tom.machine
09.03.06, 11:17
Wyobraźmy sobie rozstaj dróg. Wszystkie prowadzą do innego celu. Mamy wybór,
którą chcemy iść. Przed rozgałęzieniem zbiera się grupa reprezentująca
wszystkie zachowania. Są tam agresywni krzykacze podporządkowujący sobie
świat pod siebie siłą, są inteligenci, którzy potrafią dzięki swoim
zdolnościom zniszczyć innych słabszych, wdeptać w ziemie, ustawić w szeregu,
podporządkować sobie, są też ludzie mądrzy, ale milczący, bo nie chcą
przekrzykiwać kogoś wolą poczekać na spokój by wyrazić najtrafniejsze myśli
no i są też słabi i szarzy podatni na władzę powyższych. Jak myślicie, z kim
utożsamią się ci słabi? Dla mnie jest oczywiste, że z krzykaczami i
inteligentami, bo masy są ciemne niestety. Żyjemy gdzie żyjemy i jest to
smutne. Lepiej pokazać zły przykład swoim dzieciom, bo dzięki temu będzie im
łatwiej przetrwać, bo bycie mądrym, ale milczącym nie przynosi zysków.
Jest to tak jak na błędnej karuzeli. Ktoś czysty wsiada w punkcie, w którym
włada agresja i rozpoczyna podróż. Po drodze wmawia się mu, że ma być podobny
do tych walecznych chamów i musi przejąć od nich wzorce potrzebne do
najłatwiejszego przetrwania. Broń Boże nie brać przykładu ze spokojnych, bo,
mimo, że świat byłby lepszy to, po co żyć w świecie, w którym nie będziemy
należeć do władców? To my mamy dyktować warunki. Po trupach do celu. Kręci
się, więc po obwodzie zabierając po drodze najgorsze wzorce i dociera do
punktu początkowego. Jest inny, ale sytuacja ta sama. Ten sam brudny świat,
ale spotęgowany, bo agresja rodzi agresje a te dodają się i sumują.
Powtarzam, więc. Wychowanie na podstawie złych wzorców by komuś było łatwiej
w życiu jest bzdurne. Ale bzdurny jest cały nasz obecny cywilizowany świat.