztery dni przed decydującym starciem w wyborach prezydenckich nie chce mi
się już na ten temat pisać ani słowa. W ogóle nie chce mi się pisać o
polityce. Dajmy sobie chwilę oddechu i zajmijmy się tematem, który jest od
polityki odległy, a zarazem każdemu mężczyźnie miły. A mianowicie gołymi
babami.
Tym akurat, bo wpadł mi w ręce najnowszy numer jednego z wyspecjalizowanych w
takiej produkcji magazynów. Na jego okładce znalazły się trzy postaci,
rzekomo ekspedientki jednego z hipermarketów. Piszę rzekomo, bo jeśli się
odrobinę przyjrzeć, widać wyraźnie, że postaci te są dziełem komputerowego
grafika - do złudzenia przypominają postaci z gier komputerowych. Diabli
wiedzą, może są nawet złożone z tych samych elementów, zawartych w jakimś
standardowym oprogramowaniu?
Ale przecież nie tylko ta okładka, cały przemysł, produkujący na użytek
frajerów gołe baby, jest jednym wielkim oszustwem. Gwiazdka serialu może mieć
cycki jak koza i opony na brzuchu jak maskotka Michelina, a na rozkładówce
będzie się prezentować okazale. Można nawet wziąć pierwszą z brzegu babinę z
nosem jak hamulec u karuzeli, twarzą jak wyjedzony słonecznik i nogami ułana
krechowieckiego, a operator fotoszopa i tak zrobi z niej bóstwo.
Mnie to już nie zaszkodzi, mam swoje lata. Ale potem na efekt pracy operatora
fotoszopa rzuca się młodzież. Młody idiota ogląda te grafiki komputerowe w
przekonaniu, że tak właśnie wygląda kobieta. Kiedy już uda się mu rozebrać
jakąś koleżankę, przeżyje straszliwe rozczarowanie i będzie się musiał
ustawić w długiej kolejce podobnych sobie frustratów do gabinetu seksuologa.
W tym samym czasie jego koleżanka wraz z rówieśnicami zapełnią poczekalnie
specjalistów od anoreksji i bulimii, bo, niestety, w naturze zlikwidować
naturalnych kształtów ciała nie daje się tak łatwo, jak przy użyciu
komputera.
I nikt z nich nie wpadnie na pomysł, by zaskarżyć magazyny dla panów o
odszkodowanie. Chociaż...
Rafał A. Ziemkiewicz